Lion a line to dwie rozne rzeczy...

26.03.05, 21:20
Po ang. lion to lew, line to linia.

pewna pani ktora miala mocny lokalny akcent z Oklahomy przeniosla sie do
Chicago. Tam jej kot potrzebowal strzyzenia na brzuchu bo zrobily mu sie
koltuny. Taki rodzaj strzyzenia jak ta pani sobie zyczyla nazywa sie LINE,
ale z jej akcentem, nawet po wielokrotnym upewnianiu sie czy fryzjer dobrze
rozumie ze jej chodzi o LINE cut byla zapewniona ze absolutnie tak, on wie
co to jest LION cut!

oto efekty:
www.petebevin.com/archives/2003/02/06/lion_cut.html
Otoz pani wymawiala line jak LION...nie bylo mowy o pomylce. :)

a kotek jest niezle wkurzony!!

Venus
    • mysiam1 Re: Lion a line to dwie rozne rzeczy... 26.03.05, 22:20
      :-DDDD
    • venus22 Re: Lion a line to dwie rozne rzeczy... 27.03.05, 03:22
      :)
      mala poprawka- mial byc lekki lokalny akcent..
      V.
    • roxana_br Akcent... 27.03.05, 04:05
      Lekki czy mocny... Ech, ta angielszczyzna! ;o)
      • comma Re: Akcent jak akcent... 27.03.05, 08:57
        Ale co z biednego kota zrobili!!!!
        • albert.flasz Re: To mi przypomina inną historię... 27.03.05, 22:45
          Kilkanaście lat temu (było to w czasach, gdy "zwierząt towarzyszących" oraz
          przybytków je leczących, żywiących, pielęgnujących oraz "dopieszczających"
          innymi sposobami w Polsce było duuuuuuużo mniej...), do kliniki pewnego
          Wydziału weterynaryjnego, gdzieś w Polsce przyszła pewna starsza pani z
          pieskiem, w celu "uśpienia" wyżej wymienionego. Ponieważ wiek oraz stan ogólny
          pieska wskazywał na to, że decyzja jest ze wszech miar uzasadniona,
          zaaplikowano mu więc odpowiednią do ciężaru ciała dawkę Morbitalu, po czym
          zapytano właścicielkę co sobie życzy zrobić ze zwłokami: zostawić w klinice,
          czy też woli je zabrać? Odpowiedź padła następująca:
          "- Zostawię go a jak już sie wyśpi, proszę zadzwonić - to po niego przyjadę!"
          Okazało się, że według właścicielki piesek miał tylko problemy z zaśnięciem...
          Nieporozumienia się zdarzają, niestety!
          • venus22 Re: To mi przypomina inną historię... 28.03.05, 00:54
            o rany !!
            :0

            a ja z kolei kilka razy spotkalam sie z taka historyjka:
            pewna osoba przewozila psa samolotem. Po 'doleceniu' na miejsce okazalo sie ze
            pies zdechl.
            pracownicy ktorzy bali sie ze zostana wyrzuceni z pracy, cudem znalezli w
            schronisku prawie identycznego psa, i z opoznieniem dostarczyli
            niecierpliwiacej sie mocno wlascicielce.

            Kiedy wreszcie jej go dali- ta na widok psa zemdlala.
            Okazalo sie ona wiozla zwloki psa aby go u siebie pochowac...

            A co do kotka- ja mysle ze jest uroczy - te jego butki....

            Venus
            • emi123 Re: To mi przypomina inną historię... 28.03.05, 01:45
              Wyglada slodziutko i roczulajaco.
              Tylko, czy nie jest mu zimno?
    • ontarian to jest fryzura roku 28.03.05, 02:08
      mi sie ten kotek podoba
      ktos ma niezle poczucie humoru
Inne wątki na temat:
Pełna wersja