frip0
23.08.09, 11:29
"Zazdroszczę facetom. Solidarność plemników, Bro's b4 Ho's itd.
Nawet jak się między sobą poszarpią, pokłócą w pracy, to potem na
zgodę można browarka wypić i dalej kumple na całe życie. Nie ma
zawiści, jest ewentualnie zazdrość ale wywołana raczej odwieczną
rywalizacją niż jakimiś animozjami. Jak dochodzi do jakieś sprzeczki
damsko-męskiej to bij zabij ale za kumplem staną. Albo
usprawiedliwią go na przynajmniej 4 sposoby, gdzie na ośmiu jego
kolegów dziewięciu da mu alibi.
z kobietami jest inaczej. W naszych własnych oczach jesteśmy dla
siebie zagrożeniem. Czyhamy, knujemy, manipulujemy. Obserwowane
przez dziesiątki wytuszowanych "życzliwych" par oczu szczerzymy się
perłowym uśmiechem komplementując na prawo i lewo ich bluzeczki i
sweterki aby nie dać im przewagi zrobienia z ciebie zołzy dyżurnej.
Z prędkością światła zauważamy kolejne fałdki u koleżanki, kurzą
łapkę czy niewydepilowany wąsik przy móc przy kawie z psiapsiułkami
stwierdzić "że ta Kaśka to się zupełnie zapuściła bo ją pewnie facet
zdradza".
Nawet wredne dzieci w szkole nie cieszą się tak z cudzych nieszczęść
jak my kobiety. I nie, nie potrafimy tego za sobą zastawić
zatrzaskując drzwi od biura. Na drinka do klubu? Jasne, ale tylko z
brzydszą koleżanką. Na rozmowę przy kawie? A po co, jeszcze wypaplam
coś głupiego o sobie.
Jedyną rzeczą (przepraszam, zjawiskiem), która nas potrafi jakoś
połączyć jest problem z facetem. Znajdź drugą zawiedzioną i
wylewajcie wspólne żale. Ale nie, nie taką "szczęśliwą w związku"
mimo, że też by to zrozumiała i mogła coś doradzić. Po godzinie
patrzenia na jej rozpromienioną twarz chciałabyś zetrzeć jej ten
uśmieszek z buzi.
Bo my nie potrafimy cieszyć się cudzym szczęściem..."