co jest (naj)ważniejsze...?

13.02.09, 20:23
Może to nie jest właściwe miejsce, może nie ten czas...

Chciałabym się z kimś podzielić tym co siedzi w mojej głowie, niestety dziś
już z nikim nie porozmawiam... Choć i tak łatwiej pokazywać światu swe myśli
pisząc...

Miałam dziś spotkanie z człowiekiem, którego znam (choć chyba jednak wcale go
nie znam) od pewnego czasu, pracujemy w jednej firmie i widujemy się
przelotnie. Kilka razy miło nam się rozmawiało i postanowiliśmy dziś rozmowę
przenieść poza firmę. Spotkaliśmy się na kawie, w założeniu nie miała być to
żadna randka, a zwykłe spotkanie.. Było miło, do momentu, w którym
zaproponował... byśmy poznali się bliżej. Zapytałam co ma na myśli, bo
przecież właśnie sie poznajemy... I tu wyłożył jakie poznawanie by go
interesowało...
Czy umówienie się z kimś na gruncie prywatnym jest równoznaczne z chęcią
zakończenia tego spotkania w czyimś mieszkaniu, by nie powiedzieć w łóżku? Nie
wydaje mi się... Ale niestety coraz częściej zauważam, że jestem odosobniona w
moim przekonaniu... A może to ze mną jest problem... Może to ja jestem
dziwna... niepasująca... inna...

Czy mężczyznom ZAWSZE chodzi tylko o jedno? Nie lubię uogólniać, ale jak tu
spojrzeć na to wszystko inaczej, kiedy wciąż obserwuję to samo...

Czy tylko ja uważam, że ludzi powinna połączyć więź emocjonalna...
Nie należy (nie potrafię) budować czegokolwiek zaczynając od tego, co powinno
być..
A później żebrząc o każde spojrzenie... czułe słowo... gest... porzucamy nasze
marzenia...


Piszę, bo to wszystko jest jeszcze we mnie żywe...
jutro...
postaram się zapomnieć...
    • konrad.80 Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 20:42
      kurcze, ales Ty glupia, taka propozycje odrzucilas, a moglo byc tak
      fajnie smile

      oczywiscie zartuje, roznie mozna do tego podejsc, zalezy to od tego,
      czego sie oczekuje? bo jedni ida na calosc, bo jest fajnie, bo druga
      osoba kreci itd, inni licza na ciekawa rozmowe i nic po za nia, bo to
      jest ktos z kim sie pracuje, a jeszcze inni chca na spokojnie, czyli
      cos tak jak Ty.
      on myslal, ze spotykajac sie z nim poza praca, moze liczyc na
      spedzona noc, moze byc, ze wysylasz (nieswiadomie) znaki, ktore on
      tak odebral...

      teraz bedzie maly problem, bo jakby nie patrzec, pracujecie razem, a
      masz juz pewnie jakies zdanie o nim, ktore prowadzi do tego, ze
      pewnie nie bedziesz chciala z nim w ogole rozmawiac...
    • krzychlater Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 20:43
      Na poznanie to nie wyglądało a jeżeli już na jednorazowe. Trzeba było go
      zostawić w kawiarni samego z rachunkiem i wyjść. Nieraz słowa są niepotrzebne. I
      nie wszystkim chodzi o to jedno. Ja uważam ze najważniejsze są emocje, bo one są
      najsilniejszymi i najlepszymi doznaniami
    • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 20:46
      aglajaaa...łączę się z Tobą ...
      w bólu...
      jesteś tak samo beznadziejnie naiwna jak ja...
      ...i do tego idealistka...
      cięzko się z takim orężem mierzyć...
      ...z normalnością tego świata...

      oj ciężko...

      a tłumaczyć jak cięzko....


      ...wręcz awykononalne


      oh jak ja Ciebie rozumiem
      smile
    • hesse.1 Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 20:46
      hmm... aż tak? szkoda trochę... ta delikatność, rzeczywiście czasem jest
      potrzebna... świat pędzi, pędzi... ludzie coraz częściej stosują jakieś "wzory
      skróconego mnożenia". Cóż...
      aglajaaa - nie powiem, Kobieta, to "fascynująca" sprawa... hihi...( są
      wyjątkowe sytuacje wink ) ale przecież nie tylko tak się żyje. Może dostrzeż też
      inne elementy, może tylko śmiało wyśmiej wink te, które Ci tak nie pasują, a
      sytuacja ulegnie poprawie?
    • rumunska_ksiezniczka Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 20:58
      daj spokój, to zwykła męska kur!@#$%wa!
      i tyle.
    • aglajaaa Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:00
      Ale ja nie wysyłam żadnych znaków, które mogłyby doprowadzić do tego, by pomyslał, że mogłabym mieć ochotę właśnie w taki sposób zakończyc ten wieczór... żadnych(!)...

      Jasne, że po takiej propozycji(!) wyszłam. Jednak wcześniej głupio próbowałam obrócić jego propozycję w żart.. Niespecjalnie wyszło...
      No, tak.. właśnie, musimy z sobą jeszcze pracować...sad

    • zabelina Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:02
      no to sobie facet chciał urządzić Walentynkiwink
      Nie martw się Aglajaa, nie wszyscy mężczyźni tacy są...
      • aglajaaa Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:08
        Mappi, rozumiesz te durne ideały? Dobrze to słyszeć, bo coś czułam, że gdybym
        dziś podzieliła sie tym ze znajomymi, to oni uważaliby za - delikatnie mówiąc -
        dziwną!

        Nie wszyscy są tacy... no, tak ale też sie taki nie wydawał... Kurcze, gdyby to
        był zupełnie obcy człowiek łatwiej byłoby przejść przez to... Ale tym razem
        okazało się (nie pierwszy raz zresztą), że nie potrafię rozszyfrować ludzi i ich
        intencji..

        Wyśmiać te, które mi nie pasują... A to coś zmieni?
        • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:10
          Widzisz, ale mężczyzn też można czasem potraktować jak taki żywy, ciepły
          wibrator. To działa w obie strony.
          • aglajaaa Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:13
            Gapuchna, pewnie tak...
            Tylko, że to nie moja bajka...
            • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:14
              Może. Ale chyba za bardzo się czasem serio traktuje seks. To w sumie taka sama
              czynność, jak wiele innych.
              • zabelina Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:16
                ja może nie traktuję tak bardzo serio, ale jednak blisko mi do myślenia Aglai,
                seks bez odrobiny uczucia jest jakiś mało pociagający...
                • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:20
                  ...seks to czynność....
                  ...no właśnie takie myślenie mnie razi....
                  ale tak jak powiedziałam...
                  są ideały...
                  i ideały...

                  aglajaaa...trzeba się zmienić...dorosnąć...przewrtościować...
                  .....albo pozostać w tym swoim kokonie...
                  ja już do tego doszłam...
                  ...tylko wyboru nie mogę dokonać jeszcze
                  sad
                  • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:22
                    wiem
                    ...wstawiałam to już...
                    ale jeszcze raz...pozwolę sobie

                    www.youtube.com/watch?v=8pxgSseCRQs
                  • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:26
                    Nie wiem. Myślę sobie, ze czasem tzreba zejść na ziemię. Nie bierzcie tego do
                    siebie, tak po prostu pisze to, co w tej chwili myślę. Nie mam w głowie kalki:
                    poszła do łóżka, czyli dziwka. Bywa różnie. Nawet nie wypowiadam się o opisanej
                    sytuacji. Rozumiem, ze propozycja tego mężczyzny ubodła. Rozumiem to. po prostu
                    inaczej zobaczyłam takie wydarzenie. tylko tyle.
                    • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:30
                      ...masz rację gapuchna...
                      trzeba zejść na ziemie...
                      ...tylko każde rozczarowanie boli...

                      ...a potem już człowiek się przyzwyczaja
                      smile
                      • rumunska_ksiezniczka Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:32
                        masz rację gapciu, człowiek jest tylko człowiekiem, a kure@#$%wo to kure!@#$wo.
                        • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:41
                          Czytałam kilka dni temu jakiś wywiad z Maleńczukiem. Z jednej strony - pełne
                          obrazoburstwo. Wręcz totalne. Ale z drugiej strony wiele rzeczy nazwał po
                          imieniu. pokomplikowane to wszystko smile
                          • zabelina Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:45
                            kiedys byam nim zwyczajnie oczarowana, nawet tą jego obrazoburczościąwink
                            Z czasem jednak ideał sięgnął bruku - co innego image sceniczny a co innego życiesad
                            • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:54
                              A to prawda. Bo ten bon vivant przykładnie całkiem żyje z zona i swoimi
                              córeczkami smile)))
                              • zabelina Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:10
                                plus skoki w bok raz po razsad
                                • hesse.1 Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:12
                                  ja mam ustawione od najnowszego.. sprawę rozwiązuje... czasem nawet opieszałość
                                  serwera w wyświetlaniu wątków też.
                                • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:12
                                  Z drugiej strony - postawa żony. Może te skoki to taka poza? Bo jak można tkwić
                                  u boku męża, który jest na ustach gawiedzi? Może to naprawdę tylko pod publiczkę?
                                  • aglajaaa Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:13
                                    Ja mam od najstarszego i nie mam problemów
                      • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:44
                        Boli też kiedy zanim dojdzie do tego seksu, są hektolitry słów o miłości, a
                        potem kończy się podobnie.
                    • aglajaaa Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:37
                      > Nie mam w głowie kalki:
                      > poszła do łóżka, czyli dziwka.
                      Gapuchna, też tak nie uważam. Bo jest indywidualna sprawa każdego człowieka.
                      Każdy robi to na co ma ochotę i sam za to odpowiada.
                      Po prostu - nie mój świat i tyle.
                • rumunska_ksiezniczka Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:23
                  aglajaa,
                  to okropna i wstrętne i odrzucające i podłe! nie ma co się wstydzić takich słów.
                  najgorsze, że ty teraz musisz się odnaleźć w tej sytuacji.
                  ale pamiętaj! nie czuj się jak ofiara. to nie ty zawiniłaś, nie zrobiłaś nic złego.
                  to on potraktował cie bezczelnie i chamsko. w innym kraju pewnie jest na to
                  paragraf i pewnie wygrałabyś nawet sprawę w sądzie. co z tego, że spotkanie było
                  poza praca. pracujecie razem i to jest naruszenie wszelkich norm.
                  dobrze zrobiłaś, że wyszłaś.
                  wiele na twoim miejscu cieszyłoby się i skorzystałoby. szczyt wszystkiego!
        • hesse.1 Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:04
          "Wyśmiać te, które mi nie pasują... A to coś zmieni?" Zmieni,
          naprawdę...Pozbedziesz sie pewnych, czasem przykrych sytuacji... I nie bedziesz
          marnowała czasu, bo sytuacja sama znajdzie rozwiązanie...
          P. S. poczytaj Rolanda Topora - Księżniczka Angina. fane... czytałem tak ze 12
          lat temu bedzie, ale pamietam do dziś.
          • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:16
            Lubisz Topora!!!!!!!!!! Myślałam, ze już o nim zapomnianosmile))) Zszedł był ze
            świata i świat zapomniał smile
            • hesse.1 Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:18
              attention... świat zapomniał...Świat?
              • gapuchna Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:27
                A jak sądzisz? Że nie? Ani artykułów, ani opowiadań, ani rysunków. Nic.....
              • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:47
                hesse.1 napisał:

                > attention... świat zapomniał...Świat?

                ...no ładnie... wink


                świat nie zapomniał...
                gapuchna...

                tylko teraz trochę inni ludźie...
                ...świat ten tworzą...

                ...choc mocno...
                ....toporny smile
                • hesse.1 Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:58
                  "Tylko teraz trochę inni ludźie......świat ten tworzą..."
                  Mappi... NIEPRAWDA. NIEPRAWDA!!! To ci sami ludzie, tylko cholera zajeci czymś
                  innym!!!
                  • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 23:07


                    ...pamiętasz wiersz norwida...
                    fotepian...

                    właśnie to ta subtelna różnica...

                    ...świata...

                    mojego
                    ...i nie mojego...

                    sad
          • aglajaaa Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:31
            "Księżniczka Angina" to ja nie znam... a chyba powinnam...smile
            Gdyby pewne sytuacje same odnajdywały rozwiązanie... bajka...
      • timiy2 Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:22
        zabelina napisała:

        > no to sobie facet chciał urządzić Walentynkiwink
        > Nie martw się Aglajaa, nie wszyscy mężczyźni tacy są...
        >

        też tak myślę, a nawet wiem, że nie wszyscy tacy są...wink
    • aglajaaa Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 21:41
      Właśnie mappi, trzeba dokonać wyboru...
      Ja nie potrafię (być może jeszcze, a może w ogóle) porzucić tego to jest częścią
      mnie...
      • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:09
        ...ej co się dzisiaj z tym "drzewkiem"...
        zupełne poplątanie z pomieszanie...

        ...to u mnie tylko tak?
        • rumunska_ksiezniczka Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:11
          ustawiłaś odwrotnie? od najnowszego?
          • mappi Re: co jest (naj)ważniejsze...? 13.02.09, 22:16
            ...o rzeczywiście...
            przestawiło mi sie...
    • aglajaaa zakończenie... (?) 19.02.09, 19:21
      Szukałam... szukałam... i wreszcie znalazłam...
      Ufff... chyba nie będę zakładać żadnych nowych wątków, bo jest ich za dużo (jak dla mnie), nie będę już "wątkotwórcą"smile na razie... smile

      aaaa... no i to zakończenie, bo po to tu jestem..

      Kolega (niekolega), znajomy (nie do końca taki znajomy) dziś w pracy przyszedł z kwiatkiem przeprosić mnie za zachowanie z tamtego tygodnia i za propozycję, którą mi wówczas złożył...

      Nie znam się na ludziach tak dobrze jak myślałam... ale na szczęście widzę, że nie jest z nimi aż tak źle... smile
      • rumunska_ksiezniczka Re: zakończenie... (?) 19.02.09, 19:25
        mmmmmm, jestem pod wrażeniem. nie znam go ale z opisu sytuacji, która miała
        miejsce, nie spodziewałabym się.
        czyli ludzie jednak rozumieją swoje błędy i co więcej maja odwagę za nie
        przepraszać.
        wszystko dobre co się dobrze kończy?
      • mappi Re: zakończenie... (?) 19.02.09, 19:29
        ...nie spodziewałam się...
        naprawdę nie spodziewałam...

        czyli wcale nie trzeba tracić wiary...
        w ludzi... smile

        aglajaaa...
        nie spodobała mi się tylko jedna rzecz w Twym poście

        "chyba nie będę zakładać żadnych nowych wątków, bo jest ich za dużo (jak
        > dla mnie), nie będę już "wątkotwórcą"smile na razie... smile"

        ...a dlaczego????
        ja się nie zgadzam na Twą bierność....
        no chyba że masz wyższe powody...
        wtedy może zrozumiem
        choć będzie mi
        żal...

        Pozdrawiam smile
        • kawamija Re: zakończenie... (?) 19.02.09, 19:53


          Che,che Drogie Pani smile)) jako stara ciotka - klotka napisze
          takkkk...........

          Nawywijał i przeprosił......i ok........ale tak naprawde dopiero
          wyszedł na zero, niech popracuje na jakiś plus dodatni....a co ???
          Spokojnie z tym entuzjazmem smile
          • aglajaaa Re: zakończenie... (?) 19.02.09, 20:08
            Czy wyszedł na zero? Próbuje zneutralizować minusa... ale po takim "wejściu" to trudne...
            A ja nawet nie byłam specjalnie zaskoczona tymi przeprosinami...
            Jednak granica już została wytyczona i nikt już jej nie przekroczy...

            Nie będę wątkotwórcą, bo chyba przesadziłam z ilością zakładanych wątków... Piszę zawsze, kiedy mam taką potrzebę... a mam chyba zbyt (!) często...
            Póki co masa zaległej roboty (dwie noce z głowywink) i do tego tabelki, schematy, rubryczki... nie znoszę!! Ale trzeba... pójdzie mi pewnie wspanialesmile smile (i szybko, haha)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja