wiona11
16.07.08, 22:28
Moja koleżanka, szczęśliwa mężatka (dobry, opiekuńczy, oddany mąż)
ma kochanka. Męża nie zamieniłaby na innego, ale związkiem na boku
się cieszy nie robiąc - póki co - nikomu krzywdy.
Inna moja koleżanka, też szczęśliwa mężatka, sama czy w duecie, jest
po prostu towarzysko rozrywana. Trudno w jej kalendarzu znaleźć
wolny termin na popołudniową kawkę.
Nie chcę, żebyście je oceniali. Nie zamierzam prowokować dyskusji
typu "jak ona może", "widać nie kocha męża" albo "nie może sie z
tobą umówić, bo nie chce".
Stwierdzam tylko fakty. Zapewne wśród waszych znajomych też są tacy
ludzie. Zauważyliście?
I tu moje pytanie: czy to przypadkiem nie jest tak, że zakochany,
szczęśliwy człowiek przyciąga sympatię innych, zakochana z
wzajemnością kobieta promieniuje szczęściem i seksapilem do tego
stopnia, że każdy chce ją mieć?
A w nas, wolnych, samotnych, singlach brak tego "czegoś"?
Co sądzicie?