Dodaj do ulubionych

"Mysle, wiec jestem"

23.09.21, 19:29
czyzby ?
Odwracajac to, jesli nie mysle, to mnie nie ma ?
To sa sidla tzw. kontynentalnej filozofii.
Kiedys, jak bylem mlody i piekny, pobieralem kursy filozofii, tutaj w Usiech.
Rozgryzalismy dylemat, czym jest dobro.
Po kilku sesjach zajeciowych doszlismy do wniosku, ze dobro jest tym co jest dobre 😆
Wyszedlem z zajec glupszym niz bylem.
Zaemailowalem naszego profesora z zapytaniem: co mysli o buddyzmie. Szok !
Odpisal mi, ze nie wie nic o tym systemie.
Podziekowalem i wiecej na jego "wykladach" sie nie pojawilem.
Uwazam, ze studiowanie zachodniej filozofii to strata czasu. Bez wzgledu na to, jak gleboko bedziemy grzebac, w tym samym punkcie sie znajdziemy. Sztuka dla sztuki, nic wiecej.
Obserwuj wątek
    • krytyk2 Re: "Mysle, wiec jestem" 23.09.21, 20:27
      Popisales się tutaj szczerym wyznaniem ignorancji.I to takim z pycha i tupetem.
      Podam Ci jeden powód,dla którego warto studiować filozofię: czytanie tekstu Krytyki czystego rozumu I. Kanta,w którym jedno zdanie potrafi zaczynać się na jednej stronie a kończyć dwie dalej,stanowi nieprzeciętne wyzwanie dla mózgu.Z tego też powodu możesz uzyskać taką jasność myślenia abstrakcyjnego,o jakiej ci się nie śniło.Z tym jednym powodem wiąże się drugi,medyczny:zapewniam Cię, że lektura kilku stron dziennie filozofa z Królewca uchroni Cię przed wczesnym Alzheimerem 🤗
      • krytyk2 Re: "Mysle, wiec jestem" 23.09.21, 20:33
        A tak bardziej merytorycznie- to że miałeś pecha trafiając na jednego kretyna, którego ambicja życiową było zdobyć tytuł profesora filozofii,nie znaczy, że wszyscy filozofowie to kretyni.Poczytaj Heideggera to zobaczysz,że bliżej mu do koncepcji Buddy niż dziesiątkom skretynislych mnichów tybetańskich.Noszenie szat i i umiejętność zwinięcia nóg w kwiat lotosu,jeszcze realnie nie czyni z nikogo buddysty
      • a_iii_ty Re: "Mysle, wiec jestem" 23.09.21, 20:35
        jestes w pulapce swego myslenia.
        nic Ci nie moge polecic ponad jedno:
        przestan myslec i zasmiecac swoja swiadomosc. wiem, ze i tak to do Ciebie nie dotrze. Na ironie, Luty moglby Ci pomoc.
    • krytyk2 Re: "Mysle, wiec jestem" 23.09.21, 20:43
      Uderzyłeś w jednego najmocniejszych obrońców idealizmu w historii.Uderxyles ciosem poniżej pasa-nie zadając sobie trudu przeczytania choćby jednej strony tekstu jego koronnego dzieła.Szkoda ,bo byś się z niego skutecznie dowiedział ,że prezentujecie to samo stanowisko - osób,które wierzą,że duch istnieje tak samo realnie jak materia a może nawet mocniej-bo stwarza wszystko co jest(czy nie zaprezentowałeś tego stanowiska w ostatniej dyskusji ?)
    • krytyk2 Re: "Mysle, wiec jestem" 23.09.21, 23:01
      Tak,z przyczyny iż zmysły nasze zwodzą
      nas niekiedy, przyjąłem, że żadna rzecz nie jest taka, jak one nam przedstawiają. Ponie-
      waż istnieją ludzie, którzy się mylą w rozumowaniu nawet odnośnie do naprostszych
      przedmiotów geometrii i wpadają w mylne wnioski, pomyślałem, iż ja jestem podległy
      błędom równie jak każdy inny i odrzuciłem jako fałszywe wszystkie racje, które przy-
      jąłem niegdyś jako dowiedzione. Wreszcie, uważając, że wszystkie te same myśli, jakie
      mamy na jawie, mogą nam przychodzić wówczas, kiedy śpimy, a wówczas żadna z nich
      nie jest prawdziwa,postanowiłem przyjąć,iż wszystkie rzeczy,jakie weszły w mój umysł,
      nie bardziej są prawdziwe niźli złudzenia senne. Ale równocześnie zastanowiłem się, iż
      podczas gdy silę się przypuścić,że wszystko jest fałszywe,trzebaż,abym ja,który to my-
      ślę,był czymś;i zważając,iż ta prawda:myślę, więc jestem,jest tak pewna i niezłomna,że
      wszystkie najskrajniejsze przypuszczenia sceptyków nie sązdolne jej obalić,osądziłem,iż
      mogę ją przyjąć bez skrupułu za pierwszą zasadę filozofii,której szukałem.
      Następnie, rozpatrując z uwagą, czym jestem, uznałem, iż mogę udać, jakobym nie
      miał ciała i jakoby nie było żadnego świata ani miejsca gdzie bym był;nie mogę wszelako
      udać, jakobym nie istniał. Przeciwnie, z tegoż właśnie, iż zamierzałem wątpić o praw-
      dzie innych rzeczy,wynikało bardzo jasno i pewnie,że istnieję;natomiast,gdybym tylko
      przestał myśleć, choćby nawet wszystka reszta tego, co sobie wyobraziłem, była prawdą,
      nie miałbym żadnej przyczyny mniemać, iż istnieję. Poznałem stąd, że jestem substan-
      cją, której całą istotą lub przyrodą jest jeno myślenie i która, aby istnieć, nie potrzebuje
      żadnego miejsca,ani nie zależy od żadnej rzeczy materialnej;tak iż to ja,to znaczy dusza,
      przez którą jestem tym,czym jestem,jest zupełnie odrębna od ciała,a nawet jest łatwiej-
      sza do poznania niż ono,i że,gdyby nawet ono nie istniało,byłaby itak wszystkim czym
      jest.
      Następnie,rozważyłem wogólności,czego potrzeba,aby twierdzenie jakieś było praw-
      dziwe i pewne;skoro bowiem znalazłem twierdzenie,o którym wiedziałem,żejestpewne,
      sądziłem,iż powinienem również wiedzieć,na czym polega t a pewność.I zastanowiwszy
      się, iż w owym: myślę, więc jestem, nie ma nic, co by mnie upewniało, iż mówię prawdę,
      prócz tego, iż widzę bardzo jasno, że aby myśleć, trzeba być, osądziłem, iż mogę przyjąć
      jako powszechne prawidło, że rzeczy, które pojmujemy bardzo jasno i bardzo wyraźnie,
      są prawdą: zachodzi tylko niejaka trudność w tym, aby dobrze zważyć, które to rzeczy
      pojmujemy tak wyraźnie.
      Zastanowiłem się dalej, iż są rzeczy, o których wątpię, i że tym samym istota moja
      nie jest zupełnie doskonała;widziałem bowiem jasno,iż znać jest większą doskonałością
      niż wątpić. Umyśliłem tedy dochodzić, skąd nauczyłem się myśleć o czymś bardziej do-
      skonałym niż ja sam, i poznałem oczywiście, iż musi to być z jakiejś natury, która jest
      w istocie bardziej ode mnie doskonała.Co się tyczy myśli moich o wielu innych rzeczach
      na zewnątrz mnie, jak niebo, ziemia, światło, ciepło, i tysiąc innych, nie byłem w takim
      kłopocie, aby wiedzieć, skąd pochodzą. Nie widząc w nich nic, co by je miało czynić
      wyższymi nade mnie, mogłem mniemać, iż jeżeli są prawdziwe, wypływają z mojej na-
      tury, o ile posiada ona jakąś doskonałość; jeżeli nie prawdziwe, płyną snadź z nicości, to
      znaczy z tego we mnie, co posiadam ułomnego. Ale inna była sprawa z pojęciem istoty
      bardziej doskonałej niż moja; to bowiem, abym je czerpał z nicości, było rzeczą oczywi-
      ście niemożliwą.Że zaś myśl,aby coś doskonałego mogło byćnastępstwem i zależnością
      od czegoś mniej doskonałego, jest równie odpychająca, jak to, aby coś mogło powstać
      z niczego,nie mogłem również posiadać tego pojęcia z samego siebie:tak iż pozostawało
      tylko, że pomieściła ją we mnie natura w istocie bardziej ode mnie doskonała, a nawet
      posiadająca sama w sobie wszystkie doskonałości, o których mogę mieć jakieś pojęcie,
      to znaczy, aby się wyrazić w jednym słowie, która jest Bogiem. Do tego dodałem, iż,
      ponieważ znam niejakie doskonałości, których mi zbywa, nie jestem jedyną istotą, ja-
      ka istnieje (posłużę się, jeśli pozwolicie, swobodnie szkolnymi terminami), ale że musi
      koniecznie istnieć jeszcze jakaś inna, bardziej doskonała, od której jestem
      • a_iii_ty Re: "Mysle, wiec jestem" 24.09.21, 02:43
        no pieknie, a skad ta pewnosc, ze cos nie moze powstac z niczego.
        okazuje sie, ze kazdy punkt tego Universe, nieskonczona ilosc, to pustka.
        A jednak widzimy obiekty wokol nas.
        Przyklad z ksiazki o mandalach: postaw kropke olowkiem na kartce papieru. Wyglada jak punkt, prawda ? Teraz wez powerful mikroskop i "najezdzaj" w ten punkt. Najpierw dostrzezesz opilki grafitu, potem atomy, potem jeszcze inne malenstwa i w koncu nie bedzie juz niczego, co moznaby nazwac materia. Punkt zniknie, otworzy sie niezmierzona przestrzen pustki z, jak to mowia, prawdopodobienstwem istnienia tylko.
        Wszechswiat jest pusty i wyglada na to, ze powstal z niczego.
        Co ty na to ?
        • krytyk2 Re: "Mysle, wiec jestem" 24.09.21, 09:32
          To jest jak w przykładzie o szklance w połowie pustej (pesymista) i szklance w połowie pełnej (optymista)
          Tak mnie wiecej wyglada nasza rozmowa.Ja ci podaje cytat,w ktorym czarno na białym tkwi jak byk deklaracja idealizmu a Ty podważasz jedno zdanie po to ,żeby podnieść swój nihilistyczny punkt widzenia
          A jeśli już podnosisz taki argument,to mogę ci powiedzieć,że nauka w dalszym ciągu zastanawia się czy istnieje antymateria i jaka jest jej rola że tak powiem -"substancjalna",czym tak naprawdę jest pole grawitacyjne.To ,że nasze ludzkie oko nie widzi gdzieś substancji,nie znaczy ,że jej nie ma,Pisałem ci o energii,ktorej nie widzisz a która może najbardziej istnieje na poziomie subatomowym
        • krytyk2 Re: "Mysle, wiec jestem" 24.09.21, 09:50
          mam jeszcze pewna refleksję związaną z samym poj nicosci.Sam Kartezjusz uzywa w tym tekscie kilku znaczeń tego pojecia.Dla mnie istnieje "nicość" bytowa ale też podejrzewam ,że część znaczeń bierze się też z samej logicznej negacji,z zaprzeczenia.Np w zdaniu "Tu nie ma tego zeszytu",stwierdza się nieobecnośc w pokoju poszukiwanego zeszytu,ale nie twierdzi się ,że nie istnieje on w ogóle.
          Wskazana przez Ciebie nieobecność jakijkolwiek cząstki elementarnej w przestrzeni pomiędzy tymi cząstkami nie jest dowodem na to ,że "istnieje" nicość.Przestrzeń pomiedzy cząstkami wypelniona jest siłami przyciagania i odpychania-własnie elektromagnetycznymi,grawitacyjnymi i jeszcze innymi ,istnienie których juz dzis zakladamy ,bo wynika ono z teoretycznych wyliczeń

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka