Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby...

05.08.05, 12:18
atomowej na Hiroszimę...
czy musiało do tego dojść??
    • kiminohikari Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 13:16
      > atomowej na Hiroszimę...

      jutro bbc bedzie nadawalo dokument o tym
      (w kazdym badz razie bbc mialo to pokazywac
      w rocznice). krecone bylo to w polsce. jak
      ktos bedzie mial mozliwosc zobaczenia, niech
      skomentuje. jestem tego ciekaw. kilku moich
      japonskich znajomych tam gralo.

      > czy musiało do tego dojść??

      hmmm... to jest dyskusyjne pytanie.
      a biorac pod uwage ogolna sytuacje polityczna
      na swiecie w tamtym czasie, proble pewno wykracza
      poza ramy wojny amerykansko-japonskiej na pacyfiku.

      _______________________________________________________
      "Na konferencji nawet padla informacja, ze w Polsce
      naliczono 40 tys. aktywnych gniazd bocianich podczas
      gdy w calej Unii Europejskiej 50 tys. Tak wiec nasze
      rolnictwo staje sie wzorem"
    • maclorcan Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:11
      Polecam zajrzeć też tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=27264610
    • mefs Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:16
      Polecam ci "Burze nad Pacyfikiem" - dwa opasle tomiszcza opisujace wojne na
      Pacyfiu 1941 - 45; tam ten problem jest w miare dobrze wyjasniony.
      W zasadzie procz polityki ("skoro to mamy, to wykorzystajmy"), chodzilo jeszcze
      o straty Amerykanow podczas zdobywania kolejnych wysp. Iwo-jima, Okinawa (ale
      juz wczesniej) daly im sie tak we znaki, ze wszelkie sposoby na obnizenie strat
      byly akceptowalne. O ile dobrze pamietam, to przewidywane straty Amerykanow
      podczas zdobywania Wysp Japonskich byly szacowane na ok. 2mln zabitych i rannych...
      • chiara76 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:28
        ciekawe, czy gdyby znano następstwa, zarówno liczbę ofiar, rozmiar zniszczeń ,
        jak również to, że w przyszłości doprowadzi to do wyścigu zbrojeń, to czy też
        zdecydowano by się na użycie bomby atomowej.
        • yabanjin Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 16:48
          >czy musiało do tego dojść??

          Niestety musiało... była zbyt wielka pokusa sad Za dużo pieniędzy i entuzjazmu
          naukowców zostało w to włożone. Trzeba pamiętać, że bomba była konstruowana w
          pośpiechu przeciw... Niemcom, a alianci niemal do końca wojny w Europie nie
          wiedzieli, w jakim stadium rozwoju był niemiecki program nuklearny (przed wojną
          niemiecka fizyka jądrowa nie miała sobie równych). Więc skoro stworzono tę
          bombkę w takim pośpiechu i pod tak wielkim stresem, gdzieś trzeba było ją
          wypróbować.
          A kampanie militarne na Marianach, Iwojimie i Okinawie pomogły podjąć decyzję.
          Spotkałem się także z opinią, że Hiroshima była demonstracją dla Japończyków, a
          Nagasaki dla Stalina.
          Notabene, gdyby wojna się jeszcze trochę przedłużyła, kto wie jak potoczyły by
          się losy Hokkaido (Rosjanie byli o krok od inwazji) i całej powojennej Japonii.
          Miejmy tylko nadzieję, że dzięki doświadczeniu mieszkańców Hiroshimy i Nagasaki
          taki dramat się więcej nie powtórzy.
        • mefs Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 17:19
          Moja odpowiedz brzmi 'tak', bo przeciez nie chodzi o to, by komus sprzedac
          sztachete jako bron zaczepno-obronna na impreze w remizie, ale o to, ze dzieki
          takiej broni masz nagle przewage nad wszystkimi i nikt tobie nie podskoczy...
          Dzieki czemu twoja gospodarka rosnie w sile, zdobywasz nowe rynki, zarabiasz
          wiecej pieniedzy, czesc z nich przeznaczasz na badania nad bronia, ktora znow da
          tobie przewage... nawet jesli to bedzie tylko kilka lat (jak to bylo z bronia
          jadrowa, bo Stalin & Co. wykradli ja natychmiast), to i tak odniesiesz sukces.
          Poza tym taka bron dziala jak straszak i to dziala bardzo dobrze - wez np.
          Francje - podupadajacy kraik, ktory jednak 'kilka' bomb ma (i mial gen de Gaula
          - jednego z najlepszych politykow i blagierow XXw) i wszyscy sie z nim licza,
          Koree Polnocna - jeden z ostatnich zamordystycznych rezimow, ktorej nikt nie
          najedzie gdyz szalony satrapa bedzie strzelac rakietami gdzie popadnie... wiecej
          przykladow?

          A jesli chodzi o wyscig zbrojen - wystarczy poczytac o Cesarstwie Rzysmkim (kilk
          zabitych wioch na obrzezach krolestwa Etruskow i jak ladnie wyrosli), czy o
          Wielkiej Brytanii w dobie odkryc geograficznych - maly kraik, ktory powalil
          Hiszpanie, Portugalie (na morzu), Francje (zmusil ja do siedzenia w Europie i
          budowania armii ladowej) i "elegancko" wykolegowal Holandie, ktora na poczatku
          byla potezniejsza, ale obudzila sie z reka w nocniku. Przykladow moze byc wiele...

          Reasumujac. Nawet jesli znanoby wszystkie nastepstwa, to i tak by tych bomb
          uzyto... przykre acz prawdziwe.

          Ale... procz przykladow negatywnych wyscigu zbrojen, nalezy pamietac, ze cala
          gospodarka skokowo gna do przodu. Niewazne, czy byly to wszystkie prace zwiazane
          z bronia jadrowa, czy tez prace zwiazane z wyslaniem czowieka na ksiezyc (slynny
          teflon i rzepy), czy badania nad bronia biologiczna (efekt uboczny -
          biotechnologie), czy...

          W sumie jakbys policzyla plusy i minusy, to plusy przewaza... i jak bedzie
          nastepna jakas bron wymyslona, to z cala pewnoscia gdzies bedzie uzyta.
        • turaj1 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 09.08.05, 16:13
          ta ofiara uratowała świat przed bomba stalina, miał ja trochę później i juz się
          bał.....
          pomyśl o ofiarach marszów smierci i doswiadczeniach na ludziach, takie drobne
          foux pa ze strony rycerzy bushido....
          a może wiesz jak ten kodeks mówi o tych co sie poddali, proponuje zacząć litowac
          sie nad SS, oni tez byli rycerscy...
          • mefs Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 09.08.05, 16:47
            Musze przyznac, ze niestety nie czytasz dokladnie postow i wyciagasz bledne
            wnioski. Stalin nie mial bomby atomowej przed 1949, prace nad nia ruszyly "z
            kopyta" po tym, jak Truman pochwalil sie sam probnym wybuchem i zostalo
            potwierdzone to przez szpiegow. Zreszta Rosjana byloby ciezko zbudowac bombe juz
            w 4 lata po Amerykanach, gdyby nie dostali gotowych planow oddanych im za free
            przez stado naukowcow (niestety tych najlepszych) o durnych pogladach lewicowych
            "ku chwale pierwszego kraju robotnikow i chlopow". I to jest fakt z ktorym sie
            nie dyskutuje. Za to powinno sie im odebrac jakiekolwiek wyroznienia, a o ich
            czynie przypominac za kazdym razem, chocby dlatego, ze kilkadziesiat milonow
            ludzi wbrew swej woli zylo przez kilkadziesiat lat pod "przyjacielska" reka
            sowieckiego imperium.

            Jesli chodzi o armie japonska i to jak postepowala ona z jencami wojennymi, to
            mozna to po czesci wytlumaczyc wlasnie kodeksem samurajow (zycie pokonanego jest
            nic nie warte), ale w takim razie jak wytlumaczysz ich postepowanie wobec
            ludnosci cywilnej, ktore bylo jeszcze gorsze. Podczas budowania koleji w Birmie
            80 czy nawet 90% ofiar to ludnosc miejscowa zakatowana przez Japonczykow.
            Poczytaj sobie, co robila Armia Kwantunska w Mandzurii i Chinach, czasami
            czlowieka az mdli i odrzuca od opisow. Jest slynny film nakrecony przez
            Amerykanskiego lekarza pracujacego w Chinach pokazujacy rannych cywili (glownie
            kobiety, bo mezczyzn i chlopcow zabito) po przejsciu Japonczykow. Najslynniejsza
            scena - jak pokazuje pacjetke, ktorej probowano odciac glowe - na szczescie nie
            od strony tchawicy, ale kregoslupa, zatem przecieto tylko tkanki miekkie, nie
            przecinajac tetnic - na zlbizeniu bylo widac kosci kregoslupa... a kobiety,
            ktore byly w ciazy i je wypatroszono bagnetami? One rowniez przezyly - jak to
            ocenisz?

            Postepowanie mordecow z SS i NKWD to efekt dokladnie zaplanowanego szkolenia,
            prania mozow, nakazow i kar. Moja babcia nie raz wspominala, ze SS-mani
            traktowali 14-15-to letnich szczeniakow z Hitler-Jugen na rowni z Polakami,
            czyli gorzej niz smieci, ale za to jak taki mlody przezyl i mial 18 lat, to byl
            wcielany automatycznie do SS i dzialal tylko i wylacznie tak, w jaki sposob byl
            wychowany (a raczej zaprogramowany). Na cale szczescie babcia nie miala
            stycznosci z NKWD, ale z literatury wiadomo, kto do nich nalezal (poczytaj
            ksiazke "Bezprizorni" o ile nie przekrecilem tytulu). Stawiam na to, ze armia
            japonska (o czym rowniez mozna sobie poczytac, chocby w wymienionej przeze mnie
            "Burzy nad Pacyfikiem", ale rowniez w innych pozycjach, chocby "Krolu szczorow",
            choc to raczej o traktowaniu jencow) "wychowywala" swoich zolnierzy identycznie.
            Sami Amerykanie, Australijczycy i Brytyjczycy okreslali ich mianem bezdusznych
            maszyn do zabijania (bardzo wydelikacona i praktycznie pozytywna wypowiedz) i
            starali sie ich zawsze wyluc co do jednego - jencow praktycznie zadna ze stron
            nie brala. Wojna to wojna, niestety.

            Skoro juz tak sie przejechalem po historii, to powiedz mi, czym sie roznia ci z
            SS, NKWD, japosnkiej armii (czasy IIWS)? Bo wg mnie niczym... ale to dorzuc
            jeszcze specow od zabijania francuskich, angielskich, amerykanskich i wszystkich
            innych. Wojna nigdy nie jest czysta i niewinna jak sie ja niejednokrotnie
            przedstawia.

            W scenie koncowej (albo prawie koncowej) "Siedmiu samurajow" jest jedno cudowne
            zdanie "znow udalo nam sie przezyc", co oznacza ni mniej ni wiecej, ze nasi
            przeciwnicy juz gryza ziemie, tylko powiedziane jest inaczej. I moze to wlasnie
            jest w zyciu najwazniejsze?

            PS1: nastepnym razem dokladnie czytaj posty...
            PS2: i literature smile
            • turaj1 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 10.08.05, 15:38
              kto dał tobie takie prerogatywy, bys pisał czytaj uważnie,,,,
              czytam jak chcę i to sa moje wnioski, takie połajanki zostaw dla kogoś innego...
    • kapitankloss1 Re: Jutro (6 sierpnia) rocznica zrzucenia bomby.. 05.08.05, 19:00
      Musialo....na nowoczesnej wojnie nie powinno sie myslec selektywnie. Jest to
      bron i trzeba uzyc. Teraz jak byla juz uzyta mozna myslec czy by sie chcialo
      ja jescze raz uzyc znajac efekty....wtedy bylo to naturalne...ja bym absolutnie
      podjal ta sama decyzje.

      Ja tez nie widze roznicy miedzy spaleniem Tokyo, Dresden, Warszawy, Londynu, a
      Hiroshimy....ze w Hiroshimie (i Nagasaki) byl tylko jeden samolot to jest tylko
      sprawa matematyki....cierpienie jest identyczne.
      • yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 05.08.05, 21:22
        Zbliżająca się 60. rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki
        podsyca w USA debatę na temat politycznego, strategiczno-militarnego i
        moralnego wymiaru tej decyzji. Jej krytykom z pobudek moralnych najczęściej
        przeciwstawia się argument, że demonstracja nowej, przerażająco
        niszczycielskiej broni przyspieszyła kapitulację Japonii i w ten sposób ocaliła
        życie tysięcy Amerykanów i Japończyków.

        To mit - powiada Tsuyoshi Hasegawa, profesor historii i dyrektor Centrum Badań
        nad Zimną Wojną Uniwersytetu Kalifornia w Santa Barbara. Analizując archiwa
        amerykańskie, japońskie i sowieckie, autor dowodzi, że to nie bomba atomowa,
        ale strach przed Stalinem i okupacją przez Armię Czerwoną skłoniły ostatecznie
        Japonię do kapitulacji. Niedawno nakładem Harvardu ukazała się książka
        Hasegawy "Racing the Enemy. Stalin, Truman, and the Surrender of Japan"
        ("Ścigając się z wrogiem. Stalin, Truman i kapitulacja Japonii"). Poniższy
        artykuł oparty jest na tej książce.

        Rok 1945. Berlin od tygodni patrolują żołnierze armii sprzymierzonych,
        uczestnicy konferencji poczdamskiej rozjechali się do domów, a w II wojnie
        światowej ciągle giną ludzie. Ostatnia bezsensowna bitwa tej wojny miała
        miejsce 18 sierpnia. Bezsensowna - gdyż losy wojny od dawna były przesądzone. W
        walce o Shimushu na Wyspach Kurylskich zginęło według danych sowieckich 1018
        Japończyków i 1567 żołnierzy Stalina. Generalissimus - powiada Hasegawa -
        potrzebował krwi żołnierzy sowieckich na Kurylach, by uprawomocnić swe
        roszczenia terytorialne.

        Pakt o neutralności

        Japońscy dowódcy mieli świeżo w pamięci krótką wojnę sowiecko-japońską latem
        1939 r., kiedy to armia gen. Georgija Żukowa w konflikcie o terytorium wzdłuż
        granicy mongolsko-mandżurskiej zadała im ogromne straty. W niespełna dwa
        tygodnie z 60 tys. japońskich żołnierzy zginęło prawie 45 tys. Żukow przyznał
        się do 9 tys. zabitych po swojej stronie; w rzeczywistości było ich ponoć dwa
        razy więcej.

        13 kwietnia 1941 r. Stalin podejmuje na Kremlu japońskiego ministra spraw
        zagranicznych Yosuke Matsuokę. Tego dnia w Moskwie podpisano pakt o
        neutralności między obu krajami. Następnego dnia, wychodząc poza ramy
        protokółu, Stalin pojawił się na Dworcu Jarosławskim, by pożegnać szefa
        japońskiej dyplomacji. Objął go i ucałował. Nie zabrakło przy tym świadków, w
        tym ambasadora Niemiec. Mając na uwadze tradycyjnie burzliwe stosunki z Japonią
        i perspektywę konfliktu w Hitlerem, Stalin za wszelką cenę chciał uniknąć wojny
        na dwa fronty.

        W czasie kwietniowej wizyty w Europie Matsuoka odwiedził także Berlin i Rzym.
        Pielęgnował w swej głowie plan antyzachodniego aliansu Japonia - Niemcy -
        Włochy - Związek Sowiecki. Pakt o neutralności zapowiadał "pokojowe i
        przyjacielskie stosunki", jak również zachowanie neutralności w sytuacji, gdyby
        jeden z krajów został zaatakowany przez stronę trzecią.

        Ale gdy w niespełna dwa miesiące po ratyfikacji paktu Hitler rozpoczął wojnę ze
        Stalinem, Matsuoka przeistoczył się w gorącego zwolennika wojny z ZSRR. Dowódcy
        armii japońskiej byli jednak wstrzemięźliwi, zalecali cierpliwość. Na wszelki
        wypadek pod pretekstem specjalnych manewrów niemal podwoili (do 700 tys.
        żołnierzy) siły na granicy w Mandżurii.

        Kreml z niepokojem obserwował zachowanie Japonii, zwłaszcza po tym, jak
        Matsuoka dał do zrozumienia sowieckiemu ambasadorowi w Tokio, że zobowiązania
        Japonii wynikające z paktu z Berlinem i Rzymem mają priorytet w stosunku do
        paktu o neutralności z Moskwą. Wymachiwanie szabelką przez szefa dyplomacji nie
        przypadło do gustu premierowi Japonii i nowy minister spraw zagranicznych
        zapewnił wkrótce ambasadora sowieckiego, że Tokio będzie honorować traktat o
        neutralności. Richard Sorge - agent Moskwy ulokowany w ambasadzie niemieckiej w
        Tokio - ostrzegał jednak, że Japonia może rozpocząć wojnę znienacka. W tej
        sytuacji Stalin powstrzymywał się od wycofania wojsk z Dalekiego Wschodu, choć
        bardzo ich potrzebował na froncie niemieckim.

        Niemcy naciskali Japończyków, aby uderzyli na Związek Sowiecki. Ale na kilka
        dni przed atakiem na Pearl Harbor Hiroshi Oshima, ambasador japoński w
        Berlinie, powiadomił Hitlera i Ribbentropa, że Japonia tego nie uczyni.

        8 grudnia 1941 r., w dzień po Pearl Harbor, prezydent Franklin D. Roosevelt i
        sekretarz stanu USA Cordell Hull za pośrednictwem sowieckiego ambasadora w
        Waszyngtonie Maksyma Litwinowa zwrócili się do Moskwy o przystąpienie do wojny
        z Japonią. Odpowiedź brzmiała: nie możemy tego zrobić, gdyż walczymy z
        Niemcami, a po wtóre obliguje nas traktat o neutralności z Japonią. Nie
        oznaczało to, że Stalin nie miał ochoty na wojnę z Japonią. Zaledwie dziesięć
        dni później zapewnił szefa dyplomacji brytyjskiej Anthony'ego Edena, że
        ostatecznie przystąpi do wojny z Japonią i że przerzucenie wojsk z Europy na
        Daleki Wschód zajmie mu cztery miesiące.

        Aby prowadzić wojnę z USA, Japonia potrzebowała neutralności Moskwy. By móc
        skoncentrować się na wojnie z Hitlerem, Stalinowi potrzebna była neutralność
        Tokio. Podczas gdy ZSRR walczył z Niemcami, sojusznikiem Japonii, Japonia
        walczyła ze Stanami Zjednoczonymi, sojusznikiem Moskwy w wojnie z Niemcami. To
        pozwoliło Moskwie i Tokio zachować neutralność aż do 1945 r. z powodów czysto
        pragmatycznych.

        Apetyt Stalina

        W miarę jak szale wojny zaczęły się przechylać na niekorzyść Niemiec i Japonii,
        znaczenie neutralności Stalina dla Tokio rosło. Aby ją utrzymać, Japonia gotowa
        było przyznać ZSRR różne koncesje, takie jak oddanie złóż ropy i węgla na
        północnym Sachalinie.

        W październiku 1943 r. na konferencji ministrów spraw zagranicznych wielkiej
        trójki w Moskwie głównym tematem było otwarcie drugiego frontu w Europie. Ale
        gdy nowy ambasador USA Averell Harriman wzniósł toast za dni, kiedy Rosjanie i
        Amerykanie będą razem walczyć z Japończykami, Mołotow odpowiedział: "przyjdzie
        na to czas". Miesiąc później Roosevelt i Churchill zgodzili się w Teheranie na
        stworzenie w maju 1944 r. drugiego frontu w Europie. W zamian za to Stalin
        zadeklarował, że po zwycięstwie nad Niemcami przystąpi do wojny z Japonią.

        W styczniu 1944 r. Roosevelt na posiedzeniu Rady Wojennej Pacyfiku
        poinformował, że uzgodnił ze Stalinem oddanie Chinom Mandżurii, Tajwanu i
        Peskadorów (archipelag 64 małych wysepek na zachód od Tajwanu), a Moskwie -
        południowego Sachalina i Wysp Kurylskich.

        W tym samym czasie Iwan Majski, sowiecki wiceminister spraw zagranicznych, w
        memorandum dla swego szefa Wiaczesława Mołotowa twierdził, że Moskwa nie
        powinna przystępować do wojny z Japonią, lecz pozwolić Ameryce i Anglii
        wykrwawić się w zmaganiach na Pacyfiku. To pozwoli ZSRR zająć południowy
        Sachalin i Kuryle "bez jednego strzału na Dalekim Wschodzie".

        Pół roku później, w lipcu 1944 r., ambasador sowiecki w Tokio Jakub Malik
        przygotował obszerny raport na temat stosunków z Japonią. Przedstawiał w nim
        rosnącą zależność Japonii od Moskwy i twierdził, że w miarę pogarszania się
        sytuacji na Pacyfiku kraj ten skłonny będzie do coraz większych ustępstw w
        zamian za neutralność.
        • yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 2 05.08.05, 21:22
          Latem Stalin odwołał w tajemnicy z frontu białoruskiego marszałka Aleksandra
          Wasilewskiego, któremu zamierzał powierzyć dowództwo frontu Dalekiego Wschodu i
          zlecić nadzór nad przygotowaniami do wojny z Japonią. We wrześniu w najwyższej
          tajemnicy zlecił sztabowi generalnemu przygotowanie planów wojennych.

          Tymczasem władze Japonii zabiegały o zacieśnienie stosunków z Moskwą. Wysuwały
          plany mediacji między Berlinem a Moskwą i przedstawiały długą listę koncesji,
          na które Tokio gotowe było pójść. Ta lista nie zaspokajała jednak rosnącego
          apetytu Stalina. W kwestiach terytorialnych rząd japoński uważał, że decydować
          powinny względy historyczne. Stalina natomiast interesowała nie historia,
          lecz "wymogi bezpieczeństwa Związku Sowieckiego".

          Targi z Rooseveltem

          Podczas gdy Tokio próbowało flirtować z Moskwą, Stalin targował się z
          Rooseveltem o cenę przystąpienia do wojny z Japonią. 6 listopada w przemówieniu
          z okazji rocznicy rewolucji październikowej po raz pierwszy nazwał Japonię
          agresorem i porównał atak na Pearl Harbor do hitlerowskiej napaści na ZSRR.

          W lutym 1945 r. na szczycie w Jałcie wielka trójka uzgodniła, że "w dwa do
          trzech miesięcy" po kapitulacji Niemiec "Związek Sowiecki przystąpi do wojny z
          Japonią po stronie aliantów" - po czym nastąpiła długa lista żądań stawianych
          przez Moskwę. Jak później wspominał Andriej Gromyko, ówczesny sowiecki
          ambasador w Waszyngtonie, Roosevelt w 15 minut zaakceptował te żądania.
          Ponieważ obejmowały one również kwestię dostępu do portów na terenie Chin
          (Dailan), porozumienie wymagało akceptacji Czang Kaj-szeka. W tej sytuacji
          Moskwa wyraziła gotowość zawarcia paktu przyjaźni z rządem chińskim.

          W tym czasie książę Fumimaro Konoe, dwukrotny premier Japonii, w memorandum dla
          cesarza Hirohito przestrzegał przed sowiecką ingerencją w wewnętrzne sprawy
          Japonii i groźbą komunistycznej rewolucji w obliczu niechybnej klęski.
          Rekomendował natychmiastowe negocjacje z USA i Wielką Brytanią jako jedyny
          sposób na ocalenie systemu kokutai, absolutnej władzy cesarza - politycznej,
          kulturowej i religijnej. Zważywszy na głębokie podziały wśród japońskich elit
          politycznych i rolę wojska, podjęcie negocjacji pokojowych wymagałoby
          bezpośredniej interwencji cesarza.

          Gen. Douglas MacArthur, dowódca sił sprzymierzonych Dalekiego Wschodu,
          twierdził, że wojska amerykańskie powinny poczekać z inwazją na Japonię do
          czasu, gdy Stalin zaatakuje Mandżurię. Zdawał sobie sprawę z apetytu Moskwy na
          całą Mandżurię, Koreę i część północnych Chin. Uważał, że Moskwa nieuchronnie
          zajmie te tereny, chciał jednak, by "Rosja zapłaciła za to kosztowną inwazją na
          Mandżurię, i to jak najszybciej po pokonaniu Niemiec".

          1 kwietnia 1945 r. Amerykanie wylądowali na Okinawie. 5 kwietnia Mołotow
          poinformował ambasadora Japonii w Moskwie Naotake Sato, że ZSRR nie zamierza
          odnowić paktu o neutralności, którego ważność wygasała w kwietniu 1946 r., i że
          rząd sowiecki w obliczu nowej sytuacji zamierza wypowiedzieć ten pakt.
          Ambasador prosił o wyjaśnienie. Ponieważ jednostronne wypowiedzenie paktu mogło
          sprowokować japońską akcję wojskową, a Moskwa nie była jeszcze na nią gotowa,
          Mołotow kluczył, próbując z jednej strony sprawić wrażenie, że jego rząd będzie
          honorował ustalenia traktatu, z drugiej zaś dać do zrozumienia aliantom
          zachodnim, że Stalin jest gotów honorować ustalenia jałtańskie.

          Stalin miał powody, by wierzyć, że atak Japończyków jest mało prawdopodobny,
          ale na wszelki wypadek w końcu marca postawił swe wojska na Dalekim Wschodzie w
          stan podwyższonej gotowości i wzmocnił obronę głównych miast, zwłaszcza
          Władywostoku i Chabarowska.

          Kapitulacja warunkowa?

          12 kwietnia umarł Roosevelt. Cztery dni później nowy prezydent Harry Truman w
          przemówieniu do obu izb Kongresu oświadczył, że Ameryka żąda od Japonii
          bezwarunkowej kapitulacji. Co oznaczała bezwarunkowa kapitulacja, a zwłaszcza
          jakie pociągała za sobą konsekwencje dla pozycji cesarza w Japonii? Kwestia ta
          będzie przez najbliższe tygodnie zaprzątać główne ośrodki władzy w Tokio i
          Waszyngtonie. Amerykanie zdawali sobie bowiem sprawę, że stawianie Japonii
          upokarzających warunków umocni ich determinację, przedłuży wojnę i zwiększy
          liczbę ofiar.

          Tymczasem Moskwa kontynuowała kampanię dezinformacji wobec coraz bardziej
          zdesperowanego rządu japońskiego. 20 kwietnia podczas spotkania z ambasadorem
          Malikiem minister spraw zagranicznych Japonii Shigenoru Togo wyraził
          ubolewanie, że Stalin nie przedłuży paktu o neutralności, a zarazem radość, że
          pozostanie on w mocy jeszcze przez rok. Zaprosił nawet Mołotowa na krótką
          wizytę w Japonii w drodze do San Francisco (na konferencję powołującą do życia
          ONZ). Malik odpowiedział, że jego szef zapewne poleci przez Atlantyk, choć
          wiedział, że taka trasa nie ma sensu.

          Wprawdzie japoński wywiad wojskowy przekazywał raporty na temat koncentracji
          jednostek Armii Czerwonej na Dalekim Wschodzie, ale sztab generalny nie był
          jednomyślny w ocenie intencji Moskwy. Ci dowódcy, którzy opowiadali się za
          kontynuacją wojny na Pacyfiku, uważali neutralność Moskwy za warunek na tyle
          ważny, że byli skłonni do daleko idących koncesji.

          Wiosną 1945 roku wśród strategów amerykańskich zaczęły dojrzewać wątpliwości,
          czy uczestnictwo ZSRR w wojnie na Pacyfiku jest konieczne i warte płaconej
          ceny. W kwietniu Amerykanie zrezygnowali z projektu stworzenia w okolicach
          Komsomolska baz dla swych bombowców strategicznych.

          Gra na zwłokę

          25 kwietnia Truman dostał do ręki ważną kartę w rozgrywce o kapitulację
          Japonii - raport na temat projektu Manhattan, czyli prac nad wyprodukowaniem
          bomby atomowej. 3 maja, po samobójstwie Hitlera, nowy premier Japonii Kantaro
          Suzuki zaapelował do narodu o kontynuację walki w duchu pilotów kamikaze.
          Wpływowi politycy japońscy - wierząc, że Moskwa woli raczej wywierać presję
          dyplomatyczną na Tokio, niż podjąć wojnę - mieli nadzieję na wykorzystanie w
          negocjacjach pokojowych coraz bardziej wyraźnego konfliktu między USA i Anglią
          a ZSRR w kwestii Polski i powojennych Niemiec. Dowódcy armii zabiegali o
          neutralność Moskwy, a dowódcy floty wojennej snuli nawet nierealistyczne plany
          wymiany japońskich okrętów na sowiecką ropę i samoloty.

          Wprawdzie USA nie były jeszcze gotowe do użycia bomby atomowej, ale

          12-13 maja przedstawiono pierwszą listę celów dla nowej broni. Na czele listy
          znalazły się Kioto, Hiroszima, Jokohama i Kokura. Sekretarz obrony Henry
          Stimson był przeciwny zrzucaniu bomby na Kioto, uważając, że zniszczenie starej
          stolicy Japonii spotęguje sentymenty antyamerykańskie. Napotkał opozycję w tej
          sprawie i dopiero po interwencji Trumana skreślono Kioto z listy celów.

          W końcu maja 1945 r. specjalny wysłannik Trumana Harry Hopkins zapytał Stalina,
          kiedy ZSRR rozpocznie wojnę z Japonią. Stalin miał odpowiedzieć, że
          przygotowania powinny się zakończyć 8 sierpnia. Dokładną datę uzależnił od
          pogody, a także od akceptacji porozumień jałtańskich przez Chińczyków.
          Zapytany, czy preferuje kapitulację warunkową, czy bezwarunkową, na jaką Tokio
          zapewne się nie zgodzi, Stalin wybrał bezwarunkową, ponieważ oznaczała ona
          przedłużenie wojny, a w konsekwencji większe zniszczenie Japonii. Gdy chodzi o
          cesarza, Stalin uznał wprawdzie Hirohito za marionetkę, ale doradzał całkowitą
          eliminację instytucji cesarza w obawie, by w przyszłości na tronie nie zasiadł
          ktoś bardziej energiczny i nie narobił kłopotów.

          Stalin był zainteresowany totalnym zniszczeniem japońskiego potencjału
          militarnego. Ale jeszcze bardziej zależało mu na tym, by przedłużyć wojnę. Po
          głowie krążyła mu myśl o udziale ZSRR w okupacji Japonii. Obawiał się, że w
          chwili, gdy Amerykanie dojdą do wniosku, że sowiecka pomoc nie jest im
          potrzebna, przestaną respektować ustalenia z Jałty.

          • yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 3 05.08.05, 21:23
            W czerwcu władze Japonii zdecydowały się wykorzystać Moskwę w charakterze
            mediatora w wojnie z USA. Były premier Koki Hirota rozpoczął serię rozmów w tej
            materii z ambasadorem Malikiem. Instrukcje Mołotowa dla Malika były proste:
            graj na zwłokę. Im bliżej było konferencji w Poczdamie, tym bardziej Malik był
            zajęty i nieosiągalny dla Hiroty.

            26-27 czerwca na wspólnym posiedzeniu biura politycznego sowieckiej partii
            komunistycznej, rządu i dowództwa sił zbrojnych przedstawiono decyzję o
            rozpoczęciu ataku na Japonię w sierpniu. Podstawowym celem operacji było
            zajęcie terenów obiecanych Sowietom w Jałcie (Mandżuria, południowy Sachalin i
            Wyspy Kurylskie). Okupację Korei Północnej uznano za warunek konieczny, by
            odciąć siłom japońskim drogę odwrotu. Podzielone były opinie w sprawie
            Hokkaido. Marszałek Kirył Mierieckow proponował okupację wyspy. Poparł go
            Nikita Chruszczow, ale Mołotow i Żukow uznali operację za zbyt ryzykowną. Żukow
            obawiał się, że może to sprowokować kontrakcję Amerykanów, Mołotow natomiast
            uważał, że alianci zachodni uznają zajęcie Hokkaido za poważne pogwałcenie
            Jałty. Stalin spytał Żukowa, ilu dodatkowych dywizji potrzebuje, by zdobyć
            wyspę. Odpowiedź brzmiała: czterech. Stalin milczał. Kwestia Hokkaido pozostała
            w zawieszeniu.

            Bomba zmienia kalkulacje

            2 lipca, pięć dni przed wyjazdem Trumana do Poczdamu, sekretarz obrony Stimson
            przedstawił mu projekt ultimatum wobec Japonii. Sowieci mieli być jednym z
            sygnatariuszy tego dokumentu. Nie wykluczał on utrzymania monarchii
            konstytucyjnej, jeśli taka będzie wola narodu. Zachowany został
            termin "kapitulacja bezwarunkowa", ale projekt mówił o "bezwarunkowej
            kapitulacji wszystkich japońskich sił zbrojnych", co wydawało się łagodniejsze
            niż "bezwarunkowa kapitulacja" kraju.

            Z umizgów czynionych przez Japończyków w Moskwie wynikało jasno, że Tokio jest
            bliskie kapitulacji, a kwestią sporną są tylko jej warunki. Stalina dręczyły
            więc obawy, że wojna na Pacyfiku skończy się, zanim Armia Czerwona wkroczy do
            Mandżurii. Dlatego gdy tylko zjawił się w Poczdamie, zatelefonował do marszałka
            Wasilewskiego i nagabywał go, by przyśpieszył o dziesięć dni atak planowany
            początkowo między 20 a 25 sierpnia. W odpowiedzi usłyszał, że zmiana terminu
            ataku ze względów logistycznych nie jest możliwa. Drugi kłopot wiązał się z
            tym, że w Jałcie Stalin obiecał podpisać traktat z Chinami. W Moskwie trwały
            intensywne negocjacje z chińskim ministrem spraw zagranicznych T.V. Soongiem,
            ale traktat wciąż nie był podpisany.

            Dla USA nie ulegało wątpliwości, że przystąpienie Moskwy do wojny przyśpieszy
            kapitulację Japonii, jednak politycy w Waszyngtonie obawiali się konsekwencji
            sowieckiego uczestnictwa w wojnie. Dlatego poszukiwali sposobów, by doprowadzić
            do kapitulacji, zanim Moskwa przystąpi do wojny.

            Gdy 18 lipca Truman odwiedził Stalina w jego rezydencji w Poczdamie, Stalin
            pokazał mu kopię noty ambasadora Sato, który w imieniu cesarza zwrócił się do
            Moskwy o mediację w sprawie przerwania wojny. Stalin przedstawił trzy
            możliwości: 1. prosić Japończyków o więcej szczegółów, utrzymując ich w
            przeświadczeniu, że ich plan ma szanse realizacji, 2. zignorować tę propozycję,
            3. kategorycznie ją odrzucić. Stalin przypomniał Trumanowi, że ZSRR nie jest w
            stanie wojny z Japonią, a zatem pierwsze rozwiązanie może być najwłaściwsze.
            Truman się zgodził. Obaj przywódcy chcieli zaskoczyć Tokio - Stalin,
            przekraczając granicę Mandżurii, Truman, zrzucając bombę atomową.

            Trzy dni później Truman otrzymał raport na temat pierwszej udanej próby z bombą
            atomową. Zapewniono go, że atak będzie możliwy, zanim Sowieci będą gotowi do
            wojny. Prezydent, dla którego jednym z głównych powodów konferencji w Poczdamie
            było uzyskanie deklaracji Stalina o przystąpieniu do wojny na Pacyfiku, nie był
            do końca pewien, w jakim stopniu bomba zmieni całą kalkulację władz japońskich.
            23 lipca polecił Stimsonowi, by uzyskał na ten temat opinię George'a Marshalla,
            szefa sztabu wojsk amerykańskich. Marshall nie odpowiedział jednoznacznie. Jego
            zdaniem, zważywszy na koncentrację wojsk sowieckich na granicy z Mandżurią,
            nawet gdyby Amerykanie zmusili Japończyków do kapitulacji, nic nie
            powstrzymałoby Moskwy przed zajęciem Mandżurii. Stalin dostałby więc i tak to,
            czego chce. Stimson powiedział Trumanowi, że zdaniem Marshalla można obyć się
            bez Stalina, co nie odzwierciedlało opinii szefa sztabu.

            24 lipca w trakcie przerwy w obradach Truman mimochodem, bez udziału tłumacza,
            powiedział Stalinowi, że Ameryka posiada bombę o przerażającej sile. Stalin
            ponoć nie wykazał zainteresowania i świadkowie tego wydarzenia odnieśli
            wrażenie, że sowiecki przywódca nie zrozumiał znaczenia tej informacji.

            Mylili się. Latem 1945 r. Stalin doskonale wiedział, że Amerykanie lada dzień
            dysponować będą bombą atomową. W połowie czerwca agent NKWD Leonid Kwasikow
            przekazał Moskwie wiadomość uzyskaną od sowieckich szpiegów umieszczonych w
            projekcie Manhattan, że próbę zaplanowano na 10 lipca (w rzeczywistości
            przeprowadzono ją 16 lipca). Toteż nonszalancja, z jaką Stalin przyjął
            informację Trumana, nie wynikała z ignorancji.

            Proklamacja bez Stalina

            Zrzucenie bomby miało poprzedzić ultimatum skierowane do Japonii. Jego
            odrzucenie, na co liczono, miało usprawiedliwić atak atomowy. 24 lipca Truman i
            sekretarz stanu James Byrnes zaaprobowali ostateczną wersję proklamacji
            poczdamskiej. Albo Truman, albo Byrnes usunęli z niej fragment głoszący,
            że "naród japoński będzie mieć prawo wyboru własnej formy rządu". Ten zabieg
            redakcyjny stawiał pod znakiem zapytania los cesarstwa. Mimo starań Stimsona,
            który reprezentował opinię wojskowych, nie udało się przywrócić tego zdania w
            tekście proklamacji. Utrzymano zatem termin "bezwarunkowa kapitulacja", nie
            obiecując niczego cesarzowi.

            Churchill zaaprobował tekst 25 lipca przed powrotem do Londynu (po przegranych
            wyborach), zaś Czang Kaj-szek, który nie uczestniczył w konferencji
            poczdamskiej, następnego dnia. 26 lipca wieczorem tekst przekazano prasie -
            zanim zobaczył go Stalin.

            Dla Sowietów było to zaskoczenie i policzek. Przyjechali do Poczdamu w
            przekonaniu, że pod ultimatum wobec Japonii znajdzie się także ich podpis.
            Przywieźli nawet swoją wersję dokumentu. Byrnes tłumaczył później Mołotowowi,
            że na konsultacje ze Stalinem nie było czasu, gdyż Truman chciał przekazać
            proklamację, zanim Churchill opuści fotel premiera. Ponadto Waszyngton nie
            konsultował ultimatum z Moskwą, ponieważ ZSRR nie był w stanie wojny z Japonią.

            Mołotow, który czuł się wymanewrowany, odparł, że nie ma pełnomocnictw do
            dalszych komentarzy na ten temat i że Stalin wróci do tej kwestii w stosownym
            momencie.

            28 lipca w Poczdamie pojawiła się nowa delegacja brytyjska z następcą
            Churchilla Clementem Attlee. Przed rozpoczęciem sesji Stalin poprosił o głos,
            by podzielić się "ważną wiadomością, jaką otrzymał z Moskwy". Była to osobista
            prośba cesarza Japonii, przekazana przez ambasadora Sato, o mediację rządu
            sowieckiego. Nie zawierała ona niczego nowego, ale Stalin skomentował to
            słowami, że wprawdzie jego rząd nie był konsultowany w sprawie proklamacji
            poczdamskiej, jednak pragnie na bieżąco informować sojuszników o japońskich
            zabiegach.

            Następnego dnia, wymawiając się przeziębieniem, Stalin nie pojawił się na
            sesji, ale polecił Mołotowowi, by podniósł kwestię udziału ZSRR w wojnie na
            Pacyfiku. Chciał - jak przedstawił to Mołotow - by "USA, Anglia i inne kraje
            sprzymierzone w wojnie na Dalekim Wschodzie zwróciły się do rządu sowieckiego z
            oficjalną prośbą o przystąpienie do wojny", aby "skrócić wojnę i oszczędzić
            ofiar".

            Truman nie miał najmniejszej ochoty zapraszać Stalina, ale nie mógł go też
            zignorować. W sukurs przyszli prawnicy z Departamentu Stanu. W ich opinii
            Moskwa nie potrzebowała zaproszenia - by usprawiedliwić pogwałcenie paktu
            • yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 4 05.08.05, 21:25
              Amerykańskie bomby, sowieckie czołgi

              6 sierpnia na Hiroszimę spadła bomba atomowa. Rząd japoński nie widział powodu,
              by zmienić swe stanowisko. Następnego dnia minister Togo wysłał kolejną pilną
              depeszę do ambasadora Sato. Nadal wierzył w możliwość zakończenia wojny drogą
              interwencji Moskwy. Mołotow zgodził się spotkać z ambasadorem 8 sierpnia.

              W Moskwie wiadomość o zbombardowaniu Hiroszimy "Prawda" podała 8 sierpnia na
              dole czwartej strony, bez komentarzy. Stalin uznał atak atomowy za akt wrogi w
              stosunku do ZSRR. Ale nie miał czasu do stracenia. 7 sierpnia spotkał się na
              Kremlu z ministrem spraw zagranicznych rządu Czang Kaj-szeka. Chciał jak
              najszybciej podpisać układ o przyjaźni z Chinami. Głównym przedmiotem sporu
              pozostawała kontrola nad miastem Dailan. Czang Kaj-szek upierał się, by Dailan
              był wolnym portem pod administracją chińską. Stalin chciał kontroli nad portem.
              Wciąż nie osiągnięto porozumienia.

              Gdy Sato zjawił się u Mołotowa, nie spodziewał się entuzjastycznego przyjęcia -
              ale to, co go spotkało, przeszło wszelkie oczekiwania. Mołotow przerwał mu
              tradycyjne kurtuazyjne słowa, kazał usiąść i odczytał akt wypowiedzenia wojny
              Japonii. Oświadczył, co było ewidentnym kłamstwem, że ZSRR przystępuje do wojny
              na prośbę swych aliantów. Tego samego dnia Mołotow zakomunikował sowiecką
              decyzję ambasadorom USA i Wielkiej Brytanii.

              Stalin przyjął ambasadora Harrimana, który wyraził wdzięczność za przystąpienie
              Moskwy do wojny na Pacyfiku. Generalissimusowi humor bardzo się poprawił.
              Zdołał dopiąć swego. Zdążył przed kapitulacją Japonii.

              W Chabarowsku była godz. 1 w nocy, gdy pierwsze sowieckie czołgi przekroczyły
              granicę Mandżurii. Do Trumana wiadomość ta dotarła dwie godziny później. Tym
              razem on poczuł się oszukany. Wbrew ustaleniom z Jałty Stalin zaatakował bez
              układu z Czang Kaj-szekiem.

              W obliczu sowieckiej inwazji zarówno premier Suzuki, jak i cesarz Hirohito
              uznali, że nie ma innego wyboru jak zaakceptować ultimatum z Poczdamu. Jednakże
              część dowództwa armii opowiadała się za tym, by szybko doprowadzić do
              zawieszenia broni z ZSRR, nawet kosztem Mandżurii, i kontynuować wojnę z USA.

              Najwyższa Rada Wojenna debatowała na temat ultimatum, gdy 9 sierpnia spadła
              druga bomba atomowa na Nagasaki. Bomba nie zmieniła w niczym tonu debaty.
              Wojskowi nie wierzyli wprawdzie w zwycięstwo, ale uważali, że mogą zadać
              przeciwnikom znaczne straty i zginąć z honorem. Aby uchronić kraj przed totalną
              zagładą, potrzebna była interwencja cesarza.

              Najbliższym doradcą Hirohito był markiz Koichi Kido, Lord Tajnej Pieczęci. Jego
              bliskim przyjacielem był zaś Mamoru Shigemitsu, powszechnie szanowany
              wielokrotny minister spraw zagranicznych. To on przekonał Kido, że nie ma czasu
              na zwłokę i na stawianie warunków. Tego samego dnia późnym wieczorem w bunkrze
              pałacu cesarza odbyło się posiedzenie najwyższych władz Japonii. Minister Togo
              przedstawił propozycję: Japonia zaakceptuje ultimatum, zakładając, że nie
              zawiera ono "żadnych żądań zmiany statusu cesarza w rozumieniu prawa
              narodowego". Pod długiej debacie cesarz oświadczył: "Moja opinia jest taka sama
              jak ministra spraw zagranicznych".

              Ostatnia bitwa

              Amerykanie odrzucili japońską odpowiedź. W nocie Byrnesa uznali ją za zgodę na
              warunkową, a nie bezwarunkową kapitulację. Powodem odrzucenia była bardzo
              negatywna opinia o cesarzu wśród amerykańskiej opinii publicznej. Według badań
              Gallupa z końca maja 33 proc. ankietowanych domagało się egzekucji Hirohito, 17
              proc. - procesu, 11 proc. - uwięzienia i 9 proc. - wygnania. Nota mówiła, że po
              kapitulacji uprawnienia cesarza i rządu przejmie naczelny dowódca mocarstw
              sprzymierzonych.

              Mołotow sugerował Harrimanowi koncepcję dwóch naczelnych dowódców, np.
              Wasilewskiego i MacArthura. Harriman odparł, że Amerykanie walczą z Japonią od
              czterech lat, Sowieci zaś od dwóch dni. Dodał, że jest rzeczą niewyobrażalną,
              by naczelnym dowódcą był kto inny niż Amerykanin. Mołotow odpowiedział, że nie
              chce kontynuować tej debaty, gdyż musiałby dokonać porównań z wojną w Europie.
              Ale gdy Harriman wrócił do swego biura, zatelefonował do niego tłumacz Stalina.
              Twierdził, że zaszło nieporozumienie, i że rząd sowiecki chce wyłącznie brać
              udział w "konsultacji". Był to jednak dopiero początek przepychanek w kwestii
              przyszłej okupacji Japonii.

              Tokio zwlekało z odpowiedzią na notę Byrnesa, a tymczasem Armia Czerwona
              posuwała się w głąb Mandżurii. Jednocześnie Zhu De, dowódca chińskich wojsk
              komunistycznych, ogłosił przez radio, że wojska japońskie i "marionetkowe
              oddziały chińskie" (wojska Czang Kaj-szeka) winny się poddać siłom
              antyjapońskim. Amerykanie, zaniepokojeni perspektywą sowieckiej ekspansji w
              Mandżurii i Korei, a także wizją współpracy armii Stalina i Mao, zaczęli
              rozważać kontrposunięcia.

              Truman postanowił kontynuować bombardowanie Japonii. Premier Suzuki apelował o
              pośpiech: "Musimy zakończyć wojnę, dopóki mamy do czynienia z USA. Jeśli
              będziemy nadal zwlekać, Stalin zajmie nie tylko Mandżurię, Koreę, Karafuto
              [japońska nazwa Sachalina - red.], ale i Hokkaido. To zniszczy fundamenty
              Japonii". 14 sierpnia cesarz postanowił zaakceptować notę Byrnesa. Zwrócił się
              do armii o złożenie broni. Wielu wysokich dowódców wojskowych popełniło
              samobójstwo. Nocą 14 sierpnia grupa młodych oficerów podjęła nieudaną próbę
              przewrotu.

              Kilka godzin później, 15 sierpnia nad ranem, rząd Czang Kaj-szeka podpisał ze
              Stalinem układ o przyjaźni między ZSRR i Republiką Chińską.

              Natychmiast po otrzymaniu wiadomości o japońskiej bezwarunkowej kapitulacji
              Truman wydał rozkaz zaprzestania wszelkich operacji ofensywnych przeciw
              Japończykom. Marszałek Wasilewski natomiast rozkazał swym siłom kontynuację
              działań wojskowych. Argumentował, że oświadczenie cesarza z 14 sierpnia to
              wyłącznie deklaracja, a nie rozkaz dla sił zbrojnych. Istotnie, z niejasnych
              powodów cesarski sztab generalny wydał rozkaz przerwania ognia dopiero 17
              sierpnia.

              Bitwa o Shimushu (Wyspy Kurylskie) była ostatnią bitwą II wojny światowej, choć
              Armia Czerwona zdobywała miasta południowego Sachalina jeszcze tydzień później.
              W porcie Maoka strzelała do bezbronnych cywilów oczekujących na statki, które
              miały ich zawieźć na Hokkaido.

              Kapitulacja

              Rozkaz nr 1 wydany 14 sierpnia przez zjednoczone sztaby USA informował, jakim
              władzom wojskowym powinny się poddać oddziały japońskie. Art. 1b mówił, że
              jednostki w Mandżurii, Korei (na północ od 38 równoleżnika) i na Sachalinie
              powinny skapitulować przed naczelnym dowódcą wojsk sowieckich. Na tej liście
              zabrakło Kurylów. Stalin zgłosił więc zastrzeżenia - zażądał dopisania do
              listy "wszystkich Wysp Kurylskich" i północnej części wyspy Hokkaido. Jego
              intencje oddaje dyrektywa z 17 sierpnia dla generała Kuzmy Derewianko,
              reprezentanta Moskwy w kwaterze głównej MacArthura w Manili. Derewianko miał
              zażądać nie tylko Wysp Kurylskich i północnego Hokkaido, ale także stworzenia
              sowieckiej strefy okupacyjnej w Tokio.

              Los Kurylów został przesądzony już w Jałcie i Trumanowi trudno się było
              spierać. Zażądał jedynie prawa do lądowania amerykańskich samolotów na jednej z
              wysp. Natomiast kategorycznie odrzucił pomysł przyznania ZSRR praw do okupacji
              Hokkaido.

              Po otrzymaniu listu Trumana Stalin polecił natychmiastową operację powietrzną w
              celu zajęcia portów Port Artur i Dailan. Nakazał też przygotowania do ataku na
              Hokkaido, ale zastrzegł, że rozpoczęcie tej operacji wymaga jego osobistej
              zgody.

              22 sierpnia w liście do Trumana Stalin wyraził rozczarowanie stanowiskiem
              prezydenta USA. "Moi koledzy i ja nie spodziewaliśmy się takiej odpowiedzi" -
              pisał. Zdecydowanie odrzucił prawo do lądowania na Kurylach, gdyż nie było o
              tym mowy ani w Jałcie, ani w Poczdamie, a poza tym przyznanie USA takiego prawa
              byłoby upokorzeniem dla ZSRR. Z odpowiedzią zwlekał aż cztery dni, gdyż w tym
              • yawokim Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 05.08.05, 21:26
                serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2857470.html
                wkleilem tu artykul, zeby mozna bylo poczytac jak juz znajdzie sie w archiwum
                • yabanjin Re: Andrzej Lubowski 'Hiroszima i Stalin' 06.08.05, 05:53
                  >To mit - powiada Tsuyoshi Hasegawa, profesor historii i dyrektor Centrum Badań
                  nad Zimną Wojną Uniwersytetu Kalifornia w Santa Barbara. Analizując archiwa
                  amerykańskie, japońskie i sowieckie, autor dowodzi, że to nie bomba atomowa,
                  ale strach przed Stalinem i okupacją przez Armię Czerwoną skłoniły ostatecznie
                  Japonię do kapitulacji.

                  A skąd Amerykanie mieli o tym wiedzieć? Tym gorzej - z tego wynika, że nawet
                  pięć bomb atomowych nie otrzeźwiłoby Japończyków.
    • chiara76 ['] dla Ofiar.................... 06.08.05, 22:08

      • elagrubabela Re: ['] dla Ofiar.................... 06.08.05, 22:18
        Dopisze tu tylko moja refleksje po wizycie w Hiroszimie - jestesmy bardzo malymi
        stworzonkami o ograniczonej mocy. I nalezy sie z tego cieszyc! Przewidywania
        przed zrzuceniem bomby byly bowiem takie, ze i przez 75 lat zycie sie nie
        odrodzi na terenach skazonych. A JEDNAK SIE KRECI smile A moze raczej - A JEDNAK
        ZYCIE JEST smile Matka Natura jest silniejsza i mocniejsza od nas samych i naszych
        tragicznych w skutkach poczynan. Podnosi mnie to na duchu nieslychanie. Mam
        nadzieje, ze Was tez smile
        I mysle tez, ze zanim sie zacznie wywody historyczno-polityczne, Hiroszime warto
        odwiedzic po prostu. Dla mnie - najwazniejsze miejsce w Japonii, w jakim bylam. Elka
        • arie Re: ['] dla Ofiar.................... 07.08.05, 02:13
          Miejsce tragedii i cierpienia zwyczajnych ludzi, niekoniecznie uwikłanych w
          politykę, sprawy mocarstw i decyzji wojennych.

          W każdej wojnie najbardziej cierpią niewinni.

          [*]
    • chiara76 obejrzałam właśnie wstrząsający dokument 08.08.05, 00:34
      w programie 2 TV...
      wstrząsający...
    • chiara76 60 lat po Amerykanie popierają tamtą decyzję... 08.08.05, 10:03
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53621,2857734.html
Pełna wersja