o spotkaniach będzie....

05.12.10, 19:17

kończy się weekend......byłam, spotkałam, rozmawiałam......

najpierw kobieta l 70, opowiada jak to "posypało" jej się zdrowie po śmierci męża...zmarł w 5 h a sam szedł do karetki....więc pytam, była pani szczęśliwa ? uśmiech wsród jakże pięknych zmarszczek, zalotnie poprawione siwe włosy....byłam szczęśliwa, kochał mnie, szanował, spełniał moje marzenia, nauczyłam się nie mówić, że coś tam mi się podoba, bo zaraz mi to kupował....to właściwie mniej ważne co konkretnie mówiła, ważne były oczy, szybciutko odnalezione zdjęcia w zakamarkach portfela, uśmiech i to, co się zmienia w spojrzeniu jak oczy mówią kocham.........

potem inna.....wiedziałam, że ją spotkam bo wcześniej zadzwoniła żona mówiąc że kochanka jej męża mnie odwiedzi....hmm....przyszła, mówiła coś, że partner to, że jej partner coś tam .....ona nie wiedziała, że wiem że ów "partner" jest mężem swojej żony.....partner - kolejne słowo, które można wypełnić kłamstwem.....

spotkanie w babskim gronie.....trochę wina i sporo przemyśleń....wiem, że czasem dziewczyny mnie czytają, więc tylko tyle napisze wink......słuchać siebie, umieć powiedzieć czego się chce, być konsekwentnym....tak mi wyszło.....

to jest weekend Młodej z tatą.....widzę, że jest szczęśliwy....jakaś ona go przywiozła i odwiezie......uśmiecha się, coś tam nuci sobie.....hmmm....coś jednak ściska w zołądku...mimo wszystko......

zadzwoniła koleżanka.....rozstała się z kimś, płacze.....jak zaczeły się rozmowy o ślubie i dziecku, to okazało się że jednak jej nie kocha.....że ona jest do niego za dobra i zasługuje na kogoś lepszego....te wszystkie bla,bla,bla co już wielkokrotnie słyszeliśmy......

jeszcze inna mnie pyta, czy ja uważam że jest dobra w tym co robi zawodowo........hmm...więc pytam skąd pytanie, i w ogóle.....i wyszło, że sama czuje że jest coś nie tak.....oczywiście ma tysiąc wytłumaczeń na tę okoliczność ale jak w końcu ktoś powiedział to, czego się obawiała i podskórne wyczuwała...............to pękła....więc rozmawiam, tłumacze, żeby sobie sama odpowiedziała bo moje zdanie jej takie ale ważniejsze co sama czuje....

i zamiast odpocząć, czuje się zmęczona.....i zastanawiam się gdzie czas na mnie i dla mnie........
    • rafae Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 19:25
      Tutaj wink
    • gyubal_wahazar Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 19:26
      Cześć Kawa smile

      Piękna ta 1-sza historia. Taka przedwojenna trochę. Tak nierealna w tych czasach, że aż baśniowa
      • flirting.shadow Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 20:12
        gyubal_wahazar napisał:
        > Cześć Kawa smile
        >
        > Piękna ta 1-sza historia.

        Faktycznie.
    • czarnooka.temperufka Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 19:48
      > zadzwoniła koleżanka.....rozstała się z kimś, płacze.....jak zaczeły się rozmow
      > y o ślubie i dziecku, to okazało się że jednak jej nie kocha.....że ona jest do
      > niego za dobra i zasługuje na kogoś lepszego....te wszystkie bla,bla,bla co ju
      > ż wielkokrotnie słyszeliśmy......
      nie kumam dlaczego panna jest dla faceta ołkiej dopóki jest luz, bez nacisków z jej strony, bez nacisków w jego umysle, ale kiedy przychodzi moment, w którą należy wybrać albo w tę albo w tamtą, facet się budzi i stwierdza, że te 2, 3, 4, może nawet 5 (ale to już hardkor, zeby obudzić się po tylu latach) lat to pomyłka, bo on z tą panną wiązać swojej przyszłości nie chce.
      to po cholerę te lata? przecież po kilku miesiącach wiadomo czy się chce przy kims budzić już do końca i przy tym kimś zestarzeć czy nie, po co marnować sobie i komuś tyle czasu? fajne bzykanie? tylko? to zaważyło? czy co? to, że mu się wwydawało??? i nie wwyjeżdżać mi tu z tekstami o moim wkurwieniu na męski ród bo to nie moja sytuacja, nie mój problem, a przyznać trezba, że popieprzone to podejście jest!
      • flirting.shadow Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 20:06
        czarnooka.temperufka napisała:
        > ależy wybrać albo w tę albo w tamtą, facet się budzi i stwierdza, że te 2, 3, 4
        > , może nawet 5 (ale to już hardkor, zeby obudzić się po tylu latach) lat to pom
        > yłka, bo on z tą panną wiązać swojej przyszłości nie chce.
        > to po cholerę te lata? przecież po kilku miesiącach wiadomo czy się chce przy k
        > ims budzić już do końca i przy tym kimś zestarzeć czy nie, po co marnować sobie

        Kilka miesięcy to za mało. Chłodno patrząc, to ze 2 lata są potrzebne, wcześniej wszechobecne w brzuchu fauna i flora utrudniają podjęcie racjonalnej decyzji. Ale sporo osób po rozpadzie jakiegoś długotrwałego związku, w kolejnym podejmuje zdecydowany krok po około roku. Pewnie częściowo z obawy przed powtórką.
        • czarnooka.temperufka Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 20:16
          a te 2 lata to co? dopasowywanie??? flirtek, nie pierdziel, wcześniej wiadomo czy to ten ktoś czy nie, jeżeli nie jst nadzwyczajnie przez pół roku to po co iść w to dalej?
          i kurwa te motylki i inne cholerstwa mają być do końca nie przez dwa lata!!! bo jak cię panna po dwóch latach podniecać nie będzie pójdziesz w miasto szukać wrażeń, a to tez nie o to chodzi.
          nie jestem za legalizacją związków więc mi to lata czy się żenią czy nie, tylko sam fakt, ze mogą być razem nawet 4 lata i dopóki żadne nie zacznie piszczeć o ślubie będzie git, wali się momentalnie po pierwszym tekście o ślubie, dziecku czy co ta m jeszcze w przyrodzie występuje.
          • flirting.shadow Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 20:31
            czarnooka.temperufka napisała:
            > a te 2 lata to co? dopasowywanie??? flirtek, nie pierdziel, wcześniej wiadomo c
            > zy to ten ktoś czy nie, jeżeli nie jst nadzwyczajnie przez pół roku to po co iś
            > ć w to dalej?

            ok, w tę stronę masz rację, ale w drugą (po pół roku jest zajebiście, to zajebiście będzie zawsze) to nie działa.

            > i kurwa te motylki i inne cholerstwa mają być do końca nie przez dwa lata!!! bo

            No tak, ale tu piszesz o tym jak być powinno albo jak wszyscy by chcieli aby było, ale nie zawsze tak jest. Po jakimś czasie motylki znikają i zostaje co innego. Czasem to wystarcza, czasem nie.

            > nie jestem za legalizacją związków więc mi to lata czy się żenią czy nie, tylko
            > sam fakt, ze mogą być razem nawet 4 lata i dopóki żadne nie zacznie piszczeć
            > o ślubie będzie git, wali się momentalnie po pierwszym tekście o ślubie, dzieck
            > u czy co ta m jeszcze w przyrodzie występuje.

            rozumiem, poprzednio pisałem o czymś trochę innym. a gdyby facet Ci zaczął marudzić o ślubie? Wręcz nalegać, to co? zwolenniczką dzieci jesteś albo byłaś?
            • czarnooka.temperufka Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 20:38
              problemów z marudzeniem o slubie nie było, bo na początku ustalam taie rzeczy i albo komuś to pasuje albo mówimy sobie baj. wystarczy to ustalić, nikt nie będzie wówczas liczył na nic nieożliwego.
              nie byłam, dlatego chciałam zawsze facetów, którzy dziecko już mają. upraszczać trzeba to życie nie komplikować. wink
              • flirting.shadow Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 21:04
                czarnooka.temperufka napisała:
                > nie byłam

                kurcze, ideał wink
                • tapatik Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 21:18
                  flirting.shadow napisał:

                  > kurcze, ideał wink

                  Jak masz dziecko - to tak. Ale jeśli chcesz mieć dziecko - to już nie.
                  Wspomnij coś o gromadce dzieci i psie... tongue_out
                  • czarnooka.temperufka Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 21:24
                    dwa psy! duże psy! muszą być! a dziecko, cóz jest tyle kobiet, które chcą i mogą -wybierać, przebierać panowie.
                  • flirting.shadow Re: o spotkaniach będzie.... 05.12.10, 21:30
                    tapatik napisał:
                    > > kurcze, ideał wink
                    >
                    > Jak masz dziecko - to tak.

                    Albo nie masz i nie chcesz mieć.

                    > Wspomnij coś o gromadce dzieci i psie... tongue_out

                    Ja mógłbym pójść na kompromis i zostać przy gromadce psów wink

      • kawamija Re: o spotkaniach będzie.... 06.12.10, 14:59
        co do rozważań Temprufki z Shadowem to ja mam takie zdanie......

        czy ten facet to jest TEN wie się bardzo szybko........oczywiście może to być miesiąc a może jakieś wydarzenie po 2 tyg....nie wiem., dokładna ilość dni od poznania jest mniej ważna....ale wie się i już.....problem jest gdzie indziej.....czy pozwalamy sobie usłyszeć to, co nam w duszy gra, ale tak naprawdę....czy nie.......bo jak ktoś nam coś miłego powie, zrobi się jakiś fajny klimacik, to można zbyt szybko zapomnieć jakie ostrzeżenia gdzieś tam z zakamarków duszy się wydobywały......tak mi wyszło z obserwacji własnych wink............aaa oczywiście to, że my wiemy że ten facet jest dla nas i już, wcale nie oznacza, że ów wybrany też tak myśli....
        wydaje mi się , że taka miłość co naprawdę pali mosty....nie wiem co napisać, żeby nie było banalne......ale takie wielkie miłości, zrozumienia jakieś magiczne ....tylko zdarzają się niezwykle rzadko......
        a potem wysłuchujemy takich banalnych historii....że jak dziecko to nie, a że już nie kocha.......a tak naprawdę już dawno było wiadomo, że to droga w jedną stronę....
    • mappi Re: o spotkaniach będzie.... 06.12.10, 10:52
      hmm.....czasem mi się marzą takie spotkania

      tak mieć swobodę o sobie pogadać....
      nie umiem gadać o sobie
      słuchać umiem...

      tak...i to jest powszechnie znana rzecz...ja umiem słuchać
      więc inni gadają

      ....wypełnia mi to zycie czasami za mocno


      Kawa....a Ty?
      wiem...słuchać umiesz....ale mówić
      ................................................... o sobie innym??

      pzdr
      smile
      • kawamija Re: o spotkaniach będzie.... 06.12.10, 15:07

        Mappi wink, uwielbiam słuchać, uwielbiam obserwować ludzi np w jakiś kawiarenkach, patrzę jak do siebie mówią, jak się zachowują....myslę sobie co ich łączy lub nie....gdyby dało się utrzymać z obserwowania innych to ja chętnie.......
        a czy umiem mówić ? tak, ale bardzo wybranej grupie ludzi, 2 -3 osoby ale wtedy to już są rozmowy po bandzie, czasem dopiero im mówie to, przed czym wcześniej uciekam rozmyślając o czymś tam ...mocne rozmowy, często zapłakane, czasem zapite ale potrzebne....bo ile można się karmić tematami czym jeździsz, gdzie byłaś na wakacjach i co tym razem zrobił twój mąż.....a buuu wink

        p.s a zdjęcie jeziora zimą ? wink
        • mappi Re: o spotkaniach będzie.... 06.12.10, 17:49
          aaa....znaczy to ja tylko taka beznadziejna jestem

          zwyczajnie
          po prostu nie mam z kim
          pogadać
          ...większej filozofii nie ma co dorabiać

          a jezioro jest teraz niefajne....bardzo niefajne

          wole jak jest takie
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ha/uj/nvd3/T0xCNbcx2Mo5slizUX.jpg

          jezioro krzywe...
          natura ..nie żadna tam szopa
          • kawamija Re: o spotkaniach będzie.... 06.12.10, 18:08
            mappi napisała:

            > aaa....znaczy to ja tylko taka beznadziejna jestem
            >
            > zwyczajnie
            > po prostu nie mam z kim
            > pogadać
            > ...większej filozofii nie ma co dorabiać

            hmmm.....jaka ? beznadziejna ? nie ma żadnych dowodów na to twierdzenie .........czasem tak jest, że sie ma z kim pogadać a czasem nie.........ale mnie są ludzie potrzebni do szczerego pogadania, bo inaczej się człowiek może w tym wszystkim zagubić i zgubić wink

            a za zdjęcie dziękuje wink
Pełna wersja