Dodaj do ulubionych

nocne rozważania

16.12.16, 04:38
z Johnnym Walkerem odbywam, dobrze się złożyło, że dzień wolny się trafił dziś, dobrze się stało, że się spotkaliśmy, dziwny był to dzień poprzedni w pracy.
Zdecydowanie czuję, że czas szkoleniowy odchodzi w niepamięć, automatyzmy, a co za tym idzie wydajność mam coraz lepszą, praca daje satysfakcję, nie tylko przez zróżnicowany sposób jej wykonywania ale chyba przede wszystkim przez dobrze dobranych ludzi. Nowy sklep, nowa ekipa, praktycznie każdy debiutuje na swoim stanowisku, docieramy się w relacjach, docieramy we współpracy, jest zapierdziel, nie ma czasu na przestoje, ale to dobrze bo w takiej pracy czas leci szybko a dzięki ww. dobrej ekipie dobrze się pracuje.
Skrupulatność w połączeniu z odrobiną perswazji sprawiła, że wydajność na kasie i aktywna sprzedaż to dla mnie pikuś. Niby banalna praca i obowiązki, z naciskiem na "niby" a cały czas zastanawiam się jakby tu jeszcze coś poprawić. Bardzo ciekawe to doświadczenie, znaleźć się po tej drugiej stronie barykady, bardzo fajnie że nie jest się przyspawanym do jednego miejsca, bo w momencie gdy ruchu brak jest wiele do zrobienia gdzie indziej. Robienie zakupów z perspektywy klienta i sprzedawcy to dwa różne, jakże odmienne światy. W pierwszym wypadku to kilka chwil, których specjalnie nawet nie rejestrujemy i szybko wyrzucamy z pamięci podręcznej, z punktu widzenia pracownika sklepu ta chwila się wydłuża i musi być postrzegana wielopłaszczyznowo, pełne skupienie i sprawienie by klient wyszedł zadowolony, choć czasem to graniczy z cudem. No właśnie, klienci i z każdym krótka scenka odegrana przy kasie, świetna pożywka dla obserwatora jakim jestem. Możliwość sprawdzenia, wpływania, choćby niewielkiego na ich nastrój, decyzje, pokierowanie dialogu w optymalny sposób. Do tego dochodzą różne bonusy w postaci satysfakcji, kiedy tuż po wejściu wyczai się złodzieja, włącza alarm, po czym ten zawraca, nim zdąży zapuścić się w regały... czasem któremuś, nowemu w okolicy uda się coś zakosić, zdarzyło się raz dogonić takiego cwaniaka, po czym ten zdziwiony i przerażony porzuca zdobycze. Uczestniczenie w takiej filmowej niemal akcji to świetna przygoda no i satysfakcja, ah ta adrenalinka i szacun na sklepie ^^
Fajni ludzie w pracy, to dobra atmosfera, przy dobrej atmosferze łatwiej nawiązywać kontakt, no i właśnie, tutaj wychodzi że też najbardziej się udzielam, tutaj jakieś ciepłe słówko albo żarcik, po którym koleżanki hihrają się do końca dnia, no wychodzi żem dusza towarzystwa normalnie (jakże to pozory mogą mylić, myślę sobie teraz suspicious ).
Wracając do dziwoty dnia wczorajszego, jedna koleżanka wróciła po dłuższej przerwie do roboty, a że mieliśmy dobry kontakt (taki dobry dobry, bo dobry to jest z każdym na miejscu) to i dziś trochę bardziej poświrowaliśmy, co by zaległości nadrobić. Wszystko super się układało a tymczasem właśnie ona... padła kilka minut przed zamknięciem sklepu i dopadło ją coś w stylu padaczki, choć co to było, nie wiadomo. Sklep w trybie przyspieszonym closed, wzywanie pogotowia, które oczywiście jechało tyle, jakby bazę miało w Wawie, w końcu kiedy już przyjechało, najgorsze minęło, zabrali kobitę oczywiście do szpitala, pozostali na palcu boju wróciliśmy do zamykania interesu ale szło to opornie bo co się strachu najedliśmy... kolejny raz przypomnienie oczywistego prawidła, że w jednej chwili możesz śmigać, jakby nigdy nic, a za chwilę, nagle możesz paść i wstać... albo nie, eh życie. Po zamknięciu sklepu każdy rozjechał się w swoją stronę, do swych połówek, dzieciaków, a ja wróciłem do swej pustelni. Pierwotnie z Johnym umówiłem się tylko na oblewanie dobrego tygodnia, dobiegającego powoli do końca a ostatecznie wyszło tak bardziej refleksyjnie z większym naciskiem na odstresowanie.


Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka