coraz trudniej...

06.03.15, 20:03
W porzuconej przez kogoś gazecie /jak dawno papierowej nie miałam w rękach.../ przeczytałam ciekawy artykulik i coś w tym jest...

Było o tym, że im dłużej jesteśmy sami tym mniejsze szanse mamy na stworzenie udanego zwiazku.
Właściwie sami sobie te szanse odbieramy... Przez nasze przyzwyczajenia, przez wmawianie sobie, że ktoś wchodzac w nasze życie zburzy ten pozorny ład, że nic już nie będzie jak dawniej /dawniej... w domyśle lepiej(?)/
Im dłużej jesteśmy sami tym trudniej wchodzimy w zwiazki... boimy się w pełni zaangażować, być dla kogoś w stu procentach... asekurujemy się... Kiedy pojawiaja się deklaracje często uciekamy...

I coś w tym jest... Ja najbardziej boję się z kimś zamieszkać... badź, pomieszkuj, zostaw szczoteczkę i maszynkę do golenia, ale... walizki nie targaj... A taki zwiazek to nie do końca zwiazek, to taka zabawa... może i z miłościa, ale tylko zabawa...
    • tdf-888 Re: coraz trudniej... 06.03.15, 20:17
      młodaś... jeszcze ci się zmieni i zmiękniesz smile
      ale jest dla ciebie nadzieja i wróżę ci że z kimś będizesz
      • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 06.03.15, 20:21
        Daj spokój... starość przez okno zaglada...
        I jak mam dłuższa przerwę w byciu z kimś... tooo boję się czegoś poważniejszego niż kilka spotkań i uśmiechów...
        • carol-jordan Re: coraz trudniej... 06.03.15, 21:07
          To jest prawda.
          Mówi Ci to stara doświadczona i sterana życiem koleżanka. wink
        • lesher Re: coraz trudniej... 06.03.15, 21:26
          > Daj spokój... starość przez okno zaglada...


          www.youtube.com/watch?v=lQksqVL8zSw
          wink
          • czarny.onyks Re: coraz trudniej... 06.03.15, 21:32
            ooo..jakie to ładne....
            • alamagordo Re: coraz trudniej... 06.03.15, 21:52
              To ''ja'' wyrzuciłem tę gazetę .........
              • czarny.onyks Re: coraz trudniej... 06.03.15, 21:54
                następny, co się wpycha nie tam, gdzie trzeba....

                Nowy pilnuj drzewkasuspiciouswink
              • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 06.03.15, 22:37
                Tia.. bo to nawet w Twoich okolicach.. wink

                Ale... znowu wracam z torba pełna ksiażek... kiedy ja to przeczytam...
            • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 06.03.15, 22:35
              Lesiek taka ugrzeczniona muzę?

              Carol... ale z ta zabawa czy im dłużej tym trudniej?
              • carol-jordan Re: coraz trudniej... 06.03.15, 22:51
                Tia.... z zabawą zwłaszcza. suspicious
    • z-e-u-s Re: coraz trudniej... 06.03.15, 23:13
      To prawda, że trudniej. Ale jeżeli ktoś zachowa podejście jak w nastoletnich czasach, kiedy to wszystko dzieje się po raz pierwszy, będzie tak samo łatwo. Tylko uprzedzenia i frustracje powodują, że jest trudniej, nie sam upływ czasu.
      • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:27
        Nie uprzedzenia i frustracje a obawy... niepewność, strach...
        • z-e-u-s Re: coraz trudniej... 07.03.15, 23:19
          Nastolatki też je mają, robią wszystko po raz pierwszy. A jednak śmiało zaczynają.
          • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 07.03.15, 23:53
            Ale jeszcze żadnych zawodów nie przeżyli... nikt ich brutalnie na ziemię nie sprowadził...
            • z-e-u-s Re: coraz trudniej... 08.03.15, 00:26
              Dlatego mówię, że to kwestia negatywnych doświadczeń.
    • beja_81 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 00:57
      Ale można i bez walizki, szczoteczki i innych takich... i tworzyć związek.
      • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:33
        Ale to nie jest prawdziwy, poważny zwiazek... to tylko taka "zabawa"...
        • beja_81 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 23:42
          mam jednak inne zdanie
    • mayenna Re: coraz trudniej... 07.03.15, 08:40
      Zawsze to ty sie możesz wprowadzić do niego, albo oboje razem do nowego mieszkania.
      • leo2999 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 09:25
        Rzeczywiście, im człowiek dłużej żyje sam, tym coraz trudniej mu wejść w bliską relację. Myślę sobie, że izolując się dusi w sobie potrzebę bliskości. Potem może być tak, że ta potrzeba da o sobie znać ze zwielokrotnioną siłą. Im bardziej coś wypieramy, tym mocniej to do nas wraca. Wtedy z osoby trzymającej się na dystans można zmienić się w zdesperowanego człowieka szukającego na siłę miłości. Wtedy zacznie się niezła jazda. Można podać przykład kobiety, która nie dopuszczała do siebie mężczyzn, czas leciał a ona w końcu obudziła się mając 30 parę lat, bo poczuła chęć posiadania dziecka. Potrzeba bliskości i bycia mamą potrafi pchać w ramiona nieodpowiednich facetów.
        • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:26
          Można miłości szukać na siłę?

          A co z kobietami, które przez całe życie pchaja się w ramiona nieodpowiednich facetów?
    • nerw_rdzeniowy Re: coraz trudniej... 07.03.15, 21:18
      NIe wiem co Wy macie z tymi "słynnymi" przyzwyczajeniami, że się ich niby nie da zmienić, że przeszkadzają itd. Wszystkiego się nie da zmienić ale sporo się da, rozumiem że nie zmienialny może być stary dziadek albo babka koło 80-dziesiątki ale ktoś w przedziale 30-40 (bo chyba o takich tu chodzi) nie może? No bez jaj. To chyba takie smęcenie dla smęcenia.
      • czarny.onyks Re: coraz trudniej... 07.03.15, 21:34
        no...i tu się muszę z kolegą zgodzićsuspicious


        bo to takie myślenie na wyrost oderwane od rzeczywistości....
        może wbrew pozorom niektórzy z nas za bardzo lubią swoją samotność....samodzielność....pojedyńczość...wink

        a ja mam wrażenie, że właśnie druga osoba by mnie ,,uspokoiła'' życiowo....okiełznała lekko wink
        i zupełnie nie widzę problemu w wpuszczeniu drugiego człowieka w moje życie....
      • tdf-888 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 21:35
        bo to nie chodzi o strach przed zmianą przyzwyczajeń a o asekuracyjne twierdzenia dla usprawiedliwienia zaistniałej sytuacji. żeee niiieeee mi sameeej dooobrz i nie jestem pewna czy byłoby z nim lepiej..
        nie, nie byłoby lepiej, tylko jest łatwiej w pewnych aspektach (tych politycznych).
        • czarny.onyks Re: coraz trudniej... 07.03.15, 21:37
          pierdzielisz...

          czasem jest łatwiej, a czasem trudniej..ale wielokrotnie jest po prostu lepiej we dwojesmilesuspicious
          • tdf-888 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 21:48
            ale ja przecież właśnie mówię o tobie i tobie podobnych..
            czyli takich co niby sobie chwalą niezależność... a do poduszki skamlą, że chłopa brak... i zwyczajnie podaję jeden z powodów podawanych na usprawiedliwienie danego stanu rzeczy. że co pierdzielę?
            • czarny.onyks Re: coraz trudniej... 07.03.15, 21:57
              ja nie usprawiedliwiam stanu rzeczy...
              wiem, że są plusy i minusy każdej sytuacji....a żadna nie jest idealna.....

              nie skamlę do poduszki....bardzo otwarcie mówię o tym..suspicious


              pierdzielisz, że to chodzi tylko o wygodę....że nie byłoby lepiej...tylko łatwiej...
              a ja mówię, że jest i to, i to....
              • tdf-888 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:03
                ja nie pierdzielę, że chodzi o wygodę, tylko zarzucam tym pierdzielącym, że pierdzielą, iż chodzi o ich wygodę, kiedy sprawa jest inna... (jedne za brzydkie, inne za głupie i nie do życia, inne za dobre i nie mają szczęścia w miłości, po prostu...)
                ale nigdy że 'tak nie, bo tak wolę' big_grin
        • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:23
          Jest łatwiej boo... żoneczka obiad ugotuje?
          Tooo ja faktycznie chcę faceta... zdecydowanie będzie łatwiej.. wink
          • tdf-888 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:27
            jeśli o ten aspekt chodzi, to jest trudniej.
            a wam jest niby łatwiej, bo...:
            nie musicie czekać na wolną łazienkę.. taaa....
            jesteście samowystarczalne (bo to lepiej niż się chłopa 1000 razy o prostą rzecz prosić) taaa...
            nie musicie po nim sprzątać taaaa...
            i taaa daaaa..... ;]
            tak se to mniej więcej tłumaczycie.
            • a-g-l-a-j-a Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:32
              A Wam jest łatwiej, booo...?

              Sprzatanie po facecie w kuchni jest najgorsza rzecza pod słońcem(!) Co z tego, że taki gotuje wspaniale, jeżeli szoruję po nim kuchnię pół dnia zamiast... nooo właśnie.. wink
              • tdf-888 Re: coraz trudniej... 07.03.15, 22:41
                my, w przeciwieństwie do was, nie zaklinamy rzeczywistości, że nam samym jest łatwiej.
                • leo2999 Re: coraz trudniej... 08.03.15, 08:46
                  Ja myślę, że są rzeczy, które nie tak trudno zmienić. Wystarczy tylko chcieć. Dzielenie z kimś łazienki, mieszkania, ustalenie wydatków itp, to nie wymaga nie wiadomo jakich poświęceń, tylko rozmowy i kompromisu. Oczywiście jak ktoś długo był sam, to może to być dla niego trudne, ale jak ktoś słusznie zauważył, nie mówimy chyba o 80 cio latkach.
                  Zgodzę się z tym, że im dłużej ktoś jest sam, tym trudniej mu stworzyć zdrową relację. Ale skupiłbym się na czymś innym a nie na tym, że trzeba z kimś dzielić łazienkę. Jeśli ktoś jest sam, to często dlatego, że wcześniej nie wyszło, został zraniony i potem trudniej zaufać, zwłaszcza jeśli to się powtarzało. Potem ciężko kogoś dopuścić do siebie. Ale oczywiście można sobie z tym poradzić. Myślę, że tu jest główny problem a nie w tym, że ktoś postawi swoją szczoteczkę do zębów obok naszej. Poza tym do decyzji o wspólnym zamieszkaniu się dojrzewa i zwykle ludzie decydują się na to, gdy są siebie pewnie i dobrze czują się w swoim towarzystwie.
    • witrood Re: coraz trudniej... 08.03.15, 12:00
      bla, bla, bla... znam kobietę, która stworzyła ten udany związek po 22 latach samotności (porzucenia przez ojca jej dziecka) i jak na razie po dwóch latach się nie rozpadł. Jak będziesz tak wierzyć w mądrości ludowe, to zajedziesz wprost do depresji. wink
    • czarny.onyks Re: coraz trudniej... 08.03.15, 14:41
      wpadło mi dziś w oczy............o lęku...wyborach...




      ,,Ach, dwadzieścia lat temu byłam najbardziej nieszczęsnym Kopciuszkiem świata. Siedziałam w kącie ubrana w stary brązowy sweter i zazdrościłam innym ludziom, że mają lepiej.

      - A ja?... – żaliłam się w duchu. – Dlaczego ja mam gorzej? Dlaczego nic mi się nie udaje? Dlaczego czuję się nieszczęśliwa?

      - Bo siedzisz i litujesz się nad sobą zamiast coś zmienić w twoim życiu! – podpowiadała mi moja dusza, ale udawałam, że jej nie słyszę.

      Łatwiej być żałosnym Kopciuszkiem niż Jamesem Bondem. Łatwiej siedzieć i płakać niż wstać i wziąć się do konstruktywnej pracy. Wtedy o tym jeszcze nie wiedziałam. Mój czas bycia Jamesem Bondem dopiero miał nastać.
      Mam na myśli wewnętrznego Jamesa Bonda. Takiego, który ma odwagę zmierzyć się z własnym strachem i przyznać się do własnym słabości i wad, żeby móc je naprawić.

      Bo różnica między Kopciuszkiem a Jamesem Bondem polega na tym, że Kopciuszek wybiera bycie ofiarą okoliczności, a James Bond buduje swoją wewnętrzną siłę.

      Kopciuszek zwala winę za swoje nieszczęście na państwo, rodziców, brak perspektyw, system, rząd, złych ludzi i każdego, kto się nawinie. Woli narzekać i wygodnie siedzieć w kącie, gdzie czuje się wprawdzie niedoceniony, żałosny i brzydki, ale jednocześnie jest bezpieczny i ma święty spokój. Sam więc podejmuje decyzję o tym, że chce być Kopciuszkiem, bo nie ma ochoty podjąć wysiłku, żeby stać się kimś innym – lepszym, silniejszym, mądrzejszym.

      James Bond bierze odpowiedzialność za siebie. Nie szuka winnych. Ma odwagę przyznać, że właściwie przez całe życie czekał aż coś stanie się samo albo zostanie przez kogoś załatwione. Że tylko marzył i śnił, ale praktycznie nie zrobił nic, żeby zorganizować, zbudować, uporządkować swoje życie.

      Kopciuszek wiecznie czeka i marudzi.
      James Bond działa i buduje.

      Kopciuszek oczekuje pomocy i wsparcia.
      James Bond buduje w sobie wewnętrzną siłę.

      Kopciuszek narzeka na świat.
      James Bond cieszy się, że żyje.

      Kopciuszek boi się odmowy i odtrącenia, więc nigdy nie prosi o pomoc. Woli dźwigać cały świat na swoich ramionach i powtarzać, że sam da sobie radę. A jednocześnie czuje żal i rozgoryczenie, że nikt się nim nie zaopiekuje.

      James Bond racjonalnie rozkłada siły i jeśli jest taka potrzeba, ma odwagę poprosić o pomoc. Nie szuka winnych i nie hoduje w sobie poczucia krzywdy. Bierze świadomie odpowiedzialność za to, jak wygląda jego życie.

      Dwadzieścia lat temu byłam w Londynie jako Kopciuszek. Zagubiona w życiu, nieszczęśliwa, rozpaczliwie usiłująca poskładać swoje życie w całość.

      Teraz wracam do niego jako szczęśliwy człowiek. Kocham moje życie, uwielbiam to, co robię, zajmuję się dokładnie tym, co sobie najgoręcej wymarzyłam.

      Byłam Kopciuszkiem.
      A teraz jestem królową. Królową mojego życia.''


      Fragment ksiązki "Blondynka w Londynie", www.empik.com/blondynka-w-londynie-tw-pawlikowska-beata,p1076006363,ksiazka-p”
      • witrood Re: coraz trudniej... 08.03.15, 14:46
        Kopciuchom mówimy stanowcze ''nie". wink
    • to_ja_pisze Re: coraz trudniej... 08.03.15, 17:53
      Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.
      Jeżeli przez wiele lat człowiek jest sam to się do tego przyzwyczaja. Nie wydaje się to dziwne i nienaturalne. Po prostu.
Pełna wersja