pomóżcie bezdomnym kotom!

IP: *.mech.pw.edu.pl 09.01.03, 11:28
Witam!
Do Marcina i nie tylko...

Koty rzeczywiście rzadko wychodzą, gdy jest duży mróz. Najczęściej w nocy,
kiedy już kończą się spacery z psami ( godz. 1 - 4 po północy ), szukają
jedzenia przy zsypach i śmietnikach. Spróbuj o tej porze, tam gdzie ją
widziałeś, jeśli masz blisko, stawiać jej jedzenie. Wołaj, nie przejmuj się,
że jej nie widzisz. Ja wołam zaprzyjaźnioną dziką kotkę z okna trzeciego
piętra, gdy ją w okolicy zobaczę, ona biegnie pod mój samochód i tam wynoszę
jej jedzenie. Jeśli jej nie ma, też wynoszę i wołam. Powinno to być jedzenie
mokre, mięso drobno pokrojone lub pokarm puszkowy, ale to szybko zamarza,
więc też i jedzenie suche, odporne na mróz.

Apeluję też do wszystkich uczestników forum. Stawiajcie czasem trochę
jedzenia w styropianowych tackach w okolicy śmietników lub pod samochodami.
Może takie drobne poświęcenie z Waszej strony pozwoli jakiemuś bezdomnemu
kotu przetrwać zimę. Uchylajcie przynajmniej jedno okienko w piwnicach, one
naprawdę nie mają gdzie się schować, w czasie takich mrozów często odmrażają
sobie uszy lub nawet giną. Sprawdzajcie piwnice, czy nie ma tam zamkniętych
na głucho zwierząt. To zdarza się bardzo często, kota trudno zauważyć, ktoś
zamyka wszystkie okienka, a one giną powolną i straszną śmiercią z zimna,
głodu i pragnienia, z poranionymi pyszczkami, wyłamanymi zębami i połamanymi
pazurami i palcami, gdy ostatkiem sił próbują się wydostać. Obecność kotów
poznaje się po odchodach, zamknięte zwierzęta nie mogą wyjść i załatwić się
na dworze.
Pozdrawiam.

    • antoska Re: pomóżcie bezdomnym kotom! 09.01.03, 16:30
      W Olsztynie zdarzyla sie bardzo fajna rzecz odnosnie bezdomnych kotow. Otoz tzw. blokersi za zgoda
      szefa jednej ze spoldzielni beda budowac drewniane domki dla kotow. Co prawda nie rozwiaze to problemu
      bezdomnych zwierzat, ale na pewno pomoze im przetrwac te mrozy.
      • Gość: kot Re: pomóżcie bezdomnym kotom! IP: *.mech.pw.edu.pl 09.01.03, 17:16
        Witam!
        Jeszcze tu jestem, więc od razu odpowiem. Nie podoba mi się pomysł jawnych
        domków, chociaż pozornie wydaje się wspaniały, ja sam miałem parę razy ochotę
        go zrealizować. Problem w tym, że ułatwia to proceder draniom łapiącym koty na
        skórki. To nie żarty, kocimi skórkami się handluje, a skąd się biorą, wiadomo.
        Bardzo łatwo jest niestety upolowac kota w domku. Wystarczy do wejścia
        przystawić worek i pałą walnąć w domek. Już się ma kota, a może nawet kilka za
        jednym zamachem. Już lepsze są trochę ocieplone miejsca w piwnicach i pod
        budynkami. Ja kładę w osłoniętych miejscach płyty styropianowe.
        Pozdrawiam.
        • Gość: piasia Re: pomóżcie bezdomnym kotom! IP: *.cn.com.pl 09.01.03, 18:00
          Karmię moje dwa psy, tuzin sierpówek, ok. 50-ciu wróbli, cztery sikorki i ze
          dwa kosy. Myślę, że i dla bezdomnego kota jeszcze się coś wysupła.

          Jakie jedzenie polecasz - żeby było wysokokaloryczne, a równocześnie niezbyt
          drogie? I żeby ptaki nie wyjadły? Co z podrobami? Czy kurze łebki mogą być?
          • Gość: kot Re: pomóżcie bezdomnym kotom! IP: *.mech.pw.edu.pl 10.01.03, 11:29
            Witaj Piasiu!
            Systematycznie karmię koty na bazarku. Te mnie znają i wieczorem czekają na
            mnie, więc nawet przy dużym mrozie mogę dawać im jedzenie mokre, które zjadają
            natychmiast. Zwykle są to serca wieprzowe, lub drobiowe, bo są dosuć tanie.
            Wymrażam je wcześniej dla zabicia drobnoustrojów. Odpowiednią porcję rozmrazam
            w ciepłej wodzie, potem drobno kroję. To jest wazne, bo większe kawałki koty
            wyciągają na ziemię, brudzą, a w mrozy od razu przymarza. Do tego często dodaję
            trochę ryżu lub makaronu z tłuszczem np. drobiowym lub z resztkami gotowanego
            mięsa. Dodatków nie może być zbyt dużo, bo wtedy mniej chętnie jedzą i zostaje.
            Lepiej niech zjedzą mniej, a od razu. To jedzenie dostają w styropianowych
            tackach, w które pakuje się te serca, to co zostaje zgarniam na jedną i
            przykrywam drugą. W ten sposób jedzenie wolniej zamarza i może jeszcze pożywić
            się jakiś kot, który przyjdzie póżniej. Puste tacki zbieram, żeby ktoś nie
            zarzucił mi, że śmiecę. W czasie mrozów sypię też suche, które nie zamarza, to
            samo, które mam dla swoich kotów. To trzeba wypróbować, bo po niektórych
            karmach koty wymiotują i tracą dodatkowo wodę, której i tak mają zbyt mało. Na
            suche najlepsze jest ciężkie naczynie np. płaski garnek. Kaloryczność "potraw"
            nie jest najważniejsza, ale powinny dostawać też tłuszcz. Ważne jest, żeby w
            czasie mrozów jadły przynajmniej raz dziennie, najlepiej wieczorem lub w nocy.
            Pełny żołądek ułatwia im przetrzymanie nocnego mrozu.
            A inne jedzenie? Trzeba wypróbować, co będą jadły. Łebki też pewnie mogą być,
            ale zwłaszcza w czasie mrozów mogą mieć kłopot z pogryzieniem, trzeba je
            rozdrabniać. Nie może to być wyłączne pożywienie, zawiera za dużo kości. Ja
            dodaję też czasem jedzenie puszkowe, gdy mam mało mięsa, a przyjdzie więcej
            kotów. Jest to dosyć tania karma Dogland dla kotów, moje domowe też ją czasem
            dostają. Nie daję surowych nerek ani wątroby, jeśli daję, to gotowane.
            Gdzie stawiać? Ja wsuwam te tacki pod budki, czy też "pawilony" jak kto woli,
            na bazarze. Tam nie ma śniegu, jest sucho, nie może wejść pies, nie wyjadają
            też ptaki. Koty czują się tam bezpiecznie, nawet gdy przechodzą psy lub ludzie.
            Nasz bazar jest zresztą ogrodzony i zamykany na noc, chodzą tylko ochroniarze.
            Pod wyższe budki wsuwam płyty styropianowe, na których koty mogą siedzieć i
            ogrzać się od dołu. Można też wstawiać jedzenie pod parkujące samochody, tam
            też jest bezpiecznie, ale najlepiej za zgodą właściciela lub pod swój, żeby nie
            było zadrażnień. To jest ważne, nie można karmić zwierząt, gdy są konflikty,
            obrywają potem i zwierzęta, i karmiciele.
            Przy dużych mrozach niezjedzone, zamarznięte resztki nadają się do jedzenia,
            zabieram je następnego dnia, a raczej nocy, rozmrażam w domu i jeszcze raz
            wystawiam, pod samochód przed moją klatką. Tam przychodzą inne koty lub koty
            sąsiadów i to zjadają.
            Przy okazji, moi sąsiedzi z parteru są ludźmi szczególnymi. Mają po kilka
            kotów, ale nie przejmują się za bardzo ich karmieniem, a na noc wyrzucają na
            dwór, również na mróz, "żeby nie brudziły w domu". Kiedyś karmiłem je dosyć
            regularnie, bo nie mogłem patrzeć, jak siedzą przez cały dzień w ogródku z
            oczami wlepionymi w mój balkon. W końcu zaprotestowali, bo podobno nie chciały
            jeść w domu. Trudno, teraz nie karmię, przynajmniej jawnie.
            Dziękuję i pozdrawiam.
Pełna wersja