Zgłupiałam...

21.01.15, 12:39
Trzeciego faceta próbowałam zaprosić na kawę... i nic...
Nie rozumiem już tego... po co pisać, jeżeli na literkach się zaczyna i kończy..

Wiem, że nie jestem jakoś specjalnie interesujaca... ale oni jeszcze tego nie wiedza... a już nie maja ochoty mnie poznawać... to znaczy maja.. ale wirtualnie...
    • witamina_b12 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 12:42
      yyy a może to żonaci?
      z tego co jeszcze pamiętam. to raczej nie wymigują się, wręcz przeciwnie skarżą się na "wieczne pisarki"
      • tdf-888 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 12:47
        któzy się nie wymigują a którzy się skarżą? suspicious
        • witamina_b12 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 12:57
          ale nickami mam Ci podać czy jak? wink dawno to było nie pamiętam szczegółów wink
          • tdf-888 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 13:01
            zonaci sie migajaczy skarza?
            • witamina_b12 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 13:04
              mężczyźni na portalach (nawet w opisach) piszą: dziękuję wiecznym pisarkom i znajomością wirtualnym.

      • a-g-l-a-j-a Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 12:54
        Znajac moje szczęście do facetów... jest to wielce prawdopodobne..
    • kama265 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 12:52
      ale może jeszcze odpowie, się zastanawia wink
      albo żonaci, jak mówi Witka uncertain
      trafiają się jeszcze takie cwaniaki, co to w gębie mocni (w literach) a na żywo się obawiają nieco wink
      • maruda2 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 12:56
        albo to może za szybko, albo to oni woleliby zapraszać
    • mayenna Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 13:10
      Agla, a może on ma kolejkę i zanim obskoczy pozostałe to czasu potrzebuje? Przypomni sobie o tobie za pól roku.
    • marek-1002 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 23:02
      Wcale nie tak chętnie, bo w końcu co to za przyjemność ze złudzeń odrzeć, ale mimo to może jednak ja spróbuje. Tak per analogiam: rynek pracy, firmy, kandydaci...

      Motto: "Tak się gra, jak przeciwnik pozwala" - Kazimierz Górski.

      Wiadomo jak jest. Firmy zalewane są licznymi aplikacjami. Pewnie to z tego powodu mają poczucie, że mogą sobie pozwolić na tzw. metodę sita - "skontaktujemy się tylko z wybranymi kandydatami". Reszcie nie raczą odpisać, nawet nie dlaczego nie, ale choćby zdawkowo, że bardzo im miło i dziękują za ofertę, ale nie. Kandydaci w nielicznych przypadkach mogą się jedynie pośrednio zorientować, że ostatecznie odpadli, bo np. anons na portalu okazuje się nieaktualnym itp. Kandydaci szybko dochodzą do wniosku, że w tej sytuacji nie ma co cyzelować i kastomizować swojej oferty pod konkretne ogłoszenie, tylko odwalają masówkę. Bo nie ma co marnować czasu na pojedyncze strzały i oczekiwanie na odzew, tylko trzeba ten proces w celu zwiększenia efektywności zrównoleglić poprzez uruchomienie wielu wątków na raz. A że zasoby czasowe i inne są przecież ograniczone, to czasami nie jest się w stanie wszystkich wątków płynnie obsłużyć.

      W tej sytuacji czasami to aż trudno się sarkastycznie nie uśmiechnąć, gdy się czyta/słucha gorzkie żale, że kandydaci jak jednak już tego niebywałego zaszczytu np. audiencji dostąpią, to, pacz pan, nie traktują tego z należytą rewerencją. A to zdarza im się nie odpowiedzieć na zaproszenie! A to zrezygnują nawet na już zaawansowanym etapie rekrutacji (i tyle czasu i energii poszło psu w d...)! A to zdarza im się na spotkanie co prawda stawić, ale bez wymaganego już na wstępie wiernopoddańczego szacunku okazywanego postawą, strojem i zachowaniem, no i te "Brody ich długie, kręcone wąsiska, / Wzrok dziki, suknia plugawa"...
      No niby zdają sobie one sprawę, że ich oferta nie jest jedyną na rynku, ale z jakiś nie zrozumiałych powodów chciałyby, żeby tak właśnie były one jednak traktowane.

      Tę analogię można oczywiście ciągnąć dowolnie długo. Próbka poniżej.

      Kandydaci w swych aplikacjach, delikatnie ujmując, koloryzują na potęgę przy opisywaniu swoich zalet, ale jest to skutek zawyżonych, często wręcz niebotycznych wymagań, których przykładów w interetach pełno. Dodatkowo na spotkaniu kandydaci konfrontowani są z mega ściemą obietnic i pokus. Bez jednego mrugnięcia okiem roztaczane są przed nimi miraże wspaniałych perspektyw mających się ziścić po podpisaniu kontraktu. Kandydaci udają oczywiście, że w to wierzą i plotą banialuki jak to ich marzeniem jest z właśnie z nią swe życie związać i ku jej chwale w znoju zasuwać. Ale próbują też nierzadko nieco się zorientować na jakie bonusy i jak szybko liczyć mogą i o co tak naprawdę chodzi. W odpowiedzi otrzymują nawet nie lakoniczne, ale jakieś pytyjskie komunikaty. Chociaż częściej to raczej od razu do porządku są przywoływani że hola, hola, pierwej to się muszą wystarczającą determinacją wykazać. Więc z fałszywym entuzjazmem poddają się dalszemu maglowaniu, fikają koziołki, robią te szpagaty (w tym inteletualne wink).

      Dają testować swe reakcje na sztucznie stwarzane sytuacje stresowe. Odpowiadają na dziesiątki bzdurnych pytań, w sposób jaki za pożądany uważają. Padają przy tym pytania, które nie powinny, np. zbyt osobiste i obcesowe, a mające na celu maksymalnie możliwie precyzyjnie wycenić kandydata. Ciekawostką są przy tym prawie zawsze pojawiające się pytania o zainteresowania, hobby a najlepiej żeby była jakaś pasja (to jakiś fetysz chyba). Nie wiadomo właściwie po co to, bo przecież wiadomo, że potem nie powinno się marnować już ani czasu ani wszelkich zasobów na jakieś tam fanaberie, a jedyną pasją ma być tylko ona i jej cele w pełni przez kandydata zinternalizowane i przez to traktowane jak własne.

      Koszty tych wszystkich najczęściej bezproduktywnych spotkań kandydat oczywiście powinien sfinansować z własnej kieszeni. Chyba po to, aby wykazać, że również w przyszłości jest na wszelkie finansowe poświęcenia gotów. A podobnież w tych bardziej cywilizowanych krajach to te koszty potrafią być przez drugą stronę współ-pokrywane. W tym miejscu nasuwa się tez oczywiście sprawa zdjęcia. Niby nie powinno ono przecież mieć znaczenia, bo są istotniejsze faktory, ale aplikacje bez niego często są odrzucane już na wstępie.

      Jak się już cyrograf podpisze, to też jest ciekawie. Wystarczy wspomnieć choćby tę przebogatą gamę narzędzi jaką się stosuje w stosunku do kandydata (w zasadzie wtedy byłego już, choć zawsze należy pamiętać, że tych tych nierokujących i bez przyszłości to się wymienia na nowych szybko i bez zbędnych sentymentów, więc pozostańmy przy tej nomenklaturze, bo on cały czas musi się mocno starać i... kandydować), aby wymóc na nim określone zachowania. Do zapisów w kontrakcie sięga się raczej w ostateczności najpierw próbując wszelkich rodzajów manipulacji. Okazuje się, że nie tylko celami kandydata powinny być dokładnie jej cele, ale również wszelka ocena moralna i etyczna (sic! powstają przecież nawet odpowiednie kodeksy etyczne) postępowania kandydata dokonywana jest z punktu widzenia jej interesów. Wszystko co je krzyżuje jest automatycznie uznawane jako nieetyczne, niemoralne, niezgodne z wszelkimi zasadami współżycia społecznego i w ogóle. W celach motywacyjnych stosuje się nieustane porównania z innymi, lepszymi kandydatami, do których to niby wciąż trzeba równać. Na nowych kandydatów wymiana oczywiście następuje zawsze znienacka, aby nie naruszyć jej interesów, zgodnie z zasadą, że "małpa jednej gałęzi nie puści, póki drugiej nie chwyci" a najbardziej zainteresowany dowiaduje się zawsze ostatni idt. itp...

      I tak tak trwa te cały przedziwny kontredans pełen różnych tak dziwnych, ale z niezrozumiałych względów uważanych za obowiązkowe, figur. Choć oczywiście zdarza się, że spotykają się czasami dwie sensowne strony i jest jak w bajce, ale to rzadko i rzeczywistość przeważnie skrzeczy.

      Na koniec... ekhm,...wyraziste, aby łatwiej istotę wywodu zapamiętać, jednozdaniowe podsumowanie:
      Takie a nie inne zachowania delikwentów wynikają z tego, że się zorientowali, że de facto to oni są dymani, a przecież chcieliby odwrotnie.

      wink
      • tdf-888 Re: Zgłupiałam... 21.01.15, 23:40
        i to jest prawda, ziomuś, to jest prawda...
        jesteś dobrym obserwatorem otaczającego cię świata a do tego umiesz jeszcze nam te wnioski z obserwacji przedstawić. czytam ciebie i się łapie na myśleniu: no, kurde tak właśnie jest!
        • facet699 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 02:38
          dokładnie, niestety mechanizm opisany idealnie, lepiej skończyć zanim się zacznie wink
        • witamina_b12 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 09:31
          > i to jest prawda, ziomuś, to jest prawda...
          ale Ty podobno nie byłeś jeszcze na portalu wink
          • tdf-888 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 10:27
            a kto ci takich herezji naopowiadał?
            po pierwsze byłem, ale się zmyłem, bo było nudno.
            i chodziło mi o ogólnie, jak maroni w punkt trafia z opisywaniem kobiecych mechanizmów.
            • witamina_b12 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 11:39
              "Kobiece mechanizmy, czyli sypiając z wrogiem oczami Maroniego"
              big_grin
              Jakbym tak postrzegła kobiety, będąc facetem, to bym chyba orientację zmieniła wink
              • kama265 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 11:47
                co Ty, on jest twardy jak roman bratny. im więcej przeciwieństw tym większy w nim upór narasta ... wink
            • kama265 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 11:49
              "po pierwsze byłem, ale się zmyłem, bo było nudno."
              tiaaaa.......
      • kama265 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 08:42
        jeśli Cię to pocieszy, to w odwrotną stronę jest dokładnie tak samo tongue_out
        • facet699 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 10:26
          ale z doświadczenia to mówisz? wink
          • kama265 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 10:48
            w windzie opowiadali wink
            • facet699 Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 12:57
              takmyślałem tongue_out
      • marisella Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 09:49
        Ja nie wiem, co Ty za kobiety sobie wyszukujesz dla siebie na tych portalach, że masz takie (smutne poniekąd) wnioski, ale tak czy siak się cieszę, żeś nie zszedł z tego świata po tych placuszkach-otrębuszkach w maju, bo już miałam, czując się winną, na mszę w Twojej intencji dawać. A tak to się stówka na głupoty nie zmarni, tylko się dla niej lepsze zastosowanie znajdzie wink
    • witrood Re: Zgłupiałam... 22.01.15, 09:16
      Tak na dzień dobry zapraszałaś czy jakieś wstępy były?
      Dla części bywalców (bywalczyń) te portale służą do lansu, dla reszty dla zabicia nudy, usprawiedliwienia się, że nie jest się biernym, itd. Niby ludzie też się poznają w ten sposób, ale raczej rzadziej niż częściej. wink
Pełna wersja