Przed zapaleniem choinki...

19.12.11, 12:07
Wstęp
Już się dzień jak tragarz pochyla.
Trzeba wyjść na miasto. Wigilia.
Trzeba się trochę powłóczyć
zamglonymi ulicami Krakowa.
A Kraków jest dama fędesjeklowa
w biżuterii świateł sztucznych.
II
Przemówienie do ulic
(w mimowolnej formie piosenki)

Siostry moje, ulice,
chcę wam dziś miłość wyznać:
wy jesteście moja ojczyzna,
mój deszcz i wiatr, i śnieg.
śnieg tak pachnie jak lilia,
deszcz jak wino upija,
idąc wami słyszę, jak mija
szalony XX wiek.
W dali, na wzgórzu przystanę,
gdzie miasto zaczarowane,
wy płyniecie tam ze mną, piękniejsze
od najpiękniejszych rzek.
Siostry sny zsyłające,
Siostry moje, ulice,
w dzień na szybach ze słońcem,
w noc z wiszącym księżycem.
W was puszczałem w rynsztokach
małe łódki z papieru,
o, złote dźwięków szuflady,
o, filharmonie szmeru.
Któż tak potrafi rzewnie
mgłami zasnuć i osnuć?
Któż tak do ucha szepnie:
"Nie smuć się, bracie, nie smuć".
Wiosną ptaszki i listki,
latem jest kurz złocisty,
jesienią koncert dżdżysty,
a zimą wiatr i śnieg
i śnieg tak pachnie jak lilia,
wiatr jak wino upija,
idąc wami słyszę, jak mija
szalony XX wiek.

(W ten sposób, pojmujecie,
mam milion sióstr na świecie,
bo w każdym mieście
jest moje szczęście:
ulice, ulice, ulice.)
III
Anormalny chiromanta
Gdzie wzejdzie Gwiazdka? w niebie.
Gdzie są dziewczyny? w sklepie.
Dziewczyny ciastka sprzedają.
W sklepie jest lepiej niż w niebie.
Właśnie do sklepu wszedł chiromanta
oraz chiromanty cień -
i rzecze chiromanta: "Niech da mi panna
dwa miliony rurek z kremem".

"Przepraszam pana. Bez głupich żartów.
Ile żąda dobrodziej?",
"Cztery miliony, a zresztą - nie warto".
I tak jak wszedł, Wychodzi.
IV
Straszne skutki pijaństwa
Ulicą jedzie dorożka,
dorożkarz jest wlany troszkę,
i w dodatku śpiewa ten nicpoń:
"Nie przesadzajmy z prohibicją...
Nie przesadzajmy... tararara..."
Więc wnet spotyka go kara:
nagłą śmiercią umiera na koźle.
Dobrze ci tak, stary ośle.
Koń łeb odwraca. Przez smutne oko
patrzy - o, dolo gorzka.
i mówi: "Jeszcze jeden dorożkarz
odszedł nie wiadomo dokąd".
A lekarz stwierdza. I dzwonią z dziennika.
A śnieg tańczy walczyka.
V
80 strażaków i 1 (jedno) bluźnierstwo
Inną ulicą z wielkim wysiłkiem
tirli-bum-tiritomba
idą strażacy i tak przez pomyłkę
grają na pożyczonych trąbach:
JESTEM DZIŚ TAKI SENTYMENTALNY,
ŻE MÓGŁBYM SPRZEDAWAĆ ŁZY.
ADRESIK: HOTEL "FENOMENALNY"
POKÓJ NR 303.

I śnieg pada przez pomyłkę.
I topnieje na jezdni.
I wiatr wieje przez pomyłkę.
A inaczej było w przepowiedni.
Bo miało być słońce we dnie
i lekkie mgiełki z rana.
Oto są przepowiednie
świętego Korbiniana.
A tutaj śnieg monstrualny
i pada, i pada, i...
JESTEM DZIŚ TAKI SENTYMENTALNY,
ŻE MÓGŁBYM SPRZEDAWAĆ ŁZY.
VI
Zamieć
Zamieć, zamieć na bożym świecie,
na całym świecie zamieć.
Śnieg, powiadacie? A cóż wy wiecie,
co to jest zamieć?
Strach? A cóż wy możecie poradzić
na taki strach?
Na śnieżnej chmurze jak na białym byku sadzi
tłusty Sebastian Bach.
Liryka, muzyka coraz to wyższa,
do nieba by się szło,
właśnie tak, gdym Bacha w zamieć słyszał
w Paryżu, w PALAIS CHAILLOT:
Organy w chmury, w chmurach cherubin
chmurom krzyczący. "Grajcie".
. . . . . . . . . . . . . . . . .
Wszystko, coś stracił, wszystko, coś zgubił,
w Bachu, bracie, odnajdziesz.
VII
Powrót
A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy,
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: "Gdzieś pan był tyle lat?"
"Wędrowałem przez głupi świat."
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
że już wzeszła Gwiazdka na niebie,
że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście,
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynnie
kolęda na okarynie:
LULAJŻE, JEZUNIU
MOJA PEREŁKO,
LULAJŻE, JEZUNIU,
ME PIEŚCIDEŁKO.

Konstanty Ildefons Gałczyński
1947


Czaro. smile)
    • czaro.01 Re: Przed zapaleniem choinki... 19.12.11, 12:22
      Kolęda paryska

      Obudź się, Jezuniu,
      więcej nie lulaj,
      a Ty Go, Matulu,
      już nie utulaj.

      Oddaj mu mieczyczek,
      bo będzie skandal,
      słysz, rży mu koniczek
      jak koń Rolanda.

      Dam ja Jezusowi
      moją pokorę,
      zasię Józefowi
      brzozową korę.

      Na korze wypiszę
      imię Natula,
      a ty ją. Matulu,
      w płaczu utulaj.


      Konstanty Ildefons Gałczyński
      Paryż, styczeń 1946


      Czaro.smile
    • sibeliuss Re: Przed zapaleniem choinki... 19.12.11, 13:31
      Ubóstwiam poezję mistrza Konstantego, ilekroć jestem na Powązkach zapalam mu światełko.
      • czaro.01 Trąbki świątecznej poczty :-) 19.12.11, 13:57
        Trąbki świątecznej poczty

        Już dzisiaj, który to raz, pędzi poczta przez las!
        Cóż, nie dziwota. Przed każdą Gwiazdką
        pękają banie z manią pisarską:
        Jacek, co pióra nie bierze w ręce,
        nagle napisał listów dziewięćset.
        Pisze Alojzy, Funia i Mania.
        Rośnie gwiazdkowa życzeniomania.
        Wczoraj w Krakowie na Placu Kingi
        listy wypchnęły denko od skrzynki,
        bo tyle listów, któż by to zniósł.
        O! Znów pocztowy wóz:
        Jeszcze ten mostek, jeszcze ta rzeczka
        i wjedzie poczta w mury miasteczka.
        Śnieg przed pocztą biegnie jak zając, trąbki pocztowe gromko grają:
        Listy, paczki, stamtąd i stąd!
        Wszystkim wesołych świąt!

        Konstanty Ildefons Gałczyński



        Czaro. smile))
      • czaro.01 Bebetlejem 19.12.11, 15:42
        Cóż to się, moi mili,
        cóż to się dnieje?
        Święto, widać, jakoweś wielkie w Betlejem,
        świecą gwiazdki na niebie,
        Panna Dziecię kolebie,
        święty Joseph z radości się śmieje.

        Aniołowie nad szopka
        dmą w zielone trąbki,
        Maleńkiemu z radości błyszcza się ząbki.
        Przybywają pasterze,
        dary niosą w ofierze:
        czekoladki, petit-fours\'ki, z cukru gołąbki.

        Potem poczet królewski
        przychodzi duży -
        buty pyłem okryte, jak to z podróży:
        to są ci trzej królowie,
        orientalni mędrcowie:
        dwóch białych, trzeci czarny warszawski Murzyn.

        Lecz nie tylko do szopki
        przybyli króle -
        wszystkich lu można spotkać, wszystkich w ogóle:
        w te bogobojne strony
        przyszły nawet masony,
        nawet Tuwim diabelski, straszliwy Julek.

        Już Słonimski nastraja
        auzoriską lirę
        i myśli, jaką by tu kropnąć satyrę,
        ale jakoś nie może:
        wzruszyło się niebożę,
        patrzcie: z oczu cynika łzy kapią szczyre.

        Wszystko jest tak nieomal
        jako przed rokiem.
        Czarny Lechoń przyjechał srebrnym obłokiem,
        Wittlin we włosiennicy
        przyszedł na pieszo z Nizzy,
        w drodze karmił się wodą sodową z sokiem

        Ze szwadronem lansjerów
        jest i Wieniawa,
        nie brak Kazia, Heleny i Jarosława;
        jestem ja i Paczkowski,
        Bandrowski, Irzykowski -
        jak u Starszego Pana - cała Warszawa.

        Panna sobie poprawia
        złocisty kolczyk,
        Boy chciałby coś powiedzieć, głos mu się plącze:
        tyle ciepła. Broniewski
        \"w oczach ma rzewne łezki\",
        śpiewa: - Śpij, mój maleńki, ty komsomolczyk.

        . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

        A potem pito wódki
        dużo i drańskiej.
        Gwiazdy w niebie jak róże kwitły czekańskie.
        Rzekł Tolek: - Jestem żydo-
        żerca i wnet poszli do
        \"Małej Ziemiańskiej\".


        Konstanty Ildefons Gałczyński
        \"Cyrulik Warszawski\" 1928 nr 52

        Czaro. wink)
      • czaro.01 :)Festi Nativitatis Christi laudes.... 19.12.11, 16:02
        czyli
        pochwała Bożego Narodzenia
        Jakoby ze złotego
        chmury są runa.
        To Boże Narodzenie
        zbliża się ku nam:
        żony tedy i matki
        czyszczą kuchenne statki,
        aż w kuchni starodawnej
        w strop bije łuna.

        Garnki, sagany, kotły
        z miedzi robione:
        wszystko to gospodynie
        czyszczą natchnione,
        klamki, progi i drzwiczki,
        nawet z kurzu stoliczki,
        kędy drzemią na zupę
        szczawie zielone.

        Tamten kwiat ówdzie stanie,
        a zasię ten tu:
        trzeba izby wystroić
        pięknie ku świętu,
        by wystrojone izby
        światłem grały wskroś szyby,
        bo Jezus czystość lubi
        serca i sprzętu.

        - Jak wejdzie Narodzenie,
        to którą bramą? -
        pytają gospodynie
        wieczór i rano;

        gotują na Wigilię,
        tłuką z cukrem wanilię
        i rzecz wonną, przewonną,
        zacny cynamon.

        I zawsze niespodzianie
        (pomimo znaków!)
        przychodzi Narodzenie
        w glorii, w orszaku;
        rodzi się Dziecię nocą,
        nocą gwiazdy się złocą,
        a jedna najgłówniejsza,
        co wiedzie magów.

        A potem zamigoce
        świeczka za świeczką,
        ojciec dziecku popatrzy
        w oczy jak dziecko,
        będą chóry anielskie
        a oraz archanielskie,
        święty Joseph z Maryją
        nad kolebeczką.

        Śnieżek prószy. Hej, bracia,
        rozstawmy stoły!
        Ucztujmyż: przedświąteczne
        przeszły mozoły;
        nie żałujmyż dobytku
        ani wszelkiego wiktu:
        słodki Pań się narodził.
        Pasterz wesoły.

        Wiem ci ja, że niejeden
        grosze oblicza,
        a kto i grosza nie ma,
        głód go tnie z bicza.
        Wolno marzyć poecie,
        że już lepiej na świecie,
        że się wszędzie bogato
        pleni obyczaj;

        że dzieci, wszystkie dzieci
        mają pierniki,
        ojce tytoń do fajki,
        matki buciki;
        a różne podłe małpy
        już nie biorą się za łby,
        i wszędzie miasto armat
        stroją muzyki.

        Raduj się tedy, miasto,
        raduj i sioło;
        ty, słońce, w dzień; ty w nocy,
        miesięczne koło;
        raduj się i ty, człeku,
        ze mną czasom na przekór
        chętną kolędę śpiewaj,
        piosnkę wesołą.


        Konstanty Ildefons Gałczyński
        1935


        Czaro.
        • flisy1 Re: :)Festi Nativitatis Christi laudes.... 19.12.11, 16:18
          Czaro puścił wodze fantazji big_grin
          • grzech_o_1 Puścił_a!!! 19.12.11, 20:55
            Ps.
            Człek bez fantazji? Czy to człek? Chyba tak, istota człekowata, lecz bardzo uboga, duchem!
            www.youtube.com/watvh?v=BryVrSgn5dE&feature=related
            • mala200333 Re: Puścił_a!!! 19.12.11, 20:59
              Człek bez fantazji to jak trup na urlopie!
              • grzech_o_1 Re: Puścił_a!!! 19.12.11, 21:24
                Ale Maluśka, szczęście żem jest jeszcze JA! Fantazja ułańska!
                - Konno do "ADRI" na dancing! smilesmilesmile
                Ps.
                Szkapina zostaje w szatni! Bo po parkiecie się ślizga na złotych podkówkach i nie daje rady kręcić walca!

                Wesołych Świąt!
          • czaro.01 Re: :)Festi Nativitatis Christi laudes.... 20.12.11, 02:08
            flisy1Czaro puścił wodze fantazji big_grin

            Nie Czaro. puściła wodze fantazji, a Konstanty Ildefons Gałczyński.

            Czaro.smile)
            • flisy1 Re: :)Festi Nativitatis Christi laudes.... 20.12.11, 09:07
              No to inaczej,Czaro pościłA wodze fantazji Gałczyńskiego smile
    • grzech_o_1 Leśniczówka - 19.12.11, 20:48
      - Pranie.
      www.youtube.com/watch?v=c6REXJ5WJPE
      www.youtube.com/watch?v=WL30x9tGApc&feature=related
      www.youtube.com/watch?v=1zZJFqSJIbo&feature=related

Pełna wersja