Dodaj do ulubionych

Japonia da sie lubic :-)

03.11.08, 01:03
Witam,

Chce w tym watku pisac o pozytywach jakie mnie spotkaly
w Japonii. Jestem tu juz od ponad miesiaca. Przebywam
glownie wsrod rdzennych Japonczykow. Tzn. tam gdzie
mieszkam, jestem otoczony tylko Japonczykami, a tam
gdzie pracuje, jest kilku obcokrajowcow, ale ja utrzymuje
kontakty glownie z Japonczykami. Od przeszlo miesiaca
nie wypowiedzialem do nikogo slowa po polsku (nie liczac
rozmow przez Skype z rodzina).

Co mnie pozytywnie "uderzylo" w Japonii:

- brak chamstwa

- uczciwosc

- slownosc

- punktualnosc

- szukanie w kazdej sytuacji pozytywnych rozwiazan

cdn.

smile
Obserwuj wątek
    • seruppin Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 05:01
      onufry_z_oddali napisał:

      > Witam,
      Czesc
      >
      > Chce w tym watku pisac o pozytywach jakie mnie spotkaly
      > w Japonii. Jestem tu juz od ponad miesiaca. Przebywam
      > glownie wsrod rdzennych Japonczykow. Tzn. tam gdzie
      > mieszkam, jestem otoczony tylko Japonczykami, a tam
      > gdzie pracuje, jest kilku obcokrajowcow, ale ja utrzymuje
      > kontakty glownie z Japonczykami. Od przeszlo miesiaca
      > nie wypowiedzialem do nikogo slowa po polsku (nie liczac
      > rozmow przez Skype z rodzina).
      Ja mam podobnie, ale siedze tutaj juz troche dluzej (poltora roku) i mam
      zupelnie inne odczucia. Moze ten watek powinien byc o tylko dobrych rzeczach, ale...
      >
      > Co mnie pozytywnie "uderzylo" w Japonii:
      >
      > - brak chamstwa
      Wbrew pozorom jest tu bardzo duzo chamstwa, choc nie tak jak w Polsce. W Japonii
      chamstwo objawia sie przez ignorowanie innych ludzi, na zasadzie ja jestem
      najwazniejszy:
      a) zajmowanie dwoch miejsc w pociagu (no ja w tym wypadku tez jestem chamem, bo
      jak widze takiego Japonczyka ktory bez powodu zajmuje 2 miejsca, to specjalnie
      grzecznie prosze o przesuniecie sie - zdarza sie ze kilka razy - i siadam na tym
      miejscu, a jestem duuuuzy smile. )
      b) parkowanie rowerow wszedzie, bez wzgledu na to czy to innym przeszkadza czy
      nie (czasami nie ma wyjscia, ale czesto jest to parkowanie, bo mi tak wygodniej...)
      c) palenie papierosow, tam gdzie mieszkam (jak i w wiekszosci dzielnic Tokio)
      jest zakaz palenia gdzy sie chodzi ulica, zazwyczaj jest ignorowany...
      d) szukanie biletu stajac w bramce do metra...
      e) nie ustepowanie miejsca inwalidom, kobietom w ciazy itp... na normalnym
      miejscu to rozumiem (choc nie pochwalam), roznica kultur ale udawanie ze sie nie
      widzi jak sie siedzi na miejscu dla inwalidow, to jest juz chamstwo.

      >
      > - uczciwosc
      Tu musze sie zgodzic, zwykli ludzie sa uczciwi (choc ostatnio jest tyle
      problemow z falszowanym jedzeniem, ze sadze, ze taka uczciwosc jest tylko w
      stosunkach prywatnych)
      >
      > - slownosc
      Jesli uda sie wyciagnac od Japonczyka jakas dokladna obietnice, to sa slowni,
      problem polega na "dokladna"
      >
      > - punktualnosc
      Nawet przedpunktualnosc - Japonczyk zazwyczaj przyjdzie sporo przed czasem.
      >
      > - szukanie w kazdej sytuacji pozytywnych rozwiazan
      Eee? Co to znaczy? Z moich doswiadczen (branza IT), wiekszosc Japonczykow nie
      szuka w ogole rozwiazan, jesli czegos nie wiedza, to od razu kontaktuja sie z
      wyzsza instancja. Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki, ale wydaje mi sie, ze chodzi
      tu o to zeby nie podejmowac decyzji (czyli nie odpowiadac w przypadku jak cos
      nie wyjdzie).
      >
      > cdn.
      >
      > smile
      Hmm, nie chce zeby to zabrzmialo, ze "Japonie nie da sie lubic", bo naprawde
      "Japonia da sie lubic". Lubie tutaj mieszkac, zyc, ale po dluzszym czasie pobytu
      w Japonii zaczalem zauwazac pewne rzeczy ktore mi sie nie podobaja...
      No to moze napisze co mi sie podoba w Japonii

      - grzecznosc - co prawda czasami (zazwyczaj) jest to grzecznosc na pokaz (jak w
      sklepach) - ale mimo wszystko jest to duzo lepsze niz "Czego" ktore slyszy sie
      jeszcze w Polsce (w zeszlym miesiacu bylem w Polsce i mniej wiecej taka byla
      odpowiedz w Saturnie w Zlotych Tarasach).

      - poczta - przychodzi na czas - to bylo moje najwieksze zdziwienie i zachwyt w
      Japonii (i nadal jestem pod wrazeniem, nie to co w Polsce gdzie sie nie zdarzylo
      by nawet przesylka kurierska dotarla na czas)

      - restauracje - duzo, wiele rodzajow i na kazda kieszen, od odpowiednika naszych
      "hot-dogow/zapiekanek" , przez Fast-foody (wiele sieci), rastauracje familijne
      (cos co nie wystepuje prawie w Polsce), restauracje, srednio drogie restauracje,
      bardzo drogie restauracje.

      - jedzenie gotowe (do podgrzania) - tu naprawde mozna kupic cos w sklepie,
      podgrzac i smacznie zjesc (w Polsce to i wybor byl niewielki i ze smakiem byla
      loteria)

      - cukiernie - duzy wybor i smaczne

      - pociagi (komunikacja) - na czas i czesto (choc drogie)

      - ceny - jak sie tu zarabia to sa calkiem znosne a niektorych rzeczy duzo taniej
      niz w Polsce (elektronika, samochody)

      - uroda dziewczyn (kwestia gustu) smile))))))

      - kombini - sklepy calodobowe, wszedzie

      - onseny

      Na pewno mozna znalezc jeszcze duzo plusow dodatnich (jak i ujemnych smile )...

      --
      Z powazaniem

      Ser
        • nekos Re: Apel do forumowiczow 03.11.08, 10:32
          onufry_z_oddali napisał:

          > Piszmy w tym watku o pozytywach Japonii.
          > Oczywiscie, w Japonii istnieja tez negatywy,
          > ale tu postarajmy sie wydobyc to co pozytywne
          > i dzieki czemu "Japonie da sie lubic" smile
          >
          > Pozdr.
          > O.

          te negatywy zawsze wychadza przy pozytywachsmile
          • chiara76 Re: Apel do forumowiczow 03.11.08, 11:40
            nekos napisał:

            > onufry_z_oddali napisał:
            >
            > > Piszmy w tym watku o pozytywach Japonii.
            > > Oczywiscie, w Japonii istnieja tez negatywy,
            > > ale tu postarajmy sie wydobyc to co pozytywne
            > > i dzieki czemu "Japonie da sie lubic" smile
            > >
            > > Pozdr.
            > > O.
            >
            > te negatywy zawsze wychadza przy pozytywachsmile

            co jest oczywiście i w sumie dobrze, bo na szczęście, nie ma miejsc doskonałychwink
      • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 10:30
        onufry_z_oddali napisał:

        > Dalsze pozytywy:
        >
        > - dbalosc o czystosc

        hmmm, wyjedz za miasto i zobacz co sie dzieje przy drogach. cale torby smieci,
        butelki, puszki, itd ktore leca z jadacych samochodow prosto w trawe.
        wejdz do lasu. zobaczysz tam wszystko co powinno byc na zlomowisku a wyladowalo
        w pieknym lesie.

        >
        > - dbalosc o przyrode np. podpieranie galezi drzew
        > bambusowymi podporkami

        no wlasnie. z jednej strony dbaja o przyrode w swoim ogrodku a z drugiej strony
        zasmiecaja lasy bo to nie moje.

        >
        > - pielegnownie narodowej kultury
        >
        > cdn.
        >
      • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 10:42
        onufry_z_oddali napisał:

        > Dalsze pozytywy:
        >
        > - dbalosc o czystosc

        jezeli chodzi o czystosc w mieszkaniach to tez sie nie zgodze. bylem w wielu
        domach w japonii w wiekszosci zastalem tam balagan i brud (nie moge tego inaczej
        nazwac). balagan maja taki ze czlowiek zastanawia sie gdzie postawic noge zeby
        na cos nie nadepnac. nigdy z czyms takim nie spotkalem sie w zadnym innym kraju.
        dwa lata temu wprowadzilem sie domu ktory chyba NIGDY nie by sprzatany. zajelo
        mi kilka miesiecy zeby go doczyscic.
      • aree Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 18:02
        onufry_z_oddali napisał:
        > - dbalosc o przyrode np. podpieranie galezi drzew
        > bambusowymi podporkami

        No tu się nie zgodzę. Oni "dbałością" o przyrodę raczej ją zabijają
        = BETON, BETON i jeszcze więcej BETONU.
      • wilma.flintstone Re: Japonia da sie lubic :-) 05.11.08, 05:12
        onufry_z_oddali napisał:

        > Dalsze pozytywy:
        >
        > - dbalosc o czystosc

        Jestem w Japonii od 12 dni i jedna z najbardziej dla mnie
        uderzajacych rzeczy jest fakt, ze musze wderowac cale kilometry
        ulicami, zeby gdzies znalezc kosz na smieci. Nie wiem, moze
        Japonczycy kupuja napoje z automatu i butelki zabieraja do domu, ale
        dla mnie to jest szok. Poza tym wcale tu nie jest jakos przeczysto.
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 06:40
      Dzis Narodowe Swieto Kultury w Japonii. Cytuje za angielskim Wiki:

      Culture Day (文化の日, Bunka-no-hi?) is a national holiday held annually in
      Japan on November 3 for the purpose of promoting culture, the arts, and academic
      endeavour. Festivities typically include art exhibitions, parades, and award
      ceremonies for distinguished artists and scholars.

      Culture Day was first held in 1948, to commemorate the announcement of the
      post-war Japanese constitution on November 3, 1946.

      November 3 was first celebrated as a national holiday in 1868, when it was
      called Tenchō-setsu (天長節, Tenchō-setsu?), a holiday held in honor of the
      birthday of the reigning emperor—at that time, the Meiji Emperor. (See also The
      Emperor's Birthday.) With the death of the Meiji Emperor in 1912, November 3
      ceased to be a holiday until 1927, when his birthday was given its own specific
      holiday, known as Meiji-setsu (明治節, Meiji-setsu?). As Meiji-setsu was
      discontinued with the announcement of Culture Day in 1948, some see Culture Day
      as a continuation of this tradition as well—a mere renaming of
      Meiji-setsu—although they are ostensibly unrelated.

      As Culture Day exists to promote the arts and various fields of academic
      endeavor, local and prefectural governments typically choose this day to hold
      art exhibits, culture festivals, and parades. For example, Hakone in Kanagawa
      Prefecture holds the annual Federal Lord's Parade (Hakone Daimyo Gyoretsu,
      Federal Lord's Parade?) to exhibit Edo Period clothing and costumes. It is
      common for universities to present new research and projects on Culture Day.

      Since 1937, the award ceremony for the prestigious Order of Culture has been
      held on this day. Given by the Emperor himself to those who have significantly
      advanced science, the arts or culture, it is one of the highest honors bestowed
      by the Imperial Family. The prize is not restricted to Japanese citizens, and
      for instance was awarded to the Apollo 11 astronauts upon their successful
      return from the moon.

      Culture Day is statistically one of the clearest days of the year. Between 1965
      and 1996, there have only been three years with rain occurring in Tokyo on
      Culture Day.

      ***

      Dzis Order Kultury otrzymaja z rak cesarza m.in. tegoroczni japonscy Noblisci z
      Fizyki, a wsrod nich Toshihide Maskawa - profesor
      Kyoto University, gdzie i ja pracuje smile

      • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 10:23
        O ile dobrze zrozumialem z relacji tv japonskiej,
        Order Kultury otrzymal Seiji Ozawa - wielki dyrygent
        pochodzenia japonskiego.

        Zrobil on wiele dla zblizenia muzyki w Japonii do
        tej "zachodniej". Oto krotki fragment muzyczny
        z festiwalu Saito-Kinen w Japonii:


        www.youtube.com/watch?v=pph8EIsc0q0

        Ozawa jest wspolzalozycielem tego festiwalu,
        majacego za cel przyblizyc Japonczykom
        muzyke zachodnia.
      • kanagata Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 13:56
        oj tak, piwo dostepne zawsze i wszedzie wink
        no i kawa i soczki o czywiscie tezwink

        i onigiri, i kombini [z onigiri wink ], i tanie ciuchy [ILE ja torebek i butów po
        roku nawiozlam do Polski! masakra! wink], i super kluby [w Osace przynajmniej], i
        okonomiyaki, i świeże sushi w pobliżu targu rybnego na śniadanie w niedziele po
        całonocnym 'szaleństwie', i bezpieczeństwo na ulicach w centrum [jakos bardziej
        się przedmieść obawiałam zawsze] no i pewnie duzo jeszcze by mozna.
        Kyoto, Minami Osaka, Kobe, Asakusa, Ise jingu, literatura [proza i dramat], film
        [Takashi Miike- no kocham go normalnie], trochę muzyka [byle nie enka wink]

        negatywy mogłabym chyba godzinami wymieniać- ale częśc z nich zauważyłam dopiero
        w pracy w Polsce- u siebie J. zwyczajnie udają, u nas chyba im się nie chce albo
        wydaje im się że nie muszą.
        no nic. kropka.
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 12:53
      Jakis czas temu H. Boll napisal ksiazeczke "Dziennik irlandzki".
      Napisal w przedmowie: Istnieje taka Irlandia, ale jesli ktos
      jej nie znajdzie, to niech nie ma pretensji do autora.

      Z tego watku wynika, ze istnieja rozne Japonie. I sa one
      w duzej mierze projekcja poszczegolnych obserwatorow.
      Ta Japonia, o ktorej pisze, istnieje. To Kioto z jego
      swiatyniami, ogrodami, z mala uliczka, na ktorej mieszkam,
      ze wspanialym uniwersytetem gdzie pracuje.
      I lubie te Japonie smile

      O.
      • seruppin Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 13:50
        Na pewno sa rozne Japonie, ja mieszkam w Tokio, pracuje, Ty mieszkasz w Kioto,
        uczysz sie, chocby z tego powodu nasze spojrzenia na zycie codzienne sie roznia
        (podejrzewam, ze Nekos, takze widzi Japonie troche (?) inaczej niz Ty czy ja) .
        Jak przyjechalem tutaj poltora roku temu to mialem podobne odczucia jak Ty, ze
        wszystko jest super, ale po dluzszym pobycie tutaj, zaczalem zauwazac nie tylko
        plusy dodatnie, ale takze minusy), kto wie, moze wszystko mi spowszednialo, moze
        po calym dniu pracy bardziej mnie denerwuja ludzie ktorzy nie zwracajac na
        innych uwagi, rozwalaja sie na dwoch miejscach, moze to zeby dojsc do swojego
        domu musze chodzic po ulicy, bo na przejsciach stoja rowery, tez mnie nie
        nastraja optymistycznie, moze to, ze jak moja zona byla w ciazy to w pociagu raz
        (slownie raz) ktos jej ustapil miejsca, tez powoduje ze powatpiewam w brak
        chamstwa Japonczykow.


        Kazdy moze inaczej odbierac Japonie, ja na swoj sposob, Ty na swoj. A czytelnicy
        tego watku jak juz przyjada do Japonii i tak na swoj sposob poznaja (i polubia
        albo i nie) Japonie.

        W Japonii naprawde mi sie podoba i na razie nie mam zamiaru sie stad ruszac. Ale
        zobaczymy jak sie zmieni moje podejscie za kilka lat...


        Aha jeszcze jedna rzecz ktora mi sie podoba w Japonii, tutejsze festiwale,
        najbardziej podoba mi sie seijinshiki (dzien wejscia w doroslosc, styczen) i
        festiwal samby w Asakusie (koniec sierpnia).

        --
        Z powazaniem
        Ser
        • chiara76 Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 13:54
          seruppin napisał: mnie nie
          > nastraja optymistycznie, moze to, ze jak moja zona byla w ciazy to w pociagu ra
          > z
          > (slownie raz) ktos jej ustapil miejsca, tez powoduje ze powatpiewam w brak
          > chamstwa Japonczykow.

          Serrupinie, w Polsce też niestety tego typu gesty się kończą.
          Mnie akurat korona z głowy nie spadnie, jak ustąpię komuś miejsca, ale wierz mi,
          szczególnie w metrze w-wskim widać, że naprawdę niektórzy wręcz przyrastają do
          swoich miejsccrying
          Moja Mama jest starszą osobą i opowiadała mi, że ostatnio do ustąpienia jej
          miejsca wstała dziewczyna, która była obładowana, podczas, kiedy obok rozwalało
          się dwóch młodych chlopaków. Moja Mama sama jej powiedziała, żeby siedziała, bo
          widać, że ma bagaże.
          Przypomniała mi się historia mojej znajomej z Wiednia, która ustąpiła miejsca
          starszej pani w tramwaju a babcia tak się tym przejęła, że sprezentowała jej
          batonik z przejęciem.
          Tak, że taki ogólny brak wychowania niestety dotyka chyba już cały świat. Szkoda.
          >
          >
          > Kazdy moze inaczej odbierac Japonie, ja na swoj sposob, Ty na swoj. A czytelnic
          > y
          > tego watku jak juz przyjada do Japonii i tak na swoj sposob poznaja (i polubia
          > albo i nie) Japonie.
          >
          > W Japonii naprawde mi sie podoba i na razie nie mam zamiaru sie stad ruszac. Al
          > e
          > zobaczymy jak sie zmieni moje podejscie za kilka lat...
          >
          >
          > Aha jeszcze jedna rzecz ktora mi sie podoba w Japonii, tutejsze festiwale,
          > najbardziej podoba mi sie seijinshiki (dzien wejscia w doroslosc, styczen) i
          > festiwal samby w Asakusie (koniec sierpnia).
          >
          > --
          > Z powazaniem
          > Ser
          • seruppin Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 14:23
            chiara76 napisała:


            > Serrupinie, w Polsce też niestety tego typu gesty się kończą.
            > Mnie akurat korona z głowy nie spadnie, jak ustąpię komuś miejsca, ale wierz mi
            > ,
            > szczególnie w metrze w-wskim widać, że naprawdę niektórzy wręcz przyrastają do
            > swoich miejsccrying
            > Moja Mama jest starszą osobą i opowiadała mi, że ostatnio do ustąpienia jej
            > miejsca wstała dziewczyna, która była obładowana, podczas, kiedy obok rozwalało
            > się dwóch młodych chlopaków. Moja Mama sama jej powiedziała, żeby siedziała, bo
            > widać, że ma bagaże.
            > Przypomniała mi się historia mojej znajomej z Wiednia, która ustąpiła miejsca
            > starszej pani w tramwaju a babcia tak się tym przejęła, że sprezentowała jej
            > batonik z przejęciem.
            > Tak, że taki ogólny brak wychowania niestety dotyka chyba już cały świat. Szkod
            > a.
            Ja tez raz dostalem cukierki jak ustapilem miejsca staruszkowi...
            Ja ustepuje miejsca: kobietom w ciazy (jest tu taki fajny wynalazek, kobieta w
            ciazy ma znaczek "Onaka ni akachan ga imasu" i wiadomo czy kobieta jest w ciazy,
            czy nie... jakby nie miala, to mogla by byc po prostu gruba - wiekszosc
            tutejszych ubran kobiecych wyglada na stroje ciazowe - a wtedy bylby to
            nietakt... ) i staruszkom (plci obojga).
            Wiem ze w Polsce jest coraz bardziej chamsko, ale tu to jest od samego poczatku
            (dlatego oceniam ludzi ktorzy nie ustepuja siedzac na miejscu dla inwalidow).
            --
            Z powazaniem
            Ser
            • chiara76 Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 15:17
              seruppin napisał:

              > Ja tez raz dostalem cukierki jak ustapilem miejsca staruszkowi...
              > Ja ustepuje miejsca: kobietom w ciazy (jest tu taki fajny wynalazek, kobieta w
              > ciazy ma znaczek "Onaka ni akachan ga imasu" i wiadomo czy kobieta jest w ciazy
              > ,
              > czy nie... jakby nie miala, to mogla by byc po prostu gruba - wiekszosc
              > tutejszych ubran kobiecych wyglada na stroje ciazowe - a wtedy bylby to
              > nietakt... ) i staruszkom (plci obojga).
              > Wiem ze w Polsce jest coraz bardziej chamsko, ale tu to jest od samego poczatku
              > (dlatego oceniam ludzi ktorzy nie ustepuja siedzac na miejscu dla inwalidow).
              > --
              > Z powazaniem
              > Ser

              taki znaczek, to super pomysł...
              A co do miejsc dla inwalidów, to zaciekawiło mnie, czy tam w supermarketach też
              są inteligentni inaczej, którym tak się spieszy do sklepu, że parkują na
              miejscach oznaczonych jako miejsca dla aut osób niepełnosprawnych.
              • nekos Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 03.11.08, 16:27
                chiara76 napisała:

                > A co do miejsc dla inwalidów, to zaciekawiło mnie, czy tam w supermarketach też
                > są inteligentni inaczej, którym tak się spieszy do sklepu, że parkują na
                > miejscach oznaczonych jako miejsca dla aut osób niepełnosprawnych.


                tutaj to naprawde normalka. widuje to na codzien. nie tak dawno zwrocilem uwage
                znajomej ktora postawila auto w takim miejscu na rowne 1.5 godziny. usmiechnela
                sie tylko i widze ze dalej to robi.
                co mnie jeszcze bardzo denerwuje to ze ludzie wjezdzaja na parkingi pod prad
                chociaz sa wyrazne znaki w ktorym kierunku powinni jechac.
                • mefs Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 08.11.08, 14:49
                  Na wstępie przepraszam za zbyt długi okres ciszy, ale post-doc rządzi się swoimi
                  prawami i najczęściej już mi się nie chce nawet wchodzić na ulubione fora, ale
                  czasami jednak wchodzę smile
                  Odpiszę troszkę nie na temat, bo z innej wyspy.

                  Nekosie, wjazd na parkingi pod prąd to jeszcze nic. Osiedlową uliczką, którą
                  chodzę i która jest jednokierunkowa, zwyczajowo jeżdżą samochody ze standardową
                  prędkością 30-40 km/h, ale czasami ktoś pędzi pod prąd, czasem zastanawiam się,
                  kiedy sprawdzi się prawo Murphy'ego. I dojdzie do bardzo widowiskowego czołowego
                  zderzenia.
                  A jeśli chcecie zobaczyć brudne miasto, to zapraszam do Dublina. Centrum i
                  główne ulice jeszcze są jakoś sprzątane, ale jak się zejdzie z głównych ulic, to
                  można znaleźć tony śmieci, które sobie leżą.
                  • nekos Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 10.11.08, 15:14
                    mefs napisał:
                    > Na wstępie przepraszam za zbyt długi okres ciszy, ale post-doc rządzi się swoim
                    > i
                    > prawami i najczęściej już mi się nie chce nawet wchodzić na ulubione fora, ale
                    > czasami jednak wchodzę smile
                    > Odpiszę troszkę nie na temat, bo z innej wyspy.
                    >
                    > Nekosie, wjazd na parkingi pod prąd to jeszcze nic. Osiedlową uliczką, którą
                    > chodzę i która jest jednokierunkowa, zwyczajowo jeżdżą samochody ze standardową
                    > prędkością 30-40 km/h, ale czasami ktoś pędzi pod prąd, czasem zastanawiam się,
                    > kiedy sprawdzi się prawo Murphy'ego. I dojdzie do bardzo widowiskowego czołoweg
                    > o
                    > zderzenia.
                    > A jeśli chcecie zobaczyć brudne miasto, to zapraszam do Dublina. Centrum i
                    > główne ulice jeszcze są jakoś sprzątane, ale jak się zejdzie z głównych ulic, t
                    > o
                    > można znaleźć tony śmieci, które sobie leżą.

                    mefsie, myslalem ze juz o nas zapomnialeswink
                    ciekawy jestem czy w irlandii kierowcy tez przejezdzaja skrzyzowania po zmianie
                    swiatla na czerwone. tutaj na ogol przejezdzaja jeszcze 2-3 samochody. normalka.
                    • mefs Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 11.11.08, 00:57
                      nekos napisał:
                      > mefsie, myslalem ze juz o nas zapomnialeswink
                      > ciekawy jestem czy w irlandii kierowcy tez przejezdzaja
                      > skrzyzowania po zmianie swiatla na czerwone. tutaj na ogol
                      > przejezdzaja jeszcze 2-3 samochody. normalka

                      Nie, nie zapomniałem, po prostu wieczorami jestem padnięty, zbyt wiele rzeczy do
                      opanowania w zbyt krótkim czasie.

                      Już spieszę z odpowiedzią. Choć nie jest to proste. W Dublinie przede wszystkim
                      należy uważać na rowerzystów, są niczym święte krowy w Indiach... ale piesi
                      zawsze przechodzą przez ulicę, niezależnie od tego, czy jest światło, czy też
                      nie (też się tego nauczyłem). Kierowcy na pieszych nie trąbią, ale na siebie
                      nawzajem, owszem... Czasami wygląda to bardzo fajnie, bo zaczyna trąbić jedna
                      osoba, potem następna i następna... jak się zatrzymują na następnych światłach,
                      to czasami wygrywają nawet prostą muzykę. Czerwone światło jest przestrzegane i
                      z reguły (ale w centrum Dublina, gdzie się przemieszczam) nie ruszają z piskiem
                      opon spod świateł. Miejscowa drogówka działa sprawnie, zatem nikt się nie
                      wygłupia. Za to poza miastem... oj to bywa różnie, w górach nie raz widziałem,
                      jak samochód jechał bez świateł, choć już było po zachodzie słońca i była
                      szarówka (czytaj nie za bardzo było widać cokolwiek). Poza miastem standardową
                      prędkością jest 60-90 km/h, w mieście jest zbyt dużo samochodów, zatem nie da rady.

                      Co ciekawe, po Dublinie spora część ludzi jeździ na rowerach, albo chodzi. Ja do
                      pracy chodzę na piechotę 45 min (przy czym to robię raczej dla zdrowia - później
                      siedzę osiem godzin przed komputerem... a poza tym muszę muszę być w miarę
                      sprawny, jak chodzę po 10 godzin po wzgórzach), a mój kolega dojeżdża godzinę
                      DARTem, czyli taką kolejką podmiejską.
                • kabura Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 06.05.09, 00:47
                  Zaintrygowany wpisem Nekosa o tym, że Japończycy stawiają samochody na
                  miejscach parkingowych dla inwalidów, postanowiłem zwracać uwagę na te
                  miejsca podczas codziennego użytkowania parkingów. W dniu wczorajszym,
                  po pół roku obserwacji, zobaczyłem samochód bez niebieskiej nalepki
                  stojący na miejscu z namalowanym wózkiem. Parking przy parku Moere,
                  Higashi-ku, Sapporo. Stara Toyota Crown na numerach... z prefektury
                  Shimane. Jestem skłonny stwierdzić, że wśród mieszkańców Hokkaido ten
                  preceder nie jest popularny. Ciekawe jak w innych częściach Japonii?

                  PS: Jeżdżących po parkingach pod prąd jeszcze nie zauważyłem, ale z
                  autopsji wiem, że czasem łatwo się pomylić. Nie zawsze ruch
                  jednokierunkowy w takich miejscach jest dobrze oznaczony, nie mówiąc o
                  intuicyjności.
                    • kabura Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 08.05.09, 14:10
                      Czyli wychodzi na to, że są spore różnice między regionami nie tylko w stylu jazdy samochodem, ale i jego parkowania... Ciekawe jak pójdą obserwacje w innych rejonach niż nasze. Może po prostu chodzi o to, ze w miejscach, gdzie parkingów brakuje, ludziom łatwiej przychodzi ten występek...?
                      • nekos Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 08.05.09, 14:32
                        akurat kimisawa ma spory parking i miejsc do parkowania nie brakuje. tego dnia
                        padal deszcz i panience (domyslam sie po wewnetrznym wystroju auta) pewnie nie
                        chcialo sie wyjmowac parasolki wiec latwiej bylo zaparkowac prawie przed samymi
                        drzwiami.
                        tez chcialbym uslyszec jak jest w innych rejonach bo przeciez hokkaido to nie
                        japonia wink))))
                        • kabura Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 09.05.09, 01:58
                          Właśnie dlatego przeprowadziłem sie ze wspomnianej Bydgoszczy na wspomniane Hokkaido smile
                          Różnice między regionami są łatwo dostrzegalne wszędzie. Jak ktoś mieszkał w Warszawie i przeniósł sie do Poznania albo Wroclawia, to też mówi, że to inna Polska smile
                          Szczególnie podział Wschód-Zachód jest widoczny w obu krajach. Jak różnie zachowują się mieszkańcy Tokio i Osaki słyszał pewnie każdy.
                          • izabelai Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 09.05.09, 02:31
                            Na Okinawie miejsca dla inwalidow z reguly stoja puste, nawet przy
                            napakowanym parkingu. Ale jesli chodzi o brak nalepek to takie
                            miejsca sa tez przeznaczone dla kobiet w ciazy, wiec moze nie zawsze
                            brak naklejki oznacza lamanie przepisow.
                            Mnie za to strasznie wkurza jak ludzie zostawiaja wlaczone auta,
                            zeby im klimatyzacja chlodzila podczas robienia zakupow. Az zaluje,
                            ze tutaj aut nie kradna, bo by sie jednemu z drugim przydalo.
                              • chiara76 Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 12.05.09, 16:12
                                nekos napisał:

                                > zapraszam do moich fotek w linku ponizej. wkleilem tam dzisiejsze zdjecie ktoer
                                > jest dowodem jak sie parkuje w mojej japonii (chyba jest jeszcze druga mi nie
                                > znana) bo ktos moze mysli ze bajki pisze smile


                                o, a pan kierowca (albo pani, kto wie), to zajął od razu dwa miejsca dla
                                niepełnosprawnych, pewnie, co będzie ludzi rozpieszczać... nadmiarem miejsca na
                                auto;/
                                • nekos Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 13.05.09, 04:07
                                  zanim zrobilem to zdjecie bylem w supermarkecie i tez na miejscu dla inwalidow byl zaparkowany samochod bez nalepki. specjalnie obserwowalem co bedzie dalej bo kierowca wlasnie odjezdzal. zdazyl odjechac i za chwilke zaparkowala mloda kobieta ktora ani nie miala nalepki ani nie wygladala zeby byla w ciazy. doslownie wyskoczyla z auta i pobiegla do sklepu. kilka metrow dalej bylo sporo wolnych miejsc do parkowania.
                                  • izabelai Troche OT: Re: Japonia da sie lubic :-) 14.05.09, 14:04
                                    Na tym zdjeciu widac, ze ktos jest w srodku, wiec moze tylko na
                                    chwile sie zatrzymali obejrzec zachod slonca. A ponadto rejestracja
                                    ma znaczek "wa" czyli jest to samochod wynajmowany, wiec moze to
                                    jacys obcokrajowcy wink Wiadomo, ze wszedzie sa ludzie i ludziska. Dla
                                    mnie szokiem bylo miejsce parkingowe, ktore zastawione bylo
                                    slupkiem, zeby nikt nieproszony nie wjechal. Tylko jak mial wjechac
                                    ten ze znaczkiem. Nie wiem jakie sa kary za parkowanie na takim
                                    miejscu. Moze ktos sie orientuje. Za parkowanie w miejscu
                                    niedozwolonym, na przyklad na ulicy, trzeba placic (na Okinawie)
                                    15000 yenow.
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 04.11.08, 09:32
      Przeczytalem Wasze wypowiedzi z zainteresowaniem. I te o pozytywach
      i te o negatywach. Jedna rzecz o sobie pragne sprostowac. Ja nie
      jestem studentem na Kyoto University; pracuje tam jako Visiting Professor bez
      obowiazku uczenia - tylko research. To co najbardziej
      mi doskwiera, to to, ze nie znam japonskiego sad Wprawdzie seminaria
      w moim instytucie odbywaja sie raczej "po angielsku" - ale jestem
      gleboko nieszczesliwy, ze nie rozumiem, co sie wokol mnie mowi.
      Jestem pasjonatem ogrodow japonskich, zwiedzam je systematycznie
      w wolne dni, ale nie sposob pogadac z ich ogrodnikami, bo
      oni mowia tylko po japonsku.

      Ale te ogrody w Kioto sa przepiekne. I dlatego Japonia da sie
      lubic!

      O.
      • ania_klara Re: Japonia da sie lubic :-) 04.11.08, 15:23
        drogi Onufry, z rozrzewnieniem czytam Twoje wrażenia z Kioto
        piszesz, że zwiedzasz ogrody, a byłeś już może w Shisendo?
        piękny ogród, w nim m.in. urocza kołatka "do odstraszania saren"
        to jedno z moich ulubionych miejsc, w tej samej dzielnicy, co
        uniwersytet, czyli Sakyoku, na północ od Kitaooji doori, na wschód
        od Shirakawa doori
        przy okazji bytności w Shisendo polecam też malutką świątynkę
        Kompukuji, tuż obok

        • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 04.11.08, 23:39
          ania_klara napisała:

          > drogi Onufry, z rozrzewnieniem czytam Twoje wrażenia z Kioto
          > piszesz, że zwiedzasz ogrody, a byłeś już może w Shisendo?
          > piękny ogród, w nim m.in. urocza kołatka "do odstraszania saren"
          > to jedno z moich ulubionych miejsc, w tej samej dzielnicy, co
          > uniwersytet, czyli Sakyoku, na północ od Kitaooji doori, na wschód
          > od Shirakawa doori
          > przy okazji bytności w Shisendo polecam też malutką świątynkę
          > Kompukuji, tuż obok
          >

          Napisze cos o ogrodach Kioto, ale teraz pedze na pociag
          do Nagoya (2 dniowa konferencja), a w piatek mam tu "wazny"
          wyklad... A wiec, potem smile

          O.
        • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 17.11.08, 08:40
          ania_klara napisała:

          > drogi Onufry, z rozrzewnieniem czytam Twoje wrażenia z Kioto
          > piszesz, że zwiedzasz ogrody, a byłeś już może w Shisendo?
          > piękny ogród, w nim m.in. urocza kołatka "do odstraszania saren"
          > to jedno z moich ulubionych miejsc, w tej samej dzielnicy, co
          > uniwersytet, czyli Sakyoku, na północ od Kitaooji doori, na wschód
          > od Shirakawa doori
          > przy okazji bytności w Shisendo polecam też malutką świątynkę
          > Kompukuji
          >

          Przepraszam za zwloke w odpowiedzi. W Shisendo jeszcze nie bylem.
          Z takich ogrodow tchnacych cisza i spokojem polecam Shinnyodo.
          Ostatnio odwiedzilem ogrod mszany Saihoji i jestem oczarowany smile

          Pozdr.
          O.



        • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 29.11.08, 13:36
          ania_klara napisała:

          > drogi Onufry, z rozrzewnieniem czytam Twoje wrażenia z Kioto
          > piszesz, że zwiedzasz ogrody, a byłeś już może w Shisendo?
          > piękny ogród, w nim m.in. urocza kołatka "do odstraszania saren"
          > to jedno z moich ulubionych miejsc, w tej samej dzielnicy, co
          > uniwersytet, czyli Sakyoku, na północ od Kitaooji doori, na wschód
          > od Shirakawa doori
          > przy okazji bytności w Shisendo polecam też malutką świątynkę
          > Kompukuji, tuż obok
          >

          Wreszcie odwiedzilem Shisendo. Dzieki za rade. Warte grzechu.
          Przy okazji odwiedzilem Enkoji i Konpukuji, zwiazane z Basho -
          tworca haiko. Dzis bylem w Manshu-in. W tym okresie liscie
          wielu drzew (np. klonu japonskiego) przybieraja barwe czerwona
          i ludzie z aparatami fotograficznymi pielgrzymuja do Kioto
          by sie w tych czerwieniach fotografowac.

          Japonia da sie lubic!

        • speer Re: Green tea chocolate... 06.11.08, 14:00
          Trzy plusy od razu zucajace na ziemie:

          1. zarcie - niebo w gebie

          2. czystosc i higiena - oszalamiajace, jak oni to potrafia

          3. suszarki do rak rzeczywiscie SUSZA rece, a nie tylko anemicznie
          dmuchaja powietrzem

          ale jest tez wielki minus
          nie ma nigdzie smietnikow!!!
          • kabura Re: Green tea chocolate... 07.11.08, 05:00
            > 2. czystosc i higiena - oszalamiajace, jak oni to potrafia

            > ale jest tez wielki minus
            > nie ma nigdzie smietnikow!!!

            Patrz punkt 2 smile
            Wprawdzie są śmietniki przy kombini, ale masz żyć w przekonaniu, że śmieci zabiera się ze sobą (gomi mochikaeri). Dzięki temu Twoja wrażliwość ekologiczna jest cały czas aktywna.

            Po przeczytaniu wrażeń Pana Onufrego dochodzę do pewnych wniosków - przyjeżdżając do Japonii mamy za mało doświadczenia. Pewnego razu świeżo upieczony Polonus rzucił standardowe "biurokracja i ilość papierów w Japonii są dobijające". Na to odpowiedziała bywająca w świecie Pani profesor (lat 60) - "kochany, a ile ty w życiu papierów złożyłeś, że jesteś w stanie dokonywać takich sądów? Dla mnie ilość papierów w Japonii jest znacznie poniżej średniej światowej, a czekania przy okienkach prawie, że nie ma".

            Po spędzeniu 1/3 żywota stwierdzam, że ponad połowę minusów na początku pobytu dałem z czystej niewiedzy i braku zrozumienia wielu mechanizmów...
            • speer Re: Green tea chocolate... 08.11.08, 12:36
              Znajomy Japonczyk twierdzi,ze smietniki zniknely po atakach sekty
              Najwyszego spokoju, czy jak ona tam sie nazywala. Problem jest
              taki, ze jak sie w jednej rece niesie aparat, w zebach mape, a druga
              reka ciagle zajeta wypita pol godziny temu puszka zielonej cherbaty,
              to troche zaczyna to byc wkurzajace. No bo nie wyrzucisz tej puszki
              i juz.
              Jesli chodzi o ekologie, to ciekawe jest podejscie do opakowan hehe,
              temat rzeka, wiem. Otoz widzialem na wlasne oczy, jak Japonczycy
              kupujac i tak juz trzykrotnie zapakowane jedzenie - gdzie nawet
              wykalaczka jest oddzielnie opakowana w wysterylizowana folie,
              jeszcze stoja za kasami i pakuja to w nastepna folie... ciekawy
              widok...
              • nekos Re: Green tea chocolate... 08.11.08, 13:53
                speer napisał:
                > Jesli chodzi o ekologie, to ciekawe jest podejscie do opakowan hehe,
                > temat rzeka, wiem. Otoz widzialem na wlasne oczy, jak Japonczycy
                > kupujac i tak juz trzykrotnie zapakowane jedzenie - gdzie nawet
                > wykalaczka jest oddzielnie opakowana w wysterylizowana folie,
                > jeszcze stoja za kasami i pakuja to w nastepna folie... ciekawy
                > widok...

                do tego dochodza miliony jednorazowych paleczkek ktore po posilku ida prosto do
                smieci.
                • kabura Opakowania i śmietniki, czyli o priorytetach nacji 11.11.08, 14:36
                  Kwestia ekologii w Japonii to dobry przykład mechanizmów, których na początku
                  zupełnie nie czaiłem.
                  Teraz wiem, że Japończyk ma inny od Polaka tzw. ranking priorytetów. Czyli np.
                  najpierw poszanowanie dla klienta, potem ekologia. Jeśli mieszkasz w gorącym
                  klimacie, owijanie każdego cukierka w osobne opakowanie razy dwa (jedno chroni
                  przed działaniem ciepła, drugie chroni ręce i dodaje marketingowych wrażeń
                  estetycznych) to dla japońskiego sprzedawcy wyraz szacunku do swojego boga. Kilo
                  krówek "luzem" do papierowej torby tu po prostu nie przejdzie, a "zbędnymi"
                  opakowaniami przeciętny Japończyk się nie przejmie, bo wierzy w rodzimy recycling.
                  Tak samo z pałeczkami - chińskie drewno tańsze i łatwiej je utylizować, a na
                  stołówce wiadomo, że niektórzy nie lubią plastiku "po kimś", więc jest wybór -
                  wielorazowy plastik albo jednorazowe drewno.
                  Na szczęście naród coraz bardziej świadomy i zmiany widać z roku na rok.
                  Wprowadzenie opłat za worki na śmieci, za torby foliowe w sklepach - ranking
                  priorytetów ulega widocznym zmianom. Swoją drogą wprowadzenie MyBag / EcoBag to
                  świetna rzecz. Pani w kasie profesjonalnie układa zakupy w "twojej ekologicznej
                  torbie" i zyskujesz na czasie nie musząc mozolnie przekładać zakupów z koszyka
                  do foliówek - dla mnie bomba smile
                  Częścią tej "przymusowej eko-edukacji" jest też nikła ilość śmietników.
                  Oczywiście powodów tego stanu rzeczy jest wiele, jednym z nich jest
                  bezpieczeństwo, o którym pisał Speer (notabene metropolie europejskie też
                  zaczęły zmniejszać ilość śmietników na ulicach po zamachach, tylko że kontenery
                  raczej trudno usnąć). Jednak do mnie przemawiają inne, bardziej prozaiczne
                  powody - przede wszystkim zbyt wielu ludzi wyrzucało swoje "domowe" śmieci do
                  publicznych śmietników (zauważcie napisy na śmietnikach przy kombini - "nie
                  wyrzucaj tu swoich śmieci z domu!"). Upierdliwy recycling to dla każdego
                  japońskiego lenia (i niestety wielu nieprzyzwyczajonych ccudzoziemców)
                  męczarnia, więc proceder kwitł, szczególnie, że taki "parkowy śmietnik" nie
                  obowiązują godziny wywozu i można sobie skorzystać nawet w południe. Druga
                  prozaiczna przyczyna to szmal. Można zaoszczędzić sporo publicznej kasy każąc
                  zabrać śmieci do domu - jak się ma karny lud, można przeznaczyć więcej kasy na
                  autostrady na przykład. Innym powodem były zwierzęta - kruki i małpy babrzące w
                  kubłach, itd. itp. Sami Japończycy są podzieleni co do kwestii czy brak
                  śmietników jest dodowdem na wysoką kulturę mieszkańców czy też na zacofanie
                  kraju. W sumie trudno powiedzieć, bo obie strony mają sporo mocnych argumentów
                  "za", a wyłamujących się z "karnego ludu" Japończyków jest przecież wielu.
                  Po ostatniej wizycie w Singapurze stwierdziłem, że to i tak niesamowite, że
                  _większość_ Japończyków przejmuje się śmieciami na ulicy. Słynny z horrendalnych
                  kar za śmiecenie Singapur, mimo śmietników ( tnij.org/singabrud ) na
                  każdym rogu - przegrywał w czystości z japońskimi metropoliami, gdzie działa
                  zwykłe "a co ludzie sobie o mnie pomyślą".
                  • kanagata Re: Opakowania i śmietniki, czyli o priorytetach 11.11.08, 19:12
                    z innej ekologicznej beczki- pracuję w firmie, która baaaardzo stara się
                    wyglądać na ekologiczną, pod pewnymi względami [czyt. na przykład dział HSE
                    'odnogi' produkcyjnej, który cele ma szczytne, podwykonawców i odbiorców odpadów
                    gnębi- i dobrze] to się udaje, pod innymi [spalanie około 12l/1--km przy silniku
                    2,0 diesel] juz raczej mniej.
                    ale ja nie o tym- na kolejnym radosnym spotkaniu w centrali [nie w Polsce]
                    raczył nas nawiedzic pan z Japonii zajmujący sie szeroko pojęta ekologią i ISO
                    14001.
                    i jakież to cele środowiskowe raczył nam przedstawić w ramach przykładu?-
                    zwiększenie sprzedaży nowych samochodów- bo przecież nowsza technologia,
                    czystsze spaliny i takie tam. taaaaak. środowisko jak cholera. ale nic. tak jest
                    pewnie i w nieżółtych firmach, zawsze było i będzie.
                    a w prezencie dostaliśmy korporacyjną torbę na zakupy wielokrotnego użytku wink))))
                    • kabura Re: Opakowania i śmietniki, czyli o priorytetach 11.11.08, 23:23
                      Sugerujesz, że milion hybrydowych pojazdów nie przewyższa ekologicznie
                      miliona sprowadzanych zza zachodniej granicy rupieci?
                      Przecież przymuszając (prawie) do kupowania nowych samochodów, Japonii
                      udało się zwalczyć smog (i przy okazji zwiększyć bezpieczeństwo na
                      drogach)... Czy facet nie miał racji? Przecież i tak milion samochodów
                      musi trafić do konsumenta, czy nie lepiej, gdyby zanieczyszczały trochę
                      mniej?
                      • kanagata Re: Opakowania i śmietniki, czyli o priorytetach 12.11.08, 07:42
                        tak, jasne, szczególnie że hybryda jest zdecydowanie poza zasięgiem
                        przeciętnego, a nawet i nieprzeciętnego człowieka- co innego ceny samochodów w
                        Nihonie a co innego w Polszy. a panu szanownemu nie o hybrydy chodziło, a o
                        zwiększenie wskaźników sprzedaży w ogóle. działaniami proekologicznymi ja się
                        akurat zajmuję na co dzień i uwierz, to nie o to chodzi.
    • nekos Japonia nie da sie lubic :-( 12.11.08, 16:00
      japonia nie zawsze da sie lubicsad szczegolnie jak slysze i widze na wlasne oczy jak traktowane sa tutaj zwierzeta (psy i koty).
      japonczycy porzucaja rocznie okolo 800 tys. psow i kotow ktore sa pozniej gazowane a nastepnie spalane. wczoraj widzialem zdjecia komory gazowej w ktorej gazowani sa nasi milusci. zwierzeta trzymane sa ciasnych klatkach z ktorych trafiaja prosto do komory z gazem. pozniej spychane sa automatycznie do pieca i spalane. co najgorsze niektore jeszcze zyja. nie znam metod usypiania zwierzat w innych krajach ale fakt ze pochodze z polski komora gazowa kojarzy mi sie z czyms bardzo nieludzkim. nie chce wspominac juz o rzezi definow i wielorybow. tutaj jest filmik dla zaintersowanych jp.youtube.com/watch?v=VkgCTDqQYBE
      • chiara76 Re: Japonia nie da sie lubic :-( 12.11.08, 16:11
        to jest koszmar...
        pamiętam moją znajomą z Japonii, która pisała mi, że miała psa, którego ktoś
        wyrzucił, już wtedy się zdziwiłam. Nie wiem, czemu, zakładałam, że w kraju, w
        którym jest ileś tam rodzajów drzewek bonzai i ludzie ekscytują się ułożeniem
        kwiatów w ikebanie, traktowanie zwierząt jest inne, niż w Polsce, w której
        zwierzęta oględnie mówiąc, traktuje się nie najlepiej. Jak widać, nie ma co z
        góry zakładać, że jest gdzieś lepiej, niż u nas, bo zawsze może być gorzej. Ten
        przykład "gazowania" zwierząt jest potwornie dobijającycrying
        • kabura Re: Japonia nie da sie lubic :-( 12.11.08, 23:30
          Nie można też zakładać, że gdzie indziej jest inaczej. Są miejsca na świecie,
          gdzie państwa nie wyłapują porzuconych zwierząt - problemy można sobie
          wyobrazić. W Polsce nie mówi się o tym głośno, ale każdy, kto wędrował po
          polskiej prowincji wie co to są spalarnie zwierząt i domyśla się, że nie
          wszystkie porzucone zwierzęta mają miejsca w schroniskach. Cytuję ze strony
          Zielonych:
          "Chodzi nie tylko o niską ściągalność pogłównego od psów, ale także częsty brak
          schronisk dla bezdomnych zwierząt. Jak donoszą raporty pozarządowych organizacji
          ochrony zwierząt, wciąż wiele miast de facto prowadzi bezlitosną politykę
          zabijania bezdomnych zwierząt. Miasta te mają bowiem podpisane umowy z hyclami o
          wyłapywanie zwierząt, jednakże w danych regionach brak jest schronisk dla
          zwierząt, i z tej przyczyny niemożliwe jest odstawienie przez hycla złapanych
          zwierząt w jakiekolwiek miejsce, wobec czego są one głównie zabijane."
          Czy usypiający zastrzyk jest lepszy (bardziej higieniczny? skuteczniejszy?
          etyczny?) od usypiającego gazu - można pewnie dyskutować, jednak mnie
          najbardziej niepokoi, że Japończycy "nauczyli się" od nas trzymania zwierząt w
          małych zamikniętych pomieszczeniach i traktują je jako zastępstwo potomstwa z
          czego zresztą skrzętnie korzysta biznes (kawiarnie dla psów, pokazy mody dla
          kotów, itd.). Na szczęście zdecydowana większość Japończyków stara się kupować
          "coś małego i cichego", kiedy w Polsce ujadanie Burków i wzajemne obszczekiwanie
          się jest chyba na stałe wpisane w krajobraz. Badania CBOS pokazują, że:
          "Zdaniem większości badanych (58%) prawo do trzymania zwierząt (niezależnie od
          warunków wskazanych w ustawie) może być ograniczone tylko wtedy, jeśli zwierzęta
          rzeczywiście zagrażają życiu czy zdrowiu sąsiadów lub innych ludzi. Co trzeci
          respondent (33%) sądzi zaś, że powinno się zakazać trzymania zwierząt zawsze
          wtedy, kiedy w jakikolwiek sposób przeszkadzają one sąsiadom lub innym ludziom."
          Uwaga, tylko co trzeci Polak uważa, że jego żywy przejaw egoizmu nie powinien
          przeszkadzać sąsiadowi!
          Do tego zdecydowana większość Polaków uważa, że trzymanie zwierząt w domach jest
          dla nich dobre. Przypuszczam, że w Japonii coraz więcej ludzi też tak myśli.
          Szkoda, że nie pomyślą o ewentualnych dłuższych wyjazdach, przeprowadzkach i
          innych zdarzeniach, które mogą spowodować, że "ich czująca zabawka" stanie się
          dla nich ciężarem wędrującym do komory czy pod igłę.
          • chiara76 Re: Japonia nie da sie lubic :-( 12.11.08, 23:48
            sorry, ale nigdy nie działał na mnie argument, że może dziać się źle, bo gdzieś
            indziej jest jeszcze gorzej.
            Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w Polsce zwierząt i ich praw się nie
            szanuje, ale nie podoba mi się to tak samo, jak to traktowanie zwierząt, o
            którym napisał Nekos.
            • kabura Re: Japonia nie da sie lubic :-( 13.11.08, 15:11
              Sorry, ale nie napisałem, że akceptuję taką sytuację. Zasugerowałem tylko, że
              "masakry" mamy też na własnym podwórku.
              Nie rozumiem też przytyku ze statystyką. Nie wiemy ilu Japończyków traktuje psa
              jak rodzinę, a ilu psów nienawidzi, ale czemu mamy zakładać, że proporcje są
              inne niż w Polsce? Przydałoby się właśnie statystyczne porównanie i wiadomo by
              było, że temat Zła Japonia sprzeda się lepiej do "The Guardian" niż Zła Polska.
              Bo mniej więcej tyle uczy ten artykuł.
              • chiara76 Re: Japonia nie da sie lubic :-( 13.11.08, 16:03
                kabura napisał:

                > Sorry, ale nie napisałem, że akceptuję taką sytuację. Zasugerowałem tylko, że
                > "masakry" mamy też na własnym podwórku.
                > Nie rozumiem też przytyku ze statystyką. Nie wiemy ilu Japończyków traktuje psa
                > jak rodzinę, a ilu psów nienawidzi, ale czemu mamy zakładać, że proporcje są
                > inne niż w Polsce? Przydałoby się właśnie statystyczne porównanie i wiadomo by
                > było, że temat Zła Japonia sprzeda się lepiej do "The Guardian" niż Zła Polska.
                > Bo mniej więcej tyle uczy ten artykuł.

                przytyk ze statystyką, to chyba nie ode mnie?
                Bo nie wiem, czemu, ale odpowiedziałeś głównie mnie.
          • mefs Re: Japonia nie da sie lubic :-( 13.11.08, 02:11
            Czy nie sądzisz, że na jednego wyrzuconego zwierzaka przypada dziesięć (lub
            więcej), które są hołubione i traktowane, jak członkowie rodziny? Takie
            generalizowanie jest co najmniej nie na miejscu, ponieważ zawsze doprowadza do
            błędnych wniosków. Podobnie, jak żonglowanie statystyką.
            • nekos Re: Japonia nie da sie lubic :-( 13.11.08, 15:40
              mefs napisał:

              > Czy nie sądzisz, że na jednego wyrzuconego zwierzaka przypada dziesięć (lub
              > więcej), które są hołubione i traktowane, jak członkowie rodziny?


              mefsie nie zaprzeczam. co nie zmienia faktu ze tysiace niewinnych zwierzat jest
              porzucanych przech wlascicieli i idzie do gazu.
              moi sasiedzi maja pieska ktorego kochaja i traktuja jak czlonka rodziny.
              sasiadka plakala ogladajac program o komorach w ktorych gazuje sie porzucone
              zwierzeta. z drugiej strony ulicy mam sasiadow ktorych pies dzien i noc jest na
              zewnatrz na lancuchu. nigdy nie biora go na spacer. pies chyba zwariowal,
              potrafi wyc calymi godzinami. pare domow dalej mieszka znajomy dentysta. kilka
              lat temu kupili sobie rasowego psa bo akurat ta rasa psow byla wtedy w modzie.
              odkad jestesmy sasiadami (2 lata) pies siedzi na zewnatrz dzien i noc, upal czy
              mroz w klatce. kiedys jak spytalem o lucky (tak sie psina nazywa) odpowiedzieli
              ze najchetniej by sie go pozbylisad


              Takie
              > generalizowanie jest co najmniej nie na miejscu, ponieważ zawsze doprowadza do
              > błędnych wniosków. Podobnie, jak żonglowanie statystyką.
              • mefs Re: Japonia nie da sie lubic :-( 14.11.08, 19:44
                Nekosie,
                zdaję sobie sprawę z tego, co czasami dzieje się ze zwierzętami w Polsce.
                Czasami widać żałosne, trzęsące się psie szkielety za płotem, albo uwiązane przy
                budzie (mam na myśli Łódź, a nie jakąś zabitą dechami wieś, bo na wsi psy
                spuszczane są z łańcucha na noc, by sobie coś upolowały). W praktyce problem
                polega na tym, że jak napisałeś ludzie biorą do domu zabawkę, a gdy się znudzi,
                urośnie, przestanie być modna... albo wywożą ją gdzieś do lasu, albo wyrzucają
                za drzwi, albo przestają karmić.

                To jest problem. Nie neguję. Chciałem tylko przypomnieć, że w Polsce również
                zabija się (bo tak to trzeba nazwać) psy i koty, dla których schronisko nie jest
                w stanie znaleźć nowych właścicieli. Z tym, że zwierzaki dostają zastrzyk.

                Suma summarum, problem jest umiejscowiony gdzie indziej, chodzi o nieumiejętność
                przewidywania, co się będzie później działo ze zwierzakiem i uleganie przeróżnym
                modom. A tutaj Polska raczej nie różni się zbytnio od Japonii.

                Moja uwaga dotycząca statystyki jest nadal aktualna. Minimalna próbka, jaka
                wystarczy do zrobienia jakichkolwiek poprawnych badań wynosi... siedem. Zatem
                powoływanie się na statystyczne wyniki ogłoszone gdzieś tam, może być bardzo
                mylące. Nie wiem, czy zauważyliście, ale firmy farmaceutyczne wprowadzając na
                rynek nowy krem, zawsze chwalą się, że zadziałał w powiedzmy 40% przypadków...
                kiedyś specjalnie zwróciłem uwagę na to, jak duża była badana próbka, okazało
                się, że testom poddano... 23 kobiety wink (czasem jest aż 19)
      • katajina Re: Japonia nie da sie lubic :-( 15.11.08, 10:24
        nekos napisał:

        > japonia nie zawsze da sie lubicsad szczegolnie jak slysze i widze
        na wlasne oczy jak traktowane sa tutaj zwierzeta (psy i koty).<

        Nekosie, wiem co masz na mysli. Chyba kazdy kto ma zwierzaka patrzy
        na te sprawy inaczej, niz ci ktorzy nie maja pod opieka zadnego
        pupilka. Powiem ci, ze bedac w Japonii i odwiedzajac niektore sklepy
        zoologiczne, zdarzylo mi sie pomyslec, ze jednak Japonia to Azja,
        wraz z jej innym nieco podejsciem do zwierzat. (I nie mowcie mi
        tylko prosze np. o indyjskich "swietych" krowach, bo ja mam na mysli
        cos zupelnie innego.) Mowie akurat o prowincjonalnych sklepach
        zoologicznych, a nie tych pieknych i kolorowych np. w Tokio,
        sprzedajacych rozmaite gadzety bardziej chyba ku uciesze wlascicieli
        niz samych zwierzakow. Mowie o sklepach w ktorych widzialam np.
        pieknego egzotycznego kota krecacego sie w kolko w za malym akwarium
        (to nawet nie byla klatka), albo kocietach siedzacych jedno na
        drugim w miskach na jedzenie, bo reszta akwarium "plywala" w ich
        odchodach.
        Wiem tez, ze jedzac w Japonii kalmara ruszajacego sie na talerzu mam
        pewnosc, ze jest swiezy, ale dla mnie bardziej humanitarne byloby
        ogluszenie go, zeby przynajmniej juz nie czul ze jest przeze mnie
        gryziony.
        Nekosie, wiem co masz na mysli, ale powiem ci, ze mimo wszystko
        Japonia nie jest odosobniona w czasem malo humanitarnym podejsciu do
        zwierzat i podobne rzeczy dzieja sie w wielu innych miejscach.
        Niedawno wstrzasnal mna artykul w polskiej prasie o tym, jak chlopcy
        podpalili szczeniaka i filmowali to zdarzenie komorka crying
        Czlowiek - to brzmi dumnie...?
        • nekos Re: Japonia nie da sie lubic :-( 15.11.08, 15:48
          to okropne co napisalas o tym szczeniaku. tutaj tez straszne rzeczy sie dzieja. kiedys czytalem o czlowieku ktory dla zabawy obcinal kotom konczyny.
          widac ze tak naprawde japonia malo rozni sie od polski czy irlandii. wiele ludzi po krotkim pobycie jest w bledzie myslac ze jest to oaza sczescia i radosci.
          • mefs Re: Japonia nie da sie lubic :-( 16.11.08, 15:05
            Nekosie, to chyba jest zgodnie z przysłowiem "wszędzie dobrze, gdzie nas nie
            ma", bo jak już jesteśmy, to dostrzegamy bardzo wiele rzeczy, które nam się nie
            podobają.

            Większość moich znajomych nie jest w stanie zrozumieć mojego marudzenia, w końcu
            jestem w Irlandii, krainie szczęśliwej, jestem na stażu w R&D, a nie sprzątam,
            czy zmywam talerze, dlaczego zatem marudzę. A marudzę dlatego, że chociaż
            zarabiam więcej, to wydaję nieporównanie więcej. W Polsce pomidory są po 3 zł, w
            Irlandii po 3 euro (i to w Lidlu, który ma najniższe ceny), za wynajem
            mieszkania (w takiej sobie dzielnicy), płacę dwa razy więcej niż kolega za
            wynajęcie podobnego mieszkania w dobrej dzielnicy w Monachium, etc...

            Ale mniejsza z cenami. To, czego nie mogę nadal zrozumieć w Irlandii, to to, że
            większość domów nie jest ocieplona (taki mają zwyczaj budowania - "national
            heritage"), ale tubylcy straszliwie narzekają, że muszą płacić horrendalne
            rachunki za ogrzewanie. Jakby nie można było ocieplić domów, ale nie ocieplają,
            bo jest to drogie. Czasami koledzy z pracy pytają się, jak mi się podoba w
            Irlandii (w domyśle, jak mi się podoba ta zmiana cywilizacyjna, na lepsze rzecz
            jasna). Raz nie wytrzymałem i powiedziałem, że w Polsce mamy taką zdobycz
            cywilizacyjną, która nazywa się izolacja termiczna budynków, dzięki czemu w
            domach i biurach jest ciepło i można oszczędzać energię. Bez problemu można
            ustawić temperaturę na, np. 20C i jest OK, nikt nie dogrzewa się piecykiem
            elektrycznym. Poza tym mamy coś takiego jak centralne ogrzewanie i krany, w
            których jest ciepła i zimna woda (a nie osobne dwa krany), dzięki czemu też
            można oszczędzać ciepłą wodę. A spłuczki w toaletach umożliwiają dozowanie wody,
            dzięki czemu za każdym razem nie spuszcza się 20 litrów wody. Za bardzo nie mogą
            uwierzyć w to wszystko. W końcu, w niemalże w każdym domu w Irlandii jest bojler
            elektryczny do podgrzewania wody, a w Polsce już nie, zatem cywilizacja jest w
            Irlandii a nie w Polsce.

            Jest pełno śmieci, a raz za razem możesz natknąć się na poster, że za wyrzucenie
            gumy do żucia możesz zapłacić mandat w wysokości 150 euro. Nie raz obserwowałem
            ludzi w garniturach, którzy po wypiciu kawy, ciskają jednorazowym kubkiem
            gdziekolwiek, nawet jeśli kosz jest na wyciągnięcie ręki. Ostatnio bardzo ładnie
            ubranej pani, idącej do teatru (tuż przed teatrem), całkowitym "przypadkiem"
            wypadła z ręki papierowa torba po frytkach - pół metra od kosza na śmieci, pani
            poszła sobie w kierunku wejścia do teatru nic sobie z tego nie robiąc. Na klatce
            schodowej w moim domu jest pełno papierków po czekoladowych batonach (mieszkańcy
            są dobrani, zatem nie mieszka tutaj klasa niepracująca), tak, jakby nie mogli
            donieść tego papierka do mieszkania, albo zjeść tego batona w domu. I tak w kółko...
            • nekos Re: Japonia nie da sie lubic :-( 17.11.08, 04:19
              ciekawe co piszesz o domach w irlandii. zupelnie jakbym czytal o japoniismile
              tutaj tez centralne ogrzewanie jest nie znane (oprocz polnocnych regionow i
              hokkaido). domy sa nieocieplane. brak izolacji lub bardzo marna. domy ogrzewa
              sie piecykami parafinowymi ktore smierdza lub przelaczeniem air-conu na
              ogrzewanie co zuzywa duzo pradu a efekt jest slaby. zaraz po wylaczeniu w domu
              robi sie zimno. znajomy australijczyk ktory kupil tutaj dom pierwsza rzecz jaka
              zrobil to rozwalil sciany i polozyl gruba warstwe izolacji. to samo zrobil z
              sufitem. teraz ma cieplo jak w puchu. zastanawialismy sie dlaczego japonczycy
              budujac domy nie wpadna na ten prosty pomysl. material izolacyjny nie jest wcale
              drogi a oszczednosc na ogrzewaniu ogromna.
              • mefs Re: Japonia nie da sie lubic :-( 19.11.08, 01:25
                Nekosie, specjalnie zacząłem zwracać uwagę. W Dublinie na większości skrzyżowań
                namalowana jest żółta kratka, zatem nie wolno się zatrzymywać na samym
                skrzyżowaniu, dzięki czemu nikt nie wjeżdża na skrzyżowanie, jeśli nie może z
                niego zjechać. Nikt nie wjeżdża na czerwonym, bo może nie zdążyć uciec, poza tym
                jeśli tylko piesi mają swoją sekundę, natychmiast wchodzą na jezdnię. A piesi w
                Irlandii, jak już wspomniałem, są świętsi od świętych krów w Indiach.
    • hana.hula Małe dziecko w samochodzie 13.11.08, 08:35
      Denerwuje mnie pogląd Japończyków na temat przewożenia niemowlaków i
      małych dzieci w samochodzie . Fotelik samochodowy to baaaardzo
      rzadki widok , na ogół dzieci trzymane są na rękach lub na
      kolanach . Nikogo to nie dziwi, a na moje pytanie o bezpieczeństwo
      na ogół odpowiadają ,że fotelik jest drogi i "mendou kusai".Jak moja
      córcia się urodziła i mąż przyszedł do szpitala z fotelikiem , to
      wszyscy się dziwili (nawet pielęgniarki) . A miasto duże -Nagoya .
      • kabura Re: Małe dziecko w samochodzie 13.11.08, 15:27
        hana.hula napisała:

        > Denerwuje mnie pogląd Japończyków na temat przewożenia niemowlaków i
        > małych dzieci w samochodzie . Fotelik samochodowy to baaaardzo
        > rzadki widok , na ogół dzieci trzymane są na rękach lub na
        > kolanach .

        Zgadzam się w pełni. Jak mnie Japończycy pytają co mnie najbardziej w nich
        szokuje, to odpowiadam, że "ich chęć do zabijania swoich dzieci" (o Polakach
        mówię to samo, ale zamiast "swoich" daję "czyichś" i opowiadam o piractwie
        drogowym). Z tego co widzę u siebie w przedszkolu (Sapporo, miasto trzy razy
        większe od Nagoi, ale mniej ludzi, więc łatwiej rozwinąć prędkość na pustawych i
        szerokich ulicach), to wszyscy foteliki mają, ale najczęściej dzieci w nich
        siedzą nieprzypięte albo stoją lub łażą. Znajomy miał wypadek, bo mu synuś po
        desce rozdzielczej pełzał. Szczęście w nieszczęściu, że mimo najwyższej w kraju
        przeciętnej prędkości - stłuczki kończą się przeważnie guzami. Tego właśnie
        argumentu najczęściej używają ci, których o to pytam - bo co się może stać? W
        zeszłym roku w Hakodate niemowlę przebiło przednią szybę i przeleciało kilka
        metrów, więc ta argumentacja do mnie nie przemawia.
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 12.12.08, 12:22
      2 dni temu studenci, pracownicy i goscie Kyoto University
      zostali zaproszeni do teatru Kyoto Kanze-Kaikan na
      przedstawienie teatru No. Oto program:

      Kyogen "Chidori (Catching Plovers)"
      The performers:
      Shigeyama, Senzaburo
      Shigeyama, Sengoro

      Noh Play "Atsumori"
      en.wikipedia.org/wiki/Atsumori_(play)
      The performers:
      Katayama, Kurouemon (living national treasure)
      Katayama, Kiyoshi
      Fukuou, Kazuyuki

      Bylo wspaniale. Teatr No jest wielki!

      Japonia da sie lubic!
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 24.12.08, 04:34
      Pisze z Kagoshimy. Serdecznie polecam odwiedzenie onsenu
      na swiezym powietrzu: "Furusato" pod dymiacym wulkanem
      Sakurajima. W tym celu trzeba z centrum Kagoshimy
      przeprawic sie promem na wyspe (a od 1914 roku - polwysep
      po gigantycznej erupcji wulkanu) gdzie lezy Sakurajima.
      Onsen jest koedukacyjny, lezy tuz nad brzegiem morza
      i jest swietym miejscem Shinto. Plawilem sie tam 2 godziny.
      Bosko!!!

      Japonia da sie lubicsmile
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 30.12.08, 04:44
      Wybierajacym sie do Japonii, serdecznie polecam ksiazeczke:

      The Original "POINT-AND-SPEAK" Phrasebook t.21 JAPAN

      autorstwa Toshiya Enomoto.

      Zawiera ona ok 3.000 uzywanych na codzien slow i zwrotow
      oraz dowcipny opis pewnych aspektow zycia w Japonii.

      Japonia da sie lubicsmile

    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 01.01.09, 10:50
      O polnocy w jednej ze swiatyn buddyjskich w kompleksie
      Daitoku-ji w Kioto, zaczely rozbrzmiewac uderzenia w wielki
      buddyjski dzwon. Bylo w sumie 108 uderzen, ktore mialy
      zniwelowac, w nowym roku 2009, 108 grzechow (w klasyfikacji
      buddyjskiej), jakie gnebia swiat. Kolejka chetnych do wykonania
      uderzenia zaczela formowac sie juz o 23:00. Ja takze walnalem
      w dzwon. Niestety nie wiem, ktory z grzechow wyeliminuje
      moje uderzenie w Nowym Roku wink (a przylozylem zdrowo).

      Japonia da sie lubicsmile
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 04.01.09, 10:26
      Moze jeszcze o jednym praktycznym pozytywie, jaki zaobserwowalem
      w Japonii. Japonczycy stosuja mnostwo automatow na dworcach,
      w autobusach ... w celu sprzedazy biletow, w bramkach
      wejscia/wyjscia z peronow. Ale zawsze jest tam jakis czlowiek
      w mundurku, ktory pomoze, gdy podrozny ma jakis klopot.
      Ja z tej (uprzejmej) pomocy korzystalem wielokrotnie.

      W Europie panuje moda na instalowanie automatow sprzedajacaych
      bilety. Chyba najwiecej we Francji. Ale nie ma tam ludzi, ktorzy
      pomoga podroznemu, gdy ten jest w klopocie...

      I jest to jeszcze jeden powod, dla ktorego

      Japonia da sie lubicsmile
      • chiara76 Re: Japonia da sie lubic :-) 04.01.09, 10:55
        onufry_z_oddali napisał:

        > Moze jeszcze o jednym praktycznym pozytywie, jaki zaobserwowalem
        > w Japonii. Japonczycy stosuja mnostwo automatow na dworcach,
        > w autobusach ... w celu sprzedazy biletow, w bramkach
        > wejscia/wyjscia z peronow. Ale zawsze jest tam jakis czlowiek
        > w mundurku, ktory pomoze, gdy podrozny ma jakis klopot.
        > Ja z tej (uprzejmej) pomocy korzystalem wielokrotnie.

        rozumiem, że angielski takiej obsługującej jest wystarczający aby wyjaśniła
        ewentualne wątpliwości czy też pomoc odbywa się na migi?
        >
        >
        >
        • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 04.01.09, 11:42
          chiara76 napisała:
          > rozumiem, że angielski takiej obsługującej jest wystarczający aby wyjaśniła
          > ewentualne wątpliwości czy też pomoc odbywa się na migi?

          hehe, raczej w to watpie. predzej wygrasz milion na loterii smile
          nawet trzeba miec spore szczescie zeby znalezc kogos kto mowi po angielsku w informacji.
        • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 04.01.09, 12:36
          chiara76 napisala:
          > rozumiem, że angielski takiej obsługującej jest wystarczający aby wyjaśniła
          > ewentualne wątpliwości czy też pomoc odbywa się na migi?
          > >

          Nigdy nie mialem problemu dogadania sie z takim mundurkiem.
          Np. gdy nie wiedzialem jakiej wysokosci bilet mam wykupic
          w automacie, pokazywalem nazwe stacji (po angielsku),
          a mundurek pokazywal mi cene biletu.

          To jest naprawde rozwiazanie bardzo ulatwiajace zycie.



          • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 04.01.09, 15:07
            onufry_z_oddali napisał:
            > Nigdy nie mialem problemu dogadania sie z takim mundurkiem.
            > Np. gdy nie wiedzialem jakiej wysokosci bilet mam wykupic
            > w automacie, pokazywalem nazwe stacji (po angielsku),
            > a mundurek pokazywal mi cene biletu.
            >
            > To jest naprawde rozwiazanie bardzo ulatwiajace zycie.


            czyli rozmowa byla na migi wink
            wedlug mnie to te mundurki sa tak potrzebni na stacjach jak ci co kieruja ruchem na pustych sklepowych parkingach. smiechu warte. no ale dzieki nim bezrobocie jest mniejsze niz w innych krajach smile
            • kabura Re: Japonia da sie lubic :-) 05.01.09, 06:17
              Na początku też nie mogłem załapać o co chodzi z tymi "staczami-pomagaczami",
              ale teraz czekam przy wjeździe na parking na pana, który mi pokaże, gdzie jest
              wolne miejsce, żebym nie musiał jeździć w kółko i szukać. A jeżdżąc po drogach
              poza Japonią wypatruję kogoś, kto pokaże jak objechać roboty drogowe, rozumiem
              też ból kierowców ciężarówek, którzy próbują się włączyć do ruchu z miejsca
              budowy, ale nie ma kto zatrzymać ruchu i ich "wyprowadzić". A robota stoi...
              Również "pomagierzy" na dworcach wydają mi się już nieodzowni, bo jak człowiek
              ma bardziej skomplikowaną potrzebę, to nawet nie wie, czy dany automat posiada
              taką funkcję...
              • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 06.01.09, 22:16
                kabura napisał:

                > Na początku też nie mogłem załapać o co chodzi z tymi "staczami-pomagaczami",
                > ale teraz czekam przy wjeździe na parking na pana, który mi pokaże, gdzie jest
                > wolne miejsce, żebym nie musiał jeździć w kółko i szukać. A jeżdżąc po drogach
                > poza Japonią wypatruję kogoś, kto pokaże jak objechać roboty drogowe, rozumiem
                > też ból kierowców ciężarówek, którzy próbują się włączyć do ruchu z miejsca
                > budowy, ale nie ma kto zatrzymać ruchu i ich "wyprowadzić". A robota stoi...
                > Również "pomagierzy" na dworcach wydają mi się już nieodzowni, bo jak człowiek
                > ma bardziej skomplikowaną potrzebę, to nawet nie wie, czy dany automat posiada
                > taką funkcję...

                ***

                Masz racje Kaburo. Takie sluzby pomocnicze sa bardzo potrzebne.
                Grubo myli sie Nekos, twierdzac, ze sluza one jedynie do
                formalnego zmniejszenia bezrobocia w Japonii. W moich podrozach
                po Japonii, panowie i panie stojacy przy dworcowych bramkach-
                automatach kilkanascie razy pomagali mi w roznych sytuacjach:
                a to udzielajac informacji jak dojechac do celu, a to przepuszczajac
                mnie przez bramke, gdy ta nie chciala mnie omylkowo przepuscic
                bo (blednie) uznala, ze bilet niewazny itd itp. Zawsze robili to
                w sposob uprzejmy i nad wyraz grzeczny.

                Wiele razy widzialem na ulicach Kioto, jak panowie ze sluzb
                pomocniczych sprawnie kierowali skomplikowanym ruchem pieszych,
                samochodow osobowych, autobusow (np. przy stacji Kitaoji).
                To jest bardzo potrzebna praca, ktora ulatwilaby takze zycie
                w Polsce. No ale Nekos nie jest w stanie tego zrozumiec...

                Pozdr.
                O.
                • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 08:15
                  onufry_z_oddali napisał:
                  No ale Nekos nie jest w stanie tego zrozumiec...


                  wbrew pozorom nekos rozumiem ciebie lepiej niz ci sie wydaje. ja tez przez
                  pierwsze 2-3 lata pobytu tutaj bylem zachwycony japonia i wszystkim co
                  japonskie. teraz po ponad 12 latach nie patrze juz na japonie oczami turysty.
                  przeszedlem przez tyle ze gdybym mial talent do pisania to moze niezla ksiazke
                  bym napisal wink
                  nie robi na mnie wrazenia wyuczony usmiech stewaressy w pociagu czy sztuczny
                  uklon do pasa pani w sklepie. raczej wolalbym gdyby robily to naturalnie lub w
                  ogole tego nie robily jezeli nie maja na to ochoty. rozumiem ze rozmawiales
                  prywatnie z takimi paniami i wiesz co naprawde czuja usmiechajac sie przez caly
                  dzien od ucha do ucha i klaniajac sie do pasa klientom za marna pensje. to samo
                  dotyczy dziadkow w mundurkach ktorzy kieruja ruchem na parkingach (a tak
                  naprawde nie bardzo wiedza co robia) i kaza jechac na nastepny parking bo na tym
                  nie ma wolnych miejsc a ja z daleka widze ze miejsca sa.
                  zycze ci onufry powrotu do japonii. nastepnym razem na dluzej smile
                  pozdr. i sayonara!
                  • aree Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 13:27
                    Mnie też śmieszą te naciągane miejsca pracy w Japonii. Na całym
                    świecie jesteś w stanie sobie kupić bilet i znaleźć na mapie cel
                    podróży, a w Japonii nie jesteś w stanie, potrzebujesz pana, który
                    wsunie za ciebie pieniądze do automatu i ukłoni się podając ci
                    resztę, którą wyrzucił tenże automat. Po co? Przeżyłam podobną
                    sytuację na zapadłej wsi na kompletnie opustoszałym dworcu, ale za
                    to z dwoma mundurowymi. No i jeden z nudów obsłużył mi automat. Nie
                    pomógł mi w niczym, ale się nieźle napracował.

                    Nie masz Onufry raczej wrażenia, że to jest ogłupianie ludzi?
                    Przecież jak sobie nie radzisz to można zapytać przechodnia, ale
                    daję głowę, że za każdym razem byś sobie sam poradził. Jak cię
                    bramka nie przepuści na ważnym bilecie, to próbujesz jeszcze raz i
                    zadziała, a jak nie, to możesz i tak bez problemu przejść.

                    Ale i tak ich wszystkich lubię za uśmiech, sympatię i, jakby nie
                    było, chęć pomocy zawsze i wszędzie wink

                    Za to brak napiwków to czysty skarb!!! Nikt nie czeka z żebrzącym
                    wzrokiem czy dasz mu "dolara" czy tylko pół za to, że raczył pokonać
                    trasę 2 metrów z twoja "szklanką soku".
                    • mefs Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 15:52
                      aree napisała:

                      > Mnie też śmieszą te naciągane miejsca pracy w Japonii. [cut]

                      Pozwolę się nie zgodzić, choć częściowo. Na Święta przyleciałem do Polski
                      (Święta, rodzina, znajomi, etc.). Traf chciał, że zapragnąłem zakupić jeansy.
                      Zaskoczyło mnie, jak bardzo zmieniła się obsługa przez niecałe pół roku.
                      Ponieważ noszę rozmiar 31/34 zatem nie ma innej rady, jak tylko zapytać się
                      kogoś z obsługi, czy taki rozmiar jest. Inaczej można stracić godzinę tylko po
                      to, by przekonać się, że takiego rozmiaru nie ma.
                      Jeszcze w wakacje do człowieka podchodził sprzedawca i pytał się, czy nie pomóc.
                      Teraz jest odwrotnie. Stoję po środku (pustego) sklepu, czekam aż ktoś
                      podejdzie... trzy panny ze sobą gadają i nie było żadnej reakcji. Musiałem
                      przerwać im pasjonującą rozmowę, bo inaczej stałbym tak do zamknięcia sklepu, a
                      może do dnia następnego.

                      btw, zauważyliście, że ceny poszły znacząco w górę?

                      Choć najbardziej zaszokowany byłem w innym sklepie - podchodzę do kasy, chcę
                      zapłacić za towar (przy kasie siedzą dwie dziewczyny, obydwie w firmowych
                      mundurkach, rzecz jasna zajęte rozmową), nastąpił dialog pomiędzy mną [j] i
                      kasjerką [k]:
                      [j] Przepraszam, czy te kasy są czynne?
                      [k] A co pan chce?
                      [j] Chcę zostawić w sklepie swoje pieniądze (pokazuję jakiś sprzęt sportowy
                      trzymany w rękach)
                      [k] (wyraz totalnego niezrozumienia sytuacji na twarzy)
                      [j] Chciałem zapłacić za rzeczy, które wybrałem. (a trzymam je cały czas przed
                      sobą, ciężko ich zatem nie zauważyć)
                      [k] A... to niech pan podejdzie.

                      Swoją drogą już wolałbym kilka osób, które witają mnie w progu, mówią, że
                      takiego rozmiaru nie ma i żegnają przy wyjściu.
                      • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 16:03
                        mefs napisał:
                        > [j] Przepraszam, czy te kasy są czynne?
                        > [k] A co pan chce?
                        > [j] Chcę zostawić w sklepie swoje pieniądze (pokazuję jakiś sprzęt sportowy
                        > trzymany w rękach)
                        > [k] (wyraz totalnego niezrozumienia sytuacji na twarzy)
                        > [j] Chciałem zapłacić za rzeczy, które wybrałem. (a trzymam je cały czas przed
                        > sobą, ciężko ich zatem nie zauważyć)
                        > [k] A... to niech pan podejdzie.
                        >
                        > Swoją drogą już wolałbym kilka osób, które witają mnie w progu, mówią, że
                        > takiego rozmiaru nie ma i żegnają przy wyjściu.


                        hahaha! niezle smile
                      • chiara76 Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 16:06
                        mniej więcej podobnie ostatnio się czuliśmy kupując dżinsy dla mojej drugiej
                        połowy. Ale ja akurat odwrotnie, ponieważ prawie nie widuję miłych sprzedawczyń,
                        wolę sama przekopać się przez stosy dźinsów i znaleźć, co mi potrzeba albo i
                        nie, niż wdawać się z nimi w pogawędkę, z której jasno wynika, że ja jej
                        przychodzę głowę zawracaćwink albo związek rozbić co gorsza, bo z jedną z trzech
                        gawędził absztyfikantwink
                  • mefs Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 15:22
                    nekos napisał:

                    > przeszedlem przez tyle ze gdybym mial talent do pisania to moze
                    > niezla ksiazke bym napisal wink

                    Nekosie, ależ Twoje posty czyta się z zapartym tchem! Marcin Bruczkowski wszak
                    Mickiewiczem nie jest, a wiele osób jego książki czytało. Może jednak powinieneś
                    coś napisać? Choćby blog prowadzić... później coś się z bloga wykroi i jako
                    książkę wyda wink

                    PS: a wszystkim życzę pomyślnego Nowego Roku (bo na Merru Christmasu już za późno)
                  • kabura Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 15:33
                    A mnie moje 12 lat wyleczyło z nadmiernego sceptycyzmu (nie tylko w stosunku do
                    Japonii, ale również innych krajów). Nekos napisał, że go sztuczny uśmiech nie
                    wzrusza, a mnie wręcz przeciwnie, bo nie ma już wielu takich miejsc na świecie,
                    gdzie pracownik usług jest jak wartownik przy grobie nieznanego żołnierza i nie
                    popsujesz mu "humoru" swoim zachowanem, choćbyś nie wiem jak się starał. Aree
                    napisała, że dla niej bezsensowną była "automatyczna" pomoc dwóch jakichś tam
                    pracowników stacji, dla mnie to ewenement - wyobraźcie sobie np. w Polsce kogoś,
                    kto pomaga, choć nie musi. Palcem by nie kiwnął. Nie przydali się? Cóż, dzięki
                    nim wiesz, że w tym kraju nie jesteś zostawiona na pastwę losu, że "jakby co" to
                    tam jest ten "bezużyteczny pan", który może w każdej chwili naprawdę pomóc i
                    zrezygnuje z posiłku lub przedłuży godziny pracy bylebyś była zadowolona (z
                    komepetencją różnie bywa, ale to bardzo globalny problem przecież).
                    Jestem użytkownikiem/klientem, nie chcę wnikać, kto co czuje, gdy mnie
                    obsługuje, nie obchodzi mnie, czy ma zły dzień, czy myśli o mnie źle, czy
                    dobrze. Ma być grzeczny i uczynny, ma wiedzieć co robi. Przykład Nekosa z
                    parkingiem jest nietrafiony, gdyż nie jesteśmy w stanie stwierdzić "na oko" wg
                    jakich instrukcji działa dany pracownik. Ze mną było podobnie - wkurzało mnie,
                    że czasem nie dostawałem ulotek na rogu ulicy, oczywiście zakładałem, że to
                    zwykły rasizm. Dekadę zajęło mi pojęcie faktu, że rozdający ma dokładne
                    wytyczne, których się muszą trzymać - np. "rozdawać chusteczki reklamowe office
                    ladies wyglądającym na między 20 a 30 rok życia". Zakładanie, że pan na parkingu
                    lub dworcu jest głupkiem czy rasistą "bo tak mi to wygląda" jest zakładaniem na
                    wyrost - bez poznania prawdziwych przyczyn pewnych zachowań nasze przedwczesne
                    osądy można jedynie o kant stołu rozbić.
                    • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 16:18
                      kabura napisał:
                      > A mnie moje 12 lat wyleczyło z nadmiernego sceptycyzmu (nie tylko w stosunku do
                      > Japonii, ale również innych krajów).

                      wyjasnij mi jeszcze cos czego do dzisiaj nie rozumiem wink dlaczego pracownice w
                      japonskich sklepach, domach towarowych, itp nie chodza tylko zawsze biegaja po
                      sali? nawet jezeli sklep jest prawie pusty.
                      • mefs Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 16:22
                        nekos napisał:

                        > wyjasnij mi jeszcze cos czego do dzisiaj nie rozumiem wink dlaczego
                        > pracownice w japonskich sklepach, domach towarowych, itp nie chodza
                        > tylko zawsze biegaja po sali? nawet jezeli sklep jest prawie pusty.

                        Nie chodzi może o jak najszybsze przemieszczenie się z punktu A do punktu B? Czy
                        może mój umysł jest zbyt ograniczony? wink
                        • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 16:30
                          mefs napisał:

                          > Nie chodzi może o jak najszybsze przemieszczenie się z punktu A do punktu B? Cz
                          > y
                          > może mój umysł jest zbyt ograniczony? wink


                          ale po co biec te 5-10 metrow i z powrotem? przeciez mozna przejsc tak jak to
                          robia sprzedawcy. moze paniom chodzi o zgubienie kilku kalorii wink
                          • chiara76 Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 16:40
                            nekos napisał:

                            > mefs napisał:
                            >
                            > > Nie chodzi może o jak najszybsze przemieszczenie się z punktu A do punktu
                            > B? Cz
                            > > y
                            > > może mój umysł jest zbyt ograniczony? wink
                            >
                            >
                            > ale po co biec te 5-10 metrow i z powrotem? przeciez mozna przejsc tak jak to
                            > robia sprzedawcy. moze paniom chodzi o zgubienie kilku kalorii wink
                            >
                            >
                            ja ostatnio gdzieś wyczytałam, że w polskich galeryjnych sklepach
                            sprzedawczyniom nie wolno siadać, bo to by raziło (??) klientów...i fakt, jak
                            się rozejrzeć, to nie ma nic, na czym by mogły siąść. Może na zapleczu. To by
                            wyjaśniało, czemu w większości sytuacji są niemiłe. Może też bym była, gdybym
                            miała prawie 8 godzin stać.
                            • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 16:54
                              chiara76 napisała:
                              ja ostatnio gdzieś wyczytałam, że w polskich galeryjnych sklepach
                              > sprzedawczyniom nie wolno siadać, bo to by raziło (??) klientów...i fakt, jak
                              > się rozejrzeć, to nie ma nic, na czym by mogły siąść. Może na zapleczu. To by
                              > wyjaśniało, czemu w większości sytuacji są niemiłe. Może też bym była, gdybym
                              > miała prawie 8 godzin stać.


                              fakt, w japonii nigdy nie widzialem siedzacej sprzedawczyni. chyba ze babcie w jakims malym sklepiku.
                              • mefs Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 17:03
                                nekos napisał:

                                > fakt, w japonii nigdy nie widzialem siedzacej sprzedawczyni. chyba
                                > ze babcie w jakims malym sklepiku.

                                W dublińskich mallach również obsługa stoi. We wszystkich sklepach właściwie.
                      • aree Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 17:52
                        nekos napisał:
                        > wyjasnij mi jeszcze cos czego do dzisiaj nie rozumiem wink dlaczego
                        pracownice w
                        > japonskich sklepach, domach towarowych, itp nie chodza tylko
                        zawsze biegaja po
                        > sali? nawet jezeli sklep jest prawie pusty.

                        o to akurat to ja bardzo dobrze rozumiem wink wink Oj Nekosie, chodzi o
                        pokazanie zaangażowania, że pani zależy, że się stara, że jest
                        szybka, a jak jest szybka, to nawet 3 metry musi potruchtać.

                        Nigdy nie zapomnę wymiany pieniędzy w banku w Kyoto. Pani biegała i
                        biegała, truchtała i podbiegała, raz do mnie, raz do szefa, później
                        do maszyny kserującej, znowu do mnie, następnie do komputera, znowu
                        do mnie i tak w kółko. Trwało to wszystko godzinę, ale pani tak
                        biegała i się starała, że miałam ciarki na plecach i czułam się
                        jakby minęło 5 minut... Efekt biegania był? wink
                      • kabura Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 22:04
                        Nie napisałem, że pojąłem Tajemnice Wszelkie. Zasugerowałem jeno, że nie nabijam
                        się już z rzeczy, które tylko wydawało mi się, że rozumiem. Nawet pozytywne
                        rzeczy można źle zinterpretować jak te słynne mokre szmatki w supermarketach,
                        które wcale nie są do wycierania, tylko do nawilżania palców podczas
                        "rozklejania" toreb i woreczków foliowych (zastępstwo języka).

                        A tak w ogóle to jeśli chodzi o stwarzanie wrażenia "rąk pełnych roboty" to
                        chyba dość powszechny trik marketingowy? Jeśli widziałeś, jak pani biega po
                        pustym sklepie, to znaczy, że jest na widoku. Przyciągnęła Twój wzrok, spełniła
                        swoje zadanie lepiej niż tylko gdyby spacerowała między półkami.

                        To tak jak pracownicy kombini przekładający pudałka z miejsca A do miejsca A, bo
                        mają w instrukcji, że ich obecność i "zajęcie" odstrasza potencjalnych
                        złodziejaszków chcących zwinąć coś z półki. Dla zwykłego klienta wyglądają to na
                        totalny bezsens, tylko ten, kto pracował w takim sklepie nie bęzie się śmiał.

                        Miałem wczoraj zebranie dotyczące prowadzenia nadchodzących egzaminów
                        centralnych. Kilka instrukcji łącznie jakieś 200 stron. Zachowania i odruchy
                        (np. zakazy udzielania rad zdającym, choćby nie wiem jak trywialnych rzeczy
                        dotyczyły), które można by wyśmiać na pierwszy rzut oka, okazują się być
                        uzasadnione prawnie i etycznie, stanowić zabezpieczenie przed podaniem do sądu,
                        czy przed zwykłą niesprawiedliwością wobec innych zdających. Niestety nie mamy
                        łatwego dostępu do takich instrukcji i zasad, które panują w danej branży, ale
                        chyba naturalnie jest założyć, że takowe istnieją.

                        Innym problemem jest kwestia naszego podejścia, postrzegania pewnych rzeczy. W
                        Twoich oczach pani w sklepie wygląda na idiotkę, a może w oczach tubylca uchodzi
                        za "przykładającą się do pracy"? To tak jak z tym krzywym człapaniem - dla
                        Ciebie to może być cios dla oczu, a dla owej dziewczyny kwintesencja "bycia kawaii".
                    • aree Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 17:58
                      kabura napisał:
                      >Aree
                      > napisała, że dla niej bezsensowną była "automatyczna" pomoc dwóch
                      jakichś tam
                      > pracowników stacji, dla mnie to ewenement

                      ale wytłumacz mi po co?? Czy zwykły człowiek sam nie potrafi
                      obsłużyć maszyny z "dwoma" guzikami?

                      Bezsensowne jest porównywanie zachowań w tym przypadku do Polski, bo
                      podobnego chamstwa do naszego trudno znaleźć na świecie, ale Japonia
                      zdecydowanie "przegina" w drugą stronę. No ale ja akurat osobiście
                      bardzo to przegięcie lubię, bo takiej sympatii jak w tym kraju to ze
                      świeczką szukać.
                      • kabura Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 22:09
                        No właśnie o to chodzi!
                        Przecież portier w porządnym hotelu otwiera Ci drzwi, choć sama potrafisz to od
                        dziecka! Owo "dobre wrażenie" jakie jego grzeczność i usłużność zostawią jest
                        częścią tego "marketingu", tu nie chodzi o to, czy Ty coś umiesz, czy nie.
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 06.01.09, 22:32
      To jest moj ostatni post na tym forum.

      Staralem sie w tym watku przytoczyc szereg cech Japonczykow,
      dla ktorych Japonia da sie lubic. (Oczywiscie ten zwrot byl
      parafraza "Warszawa da sie lubic"). Jak kazda rzecz na swiecie
      w Japonii dobre rzeczy sa przemieszne ze zlymi. Chcialem
      wydobyc te dobre, bo one buduja i one moga nas-Polakow
      zblizyc do Japonczykow. Pisalem tez raczej o rzeczach
      pragmatycznych. Ale jak to czesto w zyciu bywa, to nie
      rzeczy wymierne decyduja o tym czy kogos lub cos lubimy
      albo nie.

      I tak tez bylo w moim wypadku. To, co mi najbardziej utkwilo
      w pamieci to ... usmiech stewardessy z shinkasena Kioto-Tokio.
      Byl on kwintesencja opiekunczosci, zyczliwosci, szacunku
      i stu innych przymiotow. Na stale utkwil w mej pamieci i
      jest dla mnie symbolem Japonii.

      Arigato gozajmas Japonio!

      Japonia da sie lubicsmile

      • onofrio Re: Japonia da sie lubic :-) 02.04.11, 20:01
        Bylem znow 2 tygodnie w Japonii. 11 marca przypadl w polowie mego pobytu.
        Ale bylem w moim ukochanym Kioto na moim ukochanym Kyoto University.
        11 marca mialem wyklad. Na sali 2 noblistow. Wyklad skonczyl sie o 12:00.
        Poszlismy na obiad. Jedzac go nie wiedzielismy o tsunami, ktore zaatakowalo
        Tohoku ok. 12:30. W Kioto nie odczulem tego trzesienia ziemi. Dopiero
        za kilka dni slabe wtorne.

        Japonczycy mi zaimponowali spokojem, solidarnoscia, wszystkim.
        Mialem wiele spotkan z roznymi Japonczykami: naukowcami, mnichami buddyjskimi
        w zwiazku z ogrodami zen, mistrzami ceremonii herbacianej (z 2 ogrodow herbacianych
        Senke), kaplanami i kaplankami Shinto.

        No a potem powrot do Polski, do kraju nieuprzejmosci, chamstwa ...

        Na szczescie ciagle mam przed oczyma Japonie.

        Japonia da sie lubic smile

        Wiele wrazen
        • onofrio Re: Japonia da sie lubic :-) 06.04.11, 14:03
          Przepraszam za pomylke. Tsuniami udzerzylo we wschodnie wybrzeze Tohoku
          o ok. 14:45. Bylem wtedy w Chramie Gokoku na poludnie od Kioto. Nieczesto
          odwiedzam chramy, bo interesuja mnie bardziej buddyjskie ogrody zen.
          Ale w chramie Gokoku jest ciekawy ogrod z fantastyczna tsukubai. Ale ogrod
          byl zamkniety. Z pomooca pospieszyla nam pewna kaplanka Shinto, ktora pracuje
          w tym Chramie. Pokazala nam ogrod po czym szczegolowo zanalizowala zdjecia
          mego ogrodu "japonskiego". Jestem jej za to dozgonnie wdzieczny.

          Gdy dojechalismy (ok 18:00) do glownego dworca w Kioto, zauwazylismy tlum
          przy wejsciu do Shinkansen i stojacy shinkansen. Po dotarciu do hotelu, na
          wszystkich programach TV mowa byla o tsunami.

          Taki to byl zwariowany 11.03.2011.



        • tomasz.szapt Re: Japonia da sie lubic :-) pięknie pięknie 08.04.11, 10:46
          Japonczycy nie tylko opiekuja sie troskliwie delfinami, zeby sie nie blakaly samotnie po oceanach:
          www.youtube.com/watch?v=GaDcDwwt6as
          Potrafia takze niezle opiekowac sie rybkami, które plywaja w ich akwariach (ikizukuri):
          www.youtube.com/watch?v=tck-DEbjlUY
          A to dla chetnych, zeby dowiedziec sie co to jest ikizukuri:
          www.youtube.com/watch?v=4-d-NNdarFQ
      • kabura Re: Japonia da sie lubic :-) 07.01.09, 22:22
        Tylko czy to pogotowie potem od razu trafiło gdzie trzeba?
        Ostatnio w Sapporo umarł wcześniak, bo kierowca karetki nie miał wytycznych co
        do kolejności i priorytetów podczas uzyskiwania informacji o wolnych inkubatorach.

        Niestety "manuale" dostają co chwila nowe strony z powodu wypadków, mniejszych
        czy większych tragedii, pozwań do sądu (oczywiście za każdym razem pracownicy są
        zwoływani i razem uczą się "nowości"). To właśnie druga strona medalu -
        instrukcje są tak dobrze dopracowane, że człowiek zatraca zdroworozsądkowy
        instynkt inteligentnego odruchu i tylko wertuje w głowie lub dosłownie "księgi
        wiedzy wszelakiej" pomyślane na 100 różnych scenariuszy (właśnie zdarzył się sto
        pierwszy i leżycho). Dlatego nam, ludziom z Zachodu, Japończycy często wydają
        się być robotami bez własnego zdania. Z drugiej strony gdybym stanął w
        podbramkowej sytuacji podczas egzaminów centralnych i miał sam o czymś
        zadecydować, to wolałbym nie, bo teraz już wiem jakimi konsekwencjami może się
        to skończyć dla mojego pracodawcy. Zadzwoniłbym "na górę" i czekał "udając
        zajętego"...
        • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 08.01.09, 09:31
          przejezdzajac dzisiaj obok robot drogowych (prawie na kazdej ulicy o tej porze
          roku) specjalnie policzylem ilu panow w kamizelkach z palkami w reku kieruje
          ruchem. naliczylem ich siedmiu chociaz odcinek na ktorym byly roboty byl bardzo
          krotki. pierwszy pan machnal palka ze mam jechac na co drugi ktory stal
          niedaleko za nim wyskoczyl na ulice i zaczal machac ze mam stanac. bylem juz w
          ruchu wiec musialem sie zatrzymac i cofnac do tylu. ulica byla pusta i za chwile
          znowu zaczelo sie machanie palkami ze mam jednak jechac. tak jak wspomnialem
          wczoraj panowie w kamizelkach czesto nie bardzo wiedza co robia. szczegolnie jak
          stoi ich tylu gdzie wystarczyloby dwoch z trzecim na zmiane.
          • poziomka001 Re: Japonia da sie lubic :-) 08.01.09, 14:52


            he he, na mojej uliczce, ktora przejezdzaja moze ze 3 samochody dziennie tez
            trwaja roboty, wylewaja 15 warstw asfaltu i po kazdym wylaniu maluja wszystkie
            mozliwe znaki, po czym po paru dniach znowu zalewaja asfaltem - moja mama płacze
            ze śmiechu ilekroć tamtędy przechodzi.

            Teraz już chyba zakończyli z asfaltem, bo zabrali się za chodniczki i to samo -
            wczoraj rano 8 facetów naliczyłam, z czego 4 kierowało ruchem pieszych - a
            pieszych to tam jest może 5 na godzinę. W tym wypadku spokojnie i pól faceta by
            wystarczyło do kierowania tym całym "przedsięwzięciem" - także wesoło jest.

            A co do entuzjastów japońskiej grzeczności, to nie znam nikogo, kto pojechał na
            krótko do Japonii i nie wróciłby zachwycony. Wszyscy opowiadają same ochy i
            achy. Niestety cały ten cyrk przy bliższym poznaniu trochę traci wink

            • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 09.01.09, 15:43
              poziomka001 napisała:
              > he he, na mojej uliczce, ktora przejezdzaja moze ze 3 samochody dziennie tez
              > trwaja roboty, wylewaja 15 warstw asfaltu i po kazdym wylaniu maluja wszystkie
              > mozliwe znaki, po czym po paru dniach znowu zalewaja asfaltem - moja mama płacz
              > e
              > ze śmiechu ilekroć tamtędy przechodzi.
              >
              > Teraz już chyba zakończyli z asfaltem, bo zabrali się za chodniczki i to samo -
              > wczoraj rano 8 facetów naliczyłam, z czego 4 kierowało ruchem pieszych - a
              > pieszych to tam jest może 5 na godzinę. W tym wypadku spokojnie i pól faceta by
              > wystarczyło do kierowania tym całym "przedsięwzięciem" - także wesoło jest.
              >
              > A co do entuzjastów japońskiej grzeczności, to nie znam nikogo, kto pojechał na
              > krótko do Japonii i nie wróciłby zachwycony. Wszyscy opowiadają same ochy i
              > achy. Niestety cały ten cyrk przy bliższym poznaniu trochę traci wink
              >


              ja zawsze mialem chec spytac czy znacie kogos kto przyjechal do japonii na urlop
              i wrocil niezadowolony. wiele osob prosi o porady przed wyjazdem a po powrocie
              cisza. zadnych relacji.
              osobiscie znam kilka takich osob ktorym japonia sie nie podobala. jedna z nich
              jest moja mama ktora zwiedziala prawie pol swiata i po wiekszej czesci wraca pod
              wrazeniem a japonia nigdy nie byla zachwycona. wrecz przeciwnie. jestem pewny na
              100% ze gdyby mnie tutaj nie bylo to pojechala by znowu gdzies do ameryki
              poludniowj lub afryki ale nigdy nie do japonii.
              • kabura Re: Japonia da sie lubic :-) 09.01.09, 17:59
                Do niektórych krajów jedzie się z takim bagażem stereotypów, że
                przyjezdny czasem nie widzi nic, tylko te złe strony, o których się
                tyle naczytał zatracając zmysł logicznej obserwacji.
                W przypadku Twojej mamy nie możesz zapominać o aspekcie nechęci do
                kraju, który "zabrał jej syna". Nie licz na to, że Ci powie, iż coś jej
                się podobało smile
                • izabelai Re: Japonia da sie lubic :-) 19.02.09, 12:12
                  Ja mam za soba juz 9 lat mieszkania na Okinawie i nie wiem dlaczego,
                  ale ja ta wyspe z dnia na dzien coraz bardziej lubie. To znaczy
                  zawsze mi sie podobalo tutaj bardzo, ale teraz to juz prawie
                  negatywow nie widze, choc wiem, ze sa.
                  Za to bardzo lubie tutaj:
                  - convinience stores (Lawson, FamilyMart i Coco) z ubikacjami
                  bezplatnymi (dwojka dzieci na stanie)
                  - ubikacje w prawie kazdym parku (ostatnio bylam na bazie
                  amerykanskiej i dziecko kolezanki musialo isc w krzaki), i w dodatku
                  z papierem toaletowym
                  - uprzejmosc i grzecznosc polaczona z okinawanskim wdziekiem i
                  bardzo radosnym sposobem zachowania.
                  - brak napiwkow
                  - luz okinawanski
                  - tanie i bardzo dobre jedzenie
                  - ecobags o ktorych notorycznie zapominam niestety
                  - super obsluga (rozpuscilam sie jak dziadowski bicz tutaj)
                  - szybkie pogotowie ratunkowe - z wlasnego doswiadczenia, synka
                  potracil samochod, pogotowie juz bylo slychac zanim kobieta
                  skonczyla rozmowe przez telefon
                  - uprzejmosc na drogach
                  - piekne morze
                  itp. itd.
                  • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 20.02.09, 14:29
                    bezplatne toalety rzeczywscie sa wszedzie i prawie nie trzeba ich szukac. nawet
                    w malym parku czesto jest wiecej niz jedna. i moze w nich nie byc mydla lub
                    recznika ale zwsze jest kilka rolek papieru. mozna tez wejsc do pierwszego
                    lepszego convinience store i tam skorzystac z toalety.
              • poziomka001 Re: Japonia da sie lubic :-) 10.01.09, 07:56

                ja osobiście nie znam nikogo takiego, wszyscy są zachwyceni, a jedynym wyjątkiem
                jest moja mama, tzn. zabytki jej się zawsze podobają i takie tam, ale reszta i
                całokształt już nie specjalnie. Cała reszta pieje z zachwytu smile
          • kabura Re: Japonia da sie lubic :-) 08.01.09, 14:55
            Przez moje dwanaście lat widziałem takie sytuacje 2-3 razy (nie dokłądnie takie
            same, ale nie było jasne do czego przy słupie robią panowie nr 4 i 5, bo nr 1
            kopał, nr 2 fotografował, nr 3 zapisywał), za to czytałem o nich chyba w każdej
            książce i słysze w każdej gajdzińskiej opowieści.
            Ale może to znów wina Wyspy Z Centralnym Ogrzewaniem, nie można zapominać, że my
            tu mamy bidę i nie stać nas na staczy pracujących tuzinami.
            • mefs Re: Japonia da sie lubic :-) 08.01.09, 15:21
              kabura napisał:

              > Ale może to znów wina Wyspy Z Centralnym Ogrzewaniem, nie można
              > zapominać, że my tu mamy bidę i nie stać nas na staczy pracujących
              > tuzinami.

              W Dublinie panowie remontujący chodniki (wymiana płyt chodnikowych z brzydkich
              na ładne, a przy okazji zacierają ślady po ułożeniu kabla, które nastąpiło
              jakieś trzy miesiące temu, a ślad ten jest widoczny jako pas czegoś podobnego do
              asfaltu), pracują w grupach około sześciu osób. Około, bo nigdy wszystkich
              sześciu na raz pracujących nie widziałem, ale czasami bywa ich nawet ośmiu. Z
              reguły jeden opiera się o łopatę, drugi przesuwa nowe płyty, trzeci faktycznie
              coś robi, jeden bądź nawet dwóch odpoczywa w kontenerze (przebieralnia + bufet +
              toaleta), a jeden jest zaginiony w akcji. Ruchem nikt nie kieruje, bo wszystko
              jest ładnie otoczone plastikowym płotkiem ponad metrowej wysokości. Dziennie
              przesuwają się czasami nawet i o całe trzy metry. Jak przyjeżdża inżynier
              nadzoru, to dziesięć, ale inżynier był tylko raz i tylko raz nastąpił tak
              znaczny postęp w pracach wink

              Ale za to ruchem pieszych kieruje pan przy wyjeździe z pobliskiej budowy. To już
              ma sens, bo kierowcy wielkiego ciągnika siodłowego byłoby ciężko zauważyć
              plączących się pieszych ze słuchawkami na uszach. Poza tym pan od kierowania
              ruchem musi na chwilę zatrzymać cały ruch na Pearse St, bo inaczej ten pojazd w
              życiu by nie wyjechał z placu budowy - jest po prostu duży i wyjazd wymaga kilku
              manewrów.
            • mefs Re: Japonia da sie lubic :-) 08.01.09, 15:24
              kabura napisał:

              > Ale może to znów wina Wyspy Z Centralnym Ogrzewaniem, nie można
              > zapominać, że my tu mamy bidę i nie stać nas na staczy pracujących
              > tuzinami.

              Byłbym zapomniał, w USA podczas remontu autostrady również stoi pan z
              chorągiewką, by było widać (prócz znaków), że człowiek się zbliża do obszaru
              robót. Czasem nawet tą chorągiewką machał. wink
    • nekos :-((( 09.05.09, 15:40
      straty toyoty, straty nintendo, rosnace bezrobocie, itd, itd.
      czy macie jakies dobre wiadomosci z japonii???
    • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 24.05.09, 11:31
      Witam,

      Ja juz dawno wrocilem do Polski z Japonii. W miedzyczasie bylem
      w Indiach i wiele rzeczy w pamieci sie zatarlo. Ale ostatnio
      znow wspominam cos japonskiego z sentymentem. Chodzi o rzecz
      prozaiczna: pralke. Mielismy w Japoni cudowna pralke, pracujaca
      cicho, szybko, prosto, z bebnem obracjacym sie poziomo i
      ladowana od gory.

      Zapragnelismy ostatnio kupic taka pralke w Polsce. Bo ta, ktora
      mielismy w Polsce popsula sie, a poza tym byla bardzo glosna
      (beben obracajacy sie pionowo). Niestety w Polsce nie mozemy
      takiej "japonskiej" pralki dostac. I znow tesknie za Japonia...

      Japonia da sie lubic!
      • mefs Re: Japonia da sie lubic :-) 24.05.09, 18:04
        onufry_z_oddali napisał:

        > [cut] Ale ostatnio
        > znow wspominam cos japonskiego z sentymentem. Chodzi o rzecz
        > prozaiczna: pralke. Mielismy w Japoni cudowna pralke, pracujaca
        > cicho, szybko, prosto, z bebnem obracjacym sie poziomo i
        > ladowana od gory.

        Taka pralka, jaką opisałeś jest typową amerykańską pralką (acz o tym, że jest
        cicha, to bym jednak nie powiedział, choć faktycznie jest cichsza od tych
        "tradycyjnych", które mamy w Europie).

        I może mnie pamięć mylić, ale widziałem coś takiego do kupienia w Łodzi jakiś
        czas temu (tj dwa, czy trzy lata temu) w którymś ze sklepów ze sprzętem AGD. Z
        tym, że chyba zbyt wielu chętnych na taki sprzęt nie było - te pralki są po
        prostu większe od tych z bębnem zamontowanym pionowo.
        • onufry_z_oddali Re: Japonia da sie lubic :-) 25.05.09, 21:48
          Dzieki za odpowiedz.

          Mimo, ze jak piszesz jest to typowo amerykanska pralka, to
          z pewnoscia perfekcyjni Japonczycy ja sporo udoskonalili.
          Pewnie w Polsce takiej nie zdolam kupic. Patrzylem na Allegro,
          ale tam "amerykanskie pralki" sa bardzo duze i Made in USA.
          Ta w Kioto byla bardzo cicha. Dla mnie to ogromna zaleta smile

          Pozdr.
          O.
          • chiara76 Re: Japonia da sie lubic :-) 25.05.09, 21:52
            onufry_z_oddali napisał:

            > ale tam "amerykanskie pralki" sa bardzo duze i Made in USA.
            > Ta w Kioto byla bardzo cicha. Dla mnie to ogromna zaleta smile
            >
            > Pozdr.
            > O.


            dla sąsiadów pewnie teżsmile
            Ja na przykład zawsze słyszę sąsiadkę z góry a raczej jej pralkę, która kotłuje
            się w nocy;/
        • nekos Re: Japonia da sie lubic :-) 26.05.09, 04:33
          tego typu japonski pralki sa sporo mniejsze do amerykanskich. wade
          tez maja bo nie podgrzewaja wody. cale pranie odbywa sie w zimnej
          wodzie wiec potrzebny jest specjalny proszek lub plyn do prania
          ktorego pewnie w polsce nie kupisz sad
          ja wlasnie dzisiaj oddalem swoja pralke znajomym.
      • byniek_555 Re: Japonia da sie lubic :-) 25.12.09, 15:45
        > Zapragnelismy ostatnio kupic taka pralke w Polsce. Bo ta, ktora
        > mielismy w Polsce popsula sie, a poza tym byla bardzo glosna
        > (beben obracajacy sie pionowo).

        Dwa łożyska wystarczyło wymienić, ew. amortyzatory, wtedy nie
        hałasuje i nie skacze smile.

        Do malkontentów:
        Piecyk sobie był. Japoński, stary i naftowy, zepsuty od lat. Lubię
        rozkręcać, zajrzałem więc do środka, Polak potrafi smile. To jest
        zwykła lampa naftowa z ekranem i elektroniką, przepalona była tylko
        świeca do odpalania - dla mnie 5 minut roboty. Wyjąłem świecę,
        mówię, że wystarczy kupić taką samą nową i piec będzie OK. Nikt z
        Japończyków nie wierzył, że się dokupi świecę, bo model pieca był
        muzealny jak na miejscowe warunki (10 lat). Poszedłem do pierwszego
        lepszego sklepu ze sprzetem, pokazałem sprzedawcy przepaloną świecę
        a ten wpadł w panikę. Najpierw wyjął ze 3 katalogi, czegoś tam
        szukał, potem dzwonił. Wreszcie ukłonił się ze 3 razy, zniknął
        gdzieś na 15 minut, przyniósł nowe katalogi i znowu gdzieś dzwonił.
        Ponownie zniknął i wreszcie ...wrócił rozpromieniony niosąc nową
        świecę! W życiu nie widziałem tak szczęśliwego Japończyka smile. Całość
        trwała ze 45 minut, koszt tej świecy mniejszy niż zapalniczki.
        Pomyślałem sobie wtedy, jak by coś takiego wyglądało w
        Najjaśniejszej...
        • joetf Re: Japonia da sie lubic :-) 17.01.10, 00:07
          Kupiłbyś na allegro z dostawą do domu za 9.99. Duh.

          Ewentualnie na giełdzie elektronicznej - tam generalnie mają wszystko,
          szczególnie na stoiskach prowadzonych przez ludzi starej datysmile Zresztą, biorąc
          pod uwagę polską specyfikę (10 lat to bliżej funkel nówki), pewnie mieli by
          potrzebne świece w pięciu kolorach i 4 rodzajach opakowań do wyborusmile

          W ostateczności, napisałbyś na elektroda.pl i podali by Ci 20 wysoce
          alternatywnych zamienników, albo powiedzieli jak samemu zrobić sobie taką świecę
          z kawałka metalu i starej żarówki.

          Polak potrafismile
          • byniek_555 Re: Japonia da sie lubic :-) 18.01.10, 19:45
            > Kupiłbyś na allegro z dostawą do domu za 9.99. Duh.

            Loco Osaka czy Tokio?

            > Ewentualnie na giełdzie elektronicznej
            > - tam generalnie mają wszystko,

            A scalaka UL 1497 nie mieli, tranzystora BC 147, TG2 i TG50 też,
            podobnie jak modułu głosu do starego Elemisa...
            Nie wiem jak to napisać, ale ...trafiłeś kulą w płot. Pod GUS-em to
            ta elektronika jest tylko z nazwy, prostego ściemniacza
            zmierzchowego nie mają, handlują komputerami (w sumie
            też "elektronika"smile, a na Volumenie, gdzie spędziłem kawał życia,
            nigdy nie widziałem świec żarowych, knotów ani przepon do piecyków.
            Ale dawno nie byłem, może zmienili asortyment ostatnio smile.

            Muszę przyznać, że nie dokońca jestem w stanie pojąć Twój tok
            rozumowania. Ludzie starej daty, handlujący elektroniką, ze względu
            na swój wiek trzymają zapasy świec żarowych do pieców, których i tak
            nikt w Polsce nie będzie używał?

            > Zresztą, biorąc
            > pod uwagę polską specyfikę (10 lat to bliżej funkel nówki),
            > pewnie mieli by
            > potrzebne świece w pięciu kolorach i 4 rodzajach opakowań do
            > wyborusmile

            Piszesz o kolorze drutu oporowego czy niklowanej oprawki?

            > W ostateczności, napisałbyś na elektroda.pl

            Nie muszę. Moje pokolenie wychowało się na książkach
            Wojciechowskiego ("Nowoczesne zabawki", "Elektronika dla
            wszystkich", "Budowa i pilotaż radiomodeli"). Ja z autopsji wiem co
            to były "Bomisy".

            > i podali by Ci 20 wysoce
            > alternatywnych zamienników,

            Zamienniki to są w scalakach i tranzystorach. Czy każdą nową
            żarówkę, wkręcaną zamiast przepalonej, nazywasz "zamiennikiem"?

            > albo powiedzieli jak samemu zrobić sobie taką świecę
            > z kawałka metalu i starej żarówki.
            > Polak potrafismile

            Potrafi, ale nie każdy. Wieki temu modelarskie silniczki do rakiet
            były odpalane elektrycznie, taki drut by się nadał, ale dzisiaj już
            pewnie nie ma tych silników. Ja w młodości stosowałem do pewnych
            niejasnych celów drut oporowy dowinięty z klasycznej lutownicy.
            Dobry jest również ten od grzałek z akwarium, ale najlepiej wziąć
            kawałek spirali ze zwykłego Farelka. Ten ostatni polecam również
            gdybyś kiedyś chciał ciąć styropian na gorąco. Bywają też stare
            oporniki ceramiczne z takim drutem. Świeca do modelarskich
            silniczków żarowych nie nada się, 3 V i słaby prąd z baterii nie
            rozgrzeją jej prawidłowo, ale jako zapalniczka do papierosów w
            motocyklu była niezła. Farelka ani lutownicy pod ręką nie miałem,
            reperacja musiała być przeprowadzona szybko, bo inaczej teściowa nie
            uwierzyła by w geniusz krajanów Chopina.

            Nie rozumiem po co wysyłałeś mnie na elektroda.pl. Naprawdę nie
            rozumiem. Mój tekst był o różnicach w mentalności pewnych dwóch
            narodów. Bardzo istotnych różncach, dotyczących również sprzedawców,
            zwłaszcza tych starej daty. Co ma do tego kolor świec?