kogucik-2972
22.10.11, 10:57
ale nie tylko starszych ludzi to dotyczy - prawo godnej śmierci. Nie wiem jak u Was, ale ja przeżyłem osobiście zderzenie z postawą szpitali i lekarzy - nie rokuje - nie nasz problem. A do dziś pamiętam mojego ojca na łóżku, na oddziale neurochirurgii, przed operacją guza mózgu, siedzącego z wyciągniętą ręką na której były leki - pacjent obok powiedział że siedzi tak od 6 - my byliśmy po 8 czyli ponad dwie godziny. No bo tata trzymał te leki, ale nie wiedział co z nimi zrobić - guz to guz - coś tam namieszał, w końcu nie bez powodu siedział ojciec na tym łóżku na tym oddziale. - żadna z pielęgniarek nawet nie zajrzała.
Albo lepszy numer - przed operacją, pielęgniareczka przyniosła pończochy uciskowe - bo długa operacja to przed zakrzepami mają chronić czy coś - zostawiła facetowi, który nie wiedział co się z łyżką robi, bo zapomniał - bez słowa co trzeba z tym zrobić. Ale nieświadomy przecież nie był, tylko trochę pogubiony. Więc wymyślił że skoro operacja na głowę to na nią właśnie owe pończochy naciągnąć trzeba. Zabawne ? No w sumie tak - sam się z tego śmiał, kiedy po operacji wrócił do normalnego umysłu - scenka zabawna - ale rzeczywistość i realia opieki nad chorymi - już nie
Człowiek do samego końca
Najgorszą rzeczą jaką można powiedzieć osobie, której umiera bliski starszy człowiek to: „Nie martw się, przeżył tyle lat. Nadszedł jego czas”.
Czy ten ktoś ma mnie za idiotkę sądząc, że ja nie wiem, że 90 lat to jest wiek, w którym śmierć jest najbardziej logiczną kolejnością rzeczy ze wszelkich możliwych? I skąd pomysł, że starość cokolwiek zmienia w tym, jak przeżywamy odchodzenie bliskiego człowieka?
Otóż nie zmienia niczego. Rozum rozumem, ale serce nie sługa. Śp. Dziadek Edward mógłby dla mnie żyć jeszcze 250 lat, pomarszczony jak rodzynek, a i tak Jego odejście byłoby ogromną stratą dla całego świata. Mój Dziadek, który umiera od kilku tygodniu nie jest dla mnie jakimś tam statystycznym dziewięćdziesięciolatkiem, który kradnie szpitale łóżko ludziom chorym a młodszym od niego, ale bardzo ważnym człowiekiem, z którego odchodzeniem nie mogę się pogodzić.
Starość ma w naszych czasach przerąbane. Nie tylko nam się nie podoba, ale nawet nas nie wzrusza. Pies uwiązany do łańcucha – bardziej. Dzieci chore, bite czy molestowane – do łez. Stary człowiek to tylko i wyłącznie zbędny problem i balast.
Nawet w szpitalu dla osób, których zawodowym obowiązkiem jest ratowanie życia. Kiedy Dziadek trafił do szpitala po raz pierwszy – niezdolny do żadnego samodzielnego ruchu – leżał na zasikanym łóżku bez poduszki przez dwa dni. A zamiast kroplówki miał podany talerz z jedzeniem, który stał sobie bezpańsko na podłodze. A trafił do tego szpitala na zlecenie lekarki rodzinnej, która uznała, że umrze z wycieńczenia, ponieważ nic nie je ani nie pije. Szpital zasłynął z nagłośnionej właśnie sprawy przechowywania w zamrażarce zwłok człowieka, którego rodzina uznała za zaginionego i szukała przez cztery lata. A on leżał w chłodni, aż przyszedł majster naprawić stary sprzęt.
Ten sam szpital odwiózł mojego Dziadka do domu i zostawił go nam – z zapaleniem płuc, niezdolnego do przyjmowania pokarmów i płynów, do załatwienia potrzeb fizjologicznych, ani do powiedzenia kilku zrozumiałych słów.
Po uruchomieniu wszystkich możliwych kontaktów (stare dobre znajomości – jedyny sposób, że cokolwiek załatwić w tym kraju), Dziadek trafił do innego szpitala, w którym – owszem – nadal umiera, ale przynajmniej godnie.
Jest czymś nieludzkim patrzenie jak krzepki mężczyzna zmienia się w niemowlę. W dodatku takie, które nikogo nie wzrusza. Przewijanie, karmienie, przekładanie z boku na bok 90-letniego starca nie wzbudza w nikim współczucia ani czułości. Patrzę na niego i życzę mu śmierci, żeby nie musiał znosić tego straszliwego upokorzenia. Którego chyba jest świadom, skoro w chwilach przytomności prosi bez końca, żeby dać mu buty i zaprowadzić do łazienki.
Kiedy przyjdzie wam pocieszać znajomego, któremu umiera ktoś bliski i starszy, nie mówicie, że dożył „pięknego wieku”. Powiedzcie raczej, że będziecie się z całych sił modlić / mocno trzymać kciuki, żeby jego cierpienie i upokorzenie trwało jak najkrócej. I że przy tej bezkresnej bezsilności, której doświadcza się w takim umieraniu liczy się wyłącznie obecność. Żeby ten kto umiera wiedział, że przynajmniej dla tego krewnego nie jest tylko nieestetycznym problemem, ale do końca pozostaje Człowiekiem. Moim Dziadkiem od pomidorów, szabli i łatania dziur w budżecie. Moim Dziadkiem Ignacym.
toandfro.blog.pl/czlowiek-do-samego-konca,15548140,n