aidka
21.08.04, 04:33
przygarnełam kociczkę - ze 2 lata temu
maleńka była, półdzika, pokaleczona
została doprowadzona do pełni zdrowia i urody
no i została kotem wewnętrznym, niezwykle bystra, inteligentna, ale bardzo
nieufna i lękliwa
chowa się pod łóżka itp. , gdy tylko usłyszy daleki dźwięk domofonu
po roku przygarnęłam drugą kociczkę
przeciwieństwo pierwszej - spokojna, luzaczka, nigdy pazurów nie wysuwa na
człowieka, nie boi sie kompletnie nikogo i niczego
pierwsza kociczka 3 tygodnie na nową tzw. małą /choć większa puchatość
sierści czyni z niej pozornie większą i starszą od pierwszej - więc pierwsza,
mniejsza - bywa zwana dużą, a ta druga większa, małą/
no więc 3 tyg. "stara i duża" prychała i syczała ostrzegawczo, gdy tylko
nowa, młodsza - wtedy maluch 6 tyg. się zbliżała
nowa czyli "mała" wcale się nie przejmowała
nawet, gdy ją duża walnęła nie raz po łebku łapką, gdy mała za blisko niej
podeszla, to i tak mała to ignorowała
po 3 tygodniach staly się przyjaciółkami - no po prostu nierozłączne
aż miło bylo patrzeć - duża, choć wcale nie tak wiele starsza, małej
matkowała - nawet, jak mała była dorosła, do niedawna całkiem - myła ją po
spaniu - całą buzię, pupę - no dbała o nią, jak mama, a mała wręcz czasem z
lenistwa, a i dla przyjemności sama pchala główkę pod pyszczek dużej, by ją
ta popieściła i wymyła jęzorkiem
gdzies tak miesiąc temu pojawił się Ryjek
malutki, niespełna 3 mies. kotek w okolicy sie przyplątał
nie mogłam go już wziąć z róznych powodów, a ponadto byl to kot - mam
negatywny stosunek do kastracji, ale też do obsikiwania mi mebli
kociczki obie też nie są sterylizowane, tylko lecą na hormonach
ale chciałam tego Ryjka, którego razem z sąsiadką dokarmiałyśmy, choc capnąć
z raz i zabrać do weta, by go odrobaczył, zaszczepił, żeby w najgorszym
okresie czyli dziecięctwie, malec czyms sie nie zaraził
no i otworzyłam mu drzwi , gdy sie pojawił, a on, choc tez dziki nieco, z
ciekawości wlazł
wziełam go do weta i zrobiłam tam, co zamierzałam
chcialam go jeszcze choc na noc i dzie n zatrzymać, bo po szczepieniach mógł
byc osłabiony i jeszcze chcialam mu dać obróżke z informacją na co był
szczepiony i kiedy i by ktos go przygarnał
kociczki obie na Ryjka prychały , syczały, w duża umie nawet warczeć, co
dopiero teraz się okazało
po raz pierwszy tez usłyszałam małą, która wobec kogoś jest niemiła - nigdy
dotąd na nikogo nie sykneła, nie prychneła
i tak to sobie tłumaczę, co stało się dalej : po pierwsze - mała , dotąd
czuła się zależna od dużej - teraz zobaczyla, ze sama też kogos moze straszyc
i kimś rządzić - ona syczała, Ryjek uciekał, a mała sobie mówiła :
-"I have a power."
duża zaś pomyslała: - Ta mała, to nie jest znów taka ofiara losu, skoro umie
sie postawić - no, no, nie sądziłam, ze ona może kogos postraszyć jak ja...
Ryjek, miał dość mnie i szczepien, dość dwóch bab na niego wrzeszczących i
prysnał zbyt wczesnie, gdy tylko otworzyłam drzwi /tj. bez tej obróżki - a
potem znikł mi z oczu - mam nadzieję, że po prostu ktoś go wział, nie
zaszczepił, albo, ze nawet powtórne szczepienie nic mu nie zaszkodziło -
myslę o nim i tak mi żal, że tej obrózki nie zdążyłam.../
ale- od tamtego czasu, duża zaczęła syczeć, prychać i warczeć na małą
najpierw ja winiłam, że zaczyna rozrobę, bo brakło jej Ryjka, by sie wyzyć
szybko się okazało, ze jest inaczej
to mała, nie dajac żadnych sygnałów znanych ludziom, ale dużej tak, bez
ostrzeżenia, gdy tylko ma dużą w polu widzenia napada na nią i ją bije
szpiegowanie, gdzie jest duża stalo sie jej obsesją
duża rozwinęła w pelni nerwicę lękową
gdy nie jest ze mną w pokoju, to sypia w szafie
oczywiście muszą być w dwu pokojach osobno - duża umie otwierać drzwi, ale z
tego teraz rezygnuje, bo sie boi
mała na szczęscie nie otwiera - zresztą w części drzwi są haczyki
ale to stał sie kłopot okropny
koty lubiły byc ze sobą - teraz jest to niemożliwe
są w osobnych pokojach, nie mogą być wciąż same, więc dzielę im swój czas
muszę mieć teraz 2 kuwety, osobne jedzenia itd - stała jedna kuweta w
toalecie, a teraz jeszcze i w pokoju żwirek rozsypany po podłodze
co jakis czas, choć b. uważam, małej udaje się napad - czy to z nieuwagi
dużej, która słyszy sieknie mięsa w kochni i leci do kochni zapominając, ze
tam moze i czyha mała, która olewa czekanie na mięso w tym momencie, tylko
bez słowa goni duża, zapędza ja w kozi rog, bije, a duża, choc, ma potencjał
- jest szybsza, bardziej bystra i choc sporo lżejsza dałaby radę natłuc
tamtej po nosie, to tylko włazi w kąt i warczy na tamtą
mala juz pare razy po łebku delikatnie była skarcona w czasie napadu i bicia
widać, ze wie, żwe to zabronione
duża już wie - bidulka, że bezpiecznie jest tylko wtedy, gdy po nią
przychodzę, biore na ręce - ona i tak sie rozgląda czy mała na nią się nie
czai, a ona sie czai, tylko ją odpędzam i tak moge zabrac dużą do pokoju do
mnie, by nie była sama i tam jej robię terapię antystresową
swoją drogą wdzięczność za to, jaką duża zaczęła mi okazywać, to jest
nieprawdopodobna
i jak ona jest szczęśliwa, gdy z nią na rękach obejde kąty i jej mówie, że
jest bezpieczna - ona tak sie rozluźnia, chodzi najpierw niepewnie po pokoju,
potem przybiega do mnie, głaszcze, skubie mi włosy - no i tak gada jak mnie
kocha bardzo, że aż się serce kraje
i w ogóle z powrotem zaczęła być bardziej dziecinna - bo rzadko się bawiła
myszkami , a teraz, gdy ze mną jest widzę taką w niej eksplozję poczucia
bezpieczeństwa i radości, że bawi się znow jak kociak
a mała..?
też mi jej żal
ma władzę i jej to pasuje
chociaż tyle siedzi sama
chociaż jest karcona za napady
chociaż słyszy, jak sie bawię i pieszczotliwie dużą odstresowuję
i nic
no walczy o teren - bo, gdy je zamieniam,a jest w pokoju kuweta i jedzenie
dużej, to mała, choc ma swoje idzie choć troche zjeść dużej i jeszcze jej
nasiusia w kuwetę
specjalnie biorę czasem dużą do kuwwety małej, by też zostawiła swe ślady -
sądziłam, że to małą przystopuje, gdy zobczy, ze nie ma szans, bym wypedzila
dużą, bo mała tak chce
po tej długiej opowieści - Czy jest jeszcze jakaś szansa?
robiłam już próby - jedna na rękach, druga blisko, coraz blizej - juz się
zdawało, ze będzie ok, bo duża nie warczała, ale w końcu warkneła i chciala
uciekać,a mała za nią
w różne sposoby próbowałam robic, by byly blisko siebie, ale nie mogło dojsć
do bójki
nic nie pomaga
a jak przyjdzie do tego, że trzeba je będzie u obcych zostawić - jakis
dłuższy wyjazd czy co ?
juz miałam ludzi gotowych do opieki nad obiema w razie czego, ale nie w
takiej sytuacji przecież, która mnie nerwowo też wyczerpuje
teraz duza spi koło mnie na parapecie
mała miałczy za drzwiami - po niej w ogóle nie widać planowanego ataku - ona
ma niewinną minkę, proszące oczy i miałczy tak skromnie, cichutko : - Wpuśc
mnie, bo chce do ukochanje siostrzyczki, Sama mówiłaś, że to moja siostra
starsza przybrana, no wpuście, tak bardzo proszę...
a jak sie uda czasem prześlizgnąć - napad
i co robić ?
a.
/sorry- mogłam porobic błędy czy pisac zbyt chaotycznie - źle sie czuję, ale
problem jest dla mnie istotny bardzo.../