jak się żyje z kotem?

    • Gość: mk Re: jak się żyje z kotem? IP: *.abo.wanadoo.fr 13.09.02, 21:23
      Mialam do niedawna wspanialego kota.Nigdy nic nie zniszczyl,nie siusial po
      mieszkaniu,byl bardzo grzeczny z dziecmi(dzieci tez byly nauczone go
      szanowac).Jedyny problem jaki nam sprawil to to,ze zachorowal na koci aids i
      trzeba bylo go uspic.Byl cudowny,niepowtarzalny,nie do zastapienia.Dlatego
      teraz kupujemy psa,ale tak nam brakuje tego "cos "co dawal nam Clovis(to jego
      imie),ze coraz czesciej zaczynamy mowic o kocie.Mam nadzieje,ze czas uleczy
      rany i bedziemy na nowo gotowi przygarnac jakiegos dachowca.
      Jedyna moja rada;pamietaj,ze kota tez da sie wychowac.To tez bardzo pojetne i
      madre istoty i na pewno nie falszywe.
    • Gość: Gocha Re: jak się żyje z kotem? IP: *.ilot.edu.pl 30.09.02, 14:49
      Wspaniale! Ja mam 2 koty, 8 -letnią kotkę i 2-letniego kocurka. Kot w cudowny
      sposób potrafi rozładować moją złość, można całymi godzinami patrzeć na kocie
      zabawy. Koty mają kuwetę ze żwirkiem, więc nie trzeba wyprowadzać ich na
      spacery. Jak cudownie jest usypiać w takt kociego mruczenia. Poza tym nawet w
      sytuacji awarii specu w towarzystwie przytulonych kotów jest ciepło. Mogę
      powiedzieć, że jestem całym sercem kociarą. Pozdrawiam.
    • Gość: Konrad Re: jak się żyje z kotem? IP: 194.200.70.* 08.10.02, 12:45
      Żyje się doskonale. Pamiętaj tylko, że to nie Ty będziesz rządzić.
      Polecam.
    • Gość: panterka Re: jak się żyje z kotem? IP: *.pkobp.pl 10.10.02, 15:43
      Powiem krótko , mam 2 koty olbrzymy i żadnych z nimi problemów.W domu jest
      błysk.Tylko na początku było rożnie jak ze wszystkimi małymi dziećmi, po
      prostu trzeba je dobrze wychowac.Mam z nimi dobry kontakt ,sa inteligentne i
      rozumieja co do nich mowię ,kazdy z nich ma inną osobowość...jak ludzie.To był
      najlepszy wybór w sprawie domowego zwierzątka dla dzieci.Pozdrawiam i życze
      powodzenia.
    • reniferek1 Re: jak się żyje z kotem? 09.12.02, 13:03
      Kotka mam od dwóch miesięcy. Bilans to:
      zniszczone skórzane meble, zgryzione kwiaty, podrapane wykładziny. Na wszystko
      się godzę (to znaczy staram się by straty nie narastały), ponieważ życie z
      kotkiem jest bardzo przyjemne. Gdy kotek patrzy prosto w oczy, to nie pamięta
      się o kłopotach.
    • Gość: Grzes Re: jak się żyje z kotem? IP: 213.227.114.* 16.12.02, 15:48
      Wzielismy kotke ze schroniska (w Poznaniu). Wybor byl prosty- to jedyny kot,
      ktory nie uciekal na widok obcego ani nie prychal. Potem okazalo sie, ze byl
      chory (zapalenie krtani)i trzeba mu bylo dawac antybiotyki. Wyszedl z tego.
      Lara jest z nami od 2 lat, przezyla przeprowadzke na Slask i jest b. grzeczna i
      czysta. Podejrzewam, ze trafila do schroniska niedlugo przed nasza adopcja od
      kogos, kto nauczyl ja porzadku. Ani razu nie napaskudzila nam na podloge (nawet
      w samochodzie, przy dlugiej podrozy siusiala do kuwety pod siedzeniem!). Mysle
      jednak, ze to bylo szczescie i ze inne koty moga byc rozne. Nie niszczy tez
      mebli ani firan. Mysle o zabraniu kolejnego kociaka, oczywiscie tez ze
      schroniska. Koty sa naprawde wspanialymi przyjaciolmi!
      Grzes
      • dz Re: jak się żyje z kotem? 29.12.02, 00:45
        Ponieważ wątek trochu "opadł na dno" pozwolę go sobie wyciągnąć swoim postem w
        nadziei, ze jeśli trafi tu jakiś zabłąkany forumowicz, to ulegnie "zakoceniu"
        po jego przeczytaniu ;-)).

        A w tym temacie mogę być w miarę obiektywnym źródłem, ponieważ:

        -nigdy wcześniej w życiu kota nie miałem,
        -może i trochu nosiłem się z takim zamiarem, ale skutecznie dusiłem w sobie tę
        chęć argumentem, że zwierzątko będzie się w mieszkaniu męczyć (brak tzw.
        przestrzeni życiowej dla kocich harców).

        Tymczasem los zadecydował za mnie: pewnego burego, pochmurnego dnia zobaczyłem
        pod sklepem przeuroczy pyszczek z wyrazem wielkiej żałości, strachu i
        zagubienia. Pyszczek należał do niewielkiego, zmokniętego (padał deszcz ze
        śniegiem) stworzonka o trudnej do określenia barwie (brudna była kicia :-(.
        Przeprowadzony wywiad ("Panie, ten kot tu tak 3 dni łazi..") upewniły mnie, ze
        kicio jest bezdomny. Cóż było robić ? Kociątko tego samego dnia znalazło się u
        mnie w domu a na słupach na osiedlu ogłoszenie ("Znaleziono kotkę...itp").

        Na całe szczęście nikt się po kicię nie zgłosił. Na szczęście mówię, gdyż:

        jest to przeurocze, przekochane i przemiłe stworzenie. Bystre i inteligentne.
        Schludne i czyściutkie. Kontaktowe i przyjacielskie. Wesołe i przymilne. Czy
        się bawi, czy je czy spi-można je godzinami obserwować ;-).
        Nie wyobrażam już sobie poranka, żebym po otwarciu oczu nie zobaczył
        siedzącego koło głowy uradowanego kota, przyglądającego mi się z uwagą, kiedy
        wstanę. Następuje wtedy seria takiego fajnego "gruchania", tradycyjna porcja
        kizio-miziania po czym w najlepszej komitywie udajemy się do kuchni do naszego
        trzeciego przyjaciela-lodówki ;-)).

        To, co jest naprawdę rewelacyjne, to uczucia tego stworka. Mianowicie takie 100-
        procentowe, jakich nigdy nie znajdziemy u ludzi, którzy zawsze mają
        jakieś "ale". Przykładowo: zawsze wieczorem, kiedy już się położę kicia
        niezależnie, gdzie jest i czy już śpi włazi mi na piersi, domagając
        się "głasków". Rozciąga się wtedy, jak długa i mrużąc ślepka daje upust swej
        radości mruczeniem -a ona zbyt często nie mruczy, prawie wcale-i intensywnym
        ugniataniem ciasta (tj. mnie) łapkami. Jest to wówczas począwszy od noska aż po
        koniec ogonka prawdziwa kupka futrzanego, 100%-wego, autentycznego SZCZĘŚCIA.
        Aż miło popatrzeć, naprawdę ;-))).

        Kicię mam tak jakoś od 3 m-cy, na początku się trochę "docieraliśmy" w czym
        wydatnie pomogły mi posty z tego forum (dziękuję).
        Teraz zaś jest pełnoprawnym członkiem rodziny, ma swój kącik w kuchni (z
        miseczkami), łazience (z kuwetką), domek (czasem sobie włazi tam), wspaniały,
        naturalny drapak dla pazurków (zwykły w lesie ścięty i będący w naszym domu "od
        pokoleń" pień z drzewa...tyle lat nikomu się go nie chciało wyrzucić, bo za
        ciężki i proszę, jak się przydał :) no i "samotnię" (wnętrze wersalki), gdzie
        sobie siedzi, gdy nie ma humoru. Ma też hobby-kolekcjonuje wszelakie sprzęty do
        pisania, które wyciąga mi z półek i organizera. Rozumie mnóstwo z tego, co się
        do niej mówi (co nie znaczy, ze się do tego stosuje ;-). Z zabaw preferuje
        aportowanie nakrętki od płynu do naczyń oraz dewastowanie mojej ręki która
        wygląda już, jakbym ścierał na tarce ziemniaka, tylko zapomniał go wziąśc ;-).
        Z jedzonka-mięsko, koniecznie świeże, tuńczykiem też nie pogardzi ;-).
        Jak na razie zauważyłem jedyną niedogodność z posiadania kota - kłopot z
        noszeniem ciemnych strojów-sporo kłaczków białych (bo kicia jest biało-bura,
        jak się okazało, kiedy już przyszła do siebie i dokonała starannego obmycia
        futerka). Ale-jak mawiają Amerykanie "Jeden problem to nie problem".

        Kończyć już muszę, gdyż stwór jakowyś kudłaty łazi po biurku z moim wiecznym
        piórem w pyszczku, muszę zainterweniować, coby atrament nie zaczął chlapać. W
        wolnej chwili skrobnę jeszcze parę słów.

        Pozdrawiam kociarzy.

        Obecnych i przyszłych......;-))

        dz

        • Gość: jotan dlaczego gazy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.03, 14:22
          mam 8 miesięczną kotke i niewiem czy to normalne ale srtasznie jej smierdzi z
          pyska no i niestety strasznie smrodzi (ma gazy) dlaczego,czy to
          normalne.Przeważnie je mięsko z puszek markowe.
        • adresb Re: jak się żyje z kotem? 14.02.03, 16:46
          To, co napisał 'DZ' jest piękne i wyraża właściwie wszystko, co chciałabym
          powiedzieć o mojej kotce - kocham ją niepomiernie i jest największym moim
          skarbem i szczęściem jakie mogło mi się przydarzyć! Bez względu na jakieś
          nieistotne 'wpadki' czy szaleństwa z okresu dzieciństwa...
          Inne wypowiedzi są równie cudowne i mam nadzieję, że osoba, która
          zapoczątkowała ten wątek - już bardzo stary - po ich przeczytaniu dawno ma
          kotka i coś nam o nim napisze????

          Pozdrowienia dla wszystkich zakochanych w swoim kotach!
    • Gość: th Re: jak się żyje z kotem? IP: *.chello.pl 14.02.03, 20:58
      kot to wspaniale zwierze mam kotke która moim zdaniem jest lepsza ponieważ
      kobiety to wielkie czyściochy. jest tak przywiązana że jak się na 5 minut do
      sklepu wyjdzie to już mruczy ociera się i wskakuje na kolana miewa zwariowane
      pomysły, które są takie że aż bawią. żadnych problemów z czystością kot chodzi
      do kuwet jeździ sobie na działke, zero problemu.
    • Gość: kama Re: jak się żyje z kotem? IP: *.chello.pl 19.06.03, 20:16
      Ja biorąc kota wybrałam najspokojniejszego z rodzeństwa, a gdy była mała
      wprowadziłam pewne żelazne zasady, których satarałam się nie łamać, np. kot nie
      je z nami przy stole, i nigdy nie robiłam od tego ustępstw. Ważne jest, żeby
      kot wiedział dokładnie co mu wolno a co nie, żeby nie był ogłupiany sytuacjami
      w których jedna osoba mu na coś pozwala a druga nie. Wystarczającą metodą
      wychowawczą (przynajmniej u mojego kota) było karanie nie braniem na kolana -
      kot rozumiał że zrobił coś źle, a potem nie mścił się za klapsa. Do dziś, a mam
      go już od 9 lat niczego mi nie podrapał, nie porawał i nie obsikał.
      Konsekwencją można zdziałać niemal wszystko.
    • ugo Re: jak się żyje z kotem? 06.07.03, 21:29
      Koty są wspaniałe. Kiedyś miałem psa ale posiadanie kota to zupełnie inne
      przeżycie. Kot nie traktuje człowieka jako swojego pana lecz jako istotę równą
      sobie, postępuje według własnego uznania, przychodzi di ciebie kiedy on ma na
      to ochotę. I to właśnie niesamowicie pociąga mnie w kotach - ich niezależność.
      Ja mojego kocura mam już bardzo długo. Nigdy nie przejawiał skłonności do
      chodzenia po firankach tak jak wiele kotów, swoje pazury ostrzy o specjalnie
      umocowaną „drapaczkę", nie niszczy niczego w domu, no może poza roślinami które
      lubi obgryzać. Toleruje wszystkich ludzi, zarówno znajomych jak i przypadkowych
      gości. Kiedyś nie lubił psów, potrafił na nie napadać z pazurami, ale teraz je
      ignoruje, o ile mu nie wchodzą w drogę. Nie ma takiego swojego miejsca w domu,
      np. fotela na którym nie pozwoliłby nikomu usiąść. Siada i sypia gdzie chce
      zmieniając miejsce co jakiś czas. O tym że jest strasznym pieszczochem nie
      muszę chyba wspominać, to już cecha wszystkich kotów. Myślę że koty potrafią
      związać się emocjonalnie z człowiekiem w stopniu nie mniejszym niż psy a może
      nawet większym. Nie okazują tego w sposób tak bezpośredni jak psy, ot taki już
      koci charakter. Jednak my, właściciele i miłośnicy kotów uczymy się odczytywać
      sygnały wysyłane przez nie i wiemy co czują w danej chwili. Wiemy kiedy się
      cieszą choć pozornie tego nie okazują, wiemy kiedy są obrażone. Mój kot swego
      czasu bardzo często się na mnie obrażał np. jak gdzieś wyjeżdżałem. Doszło do
      tego że kilka razy obraził się na mnie po tym jak nie było mnie w domu zaledwie
      2 dni. Później się przyzwyczaił. Posiadaczem kota stałem się przypadkowo ale
      teraz wiem że „kociarzem" będę już do końca życia. Pozdrawiam wszystkich
      kociarzy.
      • Gość: Rambo Re: jak się żyje z kotem? IP: *.wcp.pl 06.07.03, 22:01
        Dzięki Ugo. Pięknie opisałes "kociarstwo". Choć oprócz 4 kotów mam 2 psy, na
        zawsze pozostanę kociarą. I jeśli ktoś twierdzi, że kot nie odwzajemnia
        przywiązania i miłości, to znaczy, że nigdy nie miał kota.
    • Gość: BaTsA Re: jak się żyje z kotem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.03, 08:34
      Jeżeli nie jesteś przekonana co do posiadania kota, to odradzam.
      Sam jestem posiadaczem półrocznego kota i już parę razy miałem ochotę wystawić
      go za drzwi mieszkania. Zwłaszcza w nocy. W dzień odpoczywa zbierając pewnie
      siły na nocne parogodzinne polowanie na kwiaty, firanki i wszystko to co da
      się pozrzucać z mebli. A tak w ogóle to miły zwierzak, ma symptyczną mordkę i
      na szczęście swoje potrzeby fizjologiczne załatwia w kuwecie elegancko
      usypując kopczyki.
    • Gość: joan Re: jak się żyje z kotem? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.10.03, 12:41
      Odpowiem tak:wszystko zalezy od tgo,na jaki charakter trafisz.Koty tak jak
      ludzie maja rozne usposobienia.Zwroc owage,jak kot sie zachowuje wobec
      Ciebie.Czy przestraszony ucieka,czy lasi sie i jest zaciekawiony.Kot musi byc
      wychowywany przez ludzi i stale miec z nimi katakt.Ale kot w domu musi miec
      odpowiednie wyposarzenie.drapak i zawsze czysta kuwete.Koty mozna nauczyc
      porzadku,ale na to potrzeba cierpliwosci.Ja przez to przeszlam.Zycze
      powodzenia.
    • Gość: agata Re: jak się żyje z kotem? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.03, 21:22
      Zależy jaką wybierzesz rasę. Ja na przykład ja mam kotkę perską. Ta rasa jest z
      reguły spokojna jej najwyższy skok był na wysokość 1,5 m. Nigdy jeszcze nie
      wskoczyła na firankę i nigdy nie nasikała poza swoję kuwetę. Jedynym kłopotem
      może być dla Ciebie codzienne rozczesywanie kota. Ta rasa może zostawać długo
      sama w domu. Jest przyjazna dla dzieci i nigdy nie zrobi im krzywdy. Jest z
      reguły kanapowcem, ale od czasu do czsu lubi pobiegać za piłką.
      Polecam takiego kota.
Pełna wersja