Dodaj do ulubionych

to co najważniejsze

25.04.20, 03:28
no właśnie, to co niezbędne do przeżycia, czy jednak potrzeby wyższego rzędu? Mam wątpliwości, ta cała zaistniała sytuacja na świecie jednoznacznie pokazuje, że wpierw liczą się wszelkie potrzeby bytowe, nie ma miejsca na fajerwerki. W końcu jednak wróci normalność i zacznie się myśleć o czymś więcej. Religia, pasje, sukcesy zawodowe, miłość, to wszystko co nadaje sens naszemu życiu, a raczej chcemy widzieć w tym sens, stawiamy sobie cel, dążymy do niego i dochodzimy lub nie, gdy jednak dojdziemy co dalej? Każdy stawia sobie jakieś priorytety, co kiedy jednak wejdzie się na szczyt? Powinno się dążyć do ciągłego rozwoju, unikania stagnacji, wyznaczania nowych celów i słusznie, ale w pewnym momencie można w ten sposób degradować wcześniejsze osiągnięcia. Czas nas zmienia, czas zmienia punkt widzenia na to co było, zazwyczaj sprawia że płowieje to z czym się zetknęliśmy i może dlatego właśnie zawsze staramy się patrzeć do przodu i szukamy, często nie wiedząc co konkretnie. Daleko mi już do sentymentalizmu, zdaję sobie jednak sprawę, że przeszłość odcisnęła na mnie piętno, mimo że specjalnie o tym nie myślę, czasem sama wraca, choćby przy okazji skojarzeń.
Wracając do meritum, sama egzystencja wydaje się tak banalna, że aż bezsensowna, z kolei wszystko ponad to, ekstra, bardziej wartościowe, czasem wydaje się (jest?) w jakimś stopniu iluzją, wyobrażeniem, mającą sens, warunkowo.
Na początku maja jest szansa, że wrócę do kraju, to dobrze i niedobrze, bo na miejscu będę miał więcej opcji, ale też większe szanse zarażenia, a jestem trochę w grupie podwyższonego ryzyka, trochę się boję, ale też trochę mi wszystko jedno, zależy jak spojrzeć.
Uśmiech, jak widzę, pozostał taki sam.
Obserwuj wątek
    • dolores2222 Re: to co najważniejsze 25.04.20, 12:37
      Bardzo ważne pytania.
      Nikt na nie nie odpowiada...
      Właściwie też nie bardzo wiem, co napisać. Mam wiele myśli, które chciałabym jakoś zgrabnie wyrazić, ale nie potrafię. Dużo się działo i dzieje w moim życiu w tym dziwnym czasie, w którym większość osób tkwi w jakimś zawieszeniu. Tez tkwię. Tylko że na początku zamknięcia moje obawy były zupełnie inne niż teraz. Wydawało mi się, że coś innego jest ważne. Życie wywinęło mi koziołka. Pewnie żeby coś pokazać. Tylko co? Nie wiem. Podobno wszystko dzieje się po coś... Dlatego pytam siebie, czego mam się nauczyć z sytuacji, której doświadczam. Mam takie dni, że nie potrafię nawet słuchać muzyki, co już mi pokazuje, jak jest ze mną źle. A może właśnie nie? Może mój organizm tak totalnie rozchwiany, zwichrowany fizycznie, daje mi znak, żebym popatrzyła w głąb siebie? Tylko że chyba boję się, co tam zobaczę. Dlatego próbuję się oszukiwać. Skupiam się jedynie na tym, żeby przeżyć kolejny dzień. Jedynie. Wiem, że jest to cholernie płytkie. Nie podoba mi się, że taka jestem. Nie podoba mi się, że być może nie potrafię dostrzec tego, co ten Ktoś tam w górze, fatum, los czy inny Wielki Lalkarz pokazuje mi, pociągając za sznureczki. Skupiam się tylko na tym, że każdy jego kolejny ruch wywołuje we mnie ból. Jakby te sznurki były już napięte do granic możliwości. Wydaje mi się, że już bardziej nie można, że nie wytrzymam. A potem okazuje się, że jest kolejne szarpnięcie... Więc tak, jestem słaba. Słabość widzę w tym, że skupiam się jedynie na tym, żeby odroczyć wyrok. Na coś czekam, ale nie wiem na co. Na cud? Wierzycie w cuda? Bo ja nie... Mogłabym tu wkleić kolejny raz link, ale napiszę tylko: trudno nie wierzyć w nic... Trudno. I mam teraz ochotę to wszystko skasować, ale skoro tyle się naklikałam, to niech idzie...
      • margott_2 Re: to co najważniejsze 25.04.20, 17:43
        Dolorka, tak jak uważam, że w większości przypadków przesadzasz i Twoje cierpienia są przejaskrawione, tak w tym przypadku jakimś siódmym zmysłem czuję, że masz problem stricte medyczny. Jeżeli mam rację to autentycznie szczerze współczuję, bo to jest prawdziwy problem teraz, w tych zwariowanych czasach.
      • gwen75 Re: to co najważniejsze 25.04.20, 18:50
        dolores2222 napisała:

        > Może mój organizm tak totalnie rozchwiany, zwichrowan
        > y fizycznie, daje mi znak, żebym popatrzyła w głąb siebie?

        Moim skromnym zdaniem tak właśnie jest.
        Chyba dobrym pomysłem byłoby codziennie poświęcanie chwili czasu, aby w samotności i spokoju przyjrzeć się swojemu wnętrzu, swojej psychice. O niczym nie myśleć, nic nie analizować, tylko skupić się na tym co się dzieje w ciele. Uświadomić sobie napięcia, stres, drżenie. Gdy do umysłu dojdzie, że te reakcje ciała są bezpodstawne i nieuzasadnione to wszystko zacznie łagodnieć. Oczywiście nie od razu. To wymaga czasu i regularności. Ale warto.
        • obrotowy pro i contra :) 26.04.20, 17:02
          gwen75 napisał:

          > Chyba dobrym pomysłem byłoby codziennie poświęcanie chwili czasu, aby w samotno
          > ści i spokoju przyjrzeć się swojemu wnętrzu, swojej psychice. O niczym nie myśl
          > eć, nic nie analizować, tylko skupić się na tym co się dzieje w ciele. Uświadom
          > ić sobie napięcia, stres, drżenie. Gdy do umysłu dojdzie, że te reakcje ciała s
          > ą bezpodstawne i nieuzasadnione to wszystko zacznie łagodnieć. Oczywiście nie o
          > d razu. To wymaga czasu i regularności. Ale warto.


          pro i contra smile

          nie zaprzeczajac temu - co piszesz (Twoja brocha)

          rownie dobrze jest:

          pospacerowac vel pojezdzic na roverze,
          nalac wode w ogrodku dla ptakow i wiewiorek - bo nie maja co pic w tej suszy
          przeczytac pare ciekawych artykulow.

          i nie zawracac sobie gitary zakamarkami wlasnej duszy i wlasnego ciala.

          inne dusze i ciala sa ciekawsze smile

      • gwen75 Re: to co najważniejsze 25.04.20, 19:31
        dolores2222 napisała:

        > Tylko że chyba boję się, co tam zobaczę.

        Nie bój się. Zwal całą winę na tego kurwa chuja skurwysyna, który Cię w dzieciństwie prał. I stąd się wzięły twoje lęki. Nie twoja wina.
      • obrotowy dolorka ? 25.04.20, 17:08
        trzy_krzyzyki napisała:
        > Coś mi się wydaje że za dużo mamy czasu na życiowe rozkminy.


        dolorka, wez moze sobie do serca i rozumu te powyzsza uwage + + + vel trzech_krzyzykow, co ? smile
          • mavika_88 Re: very thanks. 26.04.20, 13:52
            obrotowy napisał:

            > gwen75 napisał:
            > > Po zacytowaniu wystarczy uzyc kodu od Gwena. Zmienic Jego slowa na wlasne i dziala. Powinno tongue_out
            >
            >
            > inny program sterujacy mamy.
            > - nie mam takiej opcji.
            > ale dziekuje za wskazowki.




            --
            ... On sait que le temps c'est comme le vent
            De vivre y a que ça d'important...
      • samysliciel Re: mala prosba: 26.04.20, 14:20
        obrotowy napisał:

        > jak sie pisze na zielono ?

        Wejdź na stronę w linku

        wybierz sobie kolor, jaki Ci odpowiada, skopiuj ciąg liter i cyfr pamiętając o znaku # na początku, wklej po znaku równości do schematu poniżej, nim wyślesz wiadomość, sprawdź na podglądzie czy wszystko ok.

        [color= ] tekst [/color]

    • sowa.zagrodowa Re: to co najważniejsze 25.04.20, 20:19
      Dla mnie ten czas jest przede wszystkim rozliczeniem z przeszłością. Oprócz banalnych problemów związanych z egzystencją, pracą, a raczej jej nagłym brakiem, z odcięciem od spraw niecierpiących zwłoki, a teraz zupełnie nieistotnych, problemów zdrowotnych, jest jeszcze długa chwila na rachunek sumienia. Mam sobie wiele do zarzucenia, niektóre rzeczy mogę jeszcze naprawić i już o to dbam. A z drugiej strony dopiero teraz mogłam się przekonać ile znaczę dla innych i na kogo mogę liczyć. Okazało się, że nie na tych, którzy do niedawna byli mi najbliżsi...
      Wszyscy wyjdziemy z tego szaleństwa odmienieni- każdy w inny sposób. Oby tylko to przełożyło się na coś dobrego. Sobie i Wam tego życzę.
    • gwen75 Re: to co najważniejsze 26.04.20, 00:55
      W życiu najfajniejsze jest chyba to, że ciągle można odkrywać prawdę wink
      Prawdę często niedostępną dla innych, bo znajdującą się pod powierzchnią stereotypów wink
      Aby ją odkrywać należy myśleć bardzo niezależnie, samodzielnie, często wbrew innym wink Po prostu trzeba wierzyć we własny rozum wink
      Ludzie często myślą stereotypami, bo właśnie nie wierzą we własny umysł. Rozumują, że "skoro większość myśli w dany sposób, to znaczy, że taka jest prawda". W takim wypadku górę bierze zasada społecznego dowodu słuszności wink
      Stereotypowy obraz świata jest przewidywalny i nudny. Gdy się odrzuci stereotypy jest multum rzeczy do przemyślenia wink
      I się okazuje, że wszelkie ludzkie dążenia: pieniądze, władza, społeczny prestiż, małżeństwo, nawet seks, są o kant tyłka potłuc wink Ludzie to wszystko osiągają i nadal czują pustkę wink
      Innymi słowy, w życiu nie należy szukać akceptacji u innych ani podziwu z ich strony. To jest droga donikąd wink
      Akceptacji należy szukać u siebie smile
      Uważam, że szczęście leży w wewnętrznym spokoju i w autentycznej psychicznej bliskości z drugiem człowiekiem. Nie trzeba do tego żadnego związku wink
      • samysliciel Re: to co najważniejsze 26.04.20, 14:06
        Podpisuję się pod tym co napisałeś, można powiedzieć że to takie rozwinięcie tego, co już napisałem.
        Jedno zdanie mnie zastanowiło, czy my tak w pełni się akceptujemy? Chyba nie do końca, takie coś występuje tylko u jednostek narcystycznych.
        No i ostatnie zdanie, też ok wink
      • trzy_krzyzyki Re: to co najważniejsze 26.04.20, 15:06
        gwen75
        > Akceptacji należy szukać u siebie smile
        > Uważam, że szczęście leży w wewnętrznym spokoju i w autentycznej psychicznej bl
        > iskości z drugiem człowiekiem. Nie trzeba do tego żadnego związku wink

        Miłość niejedno ma imię. Można czuć się spelnionym mając świetne relacje z kimś z rodziny, przyjacielem, przyjaciółką, mieć bratnią duszę itd. Jednak w kontekście związku całkowity brak oczekiwań to może być na początku związku albo w niezobowiazujacym układzie.

        DOM WARIATÓW
        • witrood Re: to co najważniejsze 26.04.20, 15:16
          Naprawdę można? Mnie się wydaje, że jednak nie. Oczywiście wiele związków jest do bani i tam też tego spełnienia nie ma. Ale dla mnie jednak biologia wpływa na psychikę.

          --
          People are stranger, people in danger...
          • trzy_krzyzyki Re: to co najważniejsze 26.04.20, 15:36
            Ale dla mnie jednak biologia wpływa n
            > a psychikę.
            >

            No jasne że wpływa.
            Zapewne poczucie spokoju czy zadowolenia z życia ma związek z oczekiwaniami jakie mamy w jego określonym momencie. Poza tym każdy ma swoją własną definicję szczęścia bo jesteśmy różni.


            --
            DOM WARIATÓW
      • obrotowy hm...:) 26.04.20, 17:09
        gwen75 napisał:

        > Uważam, że szczęście leży w wewnętrznym spokoju i w autentycznej psychicznej bliskości z drugiem człowiekiem.
        Nie trzeba do tego żadnego związku wink


        uwazam tak od zawsze.

        tylko Slubna, jak to kobieta, lubi zabezpieczenia formalne smile
        • anirat Re: hm...:) 26.04.20, 18:18
          Przeczytałam całość. Strasznie to trudne. Tak górnolotnie brzmi, że praktycznie w tym wypranym mózgu nie daję rady. Analizujecie tutaj jakoś prawie wszystko.
          Napisałam na początku tego wątku, ale moi zjadło i nie miałam już sił pisać dalej.
          Samiego darzę sympatią z dawnych lat smile
          Cieszę się, że masz szansę wrócić. Choroby współistniejące to praktycznie mają wszyscy. Trzeba się po prostu pilnować i nie ma innej rady.
          Na początku tego zmieszania ograniczono pracę. więc siedzę w domu już tyg i obserwuję co się dzieje. Nie widać światełka w tunelu. Gdy było kilkudziesięciu zakażonych, to miałam siedzieć w domu i maseczki nic nie dawały. Teraz kiedy wszystko się sypie i mamy kilkanaście tysięcy, to wygląda, że wszystko rozciąga się w czasie i powoli trzeba wracać do pracy. Od kilku dni pracuje nad tym, aby jak najwięcej można było robić z domu. Nie wiem jak mi pójdzie. Nie widzę w tym sensu.
          Ludzie siedzą w domach, dzieci i młodzież nie uczą się, matury mają być inne niż zawsze. Mam wrażenie, że ludzie przedtem już mało komunikowali się z sobą realnie, a teraz to już w ogóle zostaną mam telekonferencje. W maseczkach ludzie nie poznają się na ulicach. Ja się będą ludzie poznawać, komunikować, zakochiwać?
          Maseczka stanie się strojem jak spódnica, albo koszula, inna na co dzień, inna od święta, inna do biegania, inna ze śmieciami.
          Co jest w życiu ważne? To zależy czego się oczekuje. Ja już jestem na etapie samowystarczalności, samorealizacji. Mam swoje pasje, mam swój świat. Płynie teraz zdecydowanie wolniej. Kiedyś nie pozwoliłabym sobie na taką długą przerwę w pracy. Teraz przymuszona, wcale, a wcale nie narzekam. Nie przeszkadza mi, że pochłaniają mój czas codzienne czynności, takie zupełnie prozaiczne.
          Jest jednak potrzeba drugiego człowieka. To może być każdy, ktoś z rodziny, partner, dziecko, ktoś dla kogo się rano wstaje i gotuje obiad i wydaje mi się, że tylko tyle. A może nie dane mi było mieć więcej i zaspokaja moje potrzeby to co jest.
          Niewątpliwie to co się dzieję zmieni nas, zmieni relacje międzyludzkie. Jeszcze bardziej zamknie człowieka na człowieka. Jakoś nie widzę sensu tego. Ale może jest on gdzieś głęboko ukryty. Ludzie sami, samotni staną się jeszcze bardziej samotni.
          Sami, wracaj do kraju, jeśli to ma być lepsze, chociaż tak gdzie jesteś jest przepięknie smile
          Pozdrawiam.
          • witrood Re: hm...:) 26.04.20, 18:43
            Będzie, jak było. Nie da się wiecznie żyć bez dentysty, fryzjera, lekarza, hotelu albo knajpy. Maseczki to chyba bardziej na psychikę mają działać. Dla ministra zdrowia najpierw były głupie i be, bo ich nie było w sprzedaży. Teraz są cacy i obowiązkowe, bo sprowadzili i ktoś to musi kupić. Obowiązek ich noszenia czasem jest absurdalny (np jadąc rowerem po ścieżce rowerowej, gdzie wokół żywego ducha nie ma). Co mają dać plastykowe przyłbice personelowi w sklepach, jeśli twierdzi się, że nie trzeba nijkogo opluć, żeby zarazić kogoś wirusem, a wystarczy mówić albo oddychać? Przecież one są nieszczelne (jak i maski zresztą). Wirus jest bardzo niebezpieczny dla osób osłabionych, ale albo sam zaniknie albo będzie sobie istniał wiele lat, a szczepionka też wcale nie musi się pojawić (bo nie na każdą chorobę jest szczepionka).

            --
            People are stranger, people in danger...
            • anirat Re: hm...:) 26.04.20, 19:21
              Maseczki to zależy jakie, oczywiście, że nie działają te z jednej warstwy materiału, szale, czy noszone na brodzie. Jak obserwuje to co dookoła, to większość społeczeństwa nosi maseczki w sposób nie chroniący nikogo przed niczym. Gdyby nic nie dawały nikt by się nie pocił w nich nad stołem operacyjnym. Same przyłbice, to się zgadzam. Wolę się nie wypowiadać tak publicznie co o tym myśle wink Zgadzam się, że są sytuacje, w których nie są potrzebne.
              Umierają nie tylko osłabieni, na razie nie wiadomo u kogo przebieg zakażenia będzie ciężki. Faktem jest, że transmisja jest duża i zakazić się łatwo. Faktem jest, że świat przerobił już liczne epidemie, ale jednak wtedy transmisja była mniejsza, bo i mobilność ludzi była mniejsza. A na każdą był jeden skuteczny sposób walki- izolacja i czekanie aż samo wygaśnie.
              • witrood Re: hm...:) 26.04.20, 19:24
                Chyba nikogo nie stać na to, żeby tak w nieskończoność czekać. Inaczej trzeba by robić zapas żywności, świeczek i opału na co najmniej dwa lata. wink

                --
                People are stranger, people in danger...
              • witrood Re: hm...:) 26.04.20, 19:32
                Ja się oczywiście na tym nie znam, ale mam obawę, że nikt tego nie ogarnia. Znałem z widzenia jedną osobę, którą zmarła na koronawirusa. Człowiek koło 50, ale wcześniej był górnikiem, więc mógł mieć choroby zawodowe. Poza tym, jak podają, umierają osoby z innymi chorobami (jak np. 18-latek z porażeniem mózgowym i padaczką). Starzy ludzie lub mający nowotwór też często umierają na zwykłe zapalenie płuc (matka koleżanki nawet 50-ki nie miała i terminalnego raka, ale de facto na zapalenie płuc zmarła, które się nagle przyplątało).

                --
                People are stranger, people in danger...
                • anirat Re: hm...:) 26.04.20, 19:53
                  Większość ludzi w wieku średnim i powyżej ma inne choroby. Skala zjawiska jest duża.
                  Jasne, że nie da się czekać w nieskończoność. Wolałabym, aby zmarło jak najmniej osób.
                  Epidemie, wojny powodowały utratę wielu milionów ludzkości. Nie chciałabym tego doświadczać.
            • apersona Re: hm...:) 26.04.20, 21:09
              witrood napisał:

              > lu albo knajpy. Maseczki to chyba bardziej na psychikę mają działać. Dla minis
              > tra zdrowia najpierw były głupie i be, bo ich nie było w sprzedaży. Teraz są ca
              > cy i obowiązkowe, bo sprowadzili i ktoś to musi kupić. Obowiązek ich noszenia c
              > zasem jest absurdalny (np jadąc rowerem po ścieżce rowerowej, gdzie wokół żyweg
              > o ducha nie ma). Co mają dać plastykowe przyłbice personelowi w sklepach, jeśl
              > i twierdzi się, że nie trzeba nijkogo opluć, żeby zarazić kogoś wirusem, a wyst
              > arczy mówić albo oddychać? Przecież one są nieszczelne (jak i maski zresztą).

              Jakby były szczelne to byś się błyskawicznie udusił.

          • obrotowy zmartwie Cie .- nic sie nie zmieni... 26.04.20, 18:52
            anirat napisała:
            > Niewątpliwie to co się dzieję zmieni nas, zmieni relacje międzyludzkie.
            Jeszcze bardziej zamknie człowieka na człowieka.


            nic sie nie zmieni - na dluzsza mete.

            epidemia potrwa rok, moze dwa (jak wszystkie wielkie epidemie w historii) i potem wszystko wroci do starej normy.

            tak bylo w historycznie znanych epidemiach.
            wymieralo 20-30 % populacji, a ci co przezyli przejmowali ich ziemie i majatek, zenili sie i zycie szlo normalnie dalej.

            historia, epidemie, wojny - niczego czlowieka nie nauczyly

            czlowiek uczy sie tylko w dlugotrwalym procesie rozwoju - na ktory sklaniaja sie setki zdarzen, a nie jedno.

    • silencjariusz Re: to co najważniejsze 26.04.20, 18:41
      "Religia, pasje, sukcesy zawodowe, miłość, to wszystko co nadaje sens naszemu życiu"

      Nie jestem religijny, żadnych sukcesów zawodowych nie odniosłem, co to miłość dawno zapomniałem... Gdzie powiadasz jest sens?
    • marcepanka313 Re: to co najważniejsze 26.04.20, 19:19
      Co jest sensem życia?
      Dla mnie zawsze to był drugi człowiek.
      I najpiękniejsze, najciekawsze, najboleśniejsze wspomnienia wiążą się z człowiekiem. Nie z kasą, nie z rzeczami, pracą.
      I niby są rzeczy, które cieszą (podróże, zakupy, muzyka, pasję)...ale w pojedynkę cieszą jednak mniej....
      • j-k Re: to co najważniejsze 29.04.20, 16:57
        nerw_rdzeniowy napisał(a):
        > Po raz kolejny powtórze: w życiu najważniejsza jest rodzina i kontakty z innymi
        > ludzmi.
        > Niestety nie każdemu to dobrze wychodzi.


        Tuskowi z rodzina dobrze wychodzi

        gorzej z kontaktami z innymi - bo w. Brytania mu wyszla z UE...

        ale mimo to chlop tryska dobrym humorem - czego i wszyskim przed wyborami zycze smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka