Dodaj do ulubionych

czy ktos rozpoznaje te ptaszki?

01.11.09, 03:25
img22.imageshack.us/img22/4683/103109093y.jpg
img689.imageshack.us/img689/3584/103109089y.jpg
To jakies migrujace, bo dzis zobaczylam je pierwszy raz.
Sa wielkosci wrobla, maja, a przynajmniej czesc z nich ma bardzo
zolty brzuszek. Inne - jakby cegielkowy wzor na bokach, brzuchu?.
Nie moglam podejsc blizej, bo balam sie je sploszyc.

Mieszkam w poludniowej Kalifornii ale tutejsi znawcy ptakow ich nie
rozpoznaja.Musza byc nietutejsze.

Ale moze ktos z tego forum je rozpozna?
Obserwuj wątek
    • palczak.madagaskarski Re: czy ktos rozpoznaje te ptaszki? 01.11.09, 11:45
      Śliczne są. Niestety, na 99% to nie są europejskie ptaszki (w każdym razie ja
      takowego gatunku nie znam), więc ciężko mi powiedzieć, kto to taki. Wydaje mi
      się, że te ptaszki należą do astryldów pl.wikipedia.org/wiki/Astryldy ,
      tylko nie bardzo się obszar występowania zgadza uncertain Astryldy są popularnymi
      ptakami hodowlanymi (tu należą zeberki), ale czyżby komuś uciekło całe stadko?
      Chyba mało prawdopodobne...
        • pinkink3 Palczaku, wielkie brawa!!!!!!! 01.11.09, 17:05
          To one.
          Mniszki muszkatowe bez cienia watpliwosci!
          Az mi sie nie chce wierzyc, ze mialam szanse je sfotografowac bo to
          rzadkosc wielka. No i w Czerwonej Ksiedze Gatunkow Zagrozonych sa
          zapisane.
          Co prawda, ktos je juz musial tu obserwowac, bo w angielskojezycznej
          wersji Wiki znalazlam, ze:"Flocks of fifteen or more have been
          observed visiting bird feeders in Orange County, California, USA."

          Ja wlasnie mieszkam w Orange County.
          A tak niedowno pomstowano na sasiednim forum na karmienie ptaszkow
          bez potrzeby.

          Palczaku, jestem pod ogromnym wrazeniem Twojej wiedzy. Dalam juz
          znac tutejszym, zaprzyjaznionym 'bird watchers', ze polscy
          ornitolodzy znalezli odpowiedz na zagadke w mig!
          Niech sie troche powstydzawink)

          A teraz lece zobaczyc do ogrodu, moze znow sa...
          • pinkink3 Sa, sa znowu sa! 01.11.09, 17:39

            img59.imageshack.us/img59/3973/110109016mniszki.jpg
            img59.imageshack.us/img59/184/110109009mni.jpg

            Widze, ze spodobalo im sie u mnie.
            Bardzo sie ciesze. ))))

            Pojawiaja sie nie wiadomo skad. Pewnie siedza na okolicznych
            drzewach.
            Lubia przysiasc na wyschnietej galezi drzewa obok, kiedy na karmniku
            nie ma dosc miejsca i dolatywac.
            Akurat w takiej chwili zaczelo mi migac czerwone swiatelko, ze
            bateria potrzebuje zasilenia. Laduje sie.
            Miejmy nadzieje, ze ptaszki pobeda tu troche....
          • palczak.madagaskarski Re: Palczaku, wielkie brawa!!!!!!! 01.11.09, 20:39
            Dziękuję za miłe słowa smile Ale moją "zasługą" jest jedynie przyporządkowanie
            Twoich sympatycznych gości do rodziny astryldów - reszta to szczęście, że
            zdjęcie mniszek było w Wikipedii wink
            Co do obserwacji - w Wiki piszą, że mniszki żyją w Australii i Chinach. O
            Ameryce nic nie ma. Czy jest u Was odpowiednik polskiej Komisji Faunistycznej,
            gdzie można zgłaszać obserwacje rzadkich gatunków, a oni je weryfikują? Jeśli
            tak, zgłoś swoją obserwację. Mam takie swoje małe podejrzenia, że skoro mniszki
            były już u Ciebie w okolicy obserwowane, to może zwiały komuś z hodowli i na
            wolności założyły sobie "stadko", w którym się nawet rozmnażają (te z żółtymi
            brzuszkami to młode, tak podaje Wikipedia). Są przypadki, że uciekinierzy z
            hodowli całkiem dobrze sobie radzą bez pomocy człowieka (albo z małą pomocą w
            postaci np. Twojego karmnika smile) - w Europie np. gęsiówka egipska, kazarka, z
            nie-ptaków nutria.
            W każdym razie to bardzo sympatyczni goście smile
            • pinkink3 doniesienia z ostatniej chwili 01.11.09, 21:46
              Palczaku, Twoj udzial w rozszyfrowaniu zagadki jest bezsporny.
              Naleza Ci sie wielkie podziekowania.

              Nie jest wykluczone, ze ptaszki stoluja sie u mnie od dawna. Bralam
              je po prostu za wrobelki. Dopiero wczoraj zwrocilam uwage, ze cos te
              wrobelki nie ten teges...))

              Munie wcinaja ziarenka az milo. Nie gardza tez nasionami ostu, ktore
              mam w 'ponczoszcze' obok z przeznaczeniem dla golden finches [nie
              znam ich polskiej nazwy]. Nie dziwi mnie to upodobanie, skoro inna
              angielska nazwa mniszek to ....Spice Finch.

              Zauwazylam, ze od czasu do czasu ktorys przysiada na karmniku dla
              kolibrow i wypija slodka wode. Az zezloszczony koliber furkoczac
              przelatuje im nad glowa, ale to im wcale nie odbiera apetytu.))
              Jednym slowem--stolowka im smakuje i moze zostana na dluzej.

              O ile ja wczesniej nie pojde z torbami, bo apetyt maja fantastyczny
              wprost. Nie przestaja jesc.

              Wlasnie kombinuje, jak tu wsadzic zdjecia ptaszkow z amerykanskim
              adresem do fotograficznej galerii Wiki, bo sa tam tylko zdjecia
              ptakow Azji [Indie]. To byloby cos nowego.
              Oczywiscie, tu jest duzo organizacji zajmujacych sie srodowiskiem w
              ogolnosci i poszczegolnymi gatunkami. To Kalifornia i tu sie wiele
              w sprawie srodowiska robi.))
              Bede szukac. Dam znac.

                • pinkink3 sprawy z kolibrami 02.11.09, 06:34
                  Ja je raczej slysze niz widzewink)
                  Sa, oczywiscie i zyja nawet w moim ogrodzie, ale strasznie trudno je
                  sfotografowac--sa bardzo szybkie. Kiedy uslyszysz ich cykanie,
                  wiesz, ze sa w poblizu,a kiedy ich furkot, juz jest za pozno na
                  lapanie aparatu. Juz sa daleko.

                  Nie uwierzysz, ale dzis taki jeden mnie...posiusial!
                  Jak sie mozesz domyslec, jestem bardzo przejeta tymi mniszkami i
                  uslyszalam glosny swiergot z boku domu, gdzie w waskim przejsciu
                  rosnie krzew bougaivillei--to takie rozowe, strasznie kolczaste
                  krzewy. Rzadko tam ktokolwiek chodzi, bo kolce sa ostre i dlugie.
                  Bougeinvillea rosnie wysoko i kladzie sie na dachu domu,
                  jestPodnioslam glowe i wypatrywalam, ktore to ptaszyska tak sie dra--
                  nie bylo latwo cos wypatrzec, bo roslina jest bardzo gesta i zbita
                  • dar61 Ad sprawy z kolibrzym chrztem 02.11.09, 13:11
                    Bugenwilla bugenwillą, ale w Europie zroszenie przez ptaka w locie
                    jest odczytywane jako znak szczęścia!

                    Wam tam za oceanem to kojarzy się z tym zapewne jedynie
                    humorystyczna scenka z pewnego wysokolotnego horroru, potem z innej
                    niskolotnej komedii - gdzie zamiast ataku ptasząt uciekinier jest
                    bombardowany wysokolotnymi ptasząt fekaliami?

                    W Polsce nie zakazuje się jeszcze tak często karmienia miejskich
                    ptaków, ale rozpisywano się tu niedawno o kłopotach ze stadami
                    szpaków nalatujących nad śródmiejskie parki, parki którymi przejść
                    się nie dało bez "zroszenia" koafiury. Najbardziej pieklili się na
                    to właściciele pojazdów parkujących tam niedaleko...

                    Tak, Polska to szcżęśliwy kraj. U nas nie pojedynczy znak szczęścia -
                    a wręcz lawina szczęścia spada z nieba ...

                    Gratulować ptasich uciekinierów obserwacji?
                    Pogratuluję.

                    ---

                    U nas nawet małpy w zoo obrzucają gości niewymownym.
                    Na szczęście?
                    • pinkink3 Re: Ad sprawy z kolibrzym chrztem 02.11.09, 17:26
                      Drogo Darze, mnie sie siuski kolibra kojarza w absolutnie europejski
                      sposob, tym bardziej, ze jest to kolejne potwierdzenie, ze mam tzw.
                      szczescie.)))
                      Koliberek maluski--szkody duzej nie uczynilwink
                      A dzis, pewnie w ramach przeprosin, nawet pozwolil sie
                      sfotografowac, co natychmiast wykorzystalam. Czyhalam na niego, bo
                      dostalam specjalne zamowienie od Palczaka.
                      A efekty tu:
                      fotoforum.gazeta.pl/72,2,533,102414904.html
    • pinkink3 chyba sie zadomowily 02.11.09, 17:17
      Wyglada na to, ze ptaszki sie u mnie zatrzymaly na dluzej.
      Kiedy, po wstaniu z lozka pierwsze kroki skierowalam do ogrodu,
      butelka z ziarnem byla pusta a na ponczoszce z nasionami ostu
      siedzial jedemn maluch - mniszka. I dziobal sobie.
      Nie wygladal na plochliwego. A moze byl taki glodnywink)

      Znaczy sa.
      Wczoraj, poznym wieczorem widzialam dwa czy trzy ptaszki skaczace
      sobie po patio. Tego nie robily zadne inne ptaki.
      Sa odwazne. Ale nie wiem, czy dlugo beda, bo mam koty, w tym jeden
      zawodowy hunter.((

      Palczaku, sfotografowalam dla Ciebie kolibra, ktory wpadl pol
      godziny temu na sniadankowink).
      Zdjecia na Zdjeciach Ptakow.
      Enjoy!
      • palczak.madagaskarski Re: chyba sie zadomowily 02.11.09, 17:48
        Dziękuję za pamięć i za koliberka smile)) Śliczny jest. I udało Ci się ostro go
        uchwycić, a to na pewno było bardzo trudne!
        Co do kolczastego krzewu - popatrz dobrze, czy w okresie lęgowym (nie wiem kiedy
        takowy przypada tam u Was tongue_out) ptaszki nie noszą tam jedzenia. Wydaje mi się, że
        kolce mogą być dla nich nie przeszkodą, ale zachętą - drapieżnik taki jak kot
        będzie omijał to miejsce. A ptaki, jeśli są małe, to tak łatwo się nie nabiją na
        kolce smile

        Co do dokarmiania ptaków - osobiście uważam, że w zimie dokarmianie nie jest
        niczym złym, byle właściwym pokarmem i regularnie. Najgorzej jak się ptaki
        przyzwyczają do karmnika i któregoś dnia nic w nim nie zastaną, a np. mróz i
        ciężko im znaleźć coś gdzie indziej do jedzenia. A jeśli o stada szpaków chodzi
        - był ostatnio reportaż o tym, ludzie się skarżyli, że szpaki brudzą, że
        krzyczą. To przepraszam, ale trzeba się na coś zdecydować - albo na jesień
        przetrwać te parę tygodni, kiedy ptaki zbierają się do odlotu i potem wiosną i
        latem cieszyć się ich śpiewem, oglądać jak wychowują ,młode i cieszyć się z
        kontaktu z naturą, albo mieć piękne, czyściutkie miasta bez śladu ptasiej kupki
        i bez śladu życia. Ja wolę tę pierwszą opcję. Ładnie w tym reportażu podsumowała
        sprawę pewna pani: "Co to się porobiło, ludziom nawet śpiew ptaków przeszkadza".
        Przepraszam, że trochę popsułam tę miłą mniszkowo-kolibrową atmosferę...
        Pozdrawiam smile
        • pinkink3 Re: chyba sie zadomowily 02.11.09, 19:46
          Z tym kolibrem to sie tak trafilo. Odkad zlozylas zamowienie,
          zaczelam na nie bardziej zwracac uwage.
          Moze zaloza gniazdko, bo to wczesniej sfotografowane to z ogrodu
          mojej przyjaciolki, znacznie bardziej 'tropikalnego' niz moj.

          Co do okresu legowego, mysle, ze przewaznie jest wiosna i latem,
          choc moze sa i takie odmience co to sie legna zima. Klimat na to
          pozwala, choc czasem popaduje, i to zdrowo. Ale tylko kilka razy w
          roku, wlasnie jesienia i zima.
          Jak pisalam wczesniej, na ptaki nie zwracalam specjalnie uwagi, a
          nawet celowo ich nie dokarmialam, bo nie chcialam dostarczac
          dodatkowej rozrywki kotom. W okresie, kiedy owocuje drzewo
          figowe /dwa razy w roku/ i persimon /wlasnie teraz/ drzewa az sie
          trzesa od milionow ptakow; od malutkich po czarne wrony. Dle mnie
          praktycznie niewiele zostaje, ale nie boli mnie to specjalnie.
          Gorzej, ze ptaki sie awanturuja bardzo glosno, zwlaszcza, kiedy
          jeszcze spiewink)

          W koncu przyszlam do przekonania, ze jesli ptaszki beda ostrozne nic
          im sie nie stanie. Zawiesilam karmniki dopiero bardzo niedawno-moze
          dwa, trzy miesiace temu. I od razu ich sie zleciala cala czereda.
          Rzecz w tym, ze nie zawsze sa ostrozne...((
          Moja kotka zaczela mi przynosic kolibry.(( Nakrzyczalam na nia i
          przestala, ale drugi kot to beznadziejny raczej przypadek, jesli o
          resocjalizacje chodzi.Nie robi mi zadnych prezentow tylko po prostu
          je zjada /majac zawsze pelna miske kocich bubkow/.

          Poniewaz przerabianie zdjec w linki nastrecza troche klopotu--a moze
          ja nie mam nalezytej wprawy
          • palczak.madagaskarski Re: chyba sie zadomowily 02.11.09, 20:31
            Zakładaj w takim razie wątek z ptasimi fotkami, ja bardzo chętnie obejrzę trochę
            egzotycznych dla mnie ptaków smile Będę tam często zaglądać smile
            A co do kotów - jeżeli łapią dorosłe ptaki, to podobno dobrym sposobem jest
            założenie obróżki z dzwoneczkiem, wtedy ptak jest ostrzegany o
            niebezpieczeństwie, nawet jeśli kot jest mistrzem w zakradaniu się. Obróżka
            oczywiście powinna być z elementem rozciągliwym, żeby kot nie zaczepił się o
            coś, jak będzie biegał. Gorzej jeżeli kot ma też upodobanie do podlotów i
            piskląt, bo one nawet jak usłyszą, to nie są w stanie uciec. A kot jest
            zwierzęciem drapieżnym i w końcu to nie jego wina, że ma instynkt polowania sad
            • dar61 dzwoń! 04.11.09, 09:18
              Też zachwalam owe dzwonki, typu zamkniętego, takie jakie stosują
              wędkarze na wędziskach.
              Założyłem na obróżkę taki swej "ś.p." kotce.
              Żal było patrzeć, jak zmieniła się ona, jak głową bidula wstrząsała,
              kiedy przy każdym jej ruchu toto dzyndzoliło. Toż to obraz nędzy i
              kociej rozpaczy.
              A że dzwonek i tak gdzieś się zgubił, na szyi kotce od sprzączki
              obróżki zaczęło futro łysieć [po roku nadal miała tam pusto] i -
              l.b.n.l. - w okolicy i tak krążyły mej kotki niezadzwonkowane
              konkurentki - tom kotce ciężaru odjął.

              Odżyła w mig, i - mimo pełnej michy codziennej porcji mięsnej
              świeżyny oraz kolumienki z samoczynnie zsypującą się górą kociej
              suchej karmy - nadal znosiła mi raz na tydzień mysie trupki z
              ogródka.

              Ten objaw oznaki, że nadal mnie traktuje za swą rodzinę, mnie
              osobiście nie cieszył.
              Szczególnie jak znajdowałem w kuchni gdzieś pod szafką mysi trupek,
              po długotrwałym poszukiwaniu źródła odoru...

              Ale kocich klapek w drzwiach domu i w korytarzu nigdy nie zamykałem.
              Kotka miała całą dobę wolność wychodnego.
              Tak jak jej poprzednik, i ich poprzednik, i jeszcze kilka
              poprzedników.
              Kuweta dzięki temu używana była tylko w czas skuwania mrozem ziemi
              na dworze.
              Ale w domu mam klapkę nawet w drzwiach do łazienki, gdzie kuweta,
              pode wanną elegancko schowana, swe miejsce ma.

              Dobrze Wam, Kaliforniakom, z tą nieskuwalnością gruntu we mrozy.
              • dar61 Re: dzwoń! 04.11.09, 09:47
                Trochęm się rozgadał o kotce [świeżo mnie 3 miesiące temu opuściła z
                winy jakiegoś kierowcy i jeszczem nie odżałował...] to i zapomniałem
                wspomnieć, że na ataki kota na ptaki, prócz tego dzwoneczka [zdaje
                się to oblig w niektórych krajach dla "wolnobieżnych" kotów], są i
                inne sposoby.

                Mój znajomy kiedyś ptasiego karmnika słupek owinął był obdartym z
                izolacji drutem pod napięciem 220 [jeszcze] wolt. Nie zważał na
                zalewalność podeszczną. Może i wyłączył drut z kontaktu, kiedy
                wszystkie koty z sąsiedztwa wreszcie pojęły, że tam zagrożenie. Ale
                nadal ów drut, gotowy do akcji, mi demonstrował.

                Ja sam - bom w dobie przedinternetowej nie mógł znaleźć w sklepach -
                wyginałem ze sztywnego drutu "koronki", obróżki drutosterczalne, na
                drzewach zakładałem. Tam, gdzie nieopacznie za nisko powiesiłem
                budkę dla pełzaczy. Te nigdy budki nie testowały, a kiedy owa spadła
                swego czasu, to i tak sąsiedzi ów modrzew ścięłi byli.

                Budki z powrotem nie zawiesiłem, bo z pozostałymi moimi budkami, w
                ilości coś ze dwudziestu, i tak mam dużo roboty przy ich
                coprzedwiośnianym czyszczeniu.

                Takie obroże fachowo zmajstrowane mogłem potem wypatrzeć w
                katalogach dla służb leśnych - ale na ataki na spieszone ptaki już
                sposobów [prócz dzwonka] za bardzo nie znam.
                No, chyba że wyhodować niezłą słoninkę na kocim brzuchu - ale mimo
                tego nasze ogrodowe kotki, w odróżnieniu do kocurów, linię swą
                trzymają, michę swą pełną mają, a ptaki łowią, beskurcyje ...

                Może Kaliforniacy mają jakisik inkszy sposób na kocie-ptasie łowy?
                Tylko nie ten zakazujący trzymania luzem nadwornych domowych kotów,
                bo ten znam i nie pochwalam.
                Znajomy mi leśnik myśliwy, koty atakujące ptaki w jego ogródku
                [jegoż własne!] nauczył fuzją, raz na zawsze, diety. Post mortem.

                ---

                Pewnikiem te sposoby tu ornitoznawcy i tak opisywali wielokroć, alem
                nie zdołał przekopać Waszego forum, to i naiwnie "zapytywowywuję"...
                • dar61 Panie Przybora... 04.11.09, 11:07
                  Panie Jeremi!
                  Ileż lat jeszcze po przeczytaniu pana memuarów będzie mnie ścigać ów
                  pana tytułowy zamierzony błąd, każąc mi wszędzie
                  zamiast "nieopatrznie" pisać "nieopacznie"?

                  No, grzecznie się pytam, ileż!?!
                  • pinkink3 Panie Darze 04.11.09, 18:48
                    Panie Darze Drogi,
                    milo sie Pana czyta.)) Bardzo.
                    A co do kociejstwa i dzwonkow, to kuzynka moja, bardzo w ptaszkach
                    zakochana sprawila kiedys moim kotom owe dzwoneczki na obrozkach.
                    Serce mi sie kroilo patrzac na kocia mizerie i objawy tak
                    plastycznie przez Szanownego Pana wyzej opisane.
                    Przez grzecznosc przeczekalam kolejne dwa dni--wizyta kuzynki byla
                    krotka, i kiedy ona za prog, ja-laps za koty, dzwonki precz i tyle!

                    Sie mowi-trudno.
                    Jak zdecydowalam, ze mam koty [kto tu kogo ma, ja sie pytam], to z
                    calym pakietem (no, prawie, bo ugielam sie i dalam wysterylizowac/
                    wykastrowac/).
                    Wyjatkiem byl moj najukochanszy kot, Titi, ktory zyl w
                    nienaruszonym stanie pieknie ale krotko. Te ewentualnosc tez bralam
                    pod uwage i niestety, stalo sie. Prawdopodobnie padl ofiara kojotow.

                    Daje im wolna lape, w dzien i w nocy. Nie usuwam pazurow--
                    strzezmniebog przed takim opuszczeniem rozumu i sumienia--nie
                    wieszam dzwonkow.
                    Co do ptaszka, ptaszek ma sie pilnowac. To jego robota.
                    Kot lobuzem jest, ale przeciez i my nie swieci. Czego wymagac od
                    kota...?
                    • dar61 Re: metody, nie-metody 05.11.09, 12:50
                      Tak i czułem, że w kraju rozpasanej wolności nie stosuje się
                      specjalnych sposobów na ograniczanie domowym kotom awi-diety...
                      Tedy i nie dziwota, że na preriach i gołąb wyginął, i bizon
                      przetrzebion...

                      A tak chciałem doniesienia forumianek Polek z Australii i z Niemiec
                      skonfrontować z husańską metodologią. Tamże trzymanie luzem na
                      błoniach domowych zwierzaków pono prawnie zakazują, w mieszkalnych
                      blokach szczekliwy pies to rzecz - pardon, stworzenie, niepodobne,
                      bo tam zdelegalizowane.

                      A nasze, o powstrzymywaniu kocich apetytów, tu opowieści niech
                      Gospodyni forum doceni - bo się staramy, metody testujemy.

                      Jam chyba już odpokutował tym staraniem o me okoliczne ptaszęta ową,
                      zapewne małżenską, parę pliszek, co mi się ich ususzone trupki
                      znalazły w palenisku pieca nieużywanego, acz ozdobnego - gdzie się
                      bidule ze swym gniazdkiem zsunęły w czeluści sadzy i skonały były w
                      ciemnościach...
                      Pod mą wtedy letnią nieobecność nie stwierdziliśmy na czas tej
                      katastrofy familii, a wstrząsnęła mną do głębi ta cicha śmierć
                      ptasiej rodziny.

                      ---

                      Też opowieści, że człek kota ma, zwę bzdurą, O Szanowna_W_Różowym...
                      W Polsce coś od 10 lat tak opowiadać nie wypada, bo prawodawcy nam
                      ustawowo przyjęli opiekunem człeka zwać.
                      A w hUSAńskim landzie?
                      • pinkink3 prawo do bycia zjedzonym 06.11.09, 17:47
                        Darze, czy nie wyciagasz tzw. pochopnych wnioskow?
                        Jak jest w calych USA, nie wiem.
                        To ogromny kraj i pewnie jest roznie.
                        Nie wiem nawet, jak jest w samej Kalifornii-jest o jakas 1/4
                        wieksza od Polski.

                        Nic mi takze nie wiadomo o kotach, ktore wplynely na wyginiecie
                        bizonow.winkAni tez o(prawnym)zakazie trzymania zwierzat.
                        • dar61 O kraju ów ... 07.11.09, 12:11
                          Specjalne źródło informacji to {Ewa9717} i {Luiza-w-Ogrodzie}.
                          Oneż wprawione w tematach wilczurów niemieckich i dingo w stanie
                          zdziczałym.

                          A Dar61 nie pisał o totalnym zaniku bizonów, lecz o ich
                          przetrzebieniu - bez anatomicznych tego podtekstów.

                          O kraju ów, gdzie najwyższą ochronę ma zapis o zakazie trzymania
                          prawnika na uwięzi - zmyliłeś mnie. Chybam zapomniał o powszechnej
                          odrębności prawa w każdym twym stanowym landzie.

                          Przecież są u {Pinkinkowych} sasiadów jeszcze te prawa zakazujące
                          bijania mężów po godzinie 8 p.m.
                          To i może uchował się podobny prawniczy kruczek o nakazie zamykania
                          w ogóle, albo tylko gęby, ucywilizowanym psom, trzymanym w
                          blokowiskach - jaki i w Niemczech, pono, jest...

                          Czy w Kaliforni, w odróżnieniu od Kalifornii, 30-letni bicykliści
                          nie wiedzą, że polskie psy rzucają się na opony rowerów tym
                          chętniej, im mniej trafnie umieją wrazić swe kły w opony
                          umykających sprawniej samochodów? Bo u nas to każde dziecko...
                          Cóż, jeśli ów kalifornijski zdekompletowany bicyklista został za
                          późno znalezion, to odróżnienie śladu paszczęki pumowej od kojociej,
                          przez grzeczność nie wspominając o Wielkej Stopie, nie jest łatwe.
                          Ale dobry prawnik, a szczególnie prawnik husański, znajdzie na
                          obronę dumy z pumy jakiesik argumenta sposobne, ani chybi!

                          Dara61 kocury, trzymane w mym interiorze śródleśnym w półwolnym
                          stanie, też nie przeżywały, jak myślę, Titowego i Cickowego wieku.
                          Najdłużej, trzy lata, przeżył Dziki #1 - bo Dziki #2 i Dziki #3 lat
                          góra dwa.
                          Przyczyną zakończena radosnego życia Dzikiego nr 3 był but radośnie
                          wychowywanego bezstresowo wychowanka pobliskiej szkoły średniej,
                          jaki wdeptał był, swą podkutą traktorem podeszwą, mojego kocurka w
                          ziemię, uprzednio go traktując szpicem buta. Opowiadał uczniak ów o
                          tym swym kumplom z klasy, co do mnie dotarło z pewnym opóźnieniem...
                          Alem na strych internatu tej szkoły się przeszedł, Dzikopodobne
                          truchełko zmumifikowane znalazł i pogrzeb swemu wychowankowi nakazał
                          był. Temu utraktorzonemu inaczej.

                          Bardzo mi ta wolność traktorka upodobnia się do wolności użycia
                          broni palnej w kraju wybranym przez {Pinkinkę}.

                          Pozostałe moje kocurki nie wróciły do mej śródleśnej sadyby po
                          wiosennej ekskursji w poszukiwaniu wybranki serca - co potwierdza,
                          że polska pasiasta płeć piękna krwiożerczą jest.
                          Z chęci zemsty na tej płci na wychowanie wziąłem ostatnio już tej
                          płci pasiastej przemiłą przedstawicielkę, przeżyła lat coś z sześć.
                          Sądząc z jej post mortem stanie poległa w spotkaniu 4. stopnia z
                          oponą samochodową - idąc przez drogę z rewizytą do swego sąsiada
                          kocura. Słowem - w feli-kontaktach męsko-damskich remis, ze
                          wskazaniem na żal Dara, 60 i 1-krotniejący...

                          Są więc w Polszcze też i pustkowia, jako w zamorskim kraju, gdzie
                          nie znasz dnia ani godziny.
                          Różnica zaś taka, że kojot usański nie ma nad sobą żadnego
                          drapieżnika w naturze, a w Polsce wilki reintrodukują się po ich
                          objęciu ochroną. Howgh!

                          ---

                          Kratki nakominowe musiałyby mieć jakiesik zawiaski, by do nich
                          niechęć wstrzymać powszechnie w Polsce występującym w stanie dzikim
                          i usadzonym, kominiarzy. Lubo administratora budynku, jeszcze
                          bardziej dzikiego.
                          Wzmianka o kominie - dla utrzymania choć jednego potwierdzenia, że
                          to forum ornitologiczne...
                          • pinkink3 Re: O kraju ów ... 08.11.09, 04:06
                            Zrodlo informacyjne z krainy kojota zatem, zrodlem byc nie moze, bo
                            wie zbyt malo. W odroznieniu od wczesniej wymienianych zrodel, z
                            krain psowatych.


                            Bizony, bizonami ale zeby zaraz koty o to obwiniac? - Moje koty sie
                            w kazdym razie do odpowiedzialnosci nie poczuwaja. Obrazone sa nawet
                            jakby troche.

                            Czy Darowe insynuacje w przypisywaniu kotom przetrzebienia
                            bizonostanu teraz pojda w kierunku znieslawiania psow?
                            O, Darze61! Zlituj sie.
                            Psy nie mialy z cyklista nic wspolnego.
                            Biedaczyna, a wlasciwie jego fragmenty zostaly wydobyte z puminego
                            brzucha po tym, jak urzadzono polowanie z udzialem helikopterow i
                            sprawcow dostano. Ubito dwa koty, choc tylko jeden maczal pazury w
                            zbrodni.
                            I tu wtret osobisty:
                            w tej samej okolicy, w Whitting,ktory jest kilkanascie mil od mego
                            domu tyle, ze poprzedniej zimy na wlasne swe oczy widzialam
                            odcisniety w blocie slad DUZEJ kociej lapy. Wtedy mialam
                            podejrzenie; po wypadku cyklisty nabralam juz pewnosci.

                            Tu ida linki dla nieufnego Dara
                            www.dfg.ca.gov/news/issues/lion/attacks.html
                            abclocal.go.com/kabc/story?section=news/local/orange_county&id=6310231
                            W drugim linku belkot idioty, ktoremu zachcialo sie poglaskac pumine
                            kocieta i cudem uszedl z zyciem.


                            Daje sie odczuc u Dara61 brak sympatii dla kraju mego zamieszkania i
                            milosci od pierwszego wejrzenia.
                            Nie pytam o przyczyny, choc pewnie jakies bardziej racjonalne niz
                            bijanie mezow wieczorem czy polowanie z kotami na bizony istnieja.

                            Dotknelo mnie jednak porownanie prymitywnego bestialstwa z prawem
                            dopuszczajacym posiadanie broni. Posiadanie niekoniecznie znaczy
                            uzywanie, choc taka mozliwosc naturalnie istnieje.
                            Kiedy czytam o takich dzieciecych igraszkach, doprawdy wole moja
                            dzicz z ewentualnoscia spotkania lwa gorskiego czy zglodnialego
                            kojota.

                            Koty moje polskie tez zyly jakos tak 6-8 lat, podczas kiedy tutaj
                            ponaddwudziestoletnie okazy nie naleza do rzadkosci. Sama mialam
                            takiego. Na imie mu bylo Rudy.

                            Aa, o ptaszkach mialo byc...
                            Juz sie naptaszkowalam na sasiednim, ptasim forum.
                            • dar61 Re: O kraju ów ... 08.11.09, 22:24
                              Szanowna, acz podejrzliwa, {W _Różowym} zarzuca mi to i owo.
                              A ja, hmmm.
                              Im bardziej polubiłem koty, tym bardziej kocham też i psy. Tylko tak
                              szybko odchodzą, z chuci nie wyzuci...
                              A kaleczyć ich, trzebiąc, nie zamyśłałem nigdy, nawet kiej mnie
                              napadły zdalnie forumianki z forum "zwierzęta", zarzucając moim
                              ["ś.p."!] kocurom, że ich kotkom krzywdę czynią [opisywałem ich
                              pełną przezklapkową drzwiową wolność].
                              Swej kotce wolność też zostawiałem, dając jej raz na kwartał
                              zastrzyk wtedy dopiero, kiedy swą pierwszą i jedyną czwórkę powiła,
                              a siarę jej [spała coś ze trzy doby po zastrzyku i "cesarce"] ja,
                              nie chwalącsię, podawałem, dzielnie pierwszą dobę po powiciu kociąt
                              nie śpiąc.
                              A miałem i doświadczenie z psim połogiem, kiej naszej suczce [14 lat
                              dożyła była] sekundowałem wielekroć...
                              Zarzucanie mi [zarzucania] bizonobójstwa też nietrafione - tylko
                              jedynego macnąłem znienacka, kiedy pani strażniczka w muzeum
                              warszawskim się na chwilę odwróciła. A wielgachny był - ło matko!
                              Było to w pamiętne Wasze 200-lecie, więc dawno i przedawnione
                              zapewnie.

                              Tak zerkam i zerkam w tabelki - i nie mogę pojąć...
                              100 lat temu głównie niedoświadczone i słabe dzieciaczki były
                              zjadane przez pumy. Ostatnio zaś dzieci zmądrzały, a dorośli
                              zatracili instynkt, czy co, u licha?
                              Ekologista, jaki się we mnie budzi, odrzekłby może, że zabranie
                              pumom ich terenów łowieckich i wytrzebienie im ich stołówki - to
                              zapewne jest przyczyną ich zmian diety.
                              Bo nie chce się wierzyć, że humanoidy husańskie tylko chcą
                              pogłaskać, poczochrać za uszkiem i poiskać te futrzaki wasze...?

                              A ten łowca indyków, co zbyt łudząco indyka naśladował, to sam sobie
                              jest winien. No i po co się też tak przebierał, mądrala...

                              Ten drugi przykład podsunięty przez {Pinkink} jeśli miał zniechęcić
                              Dara do bicyklowania przez mą puszczę sosnową, to nie zadziałał.
                              Właśnie się przesiadam na zimowy mój welocyped, choć tylko raz śnieg
                              nam poprószył i znikł po kilku godzinach. Samochód czeka na dalsze
                              wyprawy.
                              W mym interiorze drapieżniki rozpoznaję po piórku, wciśniętym
                              dziwacznie za paseczek kapelusza. Pum nadal tu w górach niet - o,
                              pardon - Wy mawiacie chyba "negatyw".
                              W góry też próbowałem mym własnoręcznie skompletowanym górskim
                              bicyklem się wspiąć ongi w poszukiwaniu śladów po bytności Celtów,
                              alem przed szczytem szlaku nieoznakowanego dla rowerzystów spasował,
                              wszedłem tam per pedes - dopiero u celu wypatrzyłem rowerowy
                              szlaczek gustownie po drugiej stronie góry wytyczony, dla
                              wygodnickich wyasfaltowany prawie do szczytu.
                              W góry chodzę więc, nie wjeżdżam - i lat kilkadziesiąt wypatruję u
                              nas pumy, pardon - rysia, acz kolega z pracy [Rysio] mówi, że nie
                              króliczek, a gonienie go jest ważniejsze wink

                              Czy ja jestem antyhamerykański? Nie wiem. Ino mnie bawi istnienie
                              kraju, co własnej nazwy nie ma, a do tego każe się Ameryką - całą
                              Ameryką! - zwać. Drugim podobnym chwalą się w też Afry...
                              Afrykanerzy? - no, w każdym razie południowoafrykańczycy, ci co też
                              nazwy nie mają. Ale trwają.
                              Stąd te moje przymiotniki typu "husański" - bo użyć
                              formy "amerykański" byłoby dla mnie kpiną z Waszych Indian, lubo
                              Meksykanów, którym kawał kraju Wyście ... tu zmilczę.

                              Pozdrawiam, kolibrów* zazdraszczając

                              Dar60+1

                              ---

                              Polactwo wiejskie com je opisał, młode i starsze, u nas swojskie,
                              antykocie, psy lubiące trzymać gustownie za dnia na smyczy, nocą zaś
                              w puszczę puszczać je nawykłe. Stąd i te nawyki deptania kociąt,
                              topienia ich i podpalania, chyba.
                              Chyba też i obrzynki trzymające, na wsiaki słuczaj...

                              Jeszcze *wzmianka o ptakach, bo {Cereusfoto} nas na "ceres" przerobi:
                              ...pitpilitpijuuuuuuuu...
                              • pinkink3 fiu, fiu, fijuuuuuuuuuuuuuu 08.11.09, 22:55
                                dar61 napisał:

                                > Jeszcze *wzmianka o ptakach, bo {Cereusfoto} nas na "ceres"
                                przerobi:
                                > ...pitpilitpijuuuuuuuu...


                                Teraz nie odpowiem, bo strasznie mnie czytelnictwo pewnej ksiegi
                                wciagnelo, ze ani dycham z przejecia, ale chce powiedziec, ze
                                rozsmieszyl mnie Dar bardzo.))))
              • pinkink3 Re: dzwoń! 04.11.09, 20:38
                dar61 napisał:

                > Też zachwalam owe dzwonki, typu zamkniętego, takie jakie stosują
                > wędkarze na wędziskach.
                *******************

                . Toż to obraz nędzy i
                > kociej rozpaczy.

                **********************
                > A że dzwonek i tak gdzieś się zgubił, na szyi kotce od sprzączki
                > obróżki zaczęło futro łysieć [po roku nadal miała tam pusto] i -
                > l.b.n.l. - w okolicy i tak krążyły mej kotki niezadzwonkowane
                > konkurentki - tom kotce ciężaru odjął.
                >


                Ladne zachwalaniewink))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka