Gość: Zastępcza mama
IP: *.gdynia.mm.pl
04.04.04, 02:55
Dwa tygodnie temu moja ukochana koszatniczka okociła się pięciorgiem
ślicznycznych maluchów.Kokosia była wspaniałą matką.Niestety była bo przez
moą nieuwagę już jej nie ma.Zostawiłam nie domkniętą klatkę i wyszła .Mam też
kota,no i tragedia gotowa.Nie umarła od razu,byłam z nią u
weterynarza ,dostała antybiotyk ,bo miała niewielką rankę.Ale po 12 godz
umarła.Chyba ze stresu.Leżała przy małych martwa a ja nie mogłam jej od nich
zabrać one cały czas ssały ją.To było straszne.kiedy w końcu ją wzięłam te
maleństwa zaczęły piszczeć i wtedy ich ojca wpuściłam do klatki bo miał
osobną,i wiecie co on je przygarnął ,lizał i kładł się przy nich aby
ogrzać,ale nakarmić nie mógł.Wtedy sobie pomyślałam ,,one muszą żyć ,to
przezemnie straciły matkę.Zaryczana poleciałam do sklepu ,kupiłam taką
strzykawkę do karmienia kociąt z maleńkimi smoczkami i mleko w aptece dla
wcześniaków.Nic lepszego nie przyszło mi do głowy.Małe miały tylko trzy dni i
bły takie maleńkie ,że te smoczuszki nie mieścily im się do pyszczków.I tak
co 1,2 godz,przez 10 dni ,karmiłam je po kropelce potem dwie A teraz zajadają
po 6-8 kropelek i żyją .Są cudne biegają poklatce zaczynają jeść suchy pokarm
i ciągle opiekuje się nimi ich ojciec .żeby nie on to pewnie by mi się nie
udało,śpią wtulone w niego,a on dalej je liże i ogrzewa.Małe bardzo
przyzwyczaiły się do brania na ręce,Są piękne i szybko się uczą.Nigdy bym nie
pomyślała ,że między ojcem a młodymi u koszatniczek ,może być taka
więż.Kocham te zwierzaczki i jeśli ktoś lubi zwierzęta a nie może mieć psa
czy kota to polecam właśnie koszatniczki.Mogę je obserwować godzinami i się z
nini bawić.Odzyskałam pokój ducha ,że udało mi się je odchować.Ale ciągle mam
przed oczami i ch matkę jak resztką sił starała się je karmić i przy nich
umarła...