kawamija
09.02.11, 09:47
wczoraj, wieczór jakich wiele było, telefon....dzwoni Ona - znam Ją od zawsze, wie o sprawach, które się nawet boje nazywać.........zaczyna mówić, że on zabrał Jej dzieci, że nie potrafi zrozumieć co się dzieje, że dzieci są przez niego mamione kolejnymi prezentami , że jest afera od kogo stoją kwiaty na oknie, że nie wie co robić, że za kilka godzin będzie nowy dzień a Ona boi się zasnąć i boli ją myśl, że jednak trzeba będzie wstać.......
niekończący się potok słów, wypowiadanych nieco jak robot, przepełnionych emocjami a jakby mówionych w tym samym rytmie...........zamarłam.....wiedziałam, że trzeba zareagować na to co słysze ale jak ????.........pojawiły się w końcu jakieś pytania, co zrobić rano, gdzie pójść, jak rozmawiać z nim.........
pamiętam a wręcz nadal to czuje.....bezradność, jakieś tupanie w miejscu bez pomysłu w którą stronę pójśc, bez argumentów przemawiających za którąś z opcji......często wiem, szybkie proste odpowiedzi a tu.........cisza.....
nie pamietam wcześniej takiej sytuacji............wiedziałam, że nie mogę ot tak odłożyć słuchawki, mogłam do Niej pojechac, przytulić..........a czułam, że na wczoraj to by było za mało.....
czułam się baaaaaaardzo potrzeba a totalnie nieporadna..........niesamowite doświadczenie....
jedyne co mi przyszło do głowy, to pomysł, kto Jej może pomóc, skontaktowałam Ją z Tą Osobą.......ja nie umiałam nic więcej.....
wiem, że w końcu zasnęła..........