ciekawostki :-)

31.12.04, 13:43
Mam ochotę opowiedzieć parę ciekawostek (no, przynajmniej dla mnie to były
ciekawostki smile)
Z przyjemnością wspomnę sobie te parę dni japońskich a może i Was coś z tego
zaciekawi smile))
I mam nadzieję, że powpisujecie tu też różne wasze zaskakujące "przygody",
obserwacje itd.

Po pierwsze Japonia była wtedy moją wielką miłością, byłam już po
japonistyce, ale nie było dla mnie żadnych szans na wyjazd. I stał się cud :-
) Zaczęłam pracować i wysłano mnie do Japonii w delegację. Przez cały ten
pobyt, a właściwie dwa (byłam w czerwcu i we wrześniu jednego roku) wewnątrz
cały czas skakałam z radości, no nie wiem, jak opisać to uczucie .... To tak,
jak człowiek jest zakochany i w końcu spotyka się z ukochany, no wiecie :-
)... to przez chwilę czujemy taką rozpierającą duszę radość. No to właśnie
tak się tam czułam przez cały czas smile)) Uważam, że nigdy nic mnie już
bardziej w życiu "podróżniczym" nie ucieszy - nawet jeżeli pojadę jeszcze
kiedyś do Japonii to już nie będzie to samo smile)))

Ufff, przydługi wstęp - wybaczcie.

No to ciekawostki:
1/ Przez pierwsze chyba dwa dni w Tokio nie spotkałam żadnego europejczyka,
no ogólnie "obcokrajowca" byłam zszokowana, może miałam pecha smile ale tak
właśnie było smile Potem kilku spotkałam na ulicy i oczywiśie już wielu w
trakcie zwiedzania. I bardzo podobało mi się to, że europejczycy, no że tak
brzydko powiem "biali" ludzie wszyscy się pozdrawiali na ulicy - takie jakieś
braterstwo na obczyźnie smile
2/ Buty japońskie. Otóż baaardzo często Japończycy mieli na sobie potwornie
zniszcznoe, powykrzywiane buty. Przysięgam! Garnitur, albo inny strój ok - i
te buty .... To było bardzo dziwne. No i pomyślałam sobie, że buty to dla
nich tylko taki konieczny element stroju służący do przemieszczania się - bo
przecież w "zamkniętych" pomieszczeniach w miarę możliwości natychmiast się
ich pozbywali smile))
3/ Zęby - tak, tak, to pewnie wszyscy wiedzą - w każdym razie to mnie też
zszokowało - krzywe zęby Japończyków smile Ale to w zasadzie taka głupotka smile
4/ Spotkałam się z dwoma rodzajami reakcji na to, że mówię po japońsku -
skrajnymi. Pierwsza w rodzaju "zobaczyłam ducha, głęboki wstrząs itd.":
poszłam do sklepu po kawę - samoobsługowego - ale za Chiny nie mogłam tej
kawy rozpuszczalnej wypatrzeć. No więc zwróciłam się do ekspedientki z
jakiegoś stoiska z pytaniem "czy jest kawa?" - przyznajcie, że nie wymagało
to wybitnych zdolności językowych???. Ona zachowała się, jakby ducha
zobaczyła, no się normalnie przeraziła, że się do niej odezwałam -
odpowiedziała tylko HAI i nie tłumaczyła mi gdzie i co tylko poleciała między
te półki, żeby mi pokazać ręką, że tu, tu jest kawa. Nie wiem, czemu nie
spróbowała powiedzieć normalnie - drugi rząd z lewej, czy coś takiego. No to
było dziwne, bo chyba w centrum Tokio zdarzają się cudzoziemcy mówiący po
japońsku??????????????? Druga pt: "bo wszyscy ludzie na świecie znają
japoński": zaszłam do maleńkiego sklepiku z różnymi figurkami i pamiątkami.
Szukałam malutkiej świnki - prezentu dla koleżanki. Pracowała w tym sklepiku
taka starsza Pani. Zapytałam, czy znalazłaby się jakaś świnka. Pani że tak, o
tutaj i że to takie dzwonki były chroniące przed złymi duchami, i czy ja o
tym słyszałam, a ja mówię, że tak, bo studiuję historię Japonii. A Pani na
to: o, to tak jak mój mąż i na jakim uniwersytecie studiuję (????????). To
było super, bo ona mnie potraktowała w zasadzie na równi z nią samą - że to
takie normalne, jakby każdy człowiek na świecie po japońsku mówił smile))
5/ Jak mówiłam - byłam w Japonii w delegacji, wysłała mnie firma eksportująca
tam bursztyn. Na miejscu czekał na mnie nasz współpracownik Japończyk,
wspaniały człowiek. I razem z nim w czssie tych dwóch krótkich wyjadów miałam
za zadanie odwiedzić wiele firm importujących od nas busztyn w ramach
zacieśniania stosunków. Byliśmy w Tokio, Osace, Kioto, Kobe i Shizuoce. W
sumie w jakichś kilkunastu firmach. Aha - ja jestem bardzo wysoka, nawet jak
na średnią polską. I wyobraźcie sobie, że jakieś 80% kontrahentów (byli to i
mężczyźni i kobiety) pytało się, czy .... wszyscy w Polsce są tacy
wysocy ??????????????????????? - ja do dzisiaj nie wiem, czy oni tak na
poważnie, czy coś z moją znajomością japońskiego było nie tak ....

Ufff, bardzo się zmęczyłam (i Wy pewnie też smile)) - inne ciekawostki
później smile

I pszcie, proszę,wszyscy Ci, którzy tam byli (są) co was najbardziej
zaskoczyło???? A może już był taki wątek .... Nie sprawdziłam, wybaczcie
jakby co smile

Pozdrawiam
Onnanohito
    • chiara76 Re: ciekawostki :-) 31.12.04, 14:25
      nie byłam, ale wszelkie takie ciekawostki chłonę i łaknę, jak przysłowiowa
      kania dżdżusmile) Więc wielkie dzięki, że to Napisałaś.
      MAm nadzieję, że rozgościsz się u nas na dobresmile))
    • duszkan Re: ciekawostki :-) 31.12.04, 21:23
      Fantastyczne są takie spostrzeżenia z Japonii. Mam nadzieję, że jeszcze tam
      pojedziesz. Pytanie może nie na miejscu- ale zadam- czy Twój nick coś znaczy po
      japońsku? bo polsku brzmi .....
      • onnanohito :-) 01.01.05, 19:31
        Mój nick to po japońsku KOBIETA smile

        Pozdrawiam w Nowym Roku

        I też mam nadzieję, że tam jeszcze pojadę smile
        • onnanohito Re: :-) 02.01.05, 18:08
          widzę, że mój wątek nie ma wzięcia - to trudno - sama sobie będę ciekawostki
          opowiadać smile

          Taka historyjka sprzed chyba 30 lat (a może i więcej).

          Otóż u mnie na japonistyce wykładowcą był Japończyk (uczył nas tzw. praktycznej
          nauki języka), który wziął ślub z Polką (też naszą nauczycielką - gramatyki).
          No i oni opowiedzieli nam historyjkę, jak to - właśnie nie wiem, kiedy, ale w
          czasach studenckich tej Pani, czyli pewnie jakoś na początku lat 70-tych -
          pojechali do Japonii. No i pojechali gdzieś na prowincję i łazili po japońskich
          górach. Pani o której mówię - wówczas młoda dziewczyna - była błękitnooką
          blondynką. No i raz jak sobie odpoczywali na jednej z górskich tras - para
          japończyków zbierających chrust ich spotkała i .... uklękli na ziemi i bili im
          pokłony, tzn. zwłaszcza tej Pani - myśleli, że to bóstwo jakoweś, tym bardziej,
          że ona do nich po japońsku ... ale jej narzeczony Japończyk szybko opanował
          sytuację smile
          Co mnie też bardzo zdziwiło w Japonii, a było to kilka tat temu (6?), że kilka
          osób zachwycało się moimi oczami (niebiekimismile i włosami - blond. Chodzi mi o
          to, że przecież telewizja, globalna wioska itd, a ja pod koniec lat 90-tych też
          widziałam, że dziwi ich jednak mój wygląd ... Bardzo to było zaskakujące ...

          do napisania wkrótce smile

          P.S.: do mieszkających w Japonii - czy słyszeliście o "grobie Chrystusa i Marii
          w Japonii" i czy może udało się wam tam dotrzeć?
          • chiara76 Re: :-) 02.01.05, 18:57
            chyba to trochę kokieterii z tym, że wątek nie ma wzięcia?smile

            Fajna ta historyjka z panią blondynkąsmile
            • martolka Re: :-) 05.01.05, 01:19
              > chyba to trochę kokieterii z tym, że wątek nie ma wzięcia?smile

              pomijajac to, ze byl okres swiateczny i niektórzy nie zagladali w komputery smile
          • duszkan Re: :-) 02.01.05, 19:56
            Opowiadaj, opowiadaj, my chętnie poczytamy.
            • aluniaaa Re: :-) 02.01.05, 20:57
              ja tez jestem ciekawa tych historyjek,sa znakomitesmile
              • onnanohito na dobranoc :-) 03.01.05, 00:23
                Dzięki, dzięki ....

                Właśnie mi się przypomniało:

                w Shinkansenie konduktor wchodził do wagonu (oczywiście w białych rękawiczkach,
                jak wszystkie "służby publiczne", czy jak tam ich zwą), kłaniał się i mówił:
                Dzień dobry mam na imię tak i tak i będę sprawdzał bilety. Szczerze? Myślałam,
                że się zakrztuszę widząc go na tle naszego taboru PKP ... no szok po prostu!
                Od razu zaznaczam, że tym pociągiem jechałam tylko raz, więc nie wiem, czy to
                norma, czy ten konduktor był jakiś nadzwyczajny smile)

                I jeszcze taka mała oczywistość, która mnie jednak zszokowała - chodzi o
                karność Japończyków, zamiłowanie do porządku itd. Otóż na peronach wymalowane
                są linie, szkoda, że tu nie mogę narysować - no ale opiszę. Wiadomo, gdzie
                jakie drzwi się zatrzymają (oczywiście ...) no i człowiek po wejściu na peron
                wie dokładnie, gdzie musi stanąć (na bilecie ma numer miejsca, czy wagonu - już
                nie pamiętam) no i na peronie "na podłodze" to samo. Te linie idą tak krzywo,
                tzn. od krawędzi peronu prawie prostopadle w głąb peronu (np 50 cm), a potem
                skręcają i idą wzdłuż, nooo, tak żeby można było się tak jakby w kolejce
                ustawić do tych drzwi. Mam nadzieję, że to sobie wyobrażacie. I chodzi o to, że
                oni wszyscy się ustawiali dokładnie na tych liniach, a do przyjazdu pociągu
                było np 30 minut .... Miejscówkę mieliśmy oczywiście, ale Wada-san ustawiał się
                w kolejce i tak staliśmy 30 minut ... dokładnie wzdłuż linii ... No proszę Was -
                wyobraźcie sobie taki peron z ludźmi stojącymi w kolejkach do .... pustych
                toró .... Moja cała wizyta w Japonii to były co chwilę takie zdarzenia, które
                mnie po prostu baaardzo dziwiły i jednocześnie fascynowały ...

                Jeszcze jedno o gościnności Japończyków (?) - ten znak zapytania to dlatego, że
                w Japonii miałam "bliskie spotkania trzeciego stopnia" tylko ze wspomnianym
                panem Wada, inni Japończycy, których znałam, mieszkali w Polsce albo byli
                wolontariuszami do nauki japońskiego i jeździli po całym świecie, no i przede
                wszystkim poznawałam ich na "własnym terenie" więc nie wiem, jak to naprawdę
                jest z tą gościnnością i troską o gościa ... Zatem - przyleciałam do Tokio po
                koszmarnym locie - przesiadka w Zurichu i tam 5 godzin czekania na samolot do
                Tokio, w sumie to trwało dobre kilkanaście godzin. Dla takiego, hmm,
                nałogowego - trzeba się przyznać - palacza, jakim wtedy byłam - była to niezła
                próba. Gdy tylko Wada-san odnalazł mnie na lotnisku - miał taką wielką kartkę z
                moim imieniem po polsku i w transkrypcji - katakaną smile))))) - no więc, gdy
                tylko się spotkaliśmy - poszłam do łazienki. Po wyjściu z łazienki mówię do
                Wada-san - czy tu gdzieś można zapalić, bo ja MUSZĘ. Oczywicie, błyskawicznie
                znaleźliśmy się w miejscu dla palących. No i od tej pory się zaczęło ... Wada-
                san nie palił. Ale za każdym razem, gdy wchodziliśmy do restauracji, no -
                gdziekolwiek, gdzie byliśmy razem - "o, tam, chodźmy, ...san - zapal sobie, tu
                można palić". Najlepsze było gdzieś tam na peronie - weszliśmy na ten peron,
                Wada-san zasuwa, to ja za nim. A on ... oczywiście, szukał miejsca dla palących
                na peronie smile))))))I zawsze mówił do mnie"No, ...san, zapal, tu wolno palić"
                No, kochany był, ale było to niesamowicie krępujące. Zwłaszcza raz, w maleńkiej
                kawiarence - przyszedł z żoną (cudowna kobieta, widziałam ją ze trzy razy, a
                ona mnie nazywała żartobliwie swoją polską córką, a ja ją - japońską mamą).
                Siadamy. Ja od ściany, koło mnie żona, na przeciwko nas - Wada-san. Wiecie, te
                stoliki japońskie są maleńkie, ja siedziałam tak naprawdę wciśnięta między
                ścianę a żonę Wady. I Wada wypala swoją stałą kwestię: "...san, zapal sobie, tu
                wolno palić". Żona: O!To ty palisz, zapal, zapal. Ja że nie i w ogóle, że nie
                chcę, nie muszę, dziękuję bardzo - nie, nie zapal sobie, koniecznie!!!!! No i
                musiałam się poddać ... żebyście widzieli, co ja robiłam, żeby dym na nich nie
                leciał ... a zwłaszcza na tą biedną żonę ... Sama bym to chętnie teraz
                zobaczyła smile

                A teraz już o-yasumi-nasai wszystkim smile
                • menelkir Re: na dobranoc :-) 03.01.05, 02:03
                  A propos japonskich kolei, to znajomy, ktory przemieszkal
                  kilka lat w Sapporo, opowiadal nam ostatnio stara historie
                  o tym jak wygladalo uroczyste otwarcie tamtejszego dworca
                  kolejowego, jeszcze na poczatku XX wieku. Bylo to wtedy
                  naprawde niezwykle doniosle wydarzenie, z wielka pompa.
                  Japonczycy, ktorzy dostapili zaszczytu odjechania z dworca
                  pierwszym pociagiem duzo wczesniej zgromadzili sie tlumnie
                  na peronie. Pociag nadjechal dostojnie i powoli, zatrzymal
                  sie, a pasazerowie w klebach pary (oczywiscie pociag byl
                  prowadzony przez parowoz) zaczeli wsiadac do wagonow.

                  Gdy pociag ruszyl, a para opadla, ukazaly sie... dziesiatki
                  pozostawionych na peronie par butow. Taki szacunek wzbudzil
                  w Japonczykach pierwszy pociag w ich miescie. smile
                  • chiara76 niezła ta historia:) 04.01.05, 23:34
                    zupełnie z innej beczki, podobne emocje wzbudził francuski TGV, kiedy był w
                    Polsce i nawet można się nim było przejechać. Pamiętam, jakie tłumy waliły do
                    niego na stacjach tylko po to, aby przejść się wzdłuż i wysiąść na końcu. Ale
                    mogli powiedzieć, że widzieli.
          • menelkir Re: :-) 03.01.05, 01:47
            Jesli mozna, to z ciekawosci zapytam - czy kiedy jeszcze
            studiowalas to czy juz wtedy studenci I roku po zajeciach
            z PNJ z Okazaki-sensei rozmawiali pozniej ze soba w stylu
            "Idziemy na piwo, nie idziemy na piwo, czy jak robimy"? wink
            Od razu mowie, ze ja japonistyki (niestety) nie studiuje,
            ale ten "slang" bardzo mnie bawi. smile

            A co do historii o grobie Chrystusa, to czytalem o niej
            w "Japonia: zmienna czy niezmienna?" Jolanty Tubielewicz.
            Niestety nie wiem czy bede mial kiedys okazje sam poszukac
            takich miejsc, nawet kiedy uda mi sie juz znalezc w Japonii.
          • rubeus Re: :-) 03.01.05, 15:34
            pisz, pisz... ja chętnie sobie podczytuję...
    • kapitankloss1 Re: ciekawostki :-) 04.01.05, 22:39
      Fajnie poczytac....

      Co do punktu z ekspedientka w sklepie, to chyba norma bo nigdy mi ani mojej
      Japonskiej zonie nikt nigdy nie tlumaczyl gdzie cos jest, tylko lecial lub
      leciala pokazac. To tak chyba zeby pokazac gorliwosc w pracy i szacunek dla
      klienta, bo jednak zbywac klienta "w trzeciej alejce po prawej" jest jakos tak
      rowne temu ze ekspedientka nie chce sie za bardzo fatygowac.

      W ktorym roku tam bylas?

      Buty widzialem, ale przewaznie to takie stare klapki, bo rzeczywiscie do domu
      sie w butach nie wchodzi wiec czasami nie trzeba miec ladnych.
      • martolka Re: ciekawostki :-) 05.01.05, 01:27
        > W ktorym roku tam bylas?

        o wlasnie, tez mnie to pytanie nurtuje smile
        • onnanohito liczę, liczę ... 05.01.05, 15:22
          i wyszło na to, że nie tak dawno tam byłam bo w 1999 roku, w czerwcu i we
          wrześniu ...


          do napisania wkrótce!
    • pprzybyl Re: ciekawostki :-) 05.01.05, 23:58
      Jak wiadomo wszystkim, ktorzy kiedykolwiek mieli z nimi kontakt, japonczycy
      maja BARDZO male pecherze. Z tego powodu gdzie nie spojrzec roi sie od toalet
      (ktore sa calkiem czyte i bezplatne). Ciekawostka sa... podgrzewane deski
      sedesowe.

      Pierwszy raz dowiedzialem sie o tym w szalecie na przydroznym parkingu i
      przezylem szok. Szalet nie mial drzwi a miedzy scianami a dachem spore szpary,
      a ze byla zima, wiec na dworze bylo dosc zimno. Wchodze do srodka, z grymasem
      twarzy sadzam sie na desce z przerazeniem wyczekujac nieprzyjemnego kontaktu z
      zimna i twarda powierzchnia (jak to u nas zazwyczaj), a tu baaaach.
      Niespodzianka. Cieplo i jakby bardziej miekko. Musze przyznac, ze siedzenie na
      cieplym dziala jakos na cale cialo, ze od razu ci cieplej w tym zimnie. To samo
      czulem w zimnym mieszkaniu (jak pisalismy wczesniej – ogrzewanie domow nie jest
      mocna strona Japonii), gdzie dwa moje ulubione miejsca to wnetrze kotacu (czyli
      tego stolu z grzejniczkiem pod spodem) albo wlasnie toaleta z podgrzewanym
      sedesem.

      PS. Sedesy maja zazwyczaj tez dodatkowe funkcje typu np. prysznic w gore, ktore
      uruchamia sie przyciskami na panelu sterowniczym z boku. Niestety zazwyczaj
      opis jest tylko po japonsku, wiec jakos nigdy nie zdecydowalem sie
      eksperymentowac.
      • vanila_sky Re: ciekawostki :-) 06.01.05, 14:46
        sama nigdy nie byłam więć powtarzam za moją znajomą, która jak pierwszy raz
        wyjechała do Japonii, to na lotnisku tak się akurat złożyło było bardzo mało
        białych, a ona jest wysoką bardzo ładna dziewczyną, o bardzo jasnej cerze i
        jeszcze miała krótkie włosy zafarbowane na taki bardzo jasny platynowy blond. I
        Mowiła, że jak szła przez lotnisko to wszyscy ale to wszyscy się za nia
        ogladali. Wzbudzała ogólna sensację. Początkowo byla w szoku, nie wiedziała co
        jest grane ale teraz jak mowi est przyzwyczajona bo nadal ludzie ja ogladajasmile
    • yawokim japonska skrajna prawica 10.01.05, 06:37
      www.juergenspecht.com/documentations/?number=27
      • macdro Re: japonska skrajna prawica 10.01.05, 09:00
        Fajne fajne.

        to troche tak jak u nas smile)
Pełna wersja