Dodaj do ulubionych

Bezsenność w Warszwie, czyli spotkanie z gajdzinem

19.01.05, 20:48
Przepraszam Chiara, ze zaczynam nowy watek, ale koneicznie chcialem mu nadac
tytul Bezsennosc w Warszawie. Wbrew mocno akcentowanym obawom Marcina,
społeczność czytelnicza stawila sie na spotkaniu z gajdzinem nadzwyczaj
licznie (wiekszosc nawet nie miala gdzie siedziec) i nadzwyczaj ochoczo
sluchala opowiesci. Nikt nie spal, ani nawet nie ziewal, a autor odczytal
tylko jeden kawalek swojej ksiazki, co mozna uznac za duuuzy sukces spotkania
nazywanego potocznie - wieczorem literackim.
Obserwuj wątek
    • pprzybyl Re: Bezsenność w Warszwie, czyli spotkanie z gajd 19.01.05, 20:52
      Dla tych co nie byli - autor zdradzil, ze bohaterowie Bezsennosci sa dla
      zmylki pomyleni i pomieszani, i wszystko co zdarzylo im sie w ksiazce, w zyciu
      wypadlo na kogos zupelnie innego. W duzym uogulnieniu wiec, wszelkie opisane w
      ksiazce historie i postacie nalezy brac z przymrozeniem oka, a prawdziwych
      realiow dopatrywac sie jedynie w opisach krajobrazu.
    • pprzybyl Re: Bezsenność w Warszwie, czyli spotkanie z gajd 19.01.05, 20:56
      A na serio - Marcin jest przemilym czarujacym facetem, ktory naprawde potrafi
      opowiadac i naprawde ma poczucie humoru (chociaz sam twierdzi cos zupelnie
      innego). Mam nadzieje, ze to nie ostatnie spotkanie autorskie, ktorego bedzie
      bohaterem smile

      PS. Ale sushi nie było sad (chyba, ze za wczesnie wyszedlem, ale siedzialem
      prawie do konca)
    • chiara76 na spotkaniu byli: 19.01.05, 21:32
      Wasza Wspaniała ( a może nie?smile Adminsmile i jej Druga Połowa,

      Yawokim (ale nie wiem, gdzie Ty Byłeś, dzięki raz jeszcze za Wiesz ,cosmile

      Martolka,

      Rubeus,

      Miszka44 z Osobą Towarzyszącą, którą nawiasem mówiąc znam z jeszcze innego
      forum Gazetysmile

      Menelkir, który uwaga uwaga, zasługuje na oklaski, przyjechał z Łodzi!!

      jak się później okazało Pprzybył, który się nam nie ujawnił.

      Było bardzo przyjemnie, tak , jak pisze Pprzybył. Natomiast śmieję się, że
      MArcin chyba kokietował , bo nie groził mu syndrom pustej sali, ludzi było
      pełno i nie dało się wetknąć szpileczki.
      • pprzybyl Re: na spotkaniu byli: 19.01.05, 21:42
        Przepraszam - nazywam sie pprzybyl - el na koncu.
        Chcialem zadac marcinowi dwa pytania, ale jakos w koncu nie wyszlo. Moze tutaj
        da sie uzyskac odpowiedz:

        1. Dlaczego ksiazka powstala dopiero trzy lata po powrocie do kraju, czyli 8
        lat po wyjezdzie z Japonii?
        2. Czym autor zajmuje sie dzisiaj w Polsce? Czy tylko pisze ksiązki, czy robi
        znow jakas zawrotna kariere?
    • menelkir Re: Bezsenność w Warszwie, czyli spotkanie z gajd 21.01.05, 15:17
      Juz po spotkaniu dowiedzialem sie, ze grupa Japonczykow z JICA
      ma w ten weekend szkolenie w Warszawie i niektorzy znajomi zdazyli
      juz do stolicy dojechac, w zwiazku z czym wykonalem serie SMS'ow
      i skutek byl taki, ze wrocilem dopiero dzis rano. smile))

      Widze, ze na forum w miedzyczasie watkow naprzybywalo co niemiara,
      az nie wiadomo co czytac, wobec tego wpisze sie najpierw tu.
      Bardzo fajnie bylo Was spotkac, chociaz bardzo krotko, ale mam
      nadzieje, ze jakas okazja do dluzszego spotkania jeszcze bedzie.

      Chiara, wielkie dzieki za fotki, doszly bez problemu, pretensji
      do jakosci nie zglaszam, bo i tak wychodze zwykle fatalnie, wiec
      przewaznie unikam podziwiania sie w wysokich rozdzielczosciach. wink
      Natomiast swojego pojawienia sie na spotkaniu wcale nie uwazam
      za jakis szczegolnie heroiczny wyczyn, ale dzieki za slowa uznania. smile

      O spotkaniu juz chyba wszystko napisaliscie, ciesze sie, ze mnie
      tez udalo sie zadac gajdzinowi kilka pytan, a nawet blysnac wiedza
      z zakresu wyzszej matematyki i obliczyc rok rozpoczecia akcji ksiazki. wink))
    • chiara76 emocje opadają i czas na refleksje 24.01.05, 13:38
      nie bardzo się zgadzam z Marcinem w sprawie jakości sushi w Warszawie. Trochę
      niesprawiedliwie ocenił jakość. Wbrew pozorom, sushi dobre da się tu zjeść.
      Owszem, nie pomacha nam zwierzątko płetwą, ale zatruć się nie zatrujemy. Fakt,
      że podobno wśród znawców panuje opinia, że lepiej jeść je na jesieni i zimą ,
      bo w lecie transport itd. ale to już osobna kwestia, ja jadłam i latem i żyję.

      oczywiście nie mogę się przestawić i zacząć mówić "siogun" zamiast szogun, ale
      to już osobna sprawa.

      Z tym językiem i jak się szybko można go nauczyć, Marcin twierdzi, że szybko i
      jemu samemu zajęło to rok.
      Jestem bardzo ciekawa oponii Was, którzy tam byliście lub jesteście, ile Wam to
      zajęło, czy rzeczywiście nie mieliście z tym problemów?

      Na razie nic więcej do głowy mi nie przychodzi.
      • miszka44 Re: emocje opadają i czas na refleksje 24.01.05, 14:26
        Co do jakości, to się nie wypowiem: nie mam porównania z orginalnym - japońskim
        w Japonii - sushi. Ale to, co jadłem w Warszawie było dobre. Może być lepsze?
        Tym lepiej smile
        Natomiast inną sprawą sa ceny. Z tego co czytam wynika, że w Tokio sushi jest
        tańsze niż w Warszawie. Na szczęście mój "osobisty" sushi bar na dole w bloku
        ma ceny tokijskie smile

        Pzdr
        M44
        • chiara76 kolejna moja refleksja 24.01.05, 14:40
          hmmm, a gdzie ten bar? Zdradzisz tajemnicę?

          Hehe, następna rzecz, która mnie rozbawiła, to ten jęk współczucia płynący z
          sali dla biednych Japonek, które ach, biedactwa muszą siedzieć w domu i nie
          pracować.
          Po pierwsze, uwielbiam jak ci, którzy nie wychowali się w danej kulturze,
          środowisku wartościują, co jest dobre i właściwe, nie znając sprawy. Po drugie,
          nawet pani Polka potwierdziła, do ofiar im daleko. Japonki mają twarde
          charaktery i umieją postawić na swoim. I rzeczywiście w kraju, w którym
          wychodzi się z pracy po godzinach zakończenia urzędowania banków, czy urzędów
          rozmaitych właśnie, nie jest źle, jak chociaż jedna osoba z rodziny może się
          tym zająć na spokonie. Tym bardziej, że jak czytałam, kasę w domu trzyma pani
          domu, i to ona może sobie w tym czasie spokojnie z koleżanką wybrać się na
          przykład na ciuchowe zakupy, i żaden mąż jej nie jęczy nad głową, że ile można
          chodzić po sklepach, albo, ojej, ile to kosztuje (żeby nie było, że znam z
          autopsji, akurat mój P jest super pod względem zakupówsmile.

          Nie żałujmy japońskich kobiet, bo to w sumie one mogą żałować niektórych matek
          Polek, które po 8 godzinach w pracy często z wywieszonym jęzorem muszą jeszcze
          odwalić połowę tych godzin w pracy domowejsmile
            • chiara76 do Miszka44 24.01.05, 15:11
              naprawdę polecasz? Hm, ja jakoś często trochę mam małe zaufanie do takich
              lokalnych sushi (podobno smaczne jest też to w KAbackim Dukcie)...może się
              przemogę, skoro polecasz.
            • nekos Re: sushi bar 24.01.05, 17:19
              czytam z zaciekawieniem o tych wszystkich nowych sushi barach w w-wie i innych
              miastach ktore wyrastaja jak grzyby po deszczu i nasunelo mi sie pytanko. kto w
              nich pracuje?? czy to sa polacy czy japonczycy?? jezeli to sa polacy to skad
              oni znaja sztuke robienia sushi?? bo zeby dobrze takie sushi zrobic to trzeba
              chyba miec dosyc dluga praktyke.
              • chiara76 Re: sushi bar 24.01.05, 17:22
                no, ale przecież ktoś ich uczy, prawda?
                Powiem Ci, że w jednej restauracji (to tam bylismy na pierwszym sushismile szefem
                jest Japończyk i tam chyba w kuchni też Japończycy, przynajmniej jednego
                widziałam, jak z zaciętą miną szykował sushi. W tym drugim, to faktycznie
                Polacy, ale sushi tam też dobre. Pojadę kiedyś do Japonii, to sobie porównamsmile
                • yawokim Re: sushi bar 24.01.05, 19:31
                  chyba chiara kiedys dawala linka do wywiadu z japonskim kucharzem- narzekal na
                  nielojalnosc polakow . Kazdy po przeszkoleniu odchodzil aby zalozyc wlasny
                  interes /to pewnie te nowe knajpy/, dlatego teraz zatrudnia tylko japonczykow.
                • pprzybyl Re: sushi bar 24.01.05, 23:16
                  Rozmawialem kiedys z sushi-masterem w Sakanie na pl. Teatralnym i on opowiadal
                  mi, ze pierwszym mistrzem sushi w wa-wie byl szef kuchni w restauracjiTsubame
                  na Foksal (to zdaje sie byla pierwsza w Polsce japonska restauracja, juz nie
                  istnieje). Od niego wszyscy sie uczyli. Dzisiaj guru podobno jest szef z Inaby,
                  tez Japonczyk.

                  Co do jakosci sushi w Japonii - jak juz wspominalem, jadlem kiedys w Kappa
                  Zushi, takim barze z tasmociagiem po ktorym jada talerzyki z sushi (porcja 100
                  jenow, czyli 3 zlote) i obiektywnie przyznam, ze bylo troche suche i wcale nie
                  pycha-ach-pycha. W warszawie zazwczaj jada sie lepsze. No, ale u nas nie ma
                  barow, tylko powazne (i drogie) restauracje, w ktrych sushi robi sie na
                  zamowienie klienta, wiec jest swieze.

                  Ale faktem jest, ze w dobrej (i drogiej) restauracji w Tokio sushi potrafi
                  jeszcze pachnac oceanem, co z oczywistych wzgledow u nas jest niemozliwe.
                  • chiara76 Re: sushi bar 24.01.05, 23:19
                    Och , moje pierwsze wizyty na kuchni japońskiej były właśnie w Tsubame (czy to
                    znaczy jaskółka po japońsku?). Ale sushi tam nie jadłam.
                    Inaba mnie kusi, hmmm.
            • chiara76 Kapitanie 24.01.05, 20:55
              Kapitanie, ciekawi mnie jeszcze inna sprawa. Na gruncie japońskim pewnie tak
              jest, ale jak się sprawy mają, jak taka Japonka z mężem, nie Japończykiem
              wyjeżdża z Japonii, ciekawe, czy tam też nie pracuje, czy trafiając do kraju, w
              którym kobiety robią karierę zawodową jednak się realizuje właśnie w owej
              kariery robieniu...
              • minyo żony na obczyźnie 25.01.05, 16:10
                moze to troszke uzupełni wątek. Znałam i znam trochę Koreanek, które przybyły
                tu "za mężem" i właściwie z jednym wyjątkiem, który zdaje sie potwierdzać
                regułę, panie zajmują się ( w tej kolejności mniej więcej) sobą, dziećmi, domem
                i mężem. Nawet młode dziewczyny nie pracują, co właściwie jest zrozumiałe o
                tyle, że nie znają języka czy brak im doświadczenia. Generalnie panie chodza
                na zakupy, grają w golfa i spotykają się we własnym gronie. Aktywniejsze
                wychodzą poza krąg "swoich" i próbują poznać "tubylców",ich kraj, język i
                kulturę, ale to raczej nieliczne. Co do niepracujących kobiet, to mimo mimo
                wszystko wiele młodych dziewczyn decyduje się na pracę zawodową i nawet (!!!)
                odwleka decyzję o wyjściu za mąż.
                uff, chyba trochę namotałam, za dużo chcę zmieścić : ), ale to dlatego, ze
                akurat bardzo mnie takie socjologiczno-kulturowe tematy interesują.
                pozdrawiam ^ ^
                • kapitankloss1 Re: żony na obczyźnie 25.01.05, 16:26
                  Hahaha...dokladnie! jest to co napisala minyo.

                  Widzisz, jesli zona wyjedzie z Japoni, gdzie praca kobiety jest uwazana za
                  dolek finansowy (to znaczy rodzinka nie ma pieniedzy i zona MUSI pracowac) i
                  poza Japonia musi pracowac oznacza to ze sie jej nie powiodlo. Jest tez wstyd
                  o tym wspomniec w gronie Japonek, gdzie pozycja w grupie jest w wiekszosci
                  ustosunkowana do pozycji meza w firmie, i prestizu firmy.

                  Widzisz, argumentem do pracy jest to ze sobie powiekszysz wiedze, itd. ale
                  Japonka moze to zrobic szybciej bo jest wolna i jak chce poczyta sobie ksiazki
                  i bedzie wiedziala wiecej o jakims temacie niz ktos kto by pracowal (przewaznie
                  widzi sie bardzo waski kawalek w pracy). Dodaj do tego ze jest wolna robic co
                  chce (w granicach..bo jendak ma dzieci i dom).

                  Jak nie sa mezate to pracuja. Ale powiem ze po 30 zaczyna byc to widziane jako
                  nie sukces ale jako stan oplakany. Widze to po zonie jak komentuje inne
                  Japonki, a Japonki moga miec bardzo ostre Jezyki smile
    • chiara76 następna refleksja 24.01.05, 20:53
      spodobało mi się, jak Marcin opowiadał, że pozostało mu kłanianie się po
      japońsku i że nawet czasem go mitygują, że nie wypada, bo to zbyt służalcze.
      Dziś w TV zresztą także o tym wspominał.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka