Dodaj do ulubionych

Samotność to brak własnego miejsca

24.11.20, 18:00
Kilka dni poza domem, w delegacji... Zbliża się weekend, czas wracać do domu, tam gdzie moje miejsce. Wchodzę do domu, ale on jest cichy: bez światła, nikogo w nim nie ma. Żyję w nim przez weekend, pośród pustych ścian szukając widm dawnego, radośniejszego życia, ale nawet te widma uleciały. Weekend mija, a ja wręcz z ulgą ruszam w podróż daleko od domu... może by uciec z miejsca, które nie jest już moje? Ale ileż można uciekać, ileż szukać by zawsze po dotarciu przekonać się, że tak nie ma tego czego się szukało?
Obserwuj wątek
      • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 21:07
        szarlotka_ja napisała:

        > Samotność jest w Tobie i Twoim podejściu, a nie w miejscu.

        Miejsce jest z tym ściśle związane. To tak jak z kieliszkami do szampana (używanymi rok w rok), które nieodparcie przywodzą na myśl wszystkie poprzednie Sylwestry... Miejsce jest jak naczynie: to co w naczyniu ma smak, ale naczynie jest mocno związane z płynem, który się w nim regularnie pojawia.
            • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 11:14
              ga77-77 napisał(a):

              > Ktoś może szampanówek używać tylko na Sylwka; zresztą chyba doskonale rozumiesz
              > o co mi chodziło wink

              A może to Ty nie rozumiesz o co chodziło szrlotce? wink. Przywiązany jesteś bardzo do symboli, przeszłości, skojarzeń... a nie lepiej cieszyć się tym, co ci zostało i te szampanówki albo wywalić w cholerę (ja pozbyłam się wszystkiego, co mi się kojarzyło z poprzednim życiem, od nowa kupuję każdy talerz i kieliszek), albo zacząć używać tak często, jak się da - bo życie jest jedno i nie ma powodu, żeby nie robić sobie każdego dnia święto (na codzień używając najlepszych rzeczy, a resztę wywalić) wink

              youtu.be/oG6pEolAKm8
      • obrotowy w miejscu tez. 25.11.20, 07:03
        szarlotka_ja napisała:
        > Samotność jest w Tobie i Twoim podejściu, a nie w miejscu.


        i w jednym i w drugim.

        kiedys, zostajac w pustych scianach- tez czulem sie bliski obledu.

        sciany ci jednak co dzien przypominaja...

        rzucilem to mieszkanie i to miejsce w diably

        - nowe wyzwania, nowe miejsce jednak przyciagja codziennie uwage i ulatwiaja "nowy poczatek"
    • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 18:56
      Od siebie nie uciekniesz... Musisz przejść drogę "do siebie", nauczyć się żyć dla siebie i w sobie jako pełna jednostka ludzka... Inaczej choćbyś uciekł na koniec świata, twoje grzechy, lęki, traumy dopadną cię i nigdzie nie znajdziesz ukojenia...
      Nie uciekaj, siedź ze swoją traumą cierpliwie dzień po dniu i przyglądaj się jej niejako "z boku" ("to cierpienie nie jest mną, pochylę się nad nim a potem puszczę swobodnie, aby odeszło"), a sam zobaczysz, że któregoś dnia obudzisz się i będzie emocjonalnie lżej... a potem tych dni "lżej" będzie coraz więcej... Uciekając mentalnie czy fizycznie od bólu który został ci wyznaczony jako twoje doświadczenie - tylko go wydłużasz.
      • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 21:03
        prawda_we_mgle napisała:

        > Od siebie nie uciekniesz... Musisz przejść drogę "do siebie", nauczyć się żyć d
        > la siebie i w sobie jako pełna jednostka ludzka... Inaczej choćbyś uciekł na ko
        > niec świata, twoje grzechy, lęki, traumy dopadną cię i nigdzie nie znajdziesz u
        > kojenia...
        > Nie uciekaj, siedź ze swoją traumą cierpliwie dzień po dniu i przyglądaj się je
        > j niejako "z boku" ("to cierpienie nie jest mną, pochylę się nad nim a potem pu
        > szczę swobodnie, aby odeszło"), a sam zobaczysz, że któregoś dnia obudzisz się
        > i będzie emocjonalnie lżej... a potem tych dni "lżej" będzie coraz więcej... Uc
        > iekając mentalnie czy fizycznie od bólu który został ci wyznaczony jako twoje d
        > oświadczenie - tylko go wydłużasz.

        Prawda, no proszę Cię, naprawdę... uncertain
          • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 21:41
            prawda_we_mgle napisała:


            > "Prawda" nigdy nie mówiła, że jest miła, ładna i łatwa wink smile

            Ależ nie śmiałbym Ci czynić takich zarzutów suspicious

            Natomiast Twoja propozycja to jak... proponowanie gościowi, który właśnie stracił pracę (i pakuje się w związku z tym w problemy z kasą) żeby zajął się wolontariatem. Ja nie jestem stworzony ani do wolontariatu ani do samotności. Co w tym jest niejasne?
              • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 22:14
                baenzai napisał:

                > Laskom to tak łatwo mówić, bo zazwyczaj mają sporo koleżanek i seks praktycznie
                > od ręki. smile Mężczyzna, który nie ogarnie sobie życia towarzysko-uczuciowego d
                > o 25. roku życia ma generalnie przejebane.

                O, ciekawe... Mój ff twierdzi, że im się jest starszym, tym łatwiej o laski, bo lecą na "dojrzałych"...
                To jak to z wami jest? strasznie się plączecie w swoich tezach big_grin big_grin
                • baenzai Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 22:19
                  Nie ma w ogóle takiego zjawiska. Jeżeli ktoś był atrakcyjnym 25-latkiem to i w wieku 40 lat nie będzie miał problemów z kobietami. Jeżeli ktoś był przeciętniakiem/poniżej przeciętnej to z wiekiem wcale nie nabiera atrakcyjności. Pomijam sytuacje gdy komuś kilka razy wzrosły zarobki, ale tacy ludzie to jednak zdecydowana mniejszość.
                  • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 23:27
                    Nieprawda.
                    Nieatrakcyjny 25 latek jak najbardziej może być atrakcyjnym 40 latkiem.
                    Ogarnął się co nieco, podoświadczał co nieco.
                    Do tego jeśli należy do grupy "lepiej wyglądam koło 40 niż koło 20" to nawet zarobki nie musiały mu wzrosnąć.
                    Zdarza mi się spotkać czasem dawnych kolegów: o matko! co to z nich wyrosło!
                    • baenzai Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 23:39
                      tzn.aga napisała:

                      > Nieprawda.
                      > Nieatrakcyjny 25 latek jak najbardziej może być atrakcyjnym 40 latkiem.
                      > Ogarnął się co nieco, podoświadczał co nieco.
                      > Do tego jeśli należy do grupy "lepiej wyglądam koło 40 niż koło 20" to nawet za
                      > robki nie musiały mu wzrosnąć.

                      Ilu jest ludzi, którzy wyglądają lepiej w wieku 40 lat niż 25?

                      To dotyczy chyba tylko tych, którzy w wieku 25 lat byli bardzo ulani, a potem schudli.
                      • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 23:50
                        Nie.
                        Faceci się atrakcyjnie starzeją na twarzy.
                        Kobiety wprost przeciwnie.
                        Dziś już nie, ale na dniach mogę poszukać ci jakiś przykładów, niestety ze świata publicznego.
                        W każdym razie jakiś czas temu internety pisały o jakiejś aplikacji postarzającej i były zdjęcia znanych osób i pamiętam, że w przypadku wielu mężczyzn pomyślałam sobie: o nareszcie jakoś wygląda.
                      • marcepanka313 Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 12:06
                        kevinjohnmalcolm napisał:

                        > tzn.aga napisała:
                        >
                        > > Nieatrakcyjny 25 latek jak najbardziej może być atrakcyjnym 40 latkiem.
                        >
                        > Atrakcyjnym dla nieatrakcyjnych 50-latek http://emots.yetihehe.com/1/8P.gi
> f


                        Widocznie ten atrakcyjny 40 czy 45-latek jest nieatrakcyjny dla 25-latek.... z jakiegoś powodu.
                        Halo... tu ziemia.... No musiałam....
                            • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 22:05
                              prawda_we_mgle napisała:
                              >
                              > > ... Jeżeli nie są gwiazdami rocka, to ich czas minął.
                              >
                              > ...ale tylko dla dwudziestolatek.


                              O co innego mi chodziło.
                              Jeżeli 25-latka jest atrakcyjna, to jest taka zarówno dla 20-latka jak i 50-latka. Pomijam oczywiście gusta i guściki, na dodatek piszemy wyłącznie o atrakcyjności, bo czy dany facet dążyłby do trwałego związku z taką dziewczyną to już zupełnie inna sprawa zależna od bardzo wielu czynników.
                              W skrócie: atrakcyjna 25-latka jest atrakcyjna dla wszystkich facetów!

                              Tymczasem jeżeli 40-latek jest atrakcyjny dla 50-latki, ale nieatrakcyjny dla 20-latki, to znaczy że jego atrakcyjność jest znikoma...
                              • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 22:19
                                Ale czemu ty wieczne te skrajności?
                                A dlaczego nie bierzesz pod uwagę, że ten nasz mityczny 40 latek nie jest atrakcyjny dla 36 latki?
                                Między 20 a 50 jest ogromna przepaść intelektualna, światopoglądowa, wiedzowa i oczywiście wyglądowa również.
                                Ja wiem, że waszym (40+) marzeniem jest dwudziestka ale o czym tu z taką rozmawiać? Rany, przecież to siksa. Czego słucha, co ogląda, w jakim czasie dorastała? Zero porozumienia.
                                Ty się zafiksowałeś na tym, że znane ci 30+ są mentalnie babciowate i myślisz, że z taka 25 znajdziesz wspólny język. Zapomnij.
                                Na początku może by i było łał, jak wszystkie inności.
                                Ale na dłuższą metę MUSI być jakiś punkt zaczepienia.
                                Jaki będziesz miał z osoba 20 lat młodszą od ciebie?
                                    • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 23:25
                                      tzn.aga napisała:

                                      > Ja ostatnio gadałam z 27 latkiem, on nie wiedział co to tetris http://emot
> s.yetihehe.com/3/wow.gif no ludzie no, ja żyć?!

                                      A ja ostatnio też z dwudziestoparolatkiem, który, uwaga: nigdy nie był pod namiotem (!!!). Na wakacje zaczął wyjeżdzać z rodzicami od razu do kurortów w łegipcie! No luuuudzie! jak żyyyć! nie jestem teraz jakąś wielką fanką surviwalu, ale z ludzi, którzy nie mają takich pięknych wspomnień, jak "pociąg rzeźnia" w bieszczady, spanie na podłodze w schronisku w górach, czy nocę pod namiotem na mazurach albo nad morzem - to mi zwyczajnie szkoda smile
                              • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 22:26
                                kevinjohnmalcolm napisał:

                                > Tymczasem jeżeli 40-latek jest atrakcyjny dla 50-latki, ale nieatrakcyjny dla 2
                                > 0-latki, to znaczy że jego atrakcyjność jest znikoma...

                                Celowałabym w takim razie w 30 smile. Może mniej atrakcyjne od 20 (choć tu bym dyskutowała), ale chętniejszym okiem patrzą na panów 40+.

                                Uważam, że najbardziej przerąbane mają i tak kobiety 40+. Libido szaleje, a: dla równolatków za stare, interesują się nimi 20-30 latki (którzy odpadają z powodu niedojrzałości), albo dziady 55+. Czyli tak naprawdę żadna interesująca grupa wiekowa nie interesuje się nimi...

                                Mężczyźni 40+ mogą wybrać wśród lekko starszych, równolatek i młodszych (nawet znacznie) - jeśli chcą i są w miarę ogarnięci życiowo.

                                A poza tym, to tylko rozkład Gaussa... i też można go sobie wsadzić, bo strzała amora może dopaść w różnych śmiesznych konfiguracjach smile
                                • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 27.11.20, 00:02
                                  Dziewczyny, ja o jednym, Wy o drugim.

                                  Rozważamy atrakcyjność. Piszę, że atrakcyjność kobiet jest w pewnym przybliżeniu absolutna - atrakcyjna dziewczyna jest taka dla każdego faceta niezależnie od jego wieku. Z atrakcyjnymi mężczyznami jest znacznie gorzej, bo są oni atrakcyjni jedynie dla określonej grupy wiekowej. Napiszcie że tak nie jest!

                                  A Wy tu nagle dajecie przykład jakichś głupich dwudziestolatek, co nie mają pojęcia o świecie i sugerujecie moje nimi zainteresowanie. O czym w ogóle mowa?



                                  tzn.aga napisała:
                                  > /.../ dwudziestka ale o czym tu z taką rozmawiać? Rany, przecież to siksa.

                                  Hmm... Mam dobrego kumpla, który jest prawie dwa razy ode mnie młodszy. Mamy nieskończoną liczbę tematów do rozmów. To wybitnie inteligentny gość mający bardzo wszechstronną wiedzę i bardzo różnorodne zainteresowania. Zmartwi się gdy mu powiem żeby przestał ze mną rozmawiać bo jest głupim smarkaczem i nic nie wie o świecie.



                                  tzn.aga napisała:
                                  > Ja ostatnio gadałam z 27 latkiem, on nie wiedział co to tetris

                                  Hmm... znam mnóstwo 40- i 50-latek, które nie mają zielonego pojęcia co to Tetris.



                                  prawda_we_mgle napisała:
                                  > A ja ostatnio też z dwudziestoparolatkiem, który, uwaga:
                                  > nigdy nie był pod namiotem (!!!)

                                  Podobnie jak większość 40-latek które znam. Pamiętam dziesiątki rozmów, podczas których dowiadywałem się że znajome nigdy nie były pod namiotem, nie potrafią pływać, nigdy nie były w Tatrach, itd. Zwłaszcza brak umiejętności pływania jest powszechny - jakieś 90% 40-latek które znam nie potrafi pływać. Gdzie one się uchowały???



                                  prawda_we_mgle napisała:
                                  > A poza tym, to tylko rozkład Gaussa...

                                  I o to właśnie chodzi. Dzięki szerokości tego rozkładu mam świetnego kumpla mimo że teoretycznie mógłby być moim synem. W Polsce miałem też świetnego kumpla, który był w wieku mojego ojca (nie teoretycznie, tylko ten sam rocznik!). Co się liczy to CZŁOWIEK, a nie jego wiek. Nie pojmuję dlaczego dla Was nie jest ważne co kto ma w głowie, tylko ile ma lat.
                                  • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 27.11.20, 20:44
                                    kevinjohnmalcolm napisał:

                                    > Rozważamy atrakcyjność. Piszę, że atrakcyjność kobiet jest w pewnym przybliżen
                                    > iu absolutna - atrakcyjna dziewczyna jest taka dla każdego faceta niezależnie o
                                    > d jego wieku. Z atrakcyjnymi mężczyznami jest znacznie gorzej, bo są oni atrak
                                    > cyjni jedynie dla określonej grupy wiekowej. Napiszcie że tak nie jest!

                                    Moim zdaniem nie jest.
                                    Twoje wnioski wynikają z tego, że kobiety myślą w tej kwestii mało obiektywnie.
                                    Jeśli zapytasz kobietę czy jakiś facet jest atrakcyjny to ona sobie dopowie: czy dla mnie jest atrakcyjny i powie, że nie (mimo, że facet obiektywnie jest atrakcyjny).
                                    Jeśli faceta zapytasz czy jakaś kobieta jest atrakcyjna to jeśli ma długie włosy, sukienkę i jest zgrabna to wszyscy powiedzą, że tak.
                                    Chodzi mi o to, że wy w pierwszej kolejności patrzycie na wygląd taki stricte kobiecy, a my owszem, również na wygląd ale w szerszym rozumieniu.
                                    Patrzymy np.: na ubiór - styl; czystość - włosy, dłonie, ubranie; uśmiech - zęby...
                                    Jakby mi ktoś pokazał mega atrakcyjnego faceta w rurkach albo dresie to możliwe, że nie myślałabym obiektywnie i powiedziała, że nie jest atrakcyjny.

                                    > Hmm... Mam dobrego kumpla, który jest prawie dwa razy ode mnie młodszy. Mamy
                                    > nieskończoną liczbę tematów do rozmów. To wybitnie inteligentny gość ma
                                    > jący bardzo wszechstronną wiedzę i bardzo różnorodne zainteresowania. Zmartwi
                                    > się gdy mu powiem żeby przestał ze mną rozmawiać bo jest głupim smarkaczem i ni
                                    > c nie wie o świecie.

                                    Zgoda, ale nie mówimy o kolegowaniu się tylko o związku a to coś więcej.

                                    > Hmm... znam mnóstwo 40- i 50-latek, które nie mają zielonego pojęcia co to Tetr
                                    > is.

                                    Ok, w sumie ja też.

                                    > Podobnie jak większość 40-latek które znam. Pamiętam dziesiątki rozmów, podcza
                                    > s których dowiadywałem się że znajome nigdy nie były pod namiotem, nie potrafią
                                    > pływać, nigdy nie były w Tatrach, itd. Zwłaszcza brak umiejętności pływania j
                                    > est powszechny - jakieś 90% 40-latek które znam nie potrafi pływać. Gdzie one
                                    > się uchowały???

                                    Ale jeśli ktoś nie lubi gór to nie rozumiem po co miałby jechać w tatry?
                                    Ja też nie umiem pływać, nikt mnie nie nauczył, bałam się wody jako dziecko.
                                    Nie cierpię z tego powodu jakoś bardzo bo rozrywki wodne mnie nie kręcą.

                                    > Nie pojmuję dlaczego dla Was nie jes
                                    > t ważne co kto ma w głowie, tylko ile ma lat.

                                    Ważne co ma w głowie, ale wiek jest taka MAŁĄ tego zapowiedzią.
                                    Pisze, że małą bo zaraz zaczniesz udowadniać jak to znasz osoby młode bardziej ogarnięte od starszych tongue_out

                                    • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 02:51
                                      tzn.aga napisała:
                                      > Jeśli zapytasz kobietę czy jakiś facet jest atrakcyjny to ona sobie dopowie:
                                      > czy dla mnie jest atrakcyjny i powie, że nie (mimo, że facet obiektywnie jest
                                      > atrakcyjny).
                                      > /.../
                                      > Chodzi mi o to, że wy w pierwszej kolejności patrzycie na wygląd taki stricte
                                      > kobiecy, a my owszem, również na wygląd ale w szerszym rozumieniu.
                                      > Patrzymy np.: na ubiór - styl; czystość - włosy, dłonie, ubranie; uśmiech
                                      > - zęby...

                                      To bardzo ciekawe co napisałaś. I całkowicie się z tym zgadzam! Mężczyźni i kobiety kompletnie inaczej patrzą na obiekty swojego zainteresowania. Kobiety patrzą na całokształt, a mężczyźni na "ciałokształt". wink
                                      (Mocno uogólniam i przesadzam)



                                      > > Hmm... Mam dobrego kumpla, który jest prawie dwa razy ode mnie młodszy.
                                      >
                                      > Zgoda, ale nie mówimy o kolegowaniu się tylko o związku a to coś więcej.

                                      Podstawą związku jest przyjaźń i posiadanie nieskończonej liczby tematów do rozmów. Bez tego można mówić jedynie o zauroczeniu lub kontrakcie, a nie o związku.
                                      Wydawało mi się że zarzut brzmiał, cytuję:
                                      > ale o czym tu z taką rozmawiać?
                                      Otóż jest o czym. W wieku 25 lat robi się już często doktorat i można być wybitnie inteligentną osobą o ogromnej wiedzy i szerokich zainteresowaniach. Przykro mi że wszystkie 25-latki w Twoim otoczeniu to ameby.



                                      > Ważne co ma w głowie, ale wiek jest taka MAŁĄ tego zapowiedzią.

                                      Starszy wiek oznacza jedynie wyższe prawdopodobieństwo że dana osoba ma poukładane w głowie. Tylko tyle. Jeżeli na samym wstępie odrzucasz młodą osobę wyłącznie dlatego że nie ma ukończonych X lat, to postępujesz tak samo jak pracodawcy, którzy kolejno odrzucali CV młodego chłopaka po studiach i nie zadawali sobie w ogóle trudu sprawdzenia co faktycznie umiał. Chłopak imał się różnych prac w stylu McDonald, bo nikt go nie chciał zatrudnić. Mnie wiek nie odrzucał, więc sprawdziłem co ma pod kopułą i wymogłem na szefie zatrudnienie go. Chłopak w ciągu kilku miesięcy był już najlepszy z całego zespołu.
                                      • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 10:13
                                        kevinjohnmalcolm napisał:

                                        > Podstawą związku jest przyjaźń i posiadanie nieskończonej liczby tematów do roz
                                        > mów. Bez tego można mówić jedynie o zauroczeniu lub kontrakcie, a nie o związk
                                        > u.
                                        > Wydawało mi się że zarzut brzmiał, cytuję:
                                        > > ale o czym tu z taką rozmawiać?
                                        > Otóż jest o czym. W wieku 25 lat robi się już często doktorat i można być wybi
                                        > tnie inteligentną osobą o ogromnej wiedzy i szerokich zainteresowaniach. Przyk
                                        > ro mi że wszystkie 25-latki w Twoim otoczeniu to ameby.

                                        > Starszy wiek oznacza jedynie wyższe prawdopodobieństwo że dana osoba ma poukład
                                        > ane w głowie. Tylko tyle. Jeżeli na samym wstępie odrzucasz młodą osobę wyłąc
                                        > znie dlatego że nie ma ukończonych X lat...

                                        Tak, w kontekście związku na samym wstępie odrzucam młodszych więcej niż kilka lat.
                                        Tak jak ty na wstępie odrzucasz rówieśniczki.
                                        Ty - analityk, oceń teraz teoretyczne prawdopodobieństwo spotkania naszych "pokrewnych dusz":
                                        Ja 40+ szukam 50- ważne: muzyka, sposób spędzania czasu; nie ważne: wzrost, kasa, linia szczęki.
                                        Ty 40+ szukasz 30- ważne: doktorat, szerokie horyzonty, antydzieć, spać w namiocie.
                                        http://emots.yetihehe.com/1/buja_w_oblokach.gif


                                      • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 14:12
                                        kevinjohnmalcolm napisał:


                                        > Podstawą związku jest przyjaźń i posiadanie nieskończonej liczby tematów do roz
                                        > mów. Bez tego można mówić jedynie o zauroczeniu lub kontrakcie, a nie o związk

                                        W wersji idealistycznej może tak, w realnej już nie do końca. Może jeszcze dodasz do tego całkowitą szczerość? Bo na to ostatnie można sobie pozwolić jedynie w wypadku przyjaźni, która nigdy poza przyjaźń nie wyjdzie; jeśli mówimy o klasycznym związku damsko-męskim, to zawsze kończy się to w sposób policyjny czyli "wszystko co powiesz może zostać i ZOSTANIE wykorzystane przeciwko Tobie", o czym się boleśnie przekonałem (tak, także wszystko co, w momencie wyznania nie było uznawane za twoją winę i z okazji czego byłeś pocieszany, to wszystko pod koniec JAK NAJBARDZIEJ zostanie uznane za twoją winę, niezależnie od stanu faktycznego. Całkowicie otworzyć można się przed przyjacielem/przyjaciółką, ale absolutnie nie popłaca to w wypadku partnerki/żony. Ja (bo mogę chyba jedynie pisać o swoim punkcie widzenia) jestem już przekonany do tego by nigdy więcej dobrowolnie nie wystawić się na cios, z mojej strony już zawsze będzie bardzo ograniczone zaufanie i mocno ograniczone wyznania.


                                        • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 17:14
                                          ga77-77 napisał(a):
                                          > "wszystko co powiesz może zostać i ZOSTANIE wykorzystane przeciwko Tobie"

                                          To nie związek, to patologia. Nie ma szans, taki układ musi kiedyś rypnąć.
                                          Miałem tak z mamą, ale jej się nie wybiera. Jeżeli wiążesz się z dziewczyną, z którą musisz nieustannie toczyć wojnę, to znaczy że źle wybrałeś.
                                          • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 22:24
                                            kevinjohnmalcolm napisał:

                                            > ga77-77 napisał(a):
                                            > > "wszystko co powiesz może zostać i ZOSTANIE wykorzystane przeciwko Tobie"
                                            >
                                            > To nie związek, to patologia. Nie ma szans, taki układ musi kiedyś rypnąć.
                                            > Miałem tak z mamą, ale jej się nie wybiera. Jeżeli wiążesz się z dziewczyną, z
                                            > którą musisz nieustannie toczyć wojnę, to znaczy że źle wybrałeś.

                                            Aha, czyli dla Ciebie recepta to wziąć taką znacznie poniżej Twojej kategorii, która zawsze potulnie się podporządkuje? Tylko że taką po pewnym czasie sam pożegnasz, bo dojdziesz do wniosku że dla Ciebie to droga donikąd.
                                            • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 23:00
                                              ga77-77 napisał(a):
                                              > Aha, czyli dla Ciebie recepta to wziąć taką znacznie poniżej Twojej kategorii,
                                              > która zawsze potulnie się podporządkuje?

                                              A skąd sobie to wydumałeś?
                                              Recepta to wziąć taką na swoim poziomie, której celem nie jest działalność dywersyjna i ciągłe niszczenie związku, ale jego budowanie. Znaleźć osobę, która wie że związek polega na pomaganiu sobie i na wspólnej drodze przez życie, a nie na fochach i pretensjach. Jeżeli partnerka na okrągło ma do Ciebie pretensje, ciągle jej się coś nie podoba, ciągle coś wypomina, to znaczy że jest z Tobą wyłącznie z nieokreślonych przyziemnych powodów (czasem nawet z lenistwa lub tego że nie chce być sama), a tak naprawdę wolałaby kogoś innego i ma ciągłe pretensje że nie jesteś tym wymarzonym facetem i nie zachowujesz się jak on. Ta kobieta nie jest dla Ciebie, ten związek jest pomyłką. Jej postawa jest mocno niedojrzała.
                                              • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 06.12.20, 14:11
                                                kevinjohnmalcolm napisał:

                                                > ga77-77 napisał(a):
                                                > > Aha, czyli dla Ciebie recepta to wziąć taką znacznie poniżej Twojej kateg
                                                > orii,
                                                > > która zawsze potulnie się podporządkuje?
                                                >
                                                > A skąd sobie to wydumałeś?
                                                > Recepta to wziąć taką na swoim poziomie, której celem nie jest działalność dywe
                                                > rsyjna i ciągłe niszczenie związku, ale jego budowanie. Znaleźć osobę, która w
                                                > ie że związek polega na pomaganiu sobie i na wspólnej drodze przez życie, a nie
                                                > na fochach i pretensjach. Jeżeli partnerka na okrągło ma do Ciebie pretensje,
                                                > ciągle jej się coś nie podoba, ciągle coś wypomina, to znaczy że jest z Tobą w
                                                > yłącznie z nieokreślonych przyziemnych powodów (czasem nawet z lenistwa lub teg
                                                > o że nie chce być sama), a tak naprawdę wolałaby kogoś innego i ma ciągłe prete
                                                > nsje że nie jesteś tym wymarzonym facetem i nie zachowujesz się jak on. Ta kob
                                                > ieta nie jest dla Ciebie, ten związek jest pomyłką. Jej postawa jest mocno nie
                                                > dojrzała.

                                                Tak, szukaj sobie idealnej pod względem charakterologicznym, olewając w międzyczasie wszystkie atrakcyjne, którym czegoś pod względem charakteru brakuje. Oby Ci życia starczyło na czekanie wink
                                                Poza tym z końcówką to też pojechałeś (jeśli pijesz do mojego kończącego się małżeństwa), bo bynajmniej nie wybrała mnie z braku laku, a i niektóre jej późniejsze jazdy świadczyły o tym że nie uznawała mnie za jakiś "tani zapychacz". Po prostu ona zawsze miała naturalne tendencje do rządzenia, a z domu wyniosła jedynie taki obraz, że silniejszy (i ten kto skutecznie podkopie pozycję drugiej strony ) rządzi (w związku).
                                                • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 06.12.20, 18:11
                                                  ga77-77 napisał(a):
                                                  > Tak, szukaj sobie idealnej pod względem charakterologicznym, olewając w
                                                  > międzyczasie wszystkie atrakcyjne, którym czegoś pod względem charakteru brakuje.

                                                  No cóż, wolę być sam niż tracić zdrowie na użeranie się z osobą, która ma kompletnie inny charakter i światopogląd. Skoro lubisz, to bierz te atrakcyjne, tylko potem nie narzekaj, że "wszystko co powiesz może zostać i ZOSTANIE wykorzystane przeciwko Tobie". Może być zołza, aby atrakcyjna!

                                                  Nie pozostaję mi nic innego jak życzyć powodzenia...
                                  • baenzai Re: Samotność to brak własnego miejsca 29.11.20, 17:52
                                    kevinjohnmalcolm napisał:

                                    > Rozważamy atrakcyjność. Piszę, że atrakcyjność kobiet jest w pewnym przybliżen
                                    > iu absolutna - atrakcyjna dziewczyna jest taka dla każdego faceta niezależnie o
                                    > d jego wieku. Z atrakcyjnymi mężczyznami jest znacznie gorzej, bo są oni atrak
                                    > cyjni jedynie dla określonej grupy wiekowej. Napiszcie że tak nie jest!

                                    Nie do końca tak jest.

                                    Są przecież cechy uważane powszechnie za atrakcyjne przez kobiety w różnym wieku. Czyli jak laska pozna faceta o tych cechach to spodoba się on zarówno jej koleżankom, jak i matce, babce czy młodszej siostrze. smile

                                    Te cechy to mocna (wyrazista) linia szczęki, gęste włosy (brak zakoli), szerokie barki, hunter eyes, wzrost co najmniej 1,80 cm. Jeżeli wszystkie te cechy występują łącznie to mamy do czynienia z obiektywnie atrakcyjnym mężczyzną.

                                    Twoja teza jest natomiast prawdziwa jeżeli mówimy np. o tak zwanych pretty boach, czyli np. tych różnych Biberach czy członkach boysbandów. Oni faktycznie podobają się głównie młodym dziewczynom.
                                    • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 02:53
                                      baenzai napisał:
                                      > Są przecież cechy uważane powszechnie za atrakcyjne przez kobiety w różnym
                                      > wieku. Czyli jak laska pozna faceta o tych cechach to spodoba się on zarówno
                                      > jej koleżankom, jak i matce, babce czy młodszej siostrze. smile
                                      >
                                      > Te cechy to mocna (wyrazista) linia szczęki, gęste włosy (brak zakoli), szeroki
                                      > e barki, hunter eyes, wzrost co najmniej 1,80 cm. Jeżeli wszystkie te cechy wys
                                      > tępują łącznie to mamy do czynienia z obiektywnie atrakcyjnym mężczyzną.

                                      Jeżeli ten facet ma np. 45 lat, to będzie on się podobał 20-latce wyłącznie jako gwiazdor na plakacie powieszonym na ścianie. Jeżeli takiego by spotkała w realu, to w ogóle nie byłaby zainteresowana facetem w wieku swojego ojca. Tymczasem 45-latki i 55-latki by się na takiego wręcz rzucały smile
                          • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 15:39
                            kevinjohnmalcolm napisał:


                            > Otóż to. Więc skończmy pierniczenie że 40- czy 45-latkowie są atrakcyjni. Je
                            > żeli nie są gwiazdami rocka, to ich czas minął.

                            Chyba że są prezesami czegoś (może być nawet coś tak marnego jak PZN), to wtedy są atrakcyjni nawet po 50-ce (vide: Tajner. Bo oczywiście ta jego bla... blada dziewczyna, oczywiście wink W każdym razie poleciała na niego ze względu na jego charyzmę, energię i urok osobisty, a nie ze względu na kasę i pozycję. To musi być prawdziwa miłość, tak było, nie kłamię wink
              • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 23:34
                Bzdury.
                Seks od ręki? no tak, puszczać się każdy może ale nie każdy chce. Nie o to w tym chodzi.
                Co według ciebie jest to ogarnięcie? Stały związek, ślub, dziecko?
                Żadna z tych rzeczy nie daje gwarancji na bycie z kimś na zawsze.
                Kolega miał ogarnięte życie i mu się jebło. I co?
                • baenzai Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 23:44
                  tzn.aga napisała:

                  > Bzdury.
                  > Seks od ręki? no tak, puszczać się każdy może ale nie każdy chce. Nie o to w ty
                  > m chodzi.

                  Ale przeciętne kobiety mają jednak jakiś wybór, przeciętni mężczyźni już nie.

                  > Co według ciebie jest to ogarnięcie? Stały związek, ślub, dziecko?
                  > Żadna z tych rzeczy nie daje gwarancji na bycie z kimś na zawsze.

                  Dłuższe relacje z kobietami i paczka dobranych znajomych.
                • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 08:15
                  tzn.aga napisała:

                  > Bzdury.
                  > Seks od ręki? no tak, puszczać się każdy może ale nie każdy chce. Nie o to w ty
                  > m chodzi.
                  > Co według ciebie jest to ogarnięcie? Stały związek, ślub, dziecko?
                  > Żadna z tych rzeczy nie daje gwarancji na bycie z kimś na zawsze.
                  > Kolega miał ogarnięte życie i mu się jebło. I co?

                  Kolega w znaczeniu "Twój kolega" czy kolega w znaczeniu "interlokutor" (czyli moja skromna osoba)?

                  Bo akurat ja można powiedzieć miałem ogarnięte:
                  - Etap w połowie lub nieco po połowie studiów: dziewczyna, życie towarzyskie (nawet uczestnictwo w klubie tematycznym i wspólne wyjazdy tematyczne), dwie przyjaciółki (w znaczeniu sensu stricto, a nie "z dodatkami").
                  - Etap zaraz po tym: poznanie późniejszej żony (notabene aktualnej koleżanki z roku): zaczęła mi stopniowo eliminować życie towarzyskie: zaczęło się od skoncentruj się bardziej na nauce, mamy ważne zaliczenia, musimy się razem pouczyć... i tak, przy udziale pewnych kwasów, walnęła mi się część towarzysko-klubowa. Potem przyszła kolej na przyjaciółki (była przekonana, że którąś w końcu przelecę), więc najpierw kazała mi zerwać kontakt z tą mieszkającą w innym mieście, a po studiach z tą drugą (bo najważniejsza jest żona i dziecko i na nich mam się skoncentrować). Po kilku latach zaczęły się wyrzuty, że ja nie mam żadnych znajomych, że spotykamy się tylko z jej rodziną i koleżankami (w międzyczasie i z moimi rodzicami zdołała się mocno ściąć, a siostra jej szczerze nienawidzi), a dziś.. no cóż, jestem autentycznie sam. Tak po latach myślę, że trochę mi się kojarzy z Meghan Markle wink

                  A wcześniej (przed studiami) nie miałem nic ogarnięte, bo ostatnie w miarę mocne znajomości były w podstawówce; w ogólniaku przez cały czas byłem z boku (kilka dni po rozpoczęciu roku przeniosłem się do docelowej klasy - bo zdałem egzamin językowy - a tam już był zagnieżdżony mój osobisty wróg z podstawówki, który z kolei robił popularne imprezy, więc szybko się zasymilował). Na studiach w sumie jeszcze gorzej, bo w zasadzie z nikim nie złapałem bliższego kontaktu i też trzymałem się na uboczu. Co ciekawe, jedynymi chętnymi do kontaktu były samice, z gostkami jakoś ciężej szło nawiązywanie relacji towarzyskich, nie mam pojęcia czemu, bo w stricte kobiecych tematach ani nie byłem mocny ani nie zajmowały nawet widocznej roli w rozmowach...

                  • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 11:39
                    ga77-77 napisał(a):

                    Co ciekawe, jedynymi chętnymi do kontaktu były samice
                    > , z gostkami jakoś ciężej szło nawiązywanie relacji towarzyskich, nie mam pojęc
                    > ia czemu, bo w stricte kobiecych tematach ani nie byłem mocny ani nie zajmowały
                    > nawet widocznej roli w rozmowach...

                    Ja wyczuwam, że masz mocno antypatyczną naturę... Nie wiem, czy taki jesteś naprawdę, w jaki sposób piszesz, ale mnóstwo w tobie jakiejś takiej arogancji, negatywnych emocji, braku szacunku do innych...Mężczyźni nie chcą się z tobą przyjaźnić, bo też wolą "przyjazne" osoby...
                    poza tym twoja forma wypowiedzi o ludziach (samice) zdradza ukrytego mizogina... kobiety chcą się z tobą przyjaźnić, bo my jesteśmy znacznie bardziej akceptujące plus znacznie bardziej potrzebujemy męskiego towarzystwa ... oczywiście do czasu, bo jak wyczujemy mizogina, to schrzaniamy gdzie pieprz rośniesmile
                    Naprawdę na twoim miejscu uczciwie przyjrzałabym się sobie z boku, bo te RETORYCZNE pytania (na które tak naprawdę nie chcesz znać odpowiedzi) to będziesz sobie zadawał do śmierci wink smile...
                    • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 16:46
                      prawda_we_mgle napisała:


                      > Ja wyczuwam, że masz mocno antypatyczną naturę... Nie wiem, czy taki jesteś nap
                      > rawdę, w jaki sposób piszesz, ale mnóstwo w tobie jakiejś takiej arogancji, neg
                      > atywnych emocji, braku szacunku do innych...Mężczyźni nie chcą się z tobą przyj
                      > aźnić, bo też wolą "przyjazne" osoby...
                      > poza tym twoja forma wypowiedzi o ludziach (samice) zdradza ukrytego mizogina.
                      > .. kobiety chcą się z tobą przyjaźnić, bo my jesteśmy znacznie bardziej akceptu
                      > jące plus znacznie bardziej potrzebujemy męskiego towarzystwa ... oczywiście d
                      > o czasu, bo jak wyczujemy mizogina, to schrzaniamy gdzie pieprz rośniesmile
                      > Naprawdę na twoim miejscu uczciwie przyjrzałabym się sobie z boku, bo te RETORY
                      > CZNE pytania (na które tak naprawdę nie chcesz znać odpowiedzi) to będziesz sob
                      > ie zadawał do śmierci wink smile...

                      Określenie "samice" akurat nie ma wydźwięku mizoginicznego, zwłaszcza w tym kontekście: jest nawiązaniem do pewnego innego forum sprzed kilku lat (gdzie w formie żartobliwej omawiano stereotypowe zachowania męskie i kobiece i na którym wszystko było brane z większym dystansem); to tam jedna poznana przedstawicielka płci pięknej (z którą notabene prawie się zaprzyjaźniłem) napisała mi któregoś razu, że uleczyć mnie może jedynie solidna porcja świeżego samiczego mięsa i do dziś się śmieję gdy sobie przypominam ten tekst.
                      Ale jeśli tu publicznie potwierdzę, że na liście naszych samczych podstawowych potrzeb (czyli rzeczy, których dłuższy brak potrafi mocno doskwierać) istotnie znajdują się dobre żarcie (wzbogacone o mecz czy film w TV) i seks, to będziesz się dopatrywać u mnie ukrytej mizoandrii, bo uderzam w tradycyjny stereotyp dotyczący nas samców i potwierdzam go? Tak to już jest ukształtowane: różnimy się i nie ma co przesadnie sztywno podchodzić ani do poprawności politycznej (ostatnimi czasy na Gazecie panuje totalny pie...olec w tej kwestii, często przybierający kuriozalne formy) ani do różnych innych kwestii.
                      I jeszcze jedna rzecz: w kontaktach między facetami introwertyk ma szczególnie prze...ne, istotnie z kobietami jest łatwiej, w niektórych wypadkach dużo łatwiej wink
                  • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 29.11.20, 16:31
                    ga77-77 napisał(a):

                    > Nawet jeśli, to potrafią to wykorzystać. Może wbrew pozorom to właśnie w kobiec
                    > ych wyborach jest więcej zimnych kalkulacji niż w męskich?

                    Może wsadzę kij w mrowisko, ale powiem coś, czego kobiety nie mówią głośno: moim zdaniem to wynika z tego, że wy (mężczyźni) tak bardzo się od siebie nie różnicie...

                    Nie wiem, czy z kobietami jest podobnie (no niby mamy wieksze-mniejsze piersi, większą-mniejszą ochotę na seks, bardziej łagodny-ostrzejszy charakter, bardziej-mniej upierdliwa), ale mężczyźni (z mojego doświadczenia mówię) są do siebie tak bardzo podobni (spędzanie czasu, oczekiwania, sposób bycia, seks) - że jak mamy wybór pomiędzy takim samym co nam trochę osłodzi życie pieniążkiem, a takim samym który chce się z tobą po połowie rozliczać nawet za bilet autobusowy - to nie dziwne że kobiety wybierają tego pierwszego. Życie z obydwoma i tak prawie takie same, tyle że z tym pierwszym przyjemniejsze...

                    No czasem się trafi jakiś facet mający jakiś "duży plus" (wyjątkowa czułość i troska, podobne zainteresowania, nasze serce go kocha) - wtedy można przymknąć oko na minusy. Ale jeśli nie - to jest logika, a nie kalkulacja... wink
                    • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 29.11.20, 17:06
                      prawda_we_mgle napisała:
                      > Może wsadzę kij w mrowisko, ale powiem coś, czego kobiety nie mówią głośno: moi
                      > m zdaniem to wynika z tego, że wy (mężczyźni) tak bardzo się od siebie nie różn
                      > icie...
                      >
                      > Nie wiem, czy z kobietami jest podobnie (no niby mamy wieksze-mniejsze piersi,
                      > większą-mniejszą ochotę na seks, bardziej łagodny-ostrzejszy charakter, bardzie
                      > j-mniej upierdliwa), ale mężczyźni (z mojego doświadczenia mówię) są do siebie
                      > tak bardzo podobni (spędzanie czasu, oczekiwania, sposób bycia, seks) - że jak
                      > mamy wybór pomiędzy takim samym co nam trochę osłodzi życie pieniążkiem, a taki
                      > m samym który chce się z tobą po połowie rozliczać nawet za bilet autobusowy -
                      > to nie dziwne że kobiety wybierają tego pierwszego. Życie z obydwoma i tak praw
                      > ie takie same, tyle że z tym pierwszym przyjemniejsze...
                      >
                      > No czasem się trafi jakiś facet mający jakiś "duży plus" (wyjątkowa czułość i t
                      > roska, podobne zainteresowania, nasze serce go kocha) - wtedy można przymknąć o
                      > ko na minusy. Ale jeśli nie - to jest logika, a nie kalkulacja... wink

                      Prawda, ale ja już jakiś czas temu potwierdziłem że instrukcja obsługi samca jest relatywnie prosta (i pewnie zasadniczo nie różnimy się bardziej niż mutacje jednego koronawirusa), ale dotyczy to (nazwijmy to) "głównego ciała" (bo "odstające wypustki" jednak się różnią i to one mogą decydować o powodzeniu). Innymi słowy: czy potrzebujemy żarcia? TAAAAK! Czy potrzebujemy seksu? TAAAAAK! Czy potrzebuje TV (w tym meczów)? TAAAK. Ale każdy z nas potrzebuje jeszcze czegoś innego (tu już często każdy czego innego), a Wy macie to w d... albo nie chce Wam się analizować każdego egzemplarza osobno. Chociaż jeśli chcecie dopieprzyć i uderzyć jakimś embargiem, to dobrze wiecie co wybrać, bo najczęściej wybieracie wtedy coś z "pakietu podstawowego" wink
                      • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 29.11.20, 17:31
                        ga77-77 napisał(a):

                        ...Ale każdy z nas potrzebuje jeszcze czegoś in
                        > nego (tu już często każdy czego innego), a Wy macie to w d... albo nie chce Wam
                        > się analizować każdego egzemplarza osobno...

                        Ważnej kwestii dotknąłeś...
                        Czy się nie chce? Zdarza się.
                        Czy mamy to w dupie? Też się zdarza.

                        Jednak myślę, że najczęściej dlatego nie realizujemy tych "dodatkowych potrzeb" mężczyzny, bo mężczyzna nie realizuje potrzeb NASZYCH. I między bajki można włożyć, że nie trzeba się oglądać, tylko działać altruistycznie, bezwarunkowa miłość, bla bla... Jeśli tylko dajesz - wypalisz się prędzej czy później... Tylko równowaga w dawaniu i przyjmowaniu zapewnia szczęście w związku. Każde inne "systemy" kuleją i rodzą frustracje.
                        Także myślę, że kobiety, dopóki kochają i czują się kochane (jeśli z natury nie są typem zimnej suczy - ale to dość szybko wychodzi, trzeba umieć patrzeć) - to są bardzo pochylone w stronę swojego mężczyzny. Dopiero w momencie, gdy zbyt długo nie ma równowagi - zaczynają myśleć o sobie (albo bardzo skrzywdzone). My tą opiekę trochę mamy w naturze i musieliście się bardzo natrudzić - żeby to popsuć wink
                        No ale oczywiście mogę się mylić, jestem (podobno) zbyt optymistyczna w ocenie ludzkich intencji.
                          • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 05.12.20, 08:14
                            kevinjohnmalcolm napisał:

                            > A czy kobiety powiedziały mężczyznom o swoich potrzebach, czy oni tradycyjnie m
                            > uszą się domyślić?

                            W punkt! Domyśl się na czym jej najbardziej zależy, domyśl się co jest oczekiwaniem top level (a co tylko kaprysem, którego zlanie nie przyniesie wielkich negatywnych konsekwencji), a jak się nie domyślisz, to spodziewaj się drakońskiej kary.
            • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 22:13
              ga77-77 napisał(a):

              > Natomiast Twoja propozycja to jak... proponowanie gościowi, który właśnie strac
              > ił pracę (i pakuje się w związku z tym w problemy z kasą) żeby zajął się wolont
              > ariatem. Ja nie jestem stworzony ani do wolontariatu ani do samotności. Co w ty
              > m jest niejasne?

              Nic, wszystko jasne. Ja tylko Ci sugeruję, że jeśli teraz sobie nie poradzisz ze swoją samotnością, to Życie będzie ci zsyłało te same nauki/doświadczenia wciąż i wciąż, aż się nauczysz smile
              No, ale każdy ma swoją ścieżkę i musi ją przejść na własnych nogach... Zapomniałam na chwilę, że wskazywanie co mówi Życie, komuś kto tego nie chce - zupełnie mija się z celem smile
            • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 24.11.20, 23:46
              Ale właśnie może ten wolontariat mu pomoże oderwać się od przeszłości, przeboleć ją i odkryć coś nowego.
              Posłuchaj czasem kogoś kto przeszedł przez to samo.
              Myślisz, że co, jesteś jedyny z utraconą miłością życia.
              Jak już pisałam, mam wrażenie, że jesteś oderwany od rzeczywistości.
              Piszesz jakbyś miał 20+ a nie 40+.
              Nie pieprz, że nie jesteś stworzony do samotności. Po prostu nigdy nie byłeś sam, to dla ciebie nowa sytuacja i dlatego nie umiesz się odnaleźć.
              Będzie ciężko, będzie bolało, już boli, ale nie neguj wszystkiego.
              Pisałeś, że większość tu stoi twardo na ziemi. Po prostu w pewnym wieku już się stoi twardo na ziemi i tyle. A ty dalej tkwisz w tym romantycznym, fiołkowym, wyimaginowanym świecie związków, miłości i świątecznej atmosfery, która cie teraz wkurza.
              Człowieku ogarnij się.
                • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 07:32
                  baenzai napisał:

                  > Prawdziwa samotność zaczyna się dopiero wówczas, gdy ktoś przez rok nie ma z ni
                  > kim kontaktu poza osobami z pracy i ewentualnie rodzicami. smile

                  No cóż, sam siedzę w domu już praktycznie pół roku, natomiast kontaktu z rodzicami nie mam od znacznie dłuższego czasu (ostatni raz u nich byłem ponad rok temu, ostatnie kontakty to telefony na Dzień Matki i Dzień Ojca i nic poza tym); powód jest prosty: moi rodzice też dołożyli swoje 3 grosze do obecnej sytuacji i jakkolwiek ich wymówki można by od biedy kupić gdyby byli obcymi ludźmi, to od rodziców jednak człowiek niby ma prawo oczekiwać nieco więcej...
                  Tak więc myślę, że w zasadzie spełniam Twoje kryteria.
              • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 07:51
                tzn.aga napisała:

                > Ale właśnie może ten wolontariat mu pomoże oderwać się od przeszłości, przebole
                > ć ją i odkryć coś nowego.

                To może po kolei: nie pomógłby, bo nie mam najmniejszej ochoty robić czegoś dla kogoś obcego, zwłaszcza za friko; szczerze mówiąc aktualnie osoby mi obce wiszą mi dokładnie. Jak mam to dokładniej wyjaśnić? Dla mnie w taką Afrykę czy Azję mógłby pieprznąć meteoryt i nie obeszłoby mnie to bardziej niż codzienne wiadomości prasowe (jedynie z takim zastrzeżeniem, że skutki tego walnięcia mogłyby być mocno odczuwalne i tutaj). Kiedyś, w dawnych czasach, miałem jeszcze jakieś współczucie dla ludzi, którym poszło gorzej; dziś go nie mam, jedynie jest mnie w stanie poruszyć głodny, bezdomny kot (choć obecnie nie byłbym się w stanie zaopiekować nawet zwierzęciem).

                > Posłuchaj czasem kogoś kto przeszedł przez to samo.
                > Myślisz, że co, jesteś jedyny z utraconą miłością życia.
                > Jak już pisałam, mam wrażenie, że jesteś oderwany od rzeczywistości.
                > Piszesz jakbyś miał 20+ a nie 40+.

                Może k... dlatego, że ten związek trwał ( z przerwami) 20 lat, czyli była obecna w moim życiu niemal przez jego połowę!

                > Nie pieprz, że nie jesteś stworzony do samotności. Po prostu nigdy nie byłeś sa
                > m, to dla ciebie nowa sytuacja i dlatego nie umiesz się odnaleźć.

                Byłem sam, bo jak 10 lat temu odeszła (i po raz pierwszy złożyła wniosek o rozwód i o unieważnienie) poza rodzicami nie miałem nikogo (a w dodatku i pracy, bo nową pracę dostałem niemal rok po jej odejściu); na kilka miesięcy wróciła dopiero po niemal 1,5 roku od wyprowadzki (choć nie zamieszkała ze mną ponownie),a zeszliśmy się (z ponownym zamieszkaniem) niemal 3 lata po jej wyprowadzce. Nie zmienia to faktu, że cały czas miałem świadomość że ją kocham i że nawet po roku osobno mi nie przechodzi.

                > Będzie ciężko, będzie bolało, już boli, ale nie neguj wszystkiego.
                > Pisałeś, że większość tu stoi twardo na ziemi. Po prostu w pewnym wieku już się
                > stoi twardo na ziemi i tyle.

                Wiek nie ma tu nic do rzeczy. Całe życie może pierdolnąć w każdym wieku.


                A ty dalej tkwisz w tym romantycznym, fiołkowym,
                > wyimaginowanym świecie związków, miłości i świątecznej atmosfery, która cie ter
                > az wkurza.
                > Człowieku ogarnij się.

                Bo może rzeczywistość jest tak xujowa, że nie warta wchodzenia w nią i godzenia się z nią? Może uciekanie przed nią jest odmową zmierzenia się z faktem, że dalej nie ma już nic wartego starań? Zresztą gdyby człowiek był w stanie kierować się rozsądkiem, to byłby w stanie i wyłączyć uczucia. A nie jest...

                • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 11:00
                  Z wolontariatem nie zrozumiałeś.
                  Wolontariat miał być lekarstwem dla kogoś kto stracił prace a ktoś śmie mu proponować wolontariat.
                  Dla ciebie lekarstwem na byc samotność i pogodzenie się z nią, ba, polubienie jej.

                  > Może k... dlatego, że ten związek trwał ( z przerwami) 20 lat, czyli była obecn
                  > a w moim życiu niemal przez jego połowę!

                  No i znowu myślisz, że jesteś jedyny z takim licznikiem?

                  > Wiek nie ma tu nic do rzeczy. Całe życie może pierdolnąć w każdym wieku.

                  Ale twoje nie pierdolnęło w jeden dzień typu wypadek czy coś, że człowiek w szoku i depresji.
                  Chłopie, pieprzyło ci się już długie lata, był czas się z tym pogodzić i spodziewać pogorszenia i jebnięcia.

                  > Bo może rzeczywistość jest tak xujowa, że nie warta wchodzenia w nią i godzenia
                  > się z nią? Może uciekanie przed nią jest odmową zmierzenia się z faktem, że da
                  > lej nie ma już nic wartego starań? Zresztą gdyby człowiek był w stanie kierować
                  > się rozsądkiem, to byłby w stanie i wyłączyć uczucia. A nie jest...

                  Jest, tylko trzeba nad tym popracować. I nie, nie koniecznie z pomocą specjalistów, których tak chętnie obrażasz i umniejszasz ich rolę. Z pomocą innych ludzi.
                  Dlaczego tu wpadłeś? Pogadać?
                  No to rozmawiamy z tobą, chcemy ci pomóc przejść żałobę po małżeństwie, po związku.
                  A ty na wszystko nie, nie, nie.
                  http://emots.yetihehe.com/1/bezradny.gif
                  • tzn.aga Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 11:36
                    I jeszcze jedna sprawa.
                    Czytając twoje elaboraty wink mam wrażenie, że cierpisz nie tyle z powodu straty żony, kobiety, miłości, związku tylko ogólnie poukładanego życia.
                    Dlaczego to kobiety częściej wnoszą o rozwód?
                    Bo nam zależy na jakości związku, rodziny a nie tylko na jej istnieniu, funkcjonowaniu.
                    Dlaczego facet się nie rozwodzi mimo, że mu źle?
                    Bo ma poukładane życie i to jest dla niego ważniejsze niż sama jakość tego życia.
                    Dla mnie bardzo dużym odkryciem było, że mężczyzna najbardziej chce spokoju (bo zawsze myślałam, że seksu).
                    Niestety przyswoiłam to za późno.
                    Ale może jeszcze kiedyś się przyda http://emots.yetihehe.com/1/mysli.gif
                    • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 00:09
                      tzn.aga napisała:

                      > I jeszcze jedna sprawa.
                      > Czytając twoje elaboraty wink mam wrażenie, że cierpisz nie tyle z powodu straty
                      > żony, kobiety, miłości, związku tylko ogólnie poukładanego życia.
                      > Dlaczego to kobiety częściej wnoszą o rozwód?
                      > Bo nam zależy na jakości związku, rodziny a nie tylko na jej istnieniu, funkcjo
                      > nowaniu.
                      > Dlaczego facet się nie rozwodzi mimo, że mu źle?
                      > Bo ma poukładane życie i to jest dla niego ważniejsze niż sama jakość tego życi
                      > a.
                      > Dla mnie bardzo dużym odkryciem było, że mężczyzna najbardziej chce spokoju (bo
                      > zawsze myślałam, że seksu).
                      > Niestety przyswoiłam to za późno.
                      > Ale może jeszcze kiedyś się przyda [IMG]http://emots.yetihehe.com/1/mysli.gif[/
                      > IMG]

                      A nie wzięłaś pod uwagę prostej rzeczy? Że dla mnie duże znaczenie miało I TO I TO? I poukładane życie I z tą konkretną kobietą?

                      Piszesz o swoim odkryciu: masz rację jedynie w połowie, bo facetowi potrzebny jest I spokój I seks. Jeśli potrzebny mu jedynie spokój, to znaczy że ma problemy z libido.*

                      *) przy założeniu, że nie skupiasz się na facetach od 50 w górę (a i dla wielu z nich przypisywanie problemów z libido byłoby krzywdzące).

                      Reszcie na razie nie odpowiem, bo dopiero wróciłem po bardzo męczącym i długim dniu do hotelu i najzwyczajniej jestem zdrowo zye-bahn-y.
                  • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 18:36
                    tzn.aga napisała:

                    > Z wolontariatem nie zrozumiałeś.
                    > Wolontariat miał być lekarstwem dla kogoś kto stracił prace a ktoś śmie mu prop
                    > onować wolontariat.
                    > Dla ciebie lekarstwem na byc samotność i pogodzenie się z nią, ba, polubienie j
                    > ej.


                    Wybacz, ale to jest tak wielki absurd i tak nieakceptowalny, że odpuszczę sobie nawet komentowanie go. NIE JESTEM STWORZONY DO SAMOTNOŚCI!NIE POLUBIĘ JEJ W DAWCE WIĘKSZEJ NIŻ DAJĄCEJ ODDECH OD CODZIENNEGO NATŁOKU LUDZI. Tak samo jak nigdy nie będę w stanie traktować bezterminowego bezrobocia jako urlopu. Sorry, mamy totalnie inne postrzeganie świata i recepty na rozwiązanie problemów; nie każde pasują do każdego...



                    > No i znowu myślisz, że jesteś jedyny z takim licznikiem?

                    > > Wiek nie ma tu nic do rzeczy. Całe życie może pierdolnąć w każdym wieku.
                    >
                    > Ale twoje nie pierdolnęło w jeden dzień typu wypadek czy coś, że człowiek w szo
                    > ku i depresji.
                    > Chłopie, pieprzyło ci się już długie lata, był czas się z tym pogodzić i spodzi
                    > ewać pogorszenia i jebnięcia.
                    >

                    Ale często byłem w stanie nawet opanować sytuację i uwalić to jebnięcie w zarodku (jak 3 lata temu). Tym razem wpieprzyła się jej kuzynka, która zabrała ją do Czarnogóry, a tam odwiedziła jakiegoś miejscowego szarlatana (każącego się nazywać bioenergoterapeutą), który "pomógł jej spojrzeć odpowiednio na jej życie". Od tego czasu zaczęła się zrywać reszta więzi, nie mówiła mi o tym co w pracy, rozpoczął się proces oddalania, bo ten czarnogórski chuj powiedział jej że jest silną kobietą i potrzebuje silnego mężczyzny (walec nawet mnie osobiście nie spotkał, ale autorytarnie ocenił; wiesz co, nie rozwiązuję życiowych problemów przemocą, ale w tym wypadku zrobię wyjątek: jeśli tego gnoja kiedyś namierzę, to niech lepiej od tego dnia zacznie się oglądać za siebie w ciemnych uliczkach).


                    > Jest, tylko trzeba nad tym popracować. I nie, nie koniecznie z pomocą specjalis
                    > tów, których tak chętnie obrażasz i umniejszasz ich rolę. Z pomocą innych ludzi

                    Żeby pracować, to trzeba mieć cel warty tak dużej pracy i być na nim całkowicie skoncentrowanym; wiem, bo zdarzało mi się mieć taki cel. "Specjaliści" jak ich nazywasz wyspecjalizowali się ostatnimi czasy jedynie w dojeniu, a ja nie mam ani czasu ani kasy. Kilka miechów temu poszedłem do specjalisty i co? Obiecał kopa energetycznego, a dał takie zamulacze że nie byłem w stanie ;pracować (a tylko praca dzieli mnie od upadku); nie wiem co mu się roiło w głowie, ale samo przedłużenie życia nie jest dla mnie dziś ratunkiem.


                    > Dlaczego tu wpadłeś? Pogadać?

                    Nie wiem, może w desperacji chwytałem się brzytwy; przecież miałem w pamięci, ze 7 lat wcześniej wszedłem na inne forum, które realnie g... mi dało; utknąłem tam jedynie na kilka miesięcy, a gdy wyrywałem się z niego na dobre (choć tam wszyscy zapewniali, że nikt stamtąd na dobre nie odchodzi), to czułem ulgę, jakbym się wyrwał z zaklętego kręgu...


                    > No to rozmawiamy z tobą, chcemy ci pomóc przejść żałobę po małżeństwie, po zwią
                    > zku.

                    Ale ja nie zamierzam tego pogrzebać, nie zamierzam spisać i tak najlepszego etapu w moim życiu na straty, nie zamierzam się dać jak bezwolny baran sprowadzić do piwnicy przegranych przeciętniaków, bo nim nie jestem i nie będę! Muszę przetrwać jedynie najtrudniejszy okres, do tego potrzeba mi ludzi w realu. Szukałem ostatnio grupy wsparcia dla rozwodzących się w Trójmieście i dupa. Jedyne co internet wyrzucił, to był Wrocław, spotkania dla kobiet (wg specjalistów problem nie dotyczy facetów, bo oni kurwa mają być silni i nie mają uczuć! Po prostu facetom to się nie zdarza!), oczywiście z podłączonymi specjalistami- psycholożkami (bo jak mogą opuścić okazję do dojenia), pakiet kilku spotkań za ponad 7 stów. Pozostałe oferty to tradycyjne dojenie przez psychologów w formacie 1 na 1 za trzycyfrową kwotę za godzinę. Tymczasem ja potrzebuję towarzystwa (realnego, nie internetowego) ZWYKŁYCH ludzi z podobnymi problemami (żeby jeden drugiego zrozumiał), a do wydania znacznej kwoty mam pilniejsze potrzeby (jak zakup nowej pralki czy podmalowanie mojego CV i profilu zawodowego przez specjalistów; to akurat specjaliści, którzy robią to całkiem szybko i całkiem skutecznie, bo sprawdziłem na przykładzie i od niego mam namiar). Problem w tym, że właśnie przez obecną ostatnio pan(ikę)demię nie mogę znaleźć takich spotkań w realu! Jak naładuję baterię, przejdę przez najgorsze, to wskoczę znów na wyższy poziom, dojdę do siebie... Tego mi potrzeba, nie samotności!
                  • baenzai Re: Samotność to brak własnego miejsca 29.11.20, 18:01
                    tzn.aga napisała:

                    > Dla ciebie lekarstwem na byc samotność i pogodzenie się z nią, ba, polubienie jej.

                    To jest rada w stylu ,,polub swoje ciało" skierowana do osób otyłych. smile

                    Swoją drogą ciekawe czy wytrzymałabyś np. 5 lat na bezludnej wyspie (zakładając, że o jedzenie oraz indywidualne rozrywki nie musisz się martwić).
                    • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 29.11.20, 18:10
                      baenzai napisał:

                      > > Dla ciebie lekarstwem na byc samotność i pogodzenie się z nią, ba, polubi
                      > enie jej.
                      >
                      > To jest rada w stylu ,,polub swoje ciało" skierowana do osób otyłych. smile

                      Ale jak ktoś chodzi i męczy otoczenie, że jest gruby, a potem... dalej się opycha - no to co poradzić takiej osobie? Widać jedzenie jest dla niej ważniejsze niż ciało, więc należy zrobić (psychologicznie) wszystko, żeby je zaakceptować...
                      Kwestia priorytetów.
                      • baenzai Re: Samotność to brak własnego miejsca 29.11.20, 21:48
                        prawda_we_mgle napisała:

                        > Ale jak ktoś chodzi i męczy otoczenie, że jest gruby, a potem... dalej się opyc
                        > ha - no to co poradzić takiej osobie? Widać jedzenie jest dla niej ważniejsze n
                        > iż ciało, więc należy zrobić (psychologicznie) wszystko, żeby je zaakceptować..

                        To już lepiej nic takiej osobie nie mówić nic dawać tego typu ,,rady".
                        • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 30.11.20, 12:38
                          baenzai napisał:

                          > To już lepiej nic takiej osobie nie mówić nic dawać tego typu ,,rady".

                          No ja ta osoba się do ciebie bezpośrednio zwraca, żeby ci pojęczeć za uszami - to trudno nic nie powiedzieć... Niby można zrobić: "głask, głask... bieeedna" - i tyle, ale to chyba też głupie, bo pomyśli, że ją traktujesz na odwal się.
                          • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 30.11.20, 13:08
                            prawda_we_mgle napisała:


                            > No ja ta osoba się do ciebie bezpośrednio zwraca, żeby ci pojęczeć za uszami -

                            Aaaaaaaaa... Uuuuuuuuuuuuuuuu.... Ueeeeeeeeeeeeeeee...

                            > to trudno nic nie powiedzieć... Niby można zrobić: "głask, głask... bieeedna" -
                            > i tyle, ale to chyba też głupie, bo pomyśli, że ją traktujesz na odwal się.

                            Tak na serio: porównanie tego do alkoholizmu czy otyłości to chyba nie jest najcelniejszy zabieg. Dwa pierwsze związane są uzależnieniami (otyłość może być też skutkiem problemów zdrowotnych: hormonalnych itp.), ale o ile w wypadku alkoholizmu i otyłości (w wersji uzależnienia od obżerania się, bo taką przytoczono) obecność kogoś pomocnego z zewnątrz jest pożądana aczkolwiek nie wystarczająca i będąca głównym czynnikiem warunkującym poprawę sytuacji (bo decydująca jest wola uzależnionego by wyjść z nałogu), to samotność ani nie jest uzależnieniem (zwłaszcza gdy ktoś jej nie znosi) ani (siłą rzeczy, z definicji) nie da się z niej wyjść bez udziału osób trzecich. I właśnie w tym problem, bo o to w obecnych czasach (o ten udział osób trzecich w wersji live, realnej) odrobinę ciężko.
                            • gwen75 Re: Samotność to brak własnego miejsca 30.11.20, 15:54
                              ga77-77 napisał(a):

                              > to samotność ani nie jest uzależnieniem
                              > (zwłaszcza gdy ktoś jej nie znosi) ani (siłą rzeczy, z definicji) nie da się z
                              > niej wyjść bez udziału osób trzecich.

                              Poczucie samotności to stan świadomości. A właściwie brak świadomości, że bycie samemu to jest część ludzkiego życia, część ludzkiego doświadczenia i normalna sprawa, która wymaga pewnych umiejętności.
                              Wy się przed tym bronicie, bo brakuje Wam pewnych umiejętności, pewnych zdolności. Brakuje Wam hartu ducha.
                              Do tego dochodzą jeszcze pewnie jakieś lęki społeczne, lęk przed negatywną oceną ze strony innych.
                              Uciekanie w panice przed samotnością nie rozwiąże podstawowego problemu jakim jest brak pewnej świadomości i lęki.
                              Ponadto uciekając przed czymś można dokonać wielu złych wyborów życiowych.
                              • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 30.11.20, 18:47
                                gwen75 napisał:


                                > Poczucie samotności to stan świadomości. A właściwie brak świadomości, że bycie
                                > samemu to jest część ludzkiego życia, część ludzkiego doświadczenia i normalna
                                > sprawa, która wymaga pewnych umiejętności.
                                > Wy się przed tym bronicie, bo brakuje Wam pewnych umiejętności, pewnych zdolnoś
                                > ci. Brakuje Wam hartu ducha.
                                > Do tego dochodzą jeszcze pewnie jakieś lęki społeczne, lęk przed negatywną ocen
                                > ą ze strony innych.
                                > Uciekanie w panice przed samotnością nie rozwiąże podstawowego problemu jakim j
                                > est brak pewnej świadomości i lęki.
                                > Ponadto uciekając przed czymś można dokonać wielu złych wyborów życiowych.

                                Gwen, ale to jest tak jak z mówieniem komuś kto nie lubi szpinaku, że nie wie co dobre i ma pchły na mózgu. Jeden lubi to, drugi tamto i nie jest przez to gorszy lub głupszy. Jedni lubią samotność, inni nie; jedni są do niej stworzeni, inni nie i nie są to żadne lęki przed postrzeganiem przez społeczeństwo. Nawet jeśli to kwestia hartu ducha, to ktoś może go nie ma i mieć nie będzie i co? Ma się męczyć?
                                  • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 02.12.20, 10:58
                                    gwen75 napisał:

                                    > ga77-77 napisał(a):
                                    >
                                    > > Gwen, ale to jest tak jak z mówieniem komuś kto nie lubi szpinaku, że nie
                                    > wie co dobre
                                    >
                                    > Mi inne porównanie przychodzi na myśl. Ktoś może kurczowo trzymać się mamusinej
                                    > spódnicy, bo boi się oddalić i zacząć eksplorować nieznane tereny. Boi się być
                                    > zdanym jedynie na samego siebie.
                                    >
                                    > Fajny filmik!

                                    Kolejne nietrafione porównanie. Samotność zdążyłem poznać, pod wieloma względami i tak mam cały czas świadomość, że jestem zdany tylko na siebie, co nie zmienia faktu że samotność (w ilościach dłuższych niż chwila oddechu od nadmiaru towarzystwa ludzkiego) nie jest dla mnie.
                                  • abc_meee Re: Samotność to brak własnego miejsca 02.12.20, 18:53
                                    porównania to nie jest dla mnie argument
                                    próbujesz przemycić 'diagnozę" bo Ci się nasunęło skojarzeni, porównanie.
                                    A to co ktoś pisze to jest często tylko wycinek, pomijam fakt, że nie wiadomo czy to jest prawdziwe (nawet dla niego samego). Bo słowa są sztywne.. Nie ma kontekstu.. itd itp.
                            • baenzai Re: Samotność to brak własnego miejsca 02.12.20, 18:14
                              ga77-77 napisał(a):

                              > Tak na serio: porównanie tego do alkoholizmu czy otyłości to chyba nie jest naj
                              > celniejszy zabieg. Dwa pierwsze związane są uzależnieniami (otyłość może być te
                              > ż skutkiem problemów zdrowotnych: hormonalnych itp.), ale o ile w wypadku alkoh
                              > olizmu i otyłości (w wersji uzależnienia od obżerania się, bo taką przytoczono)
                              > obecność kogoś pomocnego z zewnątrz jest pożądana aczkolwiek nie wystarczająca
                              > i będąca głównym czynnikiem warunkującym poprawę sytuacji (bo decydująca jest
                              > wola uzależnionego by wyjść z nałogu), to samotność ani nie jest uzależnieniem
                              > (zwłaszcza gdy ktoś jej nie znosi) ani (siłą rzeczy, z definicji) nie da się z
                              > niej wyjść bez udziału osób trzecich. I właśnie w tym problem, bo o to w obecny
                              > ch czasach (o ten udział osób trzecich w wersji live, realnej) odrobinę ciężko.

                              Porównuję otyłość do samotności, bo jedno i drugie jest szkodliwe dla człowieka.

                              Rady typu ,,polub swoją otyłość" albo ,,polub swoją samotność" są zwyczajnie głupie, bo trudno zaakceptować stan patologiczny. Oczywiście są szczęśliwe i żyjące bardzo długo grubasy oraz zadowoleni z życia mnisi, ale na przeciętnego człowieka jeden i drugi stan wpływa destrukcyjnie.
                              • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 03.12.20, 07:33
                                baenzai napisał:


                                > Porównuję otyłość do samotności, bo jedno i drugie jest szkodliwe dla człowieka
                                > .
                                >
                                > Rady typu ,,polub swoją otyłość" albo ,,polub swoją samotność" są zwyczajnie gł
                                > upie, bo trudno zaakceptować stan patologiczny. Oczywiście są szczęśliwe i żyją
                                > ce bardzo długo grubasy oraz zadowoleni z życia mnisi, ale na przeciętnego czło
                                > wieka jeden i drugi stan wpływa destrukcyjnie.

                                Chodzi o to, że jedno jest najczęściej objawem, a drugie jest stanem. W przypadku jednego drugi człowiek niekoniecznie musi pomóc, w przypadku drugiego z samej definicji pomoże. Po prostu mam wrażenie, że przez złe dobranie obiektów do porównania błądzisz i z wnioskami. W jednym się zgodzę: obie rady o konieczności polubienia są głupie. Widzę też jedno podobieństwo: w obu wypadkach osoba tym dotknięta często wstydzi się lub boi poprosić o pomoc (choć po cichu bardzo chce żeby ktoś jej pomógł), dlatego twierdzi że ten stan to jej wybór i że dobrze jej z tym, że polubiła otyłość czy samotność (taki trochę odwrócony o 180 stopni syndrom kwaśnych winogron).
                • margott_2 Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 15:58
                  Nie będę radzić ani pocieszać, bo już wszystko chyba zostało napisane. Napiszę jak ja to widzę. Długie lata fundowaliscie sobie emocjonalne jazdy bez trzymanki. Rozstania, powroty, wyprowadzki, wyprowadzki. To silne emocje, adrenalina. Adrenalina uzależnia. Wierzę, że aktualnie czujesz pustkę, taką czarną dziurę. Zaraz wrzucisz tu sto słów zaprzeczeń, ale ja wierzę, że kiedyś docenisz spokój. Ja doceniłam
                  • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 19:23
                    margott_2 napisała:

                    > Nie będę radzić ani pocieszać, bo już wszystko chyba zostało napisane. Napiszę
                    > jak ja to widzę. Długie lata fundowaliscie sobie emocjonalne jazdy bez trzymank
                    > i. Rozstania, powroty, wyprowadzki, wyprowadzki. To silne emocje, adrenalina. A
                    > drenalina uzależnia. Wierzę, że aktualnie czujesz pustkę, taką czarną dziurę. Z
                    > araz wrzucisz tu sto słów zaprzeczeń, ale ja wierzę, że kiedyś docenisz spokój.
                    > Ja doceniłam

                    Nie docenię. Widzisz to tak jak najprościej się to widzi, poniekąd po linii najmniejszego oporu, ale w ten sposób nie widzisz szczegółów, które zmieniają obraz. Bo najłatwiej ograniczyć postrzeganie jedynie do punktów granicznych (t0 i czas obecny):
                    t0 - kończę studia, dziedziczę po dziadkach ładne, duże mieszkanie w centrum miasta (czyli ładne perspektywy dla kwestii rodzinnych), ojciec załatwia mi pierwszą pracę, wygląda że mam ładne perspektywy;
                    czas obecny - rozwód, mój cały majątek to wciąż jedynie to mieszkanie, zero oszczędności, praca wciąż powyżej średniej krajowej, ale i stan ogólny i perspektywy gorsze niż to wyglądało w punkcie t0.

                    Wniosek wyciągnięty pewnie przez większość obecnych tu kobiet (jakoś dziwnie większość z nich z automatu, nawet podświadomie staje po stronie kobiety): ambitna kobieta, która doszła do porządnego wykształcenia i pozycji rzuciła nieudacznika życiowego, który był dla niej balastem. Tylko kilka elementów "pomiędzy" jakoś do tej wersji nie pasuje:
                    Na początku to ona starała się zająć wygodną pozycję kury domowej, nawet gotowała obiadki, nic nie czytała (jedynie Fakt i takie podobne pierdoły), chętnie oglądała Taniec z Gwiazdami. Ze względu na brak wystarczającej kasy na utrzymanie nie poparłem przeciągania tego stanu. Wtedy dopiero wzięła się za studia podyplomowe i dostała pracę, po czym zostawiła mnie pierwszy raz. Podczas studiów podyplomowych pojawiła się propozycja powrotu na doktorat do macierzystej uczelni. To na doktoracie się wyrobiła: nie było już czasu na Fakt, Taniec z Gwiazdami itp, musiała zamiast tego czytać więcej fachowej literatury, ale podejrzewałem że siłę czerpie ze świadomości, że pewnego dnia zrobi doktorat, wyżre się i wtedy da mi kopa. Dostała pierwsze duże stypendium i niedługo potem faktycznie mi go dała, złożyła pozew. Ale doktorat był ciężki, a normalne stypendium doktoranckie małe. Gdy więc skończyło się to duże stypendium i stypendium na wyjazd do Stanów, to zaczęło być krucho. Po wyjeździe (córka za mną bardzo tęskniła) nieco zbliżyła się do mnie (wtedy, choć nie mieszkała ze mną, wpadł jej w ręce mój kwitek z pracy; gdy wyjeżdżała, byłem bez pracy, w międzyczasie znalazłem dobrze płatną robotę; do dziś pamiętam jej szok jak zobaczyła kwitek i te słowa: "Ty zarabiasz więcej niż doktor!". Miesiące mijały, ona cienko przędła na samym stypendium doktoranckim, ja z kolei miałem już dość oszczędności sam córkę praktycznie w pełni wyposażyć na wyjazd na zimowisko; mówiła potem że to na niej zrobiło wrażenie, bo sama miała problemy. Postanowiła wrócić. Przez kolejne 3 lata ja zarabiałem więcej (nawet 3 razy więcej niż ona, bo biadoliła na to swojej matce, sam słyszałem), tym bardziej że jakiś czas po obronie doktoratu jeszcze miała dość niskie zarobki. Wtedy większość ciężaru utrzymania ponosiłem ja i było OK; gdy jednak ona zaczęła pracować w projektach i zaczęła wyciągać więcej ode mnie (u mnie z kolei załamała się nieco koniunktura), to wtedy już nie było OK, zaczęła się pogarda że tak mało zarabiam (a to wciąż nie była taka mała kwota), wtedy zrobił na niej wrażenie ten bajerant, którego naiwnie brałem za mojego kolegę, wtedy zaczęła coraz mocniej szukać we mnie wad i powodów do zjechania mnie. Ostatnie 2 lata to u mnie postępująca depresja związana z osłabieniem perspektyw zawodowych i tu potrzebowałem jej wsparcia. Myślisz że dostałem? Jej kompleksy na punkcie kuzyna (który był zbyt tępy by ukończyć studia na najsłabszej państwowej uczelni w aglomeracji, ale za to miał dość zmysłu biznesowego by założyć firmę i trzepać kasę; tankuje zdrowo, ale ma dom pod miastem, nową beemę w leasingu i dwa razy w roku zabiera rodzinę na egzotyczne wakacje,a ona jako pani doktor nie może sobie na to pozwolić, bo jej mąż nie zarabia miesięcznie pięciocyfrowej kwoty ani nawet się do niej netto nie zbliża! Skandal po prostu! Mogliśmy coś odłożyć, ale ona wolała wręcz przeżreć to co się zarobiło, bo do największej furii doprowadzała ją taka myśl, że ja stracę pracę, będę siedział na bezrobociu (co odpukać od kryzysu z końca ubiegłej dekady się nie zdarzyło), a te oszczędności pójdą na utrzymanie. Bo ona "nie będzie mnie utrzymywać!". Ale jak ja musiałem nosić ciężar utrzymania żeby ona mogła dokończyć doktorat, to wtedy było OK! Jak to ja zarabiałem więcej, to nie było szukania powodów do spięcia i pogardy dla mojej pozycji w firmie! Nie było kruszenia kopii o stosunki z moimi rodzicami, na które nie miałem decydującego wpływu. To też pewnie było do odkręcenia; gdybym miał środki by w odpowiednim momencie wysupłać kasę na kilka romantycznych wyjazdów do odpowiedniego hotelu za odpowiednią kwotę czy na jakąś biżuterię, ale zaczęły się problemy z ilością pracy dla mnie, które skutkowały mniejszą kasę i depresją z tym związaną; były miesiące, na początku których zastanawiałem się jak zepnę budżet domowy (przecież ona do czynszu czy opłat się nie dorzuci). Ona z zarobionej kasy opłaciła kolejne studia podyplomowe i pewnie na nich kogoś poznała...
                    • gwen75 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 19:55
                      Jak to czytam to strasznie smutno mi się robi.
                      Masz takie życie w jakie wartości wierzysz. Wierzysz w kasę i pozycję, to całe życie za tym gonisz i od tego uzależniasz swoją wartość.
                      W sumie dobrze się dobrałeś ze swoją żoną. Oburzasz się na kryteria wg jakich ona Cię ocenia, ale w sumie to akceptujesz i chcesz aby wróciła.
                      Dla mnie to jest kosmos i forma samozniewolenia.

                      Chcesz być szczęśliwy? Uwolnij się od zdania innych i od obcych systemów wartości. Szukaj prawdy o życiu na własną rękę.
                    • abc_meee Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 21:38
                      Tak na poważnie. Zapisz się na konsultacje do psychologa. Terapia małżeństw (coś w ten deseń). Próbuj (bo różnie możesz trafić, tak jak to w życiu, z ludźmi). Zacznij robić coś dla siebie, bez kasy w tle.
                      Bo jesteś o krok, żeby skończyć jak frustrat, którego inni będą mieli dosyć.
                      • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 21:47
                        abc_meee napisała:

                        > Tak na poważnie. Zapisz się na konsultacje do psychologa. Terapia małżeństw (co
                        > ś w ten deseń). Próbuj (bo różnie możesz trafić, tak jak to w życiu, z ludźmi).

                        Kasy mu szkoda, już pisał.
                        Chce "żeby nie bolało" za darmo, i najlepiej na już wink
                        • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 27.11.20, 19:49
                          prawda_we_mgle napisała:

                          > abc_meee napisała:
                          >
                          > > Tak na poważnie. Zapisz się na konsultacje do psychologa. Terapia małżeńs
                          > tw (co
                          > > ś w ten deseń). Próbuj (bo różnie możesz trafić, tak jak to w życiu, z lu
                          > dźmi).
                          >
                          > Kasy mu szkoda, już pisał.
                          > Chce "żeby nie bolało" za darmo, i najlepiej na już wink

                          Prawda, gdybym miał nadmiar wolnej kasy, to w pierwszej kolejności chyba byłaby mi ona potrzebna na prawnika, tym bardziej że żona prawnika wynajęła i obawiam się, że może chcieć mnie rozjechać (tym bardziej że rozjechała mnie w trybunale metropolitalnym, choć po prawdzie wielkiej walki z mojej strony nie było, bo ze względu na tryb pracy ani nie mogłem się kopnąć do trybunału kiedy klechy miały kaprys mnie widzieć ani nie wziąłem prawnika kościelnego). Może także usiłować wyszarpać (za pomocą prawnika właśnie) ode mnie kasę nawet za pewne inwestycje, które wymusiła na mnie niemal z nożem przy gardle, a które już uległy dekapitalizacji. Mam co prawda precedens, przy którego zastosowaniu nie będę jej musiał z tego tytułu nic oddawać, ale raz że u nas nie ma prawa precedensu, dwa że ona ma prawnika, a ja idę do boju sam. Do tego dochodzi jeszcze kilka innych wydatków po kilka stów, które nade mną wiszą. Innymi słowy: w pozytywnym wariancie finansowo na prostą wyjdę za jakiś czas, w negatywnym będę w czarnej dupie. A przy niej (mojej żonie) nigdy nie można być niczego pewnym: raz mówiła, że tej dużej kwoty nie będzie wyciągać ode mnie sądowo, tylko chciałaby się dogadać, ale z tym dogadaniem może być słabo. Obawiam się, że ma taką taktykę żeby najpierw zaklepać jak największe alimenty, a dopiero potem przejdzie do drugiej tury ataku.
                      • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 22:16
                        abc_meee napisała:

                        > Tak na poważnie. Zapisz się na konsultacje do psychologa. Terapia małżeństw (co
                        > ś w ten deseń).

                        Próbowałem ją namówić, oferowałem sfinansowanie tego (zanim jeszcze się wyprowadziła); nie chciała.
                        W obecnej sytuacji to już wydatek równie sensowny jak kadzidło dla umarłego ( w znaczeniu terapia małżeńska, bo na taką terapię muszą być skłonne pójść obie strony).

                        > Zacznij robić coś dla siebie, bez kasy w tle.

                        Nie uważam że warto; dla jakiegoś bardziej wartościowego celu może tak, dla siebie nie warto...

                        > Bo jesteś o krok, żeby skończyć jak frustrat, którego inni będą mieli dosyć.

                        Trudno, może tak ma być. Może to już jest jak z psem: pies z natury jest towarzyskim stworzeniem, jeśli od początku wszystko jest dobrze, to może być (nawet pies teoretycznie groźnej rasy) wspaniałym, kochającym i oddanym stworzeniem. Ale jeśli pies jest straszliwie poharatany emocjonalnie, tak że do wszystkich (po swoich przeżyciach) rusza z zębami, to może być różnie: może być tak, że spotka kogoś, kto go jeszcze zdoła odkręcić; może też być tak, że tego psa już nic nie odkręci i jedynym wyjściem jest eutanazja (co samo w sobie w przypadku takiego stworzenia jest dramatem).
              • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 11:45
                tzn.aga napisała:

                > Człowieku ogarnij się.

                Dzielna smile. Ja już nie mam siły tłumaczyć smile

                Są dwa rodzaje ludzi: tacy, którzy na każdy problem znajdą rozwiązanie, i tacy, co na każde rozwiązanie znajdą problem... Boże chroń nas przed tymi drugimi... ga77 - kojarzysz coś? wink smile
                • koszmarna.baba Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 19:12
                  >Są dwa rodzaje ludzi: tacy, którzy na każdy problem znajdą rozwiązanie, i tacy, co na każde rozwiązanie znajdą problem..

                  O to, to..

                  Czytając twoje elaboraty wink mam wrażenie, że cierpisz nie tyle z powodu straty żony, kobiety, miłości, związku tylko ogólnie poukładanego życia.

                  Myślę, że to nawet nie to. Dla ga77-77 ta kobieta, miłość itd. same w sobie nie miały znaczenia - to było TROFEUM i jak ona odeszła to tak jakby ktoś odebrał mu podium!
                  To samolub! Zauważcie z jakim lekceważeniem i pogardą pisze o innych ludziach! Ten egoista z przyjemnością zniszczy dowolną ilość ludzi tylko po to żeby SOBIE poprawić samopoczucie!
                  • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 00:16
                    koszmarna.baba napisała:

                    > >Są dwa rodzaje ludzi: tacy, którzy na każdy problem znajdą rozwiązanie, i
                    > tacy, co na każde rozwiązanie znajdą problem..
                    >
                    > O to, to..
                    >
                    > Czytając twoje elaboraty wink mam wrażenie, że cierpisz nie tyle z powodu strat
                    > y żony, kobiety, miłości, związku tylko ogólnie poukładanego życia.
                    >
                    > Myślę, że to nawet nie to. Dla ga77-77 ta kobieta, miłość itd. same w sobie nie
                    > miały znaczenia - to było TROFEUM i jak ona odeszła to tak jakby ktoś odebrał
                    > mu podium!
                    > To samolub! Zauważcie z jakim lekceważeniem i pogardą pisze o innych ludziach!
                    > Ten egoista z przyjemnością zniszczy dowolną ilość ludzi tylko po to żeby SOBIE
                    > poprawić samopoczucie!

                    Brawo, analityczko dla ubogich, rozszyfrowałaś mnie (swoją drogą coś jest w tym Twoim nicku, z każdym Twoim postem coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu że Ci pasuje). Z przyjemnością... to tylko jedno z Twoich pudeł w tym poście; gdyby mi to miało sprawiać przyjemność, to bym się z czytelnikami nawet nie dzielił tymi rozterkami, tylko bym wprowadził ten plan w życie tongue_out
                    Ale jak napisałem w sąsiednim poście: do szczegółowej analizy Twojej kolejnej produkcji jestem dziś zbyt wykończony. smile
                    • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 09:26
                      ga77-77 napisał(a):

                      >... to tylko jedno z Twoich pudeł w tym poście;
                      > gdyby mi to miało sprawiać przyjemność, to bym się z czytelnikami nawet nie dzi
                      > elił tymi rozterkami, tylko bym wprowadził ten plan w życie tongue_out

                      No ale przecież sam pisałeś, że nie zawahasz się użyć drugiego człowieka dla swoich celów... ona tylko spekuluje to, do czego sam się przyznałeś w innym poście.
                      • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 10:08
                        prawda_we_mgle napisała:



                        > No ale przecież sam pisałeś, że nie zawahasz się użyć drugiego człowieka dla sw
                        > oich celów... ona tylko spekuluje to, do czego sam się przyznałeś w innym pości
                        > e.

                        Ale jak wyciągasz takie coś, to choć cytuj dokładnie. Sens tamtego stwierdzenia (chyba całkiem jasno wyartykułowany) był taki, że jeśli będę musiał to zrobić by samemu się uratować, to zrobię to; absolutnie nie pisałem, że zrobię to dla sportu czy przyjemności. Jako ostateczność tak, ale nie dla przyjemności.
                        • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 21:23
                          ga77-77 napisał(a):

                          >... Sens tamtego stwierdzenia
                          > (chyba całkiem jasno wyartykułowany) był taki, że jeśli będę musiał to zrobić
                          > by samemu się uratować, to zrobię to; absolutnie nie pisałem, że zrobię to dla
                          > sportu czy przyjemności. Jako ostateczność tak, ale nie dla przyjemności.

                          Oto problemy (ostatecznościwink) pierwszego świata big_grin.
                          Ostateczność, to jest - jak cię lew goni wink
                          • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 27.11.20, 19:04
                            prawda_we_mgle napisała:

                            > ga77-77 napisał(a):

                            > Oto problemy (ostatecznościwink) pierwszego świata big_grin.
                            > Ostateczność, to jest - jak cię lew goni wink

                            Cóż powiedzieć: goniący lew jest problemem trzeciego świata, nie pierwszego (no chyba że ktoś jest tak głupi, że czuje nieodpartą potrzebę zrobienia sobie w ZOO selfie z lwem).
                            • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 27.11.20, 20:29
                              ga77-77 napisał(a):

                              > prawda_we_mgle napisała:
                              > > Oto problemy (ostatecznościwink) pierwszego świata big_grin.
                              > > Ostateczność, to jest - jak cię lew goni wink

                              > Cóż powiedzieć: goniący lew jest problemem trzeciego świata, nie pierwszego (no
                              > chyba że ktoś jest tak głupi, że czuje nieodpartą potrzebę zrobienia sobie w Z
                              > OO selfie z lwem).

                              Miałam na myśli realność "zagrożenia", hihi wink
                  • gwen75 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 15:14
                    koszmarna.baba napisała:

                    > To samolub! Zauważcie z jakim lekceważeniem i pogardą pisze o innych ludziach!
                    > Ten egoista z przyjemnością zniszczy dowolną ilość ludzi tylko po to żeby SOBIE
                    > poprawić samopoczucie!

                    Ty potrafisz może dyskutować inaczej niż miotać zarzuty na prawo i lewo? wink
                • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 00:22
                  prawda_we_mgle napisała:

                  > tzn.aga napisała:
                  >
                  > > Człowieku ogarnij się.
                  >
                  > Dzielna smile. Ja już nie mam siły tłumaczyć smile
                  >
                  > Są dwa rodzaje ludzi: tacy, którzy na każdy problem znajdą rozwiązanie, i tacy,
                  > co na każde rozwiązanie znajdą problem... Boże chroń nas przed tymi drugimi...
                  > ga77 - kojarzysz coś? wink smile

                  To może spróbuj z jakimś akceptowalnym rozwiązaniem? Bo dotychczasowe od wielu tu "doradzających" przypominają trochę sytuację, w której ktoś z wysokim stołkiem i wysokimi zarobkami traci pracę, a doradzający (część z pewną satysfakcją że wpadł w to samo bagno co oni) radzi mu żeby się zatrudnił w Biedrze, najlepiej na kasie.
                  • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 09:32
                    ga77-77 napisał(a):

                    > To może spróbuj z jakimś akceptowalnym rozwiązaniem? Bo dotychczasowe od wielu
                    > tu "doradzających" przypominają trochę sytuację, w której ktoś z wysokim stołk
                    > iem i wysokimi zarobkami traci pracę, a doradzający (część z pewną satysfakcją
                    > że wpadł w to samo bagno co oni) radzi mu żeby się zatrudnił w Biedrze, najlepi
                    > ej na kasie.

                    Mylisz się... Świadoma samotność przez jakiś czas to nie Biedra, tylko level Master... To znacznie wyższy stołek niż Twoja dotychczasowa Pani Żona wink
                    I informacyjnie: moje małżeństwo trwało 23 lata (Żadna patologia, "udana" góra klasy średniej w wawie, żadnych zdrad i takivcj tam syfów), od jego zakończenia minęło 3,5 roku, układam sobie życie na nowo... z perspektywy czasu jako bagno oceniam właśnie to małżeństwo, a nie okres "po" - ale trzeba do tego dojrzeć.
                    • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 10:14
                      prawda_we_mgle napisała:


                      > Mylisz się... Świadoma samotność przez jakiś czas to nie Biedra, tylko level Ma
                      > ster... To znacznie wyższy stołek niż Twoja dotychczasowa Pani Żona wink
                      > I informacyjnie: moje małżeństwo trwało 23 lata (Żadna patologia, "udana" góra
                      > klasy średniej w wawie, żadnych zdrad i takivcj tam syfów), od jego zakończenia
                      > minęło 3,5 roku, układam sobie życie na nowo... z perspektywy czasu jako bagno
                      > oceniam właśnie to małżeństwo, a nie okres "po" - ale trzeba do tego dojrzeć.

                      Jeśli przeczytałaś moje wcześniejsze wpisy, to pewnie wiesz ile byliśmy razem, ile osobno. Miałem naprawdę dużo czasu w samotności, a jeśli przez ten czas nie doszedłem do wniosku że czas bez niej był lepszy od czasu z nią i że jestem w stanie sobie ułożyć życie z inną, to może jednak faktycznie coś w tym jest?
    • marcepanka313 Re: Samotność to brak własnego miejsca 25.11.20, 11:16
      Rola forum jako miejsce terapeutyczne, względnie doradcze, dla osoby, która nie chce rady,bo i tak wie, że każda jest zła.... jest bezcelowa, zważywszy, że ile osób tyle różnych działających metod.... chyba, że osoby doradzające mają potrzebę, żeby....

      I to nie jest jedyny przykład....
      • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 22:21
        prawda_we_mgle napisała:

        > O, tu Bolek dobrze prawi... ga77, posłuchaj sobie... tylko nie zapomnij, że to
        > forma inwersji... smile
        > youtu.be/EnHVGi_LxJo

        Przede wszystkim jest to w konwencji darcia łacha; w innej sytuacji byłoby to nawet ciekawe pod względem humorystycznym, dziś niestety przez to nie przebrnę wink
        Ale dobrze, że choć Tobie dopisuje poczucie humoru wink
        • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 22:31
          ga77-77 napisał(a):

          > Przede wszystkim jest to w konwencji darcia łacha; w innej sytuacji byłoby to n
          > awet ciekawe pod względem humorystycznym, dziś niestety przez to nie przebrnę ;
          > ) Ale dobrze, że choć Tobie dopisuje poczucie humoru wink

          Nie no, to jest ironicznie (w konwencji "jak stary diabeł uczył młodego diabła") - ale sens jest bardzo głęboki i słowa bardzo mądre...
          Dążyć do dania komuś całkowitej wolności... odpiąć sobie wzajemnie smycze, a pomimo to dalej biec przez życie obok siebie - to najpiękniejsze, co para może sobie podarować...
          Posłuchaj uważnie, jak nie będziesz zmęczony smile
      • gwen75 Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 23:17
        prawda_we_mgle napisała:

        > O, tu Bolek dobrze prawi... ga77, posłuchaj sobie... tylko nie zapomnij, że to
        > forma inwersji... smile
        > youtu.be/EnHVGi_LxJo

        Ten gość jest genialny! Dzięki za link!
        Cały społeczny świat to pewna iluzja, umysły wypełnione stereotypami i schematami od wieków.
        Mało kto zdobywa się na refleksję, że to wszystko jest mało logiczne.
        Ludzie nie wierzą we własny rozum, własne myślenie, tylko polegają na społecznym dowodzie słuszności.
        Żyjąc śnią. Nie są w stanie odkryć realnej rzeczywistości.
        • prawda_we_mgle Re: Samotność to brak własnego miejsca 26.11.20, 23:31
          gwen75 napisał:

          > Ten gość jest genialny! Dzięki za link!

          to mój virtualny wink znajomy. On przeżył coś w rodzaju przebudzenia/oświecenia (on to nazywa resetem).
          Pod każdym jego filmikiem jest link do książki "reset" która opisuje jego "przebudzenie".
          Polecam. Przesłałabym ci pdf na pocztę, ale myślę, że lepiej, żeby za swoją pracę cokolwiek zarobił. Cenę sam ustalasz od 1 zł (w tej cenie dostajesz pdf i epub). Ja dałam średnią cenę 30 zł - warto poczytać, co mu się przydarzyło smile. bardzo fajnym językiem, bez zadęcia, pisze smile
      • kevinjohnmalcolm Re: Samotność to brak własnego miejsca 27.11.20, 00:20
        marcepanka313 napisała:
        > Im dłużej czytam tym bardziej rozumiem wysokie stawki terapeutów /psychologów..

        wink

        A przy okazji: żeby tylko za wysokością stawek szła wysoka jakość...
        Kiedyś spotkałem w Polsce psychologa, który NIE UWIERZYŁ mi, że nie chcę mieć dzieci. Stwierdził że pierniczę. On wie lepiej i mi się tylko wydaje że nie chcę, a później zmienię zdanie. Prawie poszło na noże. Paręnaście lat minęło i tylko coraz bardziej utwierdzam się w moim przekonaniu co do nieposiadania dzieci, a także zyskuję pewność że sam fakt ukończenia psychologii nie czyni nikogo fachowcem.
        • ga77-77 Re: Samotność to brak własnego miejsca 27.11.20, 19:15
          kevinjohnmalcolm napisał:

          > marcepanka313 napisała:
          > > Im dłużej czytam tym bardziej rozumiem wysokie stawki terapeutów /psychol
          > ogów..
          >
          > wink
          >
          > A przy okazji: żeby tylko za wysokością stawek szła wysoka jakość...
          > Kiedyś spotkałem w Polsce psychologa, który NIE UWIERZYŁ mi, że nie chcę mieć d
          > zieci. Stwierdził że pierniczę. On wie lepiej i mi się tylko wydaje że nie ch
          > cę, a później zmienię zdanie. Prawie poszło na noże. Paręnaście lat minęło i
          > tylko coraz bardziej utwierdzam się w moim przekonaniu co do nieposiadania dzie
          > ci, a także zyskuję pewność że sam fakt ukończenia psychologii nie czyni nikogo
          > fachowcem.

          Widzisz, bo mamy 3 grupy psychologów i psychiatrów:

          1. Ci, którym zależy na tym by leczyć, a nie WYleczyć; niestety, ta grupa się z czasem powiększa, co niestety jest pokłosiem tego, że taka idea pracy coraz bardziej dominuje w społeczeństwie, a niestety przedstawiciele powyższych profesji też są członkami tego społeczeństwa i w coraz większym stopniu ich celem staje się bardziej wypasiony dom, bardziej wypasiona fura i bardziej egzotyczne wakacje, a nie pomoc jak największej ilości ludzi.

          2. Ci, którym nawet zależy by problem rozwiązać, ale podchodzą do tego zbyt dogmatycznie lub rutyniarsko i nie dopuszczają do siebie możliwości, że ich metody dla tego pacjenta mogą nie być właściwe.

          3. Ci, którzy chcą dobrze rozpoznać indywidualny problem i autentycznie znaleźć najlepsze rozwiązanie. Niestety, ta grupa coraz bardziej maleje, co może mieć związek że najczęściej takie podejście wykazują ci o najbardziej proludzkim podejściu, w których żądza kasy nie zatłukła skutecznie dawnych ideałów zawodu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka