yabanjin
05.08.05, 06:15
Czy to, że jedne narody wywołują wojny, a inne nie, jest problemem kulturowym?
Ciekaw jestem zdania forumowiczów na ten temat, a teraz uściślę pytanie.
Dwie książki:
Ruth Benedict, Miecz i chryzantema, 1946.
John Embree, The Japanese Nation: a social survey, 1945.
Pierwsza książka jest zapewne znana większosci forumowiczów. Druga o ile wiem
nie zrobiła kariery, mimo że Embree, w przeciwieństwie do Benedict, był w
Japonii jeszcze przed wojną, i w ogóle jako jeden z pierwszych antropologów
zachodnich zrobił fieldwork społeczeństwa Japonii, gdzieś na głebokiej wsi na
Kiusiu. Obie książki bazują na teorii "wzorów kulturowych," czyli że kultura
to jest to, co definuje i formuje naród. Ale:
Benedict wydaje się twierdzić, że powody dla których Japonia ruszyła na wojnę
tkwią w kulturze. Rozpisuje się na temat "giri," czyli obowiązku obrony
honoru itd. itp. Zobaczcie, jak tłumaczy, dlaczego Japonia nie dopuszczała
się zbrodni wojennych w czasie wojny z Rosją w 1905, o popełniała mordy na
jeńcach amerykańskich w czasie WW2. (USA "znieważyło" Japonię, więc "giri"
wymagało krwawego odwetu).
Z kolei Embree mówi jasno i wyraźnie: powody, dla których jedne narody idą na
wojnę a inne nie, nie twią w kulturze.
Kto ma rację? Zblazowany postmodernista rzekłby, prawda leży po środku. Ale
wydaje mi się, że pytanie to nadal jest aktualne, zwłaszcza w świetle tego,
jak rozwija się w prasie dyskusja na temat islamu i terroryzmu.