o bezradności będzie....

09.02.11, 09:47

wczoraj, wieczór jakich wiele było, telefon....dzwoni Ona - znam Ją od zawsze, wie o sprawach, które się nawet boje nazywać.........zaczyna mówić, że on zabrał Jej dzieci, że nie potrafi zrozumieć co się dzieje, że dzieci są przez niego mamione kolejnymi prezentami , że jest afera od kogo stoją kwiaty na oknie, że nie wie co robić, że za kilka godzin będzie nowy dzień a Ona boi się zasnąć i boli ją myśl, że jednak trzeba będzie wstać.......

niekończący się potok słów, wypowiadanych nieco jak robot, przepełnionych emocjami a jakby mówionych w tym samym rytmie...........zamarłam.....wiedziałam, że trzeba zareagować na to co słysze ale jak ????.........pojawiły się w końcu jakieś pytania, co zrobić rano, gdzie pójść, jak rozmawiać z nim.........

pamiętam a wręcz nadal to czuje.....bezradność, jakieś tupanie w miejscu bez pomysłu w którą stronę pójśc, bez argumentów przemawiających za którąś z opcji......często wiem, szybkie proste odpowiedzi a tu.........cisza.....

nie pamietam wcześniej takiej sytuacji............wiedziałam, że nie mogę ot tak odłożyć słuchawki, mogłam do Niej pojechac, przytulić..........a czułam, że na wczoraj to by było za mało.....

czułam się baaaaaaardzo potrzeba a totalnie nieporadna..........niesamowite doświadczenie....

jedyne co mi przyszło do głowy, to pomysł, kto Jej może pomóc, skontaktowałam Ją z Tą Osobą.......ja nie umiałam nic więcej.....

wiem, że w końcu zasnęła..........
    • robert.83 Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 09:51
      "mogłam do Niej pojechac, przytulić..........a czułam, że n a wczoraj to by było za mało....."

      I nie pojechałaś. Tak?
      • robert.83 Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 12:55

        Moim zdaniem Twoja rola może polegać na całkowitym wsparciu i na pomocy - z tym, że pomoc taka jak dasz radę i nie większa. Wsparcie to bardzo dużo dla dorosłego człowieka. Nikt nie oczekuje, że ktoś inny będzie rozwiązywał jego problemy... ale można już oczekiwać wsparcia i tego, że komuś nie jest wszystko jedno.
      • kawamija Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 17:44
        robert.83 napisał:

        > I nie pojechałaś. Tak?

        nie pojechałam ...... czułam że to będzie pozorny ruch....potrzeba było innych rozwiązań.......tak czułam i teraz już wiem, że lepszy efekt dało przekierowanie Jej pod odpowiedni numer.......
        • karolina33331 Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 18:26
          właśnie podstawa to podanie ręki, pokierowanie, danie poczucia, że jest jakieś wyjscie mimo, ze noc jest ciemna i masakrycznie długa...
    • madalenka25 Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 10:40
      czasem lepiej nic nie mówić
      tylko słuchać...
    • sonnchen Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 11:52
      To, czy do Niej przyjedziesz, czy nie, nie rozwiaze tej sytuacji. Twoja kolezanka powinna sie ocknac i sama zaczac podejmowac dojrzale decyzje, a tak pozwolila komus panoszyc sie w jej zyciu i nia drygowac.

      Koles wie, ze ma nad nia psychiczna przewage, prawdopodobnie zawsze wszystko ustawial za nia, a ona tylko przytakiwala. Wiec teraz ona musi powiedziec - NIE.

      Jest sad, policja, wiec niech on tak nie podskakuje. Powinna go spakowac i wywalic jego graty.
      • z-malej-litery Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 12:07
        Przeczytałam Kawusiu. Hm... - ale przecież dzieci są wspólne? Dlaczego koleżanka twierdzi, że on je ukradł?
        Kurcze, dorośli ludzie a dziećmi pogrywają sad
        • uny Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 12:23
          ooo miła pani, jeszcze jak pogrywają.
    • claire.ampres Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 12:19
      Są chwile, kiedy nie trzeba mówić, radzić, wystarczy dać sygnał, że jestem obok, współodczuwam Twój ból, w każdej chwili możesz na mnie liczyć.
      Całkiem niedawno przeżywałam podobne emocje, kiedy rozmawiałam przez telefon z bliską mi osobą, której zmarł ojciec. Płakała bardzo, ja płacząc z nią, kompletnie nie potrafiłam powiedzieć nic mądrego, pocieszyć słowem. Ale wysłuchałam jej bólu, dałam się wygadać, wypłakać, a następnie zrobiłam wszystko, by zerwać się z roboty i dojechać poza miasto na pogrzeb. I mimo że wtedy czułam się głupio, jakbym zrobiła niewystarczająco, bo brakowało mi słów, to dzisiaj wiem, że zrobiłam tyle, ile trzeba, że byłam dla niej wsparciem w tych dniach.
      I tu Kawo chyba możesz zrobić podobnie - tylko tyle, lub aż tyle. Nie rozwiążesz problemów tej kobiety, słowem trudno jest pocieszyć, ale możesz po prostu być, słuchać i wspierać. A bezradność przejdzie...
    • sebtrom Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 14:53
      obecnosc tej drugiej osoby jest niesamowicie wazna..
      a reszta ...
      radze sobie dobrze z pozwoleniami, urzędami, bankami, pismami, fakturami...ale czasem jak widze co dzieje sie z ludźmi...tak trudno doradzić jak ktoś robi krzywdę bo nie mogę pojąc dlaczego tak się dzieje
      ale nie wolno krzywdzić, są instytucje, paragrafy tylko ze zainteresowana pewnie nawet nie pomyśli zeby powalczyć, ktoś musi jej wytłumaczyć...ktoś musi pomóc bo przy takim zagubieniu nie ma szans na racjonalnosc...
    • karolina33331 Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 16:14
      Kawa to co zrobiłaś jest wielkie.Nie zostawiłaś jej bez pomocy.Ta bezradność własnie w takiej sytuacji jest najgorsza.Wiem jakie to jest uczucie z autopsji i do mnietez ktoś wyciagnął rękę.Nigdy tego nie zapomnę.
    • kawamija Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 17:41

      ja nawet nie miałam złudzeń, że rozwiąże Jej problemy....raczej byłam zdumiona jak trudno czasem "pomóc", nawet jeśli się ma poczucie, że tym razem to jest sprawa poważna, że rozpoczął się sprawdzian, który trzeba zdać........

      dzieci są wspólne a problemy od dawna, kilka spraw sądowych i jeszcze pewnie kilka przed nimi........nie chce pisać "szczegółów" bo nie mam ku temu żadnego upoważnienia.........mnie raczej zadziwiła ta sytuacja z psychologicznego punktu widzenia.......że można bardzo chcieć pomóc a nie wiadomo jak, że padają pytania na które trzeba odpowiedzieć a dookoła cisza.........taka bezradność, która paraliżuje......

      • cornelli Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 19:38
        Kawosmile
        Czasem największą pomocą jest pozwolić mówić. Nie musisz być obok, nie potrzeba fizycznego przytulenia, czy mądrych rad. Słowa są jak rzeka, emocje jak jej nurt. Z czasem zaczyna płynąć spokojniej.
        Dałaś swojej przyjaciółce dokładnie tyle, ile w tym momencie od Ciebie potrzebowałasmile
    • czarny.onyks Re: o bezradności będzie.... 09.02.11, 20:52
      kurcze...znam temat ...
      miałam podobną sytuację.....bez wdawania się w szczegóły, bo to bliska memu sercu osoba

      były rozmowy, tłumaczenia, i rozmowy i nawet książki specjalistyczne....namiary na placówki, gdzie szukać pomocy
      i znów rozmowy...dzień w dzień...i nocami by podjęła decyzję...by nie rezygnowała....
      była walka o dzieci..i policja...i powroty i rozstania
      i przemoc....i strach....
      i parę innych rzeczy...

      i wiem, że pomoc jest potrzebna w chwili, gdy świat się wali...ale i potem....może przede wszystkim potem
      bo czasem trudno znaleźć w sobie siłę.....
      bo przemoc wypacza umył osoby skrzywdzonej, która ...mimo wszystko kocha....
      i czasem chce wrócić...czasem nie wie, co robić dalej...

      i często wystarcza obecność drugiego człowieka...wysłuchanie......

      Bądź Kawo obok niej....to naprawdę dużo
Pełna wersja