historia pieska od pseudohodwcy :(

10.12.03, 23:43
Historia szczeniaka od handlarza
Niewiele pamiętam z miejsca, gdzie się urodziłem. Było ciasne i ciemne, i
nigdy nie bawiliśmy się z ludźmi. Pamiętam Mamę i jej miękkie futro, ale
często chorowała i była bardzo chuda. Miała niewiele mleka dla mnie, moich
sióstr i braci. Wielu z nich zmarło i strasznie za nimi tęsknię.
Pamiętam dzień kiedy zabrano mnie od Mamy. Byłem taki smutny i wystraszony.
Dopiero co wyrosły mi zęby mleczne i powinienem nadal przebywać z Mamą. Ale
ona była taka chora i ludzie powiedzieli, że chcą wreszcie otrzymać
pieniądze, bo mają powyżej uszu bałaganu, który robiliśmy z rodzeństwem.
Umieszczono nas w skrzynce i trafiliśmy do dziwnego miejsca. Zostalo nas
tylko dwoje. Przytuliliśmy się do siebie i strasznie się baliśmy. Tak dużo
nowych obrazów, i dźwięków, i zapachów! Trafiliśmy do sklepu zoologicznego,
gdzie są różne zwierzęta! Jedne skrzeczą, inne miałczą, a jeszcze inne
piszczą! Razem z siostrą zostaliśmy zamknięci w małej klatce. Słyszymy obok
inne szczeniaki. Widzę ludzi patrzących na mnie, lubię tych "małych ludzi",
dzieci. Wyglądają tak słodko, tak wesoło. I lubią bawić się ze mną! Cały
dzień siedzimy w małej klatce, czasem ludzie stukają w szybę i straszą nas.
Czasem jesteśmy brani na ręce i pokazywani ludziom. Niektórzy są delikatni,
inni nas krzywdza. Zawsze słyszymy "Oh, one są takie słodkie! Chcę jednego!"
ale nie biorą żadnego.
Moja siostra umarła zeszłej nocy, kiedy w sklepie było ciemno. Położyłem
głowe na jej futerku i czułem jak życie opuszcza jej małe, chude ciałko.
Słyszałem jak powiedziano, że była chora i powinna być sprzedana za niższą
cenę i szybko opuścic sklep. Myśle, że moje ciche skomlenie było jedynym
pożegnaniem dla jej ciałka, które zostało zabrane z klatki i wyrzucone.
Dziś przyszła do sklepu rodzina i kupiła mnie! Co za szczęśliwy dzień! Jest
to bardzo miła rodzina. Oni na prawdę mnie chcieli! Kupili mi miskę i
jedzenie, a mała dziewczynka wzięła mnie czule w objęcia. Tak bardzo ją
kocham! Mama i tata powiedzieli jak słodkim i dobrym jestem pieskiem! Mam na
imię Angel. Uwielbiam lizać moich nowych ludzi. Rodzina bardzo się o mnie
troszczy. Są kochający, czuli i słodcy. Delikatnie uczą mnie co jest dobre,
a co złe, dają mi dużo jedzenia, i dużo miłości! Kocham małą dziewczynkę i
uwielbiam z nią biegać.
Dziś poszliśmy do weterynarza. To było bardzo dziwne miejsce i bałem się.
Dostałem kilka zastrzyków, ale moja mała dziewczynka trzymała mnie
delikatnie i powiedziała, że wszystko będzie OK. Więc się odprężyłem.
Weterynarz musiał powiedzieć mojej ukochanej rodzinie coś zlego, bo
wyglądali bardzo smutno. Słyszałem coś o dysplazji i o moim sercu....
Słyszałem jak wet mówił o pseudohodowcach i że moi rodzice nie byli
prześwietleni. Nie wiem co to znaczy, ale rani mnie, ze moja rodzina jest
taka smutna. Ale nadal mnie kochają, i ja kocham ich tak bardzo!
Mam już 6 miesięcy. Mimo, że inne szczenięta są krzepkie i rozbawione, ja
czuję straszny ból przy każdym ruchu. Ból nigdy nie znika. Sprawia mi ból
bieganie i zabawa z ukochaną małą dziewczynką. I ciężko mi oddychać. Próbuję
być silnym szczeniakiem, takim jak wiem, że powinienem być, ale to strasznie
trudne. Pęka mi serce, gdy widzę smutek dziewczynki, i gdy słyszę słowa mamy
i taty "chyba już czas". Kilka razy byłem u weterynarza, ale wiadomości
nigdy nie są dobre. Ja tylko chce czuć na skórze promienie słońca, i biegać,
bawić się z moją rodziną.
Ostatnia noc była najgorsza. Ból jest moim stałym towarzyszem. Boli mnie,
gdy wstaję i gdy chcę się napić. Gdy próbuję się podnieść, czuję tylko
przejmujący ból. Zabrano mnie do samochodu. Wszyscy byli tacy smutni i nie
wiem dlaczego. Byłem niegrzeczny? Próbowałem być dobry i kochający, co
zrobiłem źle? Oh, gdyby tylko ten ból przeminął! I gdybym mógł osuszyć łzy
małej dziewczynki. Podniosłem głowę by polizać jej ręke, ale poczułem tylko
ból. Stół u weterynarza jest taki zimny. A ja tak się boję.Wszyscy ludzie
mnie sciskają i wypłakują w moje futro. Czuję ich miłość i smutek. Polizałem
ich ręce. Nawet weterynarz nie wygląda dziś tak strasznie. Jest delikatny i
czuję, że chce ukoić mój ból. Mała dziewczznka trzyma mnie delikatnie, a ja
dziękuje jej za całą miłość jaką mi dała. Czuję małe ukłucie w łapę. Ból
zaczyna znikać, a ja czuję spokój. Mogę też lizać ręke dziewczynki.
Moja wizja zaczyna się rozmywać. Widzę w oddali moją Mamę, moich braci i
siostry. Mowią mi, że tu nie ma bólu, jest tylko spokój i szczęście. Żegnam
się z moją rodziną lekkim machnięciem ogona. Chciałem z nimi spędzić wiele,
wiele dni, ale nie było to nam dane. "Widzisz" mówi weterynarz "wiele
szczeniaków nie pochodzi od porządnych hodowców". Ból znika, i wiem, że
minie wiele lat zanim zobaczę ponownie swoją ludzką rodzine.
A mogło być całkiem inaczej....

Dlatego właśnie powinniśmy sprawdzac pochodzenie naszego przyszłego
pupila,zeby oszczędzić bólu jemu i sobie.
    • kwiatek-822 Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 11.12.03, 16:06
      Az sie poplakalam, jakie to smutne lecz prawdziwe :((((
    • Gość: marta Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.acn.waw.pl 11.12.03, 16:13
      a ja sie rozryczalam i nie moge przestac plakac
      czemu glupota ludzka boli nie glupich ludzi, lecz stworzenia kochajace i
      bezbronne??
      czasem wstyd mi, ze jestem czlowiekiem
      • Gość: xymena Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.12.03, 00:10
        chlip :'-(
        • wadera2 Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 12.12.03, 14:23
          :'-(((
    • Gość: Psowa pani Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.uz.zgora.pl 15.12.03, 13:40
      Kupując pieska u dobrego hodowcy, zaoszczędzimy bólu sobie i swojej rodzinie,
      bo niestety tamten piesek w sklepie zoologicznym nie stanie się dzięki temu
      zdrowszy i nie będzie miał lepszych warunków niż dotychczas. Po prostu nie
      powinny być pieski sprzedawane w sklepach, a jeśli komuś nie zależy na piesku
      rasowym lub nie stać go na takiego (bo niestety, pies z dobrej hodowli
      kosztuje), to lepiej zrobi wybierając pieska ze schroniska (choć wtedy również
      może się okazać, że piesek cierpi na różne przypadłości, które sprawią wiele
      bólu i kłopotu nabywcom; ale w gruncie rzeczy, czy kiedykolwiek jest gwarancja,
      że jeśli się kogoś kocha, to on nigdy nie sprawi bólu i kłopotu?).
      • plucha Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 15.12.03, 15:22
        Rasowe psy, zwłaszcza z dobrej hodowli, są drogie. Jednak dobry, uczciwy
        hodowca obniży cenę jeśli piesek ma jakąś wadę (nie na zdrowiu, ale na
        urodzie). Mnie się taka okazja trafiła - hodowca sam wskazał wadę pieska i
        powiedział, że ten szczeniak idzie za 50% ceny!!! Ponieważ nie zależy mi na
        wystawach, natychmiast zdecydowałam się właśnie na tego, tym bardziej, że jego
        wada dodaje mu uroku - ma jedno oko innego koloru.
        Moim zdaniem to bardzo dobrze świadczy o hodowcy, kiedy sam uprzedza o takich
        rzeczach. W końcu nabywca może się nie znać, że np. cielisty nos, albo biała
        łatka to wada dyskwalifikująca i na wystawie się natnie.
    • saavage Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 15.12.03, 23:01
      bardzo, bardzo smutne... ;( oby jak najmniej bylo takich historii
      • Gość: ata Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 27.12.03, 11:11
        Bardzo smutna ta historia. Pieski z dobrych hodowli mają dobry kontakt z
        człowiekiem, od urodzenia są kochane. Jak kupowałam swoją suczkę to
        właścicielka zanim nam ją oddała to ją wycałowała i miała łzy w oczach. Nasza
        suczka to uosobienie łagodności.
    • promyczek110 Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 27.12.03, 19:08
      Czytałam to już wiele razy i tyle samo powtarzam:KOSZMAR!!
      • zz_beatka Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 28.12.03, 11:16
        i będzie tak jeśli będą chętni kupować takie pieski :((
        jeden zostawi w domu a drugi wywiezie do lasu
    • Gość: mateo Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 29.12.03, 08:40
      witam

      Zapominacie jednak o pewnym waznym aspekcie calej tej historii. Przedstawiona
      jest ona w sposob tendencyjny, swiadczacy o tym, iz tylko z dobrych hodowli
      psy i inne zwierzeta beda zdrowie i szczesliwie zyly. To totalna bzdura.
      Wiekszosc hodowcow jest nastawiona tylko i wylacznie na zysk. W naturalnej
      selekcji slabsze osobniki ginely, przewaznie tez byly zjadane przez silniejsze,
      mowie tu np o przodkach psow - wilkach. To takze ingerencja czlowieka w ciagle
      udoskonalenie psich charakterow, ich wygladu, oraz preferencji doprowadzily do
      zachwiania rownowagi biologicznej u psow. Wezmy np. Husky, ktore
      niejednokrotnie utozsamiane sa z wilkami jako ich najblizsze pokrewienstwo.
      Przez czlowieka i jego ingerencje powstaly rozne mieszanki tych psow i tak,
      mamy psy Husky wystawowe, piekne acz delikatne na zdrowiu, mamy psy zaprzegowe
      silne, ale z racji wykonywanej pracy ich sylwetka i wyglad sierci znacznie
      odbiega od tego co okreslamy jako "ladne". To wlasnie przez te ingerencje
      czlowieka wiele psow stracilo swoj pierwotny instynkt, swoj cel w zyciu. Te psy
      staja sie kanapowcami, zmeczonymi takim nijakim zyciem. Dlatego tez wiel
      choruja. Z doswiadczenie powiem jeszcze jedno. Mam 3 Husky, zaden z nich nie
      jest kupiony u hodowcy z prawdziwego zdarzenia. Nie maja rodowodow. Dwa z nich
      sa typowymi syberyjskimi szczurami. Sprowadzonymi na moja prosne wlasnie z
      syberii gdzie wciaz te psy wykonuja swa prawdziwa prace do jakiej byly stworzoe
      wiele lat temu. Trzeci jest kupionym w Polsce od hodowcy zajmujacego sie typowo
      zaprzegowym sportem psow. Te psy nigdy nie chorowaly, nie wiedza co to choroby.
      Natomiast te wszystkie wyhuhane SH kupowane od "dobrych" hodowcow z papierami
      potrzebuje co roku kilka zastrzykow i lekarstw. Sa chorowite i slabe. Ta cala
      opowiastka jest moze i smutna ale nie do konca prawdziwa. Bo to nei psy, od
      dobrych czy pseudohodowcow sa zdrowe i silne, ale psy ktore nie zatracily
      wlasnego pierwotnego instynktu sa tymi, ktore przetrwaja wiekszosc "burz".

      pzdr
      • Gość: ja Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 10:38
        odpowiedz rownie tendencyja ale z przegieciem na druga strone.

        Kiedy ludzie naucza sie ze rasowy to znaczy z metryka\rodowodem?
        Mateo ciagle jeszcze tego nie rozumie.....
        ja
        • Gość: mateo Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 29.12.03, 12:01
          "Kiedy ludzie naucza sie ze rasowy to znaczy z metryka\rodowodem?
          Mateo ciagle jeszcze tego nie rozumie....."

          A kiedy zrozumiesz tresc napisana przeze mnie - ze zadna metryka, zaden rodowod
          nie gwarantuje ci zdrowia twojego pupila? Nie jest to tylko moje zdanie - ale
          tez wielu ludzi z TOZ ktorych znam osobiscie - niestety, ae metryka - rodowod w
          dzisiejszych czasach to jak dowod rejestracyjny auta i nic wiecej. Tak
          naprawde oprocz wpisow o zmianie adresu zamieszkania w dowodzie rejestracyjnym
          nic nie wpisujesz, zadnych notatek o wypadkach, o usterkowosci. Jak wyzej
          napisalem, psy "dzikie" same eliminowaly slabsze ogniwa w lancuchu. Teraz
          zostal zatracony caly schemat jaki natura obrala, sprzedaje sie psy slabe,
          chore obnizajac cene. Traktujac to wszystko jako wypadek przy pracy. POkazcie
          mi chociaz jednego hodowce, ktory chorego psa uspil, aby ktos inny nie mogl z
          niego miec nowych szczeniakow. NIe.. oni je sprzedaja. BO tu chodzi o zysk.
          Chwala tym nielicznym, ktorzy staraja sie utrzymac czystosc rasy i pilnuja aby
          szczeniaki byly pod dobrych czyt. zdrowych rodzicach. Reszta produkuje byle
          upchnac. Taka jest prawda. Cel z rodowodami jest szczytny ale sposob ich
          stosowania chory.

          Wezmy przyklad moj. Na wystawe nie wolno wprowadzac innych psow anizeli tych
          ktore sa zarejestrowane do wystawienia. Jednak mi dzieki znajomym udalo sie
          wejsc z dwoma Husky tymi z syberii sprowadzonymi. Nie mialem i nie mam zamiaru
          ich wystawiac. POprostu przyszedlem do znajomych. Podchodzili do nas wciaz nowi
          ludzi ogladajac moje psy i nie mogac uwierzyc ze nie wystawiam ich. Nie
          potrafili tez okreslic czy to jest SH czy Malamut. Gubili sie w domyslach. Bo
          prawdziwe HUsky np. wygladaja calkiem inaczej od tych kanapowcow ktore sa teraz
          produkowane. Roznica nie jest kolosalna wyglad jest podobny, ale z pewnymi
          drobnymi roznicami jak gestszy ogon u moich mocniejsze futro, bardziej
          puszyste, oczy bardzie sciagniete (chronia przed mrozem). To pies prawdziwy
          syberyjski ich rodzice wciaz pewnie ciagna zaprzegi na syberii.

          zpdr
          • cykoria25 Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 29.12.03, 15:08
            POkazcie
            > mi chociaz jednego hodowce, ktory chorego psa uspil, aby ktos inny nie mogl z
            > niego miec nowych szczeniakow. NIe.. oni je sprzedaja. BO tu chodzi o zysk.


            Mowisz jakbys nie znala regulaminu ZK. Szczeniaki rodowodowe moze miec jedynie
            suka hodowlana- ktora uzyskala odpowiednie oceny na wystawach, przeszla testy
            psychiczne (u niektorych ras), ma przeswietlone stawy w kierunku dysplazji,ale
            niestetyto ze, rasowe czesto oznaczaja slabe na zdrowiu i z ulomnoscia na
            psychice wynika ze slabego sita jakie stosuje dla hodowcow ZK, ale z drugiej
            strony w Angli- suka hodowlana jest kazda suka z rodowodem...
            Jesli kupujesz psa bez metryki jestes kolejnym ogniwem popierajacym
            szarlatanstwo pseudhodowcow. Dodatkowo, bradzo czesto widac w klinikach psy
            pseudorasowe- kupione bez metryki z przypadkowych kojarzen- z dysplazja,
            alergia, niezrownowazeniem psychicznym.
            Szczeniaki po zdrowych rodzicach to szczeniaki ktore zostaly swiadomie
            zaplanowane, po skontrolowanych rodzicach- a jedynym dzialaniem ktore moze temu
            sprostac jest - kupowanie psow z metryka. Co do doboru naturalnego i
            eliminacyjnym dzialaniu ewolucji srodowiskowej- bo chyba o tym piszesz, jestes
            w bledzie, ze dzisiejsze kundelki to okazy zdrowia.
            Rownie czesto sa schorowane z poteznymi wadami ortopedycznymi a jednak ciagle
            rozmnazajacymi sie (uczeszczam na praktyki wet i chyba sporo juz widzialam)
            Reasumujac prawda jest znacznie bardziej skomplikowana, mimo wszystko
            obnoszenie sie z tym ze psy bez metryk sa bardziej zdrowe (co czesto jest
            wlasnie odrwrotnie) jest zupelnie nieuzasadnione...
            c25
            • Gość: mateo Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.gorzow.mm.pl 29.12.03, 20:44
              Cykoria - wciaz nie rozumiesz mojej wypowiedzi. Gdyby rzeczywiscie
              przestrzegano rygorystycznie przepisow, wszystkie slabe osobniki bylyby
              usypiane. Tak w polsce nie jest - nie pisz mi o kundelkach, bo kundelki to
              najczesciej mioty przypadkowych spiec suki i psa, bez jakiejkolwiek kontroli ze
              strony wlascicieli.

              Wiekszosc keneli jakie poznalem to zwykla fabryka psow. Wystarczy wejsc na
              jakakolwiek strone i przekonac sie jak bardzo wlascicielom keneli zalezy na
              zdrowiu psa. Jest fizycznie nie mozliwe skontrolowanie powiedzmy 2 - 3 miotow w
              ktorym kazdy ma okolo 3-4 albo wiecej szczeniakow. Jak w takich warunkach psy
              maja byc zdrowe? Nie pochwalam dzikiej prokreacji - ale tez uwazam, ze osoba
              majaca powiedzmy suke rodowodowa i chcaca miec szczeniaki powiedzmy na sprzedaz
              szuka odpowiedniego reproduktora i co najwazniejsze majac mniej obowiazkow i
              nie podchodzac mechanicznie do psow dba o nie i o warunki.

              Sam pisze o tym, ze moje psy sa sprowadzone z sybierii to zaznaczam wyraznie.
              Nie sa sprowadzone z zadnej hodowli, ale po znajomosci, od osoby ktora ma
              kontakty w tym regionie i dla mnie wyszukala te psy. Nie sa to przypadkowe
              mioty i ciezko bylo je kupic z uwagi na niechec tubylcow. Udalo sie i wiem ze
              moje psy sa naprawde przygotowane do ciezkich warunkow a ich matka i ojciec to
              prawdziwi robotnicy.

              Te wychuchane poniekad kanapowce jakie tworzy sie w hodowlach nie dbajac jednak
              za bardzo o ich prawidlowy rozwoj to nie psy to zwykle lalki barbie. Dziwic sie
              potem ze wiekszosc z nich choruje.

              Mam duzo znajomych, ktorzy narzekaja na mnostwo chorob u ich rasowych psow. Nie
              jest to odosobniony przypadek. Na palcach jednej reki mozna policzyc hodowcow
              Husky, ktorzy naprawde wypelniaja swoje obowiazki nalezycie - reszta to
              neistety zwykle "fabryki psow", a nie jest tajemnica ze hmm abstrahujac do
              pewnej przenosni "reczna robota jest trwalsza od seryjnej produkcji". Gdy suka
              hodowlana ma kilka miotow to jak mozna byc pewnym ze te wszystkie jej
              szczeniaki beda zdrowe. Natomiast gdy ktos chce miec szczeniaki raz na dluzszy
              czas dopuszczajac suke to przyznasz ze i warunki i samo podejscie rokuje
              znacznie lepiej.
      • Gość: Lenka Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.chello.pl 29.12.03, 11:30
        Ja również odnoszę wrażenie że ten tekst(choć realny)to jest niestety
        napisany w trochę tendencyjny sposób.
        • Gość: BlueBerry Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 29.12.03, 16:14
          a ja mam psa od hodowcy, z tzw. przyjaznej hodowli, tylko dwie suki, krycie
          (ponoc) raz do roku, bez kojcow, psy z rodzina, duzy ogrod. matka z medalami,
          ojciec z medalami (z ponoc najlepszej hodowli w polsce). szkoda tylko ze pies
          ma wrodzona ciezka dysplazje (jedna operacja), oraz bardzo slaba strukture
          wiazan kolagenowych (dwie operacje - zerwane sciegna i wiezadla). (oprocz tego
          jest za wysoki wg kanonu razy i ma zadarty zawiniety ogon.) i wcale nie mam
          gwarancji ze pozyje normalnie, i czy cos znowu mu sie nie posypie. a pies ma
          dopiero 2 lata.
          a najsmutniejsze jest to ze nie ma mozliwosci by wyegzekwowac cofniecie suce
          (oraz kryjacemu ojcu) papierow. bo ZK w polsce ma to gleboko gdzies.
          pies ma metryke i mozliwosc wpisu do rodowodowej ksiegi.
      • Gość: lw Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.crowley.pl 26.05.04, 15:09
        moja odpowiedź jest krótka-nie masz husky,bo to już jest rasa-ma mieć konkretny
        wygląd,wzorzec,Twoje psy tego wzorca nie spełniają i dlatego nie mają rodowodów-
        aby zostały uznane za rase muszą przekazywać konkretne i podobne cechy-podobnie
        jak pittbule nie są oficjalnie uznane za rasę,bo nie stanowią jednolitej
        populacji,
        że husky są podobne do wilków,nie świadczy,że są z nimi bliżej spokrewnione,niż
        inne psy(a co z kundelkami o żółtej maści podobnych do australijskiego dingo-
        pełno takich na naszych osiedlach)-zresztą te kundle bardziej są podobne do
        dingo niż husky do wilka-wilki mają bardziej ostry i dłuższy pysk,wyżej
        wysklepioną mózgoczaszkę(owczarki niemieckie mają bardziej podobny pysk),nie
        tak zaokrąglone zady-no chyba,że Twoje <syberyjskie psy>,a nie husky-to właśnie
        mieszańce tamtejszych psów z wilkami

        i nie czuj się lepszy od hodowców-bo po to są hodowle na określonych
        kontynentach i szerokościach geograficznych aby psy były lepiej przystosowane
        do panujących warunków,Twoje psy jak piszesz mają gęstszą sierść i bardziej
        osłonięte oczy-co czyni je psami przystosowanymi do warunków syberyjskich a nie
        polskich-tak więc nie da się ukryć,że męczysz psy,zabrałeś je z miejsca do
        którego były przystosowane,tam się urodziły,z rodziców którzy właśnie do takich
        warunków się przystosowały,napisz jak wyglądają i czują się u nas w lecie,
        pewnie w dzień siedzą w lodówce,a chodzą tylko w nocy
        za takie nielegalne sprowadzanie psów bez rodowodu=nie z legalnej hodowli,być
        może krzyżówek z wilkiem(zwierzęciem w wielu krajach pod ochroną),powinny być
        kary
      • staspyry Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 09.06.04, 15:06
        Witam Mateo,
        Równiez mam 2, 3-mczne haszczaki i z chęcia bym pogadał z Tobą o ich
        wychowaniu. Mój emil staspyry@interia.pl
        dzięki
    • pejsaty Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 11:22
      moze warto by ludzie pomysleli zanim kupia szczenieta z podjrzanej hodowli?
      chyba nie ma wystraczajacej kontroli nad hodowowcami psow. oprocz wspanialych
      hodowli sa i takie gdzie psy zyja w koszmaranych warunkach, za to szczenieta
      sprzedawane sa po konkurencyjnych cenach... to nic, ze wiekszosc z nich
      pochodzi z chwou wsobnego czy jest chora - i tak znajda nabywcow, ktorzy w ten
      sposob utrzymuja nieuczciwych ludzi i czynia proceder oplacalnym.
      • default Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 11:57
        Właśnie o to chodzi, że ludzie nie rozumieją co to znaczy właściwa,
        profesjonalna hodowla psów. Ponieważ psy z dobrych hodowli są drogie (bo muszą
        być, im lepsze warunki, tym większe koszty, ponadto koszmarne pieniądze
        pochłania samo krycie wartościowym reproduktorem), więc ludzie myślą : "a po co
        mam dać 2 tys. skoro za 200 zł kupię takiego samego". I już nie zastanowią się
        dalej, że "taki sam" to znaczy najwyżej "tak samo czy podobnie wyglądający" - i
        nic poza tym. Nawet tu na forum często spotyka się opinie, że jeśli nie ma się
        zamiaru wystawiać psa czy nadawać mu uprawnień hodowlanych, to po co kupować
        drogiego, ze sprawdzonej hodowli, z rodowodem. Takie przekonania nakręcają
        popyt na nierasowe szczeniaki, produkowane masowo, bez żadnego planu, wyłącznie
        dla kasy.
      • miska77 Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 13:05
        co rozumiesz pod pojeciem "porzadna hodowla" ?
        Pamietam jak zdecydowalam sie na mastino. Obdzwonilam wiekszosc hotowli -
        wlasnie tych "porzadnych", "renomowanych" i zadawalam dwa pytania:
        1. czy rodzice sa obciazeni dysplazja ?
        2. czy moge zobaczyc rodzicow ?
        Oczywiscie na pytanie pierwsze zawsze byla odpowiedz "no wie pani ! (oburzenie)
        moje psy sa championami ! nie maja dysplazji !!!"
        Dziwnym zbiegiem okolicznosci nie moglam rowniez zobaczyc rodzicow !
        Tak sie sklada, ze 98 % mastino napoletano jest obciazona dysplazja. Jestem z
        Warszawy a suke sprowadzilam z hodowli z pod Wroclawia. Hodowca pokazal mi
        papiery, przeswietlenia, porozmawial ze mna i wyjasnil co jest co. Ogladalam
        rodzicow i szczeniaki gdy te mialy 4 tygodnie. Potem wplacilam zaliczke. 6 tyg
        pozniej pojechalam ponownie po odbior suki. Hodowca mi wtedy
        powiedzial: "Jezeli jej pani nie bedzie chciala, to niech ja pani z powrotem
        przywiezie a ja oddam pieniadze."
        Jestesmy ze soba w kontakcie. 2 lata temu pojechalismy tam z wizyta, hodowca
        byl zachwycony Sigma. Tata Sigmy byl juz starutki bo mial ponad 8 lat, mama juz
        nie zyla :-(
        Sigma ma teraz 4 lata i 8 miesiecy, ma tylko lekka dysplazje - nie klasyfikuje
        sie do operacji - ;ekko nie wyksztalcona panewka. Poza tym jest okazem zdrowia.
        Kazdemu polecam takich hodowcow !!!

        Pozdrawiam,
        Ewa, Sigma (Masino Napoletano) i Luna (Turkish Van)
        • zz_beatka Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 13:51
          miska77 napisała:

          > co rozumiesz pod pojeciem "porzadna hodowla" ?
          > Pamietam jak zdecydowalam sie na mastino. Obdzwonilam wiekszosc hotowli -
          > wlasnie tych "porzadnych", "renomowanych" i zadawalam dwa pytania:
          > 1. czy rodzice sa obciazeni dysplazja ?
          > 2. czy moge zobaczyc rodzicow ?
          > Oczywiscie na pytanie pierwsze zawsze byla odpowiedz "no wie pani !
          (oburzenie)
          >
          > moje psy sa championami ! nie maja dysplazji !!!"

          ZNAM TAKICH A CHAMPIONAT ROBIĄ ALE WYSTAW NIE ZWYCIĘŻAJĄ I POWIEM TE
          NAJBARDZIEJ ROZREKLAMOWANE brzydko mi pachną. zauważyłam, że najlepsze psy
          pochodzą z hodowli, które się nie raklamują, sic reklamują je zadowoleni
          nabywcy szczeniąt
          • miska77 Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 14:17
            jak sie pozniej okazalo, jedna z hodowczyn "warszawskich" miala championa,
            ktory byl bezplodny ! Jak ktos nie wiedzial o tym to prosil, by nim pokryc suke
            bo to byl naprawde piekny pies, a ona przyjezdzala z innym...a potem w
            papierach figurowal tamten...
            rece opadaja !
    • fion_a Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 12:38
      Historia smutna, bardzo:((((

      Ale nie wiem, o czym tak naprawde jest ta historia??

      O tym, ze Ci ludzie nie powinnikupic takiego psa??Pozwolic mu umrzec w sklepie,schronisku,czy nie wiem co jeszcze tki sklep rozbi z niesprzedanymi egzemplarzami??Usypia??

      O tym, ze ludzie maja nie kupowac kundelkow, bo moga byc chore??
      Kazdy moze byc chory. I czlowiek, i pies i chomik. Nawet kupiony zdrowy, moze ciezko zachorowac i umierac w cierpieniach.

      Ze prawdziwe hodowle maja psy wyselekcjonowane, to wiadomo. ALe glownie chodzi tu tez o wyglad psów, nie zawsze o zdrowoie(poza wadami dyskwalifikujacymi wystawianie). Ale sa to równiez psy, ktore trafią do wyselecjonowanych odbiorców, znaczy po prostu takich, których na to stac.

      A jeśli nagle ludzie przestana kupowac "nierasowe" psy, to co sie z nimi stanie??Beda w schroniskach, czy zabijane po urodzeniu??
      • default Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 12:44
        fion_a napisała:

        > Historia smutna, bardzo:((((
        >
        > Ale nie wiem, o czym tak naprawde jest ta historia??

        Historia ta ma uświadomić ludziom, jak wyglądają "dzikie" hodowle psów
        podobnych do rasowych, hodowle nastawione wyłącznie na zysk, prowadzone przez
        ludzi, którzy równie dobrze mogliby hodować dżdżownice kalifornijskie albo
        pieczarki, towar jest towar i tyle. Gdyby taka świadomość była powszechna, to
        zahamowałoby to popyt na te psy - co z kolei ograniczołoby podaż, czyli
        niepohamowane rozmnażanie nierasowych szczeniąt i likwidowanie takich hodowli.
        Co oczywiście jest jedynie pobożnym życzeniem, podobnie jak postulaty
        wegetarian przeciwko ubojowi zwierząt rzeźnych, niestety.
        • zz_beatka gdzie się podziały prawdziwe kundelki :( 26.05.04, 12:56
          ale nie uświadomisz ludziom, którzy strasznie chcą mieć rasowego a ich nie stać.
          kupuja wtedy psa na bazarze, albo z pseudohodowli albo z ogłoszenia
          cyt.: 'przywiozę do domu, transport bezpłatnie'

          patrz ile osób nosi markowe ciuchy a ile 'ubiera się' na stadionie (trochę
          kiepskie porównanie żywej istoty do ciuchów ale nic lepszego nie przychodzi mi
          do głowy)


          zwróćcie uwagę, że na naszych ulicach czy we wsiach jest naprawdę niewiele 100%
          kundelków. w tej chwili jest pełno mieszańców różnych ras, bardziej lub mniej
          podobnych do danej rasy.
          ludzie wstydzą się mieć 100% kundelka, wolą pieska podobnego do jakiejś rasy

          :-((
      • zz_beatka Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 12:58
        fion_a napisała:

        > A jeśli nagle ludzie przestana kupowac "nierasowe" psy, to co sie z nimi
        stanie
        > ??Beda w schroniskach, czy zabijane po urodzeniu??
        >
        >
        a jak myślisz skąd biorą się psy na ulicy, w lesie, przy drodze (najwięcej na
        początku wakacji - większość szybko ginie pod kołami samochodów)?

        tanio kupione mała strata,
        zawsze można kupić następnego
        :-((
        • default Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 13:05
          zz_beatka napisała:

          >> tanio kupione mała strata,
          > zawsze można kupić następnego
          > :-((

          Moja sąsiadka kupiła sobie yorka z hodowli, drogo, z rodowodem. I ten york
          zginął (możliwe, że został ukradziony). Kupiła sobie następnego pieska, tym
          razem "niby-foxterriera". I powiedziała tak: "Dałam tylko 500 zł, to
          przynajmniej nie będzie taka strata, jak i ten zginie".
          No comments.
        • fion_a Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 13:10
          Ja własnie wiem, skad sie biorą:((czesto własnei dlatego, ze ktos spelnia zachcianke dziecka, swoja, zupełnie nie przemysliwszy faktu wziecia psa do domu. Kupuja na ulicy z pudełka za 15 zl, albo 300 (niby "rasowego"), a potem sie okazuje, ze sobie z nim nie radza. Albo sie znudził.

          Wiem również, jakie warunki panują w fabrykach psów:(((

          Może faktyczie, historia ta trafi do kogos, kto o tym nie wiedzial. Moze pomysli. Oby.

          Ale mnie chodzilo o to, ze te psy sie rodza. Wiec co z nimi zrobic w okresie "przejsciowym"??Jak by to mialo wygladac??tego nie umiem sobie wyobrazic.....

          Ze nagle niech popyt spadnie o 50%, to co z tymi psami, ktore juz sie urodzily, ale niktich nie kupi??Nie wezmie??Schronisko czy smierc??
          • zz_beatka bardzo podoba mi się akcja zwkp 26.05.04, 13:48
            otóz niektóre oddziały nasyłają policję na handlarzy psów (np Kraków 2003)
            inne (np Warszawa 2003). Pani przez mikrofon przez cały dzień informowała, że:

            hodowcy to są ludzie którzy aktualnie znajdują się na terenie wystawy
            że pies rasowy = pies + metryka pochodzenia
            że tamte pieski są fajne i napewno kochane (gdy trafią na kochających je ludzi)
            ale przede wszystkim biedne i nieszczęśliwe (często chore, nieszczepione,
            głodzone celem obniżenia kosztów produkcji a zwiększenia zysków)


            I WIECIE, ŻE JEDEN Z HANDLARZY CHCIAŁ JĄ POBIĆ ZA TĘ ANTYREKLAMĘ ...
            cudem udało jej się uniknąć linczu

            gdyby więcej akcji policji i związku a także forumowiczów i hodowców, którzy
            widząc chętnego i sprawiającego wrażenie dobrego człowieka sprzedał by taniej
            psiaka byłoby znacznie mniej psów niechcianych a producenci przestaliby
            produkować
            mam nadzieję
          • Gość: lw Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.crowley.pl 26.05.04, 14:44
            > Ale mnie chodzilo o to, ze te psy sie rodza. Wiec co z nimi zrobic w
            okresie "p
            > rzejsciowym"??Jak by to mialo wygladac??tego nie umiem sobie wyobrazic.....
            >
            > Ze nagle niech popyt spadnie o 50%, to co z tymi psami, ktore juz sie
            urodzily,
            > ale niktich nie kupi??Nie wezmie??Schronisko czy smierc??

            po pierwsze pseudohodowle zwykle składają się z jednej pary piesków(oszczędność
            na kryciu)-więc taka para ma zwykle 1-2,wyjątkowo 3 mioty w roku-cała ta sprawa
            wygląda zwykle tak,że są takie pojedyncze nibyhodowle oraz tzw.pośrednictwa
            kynologiczne,które dopiero skupują takie szczeniaki od kilku/nastu nibyhodowców
            i dopiero sprzedają(pośrednik też może mieć własną "hodowlę"i wtedy ma różne
            szczeniaki a rodziców tylko niektórych z nich-do ewentualnego pokazania
            po drugie-trzeba tak zrobić aby popytu w ogóle nie było-pieski z tych
            nibyhodowli powinny być od razu zarekwirowane przez towarzystwa opieki nad
            zwierzętami-gdyż doszło do znęcania i nie zapewnienia warunków,nibyhodowaca
            dostaje karę,a zwierzęta są w schronisku kastrowane,aby uniemożliwić im dalszy
            rozród(bo pochodzą z niekontrolowanych kojarzeń i nawet jeśli same są zdrowe-
            niemalże wszystkie są nosicielami "wadliwych" genów),te które są już ciężko
            chore-lepiej dla nich,aby się nie męczyły-eutanazja jest bardziej humanitarna
            niż pozwolenie im się męczyć

            nadal nie mogę zrozumieć jak człowiek kochający zwierzęta,krzyczący,że jemu do
            miłości metryka nie potrzebna ani wystawy,idzie potem do tzw.pośrednictwa
            kynologicznego=handlarzy i "nabija" portfel nieuczciwym ludziom,negując
            zupełnie sens hodowli i związku kynologicznego-a nawet nie wysilił się,aby
            zdobyć wiedzę,na co powinien zwrócić uwagę przy wyborze odpowiedniej hodowli-
            możliwość obejrzenia rodziców, sprawdzenia metryk rodziców,wyników badań,kupna
            psa w domu-bo wtedy może stwierdzić,czy psiaki rzeczywiście są w dobrych
            warunkach-krótko mówiąc za tą miłością kryje się tylko snobistyczna chęć
            posiadania rasowego psa,ale za najniższą możliwą cenę(gdyby nie kupowano od
            tych nawet zarejestrowanych w ZK nibyhodowców,którzy oferują niższe ceny,to oni
            także zaprzestaliby hodowli,zostaliby tylko ci prawdziwi hodowcy,dla których
            hodowla to cel w życiu i miłość i zachwyt nad ulubioną/ymi rasami,a zanim
            oddadzą szczeniaka dokładnie wypytują też sami nowego właściciela o warunki
            jakie zapewni szczeniakom,a nie sprzedają każdemu kto ma na to ochotę,
            szczeniaków też nie mają dużo-bo dobierają tylko odpowiednich rodziców,często z
            zagranicznych hodowli-nie spokrewnionych,no i suka nie jest kryta w każdej
            cieczce

            tylko popyt nakręca tą machinę-jak wiele innych,kradzieże aut,telefonów,
            sprzedaż "promocyjna" wadliwych towarów lub gorszej jakości itd.-gdyby nie było
            na to chętnych to kto by to robił?

            u nas daleka droga jeszcze do uregulowań prawnych,mimo ciężkiej pracy wielu z
            prawdziwego zdarzenia działaczy TOZ,jeszcze wiele zwierzaków nie jest
            sterylizowanych w schroniskach(w schroniskach,jak wszędzie też zdarzają się
            nieuczciwe osoby,jest wiele prywatnych stowarzyszeń opiekujących się
            zwierzętami,które jeszcze rozmnażają celowo co ładniejsze okazy lub z
            zaniedbania nie oddzielają samic w rui-rozumien,że problem ze sterylizacją-ale
            nie oddzielanie to już ich zła wola-albo raczej zakładanie takich instytucji
            przez nieodpowiednie osoby-fałszywych miłośników-którzy kochają zwlaszcza małe
            pieski i kotki,a nie mogą znaleźć domów dla już posiadanych zwierząt-i sami
            jeszcze "produkują" nastepne nadliczbowe zwierzęta,które nigdy nie znajdą domu)
            • default Re: Dzięki, lw 26.05.04, 14:53
              za tę rzeczową i rozsądną wypowiedź. Popieram w całej rozciągłości!
              Pozdrawiam,
              def
    • pierozek_monika Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 15:03
      Przyznam się, że ja też się nie najlepiej zachowałam, nabyłam psa na giełdzie
      od jakichś handlarzy.
      Co prawda, wiedząc wtedy o tym jaki pies będzie wspaniały a czas miałby się
      cofnąć, zrobiłabym to jeszcze raz.
      Ale gdyby czas został cofnięty, i nie wiedziałabym jaki będzie pies, a jaki to
      zły wybór kupić psa od handlarza - to nie kupiłabym.
      Pino była to jedna z wielu sierotek trzymanych w metalowym ażurowym pojemniku w
      gorący sierpniowy dzień. Był przygnieciony przez inne "rasowe" (tjaaaa) pieski,
      smutny, brudny, spragniony i głodny, z napuchniętym brzuszkiem, zapchlony i
      zawszony, i jeszcze jak się okazało 3 minuty po zakupie - bardzo bardzo
      zarobaczony. I dałam za tą 6-tygodniową sierotkę niemało jak na kundelka
      (chociaż wmawiano mi że to eurasier ;D ale żart ) - bo się w nim zakochałam.
      Wiem, że nie powinno się kupować psów od takich ludzi, ale nie umiem sobie
      poukładać co by się stało z moim Pinutkiem, gdybym go nie wzięła.
      • fion_a Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 26.05.04, 16:46
        Dzieki Iw za wytłumaczenie.
        To straszne, jak ludzie sa bezmyślni i ze wszystko zrobia dla kasy:(((((

        Monika, rozumiem Cie. Ja , bedac w tym roku w Zakopcu, tez trafiłam na wystawe psów. Ale to, co działo sie przed terenem wystawy, bylo straszne.

        Psiaki umeczone, w upał, w samochodach, albo pudłach, jeden wielki tłok.
        I jeszcze czego oni tam nie mieli: dogo argentino byly, amstaffy były, "berneńczyki" były. I co najgorsza ludzie (turysci na wakacjach!!) te psy kupowali. Który z tych zakupów był przemyslany??Kupowali je dzieciom, kupowal tez chlopak dziewczynie...az strach pomyslec, co sie teraz dzieje z tymi psami....
      • zz_beatka Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 27.05.04, 08:39
        Niestety trzeba zacisnąć zęby popyt zwiększa podaż. Kupując nakręcamy
        koniunkturę.
        Cholernie szkoda mi tych psów ale dobrze, że coraz więcej ludzi widzi to co
        robią handlarze i stara się odstraszyć od nich klientów.
    • Gość: magggie Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.energis.pl 26.05.04, 15:24
      Boże, jakie to smutne. Popłakałam się jak dziecko :'-(
    • Gość: Żula Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.05.04, 21:32
      Moja historia zakończyła się dobrze. Urodziłam sie gdzieś Rosji, może na
      Białorusi albo na Ukrainie nie pamieta. Pamiętam jak przez mgłę Mamę, braci i
      siostrzyczki. Jak znalazłam się w Polsce nie pamiętam. Nie sprzedano mnie na
      targu i chciano zabić, ale państwo u których Postradzieccy ludzie mieszkali
      podrzucili mnie na wycieraczkę mojej obecnej rodziny. Jestem członkiem rodziny,
      kochającej rodziny, gdzie jestem ich ukochaną córeczką. Jestem podobno Golden
      Retriever'em, ale jakie to ma znaczenie. Kocham moją rodzinę i jestem kochana.
      Wolno mi absolutnie wszystko. Śpię oczywiście z Rodzicami - tymi ludzkimi, albo
      z bratem Pioterm i jego Żoną,kiedy tylko przyjadą do nas z Warszawy na jakiś
      weekend. Nadchodzi znowu lato więc będę pływać i żaglować z Tatą i Mamą kiedy
      dostaną urlop. Co dzień będę pływać i nurkować. Kocham pływać i nurkować.
      Kiedyś musiałam być rybą, a może delfinem... ??? Kocham i jestem kochana i
      życzę wszystkim stworzeniom dużym i małym takiej Rodziny jaką dostałam...

      Wasza Golden Retriever'ka,
      Żula
      • pierozek_monika Re: historia pieska od pseudohodwcy :( 28.05.04, 08:07
        Żulo, to spotkał cię los podobny do losu mojego Pinutka :)) Jest on naszym
        największym pieszczochem domowym, dbamy o niego, i on odpłaca nam to swoim
        oddaniem.
        Pozdrawiam ciebie i twoich opiekunów, którzy tak cię kochają.
    • Gość: Pańcia Re: historia pieska od pseudohodwcy :( IP: *.cto.us.edu.pl / *.cto.us.edu.pl 28.05.04, 09:32
      Mam żal do siebie, że to przeczytałam. Jest mi bardzo smutno. Współczuję
      serdecznie.
Pełna wersja