wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje życie

14.02.12, 20:06
Już od dłuższego czasu narastała we mnie potrzeba wyrzucenia tego wszystkiego, co nawarstwiało się we mnie. Dzisiaj w końcu wyrzucę z siebie wszystko, co mnie męczy.... Bardzo długo nie układało się w moim życiu, zwłaszcza w życiu osobistym. Ojciec były zomowiec-alkoholik, matka zajęta wychowaniem piątki dzieciaków. Nieraz dostało się mi w skórę, nieraz słyszałem pod swoim adresem wyzwiska. Czasami matka była gorsza od ojca, bo podburzała go do bicia nas. Od pierwszej do trzeciej klasa podstawówki - częste wyzwiska, bicie, izolowanie od rówieśników. Pamiętam, jak w pierwszej klasie miałem problemy z tabliczką mnożenia; za to, że nie potrafiłem mnożyć w słupkach moja matka tłukła głową o wykafelkowaną ścianę w łazience. Od początku nauki trzymałem się z boku, a chłopaki z mojej klasy mieli na kim poużywać sobie. Śmiechy, przytyki, uszczypliwości, tak na prawdę nie było tygodnia, żebym nie usłyszał, jaki jestem. Nie reagowałem na to, trzymałem to dla siebie, a wszyscy mieli dobrą zabawę moim kosztem.

W liceum miałem lepiej - ludzie traktowali mnie obojętnie, nie było takich złośliwości, chociaż dalej byłem samotnikiem. Żadnych imprez, żadnych "osiemnastek", dalej z boku. Ze strony rodziców żadnego wsparcia, gdy miałem problemy z nauką, ale gdy coś mi nie wychodziło, dalej były przytyki, wyzwiska, słowa po których traciło się ochotę i chęć do życia. Z resztą, od liceum ojciec z matką zbytnio nie przejmowali się mną, moimi problemami. Jedynie po wywiadówkach okazywali mi w dosyć nietypowy sposób zainteresowanie, krzycząc i wyzywając mnie, dlaczego tak słabo się uczę, dlaczego mam takie kiepskie oceny, przecież "cały czas k***a uczysz się, a oceny masz takie kiepskie. Co ty k***a wyprawiasz?".

Zdana matura, przyjęcie na studia na prawnicze. I tu szok, pierwszy raz w życiu poczułem się jak to być równym z innymi. Nie tylko zostałem zaakceptowany, ale pierwszy raz w życiu miałem autentycznych kolegów. Było na na roku około 100 osób, zostałem starostą roku, z każdym miałem dobry kontakt, nagle poczułem się ważny - zapraszano mnie na imprezy, kumple chcieli ze mną balangować, dziewczyny chciały się ze mną bawić. Życie stało się jakieś ciekawsze, jaśniejsze. W domu zbuntowałem się, zacząłem trochę korzystać z życia, imprezowałem, jeździłem na konferencje, zacząłem rozwijać swoje pasje, coraz rzadziej bywałem w domu. Mój ojciec tego nie chciał zaakceptować, często kłóciliśmy się, a im bardziej on razem z matką awanturowali się ze mną, tym bardziej stawałem przy swoim.

Studia ukończone z oceną plus dobry na dyplomie. W miesiąc po ukończeniu studiów umarł mój ojciec. Cały ciężar organizacji pogrzebu wziąłem na siebie. We wrześniu dostałem pracę. Moja pierwsza pensja była wyższa niż pensja siostry, która miała wówczas trzy lata doświadczenia zawodowego. Z całego mojego rodzeństwa zarabiałem najwięcej. Myślałem, że może coś się w moim życiu zmieni na lepsze, że usamodzielnię się, że w reszcie coś w swoim życiu odmienię.

W liceum byłem sam, nie miałem dziewczyny. Właśnie wtedy pierwszy raz czułem, że nie chcę być sam, że brakuje osoby, z którą będę mógł porozmawiać, wspólnie spędzać czas. Niestety, nic z tego nie wyszło - na studniówce byłem sam. Myślałem, że poznam kogoś na studiach, że będę mieć dwadzieścia kilka lat, że to się zmieni. Na studiach nic się nie zmieniło. Były dziewczyny, które podobały się mi, ale nie byłem na tyle śmiały, żeby podejść i spróbować jakoś poznać je. Zawsze miałem poczucie tego, że jestem brzydki, gorszy, że są inni, lepsi ode mnie, a ja nie mam szans. Kłamałem, kiedy koledzy pytali mnie, czy kochałem się już z dziewczyną, czy mam kogoś. Kiedyś jednak wygadałem się kolegom z roku, że jestem sam i nie byłem jeszcze z dziewczyną. Byłem w ciężkim szoku, bo nie wyśmiali mnie. Innym razem, byłem w kiepskim stanie z tego powodu, ale koledzy postawili mnie na nogi.

Pierwszy raz całowałem się, kiedy miałem kończone 22 lata. Pod koniec studiów poznałem przez internet dziewczynę, miałem wtedy 23 lata - pierwszy raz miałem dziewczynę. Pamiętam, że miałem uczucie, że złapałem Pana Boga za nogi. Czułem się na prawdę, jak prawdziwy facet. Po trzech miesiącach panna powiedziała mi, że było miło, fajnie, dobrze bawiła się, ale nie chce być dalej ze mną. Rozstaliśmy się na miesiąc przed obroną.... O mało co nie zawaliłem obrony swojej pracy magisterskiej.

Po pewnym czasie poznałem przez internet inną dziewczyną, która miała dziecko. Spotykaliśmy się co pewien czas na kawę, herbatę, czasami na drinka. Z każdym spotkaniem ona podobała się mi coraz bardziej, ale nie potrafiłem jej powiedzieć tego. Przez pewien czas nie spotykaliśmy się nawet, bo ona spotykała się wtedy z innym chłopakiem. Któregoś dnia coś we mnie pękło, zebrałem się w sobie i pocałowałem ją. Myślałem, że serce wyskoczy mi z piersi.... Zostaliśmy parą. To był związek na odległość, ponieważ dzieliło nas 90 kilometrów. W każdy piątek po pracy wsiadałem w autobus i jechałem do niej. Im bliżej byłem miejscowości, w której mieszkała, tym bardziej cieszyłem się. W czasie każdego rozstania czułem, jak coś ściska mi gardło, nie potrafiłem powiedzieć słowa. Autentycznie zakochałem się w niej. Chociaż nie byłem prawiczkiem, to pierwszy raz w życiu czułem satysfakcję i przyjemność, kiedy kochaliśmy się. Kiedy przytulała się do mnie, pierwszy raz w życiu czułem się jak mężczyzna. Byliśmy razem na dwóch weselach, nigdy nie bawiłem się tak dobrze, jak wtedy.

Kiedy dostałem drugą pracę, zaproponowałem jej, żebyśmy razem zamieszkali w moim mieście. Ona dosyć szybko dostała pracę, ja załatwiłem przedszkole dla dziecka i mieszkanie dla nas. Jej syn zaakceptował mnie, po pewnym czasie zaczął do mnie mówić "tato". W miesiąc po ukończeniu 25 lat, wyprowadziłem się z domu. Moja matka nie potrafiła pogodzić się z tym, że związałem się z dziewczyną, która ma dziecko. Po kilku miesiącach wspólnego mieszkania, poprosiłem ją o rękę. Zgodziła się. Moja rodzina była w szoku, nikt tego nie spodziewał się. Myślałem, że w końcu znalazłem swoje szczęście, że długo byłem sam po to, żeby znaleźć kogoś wyjątkowego. Wszyscy moi znajomi gratulowali mi, mówili że jestem odpowiedzialny itp. Ja faktycznie czułem się szczęśliwy - byłem z kimś, kto mnie kocha, wreszcie poczułem się wyjątkowo. Dla jej dziecka byłem ojcem, obiecałem sobie jedno, że nigdy nie będę dla niego taki, jakim był mój ojciec. Czasami kłóciliśmy się, ale wszystko układało się normalnie do czasu..... Na dwa miesiące przed ślubem moja narzeczona powiedziała, że nie chce tego ślubu. To był dla mnie szok. Kiedy zapytałem się dlaczego, dowiedziałem się, że dla niej zawsze jej brat będzie ważniejszy niż ja, że nie chce, żeby jej życie wyglądało tak, jak moje dotychczasowe życie itp. Nigdy w stosunku do niej i jej dziecka nie pozwoliłem sobie na jakiekolwiek zachowanie, które miało miejsce w mojej młodości. Traktowałem ją tak, jak zasługuje na to każda dziewczyna, jej syna traktowałem jak własnego, razem utrzymywaliśmy dom, poświęcałem jej tyle czasu, ile tylko mogłem, nie nalegałem nawet na seks, jeśli nie chciała się ze mną kochać. Nie przychodziłem do domu pijany, kiedy chciała iść na imprezę z koleżankami nigdy nie oponowałem. Po rozstaniu wróciłem do matki. Usłyszałem tyle wyzwisk, na porządku dziennym był "debil", "idiota", "imbecyl"..... To był czas kiedy, bardzo dużo piłem, zaniedbywałem swoje obowiązki w pracy. Zawsze była okazja, żeby wypić, koledzy zawsze byli na zawołanie. Nie jestem z tego dumny, ale też było dużo seksu z prostytutkami. Moje życie było proste - jedna praca, druga praca, w weekend picie i prostytutki. Zaniedbałem doktorat, w domu bywałem gościem. Któregoś dnia przyszło otrzeźwienie, bo którejś z kolei libacji nagle uprzytomniłem sobie, że w ten sposób zniszczę siebie, że to jest najprostsza droga do autodestrukcji. Miałem wtedy autentyczny problem z alkoholem.
    • looser1985 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:07
      Zacząłem szukać pracy poza moim miastem i udało się - po kilku miesiącach szukania jesienią zeszłego roku wyprowadziłem się i zamieszkałem sam w mieście oddalonym od mojego rodzinnego miasta o ponad 100 kilometrów. Jestem tutaj sam, staram się poznać jaką dziewczynę, oczywiście przez internet, bo nie mam w sobie na tyle śmiałości, żeby spróbować "na żywo". Inna sprawa, że nie jestem przystojnym facetem..... Zazwyczaj kończy się na jednym spotkaniu, później dowiaduję się, że to nie to, że nie jestem w typie, że nie jestem przystojny albo.... niczego nie dowiaduję się, kontakt urywa się. Staram się być naturalny, normalny, nie narzucam się, przychodzę na spotkania zadbany, staram się więcej słuchać niż mówić, ale to na nic... Obiecałem sobie, że nie będę korzystać z usług prostytutek, ale z tego nic nie wyszło... Pocieszam się tylko tym, że jestem sam, że nie jestem wobec nikogo nieuczciwy i nie zdradzam nikogo, bo sam nie chciałbym być zdradzony.... Wiem, że to co piszę, budzi u Was co najwyżej pogardę dla mnie, że dla wielu z Was jestem śmieciem, który nie zasługuje na szczęście, ale postanowiłem wyrzucić to wszystko z siebie. To jest męczące, kiedy nie można z siebie wyrzucić tego, co tak strasznie ciąży. Niedługo skończę 27 lat, ale czuję się tak, jakby całe moje życie było porażką. Po co praca, nawet dobrze płatna, po co doktorat, po co ambicje, skoro praktycznie całe życie jestem sam. Czasami mam wrażenie, że lepiej dla mnie byłoby, gdybym skończył ze sobą, bo po co kontynuować parodię życia? Zawsze chciałem być porządny, chciałem żeby ktoś mógł o mnie powiedzieć, że jestem przyzwoity....
      • czarnamajka75 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:15
        radzilabym udać sie do psychologa, pomaga
        ........ Niedługo skończę 27 lat, ale czuję się
        > tak, jakby całe moje życie było porażką. Po co praca, nawet dobrze płatna, po
        > co doktorat, po co ambicje, skoro praktycznie całe życie jestem sam.
        A tutaj to ja widzę duże pole do popisu dla specjalisty, gdyż jak sam nie UWIERZYSZ ,że jeseś wiele wart to żadna osoba tego nie uczyni.
        Ja też jestem SAMA - no i co z tego?Staram sie jak mogę najlepiej wykonywać pracę,doszkalać sie i realizować pasje - a doktoratu Ci szczerze zazdroszczę( mniemam że taki posiadasz?)
      • gyubal_wahazar Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:42
        Miałeś całe życie pod górkę, ale jak na takie warunki sporo osiągnąłeś. Wielu ludzi w podobnej sytuacji, stoczyłoby się i/lub spędziło już parę lat za kratkami.

        Smutne, że tak pechowo ulokowałeś uczucia i domyślam się ile kosztowało Cię pozbieranie się po tym. Ale jednak dałeś radę i zaczynasz od nowa. Doceń to wszystko, bo niewielu ludzi w Twoim wieku zdążyło zebrać tyle od losu i wyjść na prostą, na którą właśnie wychodzisz.

        Jeśli mogę coś doradzić, to mniej (tak, mniej) się staraj w relacjach z dziewczynami, bo nie chcesz ryzykować kolejnego knock down'u. Nie wybiegaj za daleko do przodu ze swoimi uczuciami nie widząc, że są odwzajemniane.

        Sporo kobiet nie szanuje, tego co przychodzi im zbyt łatwo. Jej też ma zależeć i masz widzieć i czuć, że Ci to okazuje. Jeśli więc tego nie widzisz, przykręć kurek swojej wylewności.

        Jesteś bystrym gościem i masz charakter, więc nie mam cienia wątpliwości, że dasz radę. Tym bardziej, że masz dopiero 27 lat. Powodzenia ! smile
        • looser1985 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:59
          Starałem się oddzielić soją przeszłość od teraźniejszości i przyszłości swoistą "grubą kreską", ale ona wraca jak bumerang. Wynajmuję teraz pokój od sympatycznego małżeństwa, które bardzo polubiłem. Właściciel mieszkania powiedział jedną rzecz, mianowicie "Jesteś normalnym, porządnym facetem, ale brakuje Ci jednej rzeczy - pewności siebie. Chciałbym, żebyś był pewny siebie". Czasami zastanawiam się, czy to wszystko, czego doświadczyłem - smutne dzieciństwo, brak pewności siebie, bolesne rozstanie z narzeczoną, nie spowoduje, że zamknę się w sobie. Tak, jak już wcześniej napisałem, mam swoje ograniczenia, czuję się gorszy, brzydszy itp. Im bardzie mi nie wychodzi, tym bardziej zanurzam się w tym bagnie.... Wielu moim znajomym mówię, że oddałbym dobre wykształcenie, dobrą pracę, prace związane z napisaniem doktoratu, za większą pewność siebie i za to, żeby - skromnie, ale mimo wszystko wspólnie z drugą osobą - przeżyć swoje życie...
          • czarny.onyks Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:07
            to Cię nie pocieszy, ale...inni miewają jeszcze gorzej...

            i tak, pewności można się nauczyć...
            wbrew pozorom 27 lat to najlepszy wiek..
            i ciągle masz czas na nowe życie....bo wnioski już wyciągnąłeś...
            i się nie poddajesz...
            • looser1985 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:12
              Wiem, że inni maja gorzej, że są ciężko chorzy, niepełnosprawni, nieuleczalni chorzy, zdani na opiekę swoich rodzin. Mam świadomość, że nie powinienem tak strasznie narzekać na swój los... Ale czasami kiedy widzę, że moim znajomi i koledzy, u których w ich rodzinach relacje były zdrowe i normalne, układają sobie swoje życie osobiste, zastanawiam się dlaczego akurat mi tak nie wychodzi....
              • czarny.onyks Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:17
                nie tędy droga...
                zastanawianie się, dlaczego innym wychodzi a Tobie nie spowoduje tylko frustrację, smutek itd...

                lepiej próbować powoli budować swoje nowe życie.....nowe kontakty.....pasje....i poznawać ludzi...
                bez napinki na związek ...
              • gyubal_wahazar Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:23
                Ci którym wychodzi (ale w dystansie, a nie przez parę lat na krzyż), to z każdym rokiem mniejsza garstka. Przy obecnym tempie, za parę lat może się okazać, że statystycznie zaniedbywalny margines, więc nie rób sobie wyrzutów
          • gyubal_wahazar Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:16
            Najpierw rodzice zrobili wiele, byś nie miał poczucia bezpieczeństwa, a co dopiero, poczucia własnej wartości. A teraz oberwałeś bardzo mocno, kiedy w ten związek zainwestowałeś mnóstwo swoich uczuć i marzeń. Oczywiste jest więc, że Twoje poczucie własnej wartości puka w dno od spodu.

            Musisz pogodzić się z tym, że potrzebny Ci czas, by z tego wyjść. Zapomnieć o tym związku i powoli odbudowywać wiarę w siebie. Na moje, pół roku to chyba absolutne minimum, ale rok też chyba brzmi sensownie. Postaraj się zabić jak najwięcej czasu. Czymkolwiek, bylebyś tylko nie miał wolnej chwili (robota, doktorat, sport, książki).

            Potrzeba Ci jakichś nawet drobnych sukcesów, byś poczuł, że nie jesteś takim loserem o jakim teraz myślisz. Nie poganiaj się i nie rób sobie wyrzutów. To musi potrwać, ale wyjdziesz z tego. I naucz się odbijać swobodne piłki z dziewczynami, po to by nauczyć się kontrolować sytuację i (odpukać) nie wpaść znowu, jak przysłowiowa śliwka w gówno.
            • looser1985 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:31
              Mam w sobie dużo żalu do matki, bo dzisiaj jestem tak na prawdę emocjonalną pokraką. To, co dla większości ludzi jest zachowaniem normalnym, mi osobiście sprawia duże problemy. Flirt z dziewczyną? Tak na prawdę do niedawna to była totalna abstrakcja. Dzisiaj jest już trochę łatwiej, chociaż jak czasami jestem zaskoczony jaką celną uwagą, podkulam ogon i uciekam. Moja niedoszła małżonka zauważyła, że rzadko uśmiecham się, cały czas siedzę tak spięty, jakbym szykował się na coś najgorszego. Rozumiem, że mojej matce było ciężko, bo wychowanie piątki dzieci to bardzo trudna sprawa. Mąż alkoholik (tak trzeba nazwać mojego ojca), który zawsze w miesiącu musiał przyjść wypity albo po prostu pijany, problemy finansowe, problemy z dziećmi. Wszystko to rozumiem. Nie mam do niej pretensji o to, że gdy zasłużyłem swoim zachowaniem zostałem skarcony. Wiem też, ze sama nie miała dobrych wzorców w domu, że ją traktowana jeszcze gorzej, niż mnie i moje rodzeństwo... Mam żal o to, że kiedy nie zawiniłem lub moje przewinienie było niewielkie, było bicie albo wyzwiska. Pamiętam, że kiedyś grał z kolegami z podwórka w piłkę. Boisko było żwirowe, potknąłem się, upadłem i rozciąłem sobie łokieć. Poszedłem na chwilę do domu, żeby zdezynfekować ranę i opatrzyć ją. Kiedy pokazałem matce ranę i powiedziałem, że potknąłem się, dostałem od niej dosyć mocno w twarz, a później w głowę. Był oczywiście wyzwiska. To jest tylko przykład, bo takich zachowań było sporo. O to mam żal, na prawdę duży żal, bo czym w tej sytuacji zawiniłem?

              Kiedy zacząłem poważnie spotykać się z moją niedoszłą małżonką pojawiła się we mnie chęć ucieczki z domu. Kiedy tylko nadarzyła się taka okazja, bez zastanowienia zamieszkałem z nią. Wtedy tak na prawdę pierwszy raz czułem się, że jestem w prawdziwym domu. Bardzo lubiłem też jeździć do jej rodziców, bo tam też była domowa, ciepła atmosfera. Moja niedoszła teściowa zauważyła kiedyś, że widać po mnie, że u mnie w domu nie było ciekawie. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć.... Dzisiaj tłumaczę sobie, że związałem się z nią nie tylko dlatego, że po prostu zakochałem się, ale też dlatego, że na jej syna przelałem wszystkie swoje pragnienia związane z tym, jakiego chciałem mieć ojca - jeśli trzeba to wymagającego, nawet surowego, ale sprawiedliwego. Ojca, który miał czas pójść na rower, na hulajnogę, pokopać piłkę, przeczytać bajkę, razem chwilę poleżeć po zgaszeniu światła w pokoju....

              Rozstanie z moją narzeczoną to tak na prawdę chyba największa moja klęska....
              • gyubal_wahazar Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 22:19
                > Rozstanie z moją narzeczoną to tak na prawdę chyba największa moja klęska....

                To nie Twoja klęska, tylko jej. Z tego co zdarza mi się czytać tu u nas i na innych forach, faceta takiego jak Ty ze świecą szukać. Miałeś wielkiego pecha, że Twoja ex była tak niedojrzała, że potraktowała Cię jako kryzysowego narzeczonego, a Twą dobroć wzięła za słabość. Będzie tego żałować bardziej gorzko niż Ty jej, jestem pewien.

                Nic nie zmieniaj, masz charakter, szanujesz to co jest warte szacunku i nie oczekujesz wiele. Jestem pewien, że znajdziesz zasługującą na Ciebie dziewczynę. Aby jednak zwiększyć szanse, zacznij jej szukać dopiero jak wrócisz do pionu.

                Dziewczyny w naturalny sposób szukają psychicznego oparcia w facecie, nie powinna więc od Ciebie bić słabość, czy jakaś trauma. Spokojnie dojdź do siebie, poudzielaj się na forach gdzie jest sporo kobiet (np. u nas albo na Kobiecie).

                Naucz się na luzie rozmawiać na temat, ale i o niczym. Zobaczysz jak szybko wróci Ci wiara w siebie, a stąd tylko krok do wiary w siebie w realu. Piszesz bardzo ciekawie i na poziomie, więc jestem przekonany, że przyjdzie Ci to z łatwością. Trzymam kciuki !
      • robert.83 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:21

        Witaj na forum.

        Po tym co napisałeś w zasadzie chciałbym powiedzieć Ci 5 rzeczy:

        1. To będzie najkrótsze więc od tego zacznę: Gdzieś po drodze użyłeś zwrotu "pewnie macie mnie za śmiecia..." itd. Po pierwsze nie, nie mamy. A po drugie nie krytykujemy Cię bo generalnie ani nas ziębisz ani grzejeszsmile. Przepraszam za ten pozorny grubiański tekst, ale chodzi o to, że świat dużo mniej Cię ocenia niż myślisz. Świat nie czyha na Twoje potknięcia, świat nie wybuchnie śmiechem jak popełnisz błąd lub okażesz słabość. Rozumiesz do czego dążę? Jak się tak zastanowić to jest to przyjemna i relaksująca myśl. Myśl pchająca w kierunku wolności. Rób swoje, nie bój się ocen, bo ludzie mają swoje sprawy, inne.

        2. To co przeszedłeś w dzieciństwie to trudny start. Dzieciństwo na poziomie hard. I Ty to WYGRAŁEŚ. Doktorat, urządzanie życia... te wszystkie próby z których TY wychodziłeś zwycięsko (mimo, że partnerka nawaliła...). To godne szacunku już tu i teraz. Brawo. Podziwiam.
        Wielu ludzi w czepku urodzonych nie docenia NIC. Popadają w bezsens, w depresję... są niezdolni do walki. Nie wszyscy, ale niektórzy tak. Ty jesteś inny, jesteś silny. I to jest Twoja wartość, której zdajesz się nie widzieć (szukając wartości gdzie indziej... być może w oczach kogoś innego a nie swoich własnych).
        Jeśliby oddzielać ziarno od plew to Ciebie należałoby zaliczyć do tych pierwszych. To tworzy mężczyznę. Tego szukają mądre kobiety i to właśnie będą umiały w Tobie zobaczyć.
        Sam nie wiem czy mogę o sobie powiedzieć takie pozytywne słowa, myślę, że nie.

        3 Nie przegrałeś życia. Wygrałeś młodość. Z tego co było Ci dane na starcie, ugrałeś bardzo wiele. Pomyśl co może być dalej. Miej baczenie jednak na to, że Twoją motywacją był w głównej mierze kompleks. Sądząc po tym co napisałeś bardzo potrzebujesz akceptacji i dla niej właśnie tyle zmieniłeś i zrobiłeś. To Twój problem, uważaj.
        Człowiek, który czerpie siłę z potrzeby przejrzenia się w cudzych oczach jest podatny na rany. Jeśli nie znajdziesz innego "drivera"/motywatora - będziesz raniony.

        4. Cel życia.
        Piszesz o braku sensu. To się łączy z tym co pisałem wyżej, ale idźmy dalej.
        Kobiety nie szukają mężczyzn, dla których one same byłyby celem. Szukają za to PARTNERÓW, z którymi mogłyby wspólnie iść przez życie i osiągać wspólne cele. A Ty celu nie masz. Dlaczego? Bo się boisz. Strach (dot. braku akceptacji) odbiera Ci moc myślenia o sobiesmile. On Ci nic nie daje w zamian. To Twoje piętno. Zwalcz je. Jeśli nie widzisz sensu, nie widzisz celu... to może właśnie TERAZ polega on na szukaniu go?
        Odkrywaj, próbuj, eksperymentuj. Nie martw się tym, że sensu nie widzisz. Ciesz się tym, że go szukasz.

        5. Inni ludzie
        Mnie też czasem nachodzą różne myśli. Czasem mam wrażenie bezcelowości siebie.
        Wracam wtedy do myśli, że chciałbym, żeby ludzie o mnie dobrze myśleli. Taksmile - pod tym względem jesteśmy identyczni - ja też potrzebuję się upewniać, że ludzie mnie cenią. Bardzo.
        Spróbuj czasem przenieść fokus swoich myśli z siebie na ludzi wokół. To pomaga zapomnieć o swoich wadach/problemach. Myśl o przyjaciołach, DZIAŁAJ DLA NICH, okazuj im jak są ważni. To inwestycja o wysokim zwrocie i ochronie kapitału!!!!!
      • nom73 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:23
        looser1985 napisał:

        > e wyrzucić tego, co tak strasznie ciąży. Niedługo skończę 27 lat, ale czuję się
        > tak, jakby całe moje życie było porażką.

        W wieku 26 lat to ja pierwszy raz umówiłem się z dziewczyną, ale nie uważam, że wcześniej życie moje było porażką. smile
        Pozwól, że przytoczę Ci historię z książki Anthony de Mello "Przebudzenie":

        Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie. Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt i wyrósł wraz z nimi.

        Orzeł przez całe życie zachowywał się jak kury z podwórka, myśląc, że jest podwórkowym kogutem. Drapał w ziemi szukając glist i robaków. Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłami i fruwać kilka metrów w powietrzu. No bo przecież, czyż nie tak właśnie fruwają koguty?

        Minęły lata i orzeł zestarzał się. Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą, na czystym niebie wspaniałego ptaka. Płynął wspaniale i majestatycznie wśród prądów powietrza, ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.

        Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony. - Co to jest? - zapytał kurę stojącą obok. - To jest orzeł, król ptaków - odrzekła kura. - Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on.

        Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał. I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie.
      • sm0czy-ca Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 15.02.12, 23:49
        Żal mi Ciebie (Nie w negatywnym znaczeniu jak to się teraz popularnie pisze). Szczerze mi Ciebie żal i współczuję. Ale tyle już zrobiłeś dla polepszenia swojej sytuacji, szkoda to zmarnować! Masz taką wolę walki, nie daj się. Masz prawo do dobrego życia. Powodzenia
    • s-t-x Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:14
      pieprzysz głupoty 1985+23=2008 a w 2012 już zaniedbany doktorat.
      • czarnamajka75 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:17
        może indywidualnym tokiem "szedł" ?
        • s-t-x Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:22
          jeżeli ktoś nie zna arytmetyki nie powinien podawać dat
          • looser1985 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:42
            Prace nad doktoratem zacząłem w 2009 po studiach, ale w zeszłym roku praktycznie nic nie napisałem. Teraz nadrabiam zaległości. Promotor powiedział mi, że za około 2 lata powinienem obronić pracę.
    • jejek11 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:46
      Jak ludzie młodsi ode mnie zaczynają pisać, że "przegrali życie", to jest to cholernie przygnębiające.
      Taki egocentryczny komentarz.
      • uny Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:49
        musiał "to wyrzucić". wyrzucił i tyle.
        to teraz wypada go przytulić do piersi bo taki bidulka.
        • czarny.onyks Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:51
          nieczułysuspicious
          • uny Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 20:58
            kompletnie.
            ale jak rozumiem "wyrzucił to" i może sobie iść. prawda?
            • czarny.onyks Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:08
              wyganiasz nowego? niedobry...
    • to_ja_pisze Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 14.02.12, 21:06
      Sporo przeszedłeś, ale jesteś jeszcze naprawdę bardzo młody. Możesz praktycznie wszystko (no może poza wyczynowym sportem) łącznie z założeniem rodziny. Nie przegrałeś jeszcze życia.
    • karczmarz_ym Z jakiego pisemka to opowiadanie? 14.02.12, 23:43
      Ja się na prasie nie znam, ale coś mi to opowiadanko trąci kolorowym pisemkiem. Jeżeli człowiek skończył studia prawnicze i robi doktorat to nie będzie pisał takich debilnych tekstów. Jeżeli skończył zaocznie prywany licencjat z marketingu i pisze teksty do (zaraz sprawdzę w necie...) Bravo to wszystko jest możliwe. Pewnie testuje swoje opowiadanko na naiwnych singlach. Nie dajcie się robić w bamuko!
      • looser1985 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 07:25
        Muszę Ciebie niestety rozczarować, bo ta historia jest jak najbardziej prawdziwa, ja również jestem realny - nie jestem wymysłem autora jakiegoś kolorowego czasopisma. Nie jestem również po licencjacie z zarządzania na jakiejś Wyższej Szkole Gotowana z Patelnią w Lewej Ręce (i to na dodatek w trybie niestacjonarnym), tylko skończyłem w trybie stacjonarnym prawo na jednej ze znanych uczelni publicznych w naszym kraju. Przepraszam, że nie jestem oszustem.
        • karczmarz_ym Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 21:30
          looser1985 napisał:

          > Muszę Ciebie niestety rozczarować, bo ta historia jest jak najbardziej prawdziw
          > a, ja również jestem realny - nie jestem wymysłem autora jakiegoś kolorowego cz
          > asopisma. Nie jestem również po licencjacie z zarządzania na jakiejś Wyższej Sz
          > kole Gotowana z Patelnią w Lewej Ręce (i to na dodatek w trybie niestacjonarnym
          > ), tylko skończyłem w trybie stacjonarnym prawo na jednej ze znanych uczelni pu
          > blicznych w naszym kraju. Przepraszam, że nie jestem oszustem.

          Czy ja mówię, że jesteś oszustem? Jedynie skonkludowałem, że jesteś grafomanem. A jeżeli to co piszesz to jest jakimś cudem prawda to do tego jesteś egzaltowanym idiotą, który nie rozumie, że odniósł w życiu niesamowity sukces.
          • looser1985 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 22:05
            Właściwie to nawet możesz pisać, co chcesz, bo tak na prawdę, to czy dla Ciebie jestem grafomanem, czy egzaltowanym idiotą, nie ma dla mnie większego znaczenia. Mogę tylko stwierdzić, że mało jednak wiesz o prawdziwym życiu, chociaż życzę Ci, żebyś nigdy nie doświadczysz chociażby 10% tego, co ja dotychczas doświadczyłem.

            Po drugie - użyłeś pojęcia, którego znaczenie jest Ci obce. Sprawdź proszę, co kryje się pod pojęciem "idiota", a zapewniam Cię, że sam się przekonasz, że nijak nie pasuje ono do mojej osoby, chociażby że względu na styl pisania, nie mówiąc już o treści przekazu.
          • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 23:49
            Kiedy tu niedawno zawitałeś, nikt Cię nie obrażał. Nie obrażaj więc Loosera. Taka prośba
      • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 10:14
        No dobra, przyjmijmy Twój tok myślenia. Jeśli jednak autor szuka mołojeckiej sławy i podkładki dla redakcji Bravo, to dlaczego pisze to na tak niszowym forum jak nasze ? A nie np na Kobiecie, gdzie czytelników jest ileś razy więcej ? Albo dlaczego prócz naszego, nie zamieścił tego tekstu na iluś forach ?

        Każdy ma prawo do własnej oceny. Ja mu wierzę
        • uny Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 11:06
          dlaczego?
          bo ich jeszcze nie wyczaił. spokojnie jeszcze zawita na innych forach.
          jakoś bliżej mi do opinii karczmarza
          • looser1985 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 17:01
            Na szczęście, to wszystko co napisałem, co jest prawdą i nie zależy od Twojej wiary w to, czy niewiary. Takie było moje życie do niedawna i nikt tego nie zaneguje. Masz prawo pisać, że jestem prowokatorem albo internetowym trollem, nikt łącznie ze mną nie zabroni Ci tego. Widzę jednak, że bardzo łatwo przychodzi Ci oceniać ludzi i ich życiorysy. Mam nadzieję, że sam nie doświadczysz w jakiejkolwiek formie takiej oceny, jaką Ty wystawiła(e)ś mi (nie wiem, czy jesteś dziewczyną, czy mężczyzną), bo wtedy być może przekonasz się, jak to jest się czuć z góry osądzonym i ocenionym i mieć przyklejoną łatkę.

            Są ludzie, których niepowodzenia w życiu osobistym mobilizują do walki w życiu zawodowym. Tak właśnie było u mnie - na studiach zacząłem pracować nad swoją przyszłością zawodową. To była ucieczka od tego, co było u mnie w domu; i właśnie to sprawiło, że jakoś ułożyło się mi z pracą zawodową i naukową.

            Czy w sytuacji, gdy jakaś dziewczyna, którą facet porzucił lub zdradził w ciąży, napisze dłuższą wiadomość, w której opisze swoje przeżycia, też powiesz, ze to debilna historia?

            Nie będę robić z siebie bohatera, ani weterana, nie chcę też wyjść na zarozumialca, jestem jeszcze młodym człowiekiem, ale mam nieodparte wrażenie, że wiesz trochę mniej o życiu, niż ja.
            • sheneeds Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 17:09
              Złośliwcy demonstrują straszną 'wiochę'
            • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 17:43
              Dojrzale powiedziane. Po mojemu, nie warto się przejmować epitetami, za którymi nie stoi nawet cień argumentacji. Miło z Twojej strony, że się nie odwinąłeś, tylko rzeczowo odpisałeś
              • looser1985 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 17:59
                Nie warto bluzgać kogokolwiek, czy wdawać się w pyskówkę. Każdy może własną miarą oceniać to co napisałem. Dla jednego, to wszystko będzie fikcją, artykulikiem z taniej kolorowej gazety. Dla drugiego - gorzkim żalem, użalaniem się nad samym sobą i próbą wzbudzenia litości dla samego siebie. Dla Ciebie to jest dłuższa wypowiedź człowieka, który ma problemy i stara się jakoś rozwiązać go.

                Przez bardzo długi czas wstydziłem się tego, co mnie spotkało. Kłamałem, gdy ktoś pytał się, jak wyglądało moje dzieciństwo, zaprzeczałem, gdy pytano się mnie, czy w domu źle się dzieje. Z resztą, kiedy miałem może 6 lat raz wygadałem się starszej osobie o tym, co się dzieje w domu, że ojciec pije, że są wyzwiska, że jest przemoc domowa. Przyznałem się do tego w domu i to co mnie spotkało skutecznie spowodowało, że nie rozmawiałem na ten temat.

                Interesuję się kryminologią, a zwłaszcza sposobami zapobiegania przestępczości i pomocy ofiarom (temu jest poświęcona moja praca doktorska). Pierwszym krokiem zazwyczaj jest pokonanie oporu w sobie i umiejętność przyznania się, że doświadczało się przemocy w dzieciństwie. Wszystko w teorii wygląda pięknie, ale dla mnie to przez bardzo długi czas był problem nie do pokonania. Dopiero teraz zaczynam uświadamiać sobie, że to jest bezsensowne, że trzeba umieć przyznać się samemu sobie, że to była przemoc. A wiele rzeczy, które później wydarzyło się, było następstwem przemocy.
                • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 18:33
                  Ja miałem szczęśliwe dzieciństwo i kochających rodziców. I było to dla mnie tak naturalne, że nie mieściło mi się w ogóle, że można mieć inne. Przez rówieśników, też nigdy nie byłem szykanowany.

                  Dlatego robi na mnie wrażenie to, że umiałeś się z tego wygrzebać, stanąć na nogi i zrobić takie wyniki na studiach.

                  Ta dziedzina to wiktymologia ? Zed jak się pojawi, to może się poudziela, bo sporo wie na zbliżony temat

                  >Dopiero teraz zaczynam uświadamiać sobie, że to jest bezsensowne, że trzeba umieć przyznać się samemu sobie, że to była przemoc.

                  Pewnie się zetknąłeś, ale jeśli nie, to czytałem bardzo pochlebne wypowiedzi o ruchu DDA. Pewnie i w pojedynkę pokonasz swoje demony, ale może w grupie udałoby Ci się to szybciej ? Pisz z nami proszę, jeśli znajdziesz chwilę. Sporo tu życzliwych osób. No i najnadobniejsze niewiasty w całym necie smile
                  • looser1985 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 18:40
                    Jeszcze do niedawna wiktymologia uważana była za gałąź kryminologii, chociaż faktycznie w chwili obecnej jest to pełnoprawna, osobna dziedzina nauki. W sumie, najlepszym ekspertem w naszym w kraju jest prof. Hołyst, autor "Wiktymologii". Kobyłka, ale bardzo dobry podręcznik wink

                    Coś z tym DDA jest na pewno na rzeczy....
                    • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 19:09
                      Kilkadziesiąt lat ma już ona chyba, bo pamiętam ją jeszcze z czasów komuny. Sporo ciekawych przykładów z życia, znajdziesz tu :

                      forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
                      Kiedyś dość sporo wątków było o przemocy w rodzinie. Nt jednego z nich, gorąco z Zedem dyskutowaliśmy. Ja usprawiedliwiałem przemoc, Zed krytykował, ale temat był nietypowy, bo kobiecie puściły nerwy i spoliczkowała wiarołomnego i drwiącego z niej exa
      • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 10:24
        > Jeżeli człowiek skończył studia prawnicze i robi doktorat to nie będzie pisał takich debilnych tekstów

        I jeszcze pytanie : w czym Twoje teksty są lepsze ?
        • zielonooka38 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 10:35
          Gubciu czy ja Ci dziś już mówiłam, że Cie uwielbiam?
          może i ja naiwna jestem ale znam takie historię
          a autorowi proponuję terapię
          bo dopóki nie poukłada w głowie sobie wszystkiego i nie nabierze wiary w siebie
          to nie będzie potrafił stworzyć dobrego związku
          powodzenia
          • katarzynasg Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 11:37
            jesli zakladamy ze to prawda idz na terapie bo inaczej nie bedziesz w stanie zbudowac zadnej zdrowej relacji
            jak widzisz sporo tu luudzi ktorzy nie sa w zwiazkach i swietnie sobie radza z relacjami spolecznymi, skoro twoi rodzice o to nie zadbali to teraz musisz o to zadbac sam, zadna dziewczyna ktora jest swiadoma siebie i ma neutralne relacje ze spoleczenstwem nie bedzie cie wiecznie po glowie glaskala bo miales fatalne dziecinstwo i pewnie dlatego odchodza, skoro caly czas nawijasz ze jedna narzeczona ktora cie zostawila to twoja najwieksza porazka to pewnie w realu tez jest podobnie, jesli nie zamkniesz jednych drzwi drugie sie nie otworza tylko zatrzasna ci sie przed nosem.
            27 lat masz czas na wszystko i na terapie i na rozpoczecie zycia od nowa i na udane zycie rodzinne
            wez sie w garsc i zacznij zyc bo za ciebie nikt zycia nie przezyje
            skoro masz dobra prace to znajdz sobie obszar w ktorym odnosisz sukcesy zeby to moglo cie motywowac do dalszej walki o samego siebie sport cokolwiek innego co cie wyciagnie z domu
            nie spinaj sie tak z posiadaniem dziewczyny bo taka "desperacja" jest bardzo zniechecajaca.
            ludzie zaczynaja czesto zyc na nowo i 40 i po 50 nawet pozniej a ty masz jeszcze cale zycie przed soba i nawet tej 30 nie przekroczyles wiec wez sie w garsc jak najszybciej
            • looser1985 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 17:07
              Nigdy w czasie spotkań w jakąkolwiek osobą, którą poznałem po rozstaniu z narzeczoną, nie wspomniałem słowem o tym, że byłem w narzeczeństwie. Ani słowem ani zachowaniem nie robiłem z siebie ofiary losu, wszystko trzymałem w sobie. Nie prosiłem, nie proszę i nie będę prosić o litość czy współczucie. mam w sobie jeszcze na tyle godności, że nie będę błagać o to, żeby jakakolwiek dziewczyna chciałby być ze mną z litości. Na tym forum po prostu chciałem wyrzucić z siebie to wszystko, co się gromadziło ze mną.
              • sheneeds Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 17:16
                złośliwcy- żeby tak kamuflować swój kompleks niższości...., są inne metody niż wyśmiewanie
              • zielonooka38 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 18:00
                bynajmniej ja nie mówię o litości czy współczuciu
                i do nie dawna nie wierzyłam w terapię
                jestem z tych co sami sobie radzą z problemami
                ale obserwuję od jakiegoś czasu co terapia zrobiła z kimś bardzo mi bliskim
                jak pomogła jej poukładać swój świat i uczucia
                i widzę jak zmieniło się jej życie
                faktem jest że ma dobrego terapeutę bo to ważne

                jeśli wyrzucenie tego z siebie pomogło to fajnie
                faktem jest że pisząc o tym na publicznym forum
                musisz się liczyć z oceną
                a większość z nas jest troszkę poharatana przez życie
                i ciężko czasem się otworzyć na innych
                • looser1985 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 18:07
                  Nie obrażam się, nie mam zamiaru wyzywać kogokolwiek tylko dlatego, że nie wierzy mi. Każdy ma prawo oceniać jak chce. Ktoś może uznać, że jestem osobą, która pewnie siedzi sobie teraz przed monitorem komputera i myśli sobie "co za frajerzy, łyknęli to". Ktoś inny może natomiast uznać, że jest to prawdziwa historia.

                  Każdy z nas ma jakieś przeżycia, lepsze i gorsze. Ja przedstawiłem swoje.
                  • zielonooka38 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 18:14
                    sam wiesz najlepiej kim jesteś wink
          • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 17:35
            Hehehe smile Dzięki Ślipkó i wzajemnie smile
        • karczmarz_ym Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 21:34
          gyubal_wahazar napisał:

          > > Jeżeli człowiek skończył studia prawnicze i robi doktorat to nie będzie p
          > isał takich debilnych tekstów
          >
          > I jeszcze pytanie : w czym Twoje teksty są lepsze ?

          We wnioskach?
          • gyubal_wahazar Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 23:26
            To ja Ciebie pytałem
      • nom73 Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 16:08
        karczmarz_ym napisał:

        > Jeżeli człowiek skończył studia prawnicze i robi doktorat to nie będzie pisał
        > takich debilnych tekstów.

        Nie generalizuj, różni ludzie kończą prawo. smile
        • karczmarz_ym Re: Z jakiego pisemka to opowiadanie? 15.02.12, 21:35
          nom73 napisał:

          > karczmarz_ym napisał:
          >
          > > Jeżeli człowiek skończył studia prawnicze i robi doktorat to nie będzie
          > pisał
          > > takich debilnych tekstów.
          >
          > Nie generalizuj, różni ludzie kończą prawo. smile

          No chyba żeby. wink
    • ane-tal Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 15.02.12, 19:18

      Dla mnie jesteś prawdziwy, duży szacunek za ten ekshibicjonizm . Myślę , że ludzie o podobnych przeżyciach zrozumią Cie najlepiej. Za to jakim byś chciał i byłeś partnerem i jakim chciałbyś być ojcem dla swojego dziecka "kupiłeś" mnie.Pozdrawiam A.
      • looser1985 Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 15.02.12, 20:58
        To fakt, to jest ekshibicjonizm emocjonalny, ale jak już pisałem po prostu poczułem potrzebę usunięcia tego, co mocno we mnie tkwiło.
        • katarzynasg Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 15.02.12, 21:45
          tak tylko to ze wypisales to wszystko nie usunie tego z twojej psychiki
          a zeby sie tego pozbyc trzeba zrobic duuuuzy krok dalej bo to raczej nie ma specjalistow ktorzy odpowiednio cie pokieruja i zastosuja leczenie bo terapia to leczenie
          i ani glaskanie po glowie ani linczowanie cie tutaj ci nie pomoga
          fajnie ze masz odwage wyrzucic z siebie to co zle i dlatego lepiej zebys to zrobil przy specjaliscie bedziesz blizej celu uzyskania wolnosci od przeszlosci i tyle a od zycia jeszcze nie raz kopniaki w zad dostaniesz tongue_out
    • hellish_monster przykre to... 15.02.12, 21:42
      Przychodzi nowy człowiek na forum. Dzieli się z nami swoją historią. I w jakiś ... [nie będę nazywała po imieniu] sposób jest ona podważana. Po co...? Co, mamy tutaj się kisić i pieprzyć od rana o kawkach? [w żaden sposób nie próbuję teraz być teraz złośliwa - to tak by uprzedzić komentarze!]. Są takie historie. A są nawet i gorsze. Dziwię się, że tak trudno w to uwierzyć.

      Looser [w ogóle to zmień nicka, bo żaden z Ciebie looser!!!] - ja Ci nic mądrego nie powiem. Ja NIBY miałam normalny dom, NIBY miałam normalne życie, ale jak przychodzi co do czego i jak rozłożyć wszystko na czynniki pierwsze... Mój problem polega na tym, że ja za późno zaczęłam się orientować o co kaman. Za późno trafiłam do specjalistów. Dlatego posłuchaj tych, co tu piszą - idź na jakąś terapię. Uwierz mi - one dużo dają!!! wink
      • looser1985 Re: przykre to... 15.02.12, 22:09
        Nie przejmuję się tym, że jest osoba, która stara się zdyskredytować, to co napisałem. Na prawdę, to nie ma żadnego znaczenia dla tego, co było w moim życiu.

        Przeglądałem w internecie informacje dotyczące terapii dla DDA, czuję że zadzwonię do ośrodka i zapytam się, jak wygląda terapia i czy jest możliwość uczestnictwa w niej.
        • hellish_monster Re: przykre to... 15.02.12, 22:13
          jeszcze poszukaj terapii DDD
        • e-shy spróbuj zmian 16.02.12, 20:55
          chciałabym wysłać Ci wiadomość, napisz do mnie, myslę, że to mogłoby pomóc Ci - warto spróbować, nie masz nic do stracenia smile
    • czarny.onyks Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 15.02.12, 23:41
      a tak na marginesie....
      pamiętaj, że pisanie na forach , a raczej generalnie w necie powoduje, że część ludzi Cię znienawidzi, część zrówna z błotem, część zaakceptuje, część wyśmieje...

      trzeba dużo siły, odwagi i wiary w siebie by wystawić się na ostrzał słów...czasem bardzo cierpkich, czasem zbyt prawdziwych....a czasem złośliwych...
      dlatego pamiętaj, by nie brać wszystkiego do siebie...
      • takandrynka Re: wyznanie człowieka, który tak przegrał swoje 18.02.12, 13:22
        Wiele mądrych i wartościowych uwag padło powyżej i pewnie wiel z nich weźmiesz sobie do serca.

        Napisałeś w jedny z postów: Rozstanie z moją narzeczoną to tak na prawdę chyba największa moja klęska....

        Nie możesz podchodzićw ten sposób. Nic nie jest porażką, dopóki sami nie zrobimy z tego porażki. Najlepiej jak na jakiś czas zapomnisz o wszystkich planach i wsłuchasz się w bicie swojego serca i głosu swojej duszy. Wtedy cuda zaczną się dziać w Twoim życiu. Naprawde. Pozytywne myślenie, pozytywne nastawienie do wszystkiego i wszystkich naprawde potrafi zdziałać cudawink
        Pomyśl, że to dopiero początek. Początek czegoś REWELACYJNEGOsmile Czegoś co przyniesie Ci radość, słońce, szczęśćie i wszystko czego pragnieszwink

        Mniemam, że jesteś w swoistej "klatce", zamknięty na wszystko i wszystkich. Pokaż sobie, że lubisz siebie samego, że lubisz swoje śniadania, że lubisz swój uśmiech, swoje poranne przeciąganie sięw łóżku...lubisz siebie całegowink Już wtedy wszystko będze ciekawsze, lepsze i radosnewink

        A w wolnej chwili polecam książke Joe Vitale, Zero ograniczeń smile Mi otworzyła oczy na siebie samą, normalność...po prostu na życiewink
        Pozdrawiam. Będzie dobrze. Będzie dobrze, bo sam tego chceszwink
    • tapatik Masz rację. 19.02.12, 10:24
      Wszyscy przecież wiedzą, że 27-letni prawnik powinien mieć swoją własną kancelarię z cycatą sekretarką, willę, żonę, dwoje dzieci (plus opiekunka do tychże dzieci, i kucharka), SUV-a z co najmniej 3-litrowym silnikiem, daczę nad morzem, dobermana. No i wakacje oczywiście spędza na Hawajach, a nie w Lądku Zdrój.
      Jak jest inaczej to jest nieudacznik, a nie prawnik.

      Pytanka pomocnicze: ilu absolwentów szkół średnich zdaje maturę? Ilu jest chętnych na studia prawnicze i ilu spośród nich dostaje się na te studia? I ilu te studia rzeczywiście kończy?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja