Dodaj do ulubionych

O szpilkach...

22.03.21, 18:20
... to wszyscy pamiętali, ale o dniu kolorowych skarpetek to już nikt suspicious
Obserwuj wątek
    • prawda_we_mgle Re: O szpilkach... 22.03.21, 20:35
      No zapomniałam... choć rodziców, którzy z poświęceniem wychowują dzieci z Downem - podziwiam i szanuję... Wiem, że to bywają słodkie istoty, ale potrafią też dać w kość... Nie mam w swoim otoczeniu, ale widzę czasem w środkach komunikacji...

      Przychodzi mi na myśl, że teraz każą nam rodzić różne "potworki", ale rodzice z "innymi" dziećmi - zostają w tym kraju pozostawieni sami sobie!... Kurde, niech ci, co każą rodzić, poopiekują się chorym dzieckiem choć przez jeden dzień! Od razu by inaczej śpiewali... hipokryci.
      Dodatkowo faktem jest, że często mężczyźni, po urodzeniu chorego dziecka przez partnerkę, nie wytrzymują ciśnienia i odchodzą... i te kobiety najczęściej są już same, zdane na siebie (głównie mówię o braku wsparcia psychicznego), z jakimś ochłapem finansowym , za który ani żyć, ani umrzeć... Ehh... Smutne te przemyślenia z okazji dnia kolorowych skarpetek sad
      • kevinjohnmalcolm Re: O szpilkach... 22.03.21, 20:55
        prawda_we_mgle napisała:
        > często mężczyźni, po urodzeniu chorego dziecka przez partnerkę, nie wytrzymują
        > ciśnienia i odchodzą... i te kobiety najczęściej są już same, zdane na siebie

        Niestety... Zawsze podziwiałem mamę kolegi z podstawówki za to że SAMA (pan tatuś się ulotnił) przez tyle lat dawała radę opiekować się młodszą siostrą kumpla. Dziewczynka wymagała całodobowej opieki, nie była w stanie samodzielnie wykonywać podstawowch czynności. sad

        Jednak nie każdy przypadek jest tak ciężki. Przykładowo w dwóch sklepach w okolicy pracują kasjerki z zespołem Downa i bezproblemowo dają radę.
        • prawda_we_mgle Re: O szpilkach... 22.03.21, 21:00
          kevinjohnmalcolm napisał:

          > Jednak nie każdy przypadek jest tak ciężki. Przykładowo w dwóch sklepach w oko
          > licy pracują kasjerki z zespołem Downa i bezproblemowo dają radę.

          No tak, ale ktoś je musiał wychować jako dzieci... a to najtrudniejsza część smile

          U nas na Nowym Świecie była kawiarenka, prowadzona tylko przez osoby opóźnione (jedna opiekunka do trudniejszych spraw)... jakież one były szczęśliwe, że tak sobie pięknie radzą, czuły się potrzebne i kompetentne... Trzeba wspierać takie miejsca, a nie "zamykać" "innych" w domach, jak za komuny ...
          • kevinjohnmalcolm Re: O szpilkach... 22.03.21, 22:20
            prawda_we_mgle napisała:
            > jakież one były szczęśliwe, że tak sobie pięknie radzą, czuły się potrzebne i kompetentne...
            > Trzeba wspierać takie miejsca, a nie "zamykać" "innych" w domach, jak za komuny ...

            Niestety prawda jest taka, że większość osób jak widzi "innych", to albo ucieka, albo ignoruje lub ogranicza kontakt do minimum. Kilka lat temu wybrałem się ze znajomymi na kilkudniową wycieczkę do Kornwalii (w czasach kiedy jeszcze miałem w swoim otoczeniu osoby którym się chciało gdziekolwiek ruszyć). Pojechał z nami też kolega znajomej zabierając swojego niepełnosprawnego umysłowo 16-letniego syna. Jako jedyny z całej kilkunastoosobowej grupy z tym chłopakiem rozmawiałem, cała reszta go kompletnie ignorowała, jakby nie istniał. Odkryłem, że to był bardzo fajny gość o bardzo bogatym życiu wewnętrznym i do tego o wielu talentach (m.in. muzycznym). Bardzo nieśmiały, zamknięty w sobie, ale jak się przełamało pierwsze bariery, można z nim było przegadać wiele godzin. Widziałem jak ten chłopak był szczęśliwy że miał z kim porozmawiać (jego ojciec też się z tego cieszył). To straszne jak ludzie odrzucają osoby, które nie są wcale bardzo ciężko upośledzone. Racja, bywają przypadki naprawdę "ciężkie w obsłudze", bardzo nieprzyjemne dla otoczenia, ale nie tym razem!
            • prawda_we_mgle Re: O szpilkach... 22.03.21, 23:24
              kevinjohnmalcolm napisał:

              ...Jako jedyny z całej kilkunastoosobowej grupy z tym chłopakiem rozm
              > awiałem, cała reszta go kompletnie ignorowała, jakby nie istniał. Odkryłem, że
              > to był bardzo fajny gość o bardzo bogatym życiu wewnętrznym i do tego o wielu
              > talentach (m.in. muzycznym). Bardzo nieśmiały, zamknięty w sobie, ale jak się
              > przełamało pierwsze bariery, można z nim było przegadać wiele godzin. Widziałe
              > m jak ten chłopak był szczęśliwy że miał z kim porozmawiać (jego ojciec też się
              > z tego cieszył).

              Dobre masz serduszko, Kev. Większość ludzi ucieka od inności, jakby się mieli zarazić...
              Serca i rozumu brakuje społeczeństwu... nie wiem, czego bardziej.
            • tzn.aga Re: O szpilkach... 23.03.21, 17:24
              Czy jest jakiś obowiązek nawiązywania z kimś kontaktu tylko dlatego, że jest niepełnosprawny?
              Czy gdyby zdrowa osoba była ignorowana to też byś się oburzał?
              Jeśli wszyscy byli dorośli to 16 chłopak był ogólnie nie na miejscu (chyba, że było to dogadane).
              Rozmawiałeś z nim dlatego, że:
              - jest niepełnosprawny,
              - bo inni go olali (czyli z litości),
              - chciałeś mu zrobić przyjemność (lub jego ojcu),
              - sam nie miałeś z kim pogadać.
              Czy gdyby był zdrowy to też wybrany przez ciebie punkt byłby aktualny?
              Myślę, że był olany bo ogólnie był nie ma miejscu.

              Ps. mój stosunek do niepełnosprawnych nie jest tu istotny.
              Lubię być adwokatem diabła 😈
              • kevinjohnmalcolm Re: O szpilkach... 23.03.21, 19:34
                tzn.aga napisała:

                > Czy jest jakiś obowiązek nawiązywania z kimś kontaktu tylko dlatego,
                > że jest niepełnosprawny?

                Nie, ale też nie ma obowiązku ignorowania takiej osoby. Jeżeli jedziemy na wycieczkę razem, to znaczy że rozmawiamy ze sobą, a nie budujemy mur izolujący jedną osobę, tylko dlatego że zakładamy iż jest inna. Nikt nawet nie spróbował samodzielnie przekonać się jaki ten chłopak był, tylko po tym jak przed wyjazdem zostali uprzedzeni o jego upośledzeniu, od razu wszyscy założyli że nie ma po co do niego się odzywać choćby jednym słowem.



                > Czy gdyby zdrowa osoba była ignorowana to też byś się oburzał?

                Tak. Jeżeli jedziemy razem, to znaczy że jedziemy RAZEM.



                > Jeśli wszyscy byli dorośli to 16 chłopak był ogólnie nie na miejscu
                > (chyba, że było to dogadane).

                Było to dogadane. A dlaczego miałoby to być nie na miejscu??? Skąd ta ciągła obsesja, że można rozmawiać wyłącznie z rówieśnikami?



                > Rozmawiałeś z nim dlatego, że:
                > - jest niepełnosprawny,
                > - bo inni go olali (czyli z litości),
                > - chciałeś mu zrobić przyjemność (lub jego ojcu),
                > - sam nie miałeś z kim pogadać.

                Rozmawiałem z nim, bo chciałem go poznać, tak samo jak jego ojca, którego wcześniej nie znałem (pozostałych uczestników znałem od kilku lat). Gdy przebiłem się przez wstępną barierę okazało się, że świetnie się z tym chłopakiem rozmawiało. Świetnie! Nie rozmawiałem z nim dlatego że był niepełnosprawny, tylko pomimo tego. Okazał się bardzo ciekawym człowiekiem, z którym rozmowa była dla mnie autentyczną przyjemnością. O ileż bardziej pozytywne było rozmawianie o sztuce, osiągnięciach, marzeniach niż o polityce, pracy, pieniądzach i teoriach spiskowych (takie tematy przeważały w przypadku pozostałych osób uczestniczących w wycieczce).



                > Czy gdyby był zdrowy to też wybrany przez ciebie punkt byłby aktualny?

                Który punkt? Nie wiem co masz na myśli.



                > Myślę, że był olany bo ogólnie był nie ma miejscu.

                Nie byłaś tam, ale wiesz lepiej. Brawo!



                > Lubię być adwokatem diabła 😈

                Rzeczywiście, lubisz smile
                • tzn.aga Re: O szpilkach... 23.03.21, 22:27
                  kevinjohnmalcolm napisał:

                  > tzn.aga napisała:
                  >
                  > > Czy jest jakiś obowiązek nawiązywania z kimś kontaktu tylko dlatego,
                  > > że jest niepełnosprawny?
                  >
                  > Nie, ale też nie ma obowiązku ignorowania takiej osoby. Jeżeli jedziemy na wyc
                  > ieczkę razem, to znaczy że rozmawiamy ze sobą, a nie budujemy mur izolujący jed
                  > ną osobę, tylko dlatego że zakładamy iż jest inna. Nikt nawet nie sprób
                  > ował samodzielnie przekonać się jaki ten chłopak był, tylko po tym jak przed wy
                  > jazdem zostali uprzedzeni o jego upośledzeniu, od razu wszyscy założyli że nie
                  > ma po co do niego się odzywać choćby jednym słowem.

                  Po prostu usiłuję sobie wyobrazić sytuację, kiedy umawiam się na wyjazd z kilkunastoma dorosłymi znajomymi i dowiaduję się, że jedzie również znajomy znajomej z upośledzonym nastolatkiem.
                  W gronie tych dorosłych z którymi wyjeżdżam będziemy rozmawiać, żartować i prawdopodobnie pić alkohol. Niekoniecznie mi pasuje tam - nawet zdrowy - nastolatek.
                  Tak, wiem Kev, że według ciebie fakt, że lubię czasem wypić piwo lub wino czyni ze mnie alkoholika a fakt, że nie mam potrzeby spędzać czasu z nastolatkami sprawia, że mam obsesję na punkcie wieku.
                  Otóż, nie mam. Wielokrotnie pisałam, że najlepiej dogaduję się z młodszymi dziewczynami a starszymi facetami.
                  Przecież po to "wybieramy" sobie znajomych, żeby mieć o czym rozmawiać i fajnie spędzić czas.
                  Umawiam się na wyjazd i dowiaduję się, że jedzie również ktoś kto mi nie bardzo pasuje. Jeśli chcę jechać to jedyne co mogę zrobić to go olać.
                  Możesz to nazwać uprzedzeniem tak jak ja mogę tak nazwać twoją niechęć do rówieśniczek.
                  Możesz się dowartościować, że jako jedyny z towarzystwa nie okazałeś się uprzedzony, zrobiłeś im przyjemność i dało ci to satysfakcję. Nie zmienia to jednak faktu, że zrobiłeś to z własnej nieprzymuszonej woli a ci którzy tego nie zrobili są be.
      • kevinjohnmalcolm Re: O szpilkach... 22.03.21, 22:37
        prawda_we_mgle napisała:
        > często mężczyźni, po urodzeniu chorego dziecka przez partnerkę, nie wytrzymują
        > ciśnienia i odchodzą... i te kobiety najczęściej są już same, zdane na siebie

        Tylko że nie zawsze jest to wina wyłącznie mężczyzn.
        Kilka lat temu spotkałem faceta, który po wypiciu (niewielkiej ilości) alkoholu u znajomych się rozkleił. Miał żonę, byli szczęśliwą parą, urodziło im się niepełnosprawne dziecko. W tym momencie wszystko się rozleciało. On żeby zdobyć fundusze na życie i rehabilitację dziecka harował jak wół po 12 godzin dziennie wliczając soboty, a w domu spotykały go tylko pretensje, żona czepiała się wszystkiego, związek praktycznie przestał istnieć. Zrozumiałe jest że w tak ciężkiej sytuacji mogą puścić nerwy, ale jeżeli przez rok, dwa, trzy facet dwoi się i troi, pomaga jak może, a spotykają go wyłącznie zarzuty i pretensje, to w końcu każdy powiedziałby dość.
        Gość się rozpłakał przy nas, bo dobrze zdawał sobie sprawę z tego że wszyscy na nim wieszali psy za to że opuścił żonę z niepełnosprawnym dzieckiem, ale tego związku nie dało się w żaden sposób kontynuować. Żeby związek istniał, potrzeba dobrej woli z obydwu stron.

        Nie bronię wszystkich którzy opuszczają żony z niepełnosprawnymi dziećmi. Chciałem zaznaczyć że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana i nie zawsze można winą obarczyć wyłącznie faceta.
        • tzn.aga Re: O szpilkach... 23.03.21, 17:37
          Szkoda Kevin, że nie potrafisz spojrzeć na sytuację z drugiej strony.
          Kobieta 24 godziny na dobę jest z dzieckiem. Z (prawdopodobnie) aktywnej towarzysko i zawodowo osoby zamienia się w automat z funkcją kilku czynności. Najbliższa dotychczas osoba ucieka w pracę, wraca do domu żeby zjeść i się przespać. Po powrocie najprawdopodobniej i tak jest zmęczona i na nic nie ma siły ani ochoty, nawet na rozmowę a co dopiero na zajęcie się dzieckiem.
          Już ta alienacja jest wystarczająca żeby kobiecie odwaliło. A jeszcze nie doszłam do meritum czyli niepełnosprawności dziecka.
          W tej sytuacji dochodzi jeszcze poczucie wybrakowania jako człowieka (bo wydało się na świat chore dziecko) oraz brak gratyfikacji za tę całą ciężką robotę jaką jest ciąża, poród i opieka nad dzieckiem.
          Wiem, wiem, są kobiety tak zafiksowane na macierzyństwo, że wspomniane przeze mnie rzeczy nie przyjdą im do głowy. Jednak w obliczu niepełnosprawnego dziecka ta fiksacja może jeszcze pogłębić problemy, bo miało być tak pięknie...
          • kevinjohnmalcolm Re: O szpilkach... 23.03.21, 19:35
            tzn.aga napisała:
            > Szkoda Kevin, że nie potrafisz spojrzeć na sytuację z drugiej strony.

            Ja właśnie patrzyłem z drugiej strony. Całe społeczeństwo patrzy tylko z pierwszej i uważa że druga nie istnieje.
    • obrotowy o kolorowych skarpetkach i dlugich wlosach 23.03.21, 17:35
      szarlotka_ja napisała:
      > ... to wszyscy pamiętali, ale o dniu kolorowych skarpetek to już nikt suspicious


      przypomnialo mi sie:

      ONEGDAJ (dawno to bylo) idac do szkoly zakladalem kolorowe skarpetki.
      na lewa stope zolte, a na prawa pomaranczowe

      (moglo byc odwrotnie - jak mi inaczej wpadlo do reki)

      na zapytanie nauczyciela - po co sie wyglupiam - odparlem smialo - ze to powazny protest.

      Protest przeciwko zakazowi noszenia dlugich wlosow w szkole.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka