wmiesciejakrybytramwaje
04.01.12, 20:00
... w kontekście tak zwanej prozy życia.
Zboczuchy, które kliknęły myśląc, że się tu będę intymnie wyzewnętrzniać, niech się wyklikają, bo rzecz o budowlance będzie

.
Otóż przyszły dzisiaj chłopaki od dachu. Tego, co to wiecie, cieknie. I taką wymianę zdań sobie uskuteczniliśmy:
CHoD (Chłopaki od Dachu): Dzieńdoberek, my do tego zalania !
J (Ja): Witam, fajnie, proszę wchodzić
Weszli zatem
CHoD: A mąż to jest?
J: ?????
(ale w tej chwili, czy w ogóle, a zasadniczo to WTF???). No ale odpowiadam zachowawczo nieco, pozostawiając spory margines do interpretacji własnej
- A kto go tam wie…
ChoD- A kiedy bedzie?
J: - Yyyyyy…….
(jak znam siebie oraz tak zwane życie to never ever, ale never say never, jak to mawiają…- Trudno orzec,- mówie więc
CHoD: Hyhyhy
(chłopaki chyba zaczaili bazę).
To gdzie pani cieknie (hyhyhyhy)
J: A tu i tu –
pokazuję paluszkiem na rułę wentylacyjną od okapu kuchennego oraz daszek od lukarny w kuchni.
-ChoD : To pani da klucze od strychu.
Dałam, poleźli. Stukają, pukają, złażą w końcu
J: No i jak tam panowie, naprawione?
CHoD – Komin żeśmy pani uszczelnili (hyhyhy), ale w tej lukarnie to wszystko zgnite (

). Blachy trzeba zrywać i wymieniać. To my przyjdziemy jutro rano, jak nie będzie padać i wymienimy.
J: A to mnie nie będzie. Klucze pod wycieraczką
Lubię budowlańców- zawsze mnie nastroją pozytywnie jakoś do życia