ida37
02.03.06, 22:31
Witam. Wczoraj przywiozłam do domu mojego 14 letniego kotka po operacji
usunięcia guzów. Okazało się, że były to dwa równoległe guzy na nerkach. To
wszystko, co było potem w domu, to dla mnie wielkie przeżycie. Mój kotek
wyglądał, jak jakieś obce dla mnie zwierzątko. Obsiusiał się po narkozie, był
cały mokry od wymiocin. Należało go obmyć, wszystkie czynności wokół niego
sprawiały mu ból, był cały siny, futerko miał posklejane, otwarte oczy po
narkozie, momentalnie spadła mu temperatura ciała, do tego przeraźliwy płacz -
-kocie jęki. Aby przywrócić kotka do temperatury ogrzewałam go suszarką i
termoforem. Przez cały czas był w letargu. Wybudzanie z narkozy trwało cały
dzień. Pod wieczór kotek zaczął reagować na dźwięki i na widok domowników.
Wydawał przeraźliwe jęki, nie pozwalał się dotknąć, ostrzegał, żeby tego nie
robić. Dzisiejsza noc, to czuwanie, przekręcanie kotka na boczki, po to, aby
mógł odksztusić zalegające płyny i nadzieja, że wszystko będzie ok. Nad ranem
pierwsze kroki zakończone porażką, wymioty, brak apetytu, krew z noska, zero
sił. Dzisiejszy dzień to lament, obawa przed najgorszym i cień nadziei, że
mimo wszystko będzie ok. Mój kotek wciąż śpi. Może poczynił małe postępy, bo
zrobił pierwsze siusiu po operacji. Wiem, że mój post może śmieszyć, ale
myślę, że tu nikt nikogo nie wyśmiewa za miłość do zwierząt. Proszę o wasze
opinie, może ktoś miał podobną historię u wiekowego kotka, być może przeżyje?