hafro
04.01.05, 13:57
Wystarczą chęci
Rozmowa z Rafałem Zaborowskim, szczecinianinem, który studiuje w Japonii.
- Jak to się stało, że wylądowałeś na studiach w Japonii?
- Byłem tym zainteresowany od dawna, już od szkoły podstawowej. Zaczęło się
od oglądania filmów samurajskich, potem język, manga, anima, japońska muzyka,
trenowałem karate. Po raz pierwszy do Japonii pojechałem na miesiąc, czy
półtora miesiąca po liceum za pieniądze wygrane w konkursie Wolszczana. Kiedy
wróciłem, zacząłem już na poważnie szukać czegoś, żeby można było się tam
zahaczyć. W internecie znalazłem stronę mojego obecnego uniwersytetu,
nawiązałem kontakt, oni przysłali mi dokumenty do wypełnienia.
- Co studiujesz?
- Nauki społeczne, coś na pograniczu socjologii i politologii.
- Jakie były początki? Miałeś problemy z językiem, aklimatyzacją?
- Na pewno, to był szok kulturowy. Było trudno, bo byłem i nadal jestem
jedynym Polakiem na uczelni. Dużo pomogło mi to, że w Japonii byłem już
wcześniej. Miałem więc jakieś pojęcie jak tu jest. Aklimatyzację ułatwił mi
też fakt, że mój uniwersytet jest międzynarodowy, połowa studentów to
Japończycy, połowa - ludzie z całego świata: Afryki, Ameryki, Europy. Teraz
czuję się tu już dobrze, studiuję od kwietnia więc trochę czasu minęło.
- Jak wygląda życie japońskiego ucznia?
- Zupełnie inaczej niż w Polsce. Młody Japończyk wychodzi do szkoły rano,
spędza tam kilka godzin. Potem nie wraca do domu, tak jak to jest w Polsce,
tylko idzie na zajęcia dodatkowe. Popołudnie spędza z kolegami na mieście w
jakimś centrum handlowym, czy w innym miejscu rozrywki. Do domu wraca koło
21 - wtedy jest czas dla rodziny. Dopiero o północy zabiera się do odrabiania
lekcji.
Japończycy bardzo mało śpią w nocy, dlatego łatwo im zasypiać w dzień - w
metrze, w autobusie. Japończyk gdzie usiądzie tam zaśnie, co dla nas wcale
nie jest takie łatwe.
- A jak jest ze studentami?
- Największym problemem dla Japończyków jest właśnie dostanie się na studia.
Przygotowują się do tego całe życie, właściwie już od przedszkola. Dobre
przedszkole, potem najlepsze szkoły kolejnych szczebli. Egzaminy na studia są
naprawdę bardzo trudne.
Dwie najlepsze uczelnie w Japonii to uniwersytet w Tokio i uniwersytet w
Kyoto. Nauka tam jest życiowym celem wielu młodych Japończyków. Znam historie
ludzi, którzy się tam nie dostają kilka lat z rzędu. Nie próbują się dostać
gdzie indziej, tylko siedzą w domu i uczą się do kolejnego egzaminu. Jednak
kiedy Japończyk dostanie się na studia nie musi się już tak starać. Presja
znika. Studiów trudno jest nie ukończyć. Nie trzeba się też martwić o pracę.
Firmy już na studiach polują na nowych pracowników. Ale Japończycy w ogóle
lubią się uczyć. Widać to nawet po telewizji - z każdego programu można się
czegoś nowego dowiedzieć.
- Podobno Japończycy nie ściągają na egzaminach?
- Tak. Oni w ogóle nie lubią oszukiwać - taką mają mentalność i pewnie
dlatego taka jest tu mała przestępczość. Panuje u nich przekonanie, że jeżeli
czegoś nie umiem, to po co mam ściągać? To i tak w niczym nie pomoże, niczego
nie nauczy. Ściąganie jest dla nich zupełnie niezrozumiałe.
- Czego ci najbardziej w Japonii brakuje?
- Jest mnóstwo takich rzeczy. Tęsknię do rodziny, do przyjaciół. Ale nie
tylko: brakuje mi mojej ulubionej gumy do żucia, kiełbasy, którą bardzo
lubię. Teraz akurat jestem najedzony po świętach i jest fajnie. Ale kiedy tam
jestem i pomyślę sobie co chciałbym zjeść, a nie mogę sobie tego przyrządzić,
bo w Japonii nie ma składników. Lista takich rzeczy jest bardzo długa.
Chociaż na tamtejszą kuchnię nie narzekam, bo jest bardzo dobra.
- Co byś poradził młodym ludziom, którzy chcieliby studiować w Japonii?
- Trzeba tylko bardzo chcieć. Na takim międzynarodowym uniwersytecie jak mój,
nie trzeba nawet znać języka japońskiego, którego bez kontaktu z Japończykami
bardzo trudno się nauczyć. Japończycy są bardzo mili i jeśli się ma dobre
chęci można z nimi naprawdę dużo załatwić.
Glos Szczecinski, 4 stycznia 2005 r.