jesteśmy samotni z wyboru czy....

26.04.08, 21:15
jesteśmy samotni z wyboru czy poprostu jeszcze nie spotkaliśmy tej swojej
połówki czy to w ogóle istnieje??? jakoś coraz bardziej nad tym sie
zastanawiam, a może po prostu jesteśmy zapracowani i zatroskani codziennością
i ominęliśmy ten moment swojego życia. jak zwykle zawsze ma sie dużo pytań ale
jakoś sprawia nam trudność odpowiedź na nie.
    • kruz7 Re: jesteśmy samotni z wyboru czy.... 28.04.08, 20:42
      Jestem samony z świadomego wyboru. Masz rację, że pracując zapominamy o
      samotności lub potrzebie kogoś bliskiego. Wiem z własnego doświadczenia, że
      praca i praca, szkoła nie pomagają zapomnieć o kimś bliskim. To był bardzo zły
      pomysł z mojej strony. Bez partnera po prostu ciężko żyć. Kiedyś mogłem tak żyć
      kilka miesięcy, lecz teraz to mnie ogarnia coś powoli. Chyba zacznę znowu smutać
      na forum?!
      • dorka.81 Re: jesteśmy samotni z wyboru czy.... 28.04.08, 21:07
        Praca faktycznie pomaga zapomnieć ale na krótko, kończy sie i wracasz do pustego
        domu nie mając z kim sie podzielić swoim sukcesem lub smutkiem, zostajesz wśród
        czterech ścian. Jestem z natury osobą optymistycznie nastawioną do otaczającej
        nas rzeczywistości ale czasami mi go brakuje a tu mogę to po prostu napisać i
        wyrzucić to z siebie, więc nie smucisz tylko piszesz prawdę co czujesz.
        • kruz7 Re: jesteśmy samotni z wyboru czy.... 28.04.08, 21:15
          Mądrze piszesz. Doradź mi proszę jak zapomnieć o byłej kobiecie, która dała mi
          poczucie szczęścia. Niby jestem taki dobry i wspaniały. Czemu więc zostawiła
          mnie? Sex to wyznacznik wartości w życiu? Jeśli tak to ja mam dość. Ogromnie mi
          przykro, że kobiety biorą to za wartość nadrzędną. Można robić naprawdę tyle
          fajnych rzeczy w życiu.
          • dorka.81 Re: jesteśmy samotni z wyboru czy.... 28.04.08, 21:37
            nie jestem dobrym doradcą czasami ja potrzebuję rady, a jak zapomnieć - zawsze
            coś zostaje na całe życie ale czas zawsze goi rany, wiem coś o tym, najlepiej
            nie otwierać ran nie analizować bo to do niczego nie prowadzi. A na Twoje
            następne pytanie o sex nie sądzę żeby go uważać jako wyznacznik w życiu jest
            wiele innych cech i wartości które są dla mnie ważniejsze jak szacunek,
            zaufanie, bezpieczeństwo poleganie na sobie w każdej sytuacji, może to już obyte
            cechy ale nadal moim zdaniem najważniejsze.
            • dona_76 Re: jesteśmy samotni z wyboru czy.... 29.04.08, 08:22
              Jednak chyba jesteś dobrym doradcąsmile Zgadzam się z Tobą całkowicie.
              Ciągłe wspominanie i rozdrapywanie świeżych jeszcze ran na pewno do
              niczego nie prowadzi. To prawda, że czas goi rany, chociaż zawsze
              jakiś ślad po nich pozostaje. Co do sexu, to też uważam, że nie jest
              on w związku najważniejszy i nie może być tym jedynym, głównym
              wyznacznikiem. Ważne jest poczucie bliskości, jakieś wspólne pasje,
              żeby było o czym porozmawiać, wzajemny szacunek i zaufanie, bo bez
              tego związek nie miałby sensu.
    • mik_ka Re: jesteśmy samotni z wyboru czy.... 29.06.08, 18:54
      A ja sama nie wiem, czy to była konieczność czy wybór?
      Początkowo konieczność - zostawił mnie po dłuugim czasie facet.
      Teraz juz wybór, bo chce wrócić, ale ja już nie chcę.
      Ale znowu nie do końca wybór, no bo nie chcę być sama...
      Ehh, szkoda gadać
    • 13ula Re: jesteśmy samotni z wyboru czy.... 29.06.08, 20:03
      Ja jestem sama raczej z wyboru – po prostu wiem kogo chcę smile. Myślę,
      że o przeszłości nie da się zapomnieć, ale musimy chcieć wyrzucić to
      co było do najniższej półki pamięć. Jest to bardzo trudne, ale jak
      trafią na siebie „kobieta po przejściach, mężczyzna z
      przeszłością…” – czy odwrotnie wink -, to są duże szanse na sukces,
      tylko oboje muszą tego chcieć, bardzo mocno nad tym pracować. Poza
      tym tym, nigdy nie wolno się licytować, kto w poprzednim związku był
      bardziej zraniony. Obydwoje muszą się uzbroić się w cierpliwość i
      małymi kroczkami pracować na wspólny szacunek i zaufanie. Niestety
      takim ludziom potrzeba dużo więcej czasu na „otwarcie się” na
      drugiego człowieka, co wg mnie potrafi zrozumieć tylko ktoś, kto to
      był w podobnej sytuacji. Pomądrzyłam się trochę, ale wiem to z
      własnego doświadczenia. Bardzo rzadko mówię o swojej przeszłości,
      ale doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że w pewnych sytuacjach
      jestem już przewrażliwiona.
Pełna wersja