ugly_bad
26.08.09, 15:26
Po co to obiecywanie "nie opuszczę cię aż do śmierci"?! Jak patrzę na
to, co się wokół mnie dzieje, to w sumie zaczynam być wdzięczna mojemu
niedoszłemu mężowi, że się zakochał i mnie zostawił na kilka miesięcy przed
ślubem naszym. W każdym małżeństwie, które znam są jakieś problemy.
Część ludzi nawet się rozstała... Gdyby nie to, że czasem samotność
jest przykra i w sumie nie chcę być sama do końca życia, to chyba nie
szukałabym nikogo... Ale też tak sobie myślę - pewnie nigdy nie
zdecyduję się na małżeństwo - bo po jaką cholerę mi później rozwody i
tym podobne...?? Nigdy nic wspólnego - żadnych wspólnych kredytów,
żadnych nieruchomości, jedynie dzieci [jeśli się przytrafią takowe]
mogą być wspólne...
Po co to piszę? Jakiś czas temu wspominałam, że mam profile na jakiś tam
portalach randkowych. I wiecie co?? Przeważnie chcą się ze mną umawiać panowie
żonaci. Tak, tak - nawet nie w separacji, nie rozwodnicy - tylko żonaci,
którym się nudzi z żonką. Ale jak przyjdzie co do czego, to żony nie zostawią,
bo przecież "rodziny się nie zostawia". Szczerze mówiąc, ręce mi już tak na
maxa opadły... Współczuję sobie, że sama jestem. Ale chyba bardziej współczuję
tym żonom, których mężowie szukają odskoczni w necie...