nonoa
16.01.09, 10:26
Chyba się tego nie spodziewałam po sobie i moim życiu. Zawsze pełna energii i życia czuję jak ono ze mnie wypływa całymi litrami łez...
Bo nie tak miało być... Patrząc na mnie z boku, można by się zastanowić czego naprawdę mi brakuję, bo chyba tego nie widać... Mam fajną praca- fakt na obczyźnie ale dobrze zarabiam. Męża- z małym stażem i wydawało by się, że jesteśmy szczęśliwi. Przyjaciół też kilka mam.
Z moim mężem byłam szczęśliwa- używam czasu przeszłego bo dziś czuję się taka wściekła i rozżalona. Pokrojona na tysiąc pięćset sto dziewięćset części. Zawsze miała pieniądze... Odkąd pamiętam miałam kieszonkowe- ale musiałam z niego zadbać o wszystkie moje wydatki- kosmetyki, karta tel, jakiś ciuszek. Jasne, że rodzice kupowali mi podstawowe ciuchy ale jak coś extra chciałam to już musiałam po oszczędzać trochę. Zawsze mnie jeszcze babcie wspomagały w moim wydatkach. Normalna nastolatka przeobrażająca się w kobietę. Spotkałam mojego męża na studiach- od razu wpadliśmy sobie w oko i tak już 6 lat. Po 5 wzięliśmy ślub- mieliśmy prace, i mieszkanie. Użądzliśmy je teraz do końca

Dobrze zarabiamy. Pracujemy w IT oboje. Choć mąż nie znacznie więcej.
"Po ślubie się wszystko zmieni"- nigdy w to nie chciałam wierzyć, ale teraz widzę, że coś w tym jest. Mąż chyba ma pierdolca na tle pieniędzy. W jego głowie szybki dom stoi. Przed 2 tyg pierwsza awantura na ten temat: że już nie mogę słyszeć o tym oszczędzaniu- tak z 10x. Nigdy nie zauważyłam tego wcześniej... Nigdy taki nie był.
Nie ma do mnie zaufania, do moim wyborów zakupowych. Jest mi przykro.
Jestem młodą, atrakcyjną i wbrew krążących się plotką na temat IT kobiet- lubię się modnie i stylowo ubierać, mieć makijaż i milion torebek

A ostatnio czuję się sterroryzowana zakupowo

. Zaczęłam się bać kupować cokolwiek, że znowu usłyszę o oszczędzaniu. Czuję się zdominowana i nie szczęśliwa... Wielokrotne rozmowy chyba nie dały efektów...