Dodaj do ulubionych

Nie wiem, czy mogę być hipisem

30.05.21, 12:04
No więc tak; pamiętacie, kiedy pisałam o mojej nadziei związanej z psychodelikami (magic mushrooms). Nie wiem, czy pisałam, że kupiłam coś co przypominało całe grzyby z niebieską obwódką, od kolegi.
No więc czaiłam się z tymi grzybami czas jakiś, aż w końcu doszłam do wniosku, że czas jest dobry, długi weekend, bez gości. Dawaj, jedziemy z grzybami.
Mój znajomy zapowiedział, żebym to robiła z kimś dorosłym, bo będę 'vulnerable', nie dopytywałam w jakim sensie. Opowiedział mi o swoim doświadczeniu, że łaził godzinami wśród roślin i był zachwycony. Więc poradził, żebym posiadziała na zewnątrz. Poza tym mial głębokie myśli dotyczące życia, takie których nie miewał przedtem. Jego dziewczyna widziała niezwykłe kolory.
Tak więc starłam te grzyby na proszek w moździerzu, rozmieszałam z sokiem z cytryny, i poknełam, jak mi poradzono. Przykazałam mężowi, żeby miał baczenie na mnie, między meczem jednym a drugim. Potem wyszłam na patio posiedzieć. Padało i było dosyć zimno. Odziałam 2 kurtki i przykryłam się jakimś peruwiańskim poncho. Dosyć szybko okazało się, że na zewnątrz to nie jest dobra opcja - drzewa ruszały się bardziej niż zazwyczaj.jakby miały nie tylko liście , ale i galezie i tulowia falujące lekko. Także poczulam falowanie ciała wraz z oddechem, takie bujanie, co było całkiem OK, ale rośliny nie wysylały przyjaznych fal. Nie czułam się z tym komfortowo, więc wycofałam się do domu, na swój fotel. Tam posiedziałam dłuższy czas, wzruszając ramionami, komentując do mojego męża, że to bullshit jakiś, rozważając, czy by się piwa nie napić. Dalej byo mi zimno jak nie wiem co, siedziałam w kurtce i pod dwoma kocami w pokoju z klimatyzacją ustawioną na 70F.
To zaczęło się po paru godzinach. Poczucie bycie w malignie, jak przy ciężkiej grypie, albo w środku bycia pijanym.
Pod wpływem tych grzybów przestałam czuć bodżce normalnie, ale raczej one nie istniały lub były bardzo podbite. To było nieoczekiwane, bo nasze systemy czucia sa na ogól zsynchronizowane, oczy widzą coś i ciało to czuje. A ja polożyłam na sobie koc, i nie czułam tego. Zakończenia nerwowe w całym ciele zaczęły żyć swoim życiem. Wtedy zaczęłam czuć się BARDZO niekomfortowo z tym wszystkim. Moj mozg zaczął pracować na pełnych obrotach ,jak pozbawić się substancji z ciała, że może wyrzygać to wszystko, ale małżonek stwierdził, że już nie będę mogła.
No i miał rację.
Nie wiem ile czasu spędziłam przy kiblu starając się wyrzygać cokolwiek, a ile przy umywalce modląc sie do Najświętszej Panienki, walcząc o życie , żeby to się skończyło, bo nie mogłam oddychać.
Chciałam wezwać karetkę, żeby mnie zabrali, tylko niewiedzienie co im powiedzieć powstrzymało mnie. Ale powiedziałam mężowi" zostaw ten mecz i bądz ze mną, bo inaczej umrę". No i on , dzięki bogu , sie zgodził.
W międzyczasie miałam wszystkie objawy chorób jakie spotykam u pacjentów; Parkinsona, demencji, ze nie wiedziałam, o czym myślałam przed chwilą i nie wiedziałam o czym chciałam myśleć do przodu. Nie moglam oddychać. Małżonek, który ma COPD stwierdził tylko "welcome to my world" . Skracając, spędziłam parę godzin w tym okropnym stanie, ale potem zaczęłam wracać do normy. Leżąć na podłodze w łazience, zaczęłam w myślach pisać odę do owej podłogi, jako o czymś stabilnym, łaskawym, przytulającym. Wysłalam mężowi parę zdjęć z podłogi, że jestem OK.

Wniosek- psychodeliki tylko pod kontrolą specjalisty, nie na głupa i bez przygotowania. Nigdy więcej w takim stanie nie chcę być.
Na co miałam nadzieję? na magiczne poszerzenie horyzontów. Na czym się skończyło? na poczuciu, że mi mąż życie uratował, bo konwersacja z nim dawała jako taką stabilność, kiedy wszystko inne kręciło się jak chcialo, bez mojej wiedziy i przyzwolenia.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka