gyubal_wahazar
27.12.14, 18:36
a.
Dwunasty to już dzień wstawał nieubłaganie, gdy mroźny, północny wicher bezlitośnie smagał pola, drogi i bezdroża, a czapy śniegu spowijały majestatyczne szczyty świerków i tych drugich.
Wszelkie stworzenie szukało bezpiecznego schronienia, by przetrwać nieuchronnie nadciągającą zamieć i nie opuszczało szczelnie wymoszczonych liśćmi i igliwiem szparek, norek i żeremii, nawet na siku czy kupe.
Jagna naciągnęła pod szyję swe rajtki z klinem na misiu, okryła swe pokryte gęsią skórką ramiona baskinką i zawinęła się w beżowe pepito. Szczfany Jaszczomp i Japkowita powitały ją wesołym rżeniem, w którym pobrzękiwały jeszcze echa letnich przejażdżek po okolicznych siołach i jeleśniach.
Po chwili, srebrzysty sopran dzwoneczków oznajmił mieszkańcom pobliskiego lasu, że sanie raźno ruszyły. Młode, jurne rumaki z kopyta rwały przed siebie, by Jagna jeszcze przed zmrokiem mogła dotrzeć do wybudowanego przy współudziale środków pomocowych z unii w ramach programu 'Polska naszym wspólnym domem, troską, radością, nadzieją, miłością, wytchnieniem, marzeniem, szczęsciem i wzruszeniem; filar III, podpórka Ó, fis-dur, opus 32', ośrodka zdrowia.
Zmierzchać się już zaczynało, gdy w końcu gdzieś na horyzoncie zamajaczył zarys szpitala.
Po chwili zaparkowali, Jagna rozkulbaczyła dzielne, acz niemiłosiernie zdrożone konisie i co koń wyskoczy, przeskakując raźno po 1 schodku (bo trzeba Wam wiedzieć drogie dzieci, że wzrostu dość nikczemnego była), pobiegła do dochtora.
Dochtor zaprosił Jagnę do środka, zadumał się na chwilę, po czym westchnął żałośnie i rzekł:
- Pani się rozbiera
- A gdzie mam położyć ubranie ?
- Obok mojego
KONIEC