Gość: pixi
IP: 195.94.222.*
31.08.04, 08:56
Cztery lata temu przygarnęliśmy ok. dwuletniego wykastrowanego kota. Dostaje
do jedzenia karmę, którą najbardziej lubi, wychodzi na dwór kiedy chce
(ogródek), może szwendać sie po całym domu, podporządkował sobie dwie domowe
suki, ma kuwetę z czystym żwirkiem, swoją poduchę do spania (chociaż
zazwyczaj sypia ze mną w łóżku). Jest szczepiony, odrobaczany. Jednym
zdaniem: zadbany i hołubiony. To, że nie wskakuje na kolana i nie przepada za
głaskaniem, nie przeszkadza mi (sama nie jestem zbyt towarzyska;-). Niestety,
z kuwety korzysta nader rzadko, za to z upodobaniem obsikuje (zaznacza)
przeróżne domowe sprzęty. Ostatnio załatwił mi tak nową pralkę, a jego mocz
wgryzł się na stałe w emalię - nie do odmycia malownicze żółte zacieki.
Doszło do tego, że rano robie obchód domu sprawdzając, co raczył obszczać!!
Dziś kuchenkę mikrofalowa, kilka dni temu pojemnik na chleb!!! Mam wrażenie,
że sytuacja się pogarsza, wet nie umie nic na to poradzić. A to co się dzieje
po stesujących sytuacjach, np. podaniu kropli do uszu, wolę nie pisać - leje
na wszystko!!!! Lubię to cholerne zwierzę, przez myśl mi nie przejdzie, że
mogłabym się go pozbyć, ale sytuacja zaczyna mnie przerastać i robi mi się
słabo, kiedy myślę o wielu następnych latach z tym zaszczańcem! HELP!!!