robert.83
17.01.13, 18:16
Tak - to znowu ściana tekstu. Czytanie na własną odpowiedzialność.
Takietam spostrzeżenia:
1.
Życie zależy od pozornie drobnych różnic w decyzjach
Myślałem kiedyś, że życie jest takie, że im bardziej się starasz tym lepiej się masz. Tak w miarę liniowo. To znaczy, że jeśli nie popełniasz karygodnych błędów... powiedzmy starasz się na 80%

, to masz 80%.
A tu nie. To nie tak.
Można robić prawie wszystko super, dobrze, poprawnie... ale brak jednek z części układanki może zepsuć cały efekt.
Zawodowo: Zaangażowanie + wiedza + determinacja <> "sukces". Jeśli zabraknie umiejętności wytyczania dobrych priorytetów.
Prywatnie: Dobre intencje + otwartość do ludzi + poczucie humoru <> "udane życie towarzyskie". Jeśli zabraknie np. czasu dla znajomych.
I tak dalej.
Czyli: łatwo jest popełnić błąd, zgubić pieska. "Prawie super" może dać takie sobie efekty i nie o to w sumie chodzi. Czasem lepiej być zastanowić się chwilę i nadrobić to czego nie ma - nawet większym kosztem w innych sprawach.
2.
To jak się czujesz zależy w większości od Twojego nastawienia
Czy to w zarządzaniu stresem, czy w czerpaniu funu z życia... czy w relacjach międzyludzkich. To uniwersalna prawda: Wyścig i gonitwa za lepszym samochodem czy domem nie daje szczęścia. Nie daje nawet satysfakcji. Tak bowiem działamy - jak już coś osiągniesz to patrzysz wyżej, zawsze wyżej i zawsze przed siebie. Oczywiście można świadomie starać się doceniać to co masz... ale gnając i "inwestując w przyszłość" kosztem teraźniejszości - nie osiągniesz celu.
Kiedyś, dawno temu, wydawało mi się, że chcę być dokładnie tu gdzie jestem (miałem małe ambicje

). Teraz nie tylko nie skaczę do góry, ale też myślę jak być gdzieś indziej

.
Ta cała droga do... (i tu można wpisać to straszne słowo "sukces") to droga do trumny. Nie dlatego, że się tego nie osiągnie... ale dlatego, że jak skoncentrujesz się na wyniku to przegapisz fun z zawodów

.
Nie liczy się cel. Liczy się
styl.
Okazuje się (badania amerykańskich naukowców

), że ludzie z kasą, ustawieni itp. nie są wyraźnie szczęśliwsi niż ludzie bez tej kasy. Mają po prostu inne podziałki na swojej skali tego co jest fajnie a co nie. Wieczór przy tanim winie i ściągniętym filmie nie jest mniej wartościowy niż wyjście do opery. Liczy się zupełnie co innego.
3.
Proste durne błędy
Czasem w werworze wali zapominamy się i robimy głupoty. Przez głupoty rozumiem poświęcanie energii nie w tym miejscu co trzeba. Wystarczy na chwilę zatrzymać się, pomyśleć w ciszy na łonie natury... lub innym łonie

... i zastanowić, żeby zobaczyć co robimy nie tak.
Ja na przykład mam bardzo mało czasu na wszystko. I - wstyd się przyznać - większość tego deficytu wynika z błędniej alokacji tego zasobu. Z niekonsekwencji i małych złych posunięć

.
4.
Właściwe podejście do strachu
Oglądałem taką prezentację o tym, czym właściwie jest strach. Okazało się, że strach to w gruncie rzeczy nasza projekcja scenariusza, który się źle kończy (którego nie chcielibyśmy urzeczywistnić). Skoro tak, to warto na chłodno przeanalizować to uczucie. Wykorzystać je na swoją korzyść. Rzekomo (teza z prezentacji) wielcy tego świata potrafią godzinami rozkminiać swoje obawy - ale pozytywnie... z odpowiedniej perspektywy. Wykorzystują w ten sposób te mózgowe podpowiedzi do podejmowania dobrych decyzji, do zapobiegania materializacji obaw.
5.
Znaj swoje potrzeby
Do dziś żartuję czasem z jednego spotkania z joginem, na które namówiła mnie Waga

.
Żarty żartami, ale jedną rzecz z tego dla siebie na pewno wyciągnąłem. Zdanie "know your need" - znaj swoją potrzebę.
Żyjąc, nie wiem jak to napisać - no normalnie w trakcie dowolnych czynności życiowych - warto zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie pytanie "czy to co teraz robię służy temu, co chcę?". To nie znaczy, żeby od razu być hedonistą, nie znaczy też, żeby być dla siebie żandarmem. Ale warto powiedzieć sobie "odpuszczam dziś trening, bo tego potrzebuję - chcę się zregenerować". Albo "siedzenie w domu przed kompem wydaje się kuszące, ale w sumie wiem, że to o to mi dziś chodzi". Albo "tak - chcę dziś zmarnować wieczór na bzdety i siedzieć w domu. Mam na to ochotę i nie ma w tym nic złego".
Cokolwiek... byleby świadomie. W świadomości swoich potrzeb, w bliskości z nimi.