slayerhood-ka
11.04.11, 14:11
Dziś miałam służbowe spotkanie, mały spęd, muzyka, masa jedzenia. Ogólnie spotkanie wesołe, radosne itd...ale... wyszłam szybciej bo czułam, ze pękam. patrzyłam na tych ludzi, średnia wieku 70 i zaczął ogarniać mnie strach, ze tez tak kiedyś będę żyła. Nie potrafię uwierzyć, że można być szczęśliwym na marnej emeryturze, z masą chorób, czekając na ten dzień. szłam na autobus, płakałam jak dziecko i paliłam zmokłego od deszczu papierosa. dzień mam nastrojowo ugotowany. nie dość, że już jestem sama, bez niego i emocjonalnie nie wyrabiam to byc może czeka mnie samotna, schorowana starość.
ostatnio widziałam program "cofnij czas".
Na bohaterów programu spada na początku diagnoza ile będą żyli przy swojej obecnej tuszy, stanie zdrowia, z nałogami - i wszyscy sa załamani słysząc np. 5o lat.
Chyba to ostatecznie utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem złamana. Byłam zszokowana kiedy płakali na te słowa. 55??????/ super. Ja tak chce- pomyślałam, po co oni ryczą, o co chodzi? To jakoś mało?
Potem uświadomiłam sobie, że tyle ma moja mama i trochę rozum wrócił, może faktycznie malo. Ale mimo to ja nadal tak chce.
Nie myślę juz o przyszłości "co będę robic...?" tylko "czy będę...".
Yhmm poniedziałek.
ktos podziela tak straszek?