mjot1
06.10.03, 18:40
Okrutny dźwięk budzika wyrywa cię gwałtownie z błogich objęć Morfeusza!
Zrywasz się, nogi wpadają ci w kapcie, za oknem ciemno (trwa jeszcze
regularna noc) ty bezmyślnie jak jakiś cyborg ruszasz po zaprogramowanej
trasie: kibelek, łazienka (zmywasz grzeszny bród i troszkę senność), powrót
do sypialni (zmiana uniformu z nocnego na dzienny), kuchnia, (imbryk,
odkręcić kurek, woda, kuchenka, włączyć gaz pamiętaj włączyć gaz! już kilka
razy zapomniałeś, filiżanki, kawa, nasypać), pokój (łyk gorącej herbaty z
termosu) rzut oka za okno ciemno choć oko wykol zmysł słuchu mówi ci, że pada
i wieje wiatr, termometr; na szczęście 8 stopni nie jest źle... zawył imbryk,
kuchnia, uciszasz tego wyjącego potwora, zalewasz kawę; jakiż miły aromat...
niosąc ją do pokoju wydajesz z siebie okrzyk „kawa!” w sypialni rozlega się
szmer i pomruk niezadowolenia to biedna Zdecydowanie Lepsza Połowa zaczyna
nowy dzień, pokój, donosisz kawę siadasz w fotelu i zapalasz mocnego... szare
komory dostawszy kopa jakby powoli zaczęły swą pracę... „tornister”
zapakować, nie zapomnieć dyskietek, ach jeszcze tamte papiery... w
międzyczasie na stole lądują niezmiennie od lat dwa jaja sadzone, tylko one
mają taki poślizg że jesteś w stanie je przełknąć, przełknąłeś, pierwszy łyk
kawy... niebo w gębie, szare komory jakby jakoś prędzej zaczęły wykonywać
swój mozolny trud wzajemnego napotkania się w tej bezgranicznej przestrzeni,
wymiana kilku zdawkowych i grzecznościowych wypowiedzi, rzut oka na
chronometr, już czas! 5,30, wkładasz sweter, kurtkę, buty, torba na ramię i
opuszczasz przytulną chałupinkę. Uderza cię potworna ciemność, wszystkie
normalne stworzenia które nie zatraciły jeszcze zdrowego rozsądku zaszyte
gdzieś śpią jeszcze smacznie ale nie ty, ty jak zombi leziesz przed siebie na
pamięć a nad tobą szumi miotany wichrem las, wynurzasz się na odkrytą
przestrzeń wiesz to bo wicher trzasnął cię na odlew w prawy policzek, jakoś
jakby bardziej otrzeźwiony leziesz dalej... I cóż do licha cię pcha?
Potrzeba zapewnienia bytu sobie i swym bliskim, obowiązek, solidność,
podporządkowanie się obowiązującym zasadom, demokratyczne reguły kierujące
społecznością, itd. itd. czyli konieczność posiadania szmalu! Tego dobra nad
dobrami!
To są efekty rozwoju naszej wspaniałej cywilizacji. Ech żebyż ona ta
cywilizacja zechciała się zwinąć...
To wykombinowaliśmy my istoty szczycące się posiadaniem rozumu i wolnej woli.
Czy aby na pewno coś takiego posiadamy?
Uczestnicząc w dziele „cudownego” rozwoju nie zapomnijmy o ogrodach...
Tam w ogrodach tlą się jeszcze resztki prawdziwego rozumu i sensu.
A ogrodem jest i warzywniak i park i jakiś „filofikus” w doniczce i las z
całym swym bogactwem fauny i flory powtarzam: z całym! z muchomorami włącznie
one jeszcze wczoraj też były przepięknym ogrodem zanim cywilizacyjna dzicz
roztrzaskała je na strzępy.
Ogrodem jest też i pies i kot leżący na kolanach i nucący cudowne murmurando,
ale i ten biedak z piwnic zamykanych właśnie na głucho, ogrodem jest też i
mysz domowa.
Jest ogrodem kos na czubku drzewa, ale i wróbel pod okapem i prosty karmnik
dla tego wróbla i pająk a nawet ta uciążliwa mucha która jeszcze nie
odleciała do Japonii...
Pamiętajmy o ogrodach! O tych malutkich wysepkach Matki natury i resztkach
zdrowego rozsądku w oceanie naszej wszechwładnej cywilizacji.
Najniższe ukłony!
Coraz bardziej „mjotany” buntem przeciw jedynie słusznym zdobyczom
M.J.