temperufka.zelona
10.01.15, 12:01
same. bez swoich pan, albo panow (co kto lubi), a ja musialam niunke powstrzynywac, zeby ich nie zagryzla.
ale nie o tym chcialam, pomyslu na tytul nie mialam.
teraz powaznie.
miejsce: warszawa i okolice.
osoby dramatu: (cholera, jak ja dawno w teatrze nie bylam, lat kilka juz) kobieta niemloda, bezdzietna, niezamezna (nigdy dotychczas) i mezczyzna niemlody, bezdzietny, stanu wiecznie wolnego, lubiacy pobrykac.
kobieta, z uwagi na to, ze juz niemloda, juz sie troche zyciem pobawila, teraz pragnie stabilizacji, kochajacego faceta, w perspektywie meza, dziecka. spotyka faceta (opis jak powyzej) ktory mimo, ze ogolnie zajebisty, nie da jej tego czego pragnie.
co robicie bedac ta kobieta? zakladamy, ze nie macie dzieci, nie znacie smaku malzenstwa, a chcecie tego doswiadczyc, a wiadomo, ze z tym niuniem to niemozliwe. brniecie w znajomosc/zwiazek bez przyszlosci, bo moze byc milo, smacznie i pobrykac mozna sobie, a cos powaznego odkladacie (pytanie: na kiedy??) czy konczycie te znajomosc i czekacie na tego wlasciwego, odpowiednio dopasowujacego sie w wasze potrzeby?
DOPISZ ZAKONCZENIE.