q_q_q
06.07.06, 16:58
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3465169.html
Wojciech Czuchnowski, Janusz Kędracki 06-07-2006 , ostatnia aktualizacja 05-07-2006 20:10
Trzy razy prokuratura umarzała śledztwo przeciwko burmistrzowi Włoszczowy z SLD. Zmieniła zdanie dopiero po interwencji szefa klubu PiS Przemysława Gosiewskiego.
Burmistrzem Włoszczowy (Świętokrzyskie) jest Józef Grabalski, równocześnie szef powiatowych struktur SLD. W opozycji do burmistrza pozostaje czterech radnych skupionych w Klubie Radnych Prawicy Niezależnej. Od 2005 roku radni oskarżają Grabalskiego, że jest odpowiedzialny za nieprawidłowości przy budowie 12-kilometrowego odcinka kanalizacji.
Burmistrz twierdzi, że o przekrętach nie miał pojęcia. Sam zresztą po ich wykryciu zawiadomił prokuraturę. Radni z Klubu Prawicy uznali jednak, że prokurator powinien zająć się przede wszystkim burmistrzem. Ich zdania nie podzieliła miejscowa prokuratura i odmówiła wszczęcia postępowania przeciwko Grabalskiemu.
Ostatnia instancja
Radni skarżyli się więc do kolejnych instancji - do prokuratury w Jędrzejowie, Kielcach i Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Za każdym razem dostawali odpowiedź, że nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa.
Ostatnią instancją, do której zwrócił się Klub Prawicy Niezależnej, był szef Klubu Parlamentarnego PiS Przemysław Gosiewski wybrany na posła w Świętokrzyskiem.
10 kwietnia Gosiewski wystąpił do ministra sprawiedliwości i swojego partyjnego kolegi Zbigniewa Ziobro z pismem, w którym prosił o sprawdzenie, czy prokuratura we Włoszczowie słusznie odmawia ścigania burmistrza. Pismo swoje Gosiewski umotywował "szeroko pojętym interesem społecznym". Zaznaczył też, że do interwencji upoważnia go ustawa o wykonywaniu mandatu posła.
Przyspieszenie
Efekt był piorunujący. Sprawę przekazano do prokuratury w Starachowicach. Tuż przed świętami wielkanocnymi burmistrz Grabalski, który przebywał w szpitalu w Iwoniczu Zdroju, dostał za pośrednictwem miejscowej policji wezwanie, by dzień po świętach stawił się na policji w Kielcach.
Na przesłuchaniu policjanci przedstawili mu zarzut przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Policyjny samochód przewiózł Grabalskiego do Starachowic, gdzie przesłuchała go prokurator Beata Wójcik. Burmistrz cudem wywinął się od aresztowania, ale musiał zapłacić 10 tys. zł kaucji, a prokuratura zajęła mu trzyletniego volkswagena. Grabalski do dzisiaj boi się rozmawiać o sprawie: - Nie wiem, czy to mi nie zaszkodzi.
Prokuratura: politycy nie mają na nas wpływu
Rzecznik kieleckiej prokuratury Dariusz Rakoczy zapewnia, że raptowna zmiana w śledztwie nie ma nic wspólnego z pismem posła Gosiewskiego: - Prokuratura we Włoszczowie nie prowadzi tej sprawy, bo chcieliśmy wykluczyć podejrzenia o brak obiektywizmu. To, że zmieniono orzeczenie w sprawie wszczęcia śledztwa, to decyzja aktualnie prowadzącego sprawę prokuratora.
Rakoczy zapewnia, że nic nie wie o interwencjach posła Gosiewskiego. - A nawet gdybyśmy wiedzieli, to żadne pisma ani interwencje polityków nie mają wpływu na nasze działania.
Nowa siła Gosiewskiego
Rzeczywiście, interwencje Gosiewskiego nie miały wpływu na prokuratorów, ale w poprzedniej kadencji. Jako poseł opozycji słał on dziesiątki pism do prokuratury, ministra sprawiedliwości czy NIK, powołując się na ustawę o wykonywaniu mandatu posła i "szeroko pojęty interes społeczny". Domagał się najczęściej zbadania nieprawidłowości w samorządach i instytucjach publicznych, o których donosili mu partyjni koledzy, wyborcy lub o których przeczytał w prasie. Efekt tych wystąpień był znikomy.
W październiku 2004 roku na kieleckich stronach "Gazety" opisywaliśmy, jak prokuratura potraktowała interwencję Gosiewskiego dotyczącą nieprawidłowości w Miejskim Zarządzie Budynków w Kielcach. W piśmie do ówczesnego ministra sprawiedliwości Andrzeja Kalwasa polityk PiS zarzucał, że kielecka prokuratura nie prowadzi właściwie śledztwa i nie chce postawić zarzutów byłemu prezydentowi i wiceprezydentowi miasta z SLD. Sugerując, że może to być skutek nacisków politycznych, prosił o objęcie śledztwa nadzorem Prokuratury Krajowej. Tak się nie stało.