ponarzekam sobie troszkę....

20.02.11, 19:40

siedzę sobie w robocie, ciągle ktoś coś chce, mamusia postanowiła mnie zamęczyć pytaniami, i to w ramach w odpowiedzi na moje nie w kwestii jej panoszenia się w moim domu i życiu...........boli mnie głowa ..
bardzo cenię sobie swój świat, niewiele osób tam zapraszam ale walczę o to, by z tymi osobami czuć dobrze...miałam różne chwile życiowe jako żona i nie-żona.....byłam wdzięczna na pomoc, bo uważałam, że dzięki temu jakoś sobie radzę, prosiłam o pomoc....a dziś poukładane jest już dużo...Młoda, ex, niania, robota, czas na obowiązki i odpoczynek - jakoś to działa..........i nagle mama nie widzi dla siebie miejsca w tej układance....komentuje przy Młodej moje decyzje, doszukuje się jakiegoś drugiego dna, czuje się w moim domu jak u siebie....
powiem szczerze, że to trudna sytuacja....bo z jednej strony to Mama i to mama, która pomogła mi w wychowaniu Młodej a z drugiej ja już nie chce tej pseudopomocy połączonej z komentarzami jak powinnam żyć....tak bym chciała po swojemu, mając świadomość ceny jaką za taką decyzję płacę......ale czy da się po swojemu nie raniąc innych ?

ot tak sobie dziś rozmyślam.........
    • tygrysgreen Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 19:48
      ponarzekaj sobie
      z mamą to najtrudniej
      • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 19:52
        Ja już Ci kiedyś pisałam - dwie dorosłe samice w jednym domu to się z trudem znoszą...
    • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 19:50
      Może to po prostu cena, jaką płacisz za to, że była i pomagała, kiedy tego najbardziej potrzebowałaś?
      A poza tym - oprócz Ciebie i Młodej, to jakie inne zajęcia ona ma?
      Nudzi się pewnie, biedaczka - w końcu też singielka, tak?
      Syndrom pustego gniazda, tak to się chyba nazywa?
      • kawamija Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 20:29

        no właśnie....cena za pomoc....rzeczywiście pomagała i dziękuje Jej za to aleeeeee dziś nie potrzebuje takiej pomocy....gdzie jest granica wdzięczności ??????

        ma mnie, Młodą, brata z żoną i dzieckiem w drodze, ale tam jest sielanka i mama nie widzi powodów, by pouczać.........u mnie natomiast rozwód, dziecko z niepełnej rodziny, matka ciągle w pracy i babcia co MUSI czuwać.........
        • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 20:45
          no szczerze współczuję - ja od swoich nigdy aż takiej pomocy nie potrzebowałam, najwyżej finansowej w najgorszym zakręcie mojego życia, kiedy nawet na pozew o rozwód nie miałam...

          wolę zresztą dawać niż brać od nich, bo w moim mniemaniu taka jest teraz kolej rzeczy, ale to całkiem inna historia

          ze swoją mamą nawet na odległość nie bardzo się dogaduję, odeszłam już bardzo od niej, może nie byłam nigdy aż tak blisko...
          ale one, te mamy całkiem dorosłych i samodzielnych dzieci, tak już mają, że muszą żyć ich życiem, łącznie z ustawianiem szklanek w szafce po swojemu, kiedy przyjadą z wizytą...
          tyle, że ten nowy porządek w szafkach po ich wyjeździe spokojnie można przywrócić do stanu sprzed
          gorzej, kiedy wtrącają się i krytykują działania jako rodziców, podważają autorytet, działają wbrew

          nie da się z tą mamą jakoś pogadać racjonalnie i spokojnie? zaczynając od tego, czym tak naprawdę się kieruje?
    • z-malej-litery Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 20:19
      czego byś nie zrobiła - wyjdzie źle. Skoro mama zachowuje się tak, jak to przedstawiłaś, to znaczy, że ona najnormalniej pod słońcem problemu nie zrozumie.
      A jakie wyjście? Nie wiem : )
      • kawamija Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 20:31
        z-malej-litery napisała:

        > czego byś nie zrobiła - wyjdzie źle.

        dokładnie tak czuje.....i męczy mnie to....pozwolić, nigdy nie zrozumie, że chce inaczej.......nie pozwolić, będę najgorszą z córek.......
    • slayerhood-ka Re: ponarzekam sobie troszkę.... 20.02.11, 20:32
      Hmmmm znam to i tak to jest.
      taki banalny przykład

      Mój maluch ma długie włosy, już 27 cm i ciągle słyszę komentarze na ten temat w rodzinie.
      ja stawiam na spokój i zawsze po czasem niemiłych komentarzach mówię, ze może im się to nie podobać ale to moja decyzja i muszą to uszanować.

      Nie mam pojęcia co zrobię jak mały podrośnie i będzie rozumiał uwagi pod moim adresem -chyba nie pozwolę na to, ale jak - nie mam pojęcia. To mało rozsądne przy dziecku podważać pozycję rodzica.

      ja znalazłam na mój problem 1 główny tekst. Podobno długie włosy u chłopaka to niehigieniczne - a ja wtedy pytam: a co, u dziewczynek to już tak?

      zawsze jest jakieś wyjście i logiczne spokojne tłumaczenie.
      Pomyśl. Choć wiem, że z mamami to chyba najciężej jak się córka jest.

      Jak raz pozwolisz to sie sypie potem lawina.
      Ja mam zła opinię w rodzinie mojego męża. Ale skoro z powodu długości włosów taka sobie wyrobili to się cieszę, że nie mamy kontaktu big_grin

      a mama - gada zawsze jak sie widzimy czyli 1 raz na 3 miesiące i ja juz tego nie slysze.

      najlepiej na odległość big_grin
Pełna wersja