Nobody loves you when you're down and out

13.09.07, 02:32
99% z Was "samotnych" to przypadki uleczalne. Czasem każdy odczuwa
samotność. Gorzej jeśli jesteś chronicznie na outcie. Ja kurna
jestem! Mam 25 lat i od 7 lat nie mam kolegów, przyjaciół,
dziewczyn, nawet psa nie mam. Mieszkam z rodzicami i nikt ze mną już
nie gada, nawet brat mnie olał. Dlaczego? Bo jestem ofiarą losu.
Jestem w dziwnym letargu. Zbyt słaby żeby podjąć wysiłek
usamodzielnienia się. A jak się nie pracuje, nie studjuje, to nikogo
nie znasz. Nie wiem, chyba się do jakiejś sekty zapiszę, żeby mieć
do kogo gębę otworzyć, albo lepiej nie bo mi odbije do reszty.
    • 1_edytka36 Re: Nobody loves you when you're down and out 15.09.07, 15:41
      Ja mam podobnie.Kiedyś byłam zupełnie inną osobą,ale odkąd poczułam
      się zależna od kogoś,straciłam wolność i umiejętność podejmowania
      decyzji.Teraz borykam się z tysiącem myśli,tkwię w związku,który
      mnie nie uszczęśliwia i nie potrafię zrobic kroku w żadną
      stronę.Czuję że się duszę,że już jest czasami tak jakby mnie nie
      było,ale nie mogę wyrwać się z tej zatrwazającej stagnacji.Przeraża
      mnie świat,to że nie dam sobie rady.Męczy mnie świadomość,że jestem
      taka bojazliwa,przeraża fakt,że coraz mniej siebie rozpoznaję,ale
      nie potrafię tego nijak rozwiązać.Najgorsza jest jednak ta
      samotność,to,że nie mam z kim porozmawiać,poradzić się i wiem,że z
      tym związany jest powyższy problem.Chciałabym tak jak ty móc
      zamieszkać z rodzicami i liczyć chociaż na ich
      wsparcie.Ale,niestety,nie mam nawet takiej możliwości.Dlatego
      chwytam sie każdej okazji,gdy mogę z kimś porozmawiać(pani w
      przedszkolu,sprzedawczyni w sklepie,listonosz)jak tonący brzytwy.I
      to na razie musi mi wystarczać,aby na bieżąco ładować
      akumulatory,ale mimo wszystko staram się nie tracić nadziei,że
      kiedyś tak zupełnie niespodziewanie stanie na mojej drodze ktoś
      podobnie zagubiony jak ja,komu do odnalezienia sensu egzystencji
      wystarczy zrozumienie,przyjazny gest i przyjażń drugiej równie
      samotnej osoby.
      • nicola261 Re: Nobody loves you when you're down and out 15.09.07, 20:50
        Może to że napisałeś to już jest pierwszy krok by poznac kogoś, by
        poczuć sie choć trochę potrzebnym.
      • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 22.09.07, 03:06

        Dzięki za bardzo miłe słowa. I dobrze rozumiesz mój problem. Albo
        znasz to z autopsji, albo znasz się na psychologii, albo masz super
        intuicję. Jeśli chodzi o zwierzaki, to lubie je, ale to nic nie da.
        Moja samotność przekroczyła granicę, poza którą jakie kolwiek
        namiastki przyjaźni lub też płytkie relacje z ludźmi, wzmagają
        jedynie poczucie izolacji i odrzucenia. Bla, bla, bla... sorry za
        ten bełkot. A co mnie interesuje? Dalekie podróże: zwłaszcza
        Australia i Chiny, muzyka np. Davida Bowiego, dobre filmy, książki,
        nie wiem co jeszcze... kobiety-lubie stan zakochania, jednak nie
        jest mi dane cieszyć się wzajemnością. Zresztą to nie ogłoszenie
        matrymonialne. Naprawdę, interesuje mnie wszystko, co może dać
        życie, jeśli się żyje chociaż przeciętnie, zwyczajnie, a nie tak jak
        ja: wegetacja warzywna w zwolnionym tempie, koszmar uciekającej
        młodości i pustych dni. Szkoda gadać
    • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 15.09.07, 21:49
      A chcesz mieć pieska? Kup go albo przygarnij ze schroniska
      wielorasowca smile Bedzie zawsze się cieszył na Twój widok! Bedziesz
      całym jego światem. Fakt, nie będzie towarzyszem do rozmów ale jeśli
      lubisz zwierzaki - da dużo radości.
      Pytanko: czy jest cos co lubisz robic? nawet jeśli w tej chwili nie
      rozwijasz swoich zainteresowań wierze że istnieje coś co daje /
      dałoby Ci frajdę.
      Ja na Twoim miejscu miejscu nie myślałabym zbyt dużo o
      usamodzielnianiu sie , pracy, studiach. Jeśli jest jak piszesz , że
      jesteś w letargu, brak siły na podjęcie ważnej decyzji tylko
      potęguje poczucie (na szczeście tylko krótkotrwałe ) wlasnej
      slabości.
      Trzeba zacząć małymi kroczkami. Wyznaczyć cele które choć wymagają
      wysiłku - są do zrealizowania przez Ciebie.
      Jak masz ochote porozmawiać to napisz maila
      Nie jesteś ofiarą losu. Jeszcze tylko nie zdajesz sobie sprawy na
      jak wiele Cie stac!
      • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 22.09.07, 02:59
        Dzięki za bardzo miłe słowa. I dobrze rozumiesz mój problem. Albo
        znasz to z autopsji, albo znasz się na psychologii, albo masz super
        intuicję. Jeśli chodzi o zwierzaki, to lubie je, ale to nic nie da.
        Moja samotność przekroczyła granicę, poza którą jakie kolwiek
        namiastki przyjaźni lub też płytkie relacje z ludźmi, wzmagają
        jedynie poczucie izolacji i odrzucenia. Bla, bla, bla... sorry za
        ten bełkot. A co mnie interesuje? Dalekie podróże: zwłaszcza
        Australia i Chiny, muzyka np. Davida Bowiego, dobre filmy, książki,
        nie wiem co jeszcze... kobiety-lubie stan zakochania, jednak nie
        jest mi dane cieszyć się wzajemnością. Zresztą to nie ogłoszenie
        matrymonialne. Naprawdę, interesuje mnie wszystko, co może dać
        życie, jeśli się żyje chociaż przeciętnie, zwyczajnie, a nie tak jak
        ja: wegetacja warzywna w zwolnionym tempie, koszmar uciekającej
        młodości i pustych dni. Szkoda gadać.
        • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 22.09.07, 09:21
          a powiedz mi prosze, jak chcesz stworzyc, zbudować prawdziwą
          przyjaźń nie zaczynając od zwyklej znajomości, troche powierzchownej
          jak to zawsze bywa na początku. Zanim kogoś obdarzysz zaufaniem,
          zanim staniesz sie dla kogoś wsparciem musicie sie troche poznać
          (może nawet bardziej niż troche smile )

          Piszesz o Australii - cudowne miejsce (ja nigdy tam nie byłam ale
          mam nadzieje że będzie kiedyś taka możliwość)

          Stan zakochania - pozostawie bez komentarza smile kazdy to czuje
          najlepiej a ja... juz niewiele pamietam ;D

          Młodość ucieka każdemu, Tobie, mi nie wyłączając (a tak się staram -
          uwierz mi żeby, zatrzymać ten czas smile ). Cała trudność polega tylko
          na tym żeby budzić się co rano zadowolym i z chęcią do życia. Na
          przykład dzisiaj: spójrz za okno - piekne słoneczko świeci! zachęca
          żeby wyjść z domu. Zapraszam zatem na wycieczkę rowerową! Zbiórka za
          kwadrans a powrót wieczorkiem! A wieczór zapowiada się jeszcze
          piekniej niż poranek! Uwierz mi na słowo - nic nie tracisz smile
          • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 22.09.07, 22:35
            Masz słuszność co do stopniowego budowania więzi, ale moim
            skromnym zdaniem są sytuacje, w których przyjźnie na całe życie
            zawiązują się w czasie od wschodu do zachodu słońca, są też miłości
            powstające w kilka chwil, bo takie jest życie, zbyt szybkie by się
            wahać, analizować- "drugą szansę" możemy dostać, ale za 10 lat i
            wtedy też nie będzie pauzy do namysłu. Nie zawsze ma się luksus
            powolnego budowania. Są okazje zmarnowane w moim życiu, osoby, które
            na pewno odmieniłyby los, gdybym bardziej docenił ich bliskość.
            Poszedłbym innym torem, bardziej znośnym. Dlatego teraz nie mam
            przyjaciół u swego boku. Wiem, że gdy ktoś obdarza cię uczuciem albo
            jest po prostu bratnią duszą, to takich szans się nie marnuje.
            Bardzo doceniam twoją próbę udzielenia mi pomocy
            psychologicznej, jednak to mogło mi pomóc jakieś siedem lat temu.
            Teraz mój problem emocjonalny i duchowy stał się fizjologicznym,
            fizycznym. Ja naprawdę czuję się wyczerpany i słaby, a mój system
            nerwowy jest sfatygowany- delikatnie mówiąc. Gdybym był szalony to
            pewnie nie cierpiałbym aż tak, żyłbym w swoim świecie. Niestety nie
            jest mi to dane. W przenośni, jestem jak ofiara wypadku
            samochodowego, która nie straciła przytomności (co by jej
            oszczędziło bólu i drastycznych szczegółów), tylko zachowuje
            świadomość i wie co się z nią i wokół niej dzieje, ale nic nie może
            zrobić z powodu paraliżu sad .
            PS. Nie chciałem się wywnętrzać, a jedynie wytłumaczyć swój punkt
            widzenia (a wyszło jak wywnętrzanie). Nie chciałbym Ciebie dołować,
            bo jesteś bardzo miła. Więc dziękuje i przepraszam.
            • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 22.09.07, 23:21
              Moim skromnym zdaniem smile nie należy czekać aż pojawiające się osoby
              w Twoim życiu odmienią Twoje życie. TY musisz to zrobić! Inaczej
              zawsze jakies 'szanse' beda wymykać Ci sie z garści. Mądry Polak po
              szkodzie.. Ale czy aby mądry? Jeśli mądry - to wykorzystaj to co
              świat i ludzie wokół Ciebie (dziś i teraz) Ci oferują! Może są tacy
              którzy czekają z boku aż dasz im znać, żeby mogli sie do Ciebie
              zbliżyć. Może nie wiedzą że TY chcesz. Nie każ się im (komukolwiek)
              domyślać co czujesz, co myślisz , czego pragniesz. To działa. Albo
              raczej działa - ale zwykle / często wbrew naszym intencjom. Może -
              na pewno mówię to przez pryzmat swoich doświadczeń. Teraz wiem
              jedno. Nie chce już nigdy się domyślać co, i kto chce ode mnie. Nie
              chce też pozwalać innym żeby snuli domysły na mój temat. Tak jest
              łatwiej. Czytelniej dla wszystkich zainteresowanych.

              I nigdy nie przepraszaj ze sie wywnętrzasz. Jak ktos nie chce -
              niech nie słucha. To nie Ty sie masz czy powinienes tym przejmować.
              Chyba nie zdajesz sobie sprawy iz sam fakt ze wiesz i umiesz opisac
              swoje uczucia, to co w Tobie tkwi głęboko to już 70% sukcesu.
              Człowiek jest niesamowitą istotą.
              ALe ja teraz straciłam pewność czy Ty rzeczywiście CHCESZ???
              Czy chcesz realizować to pisałeś wyżej?

              Czy chcesz pojechac do Australii???

              ODP PS.
              Nie masz mi za co dziękować. Niw pamiętam żebym w czymkolwiek Tobie
              pomogła.
              I jak bedziesz mnie dołował to powiem to wprost, ok? smile
              • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 23.09.07, 12:24
                Czy ja rzeczywiście chcę realizować marzenia i plany?
                No cóż, bardzo chciałbym CHCIEĆ! Tak bym to określił, gdybym miał
                być naprawdę szczery. Niestety kiedy człowiek się wewnętrznie
                załamuje, jego uczucia pogrążają się w chaosie a następnie ulegają
                stępieniu, zgaszeniu. Dlatego ja na swój sposób jestem żywym trupem-
                zombie, ale odwrotnie niż u horrorowych zombie ja ciało mam żywe,
                tylko duszę mam rozkładającą się, prawie martwą. Szokujące nie? Sama
                o to prosiłaś. Chciałbym chcieć, chciałbym mieć marzenia, chciałbym
                czuć więcej, mieć emocje różnobarwne, a nie tylko czarno-białe. Ale
                dzięki za polemikę z moimi przekonaniami.
                • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 23.09.07, 16:08
                  Mam wrażenie że to co piszesz nie jest za bardzo spójne. Pewnie to
                  tylko wrażenie bo trudno w trzech zdaniach czy dwunastu wierszach
                  odkyrć siebie. Jeśli w ogóle pozwolisz się poznać.

                  Piszesz bardzo sensownie (i ladnie smile nie wspominając już że bez
                  takich literówek jak u mnie i ze wszystkimi ą,ę smile ) i jakbyś pisał
                  o kimś innym, nie o sobie. Z pewnym dystansem. I to może jest
                  najbardziej szokujące. Takie straszne rzeczy o sobie pisac , tak na
                  zimno. Moze jakbym to słyszała podczas rozmowy twarzą w twarz, przy
                  akompaniamencie jakiego małego usmiechu czy łagodnego spojrzenia
                  odbiór byłby inny.

                  Ale do rzeczy. Rzuca mi sie w oczy to, że skoro masz martwą duszę to
                  dlaczego piszesz to co piszesz i dlaczego jest Ci źle. Myślę sobie
                  tak, skoro mam martwa duszę to nic nie czuję i nawet nie zdaje sobie
                  sprawy że można, że JA mogę żyć inaczej. Że można się śmiać dlatego
                  że słońce świeci albo dlatego że odjechał autobus i spóźnię się do
                  pracy.
                  Moim zdaniem Martwa dusza = żyję jak żyję i nie chcę nic więcej. A
                  nawet jak ktoś odbierze mi to co mam to nic nie szkodzi. Dostosuję
                  się. Ułożę swoj świat od nowa, od podstaw. Nie walcze bo nie ma o
                  co. Nie staram sie bo nie widze sensu i realnych szans na
                  zwycięstwo.

                  Ja odnoszę wrażenie, że Ty MASZ marzenia a różnorodne emocje też nie
                  są Ci obce. Może ostatnio przeważają te czarniejsze ale to da się
                  zmienić. Jak inaczej mam rozumieć Twój sprzeciw wobec tego w czym w
                  tej chwili (od 7 lat) bierzesz udział. Twoje wypowiedzi chyba nie
                  wyrażają łagodnego przyzwolenia i akceptacji tego co sie dzieje
                  wokół?

                  Nie wiem w którym momencie moje rozumowanie jest błędne.
                  Wyjaśnij mi to jeśli masz ochotę. Sama proszę smile
                  • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 27.09.07, 02:33
                    Dzięki za długi i miły e-mail. Odnosisz się do każdego mojego zdania
                    bardzo precyzyjnie. Odbieram to jako poważne traktowanie i szacunek.
                    Świadczy to dobrze o tobie! No i nie ranisz mnie, mimo iż
                    polemizujesz z moimi twierdzeniami. Inni ludzie nie mają tyle taktu,
                    ani delikatności. To tytułem wstępu. A co do twojego rozumowania-
                    nie jest ono błędne, wręcz przeciwnie, jak na raptem kilka liścików,
                    dość trafne uwagi zgłaszasz, tzn. nieźle mnie rozgryzłaś.
                    Jeżeli idzie o dystans do siebie, no cóż, nauczyłem się patrzeć
                    na siebie "z zewnątrz" oraz dość krytycznie z powodu oczywistego:
                    nie ma innych ludzi, którzy by mnie oceniali i byliby lustrem
                    odbijającym moje zachowanie, osobowość. Umysł kogoś odizolowanego w
                    ten sposób się adaptuje do warunków, co niektórzy
                    nazywają "zdziczeniem", zdziwaczeniem, albo po prostu szaleństwem.
                    A propos Marwej Duszy: powinienem był dołączyć do tego
                    uśmiech :] autoironiczny, bo często się uśmiecham (tak jak bym miał
                    powody). Poza tym w ogóle nie mam tendencji do traktowania siebie
                    czy swojej egzystencji zbyt poważnie- ba, nawet w najgorszych
                    momentach stać mnie przynajmniej na absurdalny humor w stylu Monty
                    Pythona. Ale nie ma co, nawijam o sobie jak jakiś narcystyczno-
                    egocentryczny megaloman ha! ha! Muszę jednak dodać coś o tej duszy.
                    Otóż, ja ją odczuwam jak prawie martwą, gdyż przedtem byłem bardzo
                    wrażliwą (w sensie wrażliwości na bodźce) i subtelną naturą, i tego
                    mi strasznie brakuje. Wrażliwość, którą mam teraz, oceniam na 10%
                    tego z czym się urodziłem. Fatalne uczucie. Degradacja. Nędza. Ale
                    to nie jest kategoryczne stwierdzenie w stylu: "urwało mi nogę",
                    chociaż nawet wtedy człowiek odczuwa tak zwany ból fantomowy. To, co
                    ja mam, to raczej paraliż, a w lepszy dzień zaledwie niedowład (a w
                    super dzień tylko utykanie). Niemniej, takie jest inwalidztwo. Więc,
                    coś tam czuję i myślę, i marzę, i chcę. A najbardziej odczuwam żal i
                    ból po utracie tego kim byłem. Wyobraź sobie żal po utracie bliskiej
                    osoby... a teraz żałobę po utracie siebie, czyli najbliższej
                    możliwej osoby. No i wreszcie, ja nie godzę się z sytuacją, lecz
                    jestem bezsilny wobec żywiołu życia. Kiedyś zresztą szarpałem się ze
                    wszystkim, co mi nie pasowało, a dzisiaj umiem już docenić inercję,
                    płynięcie z nurtem, niedziałanie. To mi pozwoliło zachować więcej
                    sił na przetrwanie. "Cierpliwie czekać i nie tracić nadzieji."- oto
                    moje motto (zaczerpnięte z Hrabiego de Monte-Christo A.Dumasa, a
                    nick [ed-dantes] to Edward Dantes, główny bohater).

                    PS. Nie ma to jak darmowa psychoanaliza, nie? Żartowałem smile Warto
                    się czasem komuś zwierzyć. Wielkie dzięki.
                    • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 29.09.07, 13:15
                      Twoj ostatni liscik jest tak odmienny od poprzednich ze
                      czytalam 'szczerzac ' sie szeroko do kompa i czekalam tylko na tekst
                      w stylu: Ja tylko zartowalem smile
                      I doczekalam sie w PS! Niezupelnie w tym kontekcie ktorego
                      oczekiwalam ale jednak smile

                      Odp PS. Psychoanaliza gratis jest OK,
                      zwierzanie sie komus tez jest OK
                      - ALE -

                      posmiac sie z kims tez czasem warto. Z
                      • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 29.09.07, 13:17
                        "Z" wymknelo sie spod kontrolismile

                        Mialo być:

                        Posmiac sie z Kims Zawsze warto smile
                        • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 06.10.07, 18:58
                          No... No więc piłeczka po mojej stronie. Teraz nie wiem co pisać. W
                          warunkach internetowych trudno raczej pogłebić znajomość. Jest ostra
                          granica między wirtualem a realem. Przekroczenie jej musi być
                          uzasadnione. I mimo że bardzo bym chciał nie mam prawa się
                          przyklejać do Ciebie, czyli "anonimowego użytkownika sieci
                          internetowj prawdopodobnie płci przeciwnej". Moglibyśmy oczywiście
                          dalej wymieniać korespondencję, ale raczej będziemy oddalać się od
                          meritum (czyli od SAMOTNOŚCI, a tego byśmy nie chcieli, nie?). Mój
                          nos mi mówi, że lepiej wycofać się z taktem niż, na przykład, brnąć
                          dalej w zakłopotanie, albo nawet zażenowanie.

                          Ale oczywiście nic nie wiem o Tobie, bo skoncentrowaliśmy się na
                          mojej psyche. Chociaż podejrzewam, że gdybyś chciała, to byś już coś
                          napisała, więc pewnie nie chcesz. Tak, czy siak, marzenia o poznaniu
                          kogoś bez wychodzenia z domu to raczej mrzonki. Mimo to, nadal
                          jestem otwarty na jakieś poważniejsze propozycje. Pozdrawiam.
                          Prawdopodobnie b e z o d b i o r u--------------------------
                          • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 07.10.07, 19:57
                            > Prawdopodobnie b e z o d b i o r u------------------------
                            • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 14.10.07, 14:31
                              Zupełnie fatalnie wyraziłem swoje odczucia -sorry. Wyszło odwrotnie
                              niż zamierzyłem. Chciałem z taktem i półżartem przerwać
                              korespondencję żeby uwolnić CIEBIE od konieczności czytania tych
                              bredni o moim cierpieniu. Nic więcej. Nie chciałem wyjść na chama,
                              odwrotnie- pragnąłem się nie narzucać. Ale jeśli lubisz być Dobrym
                              Samarytaninem, to okay smile [Tak naprawdę wygląda na to, że jestem
                              sztywny i zalękniony, tzn. tak wypadam w piśmie. Rzeczywiście tak
                              mnie ludzie odbierają i pewnie coś w tym jest.]

                              A tak serio, ciesze się, że nie poszłaś za ciosem i nie
                              zrezygnowałaś. Chociaż nadal nie wiem jaki jest status tej pisaniny,
                              oraz o czym nawijać. O D B I Ó R ----------

                              • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 16.10.07, 21:42
                                Jeśli chcesz z taktem przerwać korenspondencje - ok. Rozumiem.

                                Zeby uwolnić mnie - sorry ale nie czuje sie ubezwłasnowolniona.
                                Uważam siebie za dość samodzielną i niezależną osobę i nie czuję
                                konieczności czytania czekolwiek. Jeśli czytam to znaczy że chcę.
                                Jeśli odpisuję to znaczy że tym bardziej chcę (niezależnie od tego
                                czy dostanę od Ciebie odpowiedź czy nie - choć zawsze na to liczę).

                                Jeśli, jak sam mówisz, piszesz brednie - trudno, dałam się nabrać.
                                Ale jakoś nie żałuję. Może to jestem naiwna a może brednią jest
                                Twoje stwierdzenie że to co piszesz to brednie.

                                Czy lubie być Dobrym Samarytaninem? Musiałbyś mi określić co
                                dokładnie masz na myśli. Nie jestem Pocieszycielką. Nie umiem
                                pociaszać i taka rola nie jest dla mnie przeznaczona. Mogę natomiast
                                (i to potrafię) spróbować kimś potrząsnąć, żeby spojrzał na siebie z
                                pewnej perspektywy. Nieco bardziej obiektywnie. Poczucie że moje
                                problemy zazwyczaj są najwieksze a przynajmniej najtrudniejsze do
                                rozwiazania/pokonania jest zupełnie ludzkie. Nie będę głaskać Ciebie
                                po głowie i szeptać że nie się mylisz. Chcę tylko powiedzisć że
                                jesteś NAPRAWDĘ Wielkim Człowiekiem i zdolnym żeby zmierzyć się ze
                                swoimi chwilowymi słabościami. Słyszysz to? Powiedziałam chwilowymi.
                                Nawet jeśli ta chwila trwa nieco dłużej niż byś chciał.

                                Czy wygląda że jestes sztywny i zalękniony??? - Absolutnie NIE!!!
                                Masz dystans do siebie (ale o tym juz z chba mówiłam kilka dni
                                wcześniej...)

                                Status pisaniny??? - chyba już to czujesz że to w dużym stopniu od
                                Ciebie zależy...

                                A nawijać można o wszyskim. Niekoniecznie o super ważnych sprawach.
                                Nie trzeba od razu starać się rozwiązać wszystkich problemów tego
                                świata. Równie dobrze można pisać o tym o czym by się powiedziało
                                drugiej osobie pijąc z nią poranną kawę... Takie tam drobiazgi...
                                • ed-dantes Re: Nobody loves you when you're down and out 25.10.07, 01:49
                                  --PRIMO--
                                  Mam taką refleksję: internet to jest osobliwa forma kontaktu z
                                  ludźmi-przypomina mi obserwowanie gwiazd i planet przez teleskop.
                                  Tak samo odległy wydaje się rozmówca i świat, jak ciała nieieskie w
                                  dalekim kosmosie. Może, paradoksalnie, czuję się jeszcze bardziej
                                  samotny w takim kontakcie z życiem. Życie i CYBERprzestrzeń - to
                                  sprzeczne pojęcia. ED-DANTES albo SAMA.SOBIE13 to jest tylko mój i
                                  twój AVATAR, czyli fikcja.

                                  --SECUNDO--
                                  Muszę zaprotestować przeciw określaniu mnie Wielkim Człowiekiem,
                                  choć domyślam się, że nie miałem tego rozumieć dosłownie. No cóż,
                                  jestem skromnym, żeby nie powiedzieć nędznym, względnie młodym
                                  człowiekiem. Byłby to szczyt próżności z mojej strony uważać się
                                  za "Wielkiego", chyba że wielkiego pechowca, albo durnia (to jak
                                  najbardziej). Byłaby to obraza dla Naprawdę Wielkich Ludzi.(dla
                                  świętych, geniuszy, mężów stanu, mędrców itd.)
                                  Nominalnie każdy człowiek ma pewną stałą i niezbywalną wartość. Ale
                                  ja jestem zdania, że ludzie różnią się nie tylko kolorem oczu lub
                                  charakterem, ale również "jakością". Są ludzie źli, są
                                  ludzkie "zera", są zwykli, przeciętni oraz są wybitni, wielcy. Ja
                                  się zaliczam do zer, chociaż pamiętam, że moje życie ma wartość samo
                                  w sobie, niezależnie od dokonań. Ironia losu polega na tym, iż
                                  zawsze chciałem być kimś nieprzeciętnym. Ale los miał silne atuty i
                                  wygrał z moimi planami i wolą- choć może nie ostatecznie.

                                  PS> Status "pisaniny" to jest słowo klucz, a właściwie dwa słowa, to
                                  tak jakby określić, w którą stronę wieje wiatr. A tak seryjnie,
                                  status zależy od Ciebie, bo jesteś silniejsza, czuję. Ja się
                                  dopasuję do czegokolwiek jako słabszy.

                                  Poza tym, chyba rozumiesz, że trudno jest mi pisać o byle czym. Raz,
                                  u mnie nie ma gradacji na ważne i nieważne, dlatego że, jak już
                                  wspominałem, sunę po ziemi (w cudzysłowie). A dwa, kiedy się już
                                  dorwę do konwersacji z kimś, to nie lubię marnować czasu na gadkę-
                                  szmatkę, bo czuję chęć do zwierzeń, w końcu rzadko mam okazję i
                                  maksymalnie chcę ją spożytkować.
                                  • sama.sobie13 Re: Nobody loves you when you're down and out 26.10.07, 21:16
                                    a w którą stronę wieje wiatr?...
                                    A sprawdzasz pocztę 'gazetowa' czasami???
Pełna wersja