Dodaj do ulubionych

japonia z plecakiem

27.06.05, 02:22
Witam,
czy ktos podrozowal z plecakiem i namiotem po Japonii? Ja sie chce wybrac
tego lata. Z tego co wiem, wiekszosc tanszych miejsc do spania (schroniska,
ryokany, minshuku) maja rozne przykre strony - a to wczesna godzina
przybycia, a to rezerwacje. Campingi wygladaja na tym tle dosc atrakcyjnie.
Mam w zwiazku z tym pytania-
a) czy te campingi sa tam liczne?
b) jak je znalezc - czy sa jakies mapy turystyczne-topograficzne, z
pokazaniem lokalizacji?

Chetnie poczytam wszystkie rady doswiadczonych w Japonii.

Arigato.
Obserwuj wątek
    • logik_obiezyswiat Re: japonia z plecakiem 27.06.05, 05:02
      > czy ktos podrozowal z plecakiem i namiotem po Japonii?

      W młodości bardzo dużo, głównie autostopem smile

      > tego lata. Z tego co wiem, wiekszosc tanszych miejsc do spania (schroniska,
      > ryokany, minshuku) maja rozne przykre strony - a to wczesna godzina
      > przybycia, a to rezerwacje. Campingi wygladaja na tym tle dosc atrakcyjnie.

      Jako że japońskie kempingi nastawione są na przyjeżdżających samochodami (jak wiele innych rzeczy). W mieście możesz mieć kłopoty ze znalezieniem takiego przybytku (co nie znaczy, że ich nie ma). W Japonii _teoretycznie_ można spać wszędzie tam, gdzie nie jest to zakazane. Jeśli nie zakłócasz porządku publicznego nikt nie powinien Cię przepędzić. Myjesz się w poblskiej łaźni (sentou), jedzenie podgrzewasz / zalewasz wrzatkiem na palniczku lub w pobliskim konbini.

      > Mam w zwiazku z tym pytania-
      > a) czy te campingi sa tam liczne?

      To zależy z jakimi krajami porównujesz, ale chyba zagęszczenie jest średnio europejskie (tzn było jakieś 10 lat temu).

      > b) jak je znalezc - czy sa jakies mapy turystyczne-topograficzne, z
      > pokazaniem lokalizacji?

      Tu też trzeba uważać - większość z nich mówi jak dojechać samochodem, ale podaje mniej informacji o dotarciu innymi środkami lokomocji (często jest to niemożliwe). Książek i czasopism jest wiele, najlepiej kupować najświeższe czasopismo na dany region, często są przy tym kupony zniżkowe na różne atrakcje w okolicy, choć tu też trzeba uważać - ciebie może interesować świątynia, Japończyka pole tulipanów z makietą holenderskiego wiatraka. Niestety takie dobroci są nieosiągalne w języku angielskim, przynajmniej ja nigdy takowych nie widziałem...

      > Chetnie poczytam wszystkie rady doswiadczonych w Japonii.

      Przepraszam, jeśli moje dane są już nieaktualne, w dziesięć lat wszystko się może zdeaktualizować...

      > Arigato.

      Ależ douitashimashite.
      • kuks Re: japonia z plecakiem 27.06.05, 14:02
        sentou - czyli 銭湯
        smile
        Bede mial JR Pass, wiec problemy z przemieszczaniem beda takie sobie. Zamierzam
        glownie zatrzymywac sie na gluchej prowincji, a dopiero na dzien zjezdzac do
        wiekszych miast.
        Dzieki...
    • nekos Re: japonia z plecakiem 28.06.05, 10:39
      nigdy nie nocowalem na campingu w japonii ale z tego co mowili znajomi (w tym
      tez japonczycy) to na campingach nie ma nic oprocz toalet. nie ma mowy o
      kapieli czy nawet prysznicu. laznie moga byc gdzies w okolicy ale wcale nie
      koniecznie. osobiscie nigdy nie zatrzymalbym sie w miejscu gdzie po upalnym
      dniu (w lecie temp dochodzi do 40 st) nie ma mozliwosci wykapania sie.
      --
      ネコス
        • kapitankloss1 Re: japonia z plecakiem 28.06.05, 14:34
          Ja tez o kampingach raczej nie slyszalem dobrych rzeczy. To nie Polska czy
          Kanada i ludzie nie maja takiego samego zainteresowania kampingami, wiec i jak
          sa nie sa tak rozwiniete jak gdzie indziej.

          IMHO nie podoba mi sie takie podrozowanie: autostop i kamping...jestem za
          bardzo widze przyzwyczajony do luxusu...nawet backpaking po Azji bylo jednak w
          maciupkich hotelikach...niektore nawet pewnie -3 gwiazdi smile
          • logik_obiezyswiat Re: japonia z plecakiem 29.06.05, 13:52
            Oczywiście, że autostop odpada jak się nie ma już dwudziestu lat, ale kempingi są jak najbardziej w porządku, wystarczy odpowiednio wybrać (Google-sensei jest tu bardzo pomocny). Są tzw. kempingi parkowe, gdzie rzeczywiście jest tylko kran, ale istnieją również takie z prawdziwego (tfu, zachodniego) zdarzenia, gdzie weekend można spędzić bez obaw, że nie będzie prądu, pryszniców i wszelkich za przeproszeniem "standardów". Na wielu kepingach są tak zaopatrzone wypożyczalnie, że nagłe postanowienie podczas wycieczki rowerowej "zostajemy na noc" nie sprawia kłopotu, bo sprzęt czeka, a zmianę bielizny można kupic na miejscu. Bywałem na kempingach z bezprzewodowym LANem, jazdą konną czy onsenem z pięcioma rodzajami "wrzątku", ale od czasu do czasu warto zabrać dzieci w miejsca gdzie nie ma cywilizacyjnych "dobroci" - rodzinna noc przy ognisku i odgłosach żab (Japończycy w takich miejscach raczej nie zostają na noc) to jest coś, co daje wytchnienie. Tylko tak można rozpalić w szkrabach żar do odkrywania nowego - inaczej na zawsze zostaną niewolnikami luksusu i nie będą chciały jeździcz w "dzicz", nie zostaną obieżyświatami, a ich logika zostanie narażona na zwężenie.

            Kilka zdjec z przeciętnych kempingów:

            www16.ocn.ne.jp/~greenpal/sisetu_04.htm
            www.campjo.com/image/campjo/000071-1.jpg
            nishi-izukou-ac.hp.infoseek.co.jp/
            www.geocities.jp/bighorn_camp/gallery.html
            Są też takie gdzie można zrobić symulację życia w "dziczy".

            www.pioneer-fukushima.co.jp/sub_contents/osigippa/siki_oriori/siki_oriori.html
            • kapitankloss1 Re: japonia z plecakiem 29.06.05, 18:02
              Hahaha...rozsmieszasz mnie...pojechac w "dzicz" na weekend, rozpalic ognisko,
              powedzic kielbaski...a zwiedzac Japonie przez dwa tygodnie mieszkajac w
              namiocie to sa dla mnie dwie rozne rzeczy....porownywane bez logiki. Jesli
              ktos tak chce zwiedzac Japonie to jest jego sprawa, ale Japoni nie wyczuje
              siedzac na kampingach. Dla przyprawy, jedna, dwie noce OK, ale reszta powinna
              byc w ryokanach, onsenach, i hotelach. Nie trzeba drogich, ale tez takie by
              dobrze zaliczyc. Zatrzymac sie w love hotelu. Bedziesz wtedy wiedzial jak
              Japonia zyje noca i w dzien...a nie co nocy sluchal cykad...ale Japonskich.
              • kuks Re: japonia z plecakiem 29.06.05, 19:47
                Dziekuje za te wszystkie informacje i zdjecia. Wyglada toto bardzo normalnie.
                Oczywiscie, noclegi beda takie, jakie sie trafia. Ryokany tez sa planowane, ale
                one maja rozne nieprzyjemne ograniczenia, o czym bylo wczesniej.
                A co w kwestii map, na ktorych zaznaczone sa campingi? Maja cos takiego?
              • logik_obiezyswiat Re: japonia z plecakiem 30.06.05, 04:08
                Pisałem o tym, że na takim kempingu z kranem można spędzić weekend, a już na dłuższe pobyty sugerowałbym wybranie coś z sieci czy czasopism, bo tylko co dziesiąty "ma wszystko" (cyfry tutaj: homepage1.nifty.com/asia-pacific/databook.html). Chyba niezbyt jasno się wyraziłem, ale cieszę się, że przyprawiłem Cię o dobry humor.
                Mój komentarz na koniec był natury ogólnej, bo dla moich dzieci ryokan (love hotel jeszcze nie, mam nadzieję) jest czymś tak naturalnym jak dla mnie bar mleczny czy kiosk Ruchu. Uzależnienie od zdobyczy cywilizacyjnych jest w Japonii sporym zjawiskiem, ale (choć to zjawisko wielce fascynujące) bądź co bądź ogranicza w jakimś stopniu umysł i zdolność przetrwania poza Krajem Kwitnącej Cyborgizacji, dlatego ja wybieram coś poza tymi "gwiazdkowymi" dziesięcioma procentami nawet na tygodniowe wypady. Bez takich zdolności moje dzieci nie wybiorą się pod namiot do Polski tak jak Kuks wybiera się do Japonii...
                W Japonii chwila samotności przy wędce to smakowity kąsek dla wielu, ale rzecz jasna wszystko zależy od charakteru.

                A propos logiki - wyrabianie sobie opinii o czymkolwiek na podstawie zdania kilku osób a nie statystyk jest zjawiskiem nagiminnym, mimo że każdy z nas poświadomie wie(?), iż mała ilość danych wejściowych bardzo często kończy się wysnuciem nieprawdziwych wniosków.

                A propos map - po angielsku może być niewiele, tak jak pisałem. Na przykład poniższa strona oferuje sześć miejsc w całym kraju,
                gojapan.about.com/cs/sports/a/camping.htm
                kiedy gazeto-atlas dla miłośników kempingu po japońsku ma 560 ofert na sezon 2005-2006 dla samej wschodniej części Japonii (470 dla zachodniej).
                images-jp.amazon.com/images/P/4398244980.09.LZZZZZZZ.jpg
                Jeśli nie czytasz kanji ale dobrze orientujesz się w terenie, to poradzisz sobie na zasadzie korzystania z mapy lotniczej, lecz musisz kupić coś, co ma prawdziwe mapy, gdyż większość ma tylko opis jak dojechać do jakiegoś miejsca a przy opisie umieszczają najwyżej mapka najbliższych tylko okolic wokół kempingu.
                Coraz częściej dają też kody dla komórek (wygląda to tak:
                k-tai.impress.co.jp/cda/static/image/2004/06/17/qr_au.jpg ), które zawierają informacje dla komórkowych GPSów, więc teoretycznie można by wypożyczyć komórkę z GPSem i w drogę wink
                Ostatnio widziałem kawalkadę rowerzystów-podróżników, pierwszy w peletonie miał przypięty do kierownicy A5502
                ( www.kyocera.co.jp/prdct/telecom/consumer/a5502k/ez_navi.html )
                Wygoda, szpan czy uzależnienie?
                • kuks Re: japonia z plecakiem 01.07.05, 22:00
                  Dzieki. Mnie chodzi jednak o mapy, ktore by mozna bylo kupic na miejscu.
                  Przyjezdzam, wybieram i kupuje. Mysle, ze maja chyba niezle mapy turystyczne,
                  ale nie wiem na pewno. W takich Wloszech raczej nie maja, stad pytanie.
                  • nihonto Re: japonia z plecakiem 01.07.05, 23:59
                    Zabiore glos, bo ten temat zaczyna mnie irytowac. Jesli Japonczycy maja
                    reaktory atomowe, to jak mozna podejrzewac, ze nie maja map kempingow? Mam taka
                    mape, ale nie oddam, bo mam tylko jedna. Dzisiaj w internecie mozna znalezc
                    nawet rozmiar biustu mojej fryzjerki! Potrzeba tylko troche wysilku. Doskonalym
                    punktem jest Info na lotnisku w Narita, ale nie wolno patrzec na to, co
                    wystawiaja, tylko pytac o to, co jest potrzebne ( to maja pod lada). Drugim
                    swietnym punktem jest JNTO w samym Tokio. Tam sa tony papierowej informacji o
                    Japonii.Innymi slowy, troche inwencji i staran!
                    • chiara76 Re: japonia z plecakiem 02.07.05, 00:06
                      Nihonto,
                      to ja jestem chyba beznadziejna w tropieniu na necie, bo chciałam sama czegoś
                      takiego poszukać i w googlach nie wyszło mi nic ciekawegosad
                      Zapytałam na moim ulubionym portalu (by the way mam tam stronę swoją, nick ten
                      sam, co tu, www.virtualtourist.com), i tam otrzymałam jedną odpowiedź, ale nie
                      mogłam tego otworzyć na moim kompie. Więc jeśli masz jakiś ciekawy adres
                      internetowy, to chętnie bym zobaczyła, jeśli chcesz, podziel się z nami
                      wiedząsmile Z góry dziękuje.
                      --
                      Kabaty-Moczydlo

                      Japonia
                    • kuks Re: japonia z plecakiem 02.07.05, 21:47
                      ???
                      Nie nazwalbym tego dyskusja.
                      Cos mi sie wydaje, ze nie wiesz, o co mi chodzi. Nie jest mozliwe miec
                      powiedzmy "setki" calej Japonii, tylko dokladna mape jakiejs okolicy. Mapa musi
                      byc dokladna, zeby mozna sie nia bylo posluzyc w celu szukania campingu. O to
                      pytam.

                      Nie kazdy kraj rozwiniety ma powszechnie dostepna godziwa kartografie. Sa takie
                      ludy, ktore jej po prostu nie potrzebuja. Do Japonii jednak na razie mam
                      zaufanie i sadze, ze za kazdym razem kupie to, o co mi chodzi. A jak nie - to i
                      tak jakos dam sobie rade.

                      Akurat najlepszy atlas Japonii w internecie znam ("mapion"), ale czy tam sa
                      zaznaczone kempingi - nie wiem. Zreszta nie wioze ze soba komputera.

                      OK - pojedziemy, zobaczymy.
                      • nihonto Re: japonia z plecakiem 04.07.05, 17:38
                        Po pierwsze - prosze nie szukac. Po drugie - lista klientow zamknieta. Po
                        trzecie - jest na urlopie. Ale tak na powaznie, to traktuje net jako najlepsze
                        narzedzie dla podroznika, szczegolnie po Japonii. Wiele ryokanow ma strony
                        wylacznie po japonsku, a mimo to, jesli do nich napisac po angielsku, to tez
                        reaguja, najczesciej pozytywnie. A z pieniedzmi to znacznie wiekszy klopot zeby
                        je miec, niz wszystko inne.
                    • logik_obiezyswiat Re: japonia z plecakiem 16.07.05, 19:07
                      nihonto napisał:

                      > Zabiore glos, bo ten temat zaczyna mnie irytowac. Jesli Japonczycy maja
                      > reaktory atomowe, to jak mozna podejrzewac, ze nie maja map kempingow?

                      Otóż właśnie dlatego, że stereotyp Japonii koncentruje się na reaktorach atomowych, luksusie i hotelach kapsułkowych ludzie zaczynają wątpić w użytkowników tak prymitywnych przybytków jak kempingi. Mocy stereotypu nie można przeceniać!
    • kuks bankomaty 02.07.05, 21:49
      A teraz z innej beczki: czy bankomaty obsluguja polskie karty z paskiem?
      Slyszalem, ze karty maja chipowe. Slyszalem tez, ze wiekszosc obsluguje tylko
      karty wydane w Japonii.
      Prawda to?
      • yabanjin Re: bankomaty 03.07.05, 06:02
        bankomaty to kicha... sa w wiekszosci niekompatybilne z reszta swiata...
        Pamietam jak rok temu mialem cholerne klopoty ze znalezieniem bankomatu
        obslugujacego karte sieci Maestro/Cirrus/Plus. Ratuje City Bank, ale jego
        raczej nie znajdziesz na wsi. Ponadto bankomaty w urzedach pocztowych zazwyczaj
        akceptuja gajdzinskie karty, ale tez nie wszedzie.
        Z karta kredytowa tez bylbym ostrozny, bo chociaz przez ostatnie dziesiec lat
        Japonczycy sie bardzo przekonali to tego wynalazku, to jednak nadal obowiazuje
        tu kultura cashu.
        • kuks Re: bankomaty 03.07.05, 14:03
          Dziekuje.

          Wlasnie dowiedzialem sie od znajomego Tokijczyka, ze nie widzi problemu. Pewnie
          nie zdaje sobie sprawy, jak maja gaijini smile

          Musze polegac na kartach, bo nie chce wozic calej kasy luzem. Zreszta - ile by
          to mialo byc - nie wiem. Szmal luzem moze zepsuc wakacje, a ja jakos nie lubie
          zepsutych wakacji (wierzgajace bankomaty tez moga zepsuc, niestety).

          Czyli problem polega na tym, ze japonskie bankomaty na karty z paskiem sa
          niekompatybilne z europejskimi kartami z paskiem. wrrrrr...

          Rozumiem tez, ze jak sie znajdzie Citi, to mozna cos zalatwic. Wezme od nich
          liste adresow. Wyglada na to, ze Citi wyplaci rowniez z karty VISA Electron
          innego banku. To dobrze. (Na szczescie mam dwie rozne karty, obie VISA - jedna
          od Citi).
          A czy w razie klopotow inne banki wyplaca "recznie" na podstawie karty (czyli
          bez uzycia bankomatu)? (Czegos takiego dokonalem kiedys we Wloszech.)

          No i czy w tych bankach gadaja w jakims gaijinskim jezyku - naprzyklad w eigo.
          smile
            • nihonto Re: bankomaty 03.07.05, 14:34
              Niestety, w Japonii najmilej jest widziany cash, i to najlepiej w yenach. Juz
              sama zamiana euro lub dolarow, szczegolnie w mniejszych miastach (ponizej 200
              tys. mieszkancow!!) dostarcza wielu przygod. Moja najwieksza rada - to nie
              denerwowac sie, bo to i tak nic nie da, a jeszcze proces spowolni. Jezyk
              najmilej widziany i slyszany w bankach - japonski. Mialem z tym przygod na
              dobra ksiazke. Zdarzaja sie wiec fantastyczne sytuacje. 1. Piekna jak bostwo
              kasjerka w banku rozumie o co mi chodzi, ale nie w stanie powiedziec ani
              jednego slowa, poza chichotem. Wymiana 500 $ trwala poltorej godziny.
              2.Poniewaz wszystko zalezy od ludzi, to w pewnym banku, hen daleko od trasy,
              urzednik bankowy zadzwonil do centrali, tam znalazl urzednika mowiacego po
              angielsku, i z takim tlumaczem oddalonym o 100 km, zalatwilem wszystko co
              chcialem. A ten "moj" urzednik rozmawiajac z "tlumaczem" klanial sie do
              sluchawki w pas. Ciekawy kto byl "tlumaczem"?
      • kapitankloss1 Re: bankomaty 04.07.05, 14:41
        Prawda, pasek magnetyczny w na Japonskich kartach jest wezszy i nie wszystkie
        automaty wyczytaja ci taki szerszy. Notabene, mama Zony miala z kolei problem
        w Kanadzie z wezszym paskiem. Dziwne bo w wiekszosci dziala, ale w jednym
        automacie nie dzialal.
          • kapitankloss1 Re: bankomaty 04.07.05, 19:27
            A wiesz ze moze wlasnie dlatego nie dzialalo. Nie pamietam o co chodzilo. W
            sklepach bylo OK, wiec moze wlasnie chciala pieniadze wyciagnac z automatu i
            nie dzialal...moze to samo.
            • logik_obiezyswiat Re: bankomaty 16.07.05, 19:04
              U mnie odwrotnie - zrobiona w Polsce karta nie chciała wypłacać pieniędzy w większości krajów Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, a po odnowieniu w zeszłym roku przestała również działać w sklepach. Jeśli chodzi o japońskie bankomaty, to przy pomocy zwykłej karty bankomatowej Citibanku można wypłacić jeny na każdej poczcie, nawet na najbardziej niedostępnych wysepkach. Wciskać: English - Other - Cooperation - Withdrawal. Z kredytowymi miałem często kłopoty, ale to zależało od karty (Cashing zamiast Withdrawal). Teraz można wypłacać gotówkę z kart kredytowych w konbini - zdaje się, że 24h na dobę. Ktoś próbował?
              • kuks Re: bankomaty 16.07.05, 23:27
                Dziekuje - to bardzo wazne. Czy tylko Citibanku, czy innych bankow karty tez
                dzialaly? Cholera, nie wiem, czy mam wziac kupe gotowki, czy tylko troche.
                • kapitankloss1 Re: bankomaty 18.07.05, 15:23
                  Ja ci doradze....wez gotowke bo inaczej beda problemy....Citibankow prawie
                  nigdzie nie ma...i trzeba sie do nich sporo fatygowac....i jeszce beda
                  zamkniete (takie mialem przygody w Tokyo ze znajomym.) Kupe czasu sie na to
                  zmarnowalo. Jesli rzeczywiscie mozna na poczcie wyciagnac uzywajac Citibanku
                  karte to bedzie spoko....ale Japonia = gotowka...i z gotowka najlepiej. Po co
                  sobie zawracac glowe ciagle myslac gdzie sie wyjmie kase...
    • kuks Re: japonia z plecakiem 21.08.05, 14:58
      No to wcelowalem w te waska Japonie (a bylo skad celowac: nasz liner szybowal
      na 11 km nad Matka Ziemia. I oto jestem w Takayamie. Jesli sa w Nihonie ladne
      miasta, to pewnie jest nim ona wlasnie. Pozdrawiam nihonofilow.
          • seruppin Re: japonia z plecakiem 29.08.05, 08:52
            kuks napisał:

            > A teraz pozdrawiam spod Aso. Zaraz mam sie tam wtelepac jakims autobusem...
            Eee tam idziesz na latwizne wink, trzeba wejsc na piechote od stacji, wtedy sie ma widok na Aso z prawie wszystkich stron (co prawda majac mape i teoretycznie calkiem prosta droge troche pobladzilem... widac trzeba bylo skrecic przy krowach wink wink smile ). Co prawda jakby wybuchl, to nikt by nie wiedzial gdzie bylem, ale sadze ze i tak Japonczycy mieliby inne zajecia niz szukanie jakiegos glupiego gaijina ktory nie chcial korzystac z wygodnej jazdy autobusem.
            > Bedzie raczej ciekawie, choc, zdaje sie, wulkanik ostatnio drzemie.
            Jak ja bylem, to nadawali ostrzezenia, ze dzis mocno czuc siarke i osoby ze slabymi plucami/sercem sa bardzo proszone o zaniechanie wjezdzania na wulkan. Ale czy to oznaczalo ze nie drzemie ....
            To byl pierwszy (i jak na razie jedyny) wulkan ktory widzialem z bliska, ale zrobil na mnie niesamowite wrazenie, zwlaszcza ten ksiezycowy krajobraz i ta zielono/niebieska ?woda? w kraterze. Ciekawy jestem Twoich wrazen.

            --
            Z powazaniem
            Ser
            • kuks Re: japonia z plecakiem 29.08.05, 10:38
              Juz pisze -
              wlasnie zjechalem na dol; teraz tylko z plecaczkiem na tutejszy kamping...
              No wiec Nakadake dymi. Czasem slup dymu wzbija sie na bardzo pokazna wyskosc.
              Zamkneli wjazd na szczyt i wejscie. Nie moglem nawet dostac sie na Takadake.
              Wiec co robi sie w takiej sytacji?
              Wynajmuje helikopter!
              smile
              Pieknie bylo, ach...

              PS: Pilot polecial specjlanie dla mnie, bo normalnie czeka przynajmniej na
              dwoch chetnych. Bylem tylko ja, wiec potraktowali mnie jak specjlanego goscia,
              wiedzac, zem porando-jin smile
              Cala kaldera Aso raczej zamglona, widocznosc byla raczej slaba. Ale szczyt
              wulkanu jak na dloni w sloncu... Nigdy jeszcze czegos takiego nie przezylem,
              chociaz bylem juz na dwoch wulkanach.
              Pzdr ze stacji JR Aso (gdzie jest darmowy internet smile.
                • kuks Re: japonia z plecakiem 30.08.05, 09:43
                  A dzisiaj pozdrawiam z Kagoshimy. Chyba wreszcie zmogla mnie tutejsza pogoda:
                  jest tak duszno, ze nie ma czymn oddychac i nic sie nie chce robic. teraz sie
                  zachmurzylo, Sakurajima ledwie widoczna, ale chyba sie powloke na prom, bom
                  strasznie ciekaw tej gory... Moze zajade do onsenu, ktory podobno jest na
                  wybrzezu wulkanu.
                  No i zaczynam tesknic do bankomatu. Czy cos uda sie znalezc???

                  pzdr
                  • yabanjin Re: japonia z plecakiem 30.08.05, 09:50
                    Jestes w Kagoshimie? Jak masz kilka dni w zapasie, goraco polecam Yakushime.
                    Tylko godzina promem z Kagoshimy. Zabytkow tam zero, ale piekna przyroda:
                    plaze, wysokie gory, rzeki z wodospadami, tysiacletnie cedry...
                  • nekos Re: japonia z plecakiem 30.08.05, 14:12
                    kuks napisał:
                    > No i zaczynam tesknic do bankomatu. Czy cos uda sie znalezc???
                    >
                    > pzdr

                    ja dzisiaj probowalem w kilku bankach i na poczcie podjac pieniadze karta
                    mastercard ktora przyslal mi bank z anglii. bez skutkusad(
                    zycze ci wiec powodzenia.
                    --
                    ネコス
                    • kuks Re: japonia z plecakiem 01.09.05, 18:47
                      Hmmm... z Yakushimy nic nie wyjdzie tym razem... Wiem, ze tam pieknie - widzialem na fotkach...
                      Bankomat sie znalazl: gdzies na stacji Chuo... bez szukania w ogole...
                      pzdr z okolic Shizuoki. Czas wracac, niestety...
    • kuks wrocilem 10.09.05, 03:55
      Wrocilem wiec. Mnostwo wrazen, az trudno pisac, bo nie wiadomo od czego zaczac.
      Czy od rowerzystow/tek w Kioto w bialych koszulach z bialymi parasolkami w
      jednej nie trzymajacej kierownicy rece? Czy od podawania czegokolwiek oburacz?
      Czy od maszynistow wyczyniajacych przedziwne gesty przed kazdym semaforem? Czy
      tez od wycia cykad w mojej pierwszej "zaliczonej" swiatyni buddyjskiej na
      przedmiesciu Tokio? A moze od zapachu drewna w Takajamie...

      No to zaczne od kolei: wszak chcialem je zobaczyc bardzo, bo to swiat jedyny w
      swoim rodzaju. Kilka dni spedzilem na przegladaniu zdjec i montowaniu kawalkow
      do internetu. Jak kogos interesuja tamtejsze koleje i kolejki, to mozna je
      zobaczyc tutaj:
      www.p.lodz.pl/I35/personal/jw37/urbtr/metroshots.html
      i tutaj:
      www.p.lodz.pl/I35/personal/jw37/urbtr/tramshots.html
      A jeszcze mam sporo innych zdjec do opracowania. W sumie swietna zabawa to jest
      byc tam znowu wirtualnie...
      • chiara76 cześć, witaj po powrocie! 10.09.05, 09:57
        Ja oczywiście zatęskniłam przeglądając te strony za Lizboną....ech, chciałabym
        tam wrócić...tęsknota zaczyna mnie zżerać...
        A to wszystko, to Twoja robota? Widzę, że Lubisz szczególnie metro? Ciekawe
        hobby.
        Pozdrawiam i czekam na dalsze wieści.

        Mów, co Ci do głowy przyjdzie. Mnie ciekawi wszystko na temat Japoniiwink
        --
        Kabaty-Moczydlo

        Japonia
    • kuks wspomnienia 12.03.06, 16:14
      Napisalem, ze sie podziele - i minelo pol roku. No zaczynam sie dzielic.
      --
      Przyjazd: wpol do szostej wieczorem na Naricie juz zmierzchalo. Czy tak tutaj
      jest zawsze, czy tylko dzisiaj (16 VIII 2005), bo widac, ze chmury ciezkie i
      raczej burzowo...
      Czelusci terminalu byly przepastne, a ludzi srednio duzo. Mnostwo jakichs
      korytarzy, zupelnie pustych. Nie w glowie mi bylo zwiedzac lotnisko, bo czekalo
      przeciez Miasto. Odprawa dosc sprawna, pani w mundurze wymogla tylko, zeby
      wpisac jakikolwiek adres, mimo ze to tylko jakich krotkotrwaly hotelik-
      hostelik. A niech tam ma... Nawet nie napisalem calego adresu - widac, ze
      chodzilo tylko o formalnosc, ktorej nikt nie czyta.

      Wreszcie znalazlem sie na dole. Ktos mi wskazal droge do kantoru JR, gdzie
      nalezy wymienic promese JR Pass na Pass sam. Dwie przemile panie, dialogowanie
      w nihonnoeigo - i dowiaduje sie, ze dopiero co bylo trzesienie ziemi, wiec
      pociagi nie jezdza zgodnie z planem. Hmmmm. Jak chce, to mi wystawia rezerwacje
      na Narita Express, ktory wlasnie odjezdza opozniony. Prosze bardzo -
      wystawiaja. Zbiegan na peron - a Expressu juz nie ma - a moze jeszcze nie ma, a
      wyswietlacze zapowiadaja Express za kilkadziesiat minut. Wsiadam do stojacego
      pociagu, co to jest "kyukou". Kyukou jedzie szybko, ale dopiero od Chiby. Na
      razie - osobowy. Na dworze juz zupelnie ciemno, ale stopniowo zaczyna sie
      wielkie miasto. Po godzinie jazdy (?) przekraczam most na Arakawie - juz jestem
      w Tokio... A to ci dopiero!
      Dlugi wjazd tunelem, ktory wprowadza pospieszna Soubu na dworzec Tokio. Jakies
      niezbyt zapelnione perony podziemnych przystankow i bardzo zapelnione pociagi
      wyjezdzajace z miasta. Wreszcie perony podziemne odnogi Toukyou-eki. Wreszcie,
      po 13 godzinach bedzie sobie mozna zapalic smile Zabieram plecak i wystawiam noge
      na peron... Uffff - sauna! No tak - jak w Hiszpanii, skad my to znamy...
      Obmacuje wzrokiem okolice: jakis Narita Express stoi na sasiednim torze, znaczy
      jezdza. Jak isc dalej? Patrze na znaki i ide. Schody, korytarze, ludzie - ale
      nie tlumy. Jest juz kolo osmej. Wreszcie wydostaje sie na parter dworca.
      labirynt korytarzy, pasazy, kantorow - gdzies tam wejscie do shinkansenow... No
      tak, tak mialo byc. Znajduje wyjscie na ulice, zeby wreszcie zobaczyc to
      Miasto. Strona Marunouchi. Wychodze na szeroki, zadaszony chodnik, na ktorym
      nie ma nikogo. Chodnik jest sterylnie czysty - troche inaczej, niz podziemne
      perony. Prawie nie ma ludzi, sa wiezowce, samochody - ludzie poznikali w
      podziemnych korytarzach, ktore dokads prowadza.
      Przystaje przy barierce i zapalam papierosa. Patrze sobie na te wiezowce i na
      dworzec. Trzeba teraz sie zorientowac, jak kupic Passunet na koleje tokijskie
      no i jak isc, zeby wyladowac we wlasciwym metrze. Tymczasem w moim kierunku
      zmierza umundurowany straznik (policjant?), ktory cos tam mowi i gestykuluje.
      Jak podszedl blizej, to zorientowalem sie, ze mowi ze tutaj nie powinno sie
      palic (nihonnoeigo oczywiscie). Tableau! Nerwowo odpowiadam, ze nie wiem co mam
      teraz zrobic z tym petem. Bo - japonskie jezdnie i chodniki sa tak czyste, ze
      nie da sie bez wyrzutow sumienia, upuscic jakiegokolwiek smiecia. On nie
      rozumie o co chodzi. No to ja kontuuje, ze nie ma w poblizu smietniczki,
      ani "ashtray". Ach - ashtray! - zrozumial. Odwrocil sie i pospieszyl do swojej
      kanciapy, ja za nim wolniej, bo nie wiem o co chodzi. Za chwile wychynal
      usmiechniety, z popielniczka w reku...

      Nihon!

        • kuks wspomnienia-2 13.03.06, 00:09
          arigatou gozaimasu. Milo mi, ze nie nudze za bardzo. Jak zaczne, to
          krzyczcie. smile
          ---
          Dworzec Toukyou jest dosc, jak na Japonie, nietypowy - bo ma budynek recepcyjny
          z czasow, gdy architektura kolei potrafila wyrazac tresc - a nie jak potem -
          byc jednym z anonimowych biurowcow. Wiedzialem, ze jego dlugi ceglany, nieco
          cukierkowy korpus stoi od strony Marunouchi wlasnie - i dlatego tam wybralem
          sie w poszukiwaniu jakiejs milej kawiarenki, gdzie moglbym zebrac mysli po
          przylocie.
          Zly to byl wybor. Budynek owszem, stoi, ale nie wyglada, izby mial cokolwiek
          otwartego o tej porze, co by nie bylo korytarzem dworcowym. Pokrecilem sie wiec
          po nich, powracajac pare razy w to samo miejce - nic! Nie chcialo mi sie
          zaglebiac w pzrepastne handlowe korytarze po stronie Ginzy, wiec powloklem sie
          nieco zrezygnowany do metra.
          Latwo powiedziec do metra. Wiedzialem, ze bezposrednio pod dworcem zatrzymuje
          sie tylko jedna linia, ktora mi nie pasowala. Inne linie zatrzymuja sie pare
          kwartalow dalej, a stacje, z racji liczby tras, musza byc labiryntami. Wybralem
          wiec jakas podchodziaszcza linie z drogowskazow i ide. Oczywiscie, droga
          podziemnym korytarzem do stacji Ootemachi byla dosc dluga i nudna. Wreszcie
          jestem: duzy hall przed rogatkami i automaty biletowe, zadnej ludzkiej kasy
          (moze byla, ale nie o tej porze. Przed automatami szybko przesuwajaca sie
          kolejka. Jak stane, i jak juz dopadne maszyny, to sie zacznie problem: chce
          kupic Passunetto, a jak to zrobic? Zanim sie zorientuje, kolejka zapewne
          urosnie do sporego tlumu. No to poszedlem na latwizne: od czegoz przeciez jest
          umundurowany straznik rogatek? Mam nadzieje, ze zlituje sie nad glupim gaijinem-
          barbarzynca. Sumimasen, anata-wa eigo-o hanashimasu-ka? hmmm, chotto... Zle,
          ale nie mam wyboru, pytam o "Passnet". Pan sie usmiecha, wychodzi ze swojego
          kojca, mija rogatki i prosi mnie za soba. Dochodzimy do automatow, mijajac
          kolejke. Troche mi glupio, ale trudno... Pan naciska i pokazuje, co nalezy
          robic. W koncu: za ile ten Passnet. Juz wiedzialem, ze trzeba isc na calosc -
          5000. 5 man - mowie. Usmiechnieta konsternacja, oczywiscie 5 sen. Tak, 5 sen!
          Naciskam przycisk, klade pod okiem pana 1 mana, automat wciaga. Zaczyna
          szumiec - drukuje bilet! Co za ulga: kupione w Lodzi w kantorze many i seny,
          bez najnowszych zabezpieczen (jak sprawdzilem w internecie), dzialaja...
          Banknoty w Japonii sie nie starzeja, zupelnie jak w Brytanii... Dobrze!
          Arigatou, Toukyou-Metoro-jin smile Usmiechy, rogatki (w te strone wdusic ten
          bilet prosze) - i jestem w zakletym swiecie Metoro. Teraz na zachod Tozai-
          senem. Przesiadka na Namboku-sen na Iidabashi. Wybralem taki, dluzszy wariant,
          bo alternatywa, czyli Mita-sen plus przesiadka na Namboku to wariant zapewne
          drozszy - Mita i Namboku to rozne metra. (W Tokio sa dwie sieci, za przesiadke
          miedzy nimi nalezy sie doplata!).

          Nie bardzo pamietam, co zrobilo wrazenie najwieksze przy pierwszej jezdzie
          metrem tokijskim. Czy natlok reklam (chyba w moim "kyuukou" tez byly), czy
          nowszej generacji wyswietlacze, czy melodyjki odjazdowe, zamiast slownych
          komunikatow, czy tez po prostu ludzie... Potem jechalem dziesiatki razy i to
          sie juz zatarlo... Pamietam przesiadke na Iidabashi, ktora okazala sie
          klopotliwa. Niby szedlem za drogowskazami, ale w pewnym momencie dotarlem do
          wyjsciowych rogatek - czyli Passnet stal sie troszke mniejszy. Za chwile znowu
          druga rogatka wejsciowa na Namboku - czy to tak mialo byc bez doplat - do dzis
          nie wiem. Ach, pal szesc zreszta te 100 cos tam jenow dodatkowo, to i tak nic.

          Namboku, ciekawe, znane z internetu scianki bezpeiczenstwa na peronach tej
          jednej z najnowszych linii metra - i Azabu-Juuban, moja stacja. Wychodze z
          pociagu, ide do wyjscia - i w pewnym momencie zdziwienie. Schody ruchome sa
          tylko w gore, zas w dol chodzi sie na piechote. Nie wszedzie, jak sie potem
          okaze, ale w "moim" wyjsciu akurat tak.

          Azabu-Juuban okazala sie mila dzialnica, pelna waskich uliczek z zielonymi
          skwerami i przytulnych barow. Uliczki maja nawet chodniki - co sie okaze duza
          rzadkoscia. Pewnie po chodnikach mozna poznac bogatsze dzielnice... Rano
          zobacze, ze wszystkie domy sa dosc nowe, roznej, roznistej wysokosci - budowane
          bez ladu i skladu (jak na europejski gust), z oknami pol metra od sciany
          sasiada...
          Po zaokretowaniu sie w moim hoteliku-hosteliku (az dziw, ze podobnie tanie
          miejsce znajduje sie w tej jednej z drozszych dzielnic Tokio) - wylaze "na
          miasto". Jest kolo jedenastej wieczor. Pora zwilzyc gardlo, zapalic, pogadac
          moze. Na uliczkach sporo ludzi, bary umiarkowanie zapelnione. Wybieram sie w
          strone Roppongi, dzielnicy barow nigdy nie zasypiajacej.
          Uliczki mile i dosc krete, zwlaszcza jedna, ktora idzie prosto do Roppongi. No
          i gdzieniegdzie duze spadki - u nas by sie nie dalo tak podjechac.
          Dobijam pomalu do molochow-wiezowcow, podobno czegos bardzo waznego, a juz na
          pewno widocznego znaku dzielnicy. Nie dochodze do nich, bo wczesniej laduje sie
          do czteropietrowej ksiegarni, gdzie maja tez kawiarenke. W srodku sporo ludzi -
          tego mi trzeba przeciez! Zanim pojde na te kawe, musze zrobic niezbedne zakupy:
          mapy! W PL nie sposob kupic dobrych tutejszych map, podobnie zreszta, jak w
          Berlinie, czy gdziekolwiek poza Japonia. A jesliby nawet byly, to pewnie za
          krocie. Tu bedzie taniej i lepiej. Na regalach wszystkie ksiazki wygladaja
          podobnie - gdzie sa mapy i atlasy? Do odpowiednich polek doprowadza mnie
          obsluga. Nigdy bym z daleka nie zgadl, ze to tutaj: na oko grzbiety wygladaja
          jak kazde inne... Spedzilem chyba z godzine wybierajac odpowiednie - najpierw
          przyzwoity atlas Japonii: wybralem firmy Mapple, 1:200,000. Zdecydowalem sie
          tez na RDX aglomeracji tokijskiej i Keihanshin - moim zdaniem bardzo dokladne i
          przyzwoite obrazy tych miast, znacznie lepsze od czegokolwiek, co mialoby
          napisy w romaji. Przy okazji moglem sobie popatrzec na inne typy planow Tokio -
          poczynajac od bardzo-bardzo dokladnych planow/atlasow kazdego "ku", z
          pokazaniem wszystkich domow i ich numeracji. Jesli bede znowu, to przywioze
          jeden taki na pamiatke wink Placenie: czy przyjmujecie karte? Oczywiscie! Podaje
          karte, przez chwile czuje sie jak zlodziej (zawsze tak mam z ta karta), ale
          nic - wszystko sie drukuje, jest OK. Ufff - karta w sklepach Nihonu dziala!
          Obladowany ide na kawe - smakuje przednio, a juz mam co czytac. Zrobilo sie po
          polnocy. Wychodze z klimatyzowanego sklepu do sauny tokijskiej nocy. Rzucam
          okiem na tabliczke na drzwiach sklepu: przacuja od 8-mej do 28-mej smile

          Wciaga mnie jakis bar. Zamawiam piwo i zaraz wywiazuje sie rozmowa - najpierw z
          barmanem, potem z siedzaca obok mila Japonka. Nie wiem dlaczego moje "Poland"
          oni kojarza z Portugalia. Moze dlatego, ze - przeczytawszy jakis rozdzial
          w "Pascalu", cos tam bredzilem o pewnym polskim zakonniku, co to podobno jest w
          Japonii znany. Nie przeczyli przez uprzejmosc, ale jak zakonnik - to wiadomo,
          Portugalczyk smile Ech, Nihon...





      • kuks wspomnienia-3 17.03.06, 22:50
        W Tokio siedzialem wszystkiego prawie tydzien - i pozostalem wobec tego miasta
        zupelnie bezradny. To jest moloch, ktorego nie sposob poznac w tak krotkim
        czasie. Nawet sie nie podejmuje zadnych podsumowan, syntez - najwyzej jakies
        impresje...
        Z jednej strony uderza jakas prowincjonalnosc - i to tam, gdzieby sie mozna
        bylo spodziewac wielkiego "halo" panstwowej reprezentacji. Spacer po
        Nagatachou, gdzie jest Parlament i siedziby premera, ministerstw, przyprawil
        mnie o nutke zawodu. Na mapie i owszem - wielka os Parlamentu, jakies rozlegle
        aleje. W rzeczywistosci: pustka, urzedy jakos anonimowe i odwrocone tylem do
        ulic, a ulice zupelnie niemal puste. Troche ludzi kreci sie na stacjach metra,
        ktorych korytarze wioda pod rozleglymi trawnikami panstwowych gmachow-
        siedzib... Palac Cesarski otoczony fosa i wielkimi kamiennymi bastionami wydaje
        sie niemal nieobecny: gdzies tam jest w glebi, ale go nie widac. To miasto nie
        lubi panstwowych urzedow: one tam zupelnie "nie siedza"...
        W skwarze porannym wychodze na tyly jakichs ministerstw zmierzajac do
        zaznaczonej na planie swiatyni shinto. Moze to bedzie cos ciekawego? Nieciekawe
        parkingi i gospodarcze dojazdy wyprowadzaja mnie w koncu pod drzewa na schody
        widace na wzgorze - tam ona ma byc. Wspinam sie po schodach, przechodze przez
        jakas brame (chyba) i jestem na swiatynnym dziedzincu. Ze wszystkich stron mur,
        daszek-kruzganek, a w nim: hmmm - jak to sie nawywa wlasciwie? Takie bebny
        owiniete w jakas biala tkanine z pieknie wypisanymi kanji? Jest ich mnostwo...
        Po jednej stronie wzdluz kruzganka zasadzono bambusowy (?) zagajnik. Na wprost
        stoi dosc niepozorna swiatynia, chyba drewniana, z beleczkami wymalowanymi na
        czerwono - jak to jest w zwyczaju... Na osi wielkie schody, w cieniu pod
        dachem - oltarz. Pusto. Jakas samotna Japonka klania sie i klaszcze kilka razy.
        Pierwszy raz widze, jak oni sie tutaj modla...
        Po lewej - klatki, a w klatkach bazanty?, kury japonskie? Do dzis nie wiem...
        Przy klatkach - kiosk informacji turystycznej, a moze jakas kasa? Ale nie
        wyglada, zeby przychodzili tutaj turysci. Zupelny spokoj, prowincja - a
        przeciez to samo geometryczne centrum 40-milionowego miasta!
        Wychodze przez bramke po lewej - straszny upal, ale cien daja drzewa, w tym dwa
        potezne i bardzo stare, o pieknej fakturze pnia... Przysiadam chwile na lawce:
        znajduje sie na przeciwleglym krancu swiatynnego wzgorza. Na dole widac ulice i
        pierzeje zupelnie wspolczenych domow-biurowcow. Na jezdni w oddali ruch
        umiarkowany - juz jest dawno po szczycie, a niewidoczne ludziska tysiacami
        siedza przy biurkach. Od ulicy pod oba nobliwe drzewa prowadzi ciag
        poruszajacych sie bezszelestnie schodow. Na dole stoi kamienna lub betonowa
        torii. Nikogo nie ma. Cisza i upal. Czy tak mialo wygladac Tokio? Hę?
        • yabanjin Re: wspomnienia-3 18.03.06, 10:06
          > Zupelny spokoj, prowincja - a
          przeciez to samo geometryczne centrum 40-milionowego miasta!

          Troche widze przybylo ludzi od mojej ostatniej wizyty w Tokio smile

          A tak a propos, czy ktos sie z Was orientuje, jaka jest populacja szczurow w
          Tokio (tych prawdziwych, a nie tych sa uprawiaja wyscigi)? Ciekaw jestem, czy
          jest wiecej szczurow czy ludzi.
            • kuks Re: wspomnienia-3 18.03.06, 15:06
              Dodam jeszcze, bedac "w zalogu", ze Tokio po prostu nie ma czytelnych granic.
              Jest wiec te 23"ku" (dzielnic) - czyli wlasciwie miasto Tokio, jest "Tokyo-to",
              czyli rodzaj prefektury Tokio, obejmujacej 23 ku i kilkadziesiat miast-
              miasteczek po jednej stronie. Wlasnie "to" jest zarzadzane przez tokijski
              magistrat, co wiec jest to 23 ku albo co znacza te wszystkie miasta-miasteczka
              w obrebie "to" - wlasciwie nie wiem, podejrzewam, ze to raczej formalne
              rozroznienia (prawdopodobnie i ku, i miasta-miasteczka maja jakies rady na
              poziomie gminy. Ale w sensie geograficznym "to" jest takze czyms sztucznym, bo
              taka prefektura Saitama to tez ogromny kompleks przedmiesc, a formalnie miast-
              miasteczek, scisle zrosniety z Tokio. To samo jest na poludnie, gdzie Kawaski i
              Jokohama. Wiec te 40 milionow (naprawde w statystykach OECD jest 38 z hakiem)
              to zapewne obszar od Odawary po Chibe, a moze i Narite.
              Zreszta, wiekszosc aglomeracji na swiecie takich granic nie ma, ale zadna chyba
              nie jest tak rozlegla.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka