Jakoś tak smutno ...

01.01.09, 13:36
Na zabawie Sylwestrowej pełno było zakochanych par,a jak byli
samotnicy to albo zbyt pijani albo podpierali przez chwilę ściany i
sobie szli.Tak sobie pomyślałam,jakby to było witać nowy rok z
ukochaną osobą i czy kiedyś to się stanie...Czy uważacie,że
zdarzenia z przeszłości mają duży wpływ na to co dzieje się teraz?Ja
myślę,że tak,chociaż może niesłusznie?
Rok temu zakończyłam pewną znajomość i od tego czasu jestem w jakby
amoku.Pisałam z facetem około dwóch lat na gg.Dogadywaliśmy się
idealnie,pisaliśmy często po kilka godzin dziennie.Czasem o
pierdołach,na tematy poważne,różnie.Po tych dwóch latach spotkaliśmy
się na pół godziny bo byłam w jego mieście.Trochę się
rozczarowałam,bo innaczej sobie go wyobrażałam,ale ponieważ miał
świetny charakter i starając,zauważyłam to co w nim
piękne,postanowiłam,że jeszcze się z nim spotkam.Z czasem zaczęły
wychodzić różne fakty z jego życia,poznałam jego przekonania i
poglądy na sprawy bardzo ważne,o czym wcześniej nie pisaliśmy,a
jeśli już to tylko wspominaliśmy o tym.Styl życia,wiara,spojrzenie
na przyszłość.No i spotkaliśmy się drugi raz.On przyjechał do mojego
miasta.Denerwowałam się bo były to inne okoliczności,niż na
pierwszym spotkaniu,miałam wrażenie,że było drętwo.Poźniej trochę
się rozkręciło,jeśli można to tak nazwać.Poszliśmy do pubu i moim
błędem było kupienie alkoholu,bo mam dosyć słabą głowę.Nastąpiło
niewygodne milczenie,później chwila przyjemności wink No i nagle
zaczęło się z jego strony spoglądanie na zegarek,nalegałam żeby
został,choć sama nie umiem do końca powiedzieć czemu.Wyszliśmy z
pubu,odprowadził mnie na tramwaj a sam poszedł na dworzec i
odjechał.Uświadomiłam sobie,że to wszystko jest jednak nie tak jak
być powinno,jednak cząstka mnie mówiła,żeby tego nie
niszczyć.Zaczęłam mniej z nim pisać,potem się okazało,że miał wobec
mnie poważniejsze plany.No i tak,zraniłam jego i chyba samą
siebie.Do dziś uśmiecham się,jak przypomnę sobie nasze fajne
rozmowy,lecz rozum zaraz podsuwa te negatywy,przez które się od
niego odsunęłam.Odcięłam sobie od niego kontakt,bo nasze rozmowy
były później nieco suche,chociaż pisał,że mu mnie brakuje.Jednak
czasem zaglądam,żeby zobaczyć czy mi coś napisał,patrzę czy jest
dostępny,myślę czy by do niego nie napisać,lecz z drugiej strony nie
wiem po co.
Myślę,że właśnie to "zajście" z nim ma wpływ na to jaka teraz
jestem.Poza komunikatorem,ciężko nawiązuję z facetami
kontakt,chyba,że poprzez taniec,jak się przekonałam o tym
wczoraj.Boję się wzroku płci przeciwnej,gram niedostępną,lecz nie
pojmuję dlaczego tak postępuję.Może ktoś z was wytłumaczy mi czym
mogła być ta znajomość i czy rzeczywiście miała wpływ na to jaka się
stałam.Być może sama sobie to wmówiłam i gram cierpiętnicę?
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji?
    • singielka33 Re: Jakoś tak smutno ... 01.01.09, 13:53
      tak uważam że mają wpływ i dlatego też jako że jestem sama i staram
      się pomóc "szczęściu" w znalezieniu kogoś nie piszę nie wiadomo ile
      przez gg raczej staram się szybko w prowadzić to w real dlaczego?po
      1) żeby nie było rozczarowania w jakiś sposób jak u Ciebie, nie ma
      to jak spojrzenie, gesty itp a przez gg to tylko klikasz i nic poza
      tym a po 2) nie szukam nikogo z kim chce spedzić czas na pisaniu
      (podziwiam 2 lata)po co mi ktoś taki wole go spędzić chociażby na
      spacerze a nie siedząc gapiąc sie w monitor i uśmiechając sie bo
      ktoś napisał coś fajnego. I dlatego owszem znajomości przez net tak
      ale w miare szybko weryfikacja w realnym świecie. Chyba że ktoś lubi
      tak spędzać czas przed kompem i rozmawiając z różnymi osobami na
      różne tematy- to proszę bardzo każdy jest innnysmile
      pozdrawiam
      • yubari Re: Jakoś tak smutno ... 01.01.09, 14:28
        A ja podziwiam odwagę,że podchodzisz do spotkania w miarę
        szybko,myślę,że to wymaga odwagi,chociaż to może tylko mój punkt
        widzenia bo jestem nieśmiała i przez gg staram się kogoś
        rozgryźć,tak jakby to była sprawa życia i śmierci,czy opłaca się
        spotkać czy nie.
    • melka-melka Re: Jakoś tak smutno ... 01.01.09, 14:05
      Przeprasza za to co powiem, może to zabrzmieć mocno. Według mnie szukasz na siłę
      i chcesz być z kimkolwiek,aby być. Uzależniasz się od tego faceta. Skoro miał
      poważniejsze plany to co się nagle stało? "Być może sama sobie to wmówiłam i
      gram cierpiętnicę?"- Chyba tak trochę jest. Nic na siłę. Miłość przychodzi do
      nas w najmniej oczekiwanym momencie. Uwierz w siebie, bądź sobą i nie rób nic na
      siłę
      • yubari Re: Jakoś tak smutno ... 01.01.09, 14:32
        Nie ma za co przepraszać,nie wszystkie rady i opinie są zawsze
        pozytywne dla odbiorcy.Mam właśnie takie odczucie,że kusi mnie żeby
        do niego napisać,bo wiem,że on chciał być ze mną a sama równocześnie
        się sobie dziwię.Na szczęście mam samokontrolę bo innczej
        kontynuowałabym tę farsę,bo nie wiem jak to innaczej nazwać.Tak
        mówią,że miłość przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie.Ja
        zatanawiam się czy taki moment wogóle kiedyś nastąpi.Jestem młoda i
        tak mi właśnie mówią,że jeszcze na mnie przyjdzie czas.Trudno jest
        mi uwierzyć w siebie,odnaleźć się.
      • singielka33 Re: Jakoś tak smutno ... 01.01.09, 15:08
        a ja tak nie uważam że uzażależnia sie od tego faceta i nie
        odebrałam by szukała na siłe. Spotkała faceta przez dwa lata był
        stik miedzy nimi na gg - bo był wg mnie skoro tyle czasu rozmwiali a
        potem liczyła co jest normalne że w relanym świecie bedzie tak samo -
        i nie było.Inaczej się ludzie rozumieją na gg w świecie wirtualnym
        a potem właśnie przy spotkaniu pierwszym wychodzi że brakuje tego
        czegoś tej iskry. Też tak miałam i dlatego wole szybko sie spotakć
        być może odwaga ale też wole tak niż potem czuć niesmak rozczarowania
        • yubari Re: Jakoś tak smutno ... 01.01.09, 19:06
          Właśnie,ładnie to nazwałaś,nie ma tej iskry...Jeszcze nie potrafię
          usunąć starego numeru gg tak jakbym wtedy musiała z nim stracić
          kontakt na zawsze.Próbowaliśmy "zostać przyjaciółmi" ale nie
          oszukujmy się,taki układ jest ciężki.W naszym przypadku to się nie
          powiodło.Dopiero tak po paru miesiącach w miarę normalnie gadaliśmy
          nie dogadując sobie ale i tak było sztywno.
Pełna wersja