chiara76 05.08.05, 12:18 atomowej na Hiroszimę... czy musiało do tego dojść?? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
kiminohikari Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 13:16 > atomowej na Hiroszimę... jutro bbc bedzie nadawalo dokument o tym (w kazdym badz razie bbc mialo to pokazywac w rocznice). krecone bylo to w polsce. jak ktos bedzie mial mozliwosc zobaczenia, niech skomentuje. jestem tego ciekaw. kilku moich japonskich znajomych tam gralo. > czy musiało do tego dojść?? hmmm... to jest dyskusyjne pytanie. a biorac pod uwage ogolna sytuacje polityczna na swiecie w tamtym czasie, proble pewno wykracza poza ramy wojny amerykansko-japonskiej na pacyfiku. _______________________________________________________ "Na konferencji nawet padla informacja, ze w Polsce naliczono 40 tys. aktywnych gniazd bocianich podczas gdy w calej Unii Europejskiej 50 tys. Tak wiec nasze rolnictwo staje sie wzorem" Odpowiedz Link
maclorcan Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:11 Polecam zajrzeć też tu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=27264610 Odpowiedz Link
mefs Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:16 Polecam ci "Burze nad Pacyfikiem" - dwa opasle tomiszcza opisujace wojne na Pacyfiu 1941 - 45; tam ten problem jest w miare dobrze wyjasniony. W zasadzie procz polityki ("skoro to mamy, to wykorzystajmy"), chodzilo jeszcze o straty Amerykanow podczas zdobywania kolejnych wysp. Iwo-jima, Okinawa (ale juz wczesniej) daly im sie tak we znaki, ze wszelkie sposoby na obnizenie strat byly akceptowalne. O ile dobrze pamietam, to przewidywane straty Amerykanow podczas zdobywania Wysp Japonskich byly szacowane na ok. 2mln zabitych i rannych... Odpowiedz Link
chiara76 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:28 ciekawe, czy gdyby znano następstwa, zarówno liczbę ofiar, rozmiar zniszczeń , jak również to, że w przyszłości doprowadzi to do wyścigu zbrojeń, to czy też zdecydowano by się na użycie bomby atomowej. Odpowiedz Link
yabanjin Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:48 >czy musiało do tego dojść?? Niestety musiało... była zbyt wielka pokusa Za dużo pieniędzy i entuzjazmu naukowców zostało w to włożone. Trzeba pamiętać, że bomba była konstruowana w pośpiechu przeciw... Niemcom, a alianci niemal do końca wojny w Europie nie wiedzieli, w jakim stadium rozwoju był niemiecki program nuklearny (przed wojną niemiecka fizyka jądrowa nie miała sobie równych). Więc skoro stworzono tę bombkę w takim pośpiechu i pod tak wielkim stresem, gdzieś trzeba było ją wypróbować. A kampanie militarne na Marianach, Iwojimie i Okinawie pomogły podjąć decyzję. Spotkałem się także z opinią, że Hiroshima była demonstracją dla Japończyków, a Nagasaki dla Stalina. Notabene, gdyby wojna się jeszcze trochę przedłużyła, kto wie jak potoczyły by się losy Hokkaido (Rosjanie byli o krok od inwazji) i całej powojennej Japonii. Miejmy tylko nadzieję, że dzięki doświadczeniu mieszkańców Hiroshimy i Nagasaki taki dramat się więcej nie powtórzy. Odpowiedz Link
mefs Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 17:19 Moja odpowiedz brzmi 'tak', bo przeciez nie chodzi o to, by komus sprzedac sztachete jako bron zaczepno-obronna na impreze w remizie, ale o to, ze dzieki takiej broni masz nagle przewage nad wszystkimi i nikt tobie nie podskoczy... Dzieki czemu twoja gospodarka rosnie w sile, zdobywasz nowe rynki, zarabiasz wiecej pieniedzy, czesc z nich przeznaczasz na badania nad bronia, ktora znow da tobie przewage... nawet jesli to bedzie tylko kilka lat (jak to bylo z bronia jadrowa, bo Stalin & Co. wykradli ja natychmiast), to i tak odniesiesz sukces. Poza tym taka bron dziala jak straszak i to dziala bardzo dobrze - wez np. Francje - podupadajacy kraik, ktory jednak 'kilka' bomb ma (i mial gen de Gaula - jednego z najlepszych politykow i blagierow XXw) i wszyscy sie z nim licza, Koree Polnocna - jeden z ostatnich zamordystycznych rezimow, ktorej nikt nie najedzie gdyz szalony satrapa bedzie strzelac rakietami gdzie popadnie... wiecej przykladow? A jesli chodzi o wyscig zbrojen - wystarczy poczytac o Cesarstwie Rzysmkim (kilk zabitych wioch na obrzezach krolestwa Etruskow i jak ladnie wyrosli), czy o Wielkiej Brytanii w dobie odkryc geograficznych - maly kraik, ktory powalil Hiszpanie, Portugalie (na morzu), Francje (zmusil ja do siedzenia w Europie i budowania armii ladowej) i "elegancko" wykolegowal Holandie, ktora na poczatku byla potezniejsza, ale obudzila sie z reka w nocniku. Przykladow moze byc wiele... Reasumujac. Nawet jesli znanoby wszystkie nastepstwa, to i tak by tych bomb uzyto... przykre acz prawdziwe. Ale... procz przykladow negatywnych wyscigu zbrojen, nalezy pamietac, ze cala gospodarka skokowo gna do przodu. Niewazne, czy byly to wszystkie prace zwiazane z bronia jadrowa, czy tez prace zwiazane z wyslaniem czowieka na ksiezyc (slynny teflon i rzepy), czy badania nad bronia biologiczna (efekt uboczny - biotechnologie), czy... W sumie jakbys policzyla plusy i minusy, to plusy przewaza... i jak bedzie nastepna jakas bron wymyslona, to z cala pewnoscia gdzies bedzie uzyta. Odpowiedz Link
turaj1 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 09.08.05, 16:13 ta ofiara uratowała świat przed bomba stalina, miał ja trochę później i juz się bał..... pomyśl o ofiarach marszów smierci i doswiadczeniach na ludziach, takie drobne foux pa ze strony rycerzy bushido.... a może wiesz jak ten kodeks mówi o tych co sie poddali, proponuje zacząć litowac sie nad SS, oni tez byli rycerscy... Odpowiedz Link
mefs Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 09.08.05, 16:47 Musze przyznac, ze niestety nie czytasz dokladnie postow i wyciagasz bledne wnioski. Stalin nie mial bomby atomowej przed 1949, prace nad nia ruszyly "z kopyta" po tym, jak Truman pochwalil sie sam probnym wybuchem i zostalo potwierdzone to przez szpiegow. Zreszta Rosjana byloby ciezko zbudowac bombe juz w 4 lata po Amerykanach, gdyby nie dostali gotowych planow oddanych im za free przez stado naukowcow (niestety tych najlepszych) o durnych pogladach lewicowych "ku chwale pierwszego kraju robotnikow i chlopow". I to jest fakt z ktorym sie nie dyskutuje. Za to powinno sie im odebrac jakiekolwiek wyroznienia, a o ich czynie przypominac za kazdym razem, chocby dlatego, ze kilkadziesiat milonow ludzi wbrew swej woli zylo przez kilkadziesiat lat pod "przyjacielska" reka sowieckiego imperium. Jesli chodzi o armie japonska i to jak postepowala ona z jencami wojennymi, to mozna to po czesci wytlumaczyc wlasnie kodeksem samurajow (zycie pokonanego jest nic nie warte), ale w takim razie jak wytlumaczysz ich postepowanie wobec ludnosci cywilnej, ktore bylo jeszcze gorsze. Podczas budowania koleji w Birmie 80 czy nawet 90% ofiar to ludnosc miejscowa zakatowana przez Japonczykow. Poczytaj sobie, co robila Armia Kwantunska w Mandzurii i Chinach, czasami czlowieka az mdli i odrzuca od opisow. Jest slynny film nakrecony przez Amerykanskiego lekarza pracujacego w Chinach pokazujacy rannych cywili (glownie kobiety, bo mezczyzn i chlopcow zabito) po przejsciu Japonczykow. Najslynniejsza scena - jak pokazuje pacjetke, ktorej probowano odciac glowe - na szczescie nie od strony tchawicy, ale kregoslupa, zatem przecieto tylko tkanki miekkie, nie przecinajac tetnic - na zlbizeniu bylo widac kosci kregoslupa... a kobiety, ktore byly w ciazy i je wypatroszono bagnetami? One rowniez przezyly - jak to ocenisz? Postepowanie mordecow z SS i NKWD to efekt dokladnie zaplanowanego szkolenia, prania mozow, nakazow i kar. Moja babcia nie raz wspominala, ze SS-mani traktowali 14-15-to letnich szczeniakow z Hitler-Jugen na rowni z Polakami, czyli gorzej niz smieci, ale za to jak taki mlody przezyl i mial 18 lat, to byl wcielany automatycznie do SS i dzialal tylko i wylacznie tak, w jaki sposob byl wychowany (a raczej zaprogramowany). Na cale szczescie babcia nie miala stycznosci z NKWD, ale z literatury wiadomo, kto do nich nalezal (poczytaj ksiazke "Bezprizorni" o ile nie przekrecilem tytulu). Stawiam na to, ze armia japonska (o czym rowniez mozna sobie poczytac, chocby w wymienionej przeze mnie "Burzy nad Pacyfikiem", ale rowniez w innych pozycjach, chocby "Krolu szczorow", choc to raczej o traktowaniu jencow) "wychowywala" swoich zolnierzy identycznie. Sami Amerykanie, Australijczycy i Brytyjczycy okreslali ich mianem bezdusznych maszyn do zabijania (bardzo wydelikacona i praktycznie pozytywna wypowiedz) i starali sie ich zawsze wyluc co do jednego - jencow praktycznie zadna ze stron nie brala. Wojna to wojna, niestety. Skoro juz tak sie przejechalem po historii, to powiedz mi, czym sie roznia ci z SS, NKWD, japosnkiej armii (czasy IIWS)? Bo wg mnie niczym... ale to dorzuc jeszcze specow od zabijania francuskich, angielskich, amerykanskich i wszystkich innych. Wojna nigdy nie jest czysta i niewinna jak sie ja niejednokrotnie przedstawia. W scenie koncowej (albo prawie koncowej) "Siedmiu samurajow" jest jedno cudowne zdanie "znow udalo nam sie przezyc", co oznacza ni mniej ni wiecej, ze nasi przeciwnicy juz gryza ziemie, tylko powiedziane jest inaczej. I moze to wlasnie jest w zyciu najwazniejsze? PS1: nastepnym razem dokladnie czytaj posty... PS2: i literature Odpowiedz Link
turaj1 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 10.08.05, 15:38 kto dał tobie takie prerogatywy, bys pisał czytaj uważnie,,,, czytam jak chcę i to sa moje wnioski, takie połajanki zostaw dla kogoś innego... Odpowiedz Link
kapitankloss1 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 19:00 Musialo....na nowoczesnej wojnie nie powinno sie myslec selektywnie. Jest to bron i trzeba uzyc. Teraz jak byla juz uzyta mozna myslec czy by sie chcialo ja jescze raz uzyc znajac efekty....wtedy bylo to naturalne...ja bym absolutnie podjal ta sama decyzje. Ja tez nie widze roznicy miedzy spaleniem Tokyo, Dresden, Warszawy, Londynu, a Hiroshimy....ze w Hiroshimie (i Nagasaki) byl tylko jeden samolot to jest tylko sprawa matematyki....cierpienie jest identyczne. Odpowiedz Link
yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 05.08.05, 21:22 Zbliżająca się 60. rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki podsyca w USA debatę na temat politycznego, strategiczno-militarnego i moralnego wymiaru tej decyzji. Jej krytykom z pobudek moralnych najczęściej przeciwstawia się argument, że demonstracja nowej, przerażająco niszczycielskiej broni przyspieszyła kapitulację Japonii i w ten sposób ocaliła życie tysięcy Amerykanów i Japończyków. To mit - powiada Tsuyoshi Hasegawa, profesor historii i dyrektor Centrum Badań nad Zimną Wojną Uniwersytetu Kalifornia w Santa Barbara. Analizując archiwa amerykańskie, japońskie i sowieckie, autor dowodzi, że to nie bomba atomowa, ale strach przed Stalinem i okupacją przez Armię Czerwoną skłoniły ostatecznie Japonię do kapitulacji. Niedawno nakładem Harvardu ukazała się książka Hasegawy "Racing the Enemy. Stalin, Truman, and the Surrender of Japan" ("Ścigając się z wrogiem. Stalin, Truman i kapitulacja Japonii"). Poniższy artykuł oparty jest na tej książce. Rok 1945. Berlin od tygodni patrolują żołnierze armii sprzymierzonych, uczestnicy konferencji poczdamskiej rozjechali się do domów, a w II wojnie światowej ciągle giną ludzie. Ostatnia bezsensowna bitwa tej wojny miała miejsce 18 sierpnia. Bezsensowna - gdyż losy wojny od dawna były przesądzone. W walce o Shimushu na Wyspach Kurylskich zginęło według danych sowieckich 1018 Japończyków i 1567 żołnierzy Stalina. Generalissimus - powiada Hasegawa - potrzebował krwi żołnierzy sowieckich na Kurylach, by uprawomocnić swe roszczenia terytorialne. Pakt o neutralności Japońscy dowódcy mieli świeżo w pamięci krótką wojnę sowiecko-japońską latem 1939 r., kiedy to armia gen. Georgija Żukowa w konflikcie o terytorium wzdłuż granicy mongolsko-mandżurskiej zadała im ogromne straty. W niespełna dwa tygodnie z 60 tys. japońskich żołnierzy zginęło prawie 45 tys. Żukow przyznał się do 9 tys. zabitych po swojej stronie; w rzeczywistości było ich ponoć dwa razy więcej. 13 kwietnia 1941 r. Stalin podejmuje na Kremlu japońskiego ministra spraw zagranicznych Yosuke Matsuokę. Tego dnia w Moskwie podpisano pakt o neutralności między obu krajami. Następnego dnia, wychodząc poza ramy protokółu, Stalin pojawił się na Dworcu Jarosławskim, by pożegnać szefa japońskiej dyplomacji. Objął go i ucałował. Nie zabrakło przy tym świadków, w tym ambasadora Niemiec. Mając na uwadze tradycyjnie burzliwe stosunki z Japonią i perspektywę konfliktu w Hitlerem, Stalin za wszelką cenę chciał uniknąć wojny na dwa fronty. W czasie kwietniowej wizyty w Europie Matsuoka odwiedził także Berlin i Rzym. Pielęgnował w swej głowie plan antyzachodniego aliansu Japonia - Niemcy - Włochy - Związek Sowiecki. Pakt o neutralności zapowiadał "pokojowe i przyjacielskie stosunki", jak również zachowanie neutralności w sytuacji, gdyby jeden z krajów został zaatakowany przez stronę trzecią. Ale gdy w niespełna dwa miesiące po ratyfikacji paktu Hitler rozpoczął wojnę ze Stalinem, Matsuoka przeistoczył się w gorącego zwolennika wojny z ZSRR. Dowódcy armii japońskiej byli jednak wstrzemięźliwi, zalecali cierpliwość. Na wszelki wypadek pod pretekstem specjalnych manewrów niemal podwoili (do 700 tys. żołnierzy) siły na granicy w Mandżurii. Kreml z niepokojem obserwował zachowanie Japonii, zwłaszcza po tym, jak Matsuoka dał do zrozumienia sowieckiemu ambasadorowi w Tokio, że zobowiązania Japonii wynikające z paktu z Berlinem i Rzymem mają priorytet w stosunku do paktu o neutralności z Moskwą. Wymachiwanie szabelką przez szefa dyplomacji nie przypadło do gustu premierowi Japonii i nowy minister spraw zagranicznych zapewnił wkrótce ambasadora sowieckiego, że Tokio będzie honorować traktat o neutralności. Richard Sorge - agent Moskwy ulokowany w ambasadzie niemieckiej w Tokio - ostrzegał jednak, że Japonia może rozpocząć wojnę znienacka. W tej sytuacji Stalin powstrzymywał się od wycofania wojsk z Dalekiego Wschodu, choć bardzo ich potrzebował na froncie niemieckim. Niemcy naciskali Japończyków, aby uderzyli na Związek Sowiecki. Ale na kilka dni przed atakiem na Pearl Harbor Hiroshi Oshima, ambasador japoński w Berlinie, powiadomił Hitlera i Ribbentropa, że Japonia tego nie uczyni. 8 grudnia 1941 r., w dzień po Pearl Harbor, prezydent Franklin D. Roosevelt i sekretarz stanu USA Cordell Hull za pośrednictwem sowieckiego ambasadora w Waszyngtonie Maksyma Litwinowa zwrócili się do Moskwy o przystąpienie do wojny z Japonią. Odpowiedź brzmiała: nie możemy tego zrobić, gdyż walczymy z Niemcami, a po wtóre obliguje nas traktat o neutralności z Japonią. Nie oznaczało to, że Stalin nie miał ochoty na wojnę z Japonią. Zaledwie dziesięć dni później zapewnił szefa dyplomacji brytyjskiej Anthony'ego Edena, że ostatecznie przystąpi do wojny z Japonią i że przerzucenie wojsk z Europy na Daleki Wschód zajmie mu cztery miesiące. Aby prowadzić wojnę z USA, Japonia potrzebowała neutralności Moskwy. By móc skoncentrować się na wojnie z Hitlerem, Stalinowi potrzebna była neutralność Tokio. Podczas gdy ZSRR walczył z Niemcami, sojusznikiem Japonii, Japonia walczyła ze Stanami Zjednoczonymi, sojusznikiem Moskwy w wojnie z Niemcami. To pozwoliło Moskwie i Tokio zachować neutralność aż do 1945 r. z powodów czysto pragmatycznych. Apetyt Stalina W miarę jak szale wojny zaczęły się przechylać na niekorzyść Niemiec i Japonii, znaczenie neutralności Stalina dla Tokio rosło. Aby ją utrzymać, Japonia gotowa było przyznać ZSRR różne koncesje, takie jak oddanie złóż ropy i węgla na północnym Sachalinie. W październiku 1943 r. na konferencji ministrów spraw zagranicznych wielkiej trójki w Moskwie głównym tematem było otwarcie drugiego frontu w Europie. Ale gdy nowy ambasador USA Averell Harriman wzniósł toast za dni, kiedy Rosjanie i Amerykanie będą razem walczyć z Japończykami, Mołotow odpowiedział: "przyjdzie na to czas". Miesiąc później Roosevelt i Churchill zgodzili się w Teheranie na stworzenie w maju 1944 r. drugiego frontu w Europie. W zamian za to Stalin zadeklarował, że po zwycięstwie nad Niemcami przystąpi do wojny z Japonią. W styczniu 1944 r. Roosevelt na posiedzeniu Rady Wojennej Pacyfiku poinformował, że uzgodnił ze Stalinem oddanie Chinom Mandżurii, Tajwanu i Peskadorów (archipelag 64 małych wysepek na zachód od Tajwanu), a Moskwie - południowego Sachalina i Wysp Kurylskich. W tym samym czasie Iwan Majski, sowiecki wiceminister spraw zagranicznych, w memorandum dla swego szefa Wiaczesława Mołotowa twierdził, że Moskwa nie powinna przystępować do wojny z Japonią, lecz pozwolić Ameryce i Anglii wykrwawić się w zmaganiach na Pacyfiku. To pozwoli ZSRR zająć południowy Sachalin i Kuryle "bez jednego strzału na Dalekim Wschodzie". Pół roku później, w lipcu 1944 r., ambasador sowiecki w Tokio Jakub Malik przygotował obszerny raport na temat stosunków z Japonią. Przedstawiał w nim rosnącą zależność Japonii od Moskwy i twierdził, że w miarę pogarszania się sytuacji na Pacyfiku kraj ten skłonny będzie do coraz większych ustępstw w zamian za neutralność. Odpowiedz Link
yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 2 05.08.05, 21:22 Latem Stalin odwołał w tajemnicy z frontu białoruskiego marszałka Aleksandra Wasilewskiego, któremu zamierzał powierzyć dowództwo frontu Dalekiego Wschodu i zlecić nadzór nad przygotowaniami do wojny z Japonią. We wrześniu w najwyższej tajemnicy zlecił sztabowi generalnemu przygotowanie planów wojennych. Tymczasem władze Japonii zabiegały o zacieśnienie stosunków z Moskwą. Wysuwały plany mediacji między Berlinem a Moskwą i przedstawiały długą listę koncesji, na które Tokio gotowe było pójść. Ta lista nie zaspokajała jednak rosnącego apetytu Stalina. W kwestiach terytorialnych rząd japoński uważał, że decydować powinny względy historyczne. Stalina natomiast interesowała nie historia, lecz "wymogi bezpieczeństwa Związku Sowieckiego". Targi z Rooseveltem Podczas gdy Tokio próbowało flirtować z Moskwą, Stalin targował się z Rooseveltem o cenę przystąpienia do wojny z Japonią. 6 listopada w przemówieniu z okazji rocznicy rewolucji październikowej po raz pierwszy nazwał Japonię agresorem i porównał atak na Pearl Harbor do hitlerowskiej napaści na ZSRR. W lutym 1945 r. na szczycie w Jałcie wielka trójka uzgodniła, że "w dwa do trzech miesięcy" po kapitulacji Niemiec "Związek Sowiecki przystąpi do wojny z Japonią po stronie aliantów" - po czym nastąpiła długa lista żądań stawianych przez Moskwę. Jak później wspominał Andriej Gromyko, ówczesny sowiecki ambasador w Waszyngtonie, Roosevelt w 15 minut zaakceptował te żądania. Ponieważ obejmowały one również kwestię dostępu do portów na terenie Chin (Dailan), porozumienie wymagało akceptacji Czang Kaj-szeka. W tej sytuacji Moskwa wyraziła gotowość zawarcia paktu przyjaźni z rządem chińskim. W tym czasie książę Fumimaro Konoe, dwukrotny premier Japonii, w memorandum dla cesarza Hirohito przestrzegał przed sowiecką ingerencją w wewnętrzne sprawy Japonii i groźbą komunistycznej rewolucji w obliczu niechybnej klęski. Rekomendował natychmiastowe negocjacje z USA i Wielką Brytanią jako jedyny sposób na ocalenie systemu kokutai, absolutnej władzy cesarza - politycznej, kulturowej i religijnej. Zważywszy na głębokie podziały wśród japońskich elit politycznych i rolę wojska, podjęcie negocjacji pokojowych wymagałoby bezpośredniej interwencji cesarza. Gen. Douglas MacArthur, dowódca sił sprzymierzonych Dalekiego Wschodu, twierdził, że wojska amerykańskie powinny poczekać z inwazją na Japonię do czasu, gdy Stalin zaatakuje Mandżurię. Zdawał sobie sprawę z apetytu Moskwy na całą Mandżurię, Koreę i część północnych Chin. Uważał, że Moskwa nieuchronnie zajmie te tereny, chciał jednak, by "Rosja zapłaciła za to kosztowną inwazją na Mandżurię, i to jak najszybciej po pokonaniu Niemiec". 1 kwietnia 1945 r. Amerykanie wylądowali na Okinawie. 5 kwietnia Mołotow poinformował ambasadora Japonii w Moskwie Naotake Sato, że ZSRR nie zamierza odnowić paktu o neutralności, którego ważność wygasała w kwietniu 1946 r., i że rząd sowiecki w obliczu nowej sytuacji zamierza wypowiedzieć ten pakt. Ambasador prosił o wyjaśnienie. Ponieważ jednostronne wypowiedzenie paktu mogło sprowokować japońską akcję wojskową, a Moskwa nie była jeszcze na nią gotowa, Mołotow kluczył, próbując z jednej strony sprawić wrażenie, że jego rząd będzie honorował ustalenia traktatu, z drugiej zaś dać do zrozumienia aliantom zachodnim, że Stalin jest gotów honorować ustalenia jałtańskie. Stalin miał powody, by wierzyć, że atak Japończyków jest mało prawdopodobny, ale na wszelki wypadek w końcu marca postawił swe wojska na Dalekim Wschodzie w stan podwyższonej gotowości i wzmocnił obronę głównych miast, zwłaszcza Władywostoku i Chabarowska. Kapitulacja warunkowa? 12 kwietnia umarł Roosevelt. Cztery dni później nowy prezydent Harry Truman w przemówieniu do obu izb Kongresu oświadczył, że Ameryka żąda od Japonii bezwarunkowej kapitulacji. Co oznaczała bezwarunkowa kapitulacja, a zwłaszcza jakie pociągała za sobą konsekwencje dla pozycji cesarza w Japonii? Kwestia ta będzie przez najbliższe tygodnie zaprzątać główne ośrodki władzy w Tokio i Waszyngtonie. Amerykanie zdawali sobie bowiem sprawę, że stawianie Japonii upokarzających warunków umocni ich determinację, przedłuży wojnę i zwiększy liczbę ofiar. Tymczasem Moskwa kontynuowała kampanię dezinformacji wobec coraz bardziej zdesperowanego rządu japońskiego. 20 kwietnia podczas spotkania z ambasadorem Malikiem minister spraw zagranicznych Japonii Shigenoru Togo wyraził ubolewanie, że Stalin nie przedłuży paktu o neutralności, a zarazem radość, że pozostanie on w mocy jeszcze przez rok. Zaprosił nawet Mołotowa na krótką wizytę w Japonii w drodze do San Francisco (na konferencję powołującą do życia ONZ). Malik odpowiedział, że jego szef zapewne poleci przez Atlantyk, choć wiedział, że taka trasa nie ma sensu. Wprawdzie japoński wywiad wojskowy przekazywał raporty na temat koncentracji jednostek Armii Czerwonej na Dalekim Wschodzie, ale sztab generalny nie był jednomyślny w ocenie intencji Moskwy. Ci dowódcy, którzy opowiadali się za kontynuacją wojny na Pacyfiku, uważali neutralność Moskwy za warunek na tyle ważny, że byli skłonni do daleko idących koncesji. Wiosną 1945 roku wśród strategów amerykańskich zaczęły dojrzewać wątpliwości, czy uczestnictwo ZSRR w wojnie na Pacyfiku jest konieczne i warte płaconej ceny. W kwietniu Amerykanie zrezygnowali z projektu stworzenia w okolicach Komsomolska baz dla swych bombowców strategicznych. Gra na zwłokę 25 kwietnia Truman dostał do ręki ważną kartę w rozgrywce o kapitulację Japonii - raport na temat projektu Manhattan, czyli prac nad wyprodukowaniem bomby atomowej. 3 maja, po samobójstwie Hitlera, nowy premier Japonii Kantaro Suzuki zaapelował do narodu o kontynuację walki w duchu pilotów kamikaze. Wpływowi politycy japońscy - wierząc, że Moskwa woli raczej wywierać presję dyplomatyczną na Tokio, niż podjąć wojnę - mieli nadzieję na wykorzystanie w negocjacjach pokojowych coraz bardziej wyraźnego konfliktu między USA i Anglią a ZSRR w kwestii Polski i powojennych Niemiec. Dowódcy armii zabiegali o neutralność Moskwy, a dowódcy floty wojennej snuli nawet nierealistyczne plany wymiany japońskich okrętów na sowiecką ropę i samoloty. Wprawdzie USA nie były jeszcze gotowe do użycia bomby atomowej, ale 12-13 maja przedstawiono pierwszą listę celów dla nowej broni. Na czele listy znalazły się Kioto, Hiroszima, Jokohama i Kokura. Sekretarz obrony Henry Stimson był przeciwny zrzucaniu bomby na Kioto, uważając, że zniszczenie starej stolicy Japonii spotęguje sentymenty antyamerykańskie. Napotkał opozycję w tej sprawie i dopiero po interwencji Trumana skreślono Kioto z listy celów. W końcu maja 1945 r. specjalny wysłannik Trumana Harry Hopkins zapytał Stalina, kiedy ZSRR rozpocznie wojnę z Japonią. Stalin miał odpowiedzieć, że przygotowania powinny się zakończyć 8 sierpnia. Dokładną datę uzależnił od pogody, a także od akceptacji porozumień jałtańskich przez Chińczyków. Zapytany, czy preferuje kapitulację warunkową, czy bezwarunkową, na jaką Tokio zapewne się nie zgodzi, Stalin wybrał bezwarunkową, ponieważ oznaczała ona przedłużenie wojny, a w konsekwencji większe zniszczenie Japonii. Gdy chodzi o cesarza, Stalin uznał wprawdzie Hirohito za marionetkę, ale doradzał całkowitą eliminację instytucji cesarza w obawie, by w przyszłości na tronie nie zasiadł ktoś bardziej energiczny i nie narobił kłopotów. Stalin był zainteresowany totalnym zniszczeniem japońskiego potencjału militarnego. Ale jeszcze bardziej zależało mu na tym, by przedłużyć wojnę. Po głowie krążyła mu myśl o udziale ZSRR w okupacji Japonii. Obawiał się, że w chwili, gdy Amerykanie dojdą do wniosku, że sowiecka pomoc nie jest im potrzebna, przestaną respektować ustalenia z Jałty. Odpowiedz Link
yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 3 05.08.05, 21:23 W czerwcu władze Japonii zdecydowały się wykorzystać Moskwę w charakterze mediatora w wojnie z USA. Były premier Koki Hirota rozpoczął serię rozmów w tej materii z ambasadorem Malikiem. Instrukcje Mołotowa dla Malika były proste: graj na zwłokę. Im bliżej było konferencji w Poczdamie, tym bardziej Malik był zajęty i nieosiągalny dla Hiroty. 26-27 czerwca na wspólnym posiedzeniu biura politycznego sowieckiej partii komunistycznej, rządu i dowództwa sił zbrojnych przedstawiono decyzję o rozpoczęciu ataku na Japonię w sierpniu. Podstawowym celem operacji było zajęcie terenów obiecanych Sowietom w Jałcie (Mandżuria, południowy Sachalin i Wyspy Kurylskie). Okupację Korei Północnej uznano za warunek konieczny, by odciąć siłom japońskim drogę odwrotu. Podzielone były opinie w sprawie Hokkaido. Marszałek Kirył Mierieckow proponował okupację wyspy. Poparł go Nikita Chruszczow, ale Mołotow i Żukow uznali operację za zbyt ryzykowną. Żukow obawiał się, że może to sprowokować kontrakcję Amerykanów, Mołotow natomiast uważał, że alianci zachodni uznają zajęcie Hokkaido za poważne pogwałcenie Jałty. Stalin spytał Żukowa, ilu dodatkowych dywizji potrzebuje, by zdobyć wyspę. Odpowiedź brzmiała: czterech. Stalin milczał. Kwestia Hokkaido pozostała w zawieszeniu. Bomba zmienia kalkulacje 2 lipca, pięć dni przed wyjazdem Trumana do Poczdamu, sekretarz obrony Stimson przedstawił mu projekt ultimatum wobec Japonii. Sowieci mieli być jednym z sygnatariuszy tego dokumentu. Nie wykluczał on utrzymania monarchii konstytucyjnej, jeśli taka będzie wola narodu. Zachowany został termin "kapitulacja bezwarunkowa", ale projekt mówił o "bezwarunkowej kapitulacji wszystkich japońskich sił zbrojnych", co wydawało się łagodniejsze niż "bezwarunkowa kapitulacja" kraju. Z umizgów czynionych przez Japończyków w Moskwie wynikało jasno, że Tokio jest bliskie kapitulacji, a kwestią sporną są tylko jej warunki. Stalina dręczyły więc obawy, że wojna na Pacyfiku skończy się, zanim Armia Czerwona wkroczy do Mandżurii. Dlatego gdy tylko zjawił się w Poczdamie, zatelefonował do marszałka Wasilewskiego i nagabywał go, by przyśpieszył o dziesięć dni atak planowany początkowo między 20 a 25 sierpnia. W odpowiedzi usłyszał, że zmiana terminu ataku ze względów logistycznych nie jest możliwa. Drugi kłopot wiązał się z tym, że w Jałcie Stalin obiecał podpisać traktat z Chinami. W Moskwie trwały intensywne negocjacje z chińskim ministrem spraw zagranicznych T.V. Soongiem, ale traktat wciąż nie był podpisany. Dla USA nie ulegało wątpliwości, że przystąpienie Moskwy do wojny przyśpieszy kapitulację Japonii, jednak politycy w Waszyngtonie obawiali się konsekwencji sowieckiego uczestnictwa w wojnie. Dlatego poszukiwali sposobów, by doprowadzić do kapitulacji, zanim Moskwa przystąpi do wojny. Gdy 18 lipca Truman odwiedził Stalina w jego rezydencji w Poczdamie, Stalin pokazał mu kopię noty ambasadora Sato, który w imieniu cesarza zwrócił się do Moskwy o mediację w sprawie przerwania wojny. Stalin przedstawił trzy możliwości: 1. prosić Japończyków o więcej szczegółów, utrzymując ich w przeświadczeniu, że ich plan ma szanse realizacji, 2. zignorować tę propozycję, 3. kategorycznie ją odrzucić. Stalin przypomniał Trumanowi, że ZSRR nie jest w stanie wojny z Japonią, a zatem pierwsze rozwiązanie może być najwłaściwsze. Truman się zgodził. Obaj przywódcy chcieli zaskoczyć Tokio - Stalin, przekraczając granicę Mandżurii, Truman, zrzucając bombę atomową. Trzy dni później Truman otrzymał raport na temat pierwszej udanej próby z bombą atomową. Zapewniono go, że atak będzie możliwy, zanim Sowieci będą gotowi do wojny. Prezydent, dla którego jednym z głównych powodów konferencji w Poczdamie było uzyskanie deklaracji Stalina o przystąpieniu do wojny na Pacyfiku, nie był do końca pewien, w jakim stopniu bomba zmieni całą kalkulację władz japońskich. 23 lipca polecił Stimsonowi, by uzyskał na ten temat opinię George'a Marshalla, szefa sztabu wojsk amerykańskich. Marshall nie odpowiedział jednoznacznie. Jego zdaniem, zważywszy na koncentrację wojsk sowieckich na granicy z Mandżurią, nawet gdyby Amerykanie zmusili Japończyków do kapitulacji, nic nie powstrzymałoby Moskwy przed zajęciem Mandżurii. Stalin dostałby więc i tak to, czego chce. Stimson powiedział Trumanowi, że zdaniem Marshalla można obyć się bez Stalina, co nie odzwierciedlało opinii szefa sztabu. 24 lipca w trakcie przerwy w obradach Truman mimochodem, bez udziału tłumacza, powiedział Stalinowi, że Ameryka posiada bombę o przerażającej sile. Stalin ponoć nie wykazał zainteresowania i świadkowie tego wydarzenia odnieśli wrażenie, że sowiecki przywódca nie zrozumiał znaczenia tej informacji. Mylili się. Latem 1945 r. Stalin doskonale wiedział, że Amerykanie lada dzień dysponować będą bombą atomową. W połowie czerwca agent NKWD Leonid Kwasikow przekazał Moskwie wiadomość uzyskaną od sowieckich szpiegów umieszczonych w projekcie Manhattan, że próbę zaplanowano na 10 lipca (w rzeczywistości przeprowadzono ją 16 lipca). Toteż nonszalancja, z jaką Stalin przyjął informację Trumana, nie wynikała z ignorancji. Proklamacja bez Stalina Zrzucenie bomby miało poprzedzić ultimatum skierowane do Japonii. Jego odrzucenie, na co liczono, miało usprawiedliwić atak atomowy. 24 lipca Truman i sekretarz stanu James Byrnes zaaprobowali ostateczną wersję proklamacji poczdamskiej. Albo Truman, albo Byrnes usunęli z niej fragment głoszący, że "naród japoński będzie mieć prawo wyboru własnej formy rządu". Ten zabieg redakcyjny stawiał pod znakiem zapytania los cesarstwa. Mimo starań Stimsona, który reprezentował opinię wojskowych, nie udało się przywrócić tego zdania w tekście proklamacji. Utrzymano zatem termin "bezwarunkowa kapitulacja", nie obiecując niczego cesarzowi. Churchill zaaprobował tekst 25 lipca przed powrotem do Londynu (po przegranych wyborach), zaś Czang Kaj-szek, który nie uczestniczył w konferencji poczdamskiej, następnego dnia. 26 lipca wieczorem tekst przekazano prasie - zanim zobaczył go Stalin. Dla Sowietów było to zaskoczenie i policzek. Przyjechali do Poczdamu w przekonaniu, że pod ultimatum wobec Japonii znajdzie się także ich podpis. Przywieźli nawet swoją wersję dokumentu. Byrnes tłumaczył później Mołotowowi, że na konsultacje ze Stalinem nie było czasu, gdyż Truman chciał przekazać proklamację, zanim Churchill opuści fotel premiera. Ponadto Waszyngton nie konsultował ultimatum z Moskwą, ponieważ ZSRR nie był w stanie wojny z Japonią. Mołotow, który czuł się wymanewrowany, odparł, że nie ma pełnomocnictw do dalszych komentarzy na ten temat i że Stalin wróci do tej kwestii w stosownym momencie. 28 lipca w Poczdamie pojawiła się nowa delegacja brytyjska z następcą Churchilla Clementem Attlee. Przed rozpoczęciem sesji Stalin poprosił o głos, by podzielić się "ważną wiadomością, jaką otrzymał z Moskwy". Była to osobista prośba cesarza Japonii, przekazana przez ambasadora Sato, o mediację rządu sowieckiego. Nie zawierała ona niczego nowego, ale Stalin skomentował to słowami, że wprawdzie jego rząd nie był konsultowany w sprawie proklamacji poczdamskiej, jednak pragnie na bieżąco informować sojuszników o japońskich zabiegach. Następnego dnia, wymawiając się przeziębieniem, Stalin nie pojawił się na sesji, ale polecił Mołotowowi, by podniósł kwestię udziału ZSRR w wojnie na Pacyfiku. Chciał - jak przedstawił to Mołotow - by "USA, Anglia i inne kraje sprzymierzone w wojnie na Dalekim Wschodzie zwróciły się do rządu sowieckiego z oficjalną prośbą o przystąpienie do wojny", aby "skrócić wojnę i oszczędzić ofiar". Truman nie miał najmniejszej ochoty zapraszać Stalina, ale nie mógł go też zignorować. W sukurs przyszli prawnicy z Departamentu Stanu. W ich opinii Moskwa nie potrzebowała zaproszenia - by usprawiedliwić pogwałcenie paktu Odpowiedz Link
yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 4 05.08.05, 21:25 Amerykańskie bomby, sowieckie czołgi 6 sierpnia na Hiroszimę spadła bomba atomowa. Rząd japoński nie widział powodu, by zmienić swe stanowisko. Następnego dnia minister Togo wysłał kolejną pilną depeszę do ambasadora Sato. Nadal wierzył w możliwość zakończenia wojny drogą interwencji Moskwy. Mołotow zgodził się spotkać z ambasadorem 8 sierpnia. W Moskwie wiadomość o zbombardowaniu Hiroszimy "Prawda" podała 8 sierpnia na dole czwartej strony, bez komentarzy. Stalin uznał atak atomowy za akt wrogi w stosunku do ZSRR. Ale nie miał czasu do stracenia. 7 sierpnia spotkał się na Kremlu z ministrem spraw zagranicznych rządu Czang Kaj-szeka. Chciał jak najszybciej podpisać układ o przyjaźni z Chinami. Głównym przedmiotem sporu pozostawała kontrola nad miastem Dailan. Czang Kaj-szek upierał się, by Dailan był wolnym portem pod administracją chińską. Stalin chciał kontroli nad portem. Wciąż nie osiągnięto porozumienia. Gdy Sato zjawił się u Mołotowa, nie spodziewał się entuzjastycznego przyjęcia - ale to, co go spotkało, przeszło wszelkie oczekiwania. Mołotow przerwał mu tradycyjne kurtuazyjne słowa, kazał usiąść i odczytał akt wypowiedzenia wojny Japonii. Oświadczył, co było ewidentnym kłamstwem, że ZSRR przystępuje do wojny na prośbę swych aliantów. Tego samego dnia Mołotow zakomunikował sowiecką decyzję ambasadorom USA i Wielkiej Brytanii. Stalin przyjął ambasadora Harrimana, który wyraził wdzięczność za przystąpienie Moskwy do wojny na Pacyfiku. Generalissimusowi humor bardzo się poprawił. Zdołał dopiąć swego. Zdążył przed kapitulacją Japonii. W Chabarowsku była godz. 1 w nocy, gdy pierwsze sowieckie czołgi przekroczyły granicę Mandżurii. Do Trumana wiadomość ta dotarła dwie godziny później. Tym razem on poczuł się oszukany. Wbrew ustaleniom z Jałty Stalin zaatakował bez układu z Czang Kaj-szekiem. W obliczu sowieckiej inwazji zarówno premier Suzuki, jak i cesarz Hirohito uznali, że nie ma innego wyboru jak zaakceptować ultimatum z Poczdamu. Jednakże część dowództwa armii opowiadała się za tym, by szybko doprowadzić do zawieszenia broni z ZSRR, nawet kosztem Mandżurii, i kontynuować wojnę z USA. Najwyższa Rada Wojenna debatowała na temat ultimatum, gdy 9 sierpnia spadła druga bomba atomowa na Nagasaki. Bomba nie zmieniła w niczym tonu debaty. Wojskowi nie wierzyli wprawdzie w zwycięstwo, ale uważali, że mogą zadać przeciwnikom znaczne straty i zginąć z honorem. Aby uchronić kraj przed totalną zagładą, potrzebna była interwencja cesarza. Najbliższym doradcą Hirohito był markiz Koichi Kido, Lord Tajnej Pieczęci. Jego bliskim przyjacielem był zaś Mamoru Shigemitsu, powszechnie szanowany wielokrotny minister spraw zagranicznych. To on przekonał Kido, że nie ma czasu na zwłokę i na stawianie warunków. Tego samego dnia późnym wieczorem w bunkrze pałacu cesarza odbyło się posiedzenie najwyższych władz Japonii. Minister Togo przedstawił propozycję: Japonia zaakceptuje ultimatum, zakładając, że nie zawiera ono "żadnych żądań zmiany statusu cesarza w rozumieniu prawa narodowego". Pod długiej debacie cesarz oświadczył: "Moja opinia jest taka sama jak ministra spraw zagranicznych". Ostatnia bitwa Amerykanie odrzucili japońską odpowiedź. W nocie Byrnesa uznali ją za zgodę na warunkową, a nie bezwarunkową kapitulację. Powodem odrzucenia była bardzo negatywna opinia o cesarzu wśród amerykańskiej opinii publicznej. Według badań Gallupa z końca maja 33 proc. ankietowanych domagało się egzekucji Hirohito, 17 proc. - procesu, 11 proc. - uwięzienia i 9 proc. - wygnania. Nota mówiła, że po kapitulacji uprawnienia cesarza i rządu przejmie naczelny dowódca mocarstw sprzymierzonych. Mołotow sugerował Harrimanowi koncepcję dwóch naczelnych dowódców, np. Wasilewskiego i MacArthura. Harriman odparł, że Amerykanie walczą z Japonią od czterech lat, Sowieci zaś od dwóch dni. Dodał, że jest rzeczą niewyobrażalną, by naczelnym dowódcą był kto inny niż Amerykanin. Mołotow odpowiedział, że nie chce kontynuować tej debaty, gdyż musiałby dokonać porównań z wojną w Europie. Ale gdy Harriman wrócił do swego biura, zatelefonował do niego tłumacz Stalina. Twierdził, że zaszło nieporozumienie, i że rząd sowiecki chce wyłącznie brać udział w "konsultacji". Był to jednak dopiero początek przepychanek w kwestii przyszłej okupacji Japonii. Tokio zwlekało z odpowiedzią na notę Byrnesa, a tymczasem Armia Czerwona posuwała się w głąb Mandżurii. Jednocześnie Zhu De, dowódca chińskich wojsk komunistycznych, ogłosił przez radio, że wojska japońskie i "marionetkowe oddziały chińskie" (wojska Czang Kaj-szeka) winny się poddać siłom antyjapońskim. Amerykanie, zaniepokojeni perspektywą sowieckiej ekspansji w Mandżurii i Korei, a także wizją współpracy armii Stalina i Mao, zaczęli rozważać kontrposunięcia. Truman postanowił kontynuować bombardowanie Japonii. Premier Suzuki apelował o pośpiech: "Musimy zakończyć wojnę, dopóki mamy do czynienia z USA. Jeśli będziemy nadal zwlekać, Stalin zajmie nie tylko Mandżurię, Koreę, Karafuto [japońska nazwa Sachalina - red.], ale i Hokkaido. To zniszczy fundamenty Japonii". 14 sierpnia cesarz postanowił zaakceptować notę Byrnesa. Zwrócił się do armii o złożenie broni. Wielu wysokich dowódców wojskowych popełniło samobójstwo. Nocą 14 sierpnia grupa młodych oficerów podjęła nieudaną próbę przewrotu. Kilka godzin później, 15 sierpnia nad ranem, rząd Czang Kaj-szeka podpisał ze Stalinem układ o przyjaźni między ZSRR i Republiką Chińską. Natychmiast po otrzymaniu wiadomości o japońskiej bezwarunkowej kapitulacji Truman wydał rozkaz zaprzestania wszelkich operacji ofensywnych przeciw Japończykom. Marszałek Wasilewski natomiast rozkazał swym siłom kontynuację działań wojskowych. Argumentował, że oświadczenie cesarza z 14 sierpnia to wyłącznie deklaracja, a nie rozkaz dla sił zbrojnych. Istotnie, z niejasnych powodów cesarski sztab generalny wydał rozkaz przerwania ognia dopiero 17 sierpnia. Bitwa o Shimushu (Wyspy Kurylskie) była ostatnią bitwą II wojny światowej, choć Armia Czerwona zdobywała miasta południowego Sachalina jeszcze tydzień później. W porcie Maoka strzelała do bezbronnych cywilów oczekujących na statki, które miały ich zawieźć na Hokkaido. Kapitulacja Rozkaz nr 1 wydany 14 sierpnia przez zjednoczone sztaby USA informował, jakim władzom wojskowym powinny się poddać oddziały japońskie. Art. 1b mówił, że jednostki w Mandżurii, Korei (na północ od 38 równoleżnika) i na Sachalinie powinny skapitulować przed naczelnym dowódcą wojsk sowieckich. Na tej liście zabrakło Kurylów. Stalin zgłosił więc zastrzeżenia - zażądał dopisania do listy "wszystkich Wysp Kurylskich" i północnej części wyspy Hokkaido. Jego intencje oddaje dyrektywa z 17 sierpnia dla generała Kuzmy Derewianko, reprezentanta Moskwy w kwaterze głównej MacArthura w Manili. Derewianko miał zażądać nie tylko Wysp Kurylskich i północnego Hokkaido, ale także stworzenia sowieckiej strefy okupacyjnej w Tokio. Los Kurylów został przesądzony już w Jałcie i Trumanowi trudno się było spierać. Zażądał jedynie prawa do lądowania amerykańskich samolotów na jednej z wysp. Natomiast kategorycznie odrzucił pomysł przyznania ZSRR praw do okupacji Hokkaido. Po otrzymaniu listu Trumana Stalin polecił natychmiastową operację powietrzną w celu zajęcia portów Port Artur i Dailan. Nakazał też przygotowania do ataku na Hokkaido, ale zastrzegł, że rozpoczęcie tej operacji wymaga jego osobistej zgody. 22 sierpnia w liście do Trumana Stalin wyraził rozczarowanie stanowiskiem prezydenta USA. "Moi koledzy i ja nie spodziewaliśmy się takiej odpowiedzi" - pisał. Zdecydowanie odrzucił prawo do lądowania na Kurylach, gdyż nie było o tym mowy ani w Jałcie, ani w Poczdamie, a poza tym przyznanie USA takiego prawa byłoby upokorzeniem dla ZSRR. Z odpowiedzią zwlekał aż cztery dni, gdyż w tym Odpowiedz Link
yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 05.08.05, 21:26 serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2857470.html wkleilem tu artykul, zeby mozna bylo poczytac jak juz znajdzie sie w archiwum Odpowiedz Link
yabanjin Re: Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 06.08.05, 05:53 >To mit - powiada Tsuyoshi Hasegawa, profesor historii i dyrektor Centrum Badań nad Zimną Wojną Uniwersytetu Kalifornia w Santa Barbara. Analizując archiwa amerykańskie, japońskie i sowieckie, autor dowodzi, że to nie bomba atomowa, ale strach przed Stalinem i okupacją przez Armię Czerwoną skłoniły ostatecznie Japonię do kapitulacji. A skąd Amerykanie mieli o tym wiedzieć? Tym gorzej - z tego wynika, że nawet pięć bomb atomowych nie otrzeźwiłoby Japończyków. Odpowiedz Link
elagrubabela Re: ['] dla Ofiar.................... 06.08.05, 22:18 Dopisze tu tylko moja refleksje po wizycie w Hiroszimie - jestesmy bardzo malymi stworzonkami o ograniczonej mocy. I nalezy sie z tego cieszyc! Przewidywania przed zrzuceniem bomby byly bowiem takie, ze i przez 75 lat zycie sie nie odrodzi na terenach skazonych. A JEDNAK SIE KRECI A moze raczej - A JEDNAK ZYCIE JEST Matka Natura jest silniejsza i mocniejsza od nas samych i naszych tragicznych w skutkach poczynan. Podnosi mnie to na duchu nieslychanie. Mam nadzieje, ze Was tez I mysle tez, ze zanim sie zacznie wywody historyczno-polityczne, Hiroszime warto odwiedzic po prostu. Dla mnie - najwazniejsze miejsce w Japonii, w jakim bylam. Elka Odpowiedz Link
arie Re: ['] dla Ofiar.................... 07.08.05, 02:13 Miejsce tragedii i cierpienia zwyczajnych ludzi, niekoniecznie uwikłanych w politykę, sprawy mocarstw i decyzji wojennych. W każdej wojnie najbardziej cierpią niewinni. [*] Odpowiedz Link
chiara76 obejrzałam właśnie wstrząsający dokument 08.08.05, 00:34 w programie 2 TV... wstrząsający... Odpowiedz Link
chiara76 60 lat po Amerykanie popierają tamtą decyzję... 08.08.05, 10:03 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53621,2857734.html Odpowiedz Link