Dodaj do ulubionych

Czy czujecie się atakowani...

05.04.21, 09:55
gdy podczas rozmowy, dyskusji, ktoś ma inne zdanie i przedstawia swoje argumenty na jego poparcie?
Albo was do czegoś namawia?
Ja chyba jakaś gruboskórna jestem.
Wiele razy przekonywano mnie, że trzeba drugie dziecko bo coś tam. Wiedziałam, że drugiego nie będzie i nie odbierałam tego jako atak tylko jako powszechną, bardzo powierzchowną opinie, że lepiej mieć rodzeństwo.
Od 23lat jestem wege i do dziś zdarzają się jakieś ironizowania, argumentowania, których też nie odbieram jako atak.
Dałam przykład dwóch moich ważnych wyborów życiowych ale przecież z wieloma rzeczami tak jest. Rozmawiamy, przedstawiamy swoją opinię, przemawiające za nią argumenty, nawet czasem próbujemy kogoś do czegoś przekonać.
Ja to nawet w swej naiwności czasem przemyślę co nieco bo każdy może mieć trochę racji.
Czy często czujecie się atakowani?
Obserwuj wątek
    • witrood Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 10:16
      Czuję się. Toleruję odmienność opinii (chyba że ewidentnie przeczą niepodważalnym faktom i są zakłamaniem). Wzbudza natomiast we mnie agresję sytuacja, gdy ktoś zabrania mi mieć moje własne zdanie albo do upadłego próbuje mnie przekonać do własnych racji (często tej osobie wydaje się, że wie, chociaż nie wie). Ja tego unikam i co najwyżej dochodzę do etapu "Ja wiem swoje. Ty wiesz swoje. Koniec".
      • tzn.aga Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 11:09
        witrood napisał:

        chyba że ewidentnie przeczą niepodważaln
        > ym faktom i są zakłamaniem

        Tylko wiesz, dziś coraz więcej faktów jest subiektywnych. Prawie na wszystko znajdzie się niepodważalna, naukowa - czy jaka kto chce - opinia.
        Dlatego można luźno stwierdzić, że dziś każdy ma rację.

        Wzbudza natomiast we mnie agresję sytuacja, gdy kt
        > oś zabrania mi mieć moje własne zdanie albo do upadłego próbuje mnie przekonać
        > do własnych racji (często tej osobie wydaje się, że wie, chociaż nie wie)

        A kim ty jesteś żeby stwierdzać, że nie wie.

        Ja t
        > ego unikam i co najwyżej dochodzę do etapu "Ja wiem swoje. Ty wiesz swoje. Koni
        > ec".
        >

        Właśnie o to mi chodzi, czy będąc (w twoich odczuciach) za dlugo przekonywanym masz uczucie, że ktoś zabrania ci miec własne zdanie, że cię atakuje.
        Ja nie mam.
        • prawda_we_mgle Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 11:56
          tzn.aga napisała:

          > Właśnie o to mi chodzi, czy będąc (w twoich odczuciach) za dlugo przekonywanym masz uczucie, że ktoś zabrania ci miec własne zdanie, że cię atakuje.
          > Ja nie mam.

          Ja mam i to bardzo. Jeśli sprawa dotyczy mnie - nie mam ochoty wysłuchiwać niekończących się tyrad od "wiedzących lepiej" ... i zwyczajnie informuję, ze wystarczy i sobie więcej nie życzę...
          • prawda_we_mgle Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 12:02
            prawda_we_mgle napisała:

            > tzn.aga napisała:
            >
            > > Właśnie o to mi chodzi, czy będąc (w twoich odczuciach) za dlugo przekony
            > wanym masz uczucie, że ktoś zabrania ci miec własne zdanie, że cię atakuje.
            > > Ja nie mam.
            >
            > Ja mam i to bardzo. Jeśli sprawa dotyczy mnie - nie mam ochoty wysłuchiwać niek
            > ończących się tyrad od "wiedzących lepiej" ... i zwyczajnie informuję, ze wysta
            > rczy i sobie więcej nie życzę...

            nie wiem, czy jestem nadwrażliwa, ale moim zdaniem takie przekonywanie na siłę strasznie męczy, pożera mnóstwo energii życiowej obu stronom, zabiera spokój wewnętrzny i strasznie obniża wibracje... człowiek po takiej "sesyjce" jest wypluty jakby przerzucił furgonetkę węgla...
            To jest czysta toksyczność i ja takim zachowaniom zdecydowanie mówię "nie".
            A jak ktoś jest nakręcony i robisz zdecydowane cięcie - to dopiero widać, ile on ma w sobie negatywnej energii którą chciał na ciebie wypluć i teraz się miota, bo nie wie co z nią zrobić... To jest tak wyczuwalne napięcie, że aż prawie można "nożem kroić".
            • prawda_we_mgle Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 16:26
              przepraszam: nie furgonetkę, tylko wywrotkę big_grin
              mało techniczna jezdem, ale wiem, że w furgonetce się węgla nie wozi big_grin

              PS. Wiecie, że ten straszny wiatr, który teraz u mnie jest, jakimś takim niepokojem mnie wypełnia... zazwyczaj nie reaguję, a teraz jakaś rozedrgana nerwowo jestem...
              Moja mama, chociaż też z wawy, zawsze mówiła, że "głowa ją boli bo halny". Ja się z niej śmiałam, "mamuśka, gdzie halny, a gdzie ty!" big_grin
              A teraz sama sprawdzam, czy halny nie daje czadu tongue_out
        • witrood Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 14:02
          Kim ja jestem? Sobą. Co za durne pytanie. big_grin
          Są fakty niezaprzeczalne, że dwa plus dwa to cztery, a nie pięć. Albo że kilogram to tysiąc gramów. A jak ktoś mi próbuje wmówić, że jest inaczej, to niestety nie jestem w stanie tego zaakceptować.
          W opinie subiektywne już nie wnikam, bo każdy może mieć swoją.
          • tzn.aga Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 15:04
            witrood napisał:

            > Są fakty niezaprzeczalne, że dwa plus dwa to cztery, a nie pięć. Albo że kilogr
            > am to tysiąc gramów.

            Gratuluję kompanów do rozmów.
            I rozumiem, że jak ktoś próbuje ci to wmówić to się czujesz atakowany.
            • tzn.aga Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 15:15
              Bardzo nie lubię rżnięcia głupa więc rozmawiaj normalnie.

              Wątpię czy ktoś z nas w ogóle kiedykolwiek rozmawiał, dyskutował lub był przekonywany w przykładach przez ciebie przytoczonych.

              Chodzi o tematy na które zwykle toczy się rozmowy w gronie osób dorosłych. Jeśli ktoś nie wie o czy rozmawia to wymienię: szeroko pojęte sprawy społeczne, życie osobiste, zainteresowana i hobby, sztuka, kwestie zdrowotne, polityczne, ekonomiczne czy naukowe.
              Oczywiście w każdej z tych dziedzin mógłbyś podać przykłady niezaprzeczalne ale nie o te mi chodzi.
              • witrood Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 15:30
                Najpierw zdecyduj się, o co ci chodzi. Definiujesz to na końcu zamiast na początku, więc nie jest dziwne, że nie dostajesz odpowiedzi, jakiej mniej więcej oczekujesz. Poza tym, zaczepki w stylu "A kim ty jesteś, żeby..." są dosyć agresywne. Obiektywnie.
                • tzn.aga Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 15:50
                  witrood napisał:

                  > Najpierw zdecyduj się, o co ci chodzi. Definiujesz to na końcu zamiast na począ
                  > tku, więc nie jest dziwne, że nie dostajesz odpowiedzi, jakiej mniej więcej ocz
                  > ekujesz.

                  Bo wiedząc z kim rozmawiam nie muszę wszystkiego definiować.
                  Niestety zawsze się znajdzie ktoś kto zapragnie się do przyczepić i stwierdzić: ja nie rozumiem, musi mi być wytłumaczone.

                  Poza tym, zaczepki w stylu "A kim ty jesteś, żeby..." są dosyć agresyw
                  > ne. Obiektywnie.

                  To nie była zaczepka tylko odczepka na twoje wszechwiedzące : ktoś myśli, że ma rację ale JA wiem, że jej nie ma😑
                  • witrood Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 15:52
                    Nie znasz mnie, więc nie możesz wiedzieć, czy jestem osobą wszechwiedzącą w rzeczywistości. Po twoich wypowiedziach na tym forum mam cię za osobę agresywną i upierdliwą. W rzeczywistości możesz się zachowywać inaczej.
                    • tzn.aga Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 15:57
                      witrood napisał:

                      > Nie znasz mnie, więc nie możesz wiedzieć, czy jestem osobą wszechwiedzącą w rze
                      > czywistości. Po twoich wypowiedziach na tym forum mam cię za osobę agresywną i
                      > upierdliwą. W rzeczywistości możesz się zachowywać inaczej.

                      Po twoich wypowiedziach na tym forum mam cię za osobę (w swoim mniemaniu) wszechwiedzącą. W rzeczywistości może być inaczej. Postaram się definiować na początku o co mi chodzi abyś i ty zrozumiał 😏
    • prawda_we_mgle Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 11:52
      Ale przecież to wszystko zależy od tego, jak coś zostanie powiedziane...
      jak Ci ktoś autorytarnie wbija do głowy, żeś głupia, bo nie żyjesz jak wszyscy inni w twoim grajdole, to jest "atakowanie".
      w moim grajdole byłam zaatakowana, że śmiałam odejść od męża i szukać szczęścia... warszawka kurde, XXI w. inteligencka rodzina... Robili mi pranie mózgu, że mam wracać na kolanach bo lepszego nie znajdę - więc wyszłam z imprezy.

      Mnie nikt nie atakuje, bo ja szybko ucinam, że nie widzę powodu, dla którego ktoś inny miałby wiedzieć lepiej, co jest dla mnie dobre. Zazwyczaj wtedy ludzie się zamykają. nie jest to uprzejme, ale nie mam cierpliwości tłumaczyć wszystkim, którzy "wiedzą lepiej" - że nie jestem wielbłądem.

      Dodam, że ja się innym też nie wpierdalam w ich wybory życiowe... Albo akceptuję, jak daję radę, albo "wychodzę z układu", jak nie mogę zaakceptować a mnie coś okropnie boli.

      A ogólnie to mam chyba bardzo wybujałe "ego" (w negatywnym tego słowa znaczeniu), bo tak - czuję się zaatakowana (widzę to po forum) już wtedy, gdy inni jeszcze nie... Ale pracuję nad tym smile
        • prawda_we_mgle Re: Czy czujecie się atakowani... 05.04.21, 16:43
          kevinjohnmalcolm napisał:

          > A jakie masz sposoby na ucięcie takich ataków?
          > U mnie się ciągną długo, bo twardo obstaję przy swoim. Dlaczego miałbym komuś
          > obcemu ustępować w sprawie MOJEGO życia?

          No jeśli to ktoś bliski i sprawa dotyczy mnie, to mówię: "ok, to moje życie, pozwól że sama będę decydować i zakończmy temat".

          Jeśli to ktoś bliski, a sprawa NIE dotyczy bezpośrednio mnie: "Słuchaj, nie przekonasz mnie. Każdy ma na ten temat swoje zdanie i tak to zostawmy. Nie musimy się we wszystkim zgadzać a ja nie mam już ochoty na ten temat dyskutować, bo mnie to męczy".

          A jak to ktoś obcy, to podobnie, tylko mniej stanowczo: "Słuchaj, szanuję Twoje zdanie, ale żadne z nas drugiego nie przekona, więc tak to zostawmy". I zmieniam temat albo robię coś swojego żeby dać do zrozumienia, że z mojej strony to finito.

          ja nie czuję, że ustępuję, tylko stanowczo daję człowiekowi do zrozumienia, że zakończyłam z nim dyskusję.
          ja nigdy nie mam potrzeby przekonywać kogoś do swojego zdania... nawet w kwestiach fundamentalnych typu aborcja czy kara śmierci... O polityce w ogóle nie dyskutuję, bo uważam, że na te barany szkoda mojej energii życiowej. Nie biorę udziału w pracowych czy internetowych gównoburzach... jak mnie ktoś nie zna, to może pomyśleć, że się wywyższam, a jak mnie ktoś zna, to wie, że po prostu nie czuję potrzeby wpajania innym jedynie słusznej wink swojej wizji świata... Dystans do wszystkiego to mój największy "dorobek" życiowy, serio tak uważam smile

          Pamiętam, że ostatnio z równowagi wyprowadził mnie mój ex z rok temu, gdy powiedział, że biali korzystając z małoletniej prostytucji w krajach azjatyckich - pomagają tym dziewczynom... Tak - wtedy się zagotowałam, jak rzadko...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka