Dodaj do ulubionych

Myśliwi, po co te istoty żyją?

26.12.05, 16:39
Odpowiedź jest prosta, żeby mordować w imię tradycji, równowagi w przyrodzie i
takie tam inne pierdoły na które ja MARS(czyt.od tył)
Myśliwy to człowiek wychowany na wsi, rodzice skrajnie prawicowi, wychowany na
"twardziela". Dostał strzelbę i nauczył się strzelać żeby podtrzymać tradycję
ojca pradziada. Kocha zwierzęta i dlatego bardzo lubi wieszać ich głowy na
scianach, pewnie zależy mu na bliskim kontakcie z przyrodą. Przeważnie jest
głupi i niedouczony, nie lubi mieszczuchów bo są mięczakami. Ma twardy łeb i
litr go nie rusza. Idzie taki jełop do lasu, czuje się dumny i groźny(w końcu
ma strzelbę) Strzela do wszystkiego co się rusza, nieważne czy to pies, kura
czy dzik, wg. niego wszystkiego jest za dużo a pozatym to wszystko się rusza
więc może być dobrym celem.
Po polowaniu ida po wodkę i drą gęby opowiadając o swoich bochaterskich
czynach(ciemnota średniowieczna)
Niestety w tym co robią nie przeszkadzają im ani przepisy, ani zdanie ekologów
i wszystkich innych inteligentniejszych od nich ludzi. Dla nich jest ważne
tylko to żeby mieć większe trofeum od Staszka z sasiedniej wsi.
Najgorsze jednak jest to że nie przeszkadza im w tym opinia publiczna. I tak
proceder mordowania trwa i będzie trwał tak długo aż ludzie się nie przeciwstawią.
Nie wierzcie w ich kłamstwa że muszą zabijać aby zachować równowagę w lesie,
to jest nieprawda!!! Wystarczy rozmnożyć populację wilków i po sprawie!
Niestety myśliwi skutecznie to utrudniają. Na tyle skutecznie że mimo
obowiązującego zakazu polowań na wilki ich populacja od kilku lat nie wzrasta!
Sam jednak niewiele zdziałam siedząc przed kompem...
Ale można by zasypać skrzynki mailowe kół łowieckich listami. Chciałbym żeby
każdy komu na widok myśliwego otwiera się nóż w kieszeni wysłał do kilku kół
odpowiedni list. Ja mogę poszukać adresy mailowe i napisać jakiś list
Obserwuj wątek
      • kraiczek I co z tego linku wynika?? 27.12.05, 14:49
        www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www.pzlow.pl&_PageID=855&_RowID=506&_CheckSum=1381313668
        To może myśliwi przestaną zabijać zwierzynę łowną to wilki będą miały na co
        polować..., czy to tak trudno zrozumieć??
        Natura sobie poradzi bez ingerencji tych oszołomów.
        A jak myśliwy tak kocha las i polowanie to zabrać mu strzelbę i niech zakłada
        jakieś pułapki i poluje, strzelić do bezbronnego zwierza kazdy umie.
        I niech przypadkiem dzikus nie probuje wychodzc z lasu albo sie w mieście
        pokazywać bo zstanie odstrzelony
        • albert.flasz1 Re: I co z tego linku wynika?? 27.12.05, 15:05
          Gdyby nie myśliwi i leśnicy, w Polsce już od dawna nie było by np. bażantów,
          głuszców, łosi, danieli, saren, dzików... Co innego rozumna gospodarka
          naturalnymi zasobami - co innego bezmyślne zabijanie, wyłącznie dla pieniędzy -
          np. przez kłusowników, ale ten problem jest za trudny, lepiej więc
          wylewać "krokodyle łzy" we wszystkich dostępnych mediach i tym sposobem
          poprawiać sobie samopoczucie...
          • kraiczek Re: I co z tego linku wynika?? 27.12.05, 15:33
            albert.flasz1 napisał:

            > Gdyby nie myśliwi i leśnicy, w Polsce już od dawna nie było by np. bażantów,
            > głuszców, łosi, danieli, saren, dzików...

            A co by się z nimi stało??:) Bo wg mnie jakby nie były odstrzeliwane byłoby ich
            poprostu więcej...
            • albert.flasz1 Re: I co z tego linku wynika?? 27.12.05, 15:42
              Możliwe... Jednak, co innego planowy odstrzał z respektowaiem "okresów
              ochronnych", zwracaniem uwagi na liczebność zwierzyny na danym terenie, jej
              fachowym dokarmianiem, rozmnażaniem... Co innego natomiast bezmyślne zabijanie
              dla samego zabijania albo, co gorsza - dla pieniędzy!
              • kraiczek Re: I co z tego linku wynika?? 27.12.05, 15:59
                > Co innego natomiast bezmyślne zabijanie
                > dla samego zabijania albo, co gorsza - dla pieniędzy!

                I tak jest u myśliwych, dokarmiać, rozmnażać po to żeby zabić. Nie chodzi tu
                więc o zwiększenie poulacji zwierzyny a jedynie o to żeby mieć do czego
                postrzelać. Dlaczego eleminują konkurencję czyli wilki?
                • albert.flasz1 Re: I co z tego linku wynika?? 27.12.05, 21:31
                  Kłusownicy natomiast nie dożywiają, nie rozmnażają, nie wypuszczają tylko
                  strzelają, zakładają pułapki (widziałeś może zwierzę, które tydzień
                  przesiedziało we wnykach lub np. perkoza, który nurkując złapał się na t.
                  zw. "sznur"? Lepiej byłoby gdybyś nie zobaczył.), bo niczym się nie przejmują.
                  Dla nich liczy się wyłącznie mięso.
                    • po.prostu.ona Re: I co z tego linku wynika?? 28.12.05, 08:53
                      Ale przestrzegają okresów ochronnych zwierzyny, nie zakładają bestialskich
                      sideł, w których zwierzęta konają w niewyobrażalnych męczarniach po kilka dni.
                      Znane są przypadki, odnalezienia w sidłach martwej łani, przy której leżało
                      martwe sarniątko. Lisa, który zanim zdechł, na wpół odgryzł sobie łapę...
                      Normalne polowania nie prowadzą do takich potworności. Chociaż nie pochwalam
                      łowiectwa jako sportu, absolutnie nie stawiam znaku równości pomiędzy myśliwymi
                      a kłusownikami. Byłoby to grube nadużycie.
    • zinn2 Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 10:55
      No spoko zlikwidujmy koła łowieckie - rozumiem ,że zamiast nich Ty bedziesz
      chodził do lasu w zimie dokarmiać zwierzęta , usuwać wnyki i załatwiać inne tego
      typu sprawy ,którymi w znacznej części zajmują się myśliwi.

      Poza tym rozumiem ,że jak się zabija dzikie zwierzęta to be ,ale jak szyneczka
      na święta to ok ? Dobrze myślę ?
      • bullowy Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 13:33
        zabijanie zwierząt dla przyjemności jest barbarzyństwem ,dla miesa potrafię
        zaakceptować.A lasy są państwowe,więc to jest obowiązek panstwa opiekowac sie
        zwierzetami w nich zyjących,a nie myśliwych którzy w nagrode za dorzucenie
        sianka do karmików mogą sobie postrzelać.To mysliwi na odstrzał powinni isc a
        nie te bezbronne zwierzęta.A ja płace podatki na to panstwo i zycze sobie aby
        cześc ich trafiała na opiekę lasów własnie.
        zieelony, czeerwony, fiooletowy,ha BULLOWY!
        • zinn2 Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 14:29
          Człowiek może przeżyć bez "przyjemności" zabijania , ale bez mięsa też przeżyje
          i bez skórzanych butów i tapicerki też.Poza tym mięso zwierząt upolowanych przez
          myśliwych też jest zjadane - nie zauważam różnicy. W czym Twoim zdaniem gorsze
          jest pozyskiwanie mięsa z polowania niż ze zwierząt hodowlanych . Przejdż się
          kiedyś do rzeżni - zwierze w lesie ma przynajmniej jakieś szanse - w rzeżni nie
          . I nie ma co porównywać warunków życia zwierzęta rzeźnego a żyjącego na
          wolności. Chyba ,że są zwierzęta równe i równiejsze ??
        • po.prostu.ona Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 15:03
          Oj, nie bądź dzieckiem. Wszyscy płacimy podatki, ZUS i różne takie.
          Chcielibyśmy mieć darmową i na odpowiednim poziomie opiekę medyczną, policję
          chroniącą nas przed bandziorami, uczciwych pracodawców, praworządnych
          polityków. Tylko co z tego? Nie bronię myśliwych. Ale uważam, że są mniejszym
          złem niż kłusownicy. I jeżeli miałabym już kogoś jednoznacznie i ostro
          potępiać, to zdecydowanie tych ostatnich.
          • bullowy Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 15:21
            dzieckiem już dawno nie jestem,choc dziecko w sobie pielęgnuje,bo to wartość
            potrafic zobaczyć coś oczami dziecka,bez stereotypów itd.Dlatego nie wierze w
            mniejsze zło albo jest zło albo dobro i juz.Myslistwo jest złem,kłusownictwo
            też ale jednak kłusownicy zabijają od lat by żyć,by jeść a myslistwo w obecnej
            formie to rozrywka z prawdziwymi ofiarami dla bogatych.Do tego tupet z jakim
            sie wożą po lesie,jakby to był ich prywatny folwark.Załosne.
              • po.prostu.ona Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 15:58
                Kłusownicy nie zabijają by przeżyć. Często w sidłach giną zwierzęta, które nie
                nadają się do jedzenia. Myśliwy może chybić, zwierzę złapane w siłda czy wnyki
                nie ma żadnych szans. Jego agonia trwa całymi dniami, potwornie cierpi. Bywa,
                że bez szans ucieczki jest rozszarpywane przez włóczące się psy. Bardzo często
                kłusownicy nie fatygują się nawet po swój łup, zakładają tyle sideł, że nie
                sprawdzają co i gdzie się złapało. Traktują ten proceder jako rozrywkę, rodzaj
                zabawy.
                • bullowy Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 16:18
                  no nie, jednak kłusownikami zazwyczaj są zwykli chłopi, którzy to robią na
                  rosół,a nie dla zabawy.A jeśli chodzi o cierpienie zwierząt to fakt,że to jest
                  nie ludzkie,z tym że łatwiej mi jest zaakceptować kłusowanie z głodu niż
                  polowanie tylko dla rozrywki.A postrzelony dziki zwierz,który ucieka wiele
                  kilometrów,za którym gonią mysliwskie psy i idzie nagonka to nie cierpi
                  strasznie tak?

                  zieelony, czeerwony, fiooletowy,ha BULLOWY!
                  • po.prostu.ona Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 28.12.05, 16:29
                    Fragment większej całości:

                    Kłusownictwo, a zwłaszcza wnykarstwo (stalowe pętle lub zatrzaski) jest
                    największym barbarzyństwem, mordowaniem zwierząt w potwornych męczarniach
                    trwających czasem kilka dni. Leśnicy i myśliwi twierdzą, że kłusownictwo jest
                    procederem bardzo starym, lecz narastającym zastraszająco szybko od początku l.
                    90., często uprawianym rodzinnie, z pokolenia na pokolenie. Kłusownicy nie
                    zawsze kierują się chęcią wyżywienia rodziny, bowiem czasem trudnią się tym
                    ludzie bogaci. Kłusownictwo jest zjawiskiem groźnym, bo uczy okrucieństwa oraz
                    wyrabia przekonanie o nieskuteczności prawa, gdyż kłusownicy są rzadko uchwytni
                    lub łagodnie karani. Wg informacji Dyrekcji Regionalnej Lasów Państwowych w
                    Katowicach wzrasta ilość znajdowanych w lasach wnyków i złapanych w nie
                    zwierząt: saren, dzików, zajęcy, bażantów.

                    Myśliwych zbulwersował niedawno widok uduszonej ciężarnej sarny z licznymi
                    ranami na ciele i 2 brzóz obok: jednej wyrwanej z korzeniami, drugiej złamanej -
                    świadczących, że zwierzę stoczyło rozpaczliwą walkę o swe życie. Wnyki okazały
                    się niebezpieczne również dla ludzi, gdyż omal nie doszło do amputacji kończyny
                    u robotnika leśnego z Nadleśnictwa Pszczyna. Kłusownicy posługują się także
                    specjalnie głodzonymi, agresywnymi psami, głównie chartami, często
                    niebezpiecznymi dla ludzi. Co najmniej 30% pozyskiwanej w lasach zwierzyny pada
                    ofiarą kłusowników - informuje naczelnik Wydziału Gospodarki Łowieckiej i
                    Rybackiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach i członek
                    Naczelnej Rady Łowieckiej - Wiesław Tomecki. Rodzaj kłusownictwa zależy od
                    regionu: w województwie katowickim, częstochowskim i opolskim przeważa
                    wnykarstwo, w krakowskim i kieleckim - używanie psów, w województwach
                    zachodnich - samopały. Najbardziej niebezpieczne, chociaż rzadkie, jest
                    kłusownictwo z bronią palną, np. pod Gliwicami zginął leśniczy od kuli
                    kłusownika. Ściganiem kłusownictwa zajmują się głównie leśnicy i myśliwi, lecz
                    nie mają uprawnień policji i prokuratury, zaś strażników leśnych i łowieckich
                    jest ciągle za mało.
                    To tyle w kwestii obrony biednych, głodujących kłusowników.
    • mjot1 A co mi tam... 28.12.05, 20:37
      „Dyskusyja się rozwija...”
      O tym, że ktoś ma prawo zabijać a ktoś nie, że coś jest złem a tamto i owszem
      jest złem, lecz przecie mniejszym a może nawet dobrem jest czasami...
      Czerń i biel. Jakież to proste. Kłusownik zły a myśliwy... no może nie dobry,
      lecz jednak lepszy.
      A przecie nie znajdziesz dwu podobnych ludzi nawet z gęby a cóż dopiero, jeśli
      porównać ich emocje, wnętrze.

      O zabijaniu.
      Proszę mi wyłuszczyć jakież to profity zyskuje zwierz zabity przez myśliwego a
      jakie niepowetowane straty gdyby przyszło mu zginąć z ręki kłusownika.
      Proszę mnie ciemniakowi wyjaśnić, jaka to dla ofiary ma niby być różnica?

      Kim jest pędzący swym ukochanym autkiem człowiek, który roztrzaskuje ciężarną
      sarnę? Myśliwym czy kłusownikiem?
      A może winny jej śmierci jest budowniczy tej szosy? A może projektant? Może
      planista, który raczył przekreślić mapę kreską?
      Hm... Najprawdopodobniej to tylko ta durna sarna popełniła samobójstwo...
      O tam właśnie pies zamęcza w maratońskim pościgu inną sarnę.
      Kim jest spacerowicz, który spuszcza w lesie ze smyczy swego pupila: „niech się
      biedactwo wyhasa on przecie to tak lubi”
      Kim jest tenże sam automobilista robiący płaskorzeźby z żab, które pędzone
      odwieczną siłą przedwiośniem podążają do zbiorników wodnych?
      A kim jest ów szlachetny esteta, który na widok takiego paskudztwa odrzuca je
      kopniakiem ze wstrętem? On przecie nie wierzy w bzdury, że w takiej ohydzie
      może być zaklęta księżniczka nie pozwala mu na to zdobyta wiedza na kilku
      fakultetach.
      Kim jest dziecko, które z podarowanej przez rodziców wiatrówki zabiło właśnie
      wiewiórkę lub jakieś ptaszęto?
      Kim jest rolnik, który nawozami i innymi środkami ochrony skazuje na śmierć w
      męczarniach całe chmary zwierząt i ptaków?
      Kim oni są? Kłusownikami czy myśliwymi?

      Przepiękna księżycowa noc. Tam hen za widnokręgiem powolutku zapala się
      brzask...
      Krótkim fuknięciem locha nakazała czterem pasiastym warchlaczkom by zachowały
      ciszę i pozostały na miejscu. Bezszelestnie wynurzyła się z zarośli i wyszła na
      polankę. Czujnie nasłuchując i wciągając chrapliwie powietrze w nozdrza dłuższy
      czas węszyła... Instynkt nakazywał jej ostrożność, jednak wokół panował niczym
      nie zmącony spokój, znała to miejsce, bywała tu nieraz, no i to uczucie głodu a
      tam tak pięknie pachną kolby kukurydzy... Jeszcze kilka ostrożnych kroków i
      nagle potężne uderzenie! Huku już nie słyszała, zaryła się „gwizdem” w ziemię i
      padła.
      Przecie myśliwy nie chciał. Ot to tylko niezawiniona drzemka kilka godzin na
      ambonie i łyk z piersiówki na rozgrzewką zrobiło swoje no i niedoskonałość
      przyrządów optycznych i ta poświata księżyca... Przecie widział wyraźnie
      potężny chyb odyńca...
      Proszę wytłumaczyć tym malutkim dziczętom, że to tylko pomyłka.

      A jeśli ktoś twierdzi, że to nie on przecie zabija. To pytam Cię konsumencie:
      Czyja wina jest większa kata czy zleceniodawcy?
      Kto zaspokaja swe potrzeby truchłem?
      A jeśliś jakimś jaroszem i żywisz się jeno nacią i kiełkami to czyż nie
      mordujesz całych populacji mszyc? Jednocześnie skazując na straszną śmierć
      głodową biedronkę i złotooka.
      A czy u licha roślina nie jest organizmem żywym? Czyż to ziarenko nie jest
      embrionem?

      Ktoś powie żem się zagalopował, napomknie: „Znaj proprcjum...”
      Więc proszę to powiedzieć z perspektywy tej mszycy.
      Bo czy to żem wysokiego wzrostu miałoby niby oznaczać, że karła można zabić za
      półdarmo?

      I po cóż te bzdurne oczywistości on wypisuje? Ktoś zapyta.
      A po to by przypomnieć Wam, że człowiek zabijał, zabija i zabijać będzie. Tacy
      jesteśmy i już! Jedni zabijają, bo muszą, ktoś bo to lubi, ktoś inny z głupoty.
      Ważne by zdać sobie z tego sprawę, by wiedzieć, co się czyni i przynajmniej
      próbować nie zabijać bez uzasadnionej przyczyny. To tak przecie niewiele...

      Kończę bom chyba już przesadził...

      Najniższe ukłony!
      Twierdzący, że jedyne, co człowiek może uczynić dla natury dobrego to
      samounicestwienie M.J.
        • po.prostu.ona Re: A co mi tam... 28.12.05, 21:03
          Mjot mówiąc człowiek - ma na myśli ludzkość en masse (tak sądzę). Natura
          próbowała się już pozbyć ludzkości - i kilka razy prawie jej się udało. W końcu
          pewnie się uda.
          • ontarian Re: A co mi tam... 28.12.05, 21:16
            po.prostu.ona napisała:

            > Mjot mówiąc człowiek - ma na myśli ludzkość en masse (tak sądzę).
            wiem, ale gdzies trzeba zaczac, no nie?
            a i dobry przyklad tez by sie przydal
            • mjot1 Re: A co mi tam... 28.12.05, 22:34
              Prawdą niezbitą jest coś Waść wyłuszczyć raczył...
              Cóż więc by tu odrzec?
              Z doświadczeń ludzkości wynika niezbicie, iż praktyk z teoretyka jest jak ...
              (w miejsce kropek niech sobie każdy wpisze, co mu tam fantazja podszepnie).
              Hm... Może Acan wspomógłbyś w „ciało” słowo przemienić...

              Z najniższymi ukłony...
              w pozie nieśmiałej acz z nadzieją... M.J.
          • mjot1 Re: A co mi tam... 29.12.05, 08:56
            "Natura próbowała się już pozbyć ludzkości - i kilka razy prawie jej się udało.
            W końcu pewnie się uda"

            Hm… Ja jednak sądzę, że człowiek za nic nie da sobie tego przywileju odebrać.
            Wszak on, człowiek, bogu podobny jest tu na tym padole władzą najwyższą także
            wykonawczą.

            Najniższe ukłony!
            Wieeelką pokładający wiarę w człowieka M.J.
            • albert.flasz1 Re: A co mi tam... 29.12.05, 16:21
              Hmmm... Raczej też tak myślę: ludzie nieźle nauczyli się radzić sobie z
              większością sił natury. Poza tym rozmnożyli się ponad wszelkie rozsądne granice
              narzucone przez tęże naturę, czym już dawno wywrócili do góry nogami ostatnie
              resztki równowagi w środowisku, więc ogromna większość naturalnych katastrof i
              plag skazana jest na ograniczoność oraz minimalną (z punktu widzenia ogółu
              ludzkości) lub niewielką szkodliwość. Wyjąwszy więc jakieś megakataklizmy, typu
              upadek komety itp., które przecież się zdarzają, myślę że koniec ludzkości nie
              nastąpi z przyczyn naturalnych... Ludzie "załatwią" się sami!
              pzdr
    • studentka83 Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 29.12.05, 09:26
      obrazasz moja rodzine,moj tata jest mysliwym i nie jest wiesniakiem z twardym
      lbem,tylko zootechnikiem z miasta.I nie strzela do ciezarnych saren,czy
      mlodziutkich warchlakow tylko do starych zwierzat.....musi byc selekcja.
      A jesc szyneczke na kanapeczce to fajnie co?A kotleciki tez pyszniutkie prawda?
      A skad sie one biora?????
      Myslywy nie tylko zabija tak jak to powiedzialas,on sciga klusownikow,ratuje
      zwierzeta z zelaza i wnykow,dokarmia zwierzeta,robi pasniki.
      Lepiej zajmij sie atakowaniem klusownikow!
      A poza tym wyrazaj swoje opinie bezy inwektyw.
      • kraiczek Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 29.12.05, 23:40
        > obrazasz moja rodzine,moj tata jest mysliwym
        To szczerze współczuje, ile głow zwierząt wisi w twoim pokoiku?

        Chodzi o to żeby każdą istotę żywą traktować z nalażytym szacunkiem. A kulka w
        łeb do bezbronnego zwierza....To tak jak by Bush wjechał czołgami do Tanzanii i
        strzelał do ludzi z kijami w rękach. Jak już lubi strzelać to niech strzela
        sobie w strzelnicy.
        Jak ktoś już tu zauważył myśliwy zabija dla własnych celów i kłusownik również
        więc można ich do jednego wora wsadzić. Niech myślywy zajmie się tylko
        dokarmianiem i polowaniem na kłusowników to bedzie OK. Myśliwych skutecznie
        zastąpi wilk ale...no tak może dojść do nadmiernego namnożenia wilków i
        wtedy...no tak,więc wszystko sprowadza się do tego że człowiek zniszczył
        naturalne ekosystemy. Człowiek powinien żyć w miastach w wysokich budynkach żeby
        zajmować jak najmniej przestrzeni a jak ktoś chce mieszkać w domu to góra
        30-40km od wielkiego miasta. Wszystkie inne poniżej powiedzzmy 300tys.
        mieszkańców powinny zostać zlikwidowane. Wtedy powstałyby ogromne niezamieszkane
        połacie ziemi na których można by odbudować ekosystem. To tyle z dziedziny
        fantastyki:)
        A co do tego że bulwersuje się na myśliwych a sam jem mięso to to jest tak jakby
        porównać wycinanie puszczy amazońskiej do ścinania sosen posadzonych i
        wyhodowanych prze człowieka.
        • albert.flasz1 Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 30.12.05, 09:38
          kraiczek napisał:

          > Jak ktoś już tu zauważył myśliwy zabija dla własnych celów i kłusownik również
          > więc można ich do jednego wora wsadzić.

          Więc dorzuć jeszcze t. zw. "obrońców praw zwierząt" a la Brigitte Bardot. Coraz
          częściej mówi się o nich jak o hipokrytach, którym tak naprawdę zależy
          wyłącznie na własnym "ego" a zwierzęta są tylko rodzajem zasłony dymnej.
      • amadyn Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 31.12.05, 17:05
        studentka83 napisała:

        > I nie strzela do ciezarnych saren,czy mlodziutkich warchlakow tylko do starych
        zwierzat.....musi byc selekcja.

        Czy widziałaś kiedyś polowanie z nagonką ? Przed linię kilku myśliwych
        wyskakuje grupa saren ( czy innych skazanych na śmierć ) w różnym wieku i
        w różnej kondycji ( chore , słabe i te bardzo zdrowe ). I nagle słychać salwę
        z kilku luf ( razy dwa ) i po sprawie - wszystkie martwe. Czy to nazywasz
        selekcją ? Dla mnie to eliminacja gatunku.
        amadyn

        • wrexham Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 05.01.06, 13:03
          tak.. ja raz widzialam jadac na wakacje taki oto obrazek: maly zarosniety
          stawik wielkosci znaczka pocztowego, gdzies niedaleko drogi i z dziesieciu
          chlopa naokolo z lufami wycelowanymi w ploszone kaczki; niezla selekcja
          osobnikow slabych.. no, no
          wyglada na to, ze te najslabsze wlasnie przezyly, bo nie mialy sily zerwac sie
          do ucieczki; szkoda, ze te dupki rzezniczo-mysliwskie same sie nie
          powystrzelaly;
    • studentka83 kraiczek... 30.12.05, 09:55
      twoja argumentacja jest co najmniej smieszna.....a myslisz ze to mieso co jesz
      to skad sie wzielo?!jak inaczej sobie to wyobrazasz?ze co zwierze padnie w
      lesie i ktos je znajdzie,obrobi i na stol,tak?!poprostu dziecinada.....
      Wyobraz sobie,ze w moim pokoiku nie wisza zadne trofea.....
      Niestety ale twoja argumentacja jest na poziomie podstawowki.
      • albert.flasz1 Re: kraiczek... 30.12.05, 11:08
        Myślę że są ludzie, którzy w ogóle niewiele sobie wyobrażają... Dorabiam sobie
        od czasu do czasu w ubojni i niejedą "ciekawą" rzecz miałem okazję obejrzeć.
        Najbardziej jednak w pamięci utkwiło mi pewne wydarzenie sprzed kilku lat:
        odbywałem któryś z rzędu staż w pewnych dużych, "eksportowych" zakładach
        mięsnych, doskonale zorganizowanych i wyposażonych, ze wszystkimi potrzebnymi
        certyfikatami. Bito tam na jednej zmianie około 800-1200 świń, 50-250 szt.
        bydła oraz od czasu do czasu 50-150 koni. Dostawy "materiału rzeźnego"
        zapewniali "prywaciarze", czyli drobni przedsiębiorcy dysponujący 1 lub kilkoma
        ciężarówkami, nie zawsze spełniającymi wymogi prawa - dobry sposób by pozbyć
        się choć części odpowiedzialności. Nie było transportu bez co najmniej jednego
        zwierzęcia (głównie świnie) z połamaną miednicą lub kończynami, zaduszonego...
        Świnie do "zwykłego" (nie "sanitarnego") uboju szły specjalnym korytarzem-rynną
        z nierdzewnej blachy i krat. Najpierw były "oszołamiane", potem wieszane na
        haku za tylną kończynę i wykrwawiane. Otóż, pewnego razu zdarzył się wyjątkowo
        mocny "zator": obsługujący otworzyki więc klapę w bocznej ściance korytarza, z
        której wypadła jedna świnia. Stała tak przez kilka minut, rozdygotana, z
        obłędnym strachem w oczach, wreszcie jeden z pracowników bezceremonialnie
        złapał ją za tylną nogę i przeciągając po podłodze powiesił na haku przebijając
        skórę za ścięgnem Achillesa, po czym następny "na żywca" wbił jej specjalny nóż
        w tętnicę szyjną... Trudno mieć pretensje do ludzi - w końcu to jest ich zawód,
        robią to codziennie, latami a praca w rzźni nie jest pracą dla ludzi
        wrażliwych. Takie rzeczy są codziennością i dlatego dziwi mnie postawa pewnych
        osób, które "z uporem maniaka" i głównie w Mediach bronią fok, wielorybów,
        lasów amazońskich, eksportowanych koni (choć tam już od dawna sytuacja jest
        raczej znośna) oraz dzikich zwierząt - podobno tysiącami i wyłącznie dla
        przyjemności mordowanych przez myśliwych, natomiast co do innych, bliższych
        spraw - wystarczy im jeden rzewny filmik przypadkowo i okazjonalnie nakręcony
        przez nawiedzonych "animalsów".:(
        • bullowy nie kumasz albercie? 30.12.05, 13:22
          ,że różnica między hodowanymi klonami jakimi są swinie,bydło itd a zwierzętami
          żyjącymi w naturze od zarania,jest kolosalna.Zwierzeta dzikie są ostatnią wolną
          formą życia na naszej planecie i walka jest właśnie o te ostatki których
          człowiek jeszcze nie wykosił.A tu znowu niby o myślistwie to jednak
          rzeżnia ,kłusownicy itd,wszystko żeby udawać,że myśliwstwo to takie nic i tylko
          pojedyńczy stuknięci dewoci,obrońcy zwierząt, znowu się czepiają.
          • po.prostu.ona Re: nie kumasz albercie? 30.12.05, 13:39
            Nie mogę się z Tobą zgodzić. Na wsi bywałam co prawda okazjonalnie, ale nawet
            ja - mieszczuch z dziada pradziada - zauważyłam, że krowy i świnie to nie są
            chodzące kotlety i żywe fabryki nabiału - ale myślące, czujące istoty.
            Szczególnie bystre i inteligentne są świnie - ponoć inteligencją nie ustępują
            psom. Nie uwłaczaj im, tylko dlatego, że człowiek zgotował im taki, a nie inny
            los.
            • bullowy nie uwłaczam ale 30.12.05, 14:09
              tym hodowlanym nie grozi wyginięcie tak jak tym leśnym,tzn.te pierwsze też
              wyginą ale prawdopodobnie dopiero wtedy to się stanie, kiedy i człowiek sam się
              wykonczy.Zwierzęta dzikie sie kończą,wiele gatunków znika z naszej planety i
              juz ich nie ma,po prostu szkoda
          • albert.flasz1 Re: Nie kumam.... 30.12.05, 14:04
            Bo jestem prostym człowiekiem (co nie znaczy prostakiem) i żywe zwierzę (a
            także człowiek oraz każda inna "żywa" istota - pytanie co jest "żywe" a co
            nie...) jest dla mnie żywym zwierzęciem bez względu na sytuację, kondycję,
            okoliczności itd.
        • kraiczek Albercie Flaszu 30.12.05, 14:02
          > Nie było transportu bez co najmniej jednego
          > zwierzęcia (głównie świnie) z połamaną miednicą lub kończynami, zaduszonego..

          To wszystko myśliwi, kłusownicy, znęcanie się nad zwierzętami składa się na
          całokształt ludzkości, Jaki obraz z tego wynika widać:

          >wreszcie jeden z pracowników bezceremonialnie
          > złapał ją za tylną nogę i przeciągając po podłodze powiesił na haku przebijając
          > skórę za ścięgnem Achillesa, po czym następny "na żywca" wbił jej specjalny nóż
          > w tętnicę szyjną...

          > Trudno mieć pretensje do ludzi - w końcu to jest ich zawód

          CO?? TO MA BYć ARGUMENT? W takim razie dlaczego nie toleruje się płatnych
          morderców,robią to codziennie, latami, przecież to ich praca.

          > Takie rzeczy są codziennością i dlatego dziwi mnie postawa pewnych
          > osób, które "z uporem maniaka" i głównie w Mediach bronią fok, wielorybów,
          > lasów amazońskich, eksportowanych koni (choć tam już od dawna sytuacja jest
          > raczej znośna) oraz dzikich zwierząt - podobno tysiącami i wyłącznie dla
          > przyjemności mordowanych przez myśliwych, natomiast co do innych, bliższych
          > spraw - wystarczy im jeden rzewny filmik przypadkowo i okazjonalnie nakręcony
          > przez nawiedzonych "animalsów".:(

          Taaaa, z pewnością w lasach amazońskich sytuacja jest znośna:] a to że znikną za
          kilkadziesiąt lat to taki mały szczegół...
          Zwierzęta "do jedzenia" czyli wyhodowane przez czlowieka powinno się hodować w
          dobrych warunkach, świnie nie zamknięte w ścisku w oborze ale biegające wolno po
          zamkniętym terenie. I tak ze wszystkimi zwierzętami. I zabijać je w humanitarny
          sposób np. zagazować podczas snu i martwe dostarczyć do rzeźni. Wiesz co czuje
          takie zwierzę jak wie ze zaraz bedzie zarzniete???? baaaa żeby zaraz. A na
          Hitlera tak się z pewnością oburzacie a teraz co człowiek robi ze zwierzętami?
          To ta sama zasada jeżeli hitler miał prawo kogoś uważać za gorszy podgatunek to
          tak samo człowiek uważa się teraz za kogoś nad zwierzętami.
          Nie uważam że myśliwy to najgorsze zło tego świata, poprostu wpisuje sie w
          całokształt tego wszystkiego.

          • albert.flasz1 Re: Albercie Flaszu 30.12.05, 14:10
            No cóż, podobno polowania kojarzą Ci się z wycinaniem lasów amazońskich a
            jedzenie mięska ze sklepu - tylko z wycinaniem drzew przy drodze, chyba że się
            mylę...
            PS. W oborze trzyma się bydło, świnie natomiast w chlewiku lub, coraz częściej -
            w chlewni. A Hitlera zostaw, o to nie ten temat i nie to forum tym bardziej,
            że "całokształ" można rozciągnąć na wiele innych rzeczy (np. amatorów "zwierząt
            domowych").
        • fedorczyk4 Re: kraiczek... 30.12.05, 19:33
          O twarz, nie będę polemizowała z nikim (wątek starannie przestudiowałam). Chcę
          jedynie wyrazić moje odczucia. Moja babcia polowała, mój wujek poluje, brat
          cioteczny męża też. Pracuję z ludźmi którzy namiętnie polują. Nie rozumiem
          tego, nie akceptuję i nienawidzę serdecznie. Mieszkałam na granicy lasu, we
          Francji gdzie wolno zabijać zwierzęta na prywatnym terenie 10 m. od zabudowań.
          W okresie łowieckim lasek (z alejkami i huśtawkami)przekształcał się w
          strzelnicę dla niewyżytych palantów. We Francj nie istnieje problem
          eksterminacji nadmiaru, lub słabych sztuk, to jest po prostu rzeźnia dla
          radochy. Nie wierzę w dobre chęci i społeczną pracę myśliwych w Polsce. Od tego
          są służby leśne. Zabijanie za pieniądze, dla przyjemności jest dla mnie jedynie
          zaspokajaniem popędów których myśliwi nie są w stanie zaspokoić inaczej i gdzie
          indziej. Bardzo mi przykro jeżeli obrażam czyjegoś ojca, lub powinowatego.
          Zdania nie zmienię. Won z polowaniami.
            • fedorczyk4 Re: No tak... 30.12.05, 22:05
              Drogi Albercie podałam tylko jeden przykład, dobrze mi znany z wielu lat
              mieszkania we Ftrancji, która ma prawo wyjątkowo przychylne myśliwym. To
              oczywiście był pewien skrót myślowy, skoro go nie zrozumiałeś to rozwinę.
              Mieszkam w Polsce od kilku lat, od wielu jeżdżę na wszystkie wakacje w roku w
              bieszczady, królestwo połowów, wycinek i zwierząt. Nie mam w sobie nic z BB
              (oczywiście poza urodą z najlepszych lat) i zgadzam się całkowicie z osobami
              które twierdzą że we wszystkim należy zachować równowagę. To czego nie potrafię
              zrozumieć to przyjemność zabijania. Oficjalne argumenty myśliwskiego lobby
              nijak się mają do naszej rzeczywistości. Paśniki, karmniki, selekcja, to bzdura
              która służy za tarczę obronną posiadaczom broni i instynktu do zaspokojenia.
              Nie twierdzę że nie istnieją myśliwi o uczuciach "wyższych" twierdzę natomiast,
              że jest ich może 0,5% wśród tych którzy wygarniają do żywiny. To jest moje
              prywatne zdanie, skoro Cię zbija z nóg i poraża to bardzo mi przykro, ale
              zdania nie zmienię. Nienawidzę myśliwych:-(
      • mjot1 Re: 30.12.05, 22:38
        Ech...
        Jakież to fantastyczne uczucie, gdy ma się rację...

        Najniższe ukłony!
        Zazdrością szczerą pałający M.J.
        • forresty Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 04.01.06, 12:31
          a po co żyją? A po co ty żreszi reszta miecho. Jakby ktoś widział jak zabija
          sie zwierzaki w rzeźniach to przy tym co robi myśłiwy to jest barbaryństwo. tak
          nautura stworzyła ten świat że sie wszyscy zabijają nawzajem i tradycja nie ma
          tu nic do rzeczy. Mysłiwy nie dostaje pozwolenia na odstrzał za piękne oczy
          tylko dlatego że wymagają tego względy ekologiczne właśnie.
          Przez durnych ekologów setki lisów ginie z głodu i pod kołami samochodów bo
          lisów jest tak dużo że zaczyna brakować dla nich karmy a zając w lesie to dziś
          trochę jak Yeti w Himalajach
    • ewcio2 Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 05.01.06, 11:16
      > Po polowaniu ida po wodkę i drą gęby opowiadając o swoich bochaterskich
      > czynach(ciemnota średniowieczna)

      No kolego ciemnota jak się pisze boCHaterskich

      A co do myśliwych - dobrze, że istnieją bo niebyło by co oglądać w lesie... ale
      to wymaga długiego tłumaczenia a dla ciebie nie warto się wysilać.
          • wrexham Re: Myśliwi, po co te istoty żyją? 05.01.06, 16:12
            nie, ja nie chce pouczac, tez robie bledy, ale trzeba sie chociaz starac, nie?
            literowki rozumiem, jakies "nie" razem czy osobno w niektorych przypadkach to
            tez dla mnie czarna magia - przyznaje, ale trzeba sie starac, sa slowniki,
            mozna sprawdzic jak sie ma watpliwosci; bo czasami najlepszy merytorycznie
            tekst jest nie do zniesienia z okropnymi bledami, prawda?
            pozdrawiam :)
              • mjot1 Re: Hm... 05.01.06, 20:09
                Nie wiem, czym się zajmują prawdziwi „obrońcy” i mało mnie to obchodzi.
                Natomiast na własny użytek często tak właśnie nazywam siebie i Moją
                Zdecydowanie Lepszą Połowę.
                My jednak niczym szczególnym się nie zajmujemy...
                Od pewnego czasu po prostu staramy się przeżyć na tym padole możliwie
                niepostrzeżenie i jak najciszej (oczywiście, jeśli spoglądać i nasłuchiwać od
                strony natury).
                Ot, jeśli spotkamy na swej drodze jakiekolwiek żyjątko miast je rozdeptać jak
                na prawdziwego silnego człowieka przystało my ustępujemy mu miejsca.
                Dokarmiamy, przenosimy, pomagamy jak umiemy i w miarę swych niewielkich
                możliwości. I owszem w ostateczności też zabijamy (mucha, komar).
                Co mamy w zamian?
                Cóż... Aby się tego dowiedzieć wystarczy schylić kark i przynajmniej spróbować
                dostrzec...
                Wg nas naprawdę warto.

                Najniższe ukłony!
                Zachwycony otaczającym nas zwykłym światem i zdziczały M.J.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka