Dodaj do ulubionych

Mój pies mnie NIE obronił...

12.03.06, 16:25
Siedzę w domu i placzę już od godziny. Mam psa od siedmiu lat (owczarka
niemieckiego), chorowitego, ktoremu poswiecalam masę czasu i dawalam wiele
wiele milosci. Przez całe jego życie uczyliśmy go, że człowiek jest dobry i
przyjazny, wierząc, że gdy ktoś nas zaatakuje - pies instynktownie obroni.
Nie oddaliśmy go na szkolenie, czytajac w roznych źródlach, ze pies - nawet
nieszkolony w chwili zagrożenia - broni zawsze. Otóz myliliśmy się. Właśnie
zostalam zaatakowana. Na spacerze z psem. Podbiegla do mnie kobieta, ze trzy
razy wyzsza i tęższa, nie wiem, moze myslala, że jestem dzieckiem, może była
pijana. Zwyzywała mnie od najgorszych, od k..., itp. O co poszlo?? pies
zalatwial się, na "trawniku" i to jej się nie spodobalo. Tłumaczenie, że
zawsze zasypuję psie odchody śniegiem (a jest go w moich stronach po kolana)
nie odnosily skutku. Zaczęła mnie szarpać, krzyczała na całe osiedle. Nawet
nie stawialam oporu, tylko chcialam odciągnąć psa i ustąpić. Mierze 162 cm
wzrostu i waze ok 50kg, wiec mogla ze mna zrobic, co chciala, a byla
wyjątkowo wulgarna, brutalna i agresywna. Co robił w tym czasie moj pies?
lizał ja... trącał nosem, zaczepiał i zapraszał do zabawy... Gdyby coś mu się
stalo, nie byloby mi bardziej przykro niż jest teraz. Jak sobie to przypomnę -
nie mogę opanować łez. Nie chodzi mi o samą sytuację, o kłótnie z tą
kobietą - idiotów wielu na świecie - ale o świadomość, że gdy spotkalam
napastnika, moj pies mnie nie obronił. Miał mnie za nic. Czy ktoś może mi to
jakoś wyjaśnic? dlaczego tak się stalo??
Obserwuj wątek
    • fedorczyk4 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 16:37
      Zaraz, to znaczy że on jest be i już go nie lubisz? A coś Ty myślała, że on ma
      się domyślić? Nie becz i lub go dalej, jeśli nie zna agresji to nie jego wina,
      a tylko Twoja zasługa. Jezeli przez wiele lat był łagodną owcą, to się nie dziw
      ze nie masz wilka.
      • edavenpo Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 16:42

        1. Pies do obrony w dzisiejszych czasach? Do egzekwowania prawa jest policja,
        nie pies. Jakby babe pogryzl dotkliwie to dopiero bys miala problem.

        2. Psich odchodow nie zasypuje sie sniegiem. Zbiera sie je w torebke i wyrzuca
        do kosza.

        3. Idz jak najszybciej na policje i zglos to jako przestepstwo. Kobieta
        absolutnie nie miala prawa cie szarpac.
        • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 16:54
          Nie chodzi o to, że psa nie lubie i lubic nie będę - jest mi po prostu
          cholernie przykro. Kazde zywe stworzenie broni lub stara się bronic kogos, kogo
          kocha. Wiem, że gdyby ugryzl babe, mialabym problem, ale sama swiedomość, że
          pies lizał i chciał bawić się z moją napastniczką jest dla mnie szokująca. Mam
          świadomość, że gdy spotkam gwałciciela - pies mnie nie obroni. Zrozumcie - nic
          chodzi mi o sytuację, ale o sam fakt braku reakcji mojego psa. Nie zawarczał,
          nie zrobił nic, ba! gdyby on nic nie robil, nie zwracał uwagi - trudno. Ale on
          chciał BAWIĆ sie z osobą, która wykazywała wobec mnie taką agresję, lizał ją,
          zapraszał do zabawy. Jak wy byście się czuli? kochacie, dbacie przez tyle lat,
          opiekujecie się, a potem dowiadujecie się, ze gdybyscie potrzebowali pomocy -
          pies by otoczyl uczuciem waszego napastnika.
          • fedorczyk4 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 16:57
            Ba, ze zwierzakami jest jak i z ludźmi. Jeśli je masz po coś, to musisz im o
            tym powiedzieć, albo na nic nie liczyć i niczego się po nich nie spodziewać. Że
            jest Ci przykro mogę zrozumieć, ale musisz się z tego wyciągnąć wnioski i
            rzeczywiście poskarżyc sie na policji.
        • po.prostu.ona Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 16:59
          Przyznaję 100-procentową rację. W kwestii sprzątania odchodów. Co to znaczy
          przysypywanie śniegiem? Śnieg je rozpuści i znikna, czy co? Nonsens. Dodam
          jeszcze, że chyba nie chciałabyś, aby agresywny babszyl skopał twojego
          schorowanego i nie najmłodszego psa? Na drugi raz noś ze sobą gaz pieprzowy.
          Poza tym psy, które mają być obronne – szkoli się – tak aby nie gryzły, lecz
          obezwładniały poprzez przewrócenie i uniemożliwienie wstania. Pies nie
          szkolony, a poszczuty do ataku może narobić swemu właścicielowi naprawdę
          poważnych kłopotów. Zwierzę było odpowiedzialniejsze od swego właściciela w tym
          przypadku.
        • szczekaniepsa Jej nie chodziło o psie odchody. 17.03.06, 14:52
          Bandytyzm wynika z agresji, która szuka ujścia. Iluż to ludzi ma psy? Czy oni
          wszyscy są atakowani? Po takim akcie agresji możesz mieć uraz psychiczny - jest
          to już konkretna szkoda na zdrowiu. Wynika z poczucia bezsilności wobec
          napastnika. W takiej sytuacji trzeba się bronić, krzyczeć - to też może
          sprowokuje odruch obronny u psa. NORMALNY człowiek, któremu coś się nie
          spodoba, po prostu zwróci uwagę. Nietykalność osobista jest dobrem chronionym
          prawem i większość ludzi to rozumie.
      • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 16:58
        Owszem, moją zasługą jest, że pies nie zna agresji. Czy mam go bić, krzyczeć na
        niego, by w razie czego oczekiwać potem pomocy?? Moje lubienie lub nielubienie
        nie ma tu nic do rzeczy. Jest mi przykro, po prostu. Trudno jest przyjsć do
        domu i smiac sie od ucha do ucha na myśl, że pies wylizał kobietę, która uzyła
        sily w stosunku do mnie. Trudno o tym nie myśleć i nie czuc paralizującej
        przykrości.
          • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 17:08
            Naprawdę wierzysz w to co piszesz? że pies chciał załagodzić agresję?? przecież
            zwierzę nie ma zdolności planowania. Nie wie, że "jak załagodzę agresję tej
            pani, to ona jej nie skrzywdzi". Czy to samo powiedzialabys mi, gdybym ja
            napisała, że zamiast dnia była noc, a zamiast kobiety - mężczyzna, który
            atakował mnie w wiadomym celu? czy w takiej sytuacji nie oczekiwałabyś od psa
            obrony? Bo ja wiem, że teraz cokolwiek by sie nie dzialo: awantura czy
            kradzież, wyzwiska czy pobicie, moj pies wylize napastnika, zaprosi do zabawy,
            a o mnie po prostu zapomni. I jest to niewyobrażalnie przykre.
    • blue.berry Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 18:07
      pies nieszkolony nie musi instynktownie bronic. przynajmniej nie kazdy. sa
      oczywiscie takie rasy ktore beda to robic ale jest to kwestia charakteru rasy.
      owczarki chyba wlasnie do takiej rasy nie naleza.
      pies moze chciec zalagodzic sytuacja i nie ma sie temu co dziwic. wielokrotnie
      widzialam jak niektore psy w ten sposob reagowaly na spiecie miedzy innymi
      psami - starajac sie sytuacje uspokoic. zreszta miedzy ludzmi rowniez. czesto
      jest np tak ze jak w rodzinie dwie osoby sie kloca to pies zaczyna wchodzic
      miedzy nich, rozdzielac, "przepraszac", zeby sytuacje wyciszyc. nie ma w tym
      nic dziwnego.
      jesli psa sie konsekwentnie uczy przyjazni do czlowieka, lagodnego stosunku do
      obcych to nie ma co pozniej nagle liczyc ze zamieni sie w Mr Hyde'a i pogoni
      obcego. albo jedno albo drugie. ale ludzie chcieliby miec wszystko.
      ja mam psa ktory obcyhc nie lubi, nie lubi jak sie go glaszcze, nie wita sie
      prztjaznie i w stosunku do obcych jest "zamkniety" dopoki nie widzi mojej
      aprobaty. nigdy nie uczylam go zeby dawal sie glaskac kazdej osobie, wrecz
      przeciwnie - ma zakaz pochodzenia do obcych. (wyjatkiem jest postepowanie w
      stosunku do dzieci). wiem ze pies jest czujny i juz pare razy dal dowod
      ze "punktuje" nietypowe sytuacje i zachowania. ale mimo to nigdy nie bede
      oczekiwac ze bedzie mnie bronic.
      cooz. jak szok i zal minie proponuje zabrac sie na nowo za czytanie i
      poznawanie charakteru psa i jego postepowania
      pozdrawiam
    • mjot1 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 18:50
      Dla wszystkich zachowanie powyżej opisane zdaje się być oczywistym.
      A ja kompletny laik oczywiście się temu dziwię. Mogę zrozumieć to jako
      przypadek (wyjątek), lecz u licha nie jako regułę.
      Moje wszystkie zwierzaki z kotami włącznie zachowałyby się zgoła inaczej. Nie
      żeby zaraz podciąć krtań intruzowi, ale zatrzymałyby obcego na dystans choćby
      postawą, jeśli już nie obnażeniem uzbrojenia. A już szarpanie? Dalibóg nie do
      pomyślenia.
      Oczywiście ich charaktery nigdy nie były kaleczone żadną indoktrynacją
      szkoleniem zwaną.
      Cóż widać trafiały mi się zawsze jakieś niewydarzone...

      Do Borejkowny.
      Nie trać jednak wiary daj mu szansę.
      To że on starał się załagodzić sytuację przynajmniej dla mnie brzmi rozsądnie.
      Może faktycznie on doskonale ocenił sytuację?
      Zwierzę potrafi wiele więcej niż my w naszej ludzkiej bucie gotowi jesteśmy mu
      przyznać.

      Najniższe ukłony!
      Kompletny ignorant M.J.
      • po.prostu.ona Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 19:14
        Zachowania agresywno-obronne prezentują psy dominujące, zdrowe i świadome swych
        możliwości w walce z przeciwnikiem. Lub niezrównowazone - ale to inna bajka.
        Schorowany pies, w dodatku nie najmłodszy prezentował zachowanie uspokajające.
        Równie dobrze mógł po prostu uciec. Znam przypadek, gdy kobieta z dwoma psami,
        została zaatakowana podczas spaceru z nimi. Uderzona od tyłu w głowę, żeby była
        jasność. Większy, podobny nieco do owczarka niemieckiego (i starszy) z psów, na
        widok swej pani padającej na ziemię pod ciosem agresora – uciekł. W obronie
        kobiety stanął natomiast mniejszy i młodszy – mieszaniec pudla. Przegonil
        napastnika.
        Ot, wybryki natury...
        • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 22:27
          Jedno chcę tylko wyjsnić. Pies ma dopiero ukonczone 7 lat, nie jest wiec stary.
          Jego choroba to alergia i skaza białkowa. Są okresy, gdy pies dostaje ran na
          ciele, gdy np. cos przypadkowo zje. Trzeba go wowczas pielegnować dniem i nocą,
          pilnować, zmieniać opatrunki. To miałam na myśli, pisząc, że choruje. Na dzień
          dzisiejszy tryska zdrowiem i energią, i absolutnie nic mu nie dolega.
          • gapka Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 22:51
            czy to byl czysty owczarek niemiecki?
            zastanawia mnie ze baba nie bala sie podejsc do Ciebie i nawet szarpac
            - na widok mojego owczarka obchodza mnie ludzie naokolo.

            Mowisz ze baba byla wielka, moze faktycznie pies wywnioskowal ze nie da jej
            rady. Tez slyszalam zeby pies bronil trzeba go uczyc.

            PS I dodam ze BARDZO rozumiem co czujesz - rozczarowanie i zal, ja tez bym to
            czula, ale chyba jest tu jakies wytlumaczenie.
    • kicia7 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 22:43
      A skąd, Twoim zdaniem, pies miał wiedzieć, że zostałaś zaatakowana? Jeżeli
      nigdy wcześniej nie zetknął się z podobnym zachowaniem człowieka i od małego
      był uczony, że człowiek jest dobry, to mogło mu się wydawać, że to taka nowa
      zabawa, więc zachęcał kobietę do zabawy po swojemu. Być może, gdyby zaatakował
      Cię inny pies, Twój pies umiałby odczytać jego zachowanie jako agresję i
      stanąłby w Twojej obronie, ale przecież dla psa ludzkie zachowania to "język
      obcy", więc trudno od niego wymagać, żeby go rozumiał nie ucząc się wcześniej.
      Równie dobrze mogłabyś mieć żal np. do swojego chłopaka w takiej sytuacji, że
      Ty znasz język chiński a on nie, spotykacie kogoś, kto po chińsku miesza Cię z
      błotem, a chłopak się do niego uśmiecha i podziwia Cię, że Ty to rozumiesz.
      • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 23:16
        Ale gdyby ten ktoś - mowiąc nawet po chinsku - szarpał mnie, to jednak
        wymagałabym od chlopaka obrony. Dlaczegoo baba nie bała się podejśc? bo w
        momencie, gdy się zbliżala, pies już do niej podskakiwał, machał ogonem, zanim
        zaczęła na mnie wrzeszczeć. To rozumiem, ale śmieszy mnie teoria, ze chcial
        załagodzić awanturę, bowiem on przymilal się, zanim awantura się zaczela.
        Powinien byl jednak w moim przekonaniu, przerwac czulości, gdy kobieta
        podniosla ostro glos, gdy mnie poszturchiwala, slowem, gdy ewidentnie podniosla
        na mnie rękę. Ponadto, pies nie chcial zalagodzic sytuacji, bowiem on wobec
        wszystkich obcych - nawet wchodzących do domu - jest szalenie czuly, radosny i
        otwarty. Pozwalalam jednak na to, wierząc, że w obliczu realnego zagrozenia
        pies zmieni postawe instynktownie. Ktos bedzie atakowal jego "wlasność",
        czlonka jego stada, i on temu zapobiegnie. Jak kazde zywe stworzenie. chodzil
        na proste szkolenie, uczyl się zwyklych komend, oswajał się z innymi psami,
        itp. Trenerka nie uczyla obrony, tlumacząc, że psy instynktownie bronią
        własciciela w sytuacji zagrożenia. Tak jest zresztą ze wszystkimi psami,
        wszelkich mozliwych znajomych. Psy kochają ludzi, ale gdy ktos chocby zartem
        atakuje ich pana, pies staje w obronie, nieistotne - kundel czy rasowy.
        • edavenpo Re: Mój pies mnie NIE obronił... 12.03.06, 23:27

          Wez sie uspokoj dziewczyno naprawde bo zal sluchac. To z chinskim to byla
          metafora - nie bierz doslownie bo tu nie o to chodzi. Piszesz ze:
          Ponadto, pies nie chcial zalagodzic sytuacji, bowiem on wobec
          > wszystkich obcych - nawet wchodzących do domu - jest szalenie czuly, radosny i
          > otwarty.
          __

          Nic dziwnego ze nie zaatakowal w takim razie - jest czulym i radosnym psie, nie
          ma wpojonej agresji i dobrze.

          Trenerka gadala bzdury. Pies powinien byc nauczony obrony i tyle. Z tych
          wszytskich Twoich znajomych rozumiem KAZDY przetestowal swojego psa na atak
          obcej osoby?

          Nie wiem co dokladnie masz na mysli jako wrodzony instynkt obrony u radosnego i
          czulego psiaka? Ze mial sie babie rzucic do gardla? Nie daj Boze by sie tak
          stalo, pisalabys o tym jak ci psa uspili.


          A tak na marginesie (nie usprawiedliwiam zachowania tej kobiety) to powinnas
          kupy sprzatac to nie byloby tej sytuacji.

          Idz jak najszybciej na policje i zglos przestepstwo.
    • m824 Odpowiedź dlaczego... 13.03.06, 00:14
      dlaczego twój pies się tak zachował.
      "przez całe życie uczyliśmy go, że człowiek jest dobry i przyjazny" i oto
      odpowiedź - nie możesz tak wychować psa, a potem mieć nadzieję, że się na kogoś
      rzuci.

      Twój pies nadal Cię kocha, jest do Ciebie przywiązany i nie zamieniłby Cię na
      innego "przyjaznego" człowieka.
      • agnida Re: Odpowiedź dlaczego... 13.03.06, 07:07
        Moj pies zostal tez wychowany w przyjazni do wszystkich; ale jak zaczal
        dorastac to jest wybiorczy kogo lubi kogo nie. A juz nie znosi jak ktos
        podchodzi do niego i zaczyna robic(niby w zabawie) gwaltowne ruchy i mowi
        podniesionym glosem, bo postrzega to jako agresje. No wiec tez sie dziwie ze
        tutaj Tobie mowia ze pies myslal ze to zabawa.
        • blue.berry Re: Odpowiedź dlaczego... 13.03.06, 09:27
          to moze jeszcze raz.

          psy maja rozne charaktery, sa roznie wychowywane i wobec tego beda sie
          zachowywac roznie. nie moza slepo oczekiwac od psa ze bedzie bronil wlasciciela
          w momencie zagrozenia. jeden bedzie, inny nie bedzie. od psa wychowywanego w
          pozytywnym stosunku do obych, łaszacego sie do każdego, lubiącego kontakt i
          glaskanie bardziej mozna oczekiwac wycofania sie z sytuacji, nawet ucieczki.
          piszesz ze pies pozytywnie odniosl sie do agresorki juz na samym poczatku
          sytuacji - czyli zapewne zachowal sie jak zawsze tz podszedl do osoby
          zblizajacej sie po porcje glaskania. widocznie podniesiony glos nie byl dla
          niego zadna przeszkoda. pozniej nie zareagowal bo prawdopodobnie nie umial. nie
          wyczyl zagrozenia. jest pare powodow. nie kazdy pies wchodzi w bojki z innymi
          psami. niektore uciekaja, niektore kłada sie na plecach. podobnie jest w
          sytuacji zagrozenia od czlowieka. jeden pies przyjmie pozycje obronna, drugi
          rzuci sie gryzc, a trzeci ucieknie.
          opinia ze kazdy pies bedzie bronil wlasciciela w momencie zagrozenia jest
          delikatnie mowiac BZDURĄ. szczegolnie dotyczy to psow ktore łaszą się do
          wszytskich i sa pozytywnie nastawione do swiata. to trochę tak jak oczekiwanie
          od retrivera ze bedzie pilnował posesji i nikogo nie wpusci na jej teren.

          >Tak jest zresztą ze wszystkimi psami, wszelkich mozliwych znajomych. <
          znajomi wiedza to z doswiadczenia czy "gdybają"? bo gdybać można sobie na rozne
          tematy. pewnosc mozesz miec w stosunku do psa ktory jest po specjalistycznym
          obronnym szkoleniu lub psa ktory juz raz znalazl sie w takiej sytuacji.

          pozdrawiam
            • tymulek Re: Odpowiedź dlaczego... 13.03.06, 13:09
              wolalabys zeby pogryzl te babe?? Gdybys miala w perspektywie sad, kary,
              odszkodowania wtedy bys myslala...tyle lat pracy zeby pies byl spokojny, kochal
              ludzi blebleble. Daj spokoj, widac dobrze zrozumial Twoje lekcje. Piszesz ze
              wyciszylas psa... Niektorzy wystepuja z niedzwiedziami w cyrku...
              Ja cale zycie uzeram sie z nadgorliwym owczarkiem.
              Tak zle i tak nie dobrze. Jedyne co by mi przeszkadzalo to ta baba ktora
              powinna beknac za swoje zachowanie.
              • borejkowna Re: Odpowiedź dlaczego... 13.03.06, 16:08
                Dzięki za odpowiedzi, te mniej kulturalne także. Baba nie beknie za swoje
                postepowianie, bowiem nie mialam żadnych świadkow. Poza tym - nie znam jej, nie
                wiem gdzie mieszka, nawet z widzenia jej nie kojarzę. Do wszystkich, którzy
                uważają, że teraz przestanę kochać czy lubić swego psa piszę po raz kolejny, że
                to nieprawda. Jak rodzice wychowują dziecko, na ktorym potem - słusznie lub
                nie - zawiodą się, to przecież nie przestają go kochac, prawda? nie naleze do
                kategorii ludzi, ktorzy po takim zdarzeniu wywiozą psa do lasu, albo do
                schroniska. Nie w tym rzecz. Rozumiem teorie forumowiczów o zachowaniu,
                mojej "winie" i błędnych oczekiwaniach - najprawdopodobniej są one słuszne. Ale
                wszystko się we mnie buntuje, bo znam psy, ktore nigdy nie byly wychowywane na
                stróżów i obrońców, a jednak bronily, co na własne oczy widziałam. Dwa psy
                należą do moich sąsiadów, jeden do osoby, u ktorej 5 lat mieszkałam. Wsrod tych
                psow jest tez owczarek niemiecki. Ale - mniejsza z tym. Nie wolalabym, aby moj
                pies pogryzl te osobę, ale chcialabym, aby chociaż warknął, przyjął inną
                postawę, zareagował, nie wiem sama, czego konkretnie oczekiwałam w tym
                momencie. To co się stało było groteskowe i upokarzające. Ale trudno to sobie
                wyobrazić, jesli się tego nie doświadczylo. Raz jeszcze dziękuję za odpowiedzi.
                Cenię osoby, które wyjawiły mi swój pogląd bez zbędnego unoszenia się.
                Pozdrawiam.
                • psowapani Re: Odpowiedź dlaczego... 13.03.06, 17:29
                  Pies instynktownie rozpoznaje oznaki agresji u drugiego psa, jeśli natomiast
                  chodzi o ludzi, musi się tego jakoś nauczyć. Jeśli jest psem z natury
                  przyjaznym i nieagresywnym, to wobec wszystkich jest miły i ufny i nie wie, że
                  podniesiony głos albo szarpanie to coś złego. Mam ogromnego psa bardzo łagodnej
                  rasy i gdy przechodził młodzieńcze przeszkolenie, prosiliśmy, by nie uczono go
                  żadnej obrony. Po prostu nie chciałam, żeby w ogóle wiedział, że niektórzy
                  ludzie są BE. Uznałam, że tak wielki pies może być zbyt groźny w razie ataku na
                  kogokolwiek i przyjęłam, że sama obecność takiego psa w jakiś sposób zapewnia
                  mi ochronę (nie sądzę, żeby ktoś chciał próbować, czy on będzie mnie bronił,
                  czy nie). Nie mam pojęcia, jak on by się zachował w opisanej sytuacji
                  (zwłaszcza że sprzątam po nim kupy), ale wcale nie zdziwiłabym się, gdyby było
                  podobnie, jak w tym przypadku - kto wie, czy nie uznałby tego wszystkiego za
                  świetną zabawę... Nie czułabym do niego żadnego żalu - bo nie świadczyłoby to o
                  tym, że on o mnie nie dba, tylko o tym, że nie wiedział, że sytuacja wymaga
                  działań obronnych. Jestem pewna, że gdyby jakikolwiek pies próbował się na mnie
                  rzucić w jego obecności, to by pożałował - bo tę agresję umiałby rozpoznać.
      • psowapani Re: Mój pies mnie NIE obronił... 14.03.06, 12:14
        Wszyscy tu patrzą na tego dobrego pieska jak na nielojalnego typa, którego nie
        obchodzi, że Panią zaatakowano, a przecież doprawdy skąd on miał wiedzieć, że
        to, co się dzieje, jest właśnie atakiem. Być może u swojej Pani rozpoznaje
        oznaki gniewu czy złości, bo zapewne bywa karcony w jakiś sposób, ale jeżeli
        Szef, Przewodnik Stada i Wódz, czyli Pani, nie rzuca sie na wroga, nie objawia
        agresji, to dlaczego dobrze wychowany pies miałby to robić? Dziwię się osobie,
        która atakuje kogoś, w czyim towarzystwie widzi sporego psa, ale być może nie
        był to faktycznie prawdziwy atak, tylko pyskówka? Mimo wszystko nie chciałabym,
        żeby mój pies atakował każdego, kto z jakichkolwiek powodów wrzeszczałby na
        mnie. Z takim psem bałabym się wyjść z domu w obawie, że się to skończy
        tragicznie dla wszystkich - ewentualnego napastnika (pogryzienie, być może
        bardzo ciężkie), psa (ewentualność uśpienia) i mnie (koszty odszkodowań, żal po
        psie).
        • venus22 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 14.03.06, 23:32
          >> Kazde zywe stworzenie broni lub stara się bronic kogos, kogo
          kocha. <<

          to jest niestety mit ktorego zresza sama doswiadczylas wiec powinnas byc
          bardziej konsekwentna w mysleniu.

          teoretycznie kazdy pies moze pogryzc kazdego, ale pomimo cech ras itd psa
          trzeba szkolic do obrony.
          Nawet owczarka niemieckiego. a twoj jak pisalas byl zawsze szkolony aby
          byc "przyjazny".

          Co innego jest obrona a co innego jest takie np. "ustalanie hierarchii" w
          momencie kiedy 'obcy' zbliza sie na chwilowe terytorium psa.
          Przez 'terytorium' tutaj mam na mysli obszar na ktorym wlasnie znajduje sie
          pies ze swoim wlascicielem. Pies ktory w tym momencie jest gotowy zaatakowac
          wcale niekoniecznie robi to zeby "obronic pania'pana". Po prostu chce pokazac
          ze to terytorium i to co sie na nim znajduje -to jego.

          Co mozna zrozumiec jako chec "obrony".

          Tymczasem w rzeczywistosci pies powinien byc nauczony kiedy i w jakich
          okolicznosciach -konkretnych okolicznosciach - ktos jest atakowany i trzeba go
          bronic. tak jak uczy sie psa innych komend..

          Ogladalam kiedys program o top 10 psach do obrony. Trener powiedzial ze szansa
          aby nieszkolony pies "instynktownie" bronil jest raczej mala.
          owszem pies moze bedzie szczekal, latal w kolko, jakos reagowal, ale
          prawdziwej obrony to musi sie go nauczyc.

          Venus
            • tessciowa Re: Mój pies mnie NIE obronił... 15.03.06, 20:50
              1. nie każdy pies nadaje się do obrony, jest to kwetia psychiki danego osobnika;
              2. pies nie umiał bronić bo nikt go tego nie nauczył;
              3. jeśli całe życie od psa wymaga się lubienia ludzi nie zmieni on swojego
              zachowania tylko dlatego, że nam jest to w danej chwili potrzebne, bez
              odpowiedniej nauki i predyspozycji zwierzaka to umarł w butach;
              4. pies może być na tyle podporządkowany, że nie zaatakuje sam (działania
              stadne: atakuje przewodnik a reszta stada za nim);
              • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 15.03.06, 21:24
                Widzę,że większość z Państwa NIE PRZECZYTAŁA wszystkich moich postów, a
                wyłącznie tytul i post pierwszy. Doprawdy nie wiem, ile razy mam powatrzac, ze
                nie chodzi mi o ATAK psa na ową kobietę. Bardzo jest przykre jedynie to, że on
                ją lizał, zapraszał do zabawy, trącał nosem, i zachowywał się dokladnie tak,
                jak kazdy absolutnie pies, ktory jest w doskonałym humorze i CHCE SIĘ BAWIĆ.
                Kobieta krzyczała, szarpała, zachowywała się bardzo agresywnie, a moj pies
                chciał sie bawić. ZANIM zaczęła się awantura i w trakcie jej trwania. Dlatego
                błędem jest sąd, że pies usiłował odwrocic uwagę kobiety. I zeby bylo jasne -
                pies nie zdążył się załatwic, "przykucnął" sobie, ona to zobaczyła i zaczęła
                pędzić w naszą stronę, pies odwrocil się i przystąpił do "zalotów",podskakiwał,
                wyrywał do niej, kobieta napadła na mnie, a on nie przestawał. Jakby totalnie,
                zupelnie nie rozumiał sytuacji, witał się jak ze starą, dobrą znajomą. Gdyby
                chociaż przystanął, gdyby chociaż szczeknął, warknął, zrobił cokolwiek innego,
                niz to, co właśnie w tym momencie uskuteczniał! NIE CHODZI MI O FORMALNY ATAK,
                nie i jeszcze raz nie!!!!! PROSZĘ CZYTAC, TO CO PISZĘ. Zdumiewa mnie tylko to,
                ze moj pies lasi się, wita i wylizuje mojego napastnika! Smiem twierdzic, ze
                gdybyscie byli świadkami tej sytuacji, zamarlibyście ze zdziwienia. I sądzę, że
                każdemu byłoby conajmniej przykro. Pies przypada do ziemi, "klania" się,
                cieszy, skacze, liże i radośnie popiskuje widząc pędzącą w Waszym kierunku
                osobę, ktora nastęnie Was atakuje - i nie przerywa swojej zabawy. Dziękuję za
                wszystkie opinie, wyłączam się z dyskusji, bowiem widzę, iz nie czytacie
                dokładnie. Moim bledem byl tytul wątku, ktory staralam się sprostowac, pisząc
                już wczesniej, że nie zalezy mi na ataku psa, nie zalezy mi na pogryzieniu
                przez niego kobiety, ale zalezy mi na tym, by DOSTRZEGŁ IZ DZIEJE SIE COS ZŁEGO.
                • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 15.03.06, 21:33
                  A juz na sudestię, iż byla to "pyskowka" po prostu opadly mi ręce. Ciekawi mnie
                  niezmiernie, co byscie zrobili, widząc szarpaninę i psa, który w trakcie jej
                  trwania radośnie odwraca sie brzuchem do gory oczekując pieszczot. Nie wierze,
                  naprawdę nie wierzę, że niemal wszyscy forumowicze przeszliby nad tym do
                  porządku dziennego i uznaliby taką reakcję za normalną i pożądaną. No ale,
                  było - minęło. Pozdrawiam.
                    • tessciowa Re: Mój pies mnie NIE obronił... 15.03.06, 22:53
                      1. dokładnie przeczytałam wszystkie posty autorki;
                      2. w sytuacjach, których pies nie rozumie (do tej pory nie miał do czynienia z
                      jakakolwiek, nawet markowaną agresją w stosunku do właścicielki), jeśli nie wie
                      co ma zrobić reaguje w znany sobie sposób (funkcjonujący w relacjach między
                      psami), który ma na celu okazanie uległości agresorowi. W stadzie jest tak, że
                      gdy któryś z członków stada zachowuje się agresywnie i stoi wyzej w hierarchii
                      reszta okazuje podległość. Dokładnie to robł Twój pies - próbował okazać
                      podległość by zakończyć agresywne zachowanie napastnika (świadczy o tym lizanie
                      po rękach, merdanie ogonem, zachęcanie do zabaway - cel - rozładowanie emocji).
                      Nie każdy pies posiada dostatecznie rozwiniety instynkt obronny by prawidłowo
                      (dla nas) zareagować, tym bardziej jeśli nigdy nie pozwolono mu na cień agresji
                      w stosunku do ludzi.
                      To że jest Ci przykro to rozumiem, natomiast nie wymagaj od psa reakcji,
                      których nie jest nauczony lub też jego konstrukcja psychiczna mu na to nie
                      pozwala.
                    • kicia7 Sorry, ale zachowujesz gorzej niżTwój pies 15.03.06, 23:02
                      Większość piszących w tym wątku usiłuje Ci wytłumaczyć, że pies
                      najprawdopodobniej NIE ROZUMIAŁ, co się dzieje. Pies nie musi rozumieć, co
                      oznacza takie zachowanie człowieka, z jakim się do tej pory nie spotkał. Ty,
                      jako Homo sapiens, podobno posiadający wyobraźnię, powinnaś być zdolna do
                      wyobrażenia sobie sytuacji z punktu widzenia uczestniczącej w niej osoby nie
                      rozumiejącej co się dzieje. No skąd pies miał wiedzieć, że babsztyl robi Ci
                      krzywdę??? Pokazałaś mu kiedyś, że szarpanie przez obcego babsztyla jest dla
                      Ciebie przykre? Pies chciał się bawić z babą, baba zaczęła coś robić z Tobą,
                      pies miał pełne prawo uznać to za formę zabawy i chciał sie włączyć.
                      Borejkówna, ja naprawdę rozumiem, że jest Ci przykro. Emocje są niezależne od
                      rozumu. Ale nie możesz czuć się zawiedziona, że pies zachował się zgodnie z
                      tym, czego go nauczyłaś, a nie zgodnie z tym, jak byś chciała, żeby się
                      zachował, a czego go nie nauczyłaś.
                      • kicia7 Wieczorny widok za oknem 15.03.06, 23:33
                        Spotkał się młody labrador z młodym niekreślonym mieszańcem. SZARPAŁY się za
                        sierść, PRZEWRACAŁY SIĘ na ziemię. UDAWAŁY PODGRYZANIE GARDŁA, SZCZEKAŁY na
                        siebie. Ewidentnie zabawa była nie z tej ziemi. Skąd miały wedzieć, że w
                        ludzkim języku szarpanie i podgryzanie to agresja?
                        • blue.berry Re: Wieczorny widok za oknem 16.03.06, 09:25
                          moze byc tez ta, ale to juz winikanie w rodzinne sprawy, ze pies jest
                          przyzwyczajony do podniesionego glosu (bo np rodzina lubi na siebie pokrzyczec)
                          lub do szarpania (np pozorowane bójki między dziecmi ktore przeciez zdarzaja
                          sie dosc czesto).
                          tak jak juz napisano wczesniej - rozczarownie rozumiem aczkolwiek rownoczesnie
                          wiem ze jest ono bezpodstawne.
                          pozdrawiam
                          • po.prostu.ona Re: Wieczorny widok za oknem 16.03.06, 09:31
                            No właśnie - trudno wiarygodnie wyjaśnić zachowanie psa, nie znając
                            całokształtu warunków w jakich zwierzę żyje na codzień. Tak czy inaczej - nie
                            bardzo rozumiem, czytając posty założycielki wątku - jakiej odpowiedzi od
                            forumowiczów ona oczekiwała, skoro tak trudno jej przyjąć do wiadomości
                            racjonalne wyjaśnienia.
                            • sela1 Re: Wieczorny widok za oknem 16.03.06, 15:41
                              po.prostu.ona napisała:
                              >Tak czy inaczej - nie bardzo rozumiem, czytając posty założycielki wątku -
                              >jakiej odpowiedzi od forumowiczów ona oczekiwała, skoro tak trudno jej przyjąć
                              >do wiadomości racjonalne wyjaśnienia.

                              Żeby zrozumieć to trzeba myśleć i mieć pojęcie o czym się pisze.
                              Zaledwie parę osób udzieliło rzeczowej odpowiedzi, większość postów była nie na
                              temat. Udzielanie rad w stylu „pies jest stary, odchodów nie zakopuje się w
                              śniegu” jest żenujące. A już szczytem ignorancji było stwierdzenie, że to
                              dobrze bo „pies nie jest agresywny”.
                              A kto tu mówił o agresji, dziewczyna miała rację, że pies powinien zareagować
                              inaczej, a nie traktować napastnika jak dobrego znajomego i nie oznacza to
                              wcale, że miał się rzucić na intruza.
                              Jeżeli Ty wypowiedzi w takim stylu uważasz za racjonalne, to gratuluję dobrego
                              samopoczucia, chyba tak do końca nie rozumiesz pojęcia słowa "racjonalne".
    • rezurekcja ksiazka warta przeczytania 16.03.06, 09:36
      Turid Rugaas - Sygnaly uspokajające. Jak psy unikają konfliktów


      borejkowna napisała:

      > Siedzę w domu i placzę już od godziny.

      Swietnie CIe rozumiem, tez bym byla zawiedziona. ALe prawda jest, ze psa trzeba
      nauczyc obrony. Chodzilam ze swoim owczarkiem na szkolke wakacyjna, byly tam
      elementy obrony, niestety moj pies wcale nie chcial atakowac pozoranta, cofal
      sie, mial stulone uszy.
      Pies mojej siostry, prowadzany na regularne szkolenie, na zajeciach
      obronnych, kiedy pozorant wychodzil z siebie, zeby go sprowokowac, stal i
      patrzyl nie rozumiejac, oco chodzi temu facetowi. Inne psy chcialy pozoranta
      dopasc, byla nawet sytuacja, ze sie facet musial salwowaac skokiem na
      ogrodzenie, bo przechodzil - w "cywilnym" ubraniu, czyli odziezy ochronnej
      uzywanej do cwiczen z agresjki - przez teren, na ktorym psy cwiczyly jakies
      elementy bez smyczy.
      Natomiast przy naszym najpierwszym owczarku wroclawskim w jego szczeniecych
      latach dla draki bawilysmy sie z siostra w bojke, ryczac oczywiscie "bierz go".
      Pies bral, a jakze, skakal i gryzl po rekach. NIestety tylko mnie. Nawet jesli
      to siostra zaczynala hece. On to trakowal raczej jako normalna psią zabawe.
      Wiec moze juz nie meij pretensji do swojego psa.
      Zreszta, nie kazdy facet stanie do walki w Twojej obronie. Nie kazdy bowiem
      umie dac w morde.
      Pies tez nie kazdy.
    • agnida Re: Mój pies mnie NIE obronił... 16.03.06, 10:28
      ja mam owczarka niemieckiego 4letniego, wykastrowanego (a wiec niby mniej
      agresywnego-terytorialnego?) Pies jest rozpeszczony, tez nauczony milosci do
      wszystkich. Tez byly klotnie w domu. Nigdy nikt nie traktowal go zle.

      Jak byl mlodszy to kochal wszystkich, ale po jakims czasie zaczal oponowac jak
      ktos do nas podchodzil - a wiec reakcja terytorialna!. Babsko podeszlo
      b.blisko do autorki a pies? jezeli nawet nie bronil jej, to powinien byl
      bronic swojego terytorium. Moim zdaniem to zachowanie psa bylo NIENORMALNE.
    • mamonka01 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 16.03.06, 11:56
      Pies zachował się w sposób jak najbardziej poprawny. Wychowany jest w sposób
      zakazujący agresji wobec obcych osób nie dziw się więc, że bez twojego sygnału,
      agresji nie okazał. Starał się poprostu uspokoić sytuację na psi sposób. Napewno
      zareagowałby inaczej ( choć i tu nie do końca wiadomo, bo zależy to od jego
      ,wychowania,osobowości i temperamentu) gdybyś to ty dała sygnał do walki,tz.
      przyjęłabys wobec napastnika postawę jednoznacznie agresywną i podjęłąbyś walkę
      ( np.wymianę ciosów). Wtedy być może wsparłby cię w walce. Dobrze wychowany pies
      sam nie podejmuje walki, od tego jest szef , żeby decydować i bronić słabszych
      członków stada:))
      • borejkowna Re: Mój pies mnie NIE obronił... 16.03.06, 19:17
        Prosiłam o wyjaśnienie mi zachowania psa, i wszystkim, którzy w konkretny
        sposob to zrobili (np. Mamonce01, Rezurekcji) - bardzo dziękuję. Nie
        zamierzałam rozpętać dyskusji pod hasłem "Po czyjej jestes stronie - mojej czy
        psa" - i przykro mi, że niektórzy tak to odebrali, zachowując się niczym
        sekundanci. Ta sytaucja nie ma stron - stało sie i kropka. Zyjemy z psem nadal
        w niezmienionej przyjaźni, nie mogę mieć bowiem nieskonczonego żalu do
        zwierzęcia. Poplakalam sobie i cześć. Wiele osób ma rację - popełniłam błąd,
        miałam prawdopodobnie mylne oczekiwania. I uświadomienie mi tego faktu -
        naprawdę pomaga. Wiele osob MIAŁOBY rację, gdyby wyjaśniło swój pogląd z
        mniejszą dozą "naskakiwania" ;) Proszę zrozumiec - psu po tej sytuacji nie
        dzieje się zadna krzywda i absolutnie się nie działa. Za wszelkie RACJONALNE
        argumenty, które sie tu pojawiły - dziękuję.
        • venus22 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 16.03.06, 21:25
          >>venus, mnie sie wydaje ze borejkownie by w zupelnosci wystarczyla taka
          reakcja -
          zeby zaczal szczekac - nie musi od razu sie rzucac z zebami :)<<

          alez ja nie twierdzilam ze Borejkowna chciala aby pies zagryzl 'babe' - ja
          chcialam tylko zwrocic uwage jest mala szansa aby pies w tym celu nie szkolony
          umial bronic tak jak bylo napisane w tytule watku..


          Venus
    • mamonka01 Re: Mój pies mnie NIE obronił... 16.03.06, 22:57
      Nic tak nie studzi temperamentu durnych napastników jak wyszczerzone zęby i
      głęboki pomruk prosto z trzewi. Pomyśl "borejkowno" czy nie udałoby ci się
      nauczyć swojego psa podobnej reakcji na podany przez ciebie sygnał: gest lub
      słowo. On-ki uczą się naprawdę szybko a podobna umiejętność twojego pupila
      poprawiłaby ci samopoczucie i przydałaby się zwłaszcza w tak niemiłych
      sytuacjach :))
    • agnida do bojerkowej - jestes 18.03.06, 02:09
      bezczelna
      bezczelna; dziekujesz dwom osobom z Forum,
      a ja napisalam zeby pomoc, rowniez to zrobily inne osoby.

      Zatytulowalas watek - trzeba bylo napisac: "Nie rozumiem psa zachowania"
      a Ty odrazu napisalas, ze zachowal sie zle, ze placzesz bo Cie rozczarowal.

      Na drugi raz radze jasniej sie wyrazac,albo spytac znawce psow i zaplacic!
      a nie potem obrazac ludzi, ktorzy poprzez swoj wklad chcieli Tobie pomoc. Po co
      mieli tracic czas i tutaj reagowac na Twoja histerie?? Mogli rownie dobrze
      ominac Twoj histeryczny watek szerokim lukiem.
    • mjot1 Pies "normalny" 18.03.06, 11:01
      Wspaniała większość wsiadłszy na Borejkownę niemalże okrakiem oświadczyć
      raczyła gromkim i nie znoszącym sprzeciwu głosem, że zachowanie Jej psa było
      jak najbardziej normalne.

      Czyż doprawdy takie zachowanie drapieżnika (bo chyba psy jeszcze nie są
      jaroszami?), zwierza stadnego jest normalnym?
      Czy zachowanie psa pozbawionego towarzystwa swych pobratymców, skazanego na
      przebywanie jedynie z ludźmi może być normalne?
      Czy pojęcie „normalne” wg Was ma cokolwiek wspólnego z pojęciem „naturalne”?

      Więc ja ignorant pytam: cóż według Was o wszechwiedzący normą jest?
      Bo dalibóg okazać się może żem nienormalny!

      Najniższe ukłony!
      Poważnie zaniepokojony M.J.
      • po.prostu.ona Re: Pies "normalny" 18.03.06, 11:14
        Mjocie - zacznimy od tego, że w "normalnym" czy też jak wolisz "naturalnym"
        środowisku pies cierpiący na nietolerancję pokarmową nie przeżyłby dłużej, niż
        do pół roku. Skoro stworzyliśmy zwierzętom "nienormalne" lub też "nienaturalne"
        warunki - należy liczyć się z rozmaitymi konsekwencjami. Między
        innymi "nienormalnym" zachowaniem. Czy to dobre, czy niedobre, moralne czy
        niemoralne, słuszne czy niesłuszne - można długo dyskutować. Tylko że co się
        stało, to się nie odstanie. To uwaga natury ogólnej - żeby było jasne :-)
        • tessciowa Re: Pies "normalny" 20.03.06, 23:19
          Pies w dalszym ciągu jest zwierzęciem stadnym posiadającym cechy drapieżnika.
          Cechy te dzięki odpowiedniej selekcji, zostały wzmocnione lub osłabione u
          poszczególnych ras zgodnie z ich przeznaczeniem (czyt. zgodnie z
          zapotrzebowaniem człowieka na daną cechę /cechy użytkowe). Przede wszystkim
          pies został udomowiony ładnych kilka setek lat temu i nie ma znaczenia czy
          mieszkał w jaskiniach, pierwotnych osiedlach czy też obecnie w miastach. Miał
          zawsze do spełnienia określone funkcje. Mimo udomowienia zachował instynkty a
          co za tym idzie umiejętność i potrzebę życia w stadzie. Pies nigdy nie był
          samotnikiem, polując współpracował z innymi członkami stada. W stadzie każde ze
          zwierząt ma określone miejsce oraz rolę do spełnienia. Zachowanie obronne (z
          wyjątkiem samic posiadających właśnie dzieci oraz zwierząt w bezpośrednim
          zagrożeniu życia) zawsze jest inicjowane przez przewodnika stada. Miejsce
          najwyższe w hierarchii zajmuje z kolei zwierzę o najmocniejszej psychice (nie
          licząc cech zewnętrznych), posiadające najmocniejsze geny, bo tylko ono
          (zgodnie z doborem naturalnym) powinno się rozmnażać. Przy takim stanie rzeczy
          pies podporządkowany nie będzie bronił bez wyraźnego sygnału od właściciela,
          również może nie być w stanie bronić ponieważ ma za słabe predyspozycje
          psychiczne. Kolejną sprawą jest to, że pies musi nauczyć się gryźć człowieka
          (kłaniają się zajęcia PO) ponieważ z zasady uczony jest zupełnie odwrotnego
          zachowania, a tu nagle ma w stosunku do człowieka wykazać agresję.
          Predyspozycje do obrony owszem są dziedziczone ale trzeba je odpowiednio
          rozwijać. Zresztą nie każdy pies, który na zajęciach PO gryzie pozoranta zrobi
          to w sytuacji zagrożenia właściciela. Obrona w życiu oraz obrona na zajęciach
          PO to dwie różne sprawy. W sytuacjach krytycznych liczy się twardość charakteru
          psa, im pies bardziej miękki tym mniejsza szansa że zareaguje zgodnie z naszymi
          oczekiwaniami.

          Uff ależ się rozpisałam...
          • cota Re: Pies "normalny" 21.03.06, 09:41
            Nie chce mi się czytać całej dyskusji, przeczytałam tylko wątek autorki. Też
            mam ON-a, bojuch, ucieka przed pudelkiem..oczywiście ku radosnym ubawie
            okolicznych dresiarzy (dodam, iż jest dużych rozmiarów). Nie sądzę, aby
            kiedykolwiek mnie przed kimkolwiek obronił. Nota bene każdy przychodzący do nas
            do domu (gazownik, elektryk itp) jest jego najlepszym przyjacielem...Byłam z
            nim na szkoleniu na towarzysza i wsio. A dlaczego z niego taki bojuch to
            doprawdy nie mam zielonego pojęcia. I straszno i smieszno...
            • bemari do borejkowna 22.03.06, 23:09
              Mój wilczur też potencjalna lebiega(bo pies przy dzieciach - tak chowany) - do
              psów się stawia, do ludzi łagodny.Szczeka, kiedy jesteśmy w domu, sam - milczy
              i udaje, że go nie ma.Ale jak moje dziecko zaczęło krzyczeć ze strachu, bo
              pijczek krzykliwy wlazł na teren - stanął między nim a dzieciakiem potworny i
              groźny.Nic nie zrobił, ale sama nabrałam respektu co do jego możliwości -
              potwór po prostu - dwa razy większy i kły jak brzytwy.No i ten gulgot z
              gardła!!!Jednak dopiero w chwili, gdy mała dała sygnał płaczem, że się boi.Jak
              pijaczek skakał przez ogrodzenie, pies tylko patrzył.Może i Ty nie dałaś
              sygnału, że czujesz strach?Może wyczuł, że to nie jest jeszcze moment do obrony?
    • 1mzeta Re: Mój pies mnie NIE obronił... 24.03.06, 08:51
      Beznadziejna jesteś, jakby Cię ktoś w szkole nie nauczył pisać a potem wymagał
      napisania opowiadania to co też tak z tego ni owego zaczęłabyś pisać ? W
      stosunku do "ludzkich" przyjacióół jak czegoś nie mogą dla Ciebie zrobić bo
      POPROSTU NIE POTRAFIĄ tez taka jesteś, a może nie powinnaś mieć w ogóle psa?
    • tameta Re: Mój pies mnie NIE obronił... 24.03.06, 23:06
      rozumiem, ze to musiala byc dla Ciebie przykra sytuacja. a moze po prostu pies
      czekal na Twoj znak, nie wiedzial co sie dzieje poniewaz sama nie zareagowalas
      stanowczo i agresywnie, ani nawet obronnie a jedynie wycofująco?? prawdopodobnie
      podążyłby za Twoja reakcja, Ty stalas i nie wykonalas zadnego znaku ktory by mu
      wskazywal ze dzieje Ci sie krzywda? nastepnym razem zamiast tak latwo ustepowac,
      postepuj krok za krokiem za osoba ktora Cie atakuje, jesli ktos zaczyna krzyczec
      na Ciebie, nie wycofuj sie ale sama krzyknij na nią aby sie odczepila, pies
      powinen wtedy zareagowac, kiedy bedzie pewny ze Tobie dzieje sie krzywda
      naprawde, a nie jest to jakas forma nowej zabawy. wg mnie to byl powod - pies
      nie przyzwyczajony do takiej sytuacji po prostu nie wiedzial ze cos zlego sie
      dzieje, predzej jest glupiutki niz Cie nie kocha :) pozdrawiam
    • oko_dangmy Re: borejkowna 25.03.06, 21:52
      Ktoś wyżej zasugerował przeczytanie książki Turid Rugaas - "Sygnaly
      uspokajające. Jak psy unikają konfliktów" Gdybyś zatem przeczytała, to
      gwarantuję Ci, że nie irytowałyby Cię słowa np. PO.PROSTU.ONA. Twój pies użył
      znaków uspakajających, czy chcesz co przyjać za fakt, czy nie! Przeczytaj tę
      książkę - wtedy zrozumiesz! Wybaczysz psu i ludziom, którzy naprowadzali Cię tu
      w dobrym kierunku. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka