Dodaj do ulubionych

Czuję się tak qrewsko samotny...

11.11.20, 20:51
Siedzę w domu sam; w sumie ostatnio nienawidzę świąt, bo w dzień przeznaczony do spędzania z rodziną jestem skazany na zajebistą samotność. Nie mam kompletnie nikogo... O 15-ej siedziałem przed komputerem, w całym mieszkaniu nie paliło się ani jedno światło, czułem się dosłownie jak w grobowcu... opuszczone mieszkanie, które jeszcze nie tak dawno tętniło życiem. W lecie jeszcze miałem jakieś resztki optymizmu, dziś wiem że sam z tego nie wyjdę. Nie trzeba mi żadnego pie...go konowała, który potrafi jedynie przepisać zamulacze, po których nie da się normalnie funkcjonować. Potrzeba mi wyciągniętej dłoni kogoś, kto... Szukałem jakichś grup, spotkań dla osób przechodzących rozwód, nie w jakiejś poradni psychologicznej gdzie wyciągają z człowieka po trzycyfrową kwotę za godzinę pieprzenia, tylko spotkań: grupa ludzi ze wspólnymi problemami, żeby pogadać, wzajemnie podnieść się na duchu... Niczego takiego nie ma, a w obecnych czasach to chyba marzenie ściętej głowy. Kurwa, coraz mocniej czuję że sam za cholerę nie zdołam z tego wyjść... Jedynym wyjściem jest znalezienie takiej grupy, muszę ją znaleźć w Trójmieście. Inaczej mam prze...ne sad
Obserwuj wątek
    • witrood Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 11.11.20, 21:04
      Teraz są dość ciężkie czasy dla wszystkich. Połowa zaczyna schizować. Toteż nie dziwię się. Ja wyjątkowo dobrze czuję się w tym roku (może za wyjątkiem początku tych dziwnych czasów, ale szybko znalazłem sobie robotę wypełniającą czas). Chyba nie doradzę, ale jak dla mnie szukanie kółka, gdzie wszyscy będą lamentować, jak im źle, to też nie rozwiązanie. Kuzyn chodził przed koronką do psycholog (bo był w wieloletniej chorej relacji z niezdecydowaną babą manipulatorką. Już nawet na życie zapowiadał targnięcia) i dużo pomogło.
      • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 11.11.20, 23:04
        witrood napisał:

        > Teraz są dość ciężkie czasy dla wszystkich. Połowa zaczyna schizować. Toteż nie
        > dziwię się. Ja wyjątkowo dobrze czuję się w tym roku (może za wyjątkiem począt
        > ku tych dziwnych czasów, ale szybko znalazłem sobie robotę wypełniającą czas).
        > Chyba nie doradzę, ale jak dla mnie szukanie kółka, gdzie wszyscy będą lamentow
        > ać, jak im źle, to też nie rozwiązanie. Kuzyn chodził przed koronką do psycholo
        > g (bo był w wieloletniej chorej relacji z niezdecydowaną babą manipulatorką. Ju
        > ż nawet na życie zapowiadał targnięcia) i dużo pomogło.

        Nie, no sorry ale jednak mam znacznie pilniejsze potrzeby finansowe, zresztą zaznaczyłem to wcześniej. Gdybym miał za dużo wolnej kasy, to raczej bym ją przeznaczył na prawnika w rozprawie rozwodowej albo na detektywa żeby pośledzić moją prawie byłą żonę, a nie na cwaniarę, której pierwszą myślą na mój widok jest to jak sobie ze mnie zrobić dojną krowę na rok czy dwa...
          • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 11:22
            witrood napisał:

            > Skoro się czujesz, jak się czujesz, to najwyraźniej czasowo bardzo daleko Ci do
            > etapu "co ja w niej widziałem?" i poczucia ulgi. Powinno przyjść z czasem, ale
            > u każdego kiedy indziej. U mnie w jednym przypadku po czterech latach. wink

            Byliśmy razem z przerwami niemal dwie dekady, mamy razem dziecko (już nastoletnie). Najgorsze jest to, że nie mam dosłownie komu się na żywo wygadać, jestem zupełnie sam: bez rodziny, żadnych przyjaciół ani bliskich znajomych. Innymi słowy sytuacja wręcz stworzona do tego żeby w jej wyniku jakiegoś pięknego dnia w stylu Święta czy Sylwester strzelić samobója. Bo po prostu nie wytrzymuję i tutaj nie pomoże ani konował z arsenałem zamulaczy ani cwana psycholożka chętna do dojenia stówy z okładem za każdą cotygodniową wizytę. Potrzebuję ludzi w moim wieku (plus minus kilka lat) z podobnymi problemami, którzy będą w stanie wysłuchać mnie i zrozumieć (ze wzajemnością). Może to potrzeba by mieć świadomość, że ktoś na świecie nie ma w dupie mojego losu (ale nie wirtualny, bo już w poprzednim kryzysie się przekonałem że wirtualne zwierzenia gówno dają); rodzice się tu nie liczą, bo niejako kochają bezwarunkowo i nie mają obiektywnego podejścia (ba, osobnik który nawet u rodziców ma wy..ne kwalifikuje się jedynie do humanitarnego odstrzału, bo znaczy to że jest to już przypadek kompletnie nierokujący i wyjątkowo ujemnie "zasłużony" dla swojego otoczenia), zresztą moi rodzice mają niemały udział w obecnej sytuacji i dlatego są w tej chwili ostatnimi osobami, które chciałbym oglądać. I nie, nie mam już czterech lat na dojście do siebie, bo wtedy będę bliżej 50-ki niż 40-ki, a a już wśród kobiet pod 40-kę nie tak łatwo znaleźć jakąś wyglądającą jeszcze dość dobrze i dość niestaro (wczoraj np. przewijając przed północą kanały na TV natknąłem się na jakiś reality show czy coś w tym stylu, o samotnych ojcach którzy szukają nowej babki czy coś takiego; była tam jedna, którą na wstępie oceniłem na dobre czterdzieści kilka lat; jakież było moje zdziwienie i nieprzyjemne wrażenie gdy podali że ma ona 38 lat sad ). Dodaj do tego fakt, że nie jestem tak ustawiony jak można by oczekiwać po facecie lekko po 40 i dostaniesz pełny obraz braku perspektyw (jeszcze pół biedy jak zostajesz z niczym, ale masz zawodowe możliwości odkucia się w kilka lat; u mnie też z tym słabo). Najgorsze że nie mam nawet dość siły i koncentracji by wszystko ogarnąć; gdyby ktoś chciał mnie teraz rozpieprzyć, to praktycznie droga wolna, bo nie jestem w stanie się nawet porządnie bronić. Na dobrą sprawę tak mi wszystko wisi, że nie jestem nawet w stanie porządnie posprzątać mieszkania i jakoś burdel mi nie przeszkadza w takim stopniu w jakim pewnie normalnie by mi przeszkadzał...Z moim wyglądem podobnie: gdybym miał cel do którego warto dążyć, na którym byłbym stanowczo skoncentrowany przez choćby kwartał, to w ciągu tego kwartału wróciłbym do formy; jednak zawsze po kilku dniach opada mnie zniechęcenie, brak nadziei na lepsze jutro i wszystko się pieprzy. Co prawda prawie nie piję (no, nie piję dużo, bo nie mam naturalnego pociągu do alkoholu: wódy nie lubię, ale 200 ml whiskacza starczy mi na ponad tydzień, czasem na więcej,ale rok temu i tyle nie piłem), za to bardzo powszechna jest u mnie konieczność poprawy nastroju czymś słodkim (czekolady i praliny wpieprzam autentycznie w dużych ilościach, jedna czekolada dziennie to u mnie dość skromny dzień); ratuje mnie to, że w sumie nie stronię też i od ruchu, bo gdyby nie to, to ważyłbym chyba ze 150 kilo. I pewnie nie potrzebowałbym tego gdyby wokół mnie byli przyjaciele, znajomi, dość częste wyjścia z domu, ale nie mam gdzie tego szukać. A właśnie potrzebuję tego w realu, nie w internecie. Po prostu człowiek nie jest w stanie znieść takich problemów w samotności, a przynajmniej człowiek który nie ma dużej odporności psychicznej...
      • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 11:10
        silencjariusz napisał:

        > Nie jęcz. Stało się. Życie toczy się dalej. Bez problemu znajdziesz sobie kogoś
        > na portalu randkowym czy innym tinderze.

        O tak to mu nie mów, bo to nie takie proste... kogoś znaczy że można się władować jeszcze gorzej, ulokować nadzieje i uczucia, a potem znaleźć się w następnej czarnej dupie.
        Osoby w trakcie "ryczącej samotności" są bardzo podatne na toksyczne związki albo na wykorzystanie, bo tak bardzo chcą być z kimś, że nie myślą realnie.

        Sympatia (na spokojnie popisać, pogadać na kamerce... z otwartą głową), jakiś kurs tańca (teraz nie wiem czy są ale tam kobiety zawsze są w nadmiarze), pisanie z ludźmi w grupach tematycznych na fejsie (to bardzo polecam, jak się wywiąże fajna rozmowa naprawdę czujesz się jak na spotkaniu znajomych o tej samej pasji), ale przede wszystkim wspieranie przekonania, że żeby być szczęśliwym nie potrzeba drugiej osoby... Nie traktować innych jak brzytwy przy tonięciu, bo to jednak brzytwa wink
        Jest mnóstwo mądrych filmików na YT, jak radzić sobie z poczuciem samotności... jak będę miała chwilę to Ci wyszukam.
        Zmienić myślenie, że jakieś tam dni specjalnie przeznaczone są do czegoś, typu świętowanie z rodziną. To wgrany przez społeczeństwo program... uwolnienie się od programów i autopilotów, na jakich standardowo lecimy - pomaga.
        • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 11:30
          prawda_we_mgle napisała:


          > e z ludźmi w grupach tematycznych na fejsie (to bardzo polecam, jak się wywiąże
          > fajna rozmowa naprawdę czujesz się jak na spotkaniu znajomych o tej samej pasj
          > i),

          Prawda, moja pasja jest tak niszowa i tak zmaskulinizowana, że mi raczej nie pomoże (zresztą akurat w tej kwestii moja aktywność w necie nie zamarła i odkrywam, że w NICZYM mi to nie pomaga jeśli chodzi o powrót do znośnego nastroju. Wręcz zaczynam mieć dość swojej pasji...


          ale przede wszystkim wspieranie przekonania, że żeby być szczęśliwym nie po
          > trzeba drugiej osoby...

          Dostrzegam Twoje dobre intencje i dziękuję Ci za nie, ale tym fragmentem rozciągnęłaś mnie na ziemi. Owszem, jestem introwertykiem, ale jak na introwertyka mam wręcz olbrzymią potrzebę stadności, samotność mnie wykańcza... To, że ktoś ma większe trudności w nawiżywaniu relacji, to nie znaczy że ich (czasem wręcz cholernie) nie potrzebuje.


          Nie traktować innych jak brzytwy przy tonięciu, bo to j
          > ednak brzytwa wink

          Tak, to jest brzytwa i nie zamierzam brzytwy trzymać w dłoni dłużej niż to absolutnie niezbędne.


          > Zmienić myślenie, że jakieś tam dni specjalnie przeznaczone są do czegoś, typu
          > świętowanie z rodziną. To wgrany przez społeczeństwo program... uwolnienie się
          > od programów i autopilotów, na jakich standardowo lecimy - pomaga.

          No właśnie z tym ciężko. Widzisz, mam taką pracę, że często jestem poza miastem i wtedy jest tak jakoś normalnie (bo wtedy bycie z dala od bliskich ludzi jest wpisane w kalendarz); gorzej jest wtedy gdy wracam do domu... i dalej nikogo przy mnie nie ma.
                • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 21:51
                  silencjariusz napisał:

                  > Znajomych, których tak bardzo chcesz poznać w realu też byś w ten sposób zbywał
                  > ?

                  Nie poznam ich w oparciu o moją pasję, bo tych co mogłem to już poznałem i zdecydowanie chcę szukać gdzie indziej, w środowisku zupełnie niezwiązanym z tą pasją. To po prostu ślepa uliczka, uwierz. Zwłaszcza gdybym chciał po pozbieraniu się szukać kobiety...
              • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 14:59
                Wiesz, że oglądanie pornografii się nie liczy jako pasja? wink

                A na poważnie ga77: wycisz się (obojętnie: medytacja, walenie w worek, bieganie...) - strasznie negatywne emocje się z Twoich słów wyczuwa, ludzie cię podświadomie będą omijać, randki będą się kończyć na jednej... Powinieneś zbudować w sobie spokojniejszą, mniej zdesperowaną energię.

                Po drugie: jest jeszcze bardzo wcześnie dla ciebie na nowy związek: całą głową siedzisz w starym, przeżywasz, rozkminiasz... Każdą następną osobę zranisz jak nic... Z takim czymś nie ma co zaczynać nic nowego, uważam że powinieneś zapisać się na portal randkowy i szczerze i uczciwie szukać ff + spędzanie czasu. Wtedy ta osoba wie na czym stoi, nie obiecujesz gruszek na wierzbie - mniejsze szkody wyrządzisz, a są kobiety, które też nie szukają niczego więcej. A jak to się przerodzi w coś więcej - to spoko, ważne, żeby zaspokoić twoją potrzebę towarzystwa - nie krzywdząc.
                • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 20:25
                  prawda_we_mgle napisała:

                  > Wiesz, że oglądanie pornografii się nie liczy jako pasja? wink

                  Nieeeee, to jedynie dla pełnego relaksu, pasja jest inna (ale nie męcz proszę o nią; podobna prośba do reszty).



                  > A na poważnie ga77: wycisz się (obojętnie: medytacja, walenie w worek, bieganie
                  > ...)

                  Medytacja nie jest dla mnie, biegam jak mam czas i ochotę (realnie wychodzi raz na tydzień, bo najczęściej w niedzielę mam dość poweru i ochoty; w pozostałe dni albo mnie muli przed TV albo za dużo roboty wink

                  - strasznie negatywne emocje się z Twoich słów wyczuwa, ludzie cię podświa
                  > domie będą omijać, randki będą się kończyć na jednej... Powinieneś zbudować w s
                  > obie spokojniejszą, mniej zdesperowaną energię.

                  Prawda, ja mam dwa miechy do rozprawy (choć efekt jest oczywisty, nie po to żona wzięła prawniczkę). W tej chwili nawet nie zaglądam na portale randkowe, bo ani to czas ani mam na to nastrój. Zresztą i w odpowiedzi do @sza.aliczek OIDP pisałem o perspektywie roku... Natomiast mam świadomość, że żona zamierza mi dopieprzyć i nie będzie z tym czekać; wie, co mnie najbardziej zaboli i najchętniej (gdyby mogła) zrobiłaby to i to jeszcze w I półroczu 2021.


                  > Po drugie: jest jeszcze bardzo wcześnie dla ciebie na nowy związek: całą głową
                  > siedzisz w starym, przeżywasz, rozkminiasz... Każdą następną osobę zranisz jak
                  > nic
                  ... Z takim czymś nie ma co zaczynać nic nowego, uważam że powinieneś zapisa
                  > ć się na portal randkowy i szczerze i uczciwie szukać ff + spędzanie czasu. Wte
                  > dy ta osoba wie na czym stoi, nie obiecujesz gruszek na wierzbie - mniejsze szk
                  > ody wyrządzisz, a są kobiety, które też nie szukają niczego więcej. A jak to si
                  > ę przerodzi w coś więcej - to spoko, ważne, żeby zaspokoić twoją potrzebę towar
                  > zystwa - nie krzywdząc.


                  Wybacz, nie korzystałem nigdy z portali randkowych (jak wspomniałem mój kontakt ograniczył się do spojrzenia na profil wspomnianej wcześniej koleżanki); ff to female friend? Nie wiem jak się sprawy potoczą, sama wiesz że nieraz ma się jakieś zamiary, a potem sytuacja je zmienia. I im bardziej sytuacja się zmienia, tym mniej jestem w stanie postawić na to, że na pewno nie będę w pewnym momencie potrzebował hmmm... nazwijmy to "kobiecego plastra" na krwawiącą ranę niż będzie można tę ranę powiedzmy bardziej profesjonalnie i na spokojnie zszyć.
                  • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 21:50
                    ga77-77 napisał(a):

                    > Wybacz, nie korzystałem nigdy z portali randkowych (jak wspomniałem mój kontakt
                    > ograniczył się do spojrzenia na profil wspomnianej wcześniej koleżanki); ff to
                    > female friend? Nie wiem jak się sprawy potoczą, sama wiesz że nieraz ma się ja
                    > kieś zamiary, a potem sytuacja je zmienia. I im bardziej sytuacja się zmienia,
                    > tym mniej jestem w stanie postawić na to, że na pewno nie będę w pewnym momenci
                    > e potrzebował hmmm... nazwijmy to "kobiecego plastra" na krwawiącą ranę niż będ
                    > zie można tę ranę powiedzmy bardziej profesjonalnie i na spokojnie zszyć.

                    ff to "fuck friend". Brzydka angielska nazwa, ale uczciwa sytuacja. Oboje jesteście dorośli i decydujecie się na wspólne spędzanie czasu i spełnianie potrzeb cielesnych (najczęściej na wyłączność), jednak nikt nikomu nie obiecuje stałego związku, lub, co gorsza - miłości i wspólnego życia do grobowej deski z żółtą obrączką w tle.
                    Oczywiście tu, tak jak w każdej relacji międzyludzkiej, obowiązuje uczciwość, jednak wszystko można/trzeba dogadać, są zasady, tak, żeby nikt nie czuł się oszukany, wykorzystany... Nie ma jednak tych "związkowych" oczekiwań/wymagań, na które na pewnych etapach życia zwyczajnie nie ma się siły/ochoty/czasu... bywa też, że lubisz tą osobę i jej ufasz, jednak z jakiegoś powodu nie wiążesz z nią planów na przyszłość (np. ona chce osiąść na starość w jej mieszkaniu, a ty za dwa lata zamierzasz wszystko sprzedać i spędzić resztę życia na plaży w tajlandii). W takich sytuacjach nie wolno oszukiwać, tylko trzeba zaproponować relację bez zobowiązań wink

                    Nie traktuj ludzi instrumentalnie, bo to zuowink... jeśli będziesz potrzebował "kobiecego plastra" - niech plaster o tym wie (!) i niech to będzie także jego autonomiczna decyzja. To jedyny sposób, aby móc żyć na wyższych wibracjach i codziennie z radością witać nowy dzień. Inaczej niskie wibracje cię zeżrą prędzej czy później... na zupełnie niespodziewane sposoby.
        • sza.aliczek Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 17:21
          Napisałaś:
          Osoby w trakcie "ryczącej samotności" są bardzo podatne na toksyczne związki albo na wykorzystanie, bo tak bardzo chcą być z kimś, że nie myślą realnie.
          ----------
          Teoria mówi odwrotnie: za wejście w związek z takim kimś ("rycząca samotność"), najczęściej płaci boguduchawinna osoba, która się zaopiekowała biedakiem. Jak taki ktoś się już odkuje, jest upieszczony i doprowadzony do pionu, to najczęściej rusza w długą, szukać podbojów. Na zasadzie: teraz mój czas!
          • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 21:47
            sza.aliczek napisała:

            > Teoria mówi odwrotnie: za wejście w związek z takim kimś ("rycząca samotność"),
            > najczęściej płaci boguduchawinna osoba, która się zaopiekowała biedakie
            > m. Jak taki ktoś się już odkuje, jest upieszczony i doprowadzony do pionu, to n
            > ajczęściej rusza w długą, szukać podbojów. Na zasadzie: teraz mój czas!

            Z grubsza masz słuszność. To ten sam dylemat, który pojawia się kiedy jesteś w rynsztoku i ktoś ci daje dość marną pracę: z jednej strony nie jesteś w pozycji by żądać na tę chwilę czegoś lepszego, z drugiej strony masz świadomość że jak staniesz na nogi, to powalczysz o coś na poziomie twoich faktycznych możliwości, gdy tymczasem aktualny pracodawca będzie oczekiwał, że ponieważ od cię wyciągnął z rynsztoka, to ty w ramach lojalności i wdzięczności zostaniesz na tej marnej posadzie, którą on ci zaoferował.

            Tak, to istotny dylemat, bo mam świadomość że dużo czasu upłynie nim będę w stanie dojść do takiej formy by złapać jakąś kobietę na odpowiednim poziomie. Ba, nie wiem nawet czy zdołam znaleźć w sobie tyle samozaparcia by utrzymać się w ryzach na tyle ile trzeba żeby do tej formy wrócić. Może bardziej obrazowo: załóżmy że powrót do formy zajmie mi jakieś pół roku; w międzyczasie dostanę poważny cios w postaci rozwodu (nie mam złudzeń: jeśli prawniczka żony zdołała mnie tak rozpirzyć przed trybunałem metropolitalnym - choć po prawdzie zbyt zaciekle nie walczyłem - to przed sądem cywilnym uzyska rozwód na pierwszej rozprawie) i niewykluczone, że zamiast dalej wracać do formy to się po prostu rozsypię; niewykluczone nawet że w przypływie poczucia beznadziejności skończę z tym wszystkim. Po prostu na dziś nie postawię nawet stówy że to w ogóle przetrwam, nie mówiąc o wyrokowaniu kiedy wyjdę na prostą. Może to być (przy optymistycznym założeniu że wyjdę na prostą) nawet rok, może dłużej. Czy wytrzymam tyle w samotności? Raczej nie. Czy są poważne szanse, że w tym czasie zwróci na mnie uwagę ta docelowa kobieta? Raczej marne. Kiedyś już zrobiłem coś takiego: po rozstaniu związałem się z przyjaciółką byłej: po części dlatego, że była chętna, bo sama wcześniej na mnie leciała; po części żeby mieć bieżące dane na temat byłej, bo chciałem ją odzyskać, choć były takie chwile że myślałem że ułożę sobie życie z tą drugą. Nie udało się, to było jak rozdrapywanie rany. Skończyło się po dwóch miesiącach gdy poznałem tę trzecią , moją późniejszą żonę, dziewczynę która obie poprzednie biła na głowę. Do dziś mam kaca moralnego że zraniłem dziewczynę (tę, z którą przez dwa miesiące starałem się coś stworzyć) i mówiłem sobie że nigdy czegoś takiego już nie zrobię. Tak naprawdę nie wiem jednak co naprawdę zrobię będąc w dole...
            • obrotowy Czy Ty jestes zafiksowany na punkcie baby ? 12.11.20, 22:03
              niejedna mnie w zyciu rzucila i wiadomo, ze nie bylo lekko - ale zawsze sobie mowilem, ze gdy baba jest - to dobrze

              ale gdy jej nie ma - to tez trzeba samemu jakos zyc.

              w koncu kobieta nie jest pepkiem tego zycia - a tylko jego pieknym uzupelnieniem

              a bez klejnotow tez sie daje jakos zyc - gdy ma sie prace, wodke i kielbase.
            • sza.aliczek Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 22:18
              Rok po rozstaniu z wieloletnią żoną i dzieckiem, chcesz już być w nowym związku, z kobietą na odpowiednim poziomie?
              ojp! - ze tak podeprę się doskonałym zawołaniem.


              Nie chcę cię urazić, ale czytam to co piszesz i jest to dla mnie niewiarygodne...
              • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 07:43
                sza.aliczek napisała:

                > Rok po rozstaniu z wieloletnią żoną i dzieckiem, chcesz już być w nowym związku
                > , z kobietą na odpowiednim poziomie?
                > ojp! - ze tak podeprę się doskonałym zawołaniem.
                >
                >
                > Nie chcę cię urazić, ale czytam to co piszesz i jest to dla mnie niewiarygodne.
                > ..


                Sza.aliczek, problem w tym że to bardzo długa i skomplikowana historia i jak widzisz nawet jej fragmenty stanowią bardzo długie rozdziały. Po pierwsze: oczywiście, że zdecydowanie najchętniej odzyskałbym żonę, jednak jeśli okaże się to niemożliwe, to po prostu mój PESEL nie daje mi już czasu na "żałobę", bo jak ją odchoruję, to zostaną mi jedynie stare baby, które za cholerę nie będą w stanie mnie podniecić, a tak się składa że seks jest dla mnie BARDZO ważny. I tu dochodzimy do drugiego istotnego szczegółu: to się wszystko nie urwało jednego dnia. Już od kilku lat jedyny seks jaki żona mi oferowała, to prokreacyjny w dni płodne, maksymalnie dwa razy w miesiącu i najczęściej przy symbolicznych jedynie staraniach z jej strony, za to nie szczędziła mi gróźb i dokuczania gdy coś nie szło. Gdy w połowie 2019 straciła nadzieję na zajście, skończył się i jakikolwiek seks. Pozostała część życia była prawie normalna do jesieni, kiedy pojechała z kuzynką do Czarnogóry i poszła do jakiegoś szarlatana; od tego momentu wyrosła między nami jakby niewidzialna bariera i zaczęła być chłodna, przestała mówić o swojej pracy itd. Próbowałem robić różne rzeczy, ale dosłownie jakby szukała pretekstu żeby móc mnie skreślić. Na święta BN życzyła mi żeby rozwód szybko poszedł i żebym sobie znalazł nową kobietę, a mnie się łzy z żalu i bezsilności cisnęły do oczu! Tego samego życzyła mi na obecną Wielkanoc, a zanim wyprowadziła się praktycznie dokładnie w połowie bieżącego roku, to dostałem i pozew rozwodowy i informację o wznowieniu sprawy o unieważnienie kościelne. W dopieprzaniu mi aż do wyprowadzki mocno pomagała jej nasza córka, która jakby starała się przypodobać matce. Zachęcałem ją do terapii małżeńskiej, ale miała to gdzieś, powiedziała mi że powinienem był to zrobić w pierwszych miesiącach naszego małżeństwa. Ostatnio powiedziała, że przestałą mnie kochać jeszcze w 2007; z drugiej strony dobrych kilka lat później jeszcze zapewniała o uczuciu, jej ciotka jeszcze ze 3-4 lata temu mówiła mi w cztery oczy, że żona jest o mnie bardzo zazdrosna... W co mam do cholery wierzyć? Ona zawsze była taka, że jak chciała podczas kłótni komuś dopieprzyć, to na maksa, sama mi to dawno temu powiedziała i to dosłownie. Jeśli nie uda się jej odzyskać, to za wspomniany rok będę już de facto 2 lata sam, 2.5 roku od ostatniej "zabawy" z kobietą (bo mimo że często jeżdżę w delegacje, to byłem jej wierny; najlepsze jest to, że ona mi często zarzucała że na pewno bzykam na boku jak mnie nie ma, czyli miało miejsce autentyczne opieprzanie za niewinność!). W dodatku jestem sam, bo nie mam żadnych przyjaciół ani bliskich znajomych, ŻADNYCH! Rozumiesz? Ilu znasz ludzi samotnych w takim stopniu?! Nie sądzę by mój przypadek był zbyt powszechny...
                  • anirat Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 10:53
                    Do tanga trzeba dwojga. Wina zawsze leży pośrodku. Mam wrażenie, że wszyscy `mówią jednym głosem "bo to zła kobieta była". Nie wiemy, jak było. Założyciel wątku na wysoko postawioną poprzeczkę, mimo, że zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń i niedoskonałości. Dominuje pogoń za atrakcyjnością fizyczną + sex, a to do stworzenia udanego związku jednak za mało.
                    • anirat Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 10:56
                      Samotność... pokochałam ją, od 10 lat mieszkam sama, teraz w izolacji spędziłam 10 dni i wcale nie było źle. Czasem cieszę się jak przychodzę zmęczona do domu, że nikt nic ode mnie nie chce. Tęsknię czasem za bliskością, za czułością, a nie za bylejakością związku.
                    • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 20:39
                      anirat napisała:

                      > Do tanga trzeba dwojga. Wina zawsze leży pośrodku. Mam wrażenie, że wszyscy `mó
                      > wią jednym głosem "bo to zła kobieta była". Nie wiemy, jak było. Założyciel wąt
                      > ku na wysoko postawioną poprzeczkę, mimo, że zdaje sobie sprawę z własnych ogra
                      > niczeń i niedoskonałości. Dominuje pogoń za atrakcyjnością fizyczną + sex, a to
                      > do stworzenia udanego związku jednak za mało.

                      Anirat, primo: nie twierdziłem nigdy że jestem całkowicie niewinny. Secundo: mam wysoko postawioną poprzeczkę, bo nigdy nie musiałem jej mieć ustawionej przy ziemi i myślę mimo wszystko, że nie będę musiał; jeśli będę musiał obniżyć ją zbyt nisko, to czy będzie sens się starać? Tertio: moje ograniczenia są "odkręcalne"; muszę po prostu mieć silny cel, który skoncentruje mnie na sobie choć na kwartał, bo tyle mi wystarczy; sęk w tym że dopiero jak ten cel zaskoczy, to będę wiedział że to działa. Mówiąc cynicznie i łopatologicznie: potrzebuję jakiejś takiej "nagrody", "marchewki" będącej w moim zasięgu, która sprawi że będzie mi się chciało chcieć się pozbierać; gdy to się stanie, to się pozbieram. Quarto: atrakcyjność fizyczna i seks są ważne, ale nie pisałem nigdy że tylko na niej zamierzam budować związek; pusta, ładna lala to za mało; ta dobrze wyglądająca kobieta musi mieć też niemało w głowie, bo tylko dla takiej warto się starać wink
                      • sowa.zagrodowa Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 21:15
                        ga77-77 napisał(a):

                        >potrzebuję jakiejś takiej "nagrody", "marchewki" będącej w moim zasięgu, która sprawi że będzie
                        > mi się chciało chcieć się pozbierać; gdy to się stanie, to się pozbieram

                        Już teraz rozglądasz się za "nagrodą"? Przecież dopiero czeka Cię "kara". Jak dla mnie- za bardzo wybiegasz w przyszłość, której nie jesteś w stanie przewidzieć, a już teraz masz mnóstwo czarnych scenariuszy. I oczekiwań.
                        Doczekaj, przeżyj, przyjrzyj się sobie w nowej rzeczywistości i dopiero wtedy planuj. Cokolwiek.
                        Teraz są to tylko mrzonki i pobożne życzenia, którym sam nie dajesz szans na realizację. Wszystko płonie i cokolwiek będziesz chciał zbudować, zajmie się ogniem. Dopiero wystygłe pogorzelisko ma szansę być fundamentem.
                        Wiem, patetycznie wybrzmiałam, ale to była konieczna stylistyka, by nie pojechać- "na grubo" wink
                        • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 08:24
                          sowa.zagrodowa napisała:

                          > ga77-77 napisał(a):
                          >
                          > >potrzebuję jakiejś takiej "nagrody", "marchewki" będącej w moim zasięgu,
                          > która sprawi że będzie
                          > > mi się chciało chcieć się pozbierać; gdy to się stanie, to się pozbieram
                          >
                          > Już teraz rozglądasz się za "nagrodą"? Przecież dopiero czeka Cię "kara". Jak d
                          > la mnie- za bardzo wybiegasz w przyszłość, której nie jesteś w stanie przewidzi
                          > eć, a już teraz masz mnóstwo czarnych scenariuszy. I oczekiwań.
                          > Doczekaj, przeżyj, przyjrzyj się sobie w nowej rzeczywistości i dopiero wtedy p
                          > lanuj. Cokolwiek.
                          > Teraz są to tylko mrzonki i pobożne życzenia, którym sam nie dajesz szans na re
                          > alizację. Wszystko płonie i cokolwiek będziesz chciał zbudować, zajmie się ogni
                          > em. Dopiero wystygłe pogorzelisko ma szansę być fundamentem.
                          > Wiem, patetycznie wybrzmiałam, ale to była konieczna stylistyka, by nie pojecha
                          > ć- "na grubo" wink

                          Ostygłe pogorzelisko? Dobrze, napiszę cynicznie i brutalnie: kolejne lata życia ,może także w jakimś stopniu postępująca depresja redukują we mnie chęć życia dla innych i poświęcania się dla nich. Im w gorszej jestem sytuacji, tym mniej obchodzą mnie ludzie wokół bo mam poważniejsze problemy niż troszczenie się o obcych mi ludzi i ich los. Teraz troszczę się głównie o swój byt materialny i powiem Ci coś szczerze: jeśli ceną za jego zabezpieczenie miałby być np. zapakowanie wszystkich imigrantów ekonomicznych z Afryki i Azji i odesłanie ich do miejsca pochodzenia, to POPARŁBYM TO W JEDNEJ CHWILI, bo ich los ani mnie ziębi ani grzeje dopóki nie zagrożą mojej przyszłości ekonomicznej; w takim wypadku zaczyna już mnie ziębić. Dostałem w dupę tak mocno, że nie będę się przejmował czy ktoś inny dostanie. Staram się trzymać resztek zasad, ale jeśli "poświęcenie" jakiejś obcej kobiety stanie się niezbędne żebym się zupełnie nie rozsypał, to ZROBIĘ TO! Nie jestem idealistycznym wampirem który woli zdechnąć z głodu niż wyssać "niewinną" ofiarę; jeśli przyjdzie moment, że stanę (metaforycznie) przed kwestią "zdechnać z głodu czy wyssać niewinną ofiarę", to ją wyssę. Bardzo prawdopodobne, że będę miał wyrzuty sumienia (kiedy już będę mógł sobie pozwolić na ich komfort), ale nawet świadomość tego pewnie mnie nie powstrzyma, bo nie zamierzam się poświęcać za świat i obce mi osoby. I to zupełnie abstrahując od rosnącej świadomości, że w dzisiejszych czasach nie warto mieć sumienia, bo ludzie z sumieniem, myślący o losie innych częściej dostają po dupie. Jeśli mam do wyboru jedynie być wydymanym przez kogoś frajerem lub kogoś wydymać, to jednak dziś wolę zdecydowanie to drugie. Tak, kiedyś byłem inny, ale życie to ze mnie wytłukło grubym kijem.
                          • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 12:29
                            Ojej, źle się to czyta, ale staram się nie oceniać... Czytam ze zdziwieniem, bo jednak zawsze "wierzę w ludzi", w ich dobro... Ty się po prostu pogubiłeś... smile
                            Chciałabym tylko się odnieść, że moim zdaniem postawiłeś fałszywą tezę, że możesz "wyssać" drugiego człowieka... i to ci przyniesie korzyść. Wszechświat tak nie działa... To, że twoje intencje są "z braku" spowoduje, że będziesz w coraz większym braku... Wampiry są symbolem nienasycenia, dlaczego? Bo biorą, siłą, praktycznie nic nie dając w zamian - energia wiecznego braku i wiecznego CIERPIENIA!

                            Teraz konkret. Prawo przyciągania - czysta praktyka, musisz dawać, aby dostawać. jak myślisz o braniu - brak będzie z tobą wciąż.
                            Jeśli ci czegoś brakuje, powinieneś właśnie zastanowić się, jak może DAĆ. Wiem, paradoksalnie.
                            Jeśli zmienisz swoje myślenie z "wykorzystam kogoś" na "mam mało, ale jeszcze komuś coś dam: ciepło, wysłuchanie, mój czas, moją akceptację, mój wspaniały potencjał seksualny" - świat inaczej na ciebie spojrzy... i cię nagrodzi... Tylko jeśli DAJESZ - będziesz otrzymywał!
                            Energia dąży aby być w ciągłym ruchu... Jeśli nie masz już siły, zrób coś drobnego, małego, ale zrób... Podąży za tym energia i wszystko zacznie się kręcić...
                            Spróbuj pomyśleć o sobie nie jak o wampirze, który za chwilę kogoś wyssie, ale jak o zranionym mężczyźnie, (być może kochającym za mocno), który potrafi dać z siebie komuś jeszcze mnóstwo dobrego!
                            Jeśli Twój obiekt miłości nie chce jej od ciebie - daj ją komuś, kto tego potrzebuje!
                            Masz w sobie mnóstwo miłości - dla kobiety jesteś w stanie WSTAĆ, ruszyć się, OTRZĄSNĄĆ SIĘ i zmienić się we WSPANIAŁEGO MĘŻCZYZNĘ! Zmień wibracje wokół siebie z "energii braku i brania" na energię "mam jeszcze wiele i chcę to dać!" - a zaczną dziać się cuda wink
                          • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 13:36
                            ga77-77 napisał(a):

                            Dobrze, napiszę cynicznie i brutalnie: ...Tak, kiedyś byłem inny, ale życie to ze mnie wy
                            > tłukło grubym kijem.

                            Czuję, że za mało to podkreśliłam, nie wiem czy sobie wystarczająco zdasz sprawę, jak bardzo jest źle:
                            Z twojego opisu wyziera, że TERAZ jesteś złym człowiekiem. Czułam to już wcześniej i próbowałam ci zasygnalizować, gdy pisałeś o miłości i nienawiści.
                            Każdy ma w sobie tyle samo dobra i zła. Każdego dnia dokonujemy wyborów, czy przechodzimy na jasną, czy na ciemną stronę mocy.
                            ROZDMUCHAJ W SOBIE SWOJĄ ISKIERKĘ DOBRA z przeszłości, to jedyny ratunek dla Ciebie, żebyś znalazł ukojenie.
                            • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 17:09
                              prawda_we_mgle napisała:

                              > ga77-77 napisał(a):
                              >
                              > Dobrze, napiszę cynicznie i brutalnie: ...Tak, kiedyś byłem inny, ale życie to
                              > ze mnie wy
                              > > tłukło grubym kijem.
                              >
                              > Czuję, że za mało to podkreśliłam, nie wiem czy sobie wystarczająco zdasz spraw
                              > ę, jak bardzo jest źle:
                              > Z twojego opisu wyziera, że TERAZ jesteś złym człowiekiem. Czułam to już wcześn
                              > iej i próbowałam ci zasygnalizować, gdy pisałeś o miłości i nienawiści.
                              > Każdy ma w sobie tyle samo dobra i zła. Każdego dnia dokonujemy wyborów, czy pr
                              > zechodzimy na jasną, czy na ciemną stronę mocy.
                              > ROZDMUCHAJ W SOBIE SWOJĄ ISKIERKĘ DOBRA z przeszłości, to jedyny ratunek dla Ci
                              > ebie, żebyś znalazł ukojenie.

                              Prawda i słusznie nie dostrzegasz we mnie już nic z dobrego człowieka, bo go już nie ma. Jasna strona mocy zawiodła mnie do tego stopnia, że istotnie przeszedłem na ciemną. Zresztą porównanie do wampira może być trafne bardziej niż by się zdawała, bo to istota w której zginęły ostatnie resztki człowieczeństwa, skazana na życie w cierpieniu, dla której śmierć bywa paradoksalnie wybawieniem (chociaż nie ma jej co demonizować, bo raz że i tak każdy kiedyś umrze, a dwa że tylko fanatycy uważają że jakiekolwiek życie, nawet najmarniejsze, jest lepsze od śmierci; może to właśnie podstawowy błąd lekarzy, że nie potrafią zrozumieć że pomagasz tylko wtedy gdy NAPRAWDĘ pomagasz, a nie gdy jedynie podtrzymujesz życie...
                              Zastanawiasz się może po co to piszę, odebrałaś moją postawę jako gniewną... też słusznie. Bo istotnie czuję potrzebę wykrzyczenia temu światu (nim przejdę na ciemną stronę) jak bardzo mnie zawiódł gdy za otwarte serce dostawałem cios, za lojalność i brak wyrachowania byłem dymany, gdy jedyny potencjalny przyjaciel (którego już myślałem, że w połowie życia napotkałem na swojej drodze) okazał się podstępnym gnojem, który usiłował mi zarwać żonę. Na tym świecie nie ma sprawiedliwości: skurwysyny nie doczekują się kary, a łatwowierni i uczciwi są przez nich dymani bez skrupułów. Dlaczego więc mam być dobry jeśli tylko za to obrywam? Z każdym rokiem z moją żoną poświęcałem jej jakąś część siebie; odeszła gdy nie zostało mi już nic do poświęcenia, gdy wszystko postawiłem na nią i nic więcej nie mogłem zrobić. Dwa lata temu mogłem wyjechać na kontrakt za granicę, ale zapowiedziała że wtedy z naszego małżeństwa nie będzie co zbierać, więc zostałem. I co dziś z tego mam? Dziś zastanawiam się jak długo mnie okłamywała... Wiesz co jest paradoksem? Moją winą jest to, że nie jestem cwanym i obrotnym skurwysynem alfa, który idzie po trupach do celu i trzepie pięciocyfrowe kwoty miesięcznie. Na dobre i na złe, dopóki śmierć nas nie rozłączy... lub dopóki mi się bilans ekonomiczny nie przestanie zgadzać sad

                              Dziś wiem, ze wszystko co powiem zostanie wykorzystane przeciwko mnie. Prawda, ja już nigdy przed nikim nie zdołam się otworzyć i proszę: nie próbuj piłować. Załóż, że jakiekolwiek dobro we mnie już jest przeszłością... ale to miłe, że starasz się w każdym widzieć coś dobrego.
                          • gyubalw Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 13:47
                            > jeśli "poświęcenie" jakiejś obcej kobiety stanie się niezbędne żebym się zupełnie nie rozsypał, to ZROBIĘ TO!

                            Widzę, że jesteś tą samą mientką fają, co parę miesięcy temu na forum Rozwód i co dalej. A może nawet bardziej ci teraz bije, bo wtedy tylko się mazałeś, a teraz gotów jesteś ożenić Bozi ducha winnej dziewczynie kosę, byle tylko sobie ulżyć.

                            Po twoim ww zdaniu, nie mam cienia wątpliwości, że twoja żona ma 100% racji rozwodząc się z tobą. Nie masz za grosz jakichkolwiek zasad, więc z rodzajem męskim masz wspólne co najwyżej cechy anatomiczne. A po prawdzie, to i to nie jest pewne.

                            Ludzie przechodzą naprawdę poważne dramaty i nie walą w pamperki tak jak ty.
                            Póki jesteś egoistą i panikarzem, trzymaj się z daleka od normalnych kobiet, bo nie masz żadnego prawa kogoś krzywdzić.

                            Idź do agentury, a jak nie masz na nią, to jedź na ręcznym i przestań się w końcu mazać i szantażować emocjonalnie przypadkowych ludzi, blefując że sobie w łep palniesz, bo takiego tchórza nawet na to nie stać
                            • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 16:48
                              gyubalw napisał:

                              > > jeśli "poświęcenie" jakiejś obcej kobiety stanie się niezbędne żebym się
                              > zupełnie nie rozsypał, to ZROBIĘ TO!
                              >
                              > Widzę, że jesteś tą samą mientką fają, co parę miesięcy temu na forum Rozwód i
                              > co dalej. A może nawet bardziej ci teraz bije, bo wtedy tylko się mazałeś, a te
                              > raz gotów jesteś ożenić Bozi ducha winnej dziewczynie kosę, byle tylko sobie ul
                              > żyć.
                              >
                              > Po twoim ww zdaniu, nie mam cienia wątpliwości, że twoja żona ma 100% racji roz
                              > wodząc się z tobą. Nie masz za grosz jakichkolwiek zasad, więc z rodzajem męski
                              > m masz wspólne co najwyżej cechy anatomiczne. A po prawdzie, to i to nie jest p
                              > ewne.
                              >
                              > Ludzie przechodzą naprawdę poważne dramaty i nie walą w pamperki tak jak ty.
                              > Póki jesteś egoistą i panikarzem, trzymaj się z daleka od normalnych kobiet, bo
                              > nie masz żadnego prawa kogoś krzywdzić.
                              >
                              > Idź do agentury, a jak nie masz na nią, to jedź na ręcznym i przestań się w koń
                              > cu mazać i szantażować emocjonalnie przypadkowych ludzi, blefując że sobie w łe
                              > p palniesz, bo takiego tchórza nawet na to nie stać


                              Ujmę to treściwie, bo naprawdę szkoda mi wysiłku na każde jedno dodatkowe słowo do ciebie ponad te, które zaraz napiszę. Tak więc jedyny przekaz ode mnie do ciebie to:

                              CH@@ ci w d@@ę! smile

                              Serdecznie pozdrawiam (środkowym palcem) i żegnam smile
                                • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 17:12
                                  gyubalw napisał:

                                  > Nawet poczciwego staropolskiego 'chuj ci w dupę' lękasz się napisać i jakieś ma
                                  > łpki wstawiasz ?
                                  > Leć się wysmarkać mamie w rękaw, albo niech ci babcia gila obetrze, kajtusiu

                                  Jeśli inaczej nie zrozumiesz, to proszę:

                                  CHUJ CI W DUPĘ I PIERDOL SIĘ.. SAM.


                                  • gyubalw Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 14.11.20, 18:14
                                    U-lalaaa, jaka błyskawiczna metamorfoza usmarkanej sierotki

                                    No i można ? Można. To naucz się jeszcze, że facet się nie maże, tylko w milczeniu się zbroi.
                                    Jak cię tata czy podwórko elementarnych zasad nie nauczyło, to masz niepowtarzalną okazję.

                                    I żeby ci miały kichy eksplodować, trzymaj fason, bo jesteś mężczyzną, a nie gumą od majtek.
                                    Chyba że wolisz wierzyć w te polit-poprawne bzdety, że facet ma takie samo prawo do płaczu, jak kobieta.

                                    Otóż nie ma i nigdy nie miał. I prawidłowo, bo tak to działa od tysięcy lat i jakoś gatunek nie wyginął
                      • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 21:58
                        Dla ciebie Ga77 chyba największym życiowym wyzwaniem (nauką, doświadczeniem) będzie nauczenie się żyć i być sam, dla siebie... I jeśli życie postanowi cię tego nauczyć - to choćbyś nie wiem co robił - będziesz powtarzał tą lekcję, aż "załapiesz".

                        Ogarnięcie się "za pomocą" kobiety? Kwartał/pół roku z kobietą na "ogarnięcie się" ? znowu instrumentalne traktowanie wyczuwam...
                        Póki nie nauczysz się być sam bez strachu, póki nie zlikwidujesz w sobie tej niskiej wibracji "braku" - nie dostaniesz "nagrody" wink... albo twoje "nagrody" systematycznie będą zmieniały się w "kary", coraz bardziej spychając cię w objęcia depresji.
                • sza.aliczek Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 13:18

                  Stare kobiety. Posłuchaj - ale ty też już za chwilę będziesz stary. Dla młodszej od ciebie niekoniecznie będziesz magnesem. A jak tak poczytać to co piszesz i co (chyba?) w jakimś stopniu odzwierciedla twoją osobowość, to ty już nie jesteś magnesem. Bo się nie uporządkowałeś.

                  Nie moim zadaniem jest wytykanie ci niedoskonałości, czy wytyczanie prawej drogi życia. Ty masz problem i sam musisz się z nim uporać. Ale w wypowiedziach jesteś silnie niespójny. I ... nie widzę twojej miłości do żony, widzę raczej człowieka którego ambicja i duma silnie cierpi, nie serce.
                  No i najważniejsze: ciekawa jestem, co o tobie powiedziałaby twoja eks? Może masz mnóstwo wad które odpychają?
                  ( Tak na marginesie, to twoja relacja z żoną przypomina mi nieco B. Schulza. No, ale on przekuł swą dysfunkcję w literaturę i grafikę. : )


                  Nowa kobieta? Nie przypuszczam by fajna i mądra kobieta chciała być gumką-myszką po twojej żonie ( w takim stanie twojego ducha, jaki tu prezentujesz). Chcesz kogoś poznać, musisz się uporać z przeszłością. Inaczej tego nie przeskoczysz.

                  Co do znajomych.
                  Przyjaciół to może już nie zyskasz, choć kto wie? I po 40. można poznać osobę ważną i bliską.
                  Ale znajomych można mieć, i to sporo. Tylko i tu trzeba samemu się postarać.
                  Masz rodzinę? - zbliż się do niej.
                  Są też ludzie którzy pomagają profesjonalnie.

                  Sorry za obcesowość i wczoraj i dziś, ale tak ciebie odbieram: dziwnie gniewnie. No i sam prosisz o ocenę sytuacji : )
                  Seks? - no daj spokój.... Pomyśl, taki McCarrick twierdził i bożył się, że nigdy nie zaznał ani kobiety, ani mężczyzny, ani młodocianego. Można? - można! : D - to tak, by nieco ująć powietrza z dętki : )

                  We wszystkim trzeba rzeczy podstawowej: chcieć. I wiem doskonale, jakie to trudne wyzwanie.
                  : )
                  ------------------------
                  Z rzeczy na serio, to ja bym popracowała nad córką. To jest ważne, bo to twoje dziecko. I nie patrzyłabym na to co wygaduje, z pewnością też rozbita sytuacją rodzinną, ale starałabym się być dla niej opoką i skałą. By za kilka lat nie zwróciła się do ciebie pytaniem: a ty to kto?
                  • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 21:13
                    sza.aliczek napisała:

                    >
                    > Stare kobiety. Posłuchaj - ale ty też już za chwilę będziesz stary. Dla młodsze
                    > j od ciebie niekoniecznie będziesz magnesem. A jak tak poczytać to co piszesz i
                    > co (chyba?) w jakimś stopniu odzwierciedla twoją osobowość, to ty już nie jest
                    > eś magnesem. Bo się nie uporządkowałeś.

                    Po pierwsze: brutalna prawda wygląda tak, że od pewnego wieku kobiety starzeją się znacznie szybciej niż faceci (w tym kawale, w którym mowa o tym że 45-letnia kobieta jest w rzeczywistości starsza od 45-letniego mężczyzny, jednak jest ziarno prawdy, a nawet więcej niż ziarno wink). Tak, na razie się jeszcze nie uporządkowałem, ale też trzeba uczciwie zauważyć że na razie nie szukam nowej kobiety; na razie, czyli teraz (stan na listopad 2020); nie będę jej też szukać w grudniu, styczniu i nie wiem ile po tym, bo to czas pokaże. Może w lutym, może dopiero w czerwcu, może później? Wszystko zależy od rozwoju wypadków. Do tego czasu w jakimś stopniu mogę się uporządkować i też dziś Ci nie napiszę w jakim stopniu, bo nie mam czarodziejskiej kuli.


                    > Nie moim zadaniem jest wytykanie ci niedoskonałości, czy wytyczanie prawej drog
                    > i życia. Ty masz problem i sam musisz się z nim uporać. Ale w wypowiedziach jes
                    > teś silnie niespójny. I ... nie widzę twojej miłości do żony, widzę raczej czło
                    > wieka którego ambicja i duma silnie cierpi, nie serce.

                    Wiesz co, gdyby jakaś jej przyjaciółka powiedziała mi że jest pewna że ona do mnie wróci, to czekałbym ile trzeba: rok, dwa, trzy... Ale jeśli to się skończy na amen, to muszę myśleć o sobie, a nie jestem nieśmiertelny i wiecznie młody. Odpowiadając więc na Twoje wątpliwości: żonę kocham jak nie kochałem i pewnie nie pokocham żadnej innej kobiety, ale jeśli nie będę mógł jej odzyskać, to nie będę żyć w samotności, bo samotność mnie zabija i nawet nie zdajesz sobie sprawy jak skutecznie. Każdy miesiąc jest jak rok, przez całe życie NIGDY (poza okresem depresji sprzed 10 lat, który był jak wyjęty z życia, jak koszmarny sen) nie byłem sam, nie byłem tak samotny i na pewno nie wytrzymam takiego stanu przez dłuższy czas.

                    > No i najważniejsze: ciekawa jestem, co o tobie powiedziałaby twoja eks? Może ma
                    > sz mnóstwo wad które odpychają?

                    Sama stara się dostrzegać tylko moje wady i złe chwile, wręcz przeinacza fakty ; właśnie to podawała jako dowód że mnie nie chce (w pewnym momencie dokładnie jej wypunktowałem jak się mija z prawdą i w jaki sposób i nawet się z tym nie kryła tylko wypaliła mi że właśnie taka wybiórcza pamięć dowodzi, że nic do mnie nie czuje, że stara się wręcz widzieć mnie w jak najgorszym świetle). Tak więc ona obiektywnie też by Ci nie odpowiedziała na Twoje pytanie.

                    > ( Tak na marginesie, to twoja relacja z żoną przypomina mi nieco B. Schulza. No
                    > , ale on przekuł swą dysfunkcję w literaturę i grafikę. : )

                    Nigdy nie byłem fanem twórczości Schulza.



                    > Nowa kobieta? Nie przypuszczam by fajna i mądra kobieta chciała być gumką-myszk
                    > ą po twojej żonie ( w takim stanie twojego ducha, jaki tu prezentujesz). Chcesz
                    > kogoś poznać, musisz się uporać z przeszłością. Inaczej tego nie przeskoczysz.

                    Jak napisałem wyżej: dziś, za tydzień czy za miesiąc nie planuję poznać tej nowej kobiety. A jak już przyjdzie dzień pierwszego podejścia... może nie wyjdzie, może wyjdzie za drugim razem, za trzecim...

                    > Co do znajomych.
                    > Przyjaciół to może już nie zyskasz, choć kto wie? I po 40. można poznać osobę w
                    > ażną i bliską.
                    > Ale znajomych można mieć, i to sporo. Tylko i tu trzeba samemu się postarać.

                    Może. Introwertykowi nie jest łatwo.

                    > Masz rodzinę? - zbliż się do niej.

                    To niestety odpada.

                    > Są też ludzie którzy pomagają profesjonalnie.

                    To niestety raczej też odpada.
                    >
                    > Sorry za obcesowość i wczoraj i dziś, ale tak ciebie odbieram: dziwnie gniewnie

                    Może słusznie.

                    > . No i sam prosisz o ocenę sytuacji : )
                    > Seks? - no daj spokój.... Pomyśl, taki McCarrick twierdził i bożył się, że nig
                    > dy nie zaznał ani kobiety, ani mężczyzny, ani młodocianego. Można? - można! : D
                    > - to tak, by nieco ująć powietrza z dętki : )

                    Nie jestem klechą, nie muszę po tajniaku.


                    > We wszystkim trzeba rzeczy podstawowej: chcieć. I wiem doskonale, jakie
                    > to trudne wyzwanie.

                    Sama widzisz: cel musi być na tyle atrakcyjny by chciało się starać aby go zdobyć smile

                    > Z rzeczy na serio, to ja bym popracowała nad córką. To jest ważne, bo to twoje
                    > dziecko. I nie patrzyłabym na to co wygaduje, z pewnością też rozbita sytuacją
                    > rodzinną, ale starałabym się być dla niej opoką i skałą. By za kilka lat nie zw
                    > róciła się do ciebie pytaniem: a ty to kto?

                    Tu są większe perspektywy, już od jakiegoś czasu staram się to odbudować i to pewnie będzie jedyne co odbuduję.
                  • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 18.11.20, 09:51
                    sza.aliczek napisała:


                    I ... nie widzę twojej miłości do żony, widzę raczej czło
                    > wieka którego ambicja i duma silnie cierpi, nie serce.

                    Jeszcze na chwilę wracam do tego posta, jego treść wskazuje na to że patrzysz powierzchownie; po prostu wybierasz najprostszą drogę interpretacji, a rzeczywistość tak prosta nie jest. Moja sytuacja w tej kwestii przypomina po prostu... postaram się użyć dość obrazowej metafory. Wyobraź sobie wielokrotnego złodzieja, który odsiedział swoje i autentycznie po wyjściu postanowił żyć uczciwie; niestety, ma pecha i pierwszego dnia przechodzi koło właśnie rabowanego sklepu. Policja widzi go i od razu zgarnia, bo (według najprostszej drogi myślenia) on jest dla nich najbardziej podejrzany, choć w rzeczywistości nic nie zrobił. Albo jeszcze inaczej: zgarniają jakiegoś niewinnego gościa, bo wygląda na podejrzanego, a tymczasem rabunku dokonał dobrze ubrany gość w garniturze, którego na pierwszy rzut oka nikt by nie podejrzewał.
                    Podobnie jest ze mną w tej sytuacji: jeśli jest piękna i inteligentna kobieta, to każdemu najłatwiej założyć że potraktowałem ją jako zdobycz, jako podbudowanie ego, którego nie mam możliwości niczym innym podbudować. Czy taka kobieta u boku podbudowuje moje poczucie własnej wartości? W jakimś stopniu na pewno, ale jednocześnie naprawdę ją kochałem i kocham. Bo równie dobrze może podbudować ładna laska i znaczna kasa na koncie, a ja nie wymieniłbym swojej żony na miliard dolców z miss świata w pakiecie! A przecież gdyby chodziło jedynie o podbudowanie ego, to wybór powinien być prosty... Ona u boku innego to dla mnie bolesna i bez końca rozdrapywana rana; gdyby jakimś cudem zaszła jeszcze raz, to taka rana przekształciłaby się w ranę, która nie ma szans się zabliźnić, bo przy założeniu że jej jedynym dzieckiem jest nasze wspólne dziecko, to zawsze (jeśli zdołam naprawić relacje z córką) mam jakieś szanse na zejście się; w wypadku jej ciąży z innym te szanse spadają praktycznie do zera...
                    To nie jest urażona duma, bo gdyby szło o urażoną dumę, to taką może zaleczyć młodsza i ładna kobieta. Tego w pełni nic nie zaleczy... Zresztą ponownie przywołam przypadek nieżyjącego już teścia: rozwiódł się mając mniej lat niż ja dzisiaj, a jednak do końca życia się ponownie nie ożenił, nawet z żadną kobietą na stałe nie mieszkał (choć od rozwodu do śmierci miał ich co najmniej kilka, zresztą w wypadku żadnej nawet się oficjalnie nie przyznał że to jego aktualna kobieta); można założyć, że żadnej już wystarczająco nie kochał (tak notabene, to teściowa go przeżyła o kilka lat).
                    • sza.aliczek Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 20.11.20, 12:01
                      Może patrzę powierzchownie - zgoda.
                      W sumie czy jest sens nieustannie mielić to samo? Chce kobieta od ciebie odejść, wiec pozwól i zamknij rozdział. Że boli? - a kogo z nas nie bolało? Boli każdego. Zapętlasz się - moim zdaniem - w jakąś schizę emocjonalną - vide wpis o jej ewentualnym zajściu w ciąże. Jakoś tak patologicznie wybrzmiewają twoje słowa.
                      Mój dziadek po śmierci żony (babcia zmarła krótko po 50 urodzinach) też już nigdy z nikim się nie związał. Babcia z drugiej strony straciła męża w podobnym wieku - też już z nikim. Moja znajoma chwilę temu rozstała się ze swoim 4 mężem. Bywa więc różnie. Po prostu bywa ...

                      • ga77-77 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 20.11.20, 16:08
                        sza.aliczek napisała:

                        > Może patrzę powierzchownie - zgoda.
                        > W sumie czy jest sens nieustannie mielić to samo? Chce kobieta od ciebie odejść
                        > , wiec pozwól i zamknij rozdział. Że boli? - a kogo z nas nie bolało?

                        Aha, czyli pocieszmy się, my wszyscy wydymani, że kogoś innego też wydymano i nic z tym nie może zrobić?Pozwól odejść? I co jeszcze? Mocniejszym wolno wszystko i jebać frajerów? Nic z tego! Nawet w normalnym świecie, jeśli jest jakaś umowa, to ta umowa może zostać rozwiązana na zasadzie "przyjmujemy że jesteśmy na zero" tylko jeśli obie strony tego chcą; jeśli nie, to umowa albo trwa albo strona zrywająca musi zapłacić odszkodowanie. W takiej sprawie ciężko określić odszkodowanie (bardziej mówimy metaforycznie, bo przecież w takiej sprawie pieniądze niczego nie naprawią i nie uleczą), ale do cholery ciężkiej: na pewno w tym rozstaniu nie jesteśmy na zero i tak czuje raczej większość tych, którzy występują w roli porzucanej strony, a nie porzucającej (bo to jakoś dziwnie zawsze strona porzucająca pi...oli o "równych szansach nowego startu" i takie tam bzdety!


                        Boli każd
                        > ego. Zapętlasz się - moim zdaniem - w jakąś schizę emocjonalną - vide wpis o je
                        > j ewentualnym zajściu w ciąże. Jakoś tak patologicznie wybrzmiewają twoje słowa

                        Jeśli nie zrozumiałaś treści tego wpisu, to już Ci wyjaśniam: dla kobiety ojciec jej jedynego dziecka (zwłaszcza przy wstawiennictwie tego dziecka) ma często "mocniejsze karty" niż inni faceci. Dziecko staje się także kotwicą trzymającą kobietę przy facecie. W takim więc układzie (jeśli nie zajdzie z innym) mam możliwość odzyskania jej; w przeszłości to zadziałało. Zadziałało także jak pomogłem skur...owi w którym się zauroczyła w samozaoraniu (tylko wtedy było łatwiej, bo okazał się nim fałszywy kolega, a jego żona tak mu dokręciła śrubę, że się posrał ze strachu i zwalił całą winę na moją żonę; teraz jest trudniej, bo ona się kryje na maksa )


                        > Mój dziadek po śmierci żony (babcia zmarła krótko po 50 urodzinach) też już nig
                        > dy z nikim się nie związał. Babcia z drugiej strony straciła męża w podobnym wi
                        > eku - też już z nikim. Moja znajoma chwilę temu rozstała się ze swoim 4 mężem.
                        > Bywa więc różnie. Po prostu bywa ...

                        W czasach Twoich dziadków takie były trendy, że wdowiec/ wdowa po 50-ce już był przeznaczony/-a do zakończenia swojej "kariery" małżeńskiej; to raczej nie rzadko obiektem obmowy byli ci, którzy (według ówczesnych stereotypów) "powinni się zająć bawieniem wnuków, a jeszcze im w głowie..."
                        Natomiast mój śp. teść rozwiódł się (nawet nie został wdowcem jak Twoi dziadkowie tylko się rozwiódł) przed czterdziestką... Więc to jednak trochę inny przypadek i być może nawet minimalnie inny czas (nie wiem w jakim jesteś wieku, ale nie będę nawet o to pytać, więc bądź spokojna).

                        Twoja znajoma rozstała się z czwartym mężem... jeśli nie widzisz, że coś z nią jest nie tak, to i chyba nie mam co szukać u Ciebie zrozumienia (zresztą podobnie wypowiada się kuzynka żony, która ma trzeciego męża; od niego pewnie też by odeszła, bo mąż nieźle tankuje, ale sama jest już w połowie szóstego krzyżyka, córka bardzo kocha swojego ojca, a sam mąż jest bardzo wydajnym bankomatem).
                        • sza.aliczek Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 20.11.20, 22:44
                          Pozwól odejść? I co jeszcze? - no to nie pozwól i już.

                          (nie wiem w jakim jesteś wieku, ale nie będę nawet o to pytać, więc bądź spokojna). - ????? o mateńko, ależ ja na pewno jestem bardzo spokojna : ) I z wiekiem owszem, miewam problemy, jak każda kobieta. Ale żeby to było na tyle istotne by podnosić na forum? Hm... nie sądzę : )

                          Czytam ten wątek i czytam i tak się zastanawiam i się zastanawiam, co ja tu robię? Aha, wiem - na zdalnym siedzę i w ramach odskoczni wchodzę na fora - czytać. Raz na ruski miesiąc podkusi mnie coś komuś napisać. Zazwyczaj wywiązuje się miła, niezobowiązująca pogawędka. Tyle. Tymczasem tu, na twoim wątku po raz pierwszy od dawna, normalnie nic a nic nie rozumiem. Piszesz nerwami, z kupą pretensji, jakiś taki wrogi wobec świata i wszystkich dookoła. Co kto powie - źle. I pocieszanie i pionizowanie są przez ciebie kategorycznie odrzucane. Rzucasz przykłady które nie wiem czego mają dowodzić.
                          Szczerze: nie rozumiem.
                          To znaczy wydaje mi się, że sporo w życiu rozumiem, bo często miewałam pod górę. I wiem, jak ciężko może być. Ale stopień malkontenctwa i wyparcia jaki ty ukazujesz, przekracza moje wyobrażenie. Przykro mi, ze tak oceniam, ale na pociechę dodam: nie ciebie, tylko to co wypisujesz. Dziecko - kotwica - facet - kobieta??? dzisiaj? W dzisiejszych czasach? Że tak nieśmiało zapytam: ile TY masz lat?!?

                          Twoja znajoma rozstała się z czwartym mężem... jeśli nie widzisz, że coś z nią jest nie tak, to i chyba nie mam co szukać u Ciebie zrozumienia Czy ja gdziekolwiek oceniałam? Nie przypominam sobie, raczej posłużyłam się przykładem sporego rozrzutu sytuacyjnego, by wspomóc stwierdzenie, ze życie bywa rozmaite.

                          Czy mam dla ciebie zrozumienie? Ale czego? Że dojrzały mężczyzna rozpada się na drobne bo go nie chce eks żona? Zrozumienie miałabym gdybyś tu napisał, ze masz raka. Miałbyś kompletne moje współczucie. A tu banał: kobieta odeszła od mężczyzny. Naprawdę, nie cierpisz wyjątkowo. Cierpisz pospolicie. Jak wszyscy którym trafiło się porzucenie.

                          Odezwałam się dlatego, ze raz: chyba jednak dawno nie czytałam takich myśli/słów i nie wytrzymałam, miast trzymać ozór za zębami : )
                          A dwa - w sumie życzę ci serdecznie, byś doszedł do siebie, pomimo tych dziwnych myśli jakie tu zawarłeś. Nikt nie zasługuje na cierpienie. I trzeba temu cierpieniu próbować zaradzić. To były moje intencje - przyznaj, ze całkiem znośne. Niestety, rozmowa poszła w stronę mało dla mnie zrozumiałą.
                • marcepanka313 Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 14:33
                  ga77-77 napisał(a):

                  Po pierwsze: oczywi
                  > ście, że zdecydowanie najchętniej odzyskałbym żonę,


                  Ty to jednak masochistą jesteś....

                  jednak jeśli okaże się to n
                  > iemożliwe, to po prostu mój PESEL nie daje mi już czasu na "żałobę", bo jak ją
                  > odchoruję, to zostaną mi jedynie stare baby,

                  Taaa.... wiadomo, że nie ma to jak podpiąć się do wzoru i wiek optymalny będzie najważniejszym z kryteriów.... tylko mając w zanadrzu rozwód, dziecko, pewne dość głębokie urazy i doświadczenia w stosunku do byłej i jakieś takie postawy rozczeniowe(być może się mylę) najważniejszym kryterium u kobiety byłoba szeroko rozumiana mądrość i uczucie (nie umniejszając Twoich potrzeb wizualnych)

                  które za cholerę nie będą w stanie
                  > mnie podniecić, a tak się składa że seks jest dla mnie BARDZO ważny.


                  .... Którego i tak wystarczająco nie miałeś będąc w związku

                  OK. Rozumiem, że kobieta ma się podobać, podniecać, ale z drugiej strony tak czytając mam wrażenie, że zafiksowałeś się na jakimś wzorcu, gdzie odstępstwa dyskwalifikują jakikolwiek związek.... ale sorry sam masz świadomość pewnych swoich braków, które.... uwaga....mogą dyskwalifikować Ciebie u baaaardzo atrakcyjnych kobiet.
                  I żeby nie rozpisywać się zbyt dosadnie (co lubię) dobry znajomy, przyjaciel to nie jest ktoś kto znajduje się ot tak.... bo akurat teraz mam taką potrzebę....


                  Jeśli sam sobie nie jesteś w stanie pomóc,a uważasz, że psychologowie tylko chcą Cię doić nie rozumiem jak możesz oczekiwać, że obca osoba z nieformalnej grupy wsparcia bez przygotowania psychologicznego będzie najlepszym rozwiązaniem. Skąd przypuszczenie, że będzie chętna słuchać o Twoich problemach i w jakim stopniu będzie umiała pomóc będąc w podobnej sytuacji (oczekiwania)
                  Nie jestem zwolennikiem terapii, bo w zasadzie że swoimi sprawami radzę sobie sama,ale tak sobie czytam i widzę, że każdy czy może większość pomysłów negujesz, czy więc sam widzisz, jeśli już to tylko profesjonalna pomoc albo odstresowanie przez BS czego nie polecam, chociaż niekiedy mam wrażenie, że....


                  I żeby nie było.... nie jestem złośliwa
                • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 15:01
                  Do zony już nie wracaj. To sie wypaliło, już dobrze raczej nie będzie... jedyna szansa to za 3-5 lat - gdy już będziecie trochę innymi ludźmi, ona poszaleje, ty zyskasz dystans...
                  Ale teraz czy niedługo, to już nawet jak jej się odwidzi - nic z tego nie będzie. tylko czas stracicie.
                • obrotowy "iluzjonista" 13.11.20, 16:28
                  ile czasu mozna zawracac sobie glowe kims - kto Cie w zadnym razie po prostu nie chce ?

                  ani seksualnie, ani uczuciowo ?

                  samotnosc przesalnia Ci rozum ?

                  sa jeszcze ludzie na swiecie, ktorzy jak i Ty nie maja nikogo, ale poszukac mozna - tylko trzeba zechciec.
                  i zaczac dzialac.
                  samo nic nie przyjdzie.
                  • ga77-77 Re: "iluzjonista" 13.11.20, 21:19
                    obrotowy napisał:


                    >
                    > sa jeszcze ludzie na swiecie, ktorzy jak i Ty nie maja nikogo, ale poszukac moz
                    > na - tylko trzeba zechciec.
                    > i zaczac dzialac.
                    > samo nic nie przyjdzie.

                    Właśnie w tym sęk: na milion przeciętnych, niewartych uwagi przypada jedna wyjątkowa, warta wszelkich starań.
                    • obrotowy nadal "iluzjonista" 14.11.20, 17:03
                      ga77-77 napisał(a):
                      > Właśnie w tym sęk: na milion przeciętnych, niewartych uwagi przypada jedna wyją
                      > tkowa, warta wszelkich starań.


                      za wysoko ustawiona poprzeczka.

                      nawet z tkzw."prostym czlowiekiem" warto czasem porozmwiac.
                      - czlek uswiadamia sobie swoje miejsce na tym ziemskim padole.

                      _______________________________________-
                      fragment wspomnien Kisielewskiego
                      :
                      - podchodzi do mnie ktos i mowi:

                      "jestem prostym czlowiekiem i jestem z tego dumny"

                      - to wez sie pan skomplikuj !
                      • ga77-77 Re: nadal 14.11.20, 17:18
                        obrotowy napisał:


                        > za wysoko ustawiona poprzeczka.
                        >
                        > nawet z tkzw."prostym czlowiekiem" warto czasem porozmwiac.
                        > - czlek uswiadamia sobie swoje miejsce na tym ziemskim padole.
                        >
                        > _______________________________________-
                        > fragment wspomnien Kisielewskiego
                        > :
                        > - podchodzi do mnie ktos i mowi:
                        >
                        > "jestem prostym czlowiekiem i jestem z tego dumny"
                        >
                        > - to wez sie pan skomplikuj !

                        Ale ja nie dyskryminuję nikogo w kategorii "znajomość", "przyjaźń" i tym podobne, bo wtedy wygląd nie ma znaczenia; wygląd ma natomiast duże znaczenie w każdej kategorii, która zahacza o seks wink

                        Idealnym podsumowaniem jest tu moja dawna kumpela, której ówczesna narzeczona (a późniejsza żona) kazała mi się pozbyć: 10 lat ode mnie starsza, niezbyt urodziwa, ale nieźle postrzelona i świetnie się nam gadało. A problem polegał na tym, że ja miałem 100% pewności że nigdy nie wyląduję z nią w łóżku, natomiast moja narzeczona takiej pewności nie miała.
                          • obrotowy nadal nie. 15.11.20, 06:37
                            kaja.120 napisała:
                            > potrzebujesz po prosty bliskiej osoby...


                            nie - (on) potrzebuje Panienki.

                            tylko (ona) ma byc extra.

                            - jedna na tysiac.

                            PS. ja tez potrzebuje - ale wystarcza mi kazda - w miare normalna - czyli Co DRUGA

                            i dlatego z kobietami nigdy nie mialem problemow.
    • abc_meee Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 21:47
      Myślę, że pocieszanie tym, że wiele ludzi (w tym tu) jest samotnych i to mocno, niewiele Ci da, albo może raczej niekoniecznie chcesz to słyszeć.
      Myślę, że mocno siedzisz w przeszłości. A to raczej nie pomaga być tu teraz ( o przyszłości nie piszę nawet) czyli żeby na przykład zapalić to cholerne światło w tym grobowcu.
      Nie wiem czy już miałeś doświadczenia z przez Ciebie nazywanymi konowałami, czy bazujesz na powszechnych opiniach. Nie wiem czy może patrzysz przez pryzmat kasy, że to jest nieopłacalna sprawa dać komuś stówę na tydzień.
      Ja wiem, że ludzie generalnie trochę mogą pomóc, posłuchać. Ale też wiem, że mają swoje własne problemy i sprawy. I że w pewnym momencie nie chcą słuchać o problemach innych, o jazdach rozwodowych, o schizach. Uważam, że takie sprawy wytrzymują tylko mocno sprawdzeni ludzie. Czytaj przyjaciele. A tych można policzyć na palcach jednej ręki. Takiej z jednym palcem.
      Oczywiście można gadać o tych samych problemach z innymi. Ale to będzie tylko powierzchowne. Z pewnością też będą Cię podnosić na duchu (piszesz o tym, że tego oczekujesz ), Ale jak wrócisz do chaty/czy się wyłączysz z forum to będziesz sam ze sobą i z tym samym myśleniem.
      Ja wiem tyle, że sama kiedyś doszłam do ściany. I poszłam właśnie do konowałki wink. Najpierw chciałam zaciągnąć mojego, ale on się wymiksował. Zostałam sama na dwa lata.
      To była najlepsza decyzja. Piękne zamknęłam temat tego związku, otworzyło mi to oczy na wiele spraw. Również, albo głównie na siebie. Nauczyłam się akceptować pewne fakty. (a to nie było proste).Poszły decyzje.
      Tyle, że ja już doszłam do takiego momentu, że mnie to przerastało.
      Często wracałam z płaczem. Ale to było płacz nad samą sobą.
      I zapewniam, raczej bogata (w kasiorę) nie byłam. Czasem miałam ochotę zrezygnować, bo oczywiście nie zawsze było przyjemnie. No bo nagle sobie człowiek uświadamia, że wcale taki idealny nie jestwink
      No cóż kwestia spotkania profesjonalisty+chęci pójścia do przodu. Na początek w nieznane. Bez uciekania... od siebie.
      Nie lubię o tym pisać na forum, ale też nie umiem nie widzieć, że ktoś to pisze i że szuka dla siebie ratunku. A że szuka to już dobrze smile
      Ale ja tylko mogę opowiedzieć swoją perspektywę.
      Powodzenia!
    • tzn.aga Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 12.11.20, 22:31
      Ja patrzę na to inaczej - nikt ode mnie nic nie chce, mam święty spokój, robię co chcę.
      Wracam do domu z przyjemnością.
      Wiadomo, że czasem chętnie bym z kimś spędziła wieczór czy wyszła, ale jak pomyślę o "kosztach" to mi się odechciewa.
      Zaczynam zasilać grono myślących o związku jak o obciążeniu.
      • obrotowy bo tak jest... 13.11.20, 08:38
        tzn.aga napisała:
        > Zaczynam zasilać grono myślących o związku jak o obciążeniu.


        bo (on) nim jest.
        ma swoje wady i zalety.
        kwestia preferencji i kalkulacji.


      • prawda_we_mgle Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 13.11.20, 15:33
        tzn.aga napisała:

        > Wiadomo, że czasem chętnie bym z kimś spędziła wieczór czy wyszła, ale jak pomy
        > ślę o "kosztach" to mi się odechciewa. Zaczynam zasilać grono myślących o związku jak o obciążeniu.

        No to polecam zacząć od ff. Chodzi o to, aby nie obciążać się żadnymi zobowiązaniami, oczekiwaniami (jak są jakieś to można bez wyrzutów sumienia stawiać pana DO PIONU). Miło spędzacie czas, z czasem wytwarza się wieź albo nie... Można się zastanowić, czy chcecie czegoś więcej...
        Oczywiście zawsze jest niebezpieczeństwo, że Ty się zakochasz, a on nie, ale to jest jednak (moim zdaniem) niższy koszt niż zupełnie samotne siedzenie w domu...
        A jak uczucie się urodzi, to można na spokojnie to obserwować i podejmować wyważone decyzje...
        Nie wierzę, że to piszę, bo całe życie byłam idealistką dla której jedyna akceptowalna forma to wielka miłość aż po grób - ale życie zmienia człowieka, zmusza do weryfikacji ideałów.
    • gyubalw Re: Czuję się tak qrewsko samotny... 21.11.20, 01:28
      > Pozwól odejść? I co jeszcze?

      Dobrze ci Szaliczkówna napisała: no to nie pozwól, jaki problem ?
      Gdy tylko usłyszysz od sędziny na sprawie, że niniejszym twoje małżeństwo uznaje się za rozwiązane,
      zerwij się z ławki, złap pod boczki, tupnij i zakrzyknij:

      - A gówno ! Wcale nie jest rozwiązane !! Nie zgadzam się i już ! Do dupy z taki sądem !

      Wtedy sędzina na pewno się zreflektuje, zmityguje i zaraz odpowie:

      - O masz ci los. Jeśli pan się nie zgadza, to najmocniej przepraszam. W takim razie, oczywiście nie zostaje rozwiązane. Proszę się nie gniewać za to poprzednie, poniósł mnie melanż.
      By panu ten haniebny despekt zrekompensować, ogłaszam, że pana małżeństwo mało, że nie zostaje rozwiązane, to zostaje jeszcze mocniej zawiązane

      Wtedy mało krew nie zaleje twojej starej i to ona z kolei zerwie się na równe nogi:

      - Jak to ?! Co się tu do wafla-wacka wyprawia ? To jest sąd czy jakiś przydrożny burdel ?

      - Zostaje pani ukarana karą porządkową 500 zł za obrazę sądu i powtórzę, że ponieważ pan nadal chce być pani mężem, to żeby pani tu na uszach stawała, to będzie. Albowiem nie może tak być, że - cytując klasyka -
      'mocniejszym wolno wszystko i jebać frajerów. Nic z tego!'

      - Tak !? Dobra ! To będę dymała go w rogi już nie raz na miesiąc, a 3 razy dziennie.
      Będzie walił porożem o każdą napotkaną futrynę, a całe osiedle będzie miało ubaw z dobrowolnego rogatka.
      O to mu najwyraźniej chodzi, widać lubi takie klimaty, gdy go baba upokarza, ubiera w smycz i prowadząc przy
      nodze na czworaka, smaga go pejczykiem.

      Masz to jak w banku, ośle !

      W ostatniej chwili wyrwany ze szponów rozpaczy, niedoszły ex-mąż w dziękczynnym geście wznosi ramiona ku niebiosom, po czym rozpromieniony łapie się jedną łapiną pod boczek, drugą podnosi na kształt żagla i po obwodzie sali rozpraw odtańcowuje wesołego oberka.

      Publika pokłada się ze śmiechu, a wredna, niedoszła eksia, wraz ze swym papugą, idą w niesławie się gździć do schowka na miotły

      Kurtyna

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka