jak się żyje z kotem?

26.06.02, 12:08
Pytanie kieruję do osób które mają lub miały koty. Powiedzcie proszę, jak
naprawde wygląda wspólne życie z tymi zwierzętami? Zastanawiam się nad wzieciem
do siebie kota, ale nie jestem tak do końca przekonana. Lubie koty, ale
specjalnie nie zależy mi na tym,żeby mieć wiecznie podarte firanki, obsikane
mieszkanie i zdemolowane meble. A może wyolbrzymiam problem?Chce dobrze
przemyslec te decyzje, żeby potem nie żałować.
    • loginka1 Re: jak się żyje z kotem? 26.06.02, 13:42
      Ja spełniłam to marzenie z dzieciństwa cztery lata temu i nie żałuję, ale...
      nie do końca polecam. Kot jest super, ma cholernie dużo wdzięku, ale mieszkanie
      wygląda teraz dużo gorzej. Wiem, że wiele zależy od charakteru kota, ale tego
      akurat nie jesteś w stanie przewidzieć biorąc do domu małą kicię. Mój drapie
      meble, tapety i moje łydki. Nie da się go tego oduczyć, bo bestia jest bojowa.
      Uwielbiam go, ale czasem jestem bezsilna.
      • Gość: Ika Re: jak się żyje z kotem? IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 28.06.02, 23:19
        Ja też własnie się zastanawiam nad kocim przyjacielem i sporo tu wyczytałam.
        Ale najbardziej gnębi mnie myśl skąd wziąć bądź kupić kota. Chodzi mi o
        czywiście o tzw. "dobre ręce". Weterynarz ostrzegał mnie, żeby nie brać kota
        nie wiadomo skąd, bo to i choroby i różnie z charakterem. Może jakieś rady?
        Można bezpośrednio na mój adres. Będę wdzięczna - w końcu to poważna decyzja.
        • Gość: Alla Re: jak się żyje z kotem? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.02, 11:51
          Jeśli chodzi o charakter, to nikt ci nie zapewni, że kot będzie spokojny. Mój
          poprzedni kot (dachowiec) zginął polując na gołębia, dlatego postanowiłam, że
          nastepny kot będzie bez instynktu łowieckiego. Stąd kupiłam sobie rasowego
          persa. Miał byc leniwy i kanapowy. Jakie było moje zdziwienie gdy zeszłego
          lata wrócił z ogródka z upolowanym wróblem (połozył mi zwłoki ptaka na
          poduszkę). Niby brak instynktu, ale...
          Co do chorób... Osobiście jednak nie przesadzałabym z ostrożnością. Zazwyczaj
          na pierwszy rzut oka widać czy kotek jest zdrowy czy chory (m.in. trzecia
          powieka nachodząca na oko to oznaka choroby). Jak bierzesz małego kotka to i
          tak musisz go zaszczepić i odrobaczyć - nie zastanawiasz się czy on na pewno te
          robaki ma. To takie zabezpieczenie. Aha - no i najlepiej nałozyć mu preparat
          zabijający pchły (np. firmy Bayern, kropla między łopatki kota i przez rok
          spokój). Polecam Ci wziąść kota z ogłoszenia, wtedy najczęściej ma on już
          założoną książeczkę, albo świadectwo od weterynarza, że był zaszczepiony i
          odrobaczywiony. Uważam jednak, że to wszystko pestka w porównianiu z nauczeniem
          kota robienia do kuwetki ;) Na szczęście szybko się uczą. powodzenia
          • Gość: anka Re: jak się żyje z kotem? IP: 62.161.67.* 30.06.02, 11:43
            radzilabym zweryfikowac wiedze i postarac sie jednka sluchac rad weterynarza,
            zaden preparat nie dziala tak dlugo...
            a co do chorob, utajone stadium chorob wirusowych tez widac? to po co robic testy
            na FIV, kocia bialaczke i inne???



            Gość portalu: Alla napisał(a):

            > Jeśli chodzi o charakter, to nikt ci nie zapewni, że kot będzie spokojny. Mój
            > poprzedni kot (dachowiec) zginął polując na gołębia, dlatego postanowiłam, że
            > nastepny kot będzie bez instynktu łowieckiego. Stąd kupiłam sobie rasowego
            > persa. Miał byc leniwy i kanapowy. Jakie było moje zdziwienie gdy zeszłego
            > lata wrócił z ogródka z upolowanym wróblem (połozył mi zwłoki ptaka na
            > poduszkę). Niby brak instynktu, ale...
            > Co do chorób... Osobiście jednak nie przesadzałabym z ostrożnością. Zazwyczaj
            > na pierwszy rzut oka widać czy kotek jest zdrowy czy chory (m.in. trzecia
            > powieka nachodząca na oko to oznaka choroby). Jak bierzesz małego kotka to i
            > tak musisz go zaszczepić i odrobaczyć - nie zastanawiasz się czy on na pewno te
            >
            > robaki ma. To takie zabezpieczenie. Aha - no i najlepiej nałozyć mu preparat
            > zabijający pchły (np. firmy Bayern, kropla między łopatki kota i przez rok
            > spokój). Polecam Ci wziąść kota z ogłoszenia, wtedy najczęściej ma on już
            > założoną książeczkę, albo świadectwo od weterynarza, że był zaszczepiony i
            > odrobaczywiony. Uważam jednak, że to wszystko pestka w porównianiu z nauczeniem
            >
            > kota robienia do kuwetki ;) Na szczęście szybko się uczą. powodzenia

          • Gość: rabi Re: jak się żyje z kotem? IP: *.radiozet.com.pl / 10.10.11.* 01.07.02, 22:52
            Gość portalu: Alla napisał(a):

            > Jeśli chodzi o charakter, to nikt ci nie zapewni, że kot będzie spokojny. Mój
            > poprzedni kot (dachowiec) zginął polując na gołębia, dlatego postanowiłam, że
            > nastepny kot będzie bez instynktu łowieckiego. Stąd kupiłam sobie rasowego
            > persa. Miał byc leniwy i kanapowy. Jakie było moje zdziwienie gdy zeszłego
            > lata wrócił z ogródka z upolowanym wróblem (połozył mi zwłoki ptaka na
            > poduszkę). Niby brak instynktu, ale...
            > Co do chorób... Osobiście jednak nie przesadzałabym z ostrożnością. Zazwyczaj
            > na pierwszy rzut oka widać czy kotek jest zdrowy czy chory (m.in. trzecia
            > powieka nachodząca na oko to oznaka choroby). Jak bierzesz małego kotka to i
            > tak musisz go zaszczepić i odrobaczyć - nie zastanawiasz się czy on na pewno te
            >
            > robaki ma. To takie zabezpieczenie. Aha - no i najlepiej nałozyć mu preparat
            > zabijający pchły (np. firmy Bayern, kropla między łopatki kota i przez rok
            > spokój).

            Gdzie można kupić taki preparat ?

            Polecam Ci wziąść kota z ogłoszenia, wtedy najczęściej ma on już
            > założoną książeczkę, albo świadectwo od weterynarza, że był zaszczepiony i
            > odrobaczywiony. Uważam jednak, że to wszystko pestka w porównianiu z nauczeniem
            >
            > kota robienia do kuwetki ;) Na szczęście szybko się uczą. powodzenia

        • Gość: zabka Re: jak się żyje z kotem? IP: *.chello.pl 30.06.02, 13:49
          zobacz na tą stronę: koty.rokcafe.pl/adopcje/
          Mam już kota od prawie 2 lat, jestem nadal zauroczona!Zastanawiam się nad
          drugim kociakiem!
          • Gość: lucynda Re: jak się żyje z kotem? IP: *.acn.waw.pl 02.07.02, 22:17
            bierz drugiego, nie zaluj kotu radosci!
        • Gość: Łukasz Re: jak się żyje z kotem? IP: *.pl 01.07.02, 23:37
          Mam 2 koty w domu. Jest super - jeśli mogę coś polecać, to od razu 2 na raz -
          aby się nie nudziły. Oczywiście, kot czasem coś zniszczy, ale nie
          demonizowałbym tego - firanki mamy całe, meble też. Gdy nauczymy kota drapać
          drapkę, nie załatwi nam stołu z krzesłami. Kot prawie nigdy nic nie zrzuci z
          półek - chodzi bardzo delikatnie.
          Jeśli nie wiesz skąd wziąć kota, zobacz canis.koty.pl - strony fundacji,
          która propaguje sterylizacje nierasowych kotów i szuka domu odratowanym z
          piwnic i ulic zwierzętom. Panie z fundacji mają dużo kotów do adopcji, maluchów
          i dorosłych, znają ich charaktery na wylot i na pewno kogoś do Ciebie dopasują.
          Dostaniesz także pełną dokumentację medyczną zwierzaka.
          Jest mnóstwo kotów czekających na człowieka, gotowych obdarzyć go miłością -
          lepiej przygarnąć takie stworzenie, niż kupować rasowego - na niego zawsze
          znajdą się chętni.
          Życzę wielu radości z futrzaka w domu,
          Łukasz
        • ewr Re: jak się żyje z kotem? 16.10.02, 08:34
          Gość portalu: Ika napisał(a):

          > Ja też własnie się zastanawiam nad kocim przyjacielem i sporo tu wyczytałam.
          > Ale najbardziej gnębi mnie myśl skąd wziąć bądź kupić kota. Chodzi mi o
          > czywiście o tzw. "dobre ręce". Weterynarz ostrzegał mnie, żeby nie brać kota
          > nie wiadomo skąd, bo to i choroby i różnie z charakterem. Może jakieś rady?
          > Można bezpośrednio na mój adres. Będę wdzięczna - w końcu to poważna decyzja.

          Bardzo często w gabimetach wterynarza wiszą ogłoszenia z prośbą, o
          przygarnięciu małych kotków. To dobry sposób. Poza tym kotka i tak będziesz na
          pewno szczepiła i odrobaczała, więc koniec końców wzięcie kociaka nawet ze
          schroniska wydaje się dobrym pomysłem. Ja mojego kociaka wzięłam od znajomych,
          bo nie wiedzieli co z nim robić. Urodził się jedynak! A ja byłam wniebowzięta!
      • studentka16 Re: jak się żyje z kotem? 10.10.02, 19:37
        świetnie ja kocham zwirzaki więc super jesli ktoś ze mną chce pogdać na
        tentemat to mój mail studentka16@wp.pl
    • Gość: Virge Re: jak się żyje z kotem? IP: *.zgora.dialog.net.pl 26.06.02, 14:31
      przyszla_kociara napisał(a):

      > Pytanie kieruję do osób które mają lub miały koty. Powiedzcie proszę, jak
      > naprawde wygląda wspólne życie z tymi zwierzętami? Zastanawiam się nad wzieciem
      >
      > do siebie kota, ale nie jestem tak do końca przekonana. Lubie koty, ale
      > specjalnie nie zależy mi na tym,żeby mieć wiecznie podarte firanki, obsikane
      > mieszkanie i zdemolowane meble. A może wyolbrzymiam problem?Chce dobrze
      > przemyslec te decyzje, żeby potem nie żałować.

      Nasze dwie bestie :-))) - kocurki nie są zainteresowane firankami. Żaden nigdy
      nie załatwił się poza kuwetą. Lubią wylegiwać się na telewizorze oraz czasami
      wskakują na meble, ale nic nie demolują. Jedynym moim ustępstwem w stosunku do
      nich było umieszczenie kawiatków wysoko na meblach (poza zasięgiem kociaków) oraz
      staram się nie zostawiać małych, drobnych przedmiotów na wierzchu na noc -
      łyżeczka może posłużyć do zabawy :-)

      Warto decyzję dobrze przemyśleć - koty często żyją dłużej niż 15 lat - tak więc
      to wybór na długie lata.
      Jeżeli chcesz być pewna charakteru kota zdecyduj się na dorosłego, choć często
      obserwując malucha w dużej części można przewidzieć jego późniejsze zachowania.

      Jakie jest życie z kotami??? To członkowie rodziny - martwimy się gdy chorują,
      cieszymy się gdy się bawią. Śpią z nami, witają gdy wracamy do domu, oczekują
      porannego mizania. Ufają nam, bo wiedzą, że z naszej strony nie spotka ich
      krzywda. Czego się nauczyłam? Szacunku dla innego stworzenia, tolerancji. Czego
      się dowiedziałam? Koty to wyjątkowe stworzenia o dużej indywidualności - na ich
      przywiązanie trzeba zasłużyć, nie przepadają za zbyt nachalnym kontaktem i trzeba
      wiedzieć, kiedy starczy już tych czułości. Nie jest tak, że kota nie da się
      nauczyć żadnych sztuczek. Koty szybko się uczą, ale musi im się ta nauka podobać.
      Nie są ślepo posłuszne.
      A najprzyjemniejsze jest zasypianie z mruczącą puchatą kulką :)))

      Mam nadzieję, że będziesz zadowolona ze swojego wyboru.

      Pozdrawiam
      kiedyś zapalona psiara, dziś nie oddałabym swych kocurków
      • Gość: Virge Re: jak się żyje z kotem? IP: *.zgora.dialog.net.pl 26.06.02, 14:34
        Zapomniałam dodać - częściej trzeba odkurzać - bo często koty całkowicie domowe
        linieją. Polecam też zakrytą kuwetę, bo przy takich kopaczach jak nasze żwirek
        nosi się kilka metrów od kuwety (niestety jeszcze nie zamykanej).
      • Gość: D Re: jak się żyje z kotem? IP: *.int.bellsouth.net 04.07.02, 15:19
        Zupelnie sie zgadzam. Mam mojego kota od 3 lat. Wszyscy go uwielbiaja. Jest
        bardzo serdeczny.

        Z obserwacji zauwazylam ze jest lepiej wziac kota od ludzi, niz zaadoptowac
        dachowca. Moj kot od poczatku bardzo mnie kochal i chcial byc pieszczony.
        Robi to co chce. Kiedy siedze przy komputerze, lezy na moich kolanach albo na
        biurku. Budzi mnie co rano, kiedy moj budzic zaczyna dzwonic, on przychodzi i
        zaczyna mnie lizac. Ja mojemu kotu usunelam przednie pazurki, to jest szeroko
        propagowana praktyka w Stanach. Jedynym zalozeniem jest ze on jest tylko w
        mieszkaniu.

        • Gość: alex.z.deszczu Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 23:31
          Gość portalu: D napisał(a):

          >
          > Z obserwacji zauwazylam ze jest lepiej wziac kota od ludzi, niz zaadoptowac
          > dachowca. Moj kot od poczatku bardzo mnie kochal i chcial byc pieszczony.

          Moja kociczka od małego byla bezdomna. Przygarnęliśmy ją i obecnie jest wielką
          pieszczochą,przychodzi się tulić nawet, gdy myję zęby w łazience - wlazi na
          umywalkę i przyciska mi się do brzucha...
          Druga kociczka jest wzięta od ludzi. Zupełnie nie interesują ją ludzie i ich
          pieszczoty. Wpatrzona jest wyłącznie w tę drugą kociczkę i do niej łazi się
          ocierać i z nią lizac po pyszczkach, uszkach, grzbietach...
          Zatem, reguły jednak nie ma...
          pozdr.
          alex
    • Gość: esther Re: jak się żyje z kotem? IP: *.cw-visp.com 26.06.02, 14:36
      Tak samo jak z kazda inna indywidualnoscia - trzeba isc na kompromis, duzo
      wybaczyc, ale radosc z towarzystwa wszystko wynagradza.
      • przyszla_kociara Re: jak się żyje z kotem? 26.06.02, 14:46
        Bardzo wszystkim dziękuję za odpowiedzi. Muszę jeszcze przemyślec całą sprawę,
        zebym ja się potem ze zwierzęciem nie męczyla ani ono ze mną.Jeszcze raz dzięki!
        • Gość: kk Re: jak się żyje z kotem? IP: *.jci.com 26.06.02, 17:57
          to zasikane mieszkanie i porwane firanki... nigdy nie mialam takiego klopotu

          szczesliwe zdrowe kotki sa bardzo czyste, a i ucza sie szybko

          ale jednak jak w domu pojawia sie kotek, szczegolnie po raz pierwszy, trzeba
          wprowadzic pare drobnych zmian. przede wszystkim pochowac rosliny, ktore moga
          byc trujace, oraz rozne drobiazgi - jesli beda lezaly w zasiegu kotka,
          naturalnie posluza do zabawy. pol biedy jesli wyladuja gdzies pod lozkiem, ale
          jezeli kicia cos polknie?

          co do drapania to polecam taki obszyty wykladzina 'drapak' czy jak to sie zwie.
          jak kicius dobiera sie do mebli lub wykladziny, przenosisz mu lapki na drapak,
          i jak skorzysta to chwalisz go sowicie. Oczywiscie trzeba zainwestowac troszke
          czasu i poobserwowac kotka zeby uchwycic te momenty (na ogol po przebudzeniu
          albo jak sie podnieci zabawa).

          Jesli robi cos nie tak, polecam spryskiwacz do kwiatow (z czysta woda!) -
          mgielka to skuteczna i nieszkodliwa 'kara' dla kotka. Bicie absolutnie odpada,
          krzyczec tez jakos nie lubie (choc glosne NIE tez dziala jak spryskiwacz jest
          daleko). Wierz mi, mgielka jest wystarczajaca.

          wedlug mnie kotek jest malo uciazliwy, ale na pewno odrobina luzu pomaga, i
          jezeli na przyklad masz dywan perski ktory absolunie nie moze doznac
          uszczerbku... to go schowaj, przynajmniej na poczatku.

          mi przeszkadzalo ze rozwloczal piasek poza kuwete, nie celowo, tylko po prostu
          wychodzac z niej. A, i jeszcze ze nie moglam zostawic szklanki z piciem na
          stole czy przy lozku, bo zawsze wsadzal lapke i sprawdzal co tam jest. Ale w
          porownaniu z radoscia dzielenia domu z kotem nie sa to duze uciazliwosci.

          Tak sobie mysle, ze jesli lubisz koty to wiele zachowan bedzie cie rozsmieszac
          i rozczulac. Te same zachowania by denerwowaly kogos kto kotow nie znosi.

          Pomysl z dorosym kotkiem jest b. dobry. Odpadaja problemy zdrowotne
          okresu 'dziecinstwa', wiesz jaki duzy kot urosnie, i jaki ma charakter. A moze
          zaczac od przyslugi i zaopiekowania sie kotem znajomych podczas wakacji?
          • Gość: kluba1 Re: jak się żyje z kotem?/do kk IP: *.we.client2.attbi.com 26.06.02, 18:54
            Gość portalu: kk napisał(a):

            > to zasikane mieszkanie i porwane firanki... nigdy nie mialam takiego klopotu
            >
            > szczesliwe zdrowe kotki sa bardzo czyste, a i ucza sie szybko
            >
            > ale jednak jak w domu pojawia sie kotek, szczegolnie po raz pierwszy, trzeba
            > wprowadzic pare drobnych zmian. przede wszystkim pochowac rosliny, ktore moga
            > byc trujace, oraz rozne drobiazgi - jesli beda lezaly w zasiegu kotka,
            > naturalnie posluza do zabawy. pol biedy jesli wyladuja gdzies pod lozkiem, ale
            > jezeli kicia cos polknie?
            >
            > co do drapania to polecam taki obszyty wykladzina 'drapak' czy jak to sie zwie.
            >
            > jak kicius dobiera sie do mebli lub wykladziny, przenosisz mu lapki na drapak,
            > i jak skorzysta to chwalisz go sowicie. Oczywiscie trzeba zainwestowac troszke
            > czasu i poobserwowac kotka zeby uchwycic te momenty (na ogol po przebudzeniu
            > albo jak sie podnieci zabawa).
            >
            > Jesli robi cos nie tak, polecam spryskiwacz do kwiatow (z czysta woda!) -
            > mgielka to skuteczna i nieszkodliwa 'kara' dla kotka. Bicie absolutnie odpada,
            > krzyczec tez jakos nie lubie (choc glosne NIE tez dziala jak spryskiwacz jest
            > daleko). Wierz mi, mgielka jest wystarczajaca.
            >
            > wedlug mnie kotek jest malo uciazliwy, ale na pewno odrobina luzu pomaga, i
            > jezeli na przyklad masz dywan perski ktory absolunie nie moze doznac
            > uszczerbku... to go schowaj, przynajmniej na poczatku.
            >
            > mi przeszkadzalo ze rozwloczal piasek poza kuwete, nie celowo, tylko po prostu
            > wychodzac z niej. A, i jeszcze ze nie moglam zostawic szklanki z piciem na
            > stole czy przy lozku, bo zawsze wsadzal lapke i sprawdzal co tam jest. Ale w
            > porownaniu z radoscia dzielenia domu z kotem nie sa to duze uciazliwosci.
            >
            > Tak sobie mysle, ze jesli lubisz koty to wiele zachowan bedzie cie rozsmieszac
            > i rozczulac. Te same zachowania by denerwowaly kogos kto kotow nie znosi.
            >
            > Pomysl z dorosym kotkiem jest b. dobry. Odpadaja problemy zdrowotne
            > okresu 'dziecinstwa', wiesz jaki duzy kot urosnie, i jaki ma charakter. A moze
            > zaczac od przyslugi i zaopiekowania sie kotem znajomych podczas wakacji?

            Naprawde swietne rady !!! O zajeciu sie kotem znajomych, o wzieciu doroslego
            kota, treningu " mgielka", usunieciu drobiazgow ktore kot moze wziasc za
            zabawke .... WSPANIALE !!! Wiesz, mam jednego kotka ktory tez " lapa pije ze
            szklanki " !!! Bestia !!!! :-)))))
    • roseanne Re: jak się żyje z kotem? 26.06.02, 20:25
      Kicia jest u mnie od miesiaca. musialam wyniesc dracena na werande ,bo
      nieustannie wydrapuwala ziemie lub probowala sie wspinac, musialam tez
      pozawijac wszelkie 'zwisajace' roslinki. Dzieci musialy sie przyzwyczaic do
      dosuwania krzesl po sobie ,bo inaczej kocie spacerowalo po stole - czego nie
      potrafie zakceptowac.
      firanek w domu nie mam - taki styl
      Poza tym NIC sie nie musialam zmieniac, przestawiac itd
      • Gość: kk Re: jak się żyje z kotem? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 27.06.02, 08:36
        roseanne napisał(a):

        > Dzieci musialy sie przyzwyczaic do
        > dosuwania krzesl po sobie ,bo inaczej kocie spacerowalo po stole - czego nie
        > potrafie zakceptowac.

        nie chce cie martwic, ale to nie podziala dluzej niz na pare tygodni. Potem jedno
        wieksze HOP! i juz kot znalazl wspaniale nowe miejsce do eksploracji! Przygotuj
        spryskiwacz zeby go zniechecic.
        • Gość: Anja Kocham mojego kota jak cholera!!! IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 27.06.02, 14:07
          Mam kota już od roku, miał 1.5 miesiąca, gdy się do nas wprowadził. Nazywa się
          Julek, jest bardzo wesoły, elegancki i kochany. Ja i mąż szalejemy za nim; może
          częściowo dlatego, że nie mamy jeszcze dzieci. Gdy tylko o nim pomyślę,
          uśmiecham się ciepło. Koty to super towarzysze! Nieprawda, że się nie
          przywiązują do ludzi. Nasz nas kocha, gdy nie widzi mnie np. 2 dni, to tęskni i
          jest smutny. Mój kotek bardzo lubi wychodzić, jest prawdziwym włóczykijem.
          Mieszkaliśmy w zeszłym roku u teściów w czasie remontu mieszkania, i Julek
          bardzo upodobał sobie ogród, las i dowolne wyjścia. Więc teraz CODZIENNIE rano
          wożę go samochodem, wieczorem zabieram do domu. Jest bardzo zadowolony! Kocham
          mojego kociaka strasznie, i nigdy bym go nikomu nie oddała.
    • kilroy_was_here Jedna ważna przestroga 27.06.02, 14:22
      Jeśli chodzi o wzięcie kota, to trzeba wziąć pod uwagę jedno ryzyko, które
      znam, niestety, z własnego doświadczenia. Alergia.
      Zaczęło się od tego, że dziecko miało wprawdzie objawy alergiczne, ale na
      zupełnie co innego. Miało robione testy. Przed wzięciem kota radziliśmy się
      alergologa i ten stwierdził, że kot może być. W praktyce wyszło inaczej. Po
      kilku miesiącach musieliśmy się z kotem rozstać, a alergia rozbuchała się że
      hej i dzisiaj testy dają już całkiem inne (= gorsze) wyniki.
      Kot na szczęście trafił w dobre ręce.
      • Gość: brasetka Re: Jedna ważna przestroga IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.06.02, 14:41
        Też mam problem z alergią u córki i będę musiała dwa moje koty oddać. Jak to
        usłyszałam to się poryczałam. Strasznie się zżyłam z moim "dzieciakami", wiem,
        że trudno jest znaleźć dobry dom.
      • Gość: Virge Re: Jedna ważna przestroga IP: *.zgora.dialog.net.pl 27.06.02, 14:43
        Na ślinę konkretnego kota można się odczulić...
        • Gość: Virge Re: Jedna ważna przestroga IP: *.zgora.dialog.net.pl 27.06.02, 14:54
          Na tamat odczulania znajdziesz coś na stronach Canisu:
          canis.koty.pl/
          • kilroy_was_here Re: Jedna ważna przestroga 28.06.02, 07:09
            Po pierwsze nie chodzi o ślinę tylko o sierść.

            Po drugie czytałem, co tam pod tym linkiem było, zwykłe szarlatańskie grepsy:
            kilka minut, bez objawów ubocznych, tylko 50 zł i jeszcze coś o "własnych
            drganiach elektromagnetycznych pacjenta"... A najważniejsze chyba to te 50 zł.
            I jakby ktoś uwierzył, to wygląda to cudownie, wspaniale, tylko że... że zaraz
            przychodzą na myśl inne sytuacje: leczenie raka kwaśnym mlekiem kozy bacy z
            Jakiejś Wólki, nauka języka przez zapach, itd.

            No ale nie chciałbym nikogo odwodzić od nadziei. Zaglądajcie tam i wyciągajcie
            sobie wnioski sami. Może to ja się mylę. Link uzupełniam, bo od podanego wyżej
            to jeszcze ładnych parę kliknięć: canis.koty.pl/choroby.html
            • Gość: brasetka Re: Jedna ważna przestroga IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.06.02, 10:33
              Ludzie powiedzcie: czy ktoś ma jakiekolwiek doświadczenia co do odczulania.
              Z tego co czytałam w necie i co mówiła mi p. doktor alergolog (bardzo dobra) to
              właśnie ślina kota uczula a nie sierść.
              Byłabym zdruzgotana przymusem oddania kotów.
              kilroy_was_here napisał(a):

              > Po pierwsze nie chodzi o ślinę tylko o sierść.
              >
              > Po drugie czytałem, co tam pod tym linkiem było, zwykłe szarlatańskie grepsy:
              > kilka minut, bez objawów ubocznych, tylko 50 zł i jeszcze coś o "własnych
              > drganiach elektromagnetycznych pacjenta"... A najważniejsze chyba to te 50 zł.
              > I jakby ktoś uwierzył, to wygląda to cudownie, wspaniale, tylko że... że zaraz
              > przychodzą na myśl inne sytuacje: leczenie raka kwaśnym mlekiem kozy bacy z
              > Jakiejś Wólki, nauka języka przez zapach, itd.
              >
              > No ale nie chciałbym nikogo odwodzić od nadziei. Zaglądajcie tam i wyciągajcie
              > sobie wnioski sami. Może to ja się mylę. Link uzupełniam, bo od podanego wyżej
              > to jeszcze ładnych parę kliknięć: <a href="canis.koty.pl/choroby.html"ta
              > rget="_blank">canis.koty.pl/choroby.html</a>

      • Gość: kluba1 Re: Jedna ważna przestroga IP: *.we.client2.attbi.com 28.06.02, 16:52
        kilroy_was_here napisał(a):

        > Jeśli chodzi o wzięcie kota, to trzeba wziąć pod uwagę jedno ryzyko, które
        > znam, niestety, z własnego doświadczenia. Alergia.
        > Zaczęło się od tego, że dziecko miało wprawdzie objawy alergiczne, ale na
        > zupełnie co innego. Miało robione testy. Przed wzięciem kota radziliśmy się
        > alergologa i ten stwierdził, że kot może być. W praktyce wyszło inaczej. Po
        > kilku miesiącach musieliśmy się z kotem rozstać, a alergia rozbuchała się że
        > hej i dzisiaj testy dają już całkiem inne (= gorsze) wyniki.
        > Kot na szczęście trafił w dobre ręce.

        slyszalam ostatnio wypowiedz potwierdzona przez twoja historie, ze oddalenie
        zwierzecia powoduje jedynie " wybuch" alergii. Podobno zatrzymanie kota w domu
        w takiej sytuacji jest lepsze. Z tego, co rozumiem ( nie jestem specjalista)
        jego obecnosc jest czyms w postaci stalej, uodparniajacej szczepionki.
      • Gość: kluba1 Re: Jedna ważna przestroga IP: *.we.client2.attbi.com 28.06.02, 17:18
        kilroy_was_here napisał(a):

        > Jeśli chodzi o wzięcie kota, to trzeba wziąć pod uwagę jedno ryzyko, które
        > znam, niestety, z własnego doświadczenia. Alergia.
        > Zaczęło się od tego, że dziecko miało wprawdzie objawy alergiczne, ale na
        > zupełnie co innego. Miało robione testy. Przed wzięciem kota radziliśmy się
        > alergologa i ten stwierdził, że kot może być. W praktyce wyszło inaczej. Po
        > kilku miesiącach musieliśmy się z kotem rozstać, a alergia rozbuchała się że
        > hej i dzisiaj testy dają już całkiem inne (= gorsze) wyniki.
        > Kot na szczęście trafił w dobre ręce.

        slyszalam ostatnio wypowiedz potwierdzona przez twoja historie, ze oddalenie
        zwierzecia powoduje jedynie " wybuch" alergii. Podobno zatrzymanie kota w domu
        w takiej sytuacji jest lepsze. Z tego, co rozumiem ( nie jestem specjalista)
        jego obecnosc jest czyms w postaci stalej, uodparniajacej szczepionki.
        • kilroy_was_here Re: Jedna ważna przestroga 28.06.02, 21:49
          Gość portalu: kluba1 napisał(a):

          > slyszalam ostatnio wypowiedz potwierdzona przez twoja historie, ze oddalenie
          > zwierzecia powoduje jedynie " wybuch" alergii.

          Ja też nie jestem specjalistą. Mogę jedynie opowiedzieć, jak to u nas było.
          Wybuch alergii nastąpił przed oddaniem kota, a że nie tak prosto znaleźć kotu
          nowy dom, samo rozstawanie trochę trwało, tzn. decyzja była już dawno podjęta, a
          kot i tak jeszcze przez trzy miesiące był u nas. To właśnie na ten (i
          wcześniejszy) okres przypada największe pogorszenie. Po oddaniu kota więcej
          wybuchów już nie było.

          Być może mechanizm "szczepionki" działa wtedy, kiedy stężenie alergenów jest
          małe, albo kiedy alergia jest mniej rozbuchana. Nie słyszałem o czymś takim, żeby
          leczyć poprzez niekontrolowany kontakt z dużym stężeniem alergenu. Leczenie de
          facto też polega na podawaniu alergenów, ale metodycznie, przy stopniowym
          zwiększaniu dawek. Nie zdecydowałbym się na zastosowanie metody z zasłyszenia.
          Ufam w tym względzie pani doktor, która się dzieckiem opiekuje. Jest uważana za
          jedną z lepszych specjalistek.
    • Gość: Jan Re: jak się żyje z kotem? IP: *.makor.pl / 192.168.1.* 27.06.02, 15:08
      Zaraz dam do poczytania te wszystkie wypowiedzi mojej żonie, która nie chce
      zgodzić się na wzięcie kota do domu. Sam niezwykle mile wspominam mój dom
      rodzinny z kotem i psem. Jednak pies nie umywa się do kota. Najmilsze
      wspomnienie: kot, który rano budził mnie głaskaniem ciepłą łapką po policzku.
      Jeśli nawet są pewne ograniczenia czy uciążliwości - przyjemności posiadania
      kota są przeważające.
      • Gość: Virge Re: jak się żyje z kotem? IP: *.zgora.dialog.net.pl 27.06.02, 15:25
        Gość portalu: Jan napisał(a):

        > Zaraz dam do poczytania te wszystkie wypowiedzi mojej żonie, która nie chce
        > zgodzić się na wzięcie kota do domu. Sam niezwykle mile wspominam mój dom
        > rodzinny z kotem i psem. Jednak pies nie umywa się do kota. Najmilsze
        > wspomnienie: kot, który rano budził mnie głaskaniem ciepłą łapką po policzku.
        > Jeśli nawet są pewne ograniczenia czy uciążliwości - przyjemności posiadania
        > kota są przeważające.

        Ja przepadam zarówno za kotami jak i psami - a są to dwa całkiem różne stworzenia.
        Najmilsze wspomnienia??? Kot kopiący nad ranem w kuwecie. Gdy już zwlokę się z
        łóżka patrzy na mnie, a jego mina mówi wszystko: "Dlaczego dopiero teraz
        wstałaś?! Kopię i kopię... Czy ty chcesz abym musiał wąchać potem do rana
        kuwetę?!!" :-)))))))))))))))))))))))))))))))
        A tak na poważnie - najmilsze chwile to te, kiedy podchodzi, miauknie i jak tylko
        go pogłaszczesz to od razu stawia ogonek :-)))
        • Gość: Alla Re: jak się żyje z kotem? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.02, 11:58
          > Ja przepadam zarówno za kotami jak i psami - a są to dwa całkiem różne stworzen
          > ia.
          > Najmilsze wspomnienia??? Kot kopiący nad ranem w kuwecie. Gdy już zwlokę się z
          > łóżka patrzy na mnie, a jego mina mówi wszystko: "Dlaczego dopiero teraz
          > wstałaś?! Kopię i kopię... Czy ty chcesz abym musiał wąchać potem do rana
          > kuwetę?!!" :-)))))))))))))))))))))))))))))))
          > A tak na poważnie - najmilsze chwile to te, kiedy podchodzi, miauknie i jak tyl
          > ko
          > go pogłaszczesz to od razu stawia ogonek :-))


          A mój kotek z samego rana wskakuje do łózka i trąca mnie swoim łepkiem, abym już
          wstała :)
    • aric Czarna bestia 27.06.02, 15:40
      Mamy z żoną siedmiolatka, czarnego jak smołę zmieszanego z kotem egipskim.
      Dowiedziałem się nawet, że jego potomkom dałoby się sklecić nawet rodowód, ale
      już za późno, oh.
      Jest najbardziej czaderski ze wszystkich kotów jakie widziałem, cóż, brak
      obiektyzmu. Niestety ma swoje nawyki. Drapie fotele i budzi mnie równo o 4.30,
      wołając nakarm mnie bo ja tu jestem najważniejszy. Więc, bluźnię, wstaję,
      bluźnię, i kładę się spać znowu. Śpię na raty. Od maleńkości niestety został
      tak nauczony przez teścia, który wstawał wtedy do pracy. Już się przyzwyczaiłem.
      Kwiatki. Nasz lubi trawkę, papitus, dracenę, juka to jest czad. Jak było zimno
      i nie mogliśmy jej wystawić na balkon to ulubioną zabawą było branie rozpędu i
      skakanie na kwiatek. Wszystkie liście poprzegryzał na ich zgięciach.
      Cóż można by wiele pisać o wadach naszego Behemota. Ale i tak kot w domu to
      rewelacja.
      Szczeka na ptaszki, nawet wyfrunął kiedyś z piątego piętra na beton i żyje.
      Łazi po wannie, kiedy się kąpiemy, a później uwala się w mokrej. Pije wodę z
      kranu, kradnie jedzenie z talerza chowając głowę po blat ławy. Turla się po
      oliwkach i gdy czuje krople żełądkowe itp.
      Pozdrawiam wszystkich kotomaniaków.
      A propos Toksoplazmowa przenoszona przez to czysta propaganda.
      • Gość: baltazar Re: Czarna bestia IP: *.brzezno.univ.gda.pl 27.06.02, 15:54
        Sluchajcie, czy Wasze koty nie daja Wam spac (oprocz kota Arica)? bo ja mam
        nadzieje, ze z czasem moja polroczna kocica przestanie mnie budzic... ok 4. a
        potem do rana nie mam szansy, zeby porzadnie zasnac - skacze po mnie, poluje na
        bose stopy, biega jak szalona, dobiera sie do kwiatow, rozrywa zaluzje, zwala
        klawiature (najnowsza rozrywka), rozszarpuje gazete itd. probowalam ja zamykac
        w innym pokoju (podpierajac drzwi krzeslem, bo inaczej sama sobie otwiera) ale
        zaczyna wtedy skakac na drzwi z dzikim wrzaskiem, bez wytchnienia, do skutku...
        poza tym jest milutka;-)
        • aric Re: Czarna bestia 27.06.02, 16:02
          Jest sposób. Specjakistką jest moja żona. Może ci się uda. Tylko musisz ją
          złapać o 4 rano. Z tym mogą być problemy, przynajmniej w moim przypadku.
          Bierzemy go pod kołdrę, między nas i unieruchamiamy, nie dając mu szansy
          ucieczki. Na początki trochę się szarpie ale po chwili się układa i zasypa. Do
          siódmej przetrzymujemy.
          Pozdrawiam, ale nie gwarantuję sukcesu.
          • Gość: Baltazar Re: Czarna bestia IP: *.brzezno.univ.gda.pl 27.06.02, 16:11
            Dzieki za nieinwazyjna metode - dzisiaj wyprobuje:-))
        • Gość: adziba Re: Czarna bestia IP: 217.8.160.* 04.07.02, 10:44
          Gość portalu: baltazar napisał(a):

          > Sluchajcie, czy Wasze koty nie daja Wam spac (oprocz kota Arica)? bo ja mam
          > nadzieje, ze z czasem moja polroczna kocica przestanie mnie budzic... ok 4. a
          > potem do rana nie mam szansy, zeby porzadnie zasnac - skacze po mnie, poluje na
          >
          > bose stopy, biega jak szalona, dobiera sie do kwiatow, rozrywa zaluzje, zwala
          > klawiature (najnowsza rozrywka), rozszarpuje gazete itd. probowalam ja zamykac
          > w innym pokoju (podpierajac drzwi krzeslem, bo inaczej sama sobie otwiera) ale
          > zaczyna wtedy skakac na drzwi z dzikim wrzaskiem, bez wytchnienia, do skutku...
          >
          > poza tym jest milutka;-)



          Ja mam kotka od 3 dni i ten sam problem. Wstaje miedzy 4 a 4:30 i zaczyna
          buszować. Ja nie wiem skąd on ma tyle energii. Spint przez pokoj, skok na
          torebke, potem pod lozko, na lozko, w nos mnie z banki i tak do 5 rano. Potem jak
          zobaczy, ze juz mam dosyc zabawy i usypiam kladzie mi sie pod broda i spi.
          Rudzielec ma 2 miesiące, jest super. Zastanawiam się czy jukka bedzie na ziemi
          jak wroce do domu....
      • Gość: leziox Re: Siwa i biała bestia IP: *.arcor-ip.net 27.06.02, 15:54
        Koty to przede wszystkim obowiązek.POsiadam 2-jeden siwy kot angielski,druga
        kotka biała jak śnieg,diabli wiedzą jakiej rasy.Przybyły przez przypadek.Gdybym
        miał się jeszcze raz decydować,to bym ich nie wziął.Są kochane,miłe,czyste i
        nawet znają pewne sztuczki.Prowadzę niezbyt uregulowany tryb życia,jestem
        włóczykijem i muszę stale brać na nie wzgląd.Cóż,są u mnie od 7 lat,więc nikomu
        ich nie oddam.Ale zastanówcie się dokładnie przed wzięciem do siebie kota.Bo to
        są wieczne małe dzieci.Firanki mam od lat te same-dziurawe.Sofa-jak na melinie.
        Nową kupiłbym chętnie,ale nie da rady.Gorąco-więc dokoła miliony włosów z
        sierści.Tapety-tylko do wymiany ale jak wymienić kiedy nowe spotka natychmiast
        los starych,mimo że mają wspaniały kącik specjalnie do drapania.
        Mimo wszystko,ich mruczenie nie wynagradza strat poniesionych do tej pory.Ale
        jeśli ktoś nie jest takim materialistą,to niech sam decyduje.Te koty wychodzą
        na spacerek na taras tylko wtedy jak ja wychodzę,poza tym nie włóczą się
        same.Szkoda by ich było.Jeszcze raz-to obowiązek.I wcale nie taki lekki.Do
        przemyślenia dla wszystkich.
    • aagnes Re: jak się żyje z kotem? 27.06.02, 15:44
      Koty sa futrzane, mieciutkie, cieplutkie, piekne, nawet jak leza i nic nie
      robia, lub spia.
      Gdy kot sie bawi, lub cokolwiek robi, mozna na niego patrzec godzinami, dziala
      uspakajajaco i rozbrajajaco.
      Nawet najbardziej "meski" facet opiekujacy sie kotem zyskuje wiele, staje sie
      lagodniejszy.
      Na kota nie mozna nie patrzec z miloscia.
      Zawsze mialam koty, wiec chyba wiem co mowie.
    • bebe1 Re: jak się żyje z kotem? 27.06.02, 15:49
      jesli nie jestes zbyt drobiazgowa i nie przeszkadzaja ci takie rzeczy jak
      podrapane meble, chodzenie po stole, zezarte kwiatki i walajacy sie wszedzie
      zwirek i kocie zabawki to OK
      mi nie przeszkadzaja
      firanek na szczescie nie mam
      jedyna prawdziwa niedogodnoscia jest otwierani okien i balkonu tylko uchylnie ,
      a nie na osciez - moj kot nalezy do hasaczy i wiecej bym go nie zobaczyla
      juz raz go zlapalam jak lecial lot koszacym nad barierka balkonowa

      a jesli chcesz miec naprawde spokojnego kota - wybierz persa - tego jakby nigdy
      nie bylo w domu, chodzi swoimi drogami, nic nie nieszczy, glownie spi
      podstawowa wada - nie daje sie nosic na rekach, przytulac etc.a po to glownie
      ma sie kota
      druga - trzeba go codzeinnie czesac i zostawia mnostwo futra
      • Gość: Anja Mój kot potrafi wrzeszczeć od 24.00 do rana IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 27.06.02, 16:02
        Mój mały ancymon albo drze się od 24.00 do 6.30 (przerwy robi na 3-40 minut,
        żeby pospać), albo znowu wstaje o 5.00 i już nie ma uproś. Przekupywanie
        jedzeniem działa przez 10 minut. Zeżre i znów się drze! Codziennie wychodzi,
        więc chyba uważa, że musi mi przypomnieć o zawiezieniu do teściów. Ma tam ogród
        i las. Czasem mam ochotę sprać mu dupę, ale nie mam serca. Jest taki
        rozkoszny!!!
        • Gość: Mistick Re: Mój kot potrafi wrzeszczeć od 24.00 do rana IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 27.06.02, 16:09
          Rany..Koty sa cudowne ..moj Nosferat tez czasem wrzeszczy... ogolnie to raczej
          zadko..ale ostatnio ma ruje..wiec..hmm caly dzien, cala noc stoi pod drzwiami
          nawolujac inne kotki..:) chyba bede musiec ja wykastrowac..tylko ze to mi sie
          wydaje (ten zabieg) taki nie hmmm nieludzki?;)..mam jeszcze ptaki w klatce
          ktore wrzeszcza na moja kotke..a ona sie wtedy wscieka i mrauczy na nie..wiec
          ogolnie to jest glosno i wesolo:)
          • Gość: kluba1 Re: Mój kot potrafi wrzeszczeć/do Mistick IP: *.we.client2.attbi.com 28.06.02, 17:02
            Gość portalu: Mistick napisał(a):

            > Rany..Koty sa cudowne ..moj Nosferat tez czasem wrzeszczy... ogolnie to raczej
            > zadko..ale ostatnio ma ruje..wiec..hmm caly dzien, cala noc stoi pod drzwiami
            > nawolujac inne kotki..:) chyba bede musiec ja wykastrowac..tylko ze to mi sie
            > wydaje (ten zabieg) taki nie hmmm nieludzki?;)..mam jeszcze ptaki w klatce
            > ktore wrzeszcza na moja kotke..a ona sie wtedy wscieka i mrauczy na nie..wiec
            > ogolnie to jest glosno i wesolo:)
            Na pytanie , czy wykastrowanie kota jest zabiegien nieludzkim odpowiem ci w ten
            sposob : sama napisalas, ze kot sie meczy caly dzie i cala not ! Wez to pod
            uwage jak rowniez fakt, ze gdyby ci jednak uciekl to powiekszy liczbe
            niechcianych, czesto zle traktowanych kociat. Przemysl to !! :-)))
      • svarte_sjel Re: jak się żyje z kotem? 16.10.02, 14:00
        bebe1 napisał(a):
        > jedyna prawdziwa niedogodnoscia jest otwierani okien i
        balkonu tylko uchylnie ,
        > a nie na osciez - moj kot nalezy do hasaczy i wiecej

        NIGDY NIGDY NIGDY nie uchylaj okien przy kocie.
        To się może skończyć tragicznie.
    • Gość: Garfield Re: jak się żyje z kotem? IP: *.pl 27.06.02, 16:24
      Koszmarne historie opowiadacie ! :o)
      Mój kocur nigdy nie interesował się żadnymi roślinami (a mam ich dużo), nigdy
      nie kasował zadnych firanek. Ulubione i właściwie jedyne miejsce do drapania
      to "kanciasta" opona roweru górskiego. Żadnego marudzenia po nocach, budzenia
      o "niechrzescijańskiej" porze.

      Nie, ten kot nie jest z plastiku, to typowy kot rasy "ogólnopolskiej". ;o)

      Pamiętam, że zwłaszcza w kociństwie próbował trochę mnie zdominować, ale
      łagodne "pogonienie kotu kota" zwykle ustawia hierarchię i wyjaśnia kto tu
      rządzi.
      Pozdrawiam.
      • Gość: fizia Re: jak się żyje z kotem? IP: 57.66.12.* 27.06.02, 16:38
        Moj tak samo - firanek nie drapie (nie mam firanek, a jak mialam - nawet sie
        nimi nie interesowal), kwiatkow nie je, nic nie zrzuca z mebli (poza np.
        szczoteczka do zebow pozostawiona na wannie). Foteliki drapie, ale pozwolilam
        mu na to - wiec mam za swoje. Rozmawia ze mna zawsze, jak mnie widzi, jest
        slodki, kiedy spi i smieszny, jak sie bawi. Kochane stworzenie.
      • Gość: morgana Re: jak się żyje z kotem? IP: 213.82.64.* 27.06.02, 17:00
        Ja mam 2 kocice. Jedna jest siamska (nierasowa) a druga czarna. Obie bardzo
        szczuple, dluuugie, pelne gracji. Maja oczy jak szklane kule, siamska -
        niebieskie, czarna - zolte (diabelskie!). Spia zawsze razem, przytulone, w
        klebuszku. Czyszcza sobie nawzajem uszy. No i co jakis czas oczywiscie robia
        wojne z syczeniem, wyrywaniem siersci i stroszeniem ogona.

        Szkod raczej nie czynia i w nocy nie przeszkadzaja, ale wymaga to pewnej
        organizacji i pracy z kotkiem. Siamska uwielbia gryzc i przezuwac! Taka mania.
        Jak znajdzie jakas roslinke w zasiegu pyska to w dwie godziny jest cala
        przegryziona na drobne kawaleczki. Ja jej daje pudelka tekturowe. To ja zajmuje
        na jakis tydzien czasu. Jak wracam wieczorem do domu to musze zebrac
        "urobek dzienny" nagryzionego konfetti. Ale kicia jest szczesliwa.
        Jak zostawie na wierzchu gazete lub program telewizyjny to wieczorem juz go nie
        bedzie. Wiec zeby sie nie denerwowac, to nalezy zwracac uwage na to co
        sie zostawia w zasiegu kota. Ale kanapy mi nie niszczy, scian nie drapie
        i nie obgryza niczego innego. Do drapania ma specjalny drapak, ktory kupuje
        w sklepie dla zwierzakow i wymieniam co 3 miesiace.
        Kotki spia w oddzielnym pokoju. Wiem ze budza sie o 5 i sie bawia. Ale nie
        dobijaja sie do moich drzwi. Mialam ten problem przez pierwszy tydzien -
        oduczylam.
        Kotki wiedza ze nie wolno wchodzic na stol i na blaty w kuchni.
        Ale kot, poniewaz ma swoj koci charakter, co jakis czas probuje na nowo!
        To taka wojna psychologiczna.
        Czasem jestem naprawde zdumiona jakie to spryciule i jak mnie robia w konia!!!!
        Kicia byla troche chora, wiec pozwalalam jej na wszystko. Zal mi jej bylo.
        Po 2 dniach znajduje kicie na stole! Delikatnie zganiam i pouczam zwierzaka
        ze nie wolno! Kicia sie kryguje, patrzy smutnymi oczami, miauczy...
        Za godzine znow na stole. Znow zganiam delikatnie. W koncu jest przeciez chora
        i obolala. Za kwadrans kicia ponownie na stole. O!!! Tym razem zostala pogoniona
        jak sie patrzy bez taryfy ulgowej.
        Przez nastepne 2 miesiace nie poparzyla nawet na stol!



        • Gość: taczecia Re: jak się żyje z kotem? IP: *.thls.bbc.co.uk / 10.141.23.* / *.thls.bbc.co.uk 27.06.02, 18:35
          ja mam trzy czarne, z zoltymi oczami. obserwacja ich swiata, wzajemnych
          relacji, lubien i nie-lubien, jest fantastyczna.
          nic nie drapia, a raczej drapia tylko specjalna konstrukcje do drapania i pudlo
          tekturowe w korytarzu. rozumne sa bardzo. i kochane!!
        • Gość: breskva Re: jak się żyje z kotem? IP: *.acn.pl / 10.131.131.* 27.06.02, 18:47
          niestety moje koty wiedza ze na stoly wchodzic nie wolno a mimo to na nie
          wchodza (odnosze czesto wrazenie ze z podwojna przyjemnoscia).
          mamy w rodzinie cztery koty i moge potwierdzic ze lubia demolowac rosliny
          doniczkowe i ze ich linienie caloroczne moze byc uciazliwe. Co do mebli to mamy
          jedno stare lozko ktore "wyczesuja" i na szczescie do innych mebli sie nie
          dobieraja. Tylko jeden kocur w dziecinstwie wdrapywal sie po firankach na
          karnisze--ale mozna temu zapobiec obcinajac koncowki pazurow.
          Mysle ze kotom, tak jak dzieciom po prostu nie mozna sie dac sterroryzowac.
          Uwazam ze dobrym zwyczajem jest zamykanie drzwi sypialni na noc--nie ma ryzyka
          z o 5 rano odbije ci sie od brzucha kot w pogoni za drugim. CO do wycia, to
          nasz jeden kocur uprawial wycie od 5 rano pod drzwiami sypialni--znalezlismy
          fenomenalny sposob ze strony internetowej (moze troche drastyczny) Pod
          zamknietymi drzwiami stawialismy odkurzacz, wlaczony ale nie do kontaktu. Gdy
          tylko wycie sie zaczynalo wkladalismy wtyczke do kontaktu na pare sekund--kocur
          przerazony halasem uspokajal sie na pare godzin. Po jakims miesiacu takich
          zabiegow oduczyl sie brzydkich zwyczajow. W ogole mam wrazenie ze kotki sa
          jednak o wiele grzeczniejsze i bardziej zrownowazone--rzadziej wyja, latwiej
          sie z nimi podrozuje, lepiej znosza wizyty u weta.
          Poza tym to nie wyobrazam sobie zycia bez kotow, sa tak zabawne, inteligentne,
          przyjazn z nimi jest bardzo satysfakcjonujaca. Uwazam tez ze powinno sie miec
          minimum 2 koty--2 razy wiecej zabawy w obserwowaniu jak liza sobie lebki,
          tocza bitwy i spia przytulone. No i kotom wtedy razniej i lepiej znosic
          nieobecnosc swoich ludzi. I wcale nie jest to bardziej klopotliwe, a nawet
          mniej bo mozna je same zostawic nawet na dobe.
          • Gość: taczecia oliwki, ser zolty, pizza IP: *.kw.bbc.co.uk / 10.141.23.* / 132.185.134.* 27.06.02, 19:49
            moje trzy czarne koty maja tez dosyc zagadkowe preferencje jedzeniowe. tzn
            jeden na przyklad wlazi do torebki z oliwkami. Drugi kocha czipsy im bardziej
            pikantne tym lepsze. Trzecia uwielbia ser plesniowy. Dzis rano znalazlam slady
            pazurkow pod papierkiem...
            zgadzam sie tez, ze lepiej miec przynajmniej dwa koty. Tego co daje obserwacja
            ich wzajemnych relacji, pogoni, mycia uszu, syczenia itd. nie da sie z niczym
            porownac. poza tym wlasnie nie nudza sie. mozna je zostawic, czasem nawet
            wyjezdzamy na dwa dni jedna noc i sa ok.
            Dobrze tez jest raczej miec koty o ciemnym futerku. wiem bo kiedys mialam
            takiego bialego w bure pregi, ktory sie bardzo lenil. w rezultacie nalezalo w
            domu zakladac specjalne ubranie "na kota" a goscie mogli w zasadzie siadac
            wylacznie na gladkich drewnianych krzeslach. teraz mamy trzy czarne, w sumie
            problem jest mniejszy. choc tez nie calkiem....ale dla mnie i meza (ktory kocha
            koty) to i tak zaden klopot.
            aha, podobno mezczyzni, ktorzy lubia koty sa supermescy - nie musza sobie
            udowadniac meskosci poprzez tachanie za soba wielkiego psa...
            • aric Re: oliwki, ser zolty, pizza 28.06.02, 09:09
              Gość portalu: taczecia napisał(a):

              > moje trzy czarne koty maja tez dosyc zagadkowe preferencje jedzeniowe. tzn
              > jeden na przyklad wlazi do torebki z oliwkami. Drugi kocha czipsy im bardziej
              > pikantne tym lepsze. Trzecia uwielbia ser plesniowy. Dzis rano znalazlam slady
              > pazurkow pod papierkiem...
              Ha. Mój kot zjada bardzo różne potrawy. Poza chipsami, serem żółtym, na punkcie
              którego ma świra, oliwkami, tuńczykiem i piciem kakao, ostatnio odkryliśmy z
              żoną, że cholernik uwielbia BÓB. W nocy zostawiliśmy na komodzie miskę z bobem, a
              rano było go o połowe mniej. I nawet się nie porzygał. Uwielbia krakersy,
              skonsumował nam jednego bojownika i trzeba mieć straszny refleks gdy oddziela się
              flaka od wędliny.
              Poza jedzeniem uwielbia najwyższe punkty w mieszkaniu. Mamy ponad trzymetrowe
              mokoje a ulubionym miejscem jest trabina do wchodzenia na pawlacz postawiona pod
              oknem. Siedzi na najwyższym szczeblu, dotykając głową sufitu i obserwuje papużki
              w klatce na oknie u sąsiada.
              • Gość: madzia Re: oliwki, ser zolty, pizza IP: *.websites.pl / 172.16.1.* 28.06.02, 11:21
                biedne zwierzątko...mój pies lubi piwo i szampana:)
                • aric Z innej beczki 28.06.02, 11:39
                  Pijak jeden. Miałem kiesyś świnkę morską, która lubiła pić wódkę z nakrętki od
                  słoika.
                  • Gość: Aleba Re: Z innej beczki IP: 195.205.149.* 04.07.02, 14:28
                    A moja świnka z dużą przyjemnością konsumowała likier kakaowy...
              • Gość: JKAMMER Re: oliwki, ser zolty, pizza IP: 153.19.135.* 28.06.02, 15:01
                Mój rudzielec Traktor niestety ma alergię na wszelkie Whiskasy i inne puszkowe
                i chrupkowe żarcie i jedyne co może jeść bez obaw to ryby (najlepiej płotki),
                swieże mięso. Ostatnio odkryłem, że przepada za fasolką szparagową, groszkiem i
                kukurydzą konserwową i bobem a także za wszelkimi ciastkami. Pokazowy numer
                Traktora to wskoczyć mi na plecy podczas obiadu i próbować łapą uzbrojoną w
                pazury "przejąć transport" z talerza do ust. Poza tym stare numery typu:
                obgryzanie kwiatów (dracena!!!) spijanie wody z kranu, obgryzanie wszelkich
                pudełek itp. Ale jest kochany.
                Kociarz......;)
              • Gość: mag Re: oliwki, ser zolty, pizza IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 01:18
                Mój kot dostaje szału na widok oliwek (zielonych). Liże, rzuca się turla,
                próbuje nadgryzać i wypluwa. Czasem oblizuje żółty ser, ewentualnie masło. Nie
                musze dodawać, że po takim soczystym wylizaniu żoładek daje znac o sobie dość
                szybko...
            • Gość: kluba1 Re: oliwki, ser zolty, pizza IP: *.we.client2.attbi.com 28.06.02, 17:13
              Gość portalu: taczecia napisał(a):

              > moje trzy czarne koty maja tez dosyc zagadkowe preferencje jedzeniowe. tzn
              > jeden na przyklad wlazi do torebki z oliwkami. Drugi kocha czipsy im bardziej
              > pikantne tym lepsze. Trzecia uwielbia ser plesniowy. Dzis rano znalazlam slady
              > pazurkow pod papierkiem...
              > zgadzam sie tez, ze lepiej miec przynajmniej dwa koty. Tego co daje obserwacja
              > ich wzajemnych relacji, pogoni, mycia uszu, syczenia itd. nie da sie z niczym
              > porownac. poza tym wlasnie nie nudza sie. mozna je zostawic, czasem nawet
              > wyjezdzamy na dwa dni jedna noc i sa ok.
              > Dobrze tez jest raczej miec koty o ciemnym futerku. wiem bo kiedys mialam
              > takiego bialego w bure pregi, ktory sie bardzo lenil. w rezultacie nalezalo w
              > domu zakladac specjalne ubranie "na kota" a goscie mogli w zasadzie siadac
              > wylacznie na gladkich drewnianych krzeslach. teraz mamy trzy czarne, w sumie
              > problem jest mniejszy. choc tez nie calkiem....ale dla mnie i meza (ktory kocha
              >
              > koty) to i tak zaden klopot.
              > aha, podobno mezczyzni, ktorzy lubia koty sa supermescy - nie musza sobie
              > udowadniac meskosci poprzez tachanie za soba wielkiego psa...

              Kolor futerka kota nie ma nic wspolnego z iloscia wypadajacej siersci. Mam kota
              czarnego, z dluzszym futrem - gubi siersc ale nie w tragicznych ilosciach: mam
              bialego- prawie wcale nie trzeba go szczotkowac i mam rudego, z ktorego jak
              zawsze sie smieje, mogla bym prawdopodobnie zrobic z jego siersci piernat przez
              sezon!! Nie wiem, dlaczego ten ostatni jeszcze nie jest lysy ale ma naprawde
              geste futro mimo peka klakow ktore kilka razy dziennie wyciagam z jego
              szczotki. :-))))
    • Gość: jamnik Re: jak się żyje z kotem? IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 27.06.02, 20:35
      jak pies z kotem.
      • Gość: ola Re: jak się żyje z kotem? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.06.02, 21:25
        Mam kotke. Za mlodu byla srebrna jak sreberko po czekoladzie, z latami
        poszarzala, ale i tak jest 8 cudem swiata. te jej czarne podusie, rozowiutki
        nosek i chropowaty jezyczek. MIODZIO! Jako mala kociczka miala manie skakania
        po firankach, ale kiedy troche podrosla i przytyla, zrozumiala, ze moze to juz
        byc niebezpieczne i poddala sie. Kot wlezie wszedzie. W najmniejsza szczeline.
        A potem rozedrze mordysie i bedzie blagal o pomoc w wydobyciu z jakiegos mini
        zakamarka. Albo srodek nocy. Dom cichy tylko miauk kota rozrywa te cisze na
        dwa. Leze, chce przeczekac, ale placz nie ustaje. Mysle sobie, kot chce jesc.
        Wstaje, po omacku ide do kuchni, kota nad miska nie ma. Okazuje sie ze kot
        siedzi w pustej wannie i drze morde. Jak juz sie wejdzie do lazienki, zobaczy
        ten zrospaczony wyraz "twarzy" to z miejsca chce sie kotu udogodzic, wiec
        zaczyna sie koci prysznic, a raczej histeryczna ucieczka przed strumieniem
        wody. Swieta prawda jest to ze koty szczekaja. Szczekaja nawet lepiej niz psy,
        zawsze na ptaszki za oknem. Dla niewytrzymalych na zgrzyt noza po szkle odglos
        dobywajacy sie spod kocich pazurkow oszalale drapiacych szybe bedzie nie do
        zniesienia. Ale taka juz kocia natura. A gdyby otowrzyc okno- to kotu chyba
        wyroslyby skrzydelka, zeby tylko na te ptaszki zapolowac.
        Pierwsza zasada kocia w domu: "to jest kot nad koty i niczego sie nie
        boi"...koty to pozerzy, stroja dzielne miny, napuszaja ogon, ale pietra maja
        takiego, ze w piety idzie. Ale nigdy, przenigdy nie mmozna kotu pokazac, ze sie
        wie, ze kot ma stracha...obrazony kot jest po stokroc gorszy od podrapanych
        foteli, zdezelowanych kwiatkow, poszarpanych zaslon i ufajdanej zwirkiem
        wykladziny.
        A kiedy kocia jejmosc zamieszka na skromnych pokojach to z miejsca zmienia sie
        polityka mieszkaniowa, bo kot staje sie zegarem odmierzajacym zycie rodzinne.

        Reasumujac, kot to skarb, ale skarb uciazliwy. Mysle jednak, ze nikt, kto
        posiada taki skarb, nie chcialby go zamienic na inna przytulanke.
    • Gość: marta Re: jak się żyje z kotem? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.02, 21:45
      milam jeszce dzis rano kota i troche mnie denerwowal, o 5 rano przerazliwie
      mialczal, o 5 wrocilam do domu i nie mam kota, bo pies go zagryzl, moj pies,
      mialam kota trzy lata.
      • Gość: aja7 Re: jak się żyje z kotem? IP: 212.160.67.* 27.06.02, 23:11
        W dzieciństwie nie miałam zwierząt poza rybkami, ale zawsze marzylam o psie.
        Dwa lata temu ze względów praktycznych wzięłam kotkę i była to chyba jedna z
        najlepszych decyzji w moim życiu. Adela jest świetna. Szybko nauczyła się, że
        nie wolno ruszać jedzenia zostawionego na chwilę bez nadzoru, choć na początku
        znajdowałam czasami szyneczkę sciągniętą z kanapki w rogu przedpokoju :). Nie
        drapie mebli, może dlatego, że staram się obcinać jej pazury raz na tydzień.
        Jest śliczna - smukła ma tyle wdzięku i gracji.
        Choć jest dość niezależna wiem, że jest do nas bardzo przywiązana. Zwykle śpi w
        nogach łóżka. Pomogła mi uporac się z kłopotami jakie mnie dopadły w ostanim
        roku. Jej obecność wycisza, uspokaja. W lutym, gdy moja córka wyjechała na
        ferie a ja pojechałam ją odwiedzić, okazało się, że Adela źle znosi długą
        samotność. Ciągle skakała na klamkę i przeraźliwie miałczała. Wtedy
        zdecydowałąm wziąć drugą, małą kotkę. Rzeczywiście dwa koty to radość do
        kwadratu. Aniela wymaga jeszcze wychowania ale cieszę się że Adela ma
        towarzystwo.
        Jak wielu właścicieli wspomniało koty da się wychować. To trochę podobne do
        wychowywania dzieci - trzeba mieć żelazną konsekwencję i duuuuuuuuużo miłości.
        Nie traktuję ich jak dzieci ale kocham je i w ich oczach widzę, że
        odwzajemniają to uczucie po swojemu.

        Pozdrawiam wszystkich kociarzy:)))
    • Gość: magda Re: jak się żyje z kotem? IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.02, 11:09
      My mamy psa - od lat i od jakichś 8 miesięcy kotkę.
      Pies zaakceptował kota i nawet polubił - choć oczywiście się do tego nie
      przyzna ;)
      Kotka - Balbina - uwielbia kwiaty - obgryzac oczywiście, bawi się w ogrodnika
      wygrzebując ziemię z doniczek - wlezie wszędzie tylko nie na żyrandol, jest
      strasznie skoczna, spi na regale, na książkach, razem z psem w koszu, ludzkiego
      jedzenia nie rusza, jada raczej nie duże, gania jak rakieta po całym
      mieszkaniu, obserwuje chrabąszcze na balkonie (zabezpieczonym przez nas
      siatką), łazi psu - naprawdę dużemu - po głowie, wleze na stół i na środku się
      uwali a co! Jest fantastyczna! Kradnie klamerki, gania za kauczukową piłką,
      robi mnóstwo dziwnych rzeczy, drapie regał - na szczęście ten, który sami
      zrobiliśmy i nam go nie żal, gubi sierść - my też mamy specjalne ubranie "na
      kota". Przyjdzie rano, położy się na piersiach i mruczy, pije wodę z kranu,
      obserwuje pralkę jak pierze, nie przepada za nadmiarem czułości, atakuje stopy
      i łydki - można by wymieniać godzinami.....
      Za to przesypia już całą noc i strasznie się wszyscy cieszymy, że jest. Pies
      także.
      • Gość: morgana Re: jak się żyje z kotem? IP: 213.82.64.* 28.06.02, 13:14
        Jak czytam te listy to smieje sie pod nosem, bo kicie takie po prostu sa!

        Swego czasu mieszkalam poza miastem i mialam psy z ktorymi bylam bardzo zzyta,
        ale relacje z psem sa zupelnie inne niz te z kotem. Pies jest taki
        bezgranicznie wierny, oddany, bezkrytyczny. Na sympatie kota trzeba zasluzyc, a
        dobre wspolzycie z kotem trzeba wypracowac. To zupelnie inna relacja, bardziej
        zywa, stymulujaca. Kot sie obraza, robi cie w konia, pokazuje ci ze jest
        sprytniejszy od ciebie. Symuluje! Czasem naprawde nie moge uwierzyc jakie
        strategie obmyslaja moje koty! A jak sa dwa to jest jeszcze ciekawiej, bo sie
        namawiaja! Jak kotek jest sam to sie bardziej przywiazuje, jest moze bardziej
        skory do pieszczot ale tez bardziej cierpi jak sie go opuszcza na pare dni. Jak
        sa we 2 to wiele spraw zalatwiaja miedzy soba.

        Jak wracam do domu, to moje kicie czekaja zawsze przy drzwiach, wchodze, one
        ocieraja sie o nogi, ja sie pytam 'jak wam minal dzien?' one mi
        odpowiadaja 'miau, miau, miau', idziemy razem do kuchni, itd.
        Wczoraj wracam, otwieram drzwi, wchodze, kotow nie ma....
        Widze w kuchni przewrocona miske z chrupkami i rozlana wode z miseczki.
        Koty siedza na balkonie odwrocone plecami. Wolam -
      • Gość: kluba1 Re: jak się żyje z kotem?/do magda IP: *.we.client2.attbi.com 28.06.02, 23:25
        Gość portalu: magda napisał(a):

        > My mamy psa - od lat i od jakichś 8 miesięcy kotkę.
        > Pies zaakceptował kota i nawet polubił - choć oczywiście się do tego nie
        > przyzna ;)
        > Kotka - Balbina - uwielbia kwiaty - obgryzac oczywiście, bawi się w ogrodnika
        > wygrzebując ziemię z doniczek - wlezie wszędzie tylko nie na żyrandol, jest
        > strasznie skoczna, spi na regale, na książkach, razem z psem w koszu, ludzkiego
        >
        > jedzenia nie rusza, jada raczej nie duże, gania jak rakieta po całym
        > mieszkaniu, obserwuje chrabąszcze na balkonie (zabezpieczonym przez nas
        > siatką), łazi psu - naprawdę dużemu - po głowie, wleze na stół i na środku się
        > uwali a co! Jest fantastyczna! Kradnie klamerki, gania za kauczukową piłką,
        > robi mnóstwo dziwnych rzeczy, drapie regał - na szczęście ten, który sami
        > zrobiliśmy i nam go nie żal, gubi sierść - my też mamy specjalne ubranie "na
        > kota". Przyjdzie rano, położy się na piersiach i mruczy, pije wodę z kranu,
        > obserwuje pralkę jak pierze, nie przepada za nadmiarem czułości, atakuje stopy
        > i łydki - można by wymieniać godzinami.....
        > Za to przesypia już całą noc i strasznie się wszyscy cieszymy, że jest. Pies
        > także.

        A co to jest ; specjalne ubranie "na kota" ???
        • Gość: magda Re: jak się żyje z kotem?/do magda IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.02, 08:58
          Ubranie na kota ;) - to takie cjuchy, które bez obawy można założyć i głaskac
          swojego kota (i psa bo też mamy) godzinami, bez obawy, że jak sobie pójdzie to
          tych białych - w naszym przypadku - włosków do końca życia nie da sie usunąc.
          Poważnie mówiąc, potrzeba wymusiła na nas przeobrażenie się w domowych
          dresiarzy - niestety, nosimy po domu rzeczy które nie są już pierwszej nowości,
          ale przynajmniej nie dostaję szału jak kot mi zaciągnie bluzkę a pies zachlapie
          śliną.
          Mamy wesoły domek!!! A dzisiejsza noc była niesamowita - była burza, której
          strasznie boi sie mój 40 kg pies - i z tego strachu moja suka postanowiła
          znależć sobie najbezpieczniejsze miejsce czyli moją głowę - i tak spędziłam pól
          nocy, walcząc z nią o miejsce w łóżku.
          A kot postanowił przesadzić kaktusa i wywalił go z dnoniczki a potem zwalił z
          regału książki.
          Ale i tak uwielbiam moje zwierzaki.
          Pozdrawiam
          • taczecia Re: jak się żyje z kotem?/do magda 04.07.02, 12:03
            oj znam to znam. tez jestesmy "dresiarzami". taki rodzaj ubioru ochronnego....
    • aard Re: jak się żyje z kotem? 28.06.02, 12:55
      Jak pies.
      aA
      Rd
    • crazy_fan Re: jak się żyje z kotem? 28.06.02, 14:02
      Kot potrafi być męczący (drapanie, siusianie) - ale o ileż bardziej jest SŁODKI!
    • Gość: Agnieszk Re: jak się żyje z kotem? - JESTEM ZA!!!!!!!!!!!! IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 28.06.02, 17:30
      Mam kocura od 6 lat. Firanek nie rwie ale meble i tapety bardzo lubi
      obdrapywac. Takze nasze mieszkanie zmienilo nieco wyglad przez te kilka lat. Z
      obsikiwaniem podlog nie mamy zadnego problemu bo Kicius (tak ma niebanalnie na
      imie)jeszcze nigdy nie zrobil nam tej przykrej niespodzianki, zawsze grzecznie
      korzysta z kuwety. Wiekszy problem, niestety, mamy z tym, ze czasem wymiotuje -
      co jest podobno normalne u kotow ze wzgledu na to, ze "myja" sia czesto a przez
      to polykaja sporo wlosow... Ten wlasnie problem nasila sie szczegolnie latem.
      Ale w ciagu tych 6 lat moze 3 razy w sumie bylismy z nim u weterynarza. Poza
      tym wiekszych problemow nie ma. A w ogole namawiam Cie goraco na kota. Nawet
      jesli bedziesz z nim miala pewne problemy to on na pewno sam zrekompensuje ci
      je wszystkie. Nie ma to jak dluuugie jesienne i zimowe wieczory z mruszacym
      kotem na kolanach.... Naprawde, polecam. Agnieszka
      • taczecia waleriana 28.06.02, 18:19
        Chcialam zapytac, czy dajecie czasem Waszym kotom waleriane? Ja musze przyznac,
        ze od czasu do czasu sprawiamy im te radosc i dajemy im po kawaleczku takich
        ziolowych tabletek z waleriana, wiadomo jak reaguja...odjezdzaja po prostu.
        Nie wiem tylko, czy to im aby nie szkodzi? Ale moze taki lekki odjazd od czasu
        do czasu to nic groznego?
        pozdrawiam cieplo,
        • Gość: kiki Re: waleriana IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 28.06.02, 20:19
          ja nie daje, nie wpadlam na ten genialny pomysl. ale raczej mysle ze ten koci
          odjazd to wcale nie taka znowu dla kotow frajda. po prostu tak reaguja, wedlug
          mnie, talko dlatego ze nie moga tego opanowac. nie sadze zeby im to sluzylo. no
          ale ty pewnie masz niezla zabawe.
          • Gość: Lobelia Re: waleriana IP: 195.187.102.* 29.06.02, 08:04
            Nie wiem, czy kotom szkodzi "odlot" po walerianie, ale
            mnie osobiście nie podoba się to, co się z nimi wówczas
            dzieje... Burcio moich rodziców zlizał kiedyś trochę
            kropli na uspokojenie, które rozlały się mojej mamie.
            Bardzo mi było przykro patrzeć na to, co się z nim
            działo, taki jakiś się obcy zrobił i nienaturalny,
            pomimo, ze niby szczęśliwy... Nie doznał żadnego
            uszczerbku na zdrowiu, ale nie mam jakoś ochoty
            częstować go walerianą i staramy sie pilnować, aby się
            do niej nie dobrał na własną rękę.
            • Gość: Maciek Re: waleriana IP: *.cust.telepacific.net 29.06.02, 09:58
              Z ta waleriana to tez roznie bywa. kot znajomych uwielbial takie pigulki ziolowe na uspokojenie i tarzal
              sie w pokruszonych namietnie. Nasz powachal, machna ogonem i totalnie zignorowal. Natomiast jak
              posypalismy mu kocimietki na drapak.... no to byla pelnia szczescia.
          • nikalaj Re: waleriana 01.07.02, 00:02
            Kotom się to bardzo podoba, zapach waleriany i jeszcze kropli żołądkowych. :)
    • Gość: ZORA Re: jak się żyje z kotem? IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 28.06.02, 22:25
      Doskonale... ja mam psa i kota, i to dopiero jest radocha do kwadratu. Jak
      dzieci. Potrafią się pokłócić, ale i żrać z jednej michy. Są zazdrosne o siebie
      nawzajem. Pies nabrał pewnych kocich obyczajów, kot niestety jeszcze nie
      szczeka... ale wszystko przed nami.
      Rodzice mają dwie kotki i jest super... tyle że z tą sierścią to prawda...
      No i potwierdzam, towarzystwo kotek jest dużo bardziej interesujące od
      towarzystwa kocurów ;-) Kolejny argument dla feminizmu?...
      Pozdrówka i najlepsze życzenia na nowej drodze życia z mruczącymi nabytkami
      PS Mamy też smyka i naprawdę trudno o lepszy czynnik wychowawczy niż pies i
      kot.A ile uciechy!...
      • Gość: Sofi Re: jak się żyje z kotem? IP: *.swietochlowice.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 23:35
        Hej, Zora, też jestem ze Świętochłowic. Mam dwie kotki. Są super. Jedna ma
        sześć lat, druga siedem. To niesamowite jak się różnią charakterami. Mają
        różne gusty jeśli chodzi o jedzenie, różne lęki - jedna boi się burzy, druga
        wysokości (mieszkam na 4 piętrze). Po przyjściu z pracy nie ma dla mnie
        większej radości i większego relaksu niż zabawa z moimi kotkami. To jakieś
        constans w zwariowanej pogoni za forsą. Wystarczy być.
        To rekompensuje wszelkie kłopoty związane z kotami jakie się pojawiają w
        pożyciu z nimi.
        Kłopoty ignoruję podchodzę do nich jak do problemu technicznego, który da się
        rozwiązać, w zamian zyskuję rzeczy niematerialne, których na próźno szukać u
        ludzi. Pamiętajcie jednak wszyscy ludzie. Nie ma nic gorszego niż przyzwyczaić
        do siebie zwierzę a potem go porzucić.
        Dlatego trzeba decyzję o zwierzęciu przemyśleć b. starannie.
    • Gość: mag Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.02, 23:43
      Mój kot ma 3 lata, reaguje na gwizd, klepanie w nogę, nie znosi "kici, kici", w
      istocie w swych zachowaniach niekiedy bardzo przypomina psa. Jest potwornie
      rozpieszczony, straszliwie wybredny, codziennie domaga się przetrzymywania na
      kolaniach i nieustającego głaskania. Mieszka w bloku, nie wychodzi nigdy na
      dwór (jedynie - na ramieniu właścicieli do samochodu, ma ogromny balkon, na
      który może wychodzić (latem spędza tam całe dnie), balkon jest w całości
      ogrodzony drobną siateczką, na której czasem wisi mój kot oglądając to, czego
      siedząc nie może zobaczyć. Nie drapie mebli, ani firanek. Nie dokonuje i nigdy
      tego zwyczaju nie miał, absolutnie żadnych zniszczeń. Bardzo rzadko podgryza
      kwiatki, ale często sprawę załatwia trawa dla kotów. Nie wysypuje piasku z
      kuwety - jego toaleta jest bardzo duża, zamykana od góry i zapatrzona w filtr
      powietrza. Może w niej spacerować niemal, jest tak przestronna. Dnie spędza na
      foltelu, kolanacz pana, bądź na balkonie. Często włazi do szafy oraz do kosza z
      brudną bielizną. Jada wyłącznie produkty Whiskas oraz raz w tygodniu surowe
      mięsko, z wyłączeniem cielęciny, po której ma kłopoty żołądkowe. Zbyt długo
      leżącego jedzenia w misce nie tknie. Wodę pije tylko ze specjalnego szklanego
      kieliszka na długiej nóżce. Oczywiście mienralną niegazowaną lub filtrowaną.
      Jest samcem i to kastratem. Zabiegowi temu nie poświęcił odrobiny uwagi, w
      ogóle go to nie obchodziło, przeszło niezauważalnie. Za to w efekcie tegoż
      zabiegu jada wyłącznie pokarm przeznaczony dla kastratów - mam na myśli suchą
      karmę. Jest to konieczne ze względów zdrowotnych. wychowuje się z żółwiem,
      którego uwielbia; bywa, że leżą razem w koszyczku kota lub nos w nos na
      poduszce obok siebie. Czasem chodzą ze sobą. Kiedyś próbował włazić do
      terrarium, raz delikatnie skarcony, nigdy tego nie zrobił ponownie. Jest
      posłuszny i pieszczoch. Gdy był mały i próbował rozrabiać napadając na żółwia,
      sprawę załatwiał spryskiwacz - nie przepada za opryskiwaniem wodą, chociaż lubi
      siedzieć na brzegu wanny i patrzeć, jak ktoś się kąpie. Kiedyś w wyniku tych
      obserwacji wpadł do wanny wypełnionej po brzegi wodą. Stres byłm duży, ale na
      drugi dzień znowu tam siedział. Ma miliony zabawek, uwielbia, gdy rzuca mu się
      myszki. Zawsze je przynosi, żeby ponownie mu rzucać. Czy to nie "psie
      zachowanie"? Miauczy pod drzwiami, gdy słyszy windę, w której znajduje się jego
      pan. Wybiega do nas na korytarz. Pozostawiony na cały dzień wita potwornym
      miaukiem i nie odpuści odpracowania długotrwałego głaskania na kolanach u
      wszystkich po kolei. Jest stosunkowo sprawiedliwy. Miauczy, kiedy chce wejść do
      szafy, gdzie są zamknięte drzwi. Miauczy, żeby go wypuścić. Miauczy, żeby się z
      nim pobawić. Oczywiście za każdym razem inaczej. Łapie muchy i ćmy. Jest
      szalenie łowny. i, rzecz jasna, całe życie kręci się wokół niego i jego
      przyjaciela żółwia.
      • Gość: Sofi Re: jak się żyje z kotem? IP: *.swietochlowice.sdi.tpnet.pl 29.06.02, 00:33
        Cholera, Mag niesamowicie fajna opowieść o kocie. Super. Tak dokładna i
        przepełniona uczuciem, że aż mo ciarki przeszły po plecach. Jednocześnie
        odezwał się we mnie kompleks prowincjonalny. Gdzie można kupić tak wspaniałe
        kuwety. Mam nadzieję, że nie tylko w Warszawie. I dlaczego suche żarcie ze
        względów zdrowotnych? Moja kotka po styrylizacji je puszki "mokre".
        I dlaczego woda - oczywiście mineralna niegazowana? Moje koty łapą potrącają
        kran w kuchni, wtedy z krenu wypada pozostałość zwykłej "kranówy", chłepcą z
        wielką przyjemnością. Kieliszków nie mam, bo ciągle tłukę a poza tym piję i
        tak tylko piwo z kufla.
        • taczecia a propos waleriany 29.06.02, 10:25
          czesc, calkiem mozliwe, ze macie racje. byc moze ONE tego wcale nie
          lubia?...Chcialam im po prostu sprawic mala frajde...tu w sklepach "dla kotow"
          mozna kupic specjalne poduszeczki dla NICH wypelnione suszona waleriana...

        • Gość: mag Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 01:08
          Kastraty mają to do siebie, iż częściej, niż innym przyplątują się im choroby
          związane z drogami moczowymi, nerkami, nad domiar tego większość z nich po tym
          zabiegy przejawia tendencję do tycia. A spróbujcie odchudzić kota...! Znam
          kota, który mw wyniku niewiedzy właścicieli (zrozpaczonych zresztą w chwili,
          gdy fakt ten wyszedła na jaw), nabawił się kamieni w drogach moczowych.
          Leczenie nie dość, że długie, to niebezbolesne, a wszystko jak się okazało w
          wyniku niewłaściwego pokarmu. Niestety, karma dla kastratów jest, niezależnie
          od rodzaju i producenta, droższa od innych, czasem całkiem sporo. Kotki pewnie
          są wrażliwsze pod tym względem, bo dla nich ren zabiego jest dużo poważniejszy.
          Mineralną niegazowaną pije mój kot ze względu na to, że jest zdrowsza,
          filtrowaną - bo taką mamy; przy okazji żółw dostaje taką samą. Zreeztą mój kot
          grymasi przy innej wodzie, nigdy nie pił z metalowej, bądź plastikowej miski i
          długo zajęło, zanim wpadłam na myśl, że pozostaje mu tylko coś szklanego.
          Sprawdziło się. Z tą wodą to jest dmuchanie na zimne i lekkie przedsadzanie, bo
          np. oprócz tej mineralnej, uwielbia wodę, w której od 3 dni stoją kwiatki.
          Podchlipuje z wazonu, z miną osoby raczącej się ambrozją.
          Kuwety są do nabycia w dużych sklepach zoologicznych, na pewno w Warszawie,
          choć nasza pochodzi z Łodzi, wiem jednak, że w Warszawie można zamówić kuwetę
          dowolnych rozmiarów. Obeznane z tego typu rzeczami są sklepy zoologiczne w
          centrach handlowych: Janki, Targówek. 2 lata temu taka kuweta kosztowała ok.60-
          70 zł. Pozdrawiam.
    • Gość: Alla Re: jak się żyje z kotem? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.02, 11:35
      Moje doświadczenia z bycia współlokatorką kota (od 10 lat):
      - to nieprawda, że koty brudzą. Mają swoją kuwetkę i w niej załatwiają
      wszystkie swoje potrzeby.
      - koty nie śmierdzą!!!! Gdzieś się spotkałam z takim zarzutem i bardzo mnie
      zaskoczył.
      - koty nie są lizusami (w przeciwieństwie do psów), ale też okazują przywiązanie
      - koty nie cierpia przeprowadzek
      - w czasie kocich godów można nasłuchać się żałosnego miauczenia. Rada - kot /
      kotka najlepiej jak jest wykastrowany (w przypadku kota odpadają wtedy
      ucieczki, a w przypadku kotki - powiększenie rodziny)
      - koty wyczuwają nastrój człowieka (zwłaszcza gdy jest smutny)
      - kąpanie kota jest zdecydowanie lepsze od jakichkolwiek sportów ekstremalnych.
      Takich emocji nic ci nie zapewni
      - koty lubią drapać różne przedmioty - naturalne. Dlatego najlepiej zrobić im
      do tego specjalną deseczkę. Niestety koty rzadko drapią to co akurat odpowieda
      człowiekowi
      - kota możesz zostawić samego na cały dzień z miską suchego i nie martwić się,
      że nie ma go kto wyprowadzić
      - koty mają skłonności samobójcze. Potrafia wpaść pod samochód nawet na drodze
      na której coś przejeżdża średnio dwa razy na dobę
      - koty mogą pomoc w kwestii much. Mój kot jak zobaczy jakiegos owada w
      mieszkaniu od razu zaczyna polowanie
      - kota można przekupić (np. bitą smietaną lub specjalnymi przysmakami).
      - do powyższego - kota można wychować, ale trzeba mieć stalowe nerwy inaczej to
      kot wychowa sobie człowiekia

      Reasumując - kot ro wdzięczny towarzysz życia, ale trzeba umieć się nim zająć.
      Jak każde zywe stworzenie potrzebuje miłości, jedzenia i kąta do spania, a
      odpłaci sie wielkim przywiązaniem.

      A tak na marginesie - nie cierpię ludzi, którzy biorą sobie małego kotka, a jak
      im coś nie pasuje to się go pozbywają. Trzeba ponosić odpowiedzialność za
      własne decyzje. Kot nie jest zabawką i też czasem może narozrabiać. Trzeba byc
      na to przygotowanym!
      • Gość: mag Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 01:14
        Zgadzam się ze wszystkim, z własnych doświadczeń dodam, że mój kot kompletnie
        lekceważy wszelkiego rodzaju deseczki (a miał ich trochę), nie znosi być sam
        zbyt długo i po powrocie biegnie z wielkim miaukiem na ręce, absolutnie nie
        jest w najmniejszym nawet stopniu przejęty przeprowadzką i nowe miejsce
        zamieszkania to dla niego żaden stres. Natomiast brak właścicieli - owszem.
        Przeprowadzał się, licząc wędrówki jeszcze z okresu akademika, 6 razy. Więcej
        strachu właścicieli o jego nastrój, niż jego uwagi. Do nowego miejsca
        zamieszkania przyzwyczajał się niemala natychmiast, gdy wlazł na kolana.
    • Gość: Jaga Re: jak się żyje z kotem? IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 29.06.02, 11:39
      Zawsze, gdy do domu przybywa nowy mieszkaniec oznacza
      to zmiany. Każde stworzenie musi mieć swoja przestrzeń
      życiowa, a to oznacza ograniczenia pozostałych
      domowników. Ważne jest, aby na początku określic
      reguły i potem ich przestrzegać. Moje koty (mam 3 -
      matkę, ojca i córkę)początkowo robiły dużo
      zamieszania. Zniszczyły moją ukochaną dużą paprotkę
      (Behemot postanowił w niej zamieszkać), podarły
      tapety, drapały meble i dywany. Wiecznie coś zrzucały:
      książki, doniczki, wazony i tupały głosno w nocy.
      Jakoś przeżyłam. I wychowałam "wpadkowe" kocięta.
      Cztery. Jedno, moje ukochane zresztą, zostało. A teraz
      mam firanki (całe), zasłony (nowe), jedną kanapę
      z "frędzlami" - bo tam ostrzą pazury i koci dywanik,
      który wcale nie wygladan źle. Przegrałam walkę o
      kwiaty cięte i o wchodzenie na stół. I to nie jest
      wina kotów. Po prostu były bardziej konsekwentne.A
      teraz problem jest z wyjazdami. O wiele łatwiej
      wyjechać gdzieś z psem.
    • Gość: alla Re: jak się żyje z kotem? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.02, 11:59
      Czy wasze koty też taqk gruchają na ptaki za oknem? Komiczny widok :)
      • taczecia Re: jak się żyje z kotem? 29.06.02, 13:12
        tak, naturalnie, urocze "eh-e--e-ee-e"...oraz nerwowe przestepywanie z nogi na
        noge
        inne:czy kapiecie swoje koty i jak czesto?
        pozdrawiam
      • Gość: mag Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 01:15
        Grucha straszliwie..........
    • Gość: alla Jak żyć z wyrachowanym kotem... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.02, 12:00
      Wszystkim miłośnikom kotów polecam książkę - "Jak zyć z wyrachowanym kotem".
      Niestety nie pamiętam autora, ale jak znajdę książkę to go podam. Jest
      powalająca!!!
      • Gość: mag Re: Jak żyć z wyrachowanym kotem... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 01:20
        Czytałam te książkę kilka razy. Za każdym z nich ubaw równie wielki. Większość
        zaprezentowanych cech nie odbiega od prawdy. może nawet wszystkie?
        • Gość: ja Re: Jak żyć z wyrachowanym kotem... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.03, 15:12
          Gość portalu: mag napisał(a):

          > Czytałam te książkę kilka razy. Za każdym z nich ubaw równie wielki.
          Większość
          > zaprezentowanych cech nie odbiega od prawdy. może nawet wszystkie?
          zgadza sie!
    • Gość: Jaga Re: jak się żyje z kotem? IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 29.06.02, 13:07
      To, ze one są kochane i smieszne, to przyszła kociara
      wie. No, moze nie wszystko, ale w ogólnym zarysie. Ale
      jej chodzilo chyba o cenę, jaką sie za to płaci i nie
      jest pewna, czu chce tę cenę zapłacić. A zasada jest
      chyba prosta: im więcej miłosci, czasu i zrozumienia
      na początku + żelazna konsekwencja, tym mniejsze
      kłopoty z kotem! Moi przyjaciele mają mieszkanie
      naprawdę czyste i zadbane, a kot jest wszędzie! I
      niczego nie niszczy! Wymusił tylko dodatkową kuwetę w
      kuchni, gdzie notorycznie sie załatwiał, gdy
      zostawiali go samego w domu. Acha! Jeżeli przychodzi
      BARDZO WAŻNY GOŚĆ, który na dodatek może nie lubić
      kotów, to NA PEWNO kot usiądzie na przygotowanym dla
      NIEGO miejscu, które zajmie cichaczem w trakcie
      powitania!
      • taczecia smieszne 29.06.02, 13:22
        sa takie czasem smieszne, ale trzeba uwazac, bo sie bardzo obrazaja.
        np sytuacje typu ucho zawiniete przy myciu, albo "zapomniany" wystawiony
        jezyczek - i tak przez 5 minut.
        • Gość: Jaga Re: smieszne IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 29.06.02, 14:07
          O z nimi to nie ma żartów. Behemot przez rok spał na
          mojej wersalce. Jeżeli dłużej pracowałam, złościł się,
          usiłował mi zabrac dokumenty, a potem zasypiał z tyłu
          na fotelu, pilnujac, kiedy pójdę spać. I tak było
          codziennie, dokad nie wyjechałam na 3 tygodnie. Kiedy
          wróciłam kot zajrzał do pokoju, po czym wyszedł.
          Zdziwiona, zawołałam go. Przyszedł, wskoczył,
          popatrzył na mnie, a potem powoli, na BARDZO
          OBRAŻONYCH ŁAPKACH, majestatycznie wyszedł z pokoju i
          dotąd ANI RAZU juz nie przyszedł!
      • Gość: mag Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 01:23
        A propos ważnego gościa: jeżeli to będzie alergik, to ma jak w banku, że kot
        natychmiast zacznie mu włazić na kolana, a nawet jeśli nie, będzie się tylko
        obok niego przewijał przez cały wieczór. A SPRÓBUJCIE TAKĄ OSOBĘ PRZENOCOWAĆ.
        GŁOWĘ DAM, ŻE KOT PÓJDZIE SPAĆ DO TEGO POKOJU, W KTÓRYM ŚPI OFIARA I OCZYWIŚCIE
        POŁOŻY SIĘ OBOK, ROZSIEWAJĄC ALERGENY..
        • Gość: alla Re: jak się żyje z kotem? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 11:34
          Mój kot raz prawie doprowadził do zawału moją koleżankę, która u mnie nocowała.
          Opowiadała mi potem jak obudziła się w nocy a mój kot siedział na oparciu
          kanapy i się w nią intensywnie wpatrywał. Jak ktos nie przyzwyczajony to może
          się nieźle zdenerwować.

          A co do zapominania o schowania języczka - na porządku dziennym :)
    • Gość: Grazyna Re: jak się żyje z kotem? IP: *.net.autocom.pl 29.06.02, 14:12
      Moja Pusia jest biała i w związku z tym nie możemy nosić ciemnych ubrań,
      wszędzie są włosy. Na swetrach wychodzą z lewej strony na prawą,na ciemnych
      spodniach, na marynarkach. Okleiłam butelkę po Pepsi taśmą samoprzylepną tą
      lepką stroną do góry i czyszczę w ten sposób ubrania. Najgorzej jest z goścmi,
      wychodzą "owłosieni".
      Nie polecam więc jasnego kotka, może z ciemnym sa mniejsze problemy.

      Najlepsza informacją , jakie koty są, są rysunki o Garfieldzie w Wyborczej.
      Garfield równa się moja Pusia.
      Jeden przykład: Wychodziliśmy z domu i chcieliśmy zamknąc duży pokój. Wołamy
      kota kilka minut, żeby się pokazał, bo zamykamy pokój i potem się nie dostanie
      do kuwety i jedzenia. Kota oczywiście nie ma. Wracamy wieczorem, po wielu
      godzinach, oczywiście kot wychodzi bardzo obrażony z dużego pokoju, że to
      skandal, że został zamknięty na tyle godzin i nie miał dostepu do kuwety i
      jedzenia.
      • Gość: Jaga Re: jak się żyje z kotem? IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 29.06.02, 14:26
        A ja kiedyś zamknęłam moją Dakotę w biurku Na 9 godzin!
        Bo wychodząc do pracy przypomniałam sobie o
        dokumentach, które miałam wziąć! W ciagu kilku sekund,
        kiedy otwierałam biurko, wyjmowałam dokumenty i
        chowałam je do teczki kot błyskawicznie i
        bezszelestnie wskoczył do srodka, czego nie zauważyłam
        • Gość: alla Re: jak się żyje z kotem? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 11:42
          Dokładnie!!! Koty mają niezły dar do pchania się w dziwne miejsca! nie mogę
          nawet na chwilę otworzyć szafy / szuflady aby Filemon już do niej nie właził.
          Nagminnie wchodzi pod kołdrę. Ale to co mnie najbardziej rozwala u kotów to ich
          zdolność znikania. Ile to już razy przeszukiwałam dany pokój wszerz i wzdłuż, a
          kota nie było ani widac ani słychać. Natomiast po kilkunastu minutach nagle tam
          się pojawiał. Gdzie się wcisnął - do dziś pozostaje to jego tajemnicą. Moja
          ciotka z tego powodu nie chce brać go do siebie jak wyjeżdżam na kilka dni.
          Kiedyś tak jej się schował, że ona ze łzami w oczach przeszukiwała cały dom
          mysląc, że jej zwyczajnie uciekł. Ostatecznie po kilku godzinach zrozpaczona
          ciotka zobaczyła cwaniaczka wychodzącego zza szafy. Od tamtego czasu
          powiedziała, że już nigdy więcej
        • Gość: kluba1 Re: jak się żyje z kotem? IP: *.we.client2.attbi.com 02.07.02, 22:05
          Gość portalu: Jaga napisał(a):

          > A ja kiedyś zamknęłam moją Dakotę w biurku Na 9 godzin!
          > Bo wychodząc do pracy przypomniałam sobie o
          > dokumentach, które miałam wziąć! W ciagu kilku sekund,
          > kiedy otwierałam biurko, wyjmowałam dokumenty i
          > chowałam je do teczki kot błyskawicznie i
          > bezszelestnie wskoczył do srodka, czego nie zauważyłam

          Podobnie : spieszac sie do pracy zlapalam plastykowa , duza torbe - reklamowke ,
          pognalam do samochodu, torbe wcisnelam na tylne siedzenie i szczescliwa, ze
          JEDNAK chyba unikne spoznienia , jade do pracy. W tym okresie czasu bylo sporo
          porwan samochodow z pasazerami w srodku, wiec, gdy nagle uslyszalam jakis
          zdecydowany halas za soba, bylam przekonana, ze mi zaraz ktos pistolet do
          czaszki przystawi !!! Ale nic sie nie stalo, wiec odwracam sie powoli i co
          widze : moj bialo- szary kot, Bebe wylazi z torby, pozniej hyc na miejsce przy
          tylniej szybie i bardzo zadowolony, rozglada sie wokol " gniotac ciasto" ze
          szczescia. Cala akcja rozgrywala sie na znaku stopu i wszyscy kierowcy w
          pojazdach obok zorjentowali sie w sytuacji i zaczeli bic brawo. Ja, zdajac sobie
          sprawe, ze tym razem NA PEWNO sie spoznie, wiec niezbyt uszczesliwiona,
          usmiechalam sie , robiac dobra mine do zlej gry. Od tej pory wszystkie torby,
          torebeczki sa zamykane i dokladnie sprawdzane przed opuszczeniem mieszkania !!!
      • Gość: mag Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.02, 01:29
        Mój kot, kiedy przy wyjściu profilaktycznie sprawdzamy, gdzie jest (czy
        przypadkiem nie został na balkonie), wołany - nigdy w życiu wówczas nie
        wyjdzie. Na ogół znajdujemy go, gdy w końcu, porzuciwszy myśl o dotarciu na
        czas w dane miejsce, decydujemy się spóźnić, żeby go tylko znaleźć, odkrywamy
        go:
        1. zakopanego w szafie
        2. nieruchomegopod kapą
        3. przyczajonego w sakrpetkach
        4. dobrze ukrytego za fotelem
        5. przycupniętego za pralką
        Niezaleznie od miejsca zawsze siedzi w absolutnej ciszy, jakby ukrywał się
        walcząc o życie, odnaleziony patrzy przerażonym kompletnie wzrokiem o
        natychmiast miauczy. Zazwyczaj posłuszny i przychodzący na dźwięk imienia, w
        takich chwilach jak opisane, jest niezawodny - zawsze się chowa.
Pełna wersja